Breaking love. Broken love. Tom 4Tekst

Autor:B.b. Reid
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Każdej osobie, która zaryzykowała

w miłości, której się nie powiodło,

a potem znalazła w sobie odwagę,

by spróbować ponownie.

Faceci są mniej pewni siebie i bardziej wrażliwi,

niż wam się wydaje. Pierwotna potrzeba,

by być samcem alfa, pociąga za sobą

ogromne cierpienie. Im zacieklej walczymy,

tym dotkliwszy jest upadek.

– John Krasinski

Rozdział 1
Dash

Garnitury to symbol władzy, dlatego je nosiłem. Nieważne, czy dla kobiety, czy w pracy – dzięki nim ludzie widzieli we mnie ważniaka, więc nie musiałem nadrabiać gadką. Zawsze były szyte na miarę, produkowane przez najlepszych projektantów mody. Dla mnie to było bez znaczenia, ale dla innych wręcz przeciwnie.

Taki garnitur kojarzy się z pieniędzmi, siłą, możliwościami.

Gdy szedłem przez gustownie wykończony hol wieżowca, w którym mieściła się firma Chambers M&A Holdings, ludzie jak zawsze się za mną oglądali. Moja obecność przyciągała wzrok. Mój ojciec w wieku pięćdziesięciu pięciu lat postanowił wcześniej przejść na emeryturę, bo wierzył, że jestem w stanie przejąć firmę bez najmniejszego problemu.

Nie dziwne, że tak uważał.

Przyuczał mnie do tego, od kiedy skończyłem dwanaście lat.

Pewnym krokiem wszedłem do gabinetu na ostatnim piętrze, gdzie pracowałem tylko z moją asystentką. Z racji tego, że często siedziałem w pracy do późnych godzin, obok gabinetu znajdowała się sypialnia, którą traktowałem jak swoje drugie mieszkanie.

– Dzień dobry, panie Chambers. – Wziąłem kawę od asystentki, gdy przechodziłem obok jej biurka, i przywitałem się z nią skinięciem głowy.

– Celesha. – Zamknąłem drzwi, co znaczyło, że w ciągu następnej godziny pod żadnym pozorem nie powinna mi przeszkadzać, gdy ja będę odpowiadał na maile, które na pewno się nawarstwiły w ciągu kilku godzin mojego snu, bo tylko tyle było mi dane odpocząć.

Zatrudniłem Celeshę, gdy dwa tygodnie temu wróciłem do Stanów z delegacji w Niemczech. Zwolniłem poprzednią asystentkę, która okazała się wyjątkowo niekompetentna. Jako kochanka – wręcz przeciwnie. Zaspokajałem ją w łóżku, ale szybko mi się znudziła. Ponadto chciała ode mnie więcej i więcej, więc szybko wskazałem jej drzwi.

Tym razem zatrudniłem mężatkę, żeby nie wkroczyć na tę ścieżkę po raz kolejny. Po co miałem uprawiać seks, jeśli mnie nie satysfakcjonował czy nie zaspokajał moich podstawowych żądzy.

Już doświadczyłem w życiu uzależnienia i o dziwo, uzależniłem się od samego bycia uzależnionym. Tylko jedna osoba potrafiła mnie od tego uwolnić. Jedna dziewczyna, której pragnąłem bardziej niż sukcesu i kolejnego oddechu.

Wciąż pamiętałem dźwięk jej urywanych jęków i to, jak jej cipka co chwilę zaciskała się na moim członku. Jej kształtne ciało nie zostało stworzone dla byle jakiego mężczyzny – tylko dla mnie.

Byłem jej pierwszym, a po tych wszystkich latach zastanawiałem się, czy jedynym.

Czułem, że pogrążam się w mrocznej otchłani furii. Gwałtownie kliknąłem w pierwszy mail i odmówiłem spotkania w interesach, nawet nie przeczytawszy wiadomości. To nie miało znaczenia. Już wcześniej odmówiłem tej firmie. Właścicielem był jakiś starszy facet, który pracował w branży od ponad dwudziestu lat. Nie chciałem się zgodzić na fuzję z jego przedsiębiorstwem ze względu na jego aroganckie zachowanie i rozbiegane spojrzenie. Myślał, że wyświadczy mi przysługę, jeśli przejmie kontrolę nad firmą, dla której mój ojciec poświęcił rodzinę i własną moralność.

Dwie godziny później próbowałem bezskutecznie rozmasować spięte mięśnie ramion i karku, gdy Celesha zajrzała do mojego gabinetu.

– Mam dla pana pocztę. – Weszła do środka, niosąc ciemnoniebieski list. Koperta była o wiele większa i różniła się kształtem od typowej, o kolorze już nie wspominając. – Od pańskiej siostry – dodała niepotrzebnie.

– Dzięki. – Wziąłem od niej ozdobną kopertę i drżącą ręką położyłem ją na biurku. Zawartość jakoś mnie nie interesowała. – Zanim pójdziesz, wyślij, proszę, faksem te dokumenty, a potem zarezerwuj na ósmą stolik u Amifiki.

– Ooo, na bogato. Ma pan dzisiaj randkę?

– Coś w tym stylu. – Posłałem jej wymowne spojrzenie, a potem patrzyłem, jak ucieka na tych swoich szarych szpilkach. Nie chciałem zachować się jak skończony kutas, ale wciąż się do niej przyzwyczajałem i starałem ją wyczuć. Jako że była mężatką, wiedziałem, że jej nie tknę, co jednak nie oznaczało, że ona sama będzie się hamować.

Dzisiejsza kolacja miała na celu zapewnienie mi ostatecznej aprobaty ojca. Liczyłem również na to, że w końcu raz na zawsze się ode mnie odczepi. Ten układ wpłynie na resztę mojego życia i był całkowicie dobrowolny.

Aż nie mogłem się doczekać.


– Panie Chambers, miło pana widzieć. Stolik dla dwóch osób jest gotowy, a pański gość już czeka. – Bez namysłu podążyłem za kelnerem przez restaurację do stojącego w głębi stolika osłoniętego przed pozostałymi gośćmi. Ona już tam siedziała i przeglądała kartę win, bez wątpienia szukając najdroższej butelki.

Nie miałem problemu z wydawaniem pieniędzy. Tylko z ludźmi, którzy tych pieniędzy nie szanowali. Na wszystko, co w życiu dobre, trzeba sobie zasłużyć. Odwalona brunetka czekająca na mnie nigdy tego jednak nie zrozumie. Należała do elity, żyła z pieniędzy tatusia, póki pewnego dnia nie stanie się ciężarem jakiegoś złamasa. I ja będę tym złamasem.

– Dash! – przywitała się zbyt entuzjastycznie i przywołała mnie ruchem palca, jakby miała nade mną władzę. Chciała się ze mną czule przywitać, ale ja niechętnie osunąłem się na krzesło. Zdziwiło ją to i wydała się nieco urażona.

– Jak się masz, Rosalyn? – zapytałem, chociaż miałem to gdzieś. Nawet mój ton o tym świadczył, ale ona wolała to zignorować.

– Skoro już się zjawiłeś, to wszystko w porządku. Wiedziałam, że prędzej czy później pójdziesz po rozum do głowy.

– Nie przeginaj pały. Dobrze wiesz, dlaczego tu jestem, więc darujmy sobie formalności, okej? Coś mi mówi, że dla ciebie to również nie jest ważne.

– Nie wiem, za jaką dziewczynę mnie masz – obruszyła się – niemniej jestem dziewczyną, a to oznacza, że mam romantyczną duszę. – Zatrzepotała rzęsami. Niemal prychnąłem.

– Ja pierdolę, nie zamierzam przed tobą klękać. Oboje wiemy, że się zgodzisz, bo wybór masz tak samo ograniczony jak ja.

– To nieprawda. Chcę tego, Dash, i wiem, że ty również mnie pragniesz. – W jej oczach błyszczała pewność siebie, niemal słyszałem, jak dodaje: „Jak mogłabym cię nie pragnąć?”.

– Grasz taką pewną siebie, a tak naprawdę musisz mieć bardzo niskie poczucie własnej wartości, skoro nie tylko się na to zgadzasz, ale jeszcze się z tego cieszysz.

– O czym ty mówisz? – W jej głosie wyczułem złość.

– Zgadzasz się na aranżowane małżeństwo. Po części zapewne się martwisz, że nie znajdziesz nikogo, kto chciałby cię poślubić z własnej woli. To tylko kolejny sposób na spożytkowanie pieniędzy tatusia.

Zjawił się kelner i przyjął nasze zamówienia. Jak się tego spodziewałem, Rosalyn poprosiła o najdroższe wino. Wiedziałem, że wcale go nie zna, bo nawet nie potrafiła wymówić nazwy.

Gdy czekaliśmy na jedzenie, siedziała zupełnie cicho. Ja odebrałem kilka telefonów, w tym jeden od mojego taty, a inny od Keirana, który dzwonił, żeby poinformować mnie, że już wrócił z Hawajów, ale będzie w domu tylko przez krótki czas, bo za tydzień Lake zaczyna zajęcia.

Keiran był moim przyjacielem od zawsze. Prawie nie znałem życia bez niego, chociaż zjawił się w Six Forks w wieku ośmiu lat. Zawsze był przerażającym, aroganckim dzieciakiem, wiecznie wkurzonym. Nikt nie chciał się z nim zadawać, bo uchodził za oziębłego i uważał, że przemoc jest odpowiedzią na wszystko. Wciąż pamiętałem dzień, gdy go poznałem, jakby to było wczoraj…


• Czternaście lat temu •

Wyszedłem z łazienki, myśląc o teście z matematyki, z którego dostałem sto punktów. Wiedziałem, że tata będzie ze mnie dumny, gdy zobaczy sprawdzian. Nigdy nie akceptował oceny gorszej od piątki, a kiedy moja siostra lub ja przyszliśmy do domu ze słabszym wynikiem, zamiast się bawić, spędzaliśmy czas z korepetytorami, których tata zatrudniał, byśmy poprawili stopnie. Siostra raz dostała czwórkę z plusem i do końca semestru musiała po szkole spotykać się z panią Grandal.

Właśnie szedłem korytarzem do klasy, w której miałem lekcję, gdy nagle zobaczyłem dwóch chłopaków. Zastanawiałem się, dlaczego jeszcze nie byli w sali. Nagle zamarłem, bo ten, który stał do mnie plecami, uderzył drugiego i go przewrócił.

– Wstań i ze mną walcz. – W korytarzu rozległ się głos ciemnowłosego chłopaka i poczułem dreszcze na plecach.

– Ale ja nie chcę z tobą walczyć. Nic takiego nie zrobiłem – wyjęczał blondyn. Dręczyciel poruszył się tak szybko, że nawet nie zauważyłem, kiedy przycisnął stopę do gardła drugiego chłopaka.

– Hej! – krzyknąłem niespodziewanie. Przez chwilę liczyłem na to, że mnie nie usłyszał, on jednak się obrócił.

 

Zmierzył mnie długim, ostrym spojrzeniem, wciąż nie zabrawszy nogi z gardła blondyna. Mniejszy chłopak zamilkł i zbladł.

– Spadaj.

– Jeśli to zrobię, powiem o wszystkim nauczycielowi, a wtedy będziesz mieć kłopoty, więc lepiej przestań. – To ostrzeżenie chyba go nie ruszyło, lecz zabrał nogę, a potem zaczął iść w moją stronę. Miałem ochotę się wycofać, ale wiedziałem, że jeśli okażę strach, skończę jak ten chłopak, który nadal nie mógł wstać z podłogi.

– Och, naprawdę?

– T-tak – wyjąkałem.

– A skąd mam wiedzieć, że nie naskarżysz, jeśli przestanę?

– Nie zrobię tego.

– Dlaczego?

– Bo nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty. – Teraz, kiedy stał twarzą do mnie, zrozumiałem, że już go wcześniej widziałem. To był Keiran Masters, chłopak, którego wszyscy się bali. Nie miał przyjaciół, rozmawiał tylko ze swoim kuzynem Keenanem Mastersem, ale niezbyt często. Keenan był zupełnym przeciwieństwem Keirana. Uchodził za klasowego błazna i zawsze doprowadzał ludzi do łez, chociaż odnosiłem wrażenie, że w duchu był trochę smutny.

– A co cię to obchodzi?

Wzruszyłem ramionami i odpowiedziałem na jego spojrzenie. Długo nie chciałem odwrócić głowy, więc w końcu potaknął i ponownie stanął nad chłopakiem, który na szczęście już usiadł i teraz trzymał się za gardło.

– Trzymaj się od niej z daleka – powiedział krótko Keiran i zniknął za zakrętem. Pomogłem chłopakowi wstać, obserwując, jak walczy o oddech.

– Dziękuję – wysapał. – Ale to było super. Jak to zrobiłeś?

– Ale co?

– Jak go przepędziłeś?

– Nie mam pojęcia. – I to była prawda. Nie wiedziałem, dlaczego najstraszniejszy chłopak w całej szkole się mnie posłuchał, ale wkrótce miało się okazać, że jestem jedyną osobą, z której zdaniem się liczy.

– Właśnie szedłem do łazienki, a on zjawił się znikąd. Chyba na mnie czekał. Myślisz, że znowu mnie skopie?

– To zależy… A kim ona jest?

– To znaczy?

– Ta dziewczyna, od której kazał ci się trzymać z daleka.

– Nie wiem. Rozmawiam z wieloma dziewczynami. Ale… to nie tak, dziewczyny są obleśne, więc…

– Rozumiem. Na razie.

Odszedłem, myśląc o Keiranie Mastersie i dziewczynie, z której powodu stał się taki… brutalny. Zupełnie zapomniałem o moim świetnym wyniku z testu. Przez cały dzień próbowałem znaleźć odpowiedź i w końcu mi się to udało.

Zastałem Keirana stojącego przed dziewczyną, która wyglądała tak, jakby mógł ją przewrócić najlżejszy podmuch wiatru. Miała blond włosy, a łzy płynęły po jej twarzy, gdy Keiran coś do niej mówił. Olałem matkę i siostrę czekające na mnie pod szkołą i pobiegłem do drzewa, bojąc się, że Keiran zrobi dziewczynie to samo co chłopakowi. Ale kiedy wystarczająco się zbliżyłem, zobaczyłem, że wyciąga coś z kieszeni, chyba ciastko, a potem kruszy je i rozsypuje po jej blond lokach. Kilka okruszków przykleiło się do mokrej od łez twarzy.

– Następnym razem zachowaj te obleśne ciastka dla siebie – zagroził i zniknął. Dziewczyna zakryła oczy i uciekła, nie patrząc dokąd.

O co tu chodziło?


• Obecnie •

– Ziemia do Dasha. – Otrząsnąłem się z dawnych wspomnień i dotarło do mnie, że Rosalyn próbuje przyciągnąć moją uwagę. Najpewniej starała się to osiągnąć już od jakiegoś czasu, wnioskując po jej zirytowanej minie. Właśnie byłem na kolacji z kobietą, z którą zamierzałem spędzić resztę życia, a mimo to śniłem na jawie o moim najlepszym przyjacielu. Roześmiałem się pod nosem, ale szybko dotarła do mnie ponura rzeczywistość.

– Prawie nie tknąłeś jedzenia. Coś się stało?

– Straciłem apetyt. Tak to już jest, gdy człowiek się oświadcza osobie, z którą nie chce brać ślubu.

– Och, Dasher.

Cholera. Nie znosiłem, kiedy używała mojego pełnego imienia. Tworzyło to nastrój swojego rodzaju intymności, a ja nie chciałem, żeby coś takiego nas łączyło. Tylko dwie osoby mogły tak do mnie mówić: mama, kiedy była wkurzona, i Willow… która wykrzykiwała moje imię za każdym razem, gdy znajdowałem się głęboko w niej.

– Mam robotę. Jeśli jutro masz wolne w czasie lunchu, to możemy iść wybrać pierścionek.

– Nie ma takiej potrzeby. Tatuś już kupił mi pierścionek, o którym marzyłam. – Wyciągnęła rękę i w końcu zauważyłem wielki diament na jej palcu.

Gapiłem się na nią, jakby wyrosła jej druga głowa, i po raz kolejny się zastanawiałem, dlaczego się na to wszystko zgodziłem i za jakie grzechy. Tyle czasu się opierałem i walczyłem, a mój ojciec ostatecznie urobił mnie, jak chciał.

– Skoro tak… – Poprosiłem kelnera o rachunek i wyjąłem portfel z kieszeni.

– Wiesz – wyszeptała, jakby chciała mi zdradzić jakiś ważny sekret. Dobrze widziałem jej wypływające z głębokiego dekoltu cycki, które dosłownie leżały na stole, gdy się nad nim pochyliła. – Nadal wiem, jak zrobić językiem to, co tak ci się kiedyś podobało. Jeśli chcesz… możemy uczcić nasze zaręczyny i wspólną przyszłość w twoim samochodzie.

Nachyliłem się nad stołem tak, że mój nos niemal stykał się z jej nosem.

– Ja wcale nie chcę. Nawet odrobinę. Nie zapomniałem o tym, co zrobiłaś cztery lata temu. Słono za to zapłaciłem, więc nawet przez chwilę nie myśl, że kiedykolwiek znowu cię dotknę.

– O matko. Ty chyba nie mówisz o tej głupiej, grubej, rudej lasce, co? W dodatku biednej. No weź…

Nim zdążyła dokończyć, błyskawicznie zacisnąłem dłoń na jej szyi, więc ostatnią sylabę dosłownie wypiszczała. Miałem ochotę wycisnąć oczy z tego jej głupiego łba.

– Prędzej zerżnąłbym głupią, rudą i biedną, niż tknął ciebie. Brzydzę się tobą, Rosalyn. To małżeństwo będzie istniało tylko na papierze. Cokolwiek sobie wyobrażasz w tej swojej pustej głowie, lepiej odpuść, bo nigdy do tego nie dojdzie. Rżnij się, z kim chcesz, bo ze mną nie będziesz.

Puściłem ją, a ona złapała się za szyję i subtelnie rozejrzała, jakby chciała sprawdzić, czy ktoś był świadkiem jej upokorzenia. Zadowolona, że nikt nie zwrócił na to uwagi, odrzuciła włosy na plecy i wstała.

– Zobaczymy, co nasi ojcowie będą mieli na ten temat do powiedzenia.

– Mogą decydować, z kim się ożenię, ale nie w kogo wkładam fiuta.

– Pomyśl trochę, Dasher. A jak inaczej dasz im potomka?


W moim życiu nie brakowało poświęceń, ale nigdy bym nie pomyślał, że to jeszcze nie koniec. Rosalyn miała rację. Mój ojciec będzie chciał wnuka, i to szybko, ale na myśl o tym, że miałbym tknąć tę sukę, skóra mi cierpła.

Wyszedłem z restauracji jeszcze bardziej zirytowany niż wcześniej i udałem się do pustego mieszkania. Powitała mnie cisza, jak zawsze. Po drodze do sypialni zdjąłem marynarkę i krawat.

Po studiach wróciłem do Nevady, ale później postanowiłem wyjechać z Six Forks i osiedlić się w mieście oddalonym o pół godziny drogi stamtąd. Do pracy też miałem całe trzydzieści minut. Teraz rozumiałem, dlaczego mój ojciec tak rzadko wracał do domu.

Kiedy odłożyłem marynarkę na materac, z kieszeni wysunęła się koperta. List od Sheldon.

Nawet nie musiałem go otwierać, bo wiedziałem, że to zaproszenie.

Moja siostra wkrótce miała wziąć ślub… Z jednym z moich najlepszych przyjaciół.

Z przyjacielem, co do którego w ciągu ostatnich czterech lat nabrałem mieszanych uczuć.

Powoli wsunąłem palec w niewielką szparę w kopercie i ją rozdarłem.

Keenan Masters

i

Sheldon Chambers

mają zaszczyt zaprosić Państwa na swój ślub,

który odbędzie się w sobotę 24 listopada o godzinie 17.00

w posiadłości Chambersów przy Cambridge Lane 476

Czytałem to zaproszenie raz po raz i zastanawiałem się nad odpowiedzią, chociaż istniała tylko jedna.

Nagle zadzwonił telefon, więc wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem, nawet nie spojrzawszy na ekran.

– Tak?

– Wujku?

– Ken? – Mój puls przyspieszył, wstrzymałem oddech i nasłuchiwałem wszelkich oznak zagrożenia. Niewiele było trzeba, żebym zaczął się martwić.

– Cześć, wujku!

Odetchnąłem z ulgą, słysząc jej radosny dziecięcy głosik. Sprawdziłem ekran telefonu i zobaczyłem imię Keenana. To, że była w stanie do mnie zadzwonić, wcale mnie nie zdziwiło. Po porwaniu rodzice nauczyli ją, jak korzystać z telefonu, mimo że była jeszcze mała. Z pomocą przyszła funkcja szybkiego wybierania, bo moja siostrzenica jeszcze nie potrafiła zapamiętać ciągu liczb.

– Ken, co ty wyprawiasz z telefonem swojego ojca?

– Dał mi go, żeby mógł się pobawić z mamusią.

– Co za s… – Jej niewinność była czasami zadziwiająca. – Dlaczego jeszcze nie jesteś w łóżku?

– Nie wiem. Nie chce mi się spać. A ty co robisz?

– Właśnie zamierzam iść do łóżka. I ty też powinnaś.

– A jesteś śpiący? Bo ja nie – pochwaliła się.

– Jestem bardzo śpiący. Czy twój tatuś znowu dał ci słodycze przed snem?

– Mhm. Tylko nie mów mamusi, bo będzie zła i tatuś będzie płakać.

– Aniołku… – Mimowolnie przymknąłem powieki, bo właśnie sobie przypomniałem inną dziewczynę, którą nazwałem aniołem. – Ken… twój tata to oszukista.

– Mój tata to nie glista.

– Wcale nie powiedziałem, że…

– Muszę porozmawiać z wujkiem Keke. Pa, wujku.

I się rozłączyła. Pokręciłem głową, rozebrałem się do końca, a następnie wszedłem do okazałej łazienki. Gorący prysznic pomagał mi się pozbyć napięcia, które ostatnio ciągle mnie męczyło. Nazajutrz czekało mnie ważne spotkanie z koncernem naftowym, którego udziały ojciec od lat chciał wykupić. Jeśli mi się uda, to może go przekonam, że fuzja z Cordellsami nie jest konieczna.

Wiedziałem, że tak naprawdę nie chodzi o pieniądze, bo mieliśmy ich sporo, tyle, że starczy jeszcze dla następnego pokolenia. Moje małżeństwo z Rosalyn było formą zabezpieczenia – jeśli nawalę, przynajmniej będziemy mieć ich wsparcie.

Mój ojciec nie wierzył we mnie na tyle, żeby pozwolić mi samemu podejmować decyzje dotyczące firmy i rodziny. Byłem na szczycie, wciąż jednak czułem się jak zwykły pionek.

Jeśli udałoby mi się dogadać z koncernem, udowodniłbym ojcu, że jestem lepszy, niż sądzi. Znając Rosalyn, zaręczyny będą trwać dość długo, a to da mi wystarczająco dużo czasu, by wykupić akcje różnych firm na całym świecie i może nawet trafić na okładki jakichś magazynów.

To było w moim zasięgu.

Po prostu musiałem się postarać.

Starłem z siebie gorącą wodę i przeczesałem palcami ciemne blond włosy. Gdy dorosłem, stałem się ucieleśnieniem marzeń wszystkich dziewczyn, Rosalyn była jednak jedyną dziewczyną, z którą się spotykałem, a nawet to było zaaranżowane. Bardzo szybko zaczęła rozpowiadać naokoło, że jesteśmy zaręczeni. Tak naprawdę nigdy nie przejmowałem się tym, co inni myślą, więc ignorowałem to kłamstwo i pozwalałem jej paplać dalej, aż do pewnych wakacji, kiedy jedna wyjątkowa dziewczyna zmieniła wszystko.

Stała się częścią gry, w której nigdy nie powinienem był brać udziału. Ostatecznie to ja zaliczyłem najboleśniejszy upadek. Nigdy się nie spodziewałem, że zacznę jej pragnąć tak bardzo, a także nie sądziłem, że ona za każdym razem będzie mnie spławiać i gasić. A najgorsze w tym wszystkim było to, że po tych wakacjach, w trakcie których pieprzyliśmy się na wszystkie sposoby, też mi nie odmówiła.

Ta suka zrobiła ze mną coś, czego nie dało się odkręcić, coś, od czego się uzależniłem, a potem mnie odepchnęła, tak jak ja robiłem z innymi dziewczynami.

Zatopiłem się w drogiej pościeli i zasnąłem. Śniłem o piegach i burzy rudych włosów.