Pojedynki, biesiady, modlitwy. Świat średniowiecznych rycerzyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Antoni Olbrychski


POJEDYNKI, BIESIADY, MODLITWY.

ŚWIAT ŚREDNIOWIECZNYCH RYCERZY

Autor:

Antoni Olbrychski

Redakcja:

Tomasz Leszkowicz

Korekta: Justyna Piątek

Skład i łamanie: Tomasz Kiełkowski

Projekt okładki: Tomasz Kiełkowski

ISBN: 978-83-65156-07-5

All rights reserved.

Copyright © 2016 by

PROMOHISTORIA Michał Świgoń

Warszawa 2016

e-mail: redakcja@histmag.org

www: http://histmag.org

Wydanie elektroniczne. Jeśli posiadasz ten egzemplarz z naruszeniem praw autorskich, zachęcamy: kup oryginalny e-book i wesprzyj jego twórców.

Wszystkie wykorzystane ilustracje znajdują się w domenie publicznej bądź też na wolnej licencji:

Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en>;

Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl>.

Spis treści

Wstęp

Rycerz bez skazy – prawda czy fikcja?

Flirt, zabawa i wielka polityka – życie codzienne na średniowiecznym zamku

Turniej, piłka, łuk... Kultura fizyczna średniowiecznej Europy

Pojedynki sądowe w Polsce średniowiecznej

Miecz – zabójczo skuteczny symbol

Miecz i krzyż. Duchowość rycerzy doby krucjat

Pasowanie – początek rycerskiej drogi czy zwieńczenie kariery?

Bibliografia

Wstęp

Ile napisano już książek o rycerzach? Dokładne statystki nie są mi znane. Założę się jednak, że z całej zebranej literatury można by wznieść pokaźnych rozmiarów zamek. Z dwiema liniami murów, czterema strzelistymi wieżami i solidnie obwarowanym donżonem. Pozostały surowiec niech posłuży do budowy podgrodzia. Bo jakże to tak – zamek bez podgrodzia...

Żarty żartami, ale mnogość literatury o tematyce rycerskiej przytłacza. Po co więc kolejna książka? Pisząc niniejsze opracowanie, nie łamałem sobie nad tym głowy. Do zgłębiania poszczególnych tematów skłaniała mnie przede wszystkim pasja, do przelania myśli na papier – chęć uporządkowania wiedzy i podzielenia się nią z innymi. Bo choć nie słychać już szczęku stali, tętentu kopyt i bitewnego gwaru, to jednak rycerze nieodmiennie budzą fascynację.

XXI wiek nie różni się pod tym względem od innych epok. W średniowieczu o przynależności do stanu rycerskiego marzyli mieszczanie. Zakładali bractwa szermiercze, kreowali własne herby – wszystko po to, by choć trochę zbliżyć się do swoich idoli. Epoka nowożytna chętnie odwoływała się do wojowniczego, rycerskiego etosu. Nie bez powodu Henryk Sienkiewicz określił później pana Wołodyjowskiego mianem „małego rycerza”, a Arkady Fiedler pilotów z Dywizjonu 303 nazwał „skrzydlatymi rycerzami”.

Rycerze żyją i mają się dobrze. Znajdziemy ich chociażby w związkach frazeologicznych. Stanowią też istotny element kultury popularnej. Zainteresowanie nimi nie musi być więc wynikiem eskapizmu, lecz raczej sposobem na zrozumienie pewnego wycinka otaczającej nas rzeczywistości. Określenie kogoś mianem „rycerskiego” stanowi dziś pochwałę wysokiej klasy. Warto więc wiedzieć, jakie dokładnie treści kryją się za tym przymiotnikiem. A skoro tak często stawiamy sobie rycerzy za autorytet, to nie od rzeczy byłaby również świadomość, w jaki sposób żyli i jakimi kierowali się zasadami.

Oczywiście chodzi nie tylko o zrozumienie współczesności. Przede wszystkim liczy się przeszłość. Ludziom średniowiecza przyjrzymy się więc od kuchni, aby lepiej pojąć ich cele, motywacje, pragnienia. Jak spędzało się czas wolny na zamku? Dlaczego królowie nie lubili gry w piłkę? Czy chłop mógł pojedynkować się z rycerzem? Czy zbawienie dało się kupić? Uważna lektura pozwoli odpowiedzieć na te i wiele innych pytań.

Niniejsze opracowanie porusza zróżnicowaną problematykę, ale rycerstwo stanowi w nim wspólny mianownik. Przez jego pryzmat można przyjrzeć się szerszemu zagadnieniu – kulturze wieków średnich. Nie aspirowałem oczywiście do wyczerpania tematu. Wiele wątków zasługuje na osobne książki. Liczę jednak, że osoby niezaznajomione z tematem odnajdą tu przejrzyste kompendium, a „wyjadacze” będą mogli pogłębić wiedzę o rzadko spotykane szczegóły. Przede wszystkim zaś mam nadzieję, że lektura będzie najzwyczajniej w świecie przyjemna.

Antoni Olbrychski

Rycerz bez skazy – prawda czy fikcja?

Panowie, spójrzcie na najlepszego rycerza, jakiego kiedykolwiek widzieliście! Jest dzielny i dworny, sprawny i szlachetny, dobrze urodzony, wymowny, wielce doświadczony w łowach i sokolnictwie. Nigdy nie odmawiał nikomu swojego bogactwa, każdemu daje, czego ów potrzebuje. Nigdy nie zwlekał ze spełnieniem czynów wymaganych przez honor. Szczerze miłuje Boga i Trójcę Świętą („Girart de Roussillon”, epicki poemat z poł. XII wieku).

Jaki powinien być idealny rycerz? Każdy powie, że musi łączyć wiele cnót: lojalność wobec króla, niewzruszoną odwagę, gotowość do poświęcenia życia w walce za wiarę. Do tego walory konieczne w uprawianiu wojennego rzemiosła – silne ramię, mocna postura i dosiadanie konia jednym susem, mimo ciężaru zbroi. Nie zapominajmy o walce zgodnej z zasadami fair play oraz dwornym traktowaniu dam.


Ilustracja do Pieśni o Rolandzie, jednego z najsłynniejszych utworów opiewających rycerskie wyczyny.

Ten pociągający acz wyidealizowany wizerunek nie jest wyłącznie owocem współczesnych stereotypów i zniekształceń. Co więcej, nie możemy nawet zrzucić winy na epokę romantyzmu. Owszem, z nostalgią wspominano wtedy średniowieczne ideały, a wyobraźnię pobudzały opery Richarda Wagnera („Tristan i Izolda”, „Parsifal”) czy proza Waltera Scotta („Ivanhoe”). Jak pokazuje zacytowany na początku fragment z utworu „Girart de Roussillon”, mit rycerza bez skazy narodził się znacznie wcześniej. Pytanie tylko – czy faktycznie istnieli rycerze idealni?

Żołnierz fortuny czy rycerz Chrystusa?

Rycerz to przede wszystkim wojownik i właśnie stąd bierze się prestiż, jakim cieszył się w społeczeństwie. We wczesnym średniowieczu jest to po prostu miles – żołnierz. Dopiero kiedy na stałe rycerz powiązany zostanie z walką konną, narodzi się termin chevalier (z fr. cheval – koń). Nastąpiło to około XI wieku, kiedy rozpowszechnione i udoskonalone już strzemiona (będące wynalazkiem o 400 lat wcześniejszym) umożliwiły wprowadzenie nowej taktyki bojowej. Szarża jeźdźców uzbrojonych w długie kopie potrafiła przełamać opór najdzielniejszych piechurów. Taki sposób walki wymagał jednak wyjątkowej wprawy, niezbędnej do jednoczesnego kierowania wierzchowcem, zasłaniania się tarczą i operowania bronią drzewcową. Ponadto rycerski ekwipunek stawał się coraz bardziej kosztowny. Konny wojownik zaczął zatem pretendować do miana elity. W jej skład wchodzili podobni mu jeźdźcy, między którymi wkrótce zaczęły zawiązywać się silne więzi. Rosła też świadomość własnej wyjątkowości. Ubożsi wojownicy zaczęli gromadzić się wokół potężniejszych możnowładców, którzy hojnie wynagradzali ich za służbę. To właśnie na wielkich dworach seniorów rycerski styl życia nabierał ostatecznego kształtu. Tam rodziły się legendy, które pod postacią chanson de geste (utworów o rycerskich czynach) obiegały całą średniowieczną Europę.

Wyróżnionej w społeczeństwie grupie wojowników daleko jednak było do ideału. Rozdrobnienie feudalne na terytorium Królestwa Francji, osiągające apogeum w X–XI wieku, doprowadziło bowiem do istnego chaosu. Świeccy możnowładcy toczyli ze sobą prywatne wojny, nieraz napadając na chłopów czy duchownych. Prośby władców o zaprzestanie rozlewu krwi spełzały na niczym. Pomogła dopiero interwencja Kościoła, co jest kolejnym istotnym punktem w narodzinach rycerskiej ideologii.

Cywilizacja zabijaków

Duchowni rozpoczęli cywilizowanie rycerskiego zachowania przez wprowadzanie pokoju i rozejmu Bożego (pax Dei i treuga Dei). Zakazywały one walki w określone dni, a ich nieprzestrzeganie groziło sankcjami kościelnymi. Następnie w ruch ten zaangażowali się władcy, nadając mu prawną legitymizację. Dzięki temu w 990 roku biskup Le Puy mógł zebrać pospolite ruszenie, a następnie zmusić niepokornych wojowników do złożenia przysięgi zobowiązującej do przestrzegania pax i treuga Dei. Zamiast brutalności rycerzom proponowano opiekę nad słabszymi i pielęgnowanie religii chrześcijańskiej. Z kolei w XII wieku Bernard z Clairvaux, jeden z największych autorytetów moralnych epoki, napisał traktat „De laude nova militia” (Pochwała nowego rycerstwa). Księga ta pretendowała do miana kodeksu postępowania dla rycerzy, których głównym zajęciem była dotychczas walka i zdobywanie łupów. „De laude…” propagowała nowy ideał – bojownika o wiarę.

 


Brutalna walka turniejowa. Przedstawienie z Codex Manesse.

Wreszcie, przytemperowanych rycerzy można było wykorzystać do innego, wielkiego przedsięwzięcia. Mowa tu o wyprawach krzyżowych. Znamienne były słowa Urbana II, który w 1095 roku podczas synodu w Clermont wprawił krucjatową machinę w ruch. Papież rzekł wówczas: „Niech ci, którzy byli rabusiami, staną się teraz żołnierzami Chrystusa. […] Niech ci, którzy byli najemnikami, służącymi za kilka sztuk srebra, dostąpią teraz wiecznej nagrody”. W podobnym tonie komentował benedyktyński mnich Guibert z Nogent: „Bóg ustanowił świętą wojnę, aby stan rycerski i niespokojna tłuszcza, która na modłę starożytnego pogaństwa miała w zwyczaju urządzać wzajemne rzezie, mogła wreszcie znaleźć nową drogę zbawienia”.

Chociaż idee chrześcijańskie nierozłącznie splotły się z kulturą rycerską, to nie należy traktować pobożności jako jej głównego wyznacznika. Wyprawa krzyżowa była dla rycerzy przede wszystkim sprawdzianem męstwa, a także okazją do zdobycia łupów oraz sławy. Zwłaszcza ta ostatnia była szczególnie uwielbiana przez wojowników. Genezy wartości rycerskich należy szukać jeszcze w czasach barbarzyńskich, bo właśnie wtedy kształtował się ideał herosa. Hojność, odwaga, wierność – to wszystko cechy, które doceniano zarówno w anglosaskim „Beowulfie” (powstałym ok. VIII wieku) jak i w XII-wiecznych chanson de geste. Kościół dążył do całkowitego zastąpienia wątków świeckich elementami religijnymi. Cóż jednak począć, skoro te pierwsze miały znacznie silniejsze korzenie. Perspektywa zbawienia była zatem dla rycerzy bardzo istotną motywacją – ale nie jedyną. Dowód dał temu poeta Tybald z Szampanii, pisząc: „Ślepy jest ten, kto choć raz w życiu nie wyrusza na wyprawę z odsieczą Bogu i z tak niewielkiej przyczyny traci chwałę świata”. Zbawienie, owszem, kuszące. Ale przede wszystkim sława!

Fikcja staje się rzeczywistością

Kultura rycerska wykształciła przebogatą literaturę sławiącą czyny mężnych wojowników oraz ich szlachetną postawę. Na dworach uwielbiano słuchać legend arturiańskich, a także wcielać się w rycerzy Okrągłego Stołu podczas turniejów. Świat średniowiecznych wyobrażeń niezwykle mocno oddziaływał więc na rzeczywistość. Rzecz w tym, że nie zawsze trzymano się wytyczonego ideału. Już czwarta wyprawa krzyżowa (1202–1204 rok) nie osiągnęła swojego celu, zatrzymując się pod murami bogatego Konstantynopola. Miasto doszczętnie złupiono. Podobna sytuacja miała miejsce podczas tzw. krucjaty słowiańskiej (1147 rok), skierowanej przeciwko plemionom połabskim. Żądni łupów rycerze oblegli wtedy Szczecin znajdujący się w chrześcijańskich rękach. Prawdziwe oblicze rycerzy prezentują nam też kronikarze. Froissart, Monstrelet czy Chastellain sławią wprawdzie rycerskie cnoty, ale nie pomijają drugiej strony medalu – okrucieństwa i zdrady, chciwości i przemocy. Wojna jawi się czytelnikowi jako wyłączny wytwór żądzy zysku. W XV wieku do głosu zaczęli dochodzić nawet chłopi, gorzko konstatując: „Trud moich rąk żywi rozwiązłych i próżniaczych, a oni mnie prześladują głodem i mieczem”.

Rzecz w tym, że średniowieczna kultura rycerska, wyrastająca ze wspólnych, barbarzyńskich korzeni, była niezwykle atrakcyjna nie tylko dla wojowników. Śpiewali o niej truwerzy, pisali duchowni, marzyli mieszczanie. Chevalier spędzał życie na pogoni za swoimi bohaterami – królem Arturem, Lancelotem, Rolandem… Ale przecież największą chwałą było samemu zdobyć nieśmiertelną sławę. Zaszczyt ten przypadł Godfrydowi de Bouillon, zdobywcy Jerozolimy podczas pierwszej krucjaty. Zaliczono go dzięki temu do niezwykle elitarnego kręgu Dziewięciu Bohaterów, w którym znaleźli się m.in. Karol Wielki czy… Achilles. Dążąc do chwały, niektórzy rycerze sami zasilali więc grono legend, dając tym samym temat pieśni przyszłym pokoleniom. Tak świat mitów łączył się z rzeczywistością.

Godfryd de Bouillon nie był postacią krystaliczną – w drodze do Jerozolimy ściągał na przykład wysokie haracze za ochronę od Żydów, żeby nabić sobie sakiewkę. I choć nietrudno udowodnić rycerzom rozmaite przewiny, to jednak do dziś przetrwała przede wszystkim pamięć o ich cnotach. Literatura w postaci chanson de geste okazała się niezwykle trwałym nośnikiem idei, przyćmiewającym inne przekazy. Opowieściami o mężnych czynach zakutych w stal wojowników sycili się nawet konkwistadorzy. I dopiero Cervantes w swoim „Don Kichocie” odważył się wykpić przebrzmiały już – i nieco nadęty – ideał.

Flirt, zabawa i wielka polityka – życie codzienne na średniowiecznym zamku

Jak można było ogrzać średniowieczny kasztel? I dlaczego mistrz krzyżacki lubił gościć karłów na swoim dworze? Zamek nie był tylko obronną fortecą. To właśnie wokół niego toczyło się życie towarzyskie ówczesnych elit.

Średniowieczny zamek można nazwać najprościej zespołem budowli o charakterze mieszkalno-obronnym. Dla uściślenia warto zapoznać się z definicją zaproponowaną przez historyka architektury Bohdana Guerquina: „Zamek to zespół elementów warownych i budynków mieszkalnych powiązanych w zamknięty obwód obronny, zespół, który powstał w ustroju feudalnym jako ośrodek władzy książęcej, siedziba możnowładcy, siedziba rycerza lub placówka militarna”. Formułka ta nie zawiera sprecyzowanych określeń dotyczących budulca. Warto o tym pamiętać, przywołując w wyobraźni obraz zamku. W średniowiecznej Polsce (XIII–XV wiek) stosunek warowni drewnianych do kamiennych kształtował się jak 10:1.


Zamek jako centrum feudalnego świata. Ilustracja z Bardzo bogatych godzinek księcia de Berry.

Rozmaite rodzaje fortyfikacji wykorzystywane były już w starożytności. W epoce merowińskiej (V–VIII wiek) rozróżniano zaś castella (zamki), munitiones (warownie) i castra (obozy). Wszystkie te budowle miały na celu zabezpieczenie danego terytorium i były istotne z militarnego punktu widzenia. Jednak zamek jako miejsce, w którym kształtowała się kultura rycerska, możni biesiadowali i walczyli o względy dam, a także debatowali o polityce lub zażywali relaksu – to już wytwór nieco późniejszych czasów.

Rycerski kopiec

Około X wieku rozpowszechnił się nowy typ fortyfikacji. Jego podstawę stanowił rozległy kopiec (zwany z francuskiego motte). Wzniesienie, osiągające 5–10 metrów wysokości, otaczano fosą, a na jego szczycie stawiano palisadę i wieżę. Budowla taka zdecydowanie górowała nad okolicą, zapewniając właścicielowi nie tylko przewagę militarną, ale też powód do dumy.

Nic zatem dziwnego, że w niedługim czasie rycerskie wieże zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Proces ten rozpoczął się w kolebce europejskiego średniowiecza – Francji. Miejsce i czas nie są przypadkowe – na przełomie X i XI wieku Królestwo Francji było podzielone politycznie oraz wstrząsane wojnami lokalnych możnowładców. Okres „anarchii feudalnej” sprzyjał samowolce rycerzy – bez pozwolenia króla wznosili więc ufortyfikowane siedziby, aby zabezpieczyć własny byt oraz wzmocnić panowanie nad najbliższą okolicą.

Opis typowego kopca we Flandrii w XII wieku przedstawiał się następująco:

Jest zwyczajem wszystkich najbogatszych i najszlachetniejszych ludzi w okolicy […] tworzyć przez usypywanie ziemi kopiec tak wysoki, jak to jest możliwe; kopać dookoła fosę tak szeroko, jak to jest możliwe, o znacznej głębokości; umacniać kopiec na całej krawędzi jego górnej powierzchni za pomocą palisady z desek bardzo mocno spojonych, na kształt muru; wzmocnić jego obwód, jeśli to możliwe, wieżami; wewnątrz palisady, w środku, zbudować dom albo raczej fortecę, która panuje nad całością […].

Z czasem sama wieża przestała wystarczać feudałom. Doceniano jej walory obronne, ale nie komfort życia i ciasnotę. W pobliżu stawiano więc siedziby mieszkalne, a całość opasywano pierścieniem murów (lub palisadą) oraz wzmacniano kolejnymi fortyfikacjami. Narodziły się zamki, a w nich zupełnie nowy styl życia rycerzy i feudalnych elit.

Żeby zrekonstruować życie codzienne na średniowiecznym zamku warto na początku przyjrzeć się rozplanowaniu przestrzeni. W obrębie murów znajdował się donjon, czyli wieża mieszkalno-obronna, która wywodziła się ze wspomnianych już budowli na kopcach. Odmiennym rodzajem fortyfikacji był stołp, czyli wieża „ostatniej szansy”, w której obrońcy mogli się schronić, jeśli zawiodły mury. Na co dzień nie była zamieszkiwana – zdarzało się jednak, że pełniła funkcję więzienia.


XIV-wieczny zamek Bodiam w Anglii (fot. Antony McCallum, CC BY-SA 3.0).

Najważniejszym budynkiem był dom zamkowy, zwany palatium. To właśnie w nim kwitło życie dworskie. Nie mniej istotna była też jego funkcja reprezentacyjna – odpowiednio zamanifestowany przepych przydawał właścicielowi prestiżu i uznania w oczach gości. To zaś w średniowieczu można było przekuć na instrument polityczny cenniejszy od złota.

Na parterze mieściły się pomieszczenia gospodarcze – magazyny i spiżarnie, pełne rozmaitych skrzyń, beczek i worków. Nieopodal umiejscowiona była też kuchnia. Jej funkcjonowanie wiązało się z hałasem, brudem i groźbą rozprzestrzeniania ognia, dlatego nie zawsze łączyła się z budynkiem mieszkalnym. Z drugiej strony dania podawane na stół musiały być ciepłe – kompromisem było więc oddzielenie jej specjalnym korytarzem. Na parterze znajdowały się jeszcze pokoje przeznaczone na sprawy administracyjne, na przykład kancelaria dworska. Sporządzano w niej dokumenty potrzebne dla sprawnego funkcjonowania zamku, a także akty własności, zabezpieczające majątek pana feudalnego. Mięso i trunki, wymagające niższej temperatury, przechowywano w piwnicach. Istotne pomieszczenie stanowił też arsenał. W pozostałościach warownego grodu w Nowym Mieście nad Wartą znaleziono na przykład pomieszczenie zawierające ponad 400 zbrojników (elementy tworzące zbroję skonstruowaną ze skóry i metalu typu „płaty”), do tego liczne fragmenty plecionki kolczej, rzędu końskiego, broń strzelczą, miecze. Do często odnajdywanych obiektów należą też pociski – strzały i bełty. Dzięki znacznym zapasom w razie ataku można było dozbroić przebywających na zamku rycerzy oraz czeladź.

Pierwsze piętro łączyło cechy przestrzeni prywatnej i publicznej. To tutaj mieściła się reprezentacyjna sala biesiadna (zwana wielką), w której spożywano wspólne posiłki, naradzano się i przyjmowano gości. W niej też właściciel zamku odbierał hołdy i rozstrzygał sporne sprawy. Z drugiej zaś strony na tym piętrze znajdowały się pomieszczenia prywatne, przeznaczone do wypoczynku – wielka komnata, w której możnowładca z małżonką zażywali snu, a także pokoje dla domowników, gości, służby i straży. Rozsądny feudał nie zapominał też o sferze sacrum i dbał o łatwy dostęp do zamkowej kaplicy.

Jak ogrzać zamek?

Mniej wyeksponowane, ale jakże istotne w życiu codziennym, były łaźnie. Niekiedy przybierały postać wnęk wypełnionych misami ze sztucznego kamienia, z których odprowadzano na zewnątrz spływającą wodę. Higieny całego ciała można było zaś dokonać w drewnianej balii. Z kolei ubikacje z wykuszami latrynowymi osłaniano cienkimi ścianami postawionymi na chudych wspornikach. Dzięki temu ekskrementy spadały na dół, poza obręb zamku, bez kontaktu z murem.

Kamienny zamek, pełen okien i otworów, był bardzo trudny do ogrzania. Dużą wagę przywiązywano więc do tzw. ciepłych izb – niektóre pomieszczenia okładano ociosanymi balami izolującymi ciepło. Częstsze było jednak korzystanie z pieców i kominków. Do bardziej wyrafinowanych metod należy zaliczyć ogrzewanie piecami hypokaustycznymi (z gr. hypocauston – palić od spodu). Ten znany już w antyku wynalazek umożliwiał gromadzenie ciepłego powietrza w komorze paleniska, a następnie jego przekierowanie w celu ogrzania ścian i podłogi. W późniejszym okresie dużą popularność zdobyły piece kaflowe – przeważnie bogato zdobione. Zamkowe ściany nie świeciły nagim kamieniem – często obwieszano je skórami i malowanymi tkaninami. Oprócz zatrzymywania ciepła pełniły one też funkcję dekoracyjną.

 

Nie można zapomnieć o dużej roli dziedzińca i ogrodów. Na tym pierwszym przy ładnej pogodzie odbywały się uroczystości oraz rycerskie zabawy – turnieje, pojedynki, gonitwy. Tutaj też znajdowały się studnie. Z kolei ogrody pozwalały odpocząć od zimnych, kamiennych wnętrz i ukoić nerwy wśród zieleni. Wprawdzie na zamku nigdy nie było dość miejsca na rozległe sady i gaje, ale doceniano nawet niewielką przestrzeń, porośniętą bujną roślinnością. Aby wywrzeć większe wrażenie na gościach w ogrodach stawiano niekiedy fantazyjne fontanny.

Zamek nie był wyspą odseparowaną od reszty świata. Wokół niego często wyrastało podgrodzie, następnie przeradzające się w miasteczko. Okoliczni mieszkańcy byli zresztą ściśle związani z warownią, produkując towary na jej użytek bądź uczestnicząc w jej życiu jako służba.

Tym samym, po przedstawieniu scenografii, czas wprowadzić na scenę aktorów. To właśnie mnogość przewijających się postaci – gości, domowników, służących, żołnierzy – sprawiała, że zamek na co dzień tętnił życiem.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?