Dramaty

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena siódma

Ci sami i Nikołaj.

NIKOŁAJ (podchodzi do okna i puka) Sasza! Siostrzyczko! Saszurka!

SASZA (otwiera okno) Kto tam? To ty, Kola? Czego chcesz?

NIKOŁAJ Nie śpisz jeszcze? Pozwól mi przenocować, skarbie!

SASZA Dobrze…

NIKOŁAJ Położysz mnie w klasie… Tylko, proszę cię, żeby Michel nie wiedział, że u was nocuję: spać nie da swoją filozofią! Strasznie mi się w głowie kręci… Wszystko się dwoi w oczach… Stoję przed jednym oknem, a widzę dwoje: przez które wleźć? Problem! Dobrze, że nie jestem żonaty! Jakbym był żonaty, to by mi się zdawało, że jestem bigamistą… Wszystko się dwoi! Ty na dwóch szyjach masz dwie głowy! A przy okazji… Koło tego zrąbanego dębu nad rzeczką, wiesz? – wysmarkałem się, mały żuczek, i z chusteczki wypadło mi czterdzieści rubli… Poszukaj, skarbie, z samego rana… Znajdź i weź sobie…

SASZA O świcie znajdą je cieśle… Jaki niedbaluch jesteś, Kola! Ach, tak! Zapomniałabym… Była tu żona sklepikarza. Prosi cię bardzo, żebyś przyszedł do nich jak najprędzej… Jej mąż nagle zachorował… Dostał jakiegoś udaru w głowę… Idź prędzej!

NIKOŁAJ A co mnie on! Nie obchodzi mnie… Mnie samemu strzela w głowie, i w brzuchu… (włazi przez okno) Odsuń się…

SASZA Szybciej właź! Nogą mnie zahaczyłeś… (zamyka okno)

PŁATONOW Jeszcze kogoś diabli niosą!

ANNA Czekaj.

PŁATONOW Nie trzymaj mnie… Jak zechcę, to odejdę! Kto to?

ANNA Pietrin i Szczerbuk.

Wchodzą Pietrin i Szczerbuk, bez surdutów, słaniając się. Pierwszy ma na głowie czarny cylinder, drugi – szary.

Scena ósma

Wiengierowicz-syn (w głębi sceny), Płatonow, Anna, Pietrin i Szczerbuk.

PIETRIN Vivat Pietrin, doktor praw! Hura! Gdzie droga? Gdzieśmy wleźli? Co to? (Śmieje się głośno) Tu, Pawciu, jest oświata ludowa! Tutaj uczą głupków Boga zapominać i ludzi nabierać! Proszę, gdzieśmy wleźli! Hm… Taaak… Tu bracie, mieszka ten… jak mu tam, do diabła? – Płatoszek, człowiek cywilizowany… Pawciu, a gdzie teraz Płatoszek? Podziel się opinią, nie wstydź się! Duet śpiewa z generałową? Oj, Boże, wola Twoja… (krzyczy) Durny Głagoliew! Ona mu dała po nosie, a ten dostał udaru!

SZCZERBUK Do domu muszę, Gierasiu… Spać mi się chce, strasznie! Do diabła z nimi wszystkimi!

PIETRIN A gdzie nasze surduty, Pawciu? Do naczelnika stacji idziemy nocować, a surdutów nie ma… (śmieje się) Dziwki zdjęły? Ach, ty kawalerze, kawalerze! Dziwki surduty z nas pościągały… (wzdycha) Ech, Pawciu, Pawciu…Piłeś szampana? Jesteś teraz pijany? A za czyje piłeś? Za moje… I piłeś dzisiaj moje, i jadłeś moje… Na generałowej sukienka moja, Sieriożka moje skarpetki nosi… wszystko moje! Wszystko im oddałem! Sam na zdartych obcasach chodzę… Wszystko im oddałem, wszystko na nich przepuściłem, a co dostałem? Powiedz, co dostałem? Guzik z pętelką i upokorzenie… Tak… Przy stole lokaj mnie pomija i jeszcze umyślnie trąca łokciem, a ona obchodzi się ze mną jak z jakim draństwem…

PŁATONOW Dość mam!

ANNA Czekaj… Zaraz pójdą! Jaki bydlak ten Pietrin! Jak kłamie! A ta stara szmata mu wierzy…

PIETRIN Nawet Żyda bardziej szanują… Żyd u wezgłowia, a my u podnóżka… A dlaczego? Bo Żyd więcej pieniędzy jej daje… „A na czole haniebne wyrazy: do nabycia z publicznej sprzedaży!”[83]

SZCZERBUK To z Niekrasowa… Mówią, że Niekrasow umarł…

PIETRIN Dobra! Ani kopiejki więcej! Słyszysz? Ani kopiejki! Niech się staruszek w grobie przewraca! Niech się tam… z grabarzami! Szlus! Protestuję weksle! I to jutro! W błoto ją wdepczę całą, niewdzięcznicę!

SZCZERBUK Ona jest baron, hrabia! Twarz ma generalską! A ja… Kałmuk i tyle… Mnie niechaj Duniasza uwielbia… Jaka droga nierówna! Tu powinna być szosa i słupy telegraficzne… z dzwonami… Dzyń-dzyń-dzyń…

Wychodzą.

Scena dziewiąta

Ci sami bez Pietrina i Szczerbuka.

ANNA (wychodzi zza drzewa) Poszli?

PŁATONOW Poszli.

ANNA (bierze go za ramiona) Ruszamy?

PŁATONOW Idźmy! Ale gdybyś wiedziała, jak mi się nie chce iść!.. Nie ja pójdę do ciebie, ale bies, który mnie teraz bije po karku: idź, idź! Zrozum! Moje sumienie nie przyjmuje twojej miłości, bo jest głęboko przekonane, że popełniasz błąd nie do naprawienia…

SASZA (w oknie) Misza! Misza! Gdzie jesteś?

PŁATONOW Cholera!

SASZA (w oknie) A… Widzę cię… Z kim jesteś? (śmieje się głośno) Pani Anna? Ledwo panią poznałam! Pani taka czarna… Co pani ma na sobie? Dzień dobry!

ANNA Dzień dobry, pani Aleksandro!

SASZA Pani w amazonce? Znaczy, przejażdżka? Świetny pomysł. Taka piękna noc! Wybierzmy się też, Misza!

ANNA Ja się już najeździłam, Aleksandro… Wracam do domu…

SASZA W takim razie, to oczywiście… Chodź do domu, Misza!.. Naprawdę, nie wiem, co robić! Z Kolą coś niedobrze…

PŁATONOW Z jakim Kolą?

SASZA Z bratem, z Nikołajem. Chyba za dużo wypił… Chodź, proszę cię! Niech i pani zajdzie! Skoczę do piwnicy i śmietanki przyniosę… Napijemy się po szklance… Zimna śmietanka!

ANNA Dziękuję bardzo… Jadę do domu… (do Płatonowa) No idź… Poczekam.

SASZA Bo mogłabym skoczyć do piwnicy… Chodź, Misza! (znika)

PŁATONOW Całkiem zapomniałem o jej istnieniu… Jak ona wierzy, jak wierzy! Idź… Położę ją spać i przyjdę…

ANNA Byle prędzej…

PŁATONOW Jeszcze chwila i byłaby afera! Na razie… (wchodzi do szkoły)

Scena dziesiąta

Anna, Wiengierowicz-syn i potem Osip.

ANNA Niespodzianka… I ja całkowicie zapomniałam o jej istnieniu.

Pauza.

Okrutne… Zresztą, on nie pierwszy raz nabiera tę biedną dziewczynę!.. Eee… jak grzeszyć, to grzeszyć! Tylko Bóg będzie wiedział! Nie pierwszy to raz… Do cholery! Czekaj teraz, aż spać ją położy… Z godzinę potrwa, o ile nie dłużej…

WENGIEROWCZ-SYN (podchodzi do niej) Pani Anno… (Pada na kolana przed nią) Pani Anno… (Chwyta ją za rękę) Anno!

ANNA Kto to? Kto? (Nachyla się do niego) Kto to? To pan, Isaaku? To pan? Co panu jest?

WIENGIEROWICZ-SYN Anno! (całuje jej rękę)

ANNA Niech pan odejdzie! Nie wypada! Pan jest mężczyzną!

WIENGIEROWICZ-SYN Anno!

ANNA Niech pan przestanie mnie obłapiać! Wynocha! (lekko go odpycha)

WIENGIEROWICZ-SYN (pada jak długi) Och! Głupio… głupio!

OSIP (wchodzi) Komedianci! Czy to, przypadkiem, nie pani generałowa? (kłania się) Skąd się pani wzięła w naszych pięknych stronach?

ANNA To ty, Osip? Witaj! Podglądasz? Szpiegujesz? (bierze go za podbródek) Wszystko widziałeś?

OSIP Wszystko.

ANNA A czegoś taki blady? Co? (śmieje się) Zakochałeś się we mnie, Osip?

OSIP To już jak pani uważa…

ANNA Zakochałeś się?

OSIP Nie rozumiem pani… (płacze) Za świętą panią miałem… Jakby mi pani kazała w ogień skoczyć, to bym skoczył…

ANNA A czemu do Kijowa nie poszedłeś?

OSIP A co mnie Kijów? Za świętą panią miałem… Nie było dla mnie świętszej od pani…

ANNA Daj spokój, głupolku… Przynoś mi dalej zajączki… Znowu będę brać… No, żegnaj… Przyjdź do mnie jutro, to dam ci pieniędzy: pojedziesz pociągiem do Kijowa… Pasuje? Żegnaj… Ani mi się waż tknąć Płatonowa! Słyszysz?

OSIP Od tej pory pani nie może mi rozkazywać…

ANNA Myślałby kto! Może każesz mi iść do klasztoru? Jego sprawa!… No, no… Płacze… Dzieciak jesteś, czy co? Dosyć… Jak Płatonow będzie szedł do mnie, to wystrzelisz!..

OSIP W niego?

ANNA Nie, w powietrze. Żegnaj, Osip! Daj głośny strzał. Wystrzelisz?

OSIP Wystrzelę.

ANNA No i grzeczny chłopiec…

OSIP Tylko on do pani nie przyjdzie… On teraz z żoną.

ANNA Pogadaj sobie… Żegnaj, morderco! (wybiega)

Scena jedenasta

Osip i Wiengierowicz-syn.

OSIP (ciska czapkę na ziemię i płacze) Skończone! Wszystko skończone i niech to szlag!

WIENGIEROWICZ-SYN (leżąc) Co on gada?

OSIP Widziałem tu wszystko, słyszałem! Oczy mi na wierzch wyłaziły, w uszach jakby mi kto walił wielgachnym młotem! Wszystko słyszałem! No jak go nie zabić, kiedy mam ochotę go rozerwać na strzępy, zeżreć… (siada na nasypie tyłem do szkoły) Trzeba zabić…

WIENGIEROWICZ-SYN Co on gada? Kogo zabić?

Scena dwunasta

Ci sami, Płatonow i Nikołaj.

PŁATONOW (wypycha Nikołaja ze szkoły) Wynocha! W tej chwili idziesz do sklepikarza! Marsz!

NIKOŁAJ (przeciąga się) Lepiej byś mnie jutro obił kijem, niż dzisiaj mnie budził!

PŁATONOW Bydle jesteś, bydle! Rozumiesz?

NIKOŁAJ Co robić? Takiego, znaczy, Bóg stworzył!

PŁATONOW A co, jak sklepikarz już umarł?

NIKOŁAJ Jak umarł, to Panie świeć nad jego duszą, a jak kontynuuje walkę o istnienie, to niepotrzebnie mówisz takie straszne rzeczy… Nie pójdę do sklepikarza! Spać mi się chce!

PŁATONOW Pójdziesz, świnio! Pójdziesz! (popycha go) Nie dam ci spać! Co to jest? Co ty wyrabiasz? Dlaczego nic nie robisz? W imię czego obijasz się tutaj, marnujesz swoje najlepsze lata na nicnierobieniu?

 

NIKOŁAJ Czepił się… Normalnie, bracie, jesteś jak… kleszcz!

PŁATONOW Co z ciebie za stworzenie, powiedz mi! Straszne! Po co ty żyjesz? Dlaczego nie zajmujesz się nauką? Dlaczego nie kształcisz się dalej? Czego nauką się nie zajmujesz, ty zwierzę?

NIKOŁAJ Na ten interesujący temat pogadamy wtedy, kiedy mi się nie będzie chciało spać, a teraz daj mi spać… (drapie się) Cholera, co to jest! Ni stąd, ni zowąd: wstawaj, bydlaku! Hm… Uczciwe zasady… Wsadź sobie te uczciwe zasady!

PŁATONOW Jakiemu bogu ty służysz, dziwne stworzenie? Co z ciebie za człowiek? Nie będzie z nas pożytku! Nie, nie będzie!

NIKOŁAJ Słuchaj, Michaił Płatonow, kto ci dał prawo wtykać swoje zimne łapska w cudze serca? Twoja bezczelność, bracie, przechodzi wszelkie granice!

PŁATONOW Nic z nas nie będzie, tylko liszaje na ziemi. Jesteśmy zgubieni! Nie warci złamanego grosza! (płacze) Nie ma człowieka, na którym można oko zawiesić! Jakie to wszystko banalne, wyświechtane, brudne… Wynoś się, Nikołaj! Idź sobie!

NIKOŁAJ (wzrusza ramionami) Płaczesz?

Pauza.

Pójdę do sklepikarza. Słyszysz? Pójdę!

PŁATONOW Jak chcesz!

NIKOŁAJ Pójdę! No, idę…

PŁATONOW (tupie nogami) Wynocha!

NIKOŁAJ Dobrze… Kładź się spać, Michel! Nie warto tak przeżywać! Żegnaj! (idzie i zatrzymuje się) Jedno słowo na pożegnanie… Poradź wszystkim kaznodziejom, również samemu sobie, żeby słowo głoszone kleiło się z czynami kaznodziei… Skoro twój widok kłuje cię w oczy, to nie możesz żądać ode mnie ukojenia swoich oczu, które, a propos, są bardzo piękne w świetle księżyca! Błyszczą jak zielone szkiełka… I co jeszcze… Z tobą nie trzeba gadać… Ciebie trzeba skopać porządnie, połamać na kawałki, zerwać z tobą na zawsze przez tę dziewczynę… Przydałoby ci się powiedzieć coś, czego jeszcze nigdy w życiu nie słyszałeś! Ale… nie umiem! Słaby jestem w pojedynku! Na twoje szczęście!..

Pauza.

Żegnaj! (wychodzi)

Scena trzynasta

Płatonow, Wiengierowicz-syn i Osip.

PŁATONOW (chwyta się za głową) Nie tylko ja taki jestem, wszyscy tacy! Wszyscy! Boże, gdzie są ludzie? A ja jaki! Nie idź do niej! Nie twoja! To cudze dobro! Zmarnujesz jej życie, na zawsze okaleczysz! Odejdź stąd! Nie! Będę u niej, będę tutaj żyć, będę chlać, będę barbarzyńcą… Wyuzdani, głupi, pijani… Wiecznie pijani! Głupia matka z pijanym ojcem spłodziła! Ojciec… matka! Ojciec… O, żeby się wam tak poprzewracały w grobie kości, jak wyście po pijaku i z głupoty powywracali moje biedne życie!

Pauza.

Nie… Co ja powiedziałem? Bóg wybaczy… Wieczny odpoczynek… (potyka się o leżącego Wiengierowicza-syna) A to kto?

WIENGIEROWICZ-SYN (podnosi się na kolana) Dzika, potworna, kompromitująca noc!

PŁATONOW Aaaa… Idź i zapisz tę dziką noc do swego debilnego dziennika atramentem z ojcowskiego sumienia! Wynocha!

WIENGIEROWICZ-SYN Tak… Zapiszę! (wychodzi)

PŁATONOW Co on tu robił? Podsłuchiwał? (do Osipa) A ty kto? Co tu robisz, wolny strzelcu? Też podsłuchiwałeś? Wynocha! Albo czekaj… Dogoń Wiengierowicza i zabierz mu łańcuch!

OSIP (wstaje) Jaki łańcuch?

PŁATONOW Ma duży złoty łańcuch na szyi! Dogoń go i zabierz! No już! (tupie nogami) Szybko, bo nie dogonisz! On teraz pędzi do wsi, jak wariat!

OSIP A pan do generałowej?

PŁATONOW Leć, draniu! Nie bij go, tylko weź łańcuch! No, idź! Czego stoisz? Leć!

Osip biegnie.

(po chwili) Iść… Iść czy nie iść? (wzdycha) Iść… Pójdę, zaintonuję długi, właściwie nudny, paskudny romans… Myślałem, że chodzę w żelaznym pancerzu! I co się okazało? Kobieta powiedziała słowo, a we mnie rozszalała się burza… Ludzie mają światowe problemy, a ja kobietę! Całe życie – kobieta! Juliusz Cezar miał Rubikon[84], a ja kobietę… Pusty babiarz! Nie byłoby żal, gdybym nie walczył, ale przecież walczę! Słaby, nieskończenie słaby!

SASZA (w oknie) Misza, jesteś tu?

PŁATONOW Jestem, moje biedne złotko!

SASZA Chodź do pokoju!

PŁATONOW Nie, Sasza! Chcę być na powietrzu. Głowa mi pęka. Śpij, mój aniele!

SASZA Dobranoc! (zamyka okno)

PŁATONOW Ciężko nabierać kogoś, kto bezgranicznie ufa! I spociłem się, i zaczerwieniłem… Idę! (idzie)

Na wprost niego idą Katia i Jakow.

Scena czternasta

Płatonow, Katia i Jakow.

KATIA (do Jakowa) Zaczekaj tutaj… Zaraz wrócę… Tylko książkę wezmę… Nie idź, uważaj! (idzie Płatonowowi naprzeciw)

PŁATONOW (zobaczywszy Katię) Ty? Czego chcesz?

KATIA (przestraszyła się) Ach… to pan? Właśnie pana potrzebuję.

PŁATONOW To ty, Katio? Wszystkie, od generałowej, po pokojówkę, same nocne ptaki! Czego chcesz?

KATIA (cicho) Pani list przysyła.

PŁATONOW Co?

KATARZYNA Pani list przysyła!

PŁATONOW Co ty bredzisz! Jaka pani?

KATARZYNA (ciszej) Sofia…

PŁATONOW Co? Zwariowałaś? Oblej się zimną wodą! Wynocha mi stąd!

KATARZYNA (podaje mu list) Proszę!

PŁATONOW (wyrywa jej list z ręki) List… list… Jaki list? Nie mogłaś jutro przynieść? (otwiera) Jak go będę czytać?

KATARZYNA Pani prosiła, żeby jak najszybciej…

PŁATONOW (świeci sobie zapałką) Nosi was! (czyta) „Robię pierwszy krok. Chodź zróbmy go razem. Zmartwychwstaję. Chodź i weź. Twoja”. Cholera wie… Telegram jakiś! „Czekam do czwartej w altance koło czterech słupów. Pijany mąż pojechał na polowanie z młodym Głagoliewem. Cała twoja S.” Tego jeszcze brakowało! Boże! Tego jeszcze brakowało! (do Katii) Co się gapisz?

KATIA Co mam się nie gapić, jak mam oczy?

PŁATONOW To sobie wyłup oczy! To do mnie list?

KATIA Do pana…

PŁATONOW Bredzisz! Wynocha!

KATIA Tak jest.

Odchodzi z Jakowem.

Scena piętnasta

Płatonow (sam).

PŁATONOW (po chwili) No i mam efekty… Doigrałeś się, kolego! Poharatać kobietę, żywe stworzenie, ot tak, bez sensu, bez potrzeby… Prz-rzeklęty język! Do czego doprowadził… Co teraz robić? No, pomyśl, mądra głowo! Możesz siebie przeklinać, włosy wyrywać… (zastanawia się) Wyjechać! Natychmiast wyjechać i nie pokazywać się tu więcej do samego sądu ostatecznego! Marsz stąd na cztery wiatry, trzymaj się w ryzach biedy i pracy. Lepsze gorsze życie, niż to z tą historią.

Pauza.

Jadę… Ale… czy Sofia naprawdę mnie kocha? Tak? (śmieje się) Za co? Jakie wszystko mętne i dziwne na tym świecie!

Pauza.

Dziwne… Naprawdę ta piękna marmurowa kobieta z cudownymi włosami jest w stanie pokochać biednego dziwaka? Naprawdę kocha? Niesamowite! (świeci sobie zapałką i przegląda list) Tak… Mnie? Sofia? (śmieje się głośno) Kocha? (chwyta się za serce) Szczęście! Przecież to szczęście! To moje szczęście! To nowe życie, z nowymi postaciami, nowymi dekoracjami! Idę! Marsz do altanki koło czterech słupów! Czekaj, moja Sofio! Byłaś i będziesz moja! (idzie i zatrzymuje się) Nie pójdę! (idzie z powrotem) Rozbijać rodzinę? (krzyczy) Sasza, idę do pokoju! Otwieraj! (łapie się za głowę) Nie pójdę, nie pójdę… nie pójdę!

Pauza.

Pójdę! (idzie) Idź, rozbijaj, depcz, profanuj… (natyka się na Siergieja i Kiriłła)

Scena szesnasta

Płatonow, Siergiej i Kiriłł.

Siergiej i Kiriłł wbiegają ze strzelbami przewieszonymi przez ramię.

SIERGIEJ Jest! Jest! (obejmuje Płatonowa) No? Jedziemy na polowanie!

PŁATONOW Nie… Zostaw!

SIERGIEJ Co się wyrywasz, bracie? (śmieje się głośno) Pijany jestem, pijany! Pierwszy raz w życiu jestem pijany! Boże, jaki jestem szczęśliwy! Przyjacielu mój! (obejmuje Płatonowa) Jedziemy? To ona mnie posłała… Kazała upolować dla siebie dziczyzny…

KIRIŁŁ Szybciej! Już świta!

SIERGIEJ Słyszałeś, co wymyśliliśmy? Genialne, prawda? Planujemy zagrać Hamleta! Słowo honoru! Taki teatr odstawimy, że czarty zemdli! (śmieje się głośno) Ale jesteś blady… Też pijany?

PŁATONOW Puść… Pijany.

SIERGIEJ Poczekaj… Mój pomysł! Jutro zaczynamy malować dekoracje! Ja – Hamlet, Sophie – Ofelia, ty – Klaudiusz, Trylecki – Horacy… Jaki jestem szczęśliwy! Zadowolony! Shakespeare, Sophie, ty i maman! Niczego mi więcej nie trzeba! No, jeszcze muzyka Glinki! Nic więcej! Ja jako Hamlet…

Jesteś królową, żoną twego szwagra,

A przy tym – żal się Boże – moją matką[85].

(śmieje się głośno) Niezły Hamlet?

PŁATONOW (wyrywa się i ucieka) Bydlak! (wybiega)

SIERGIEJ Tiuliluiliu! Pijany! Porządnie! (śmieje się głośno) No jaki nasz przyjaciel?

KIRIŁŁ Zalany… Jedziemy!

SIERGIEJ Jedziemy… Też byłbyś moim przyjacielem, gdyby…

Piękna Ofelia! Nimfo, w modłach swoich

Pomnij o moich grzechach!

Wychodzą.

Słychać szum nadjeżdżającego pociągu.

Scena siedemnasta

Osip i potem Sasza.

OSIP (wbiega z łańcuchem) Gdzie on? (rozgląda się) Gdzie on? Poszedł? Nie ma go? (gwiżdże) Michaił! Panie Michaile! Uu!

Pauza.

Nie ma? (podbiega do okna i puka) Panie Michaile! Michaile! (tłucze szybę)

SASZA (w oknie) Kto tam?

OSIP Pani zawoła męża! Szybko!

SASZA Co się stało? Nie ma go w pokoju!

OSIP (krzyczy) Nie ma? Znaczy, do generałowej poszedł! Generałowa była tu, ciagnęła go do siebie! Wszystko przepadło, pani Aleksandro! Do generałowej poszedł, przeklęty!

SASZA Kłamiesz!

OSIP Jak Boga kocham, do generałowej! Wszystko słyszałem i widziałem! Obejmowali się tu, całowali…

SASZA Kłamiesz!

OSIP Żeby tak ani ojciec, ani matka nieba nie doczekali, jak kłamię! Do generałowej! Odszedł od żony! Niech go pani dogoni! Nie, nie… Wszystko przepadło! I pani teraz nieszczęśliwa! (bierze strzelbę do ręki) Ostatni raz mi rozkazała, i ostatni raz wykonam! (strzela w powietrze) Niech go wita! (rzuca strzelbę na ziemię) Zarżnę go, pani Alekandro! (skacze przez nasyp i siada na pniu) Pani się nie martwi, Aleksandro… pani się nie martwi…. Zarżnę go… Może pani być pewna…

Widać światła.

SASZA (wychodzi w nocnej koszuli z rozpuszczonymi włosami) Odszedł… Oszukał… (płacze) Już po mnie… Zabij mnie, Boże, po tym…

Gwizd lokomotywy.

Rzucę się pod pociąg… Nie chcę żyć… (kładzie się na torach) Oszukał… Matko Boska, zabij mnie!

Pauza.

Przebacz, Boże… Przebacz, Boże… (krzyczy) Kola! (klęka) Syn! Ratunku! Ratunku! Pociąg jedzie!… Ratunku!

Osip wyskakuje do Saszy.

(Pada na tory) Ach…

OSIP (bierze ją na ręce i zanosi do szkoły) Zarżnę… Pani się nie martwi!

Szum jadącego pociągu.

Koniec aktu drugiego

AKT TRZECI

Pokój w szkole. Na prawo i na lewo drzwi. Szafa z naczyniami, komoda, stary fortepian, krzesła, kanapa obita ceratą, gitara itd. Kompletny bałagan.