DramatyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena druga

Sasza.

SASZA (wychodzi ze szkoły z książką i świeczką w drugiej) Jak długo Miszy nie ma… (siada) Żeby to się nie odbiło na jego zdrowiu… Z tych hulanek nic dobrego, tylko niezdrowie… No i spać mi się już chce… Na czym to ja stanęłam? (czyta) „Czas wreszcie ponownie głosić te wielkie i wieczne ideały ludzkości, te nieśmiertelne zasady wolności, gwiazdy przewodnie naszych ojców którym, na nieszczęście, sprzeniewierzyliśmy się”. Co to znaczy? (myśli) Nie rozumiem… No, czego nie piszą tak, żeby każdy mógł zrozumieć? Dalej… Mmm… Opuszczę przedmowę… (czyta) „Sacher Masoch”[72]… Jakie śmieszne nazwisko!.. Masoch… Chyba nie Rosjanin… Dalej… Misza kazał czytać, to trzeba czytać… (ziewa i czyta) „Pewnego wesołego zimowego wieczoru…” No, to można opuścić… Opis… (przerzuca kartki i czyta) „Trudno było stwierdzić, kto grał i na jakim instrumencie… Potężne majestatyczne dźwięki organów pod żelazną męską ręką przechodziły nagle w delikatny flet jakby pod uroczymi kobiecymi ustami i wreszcie zamierały…” Tsss… Ktoś idzie… (pauza) To krok Miszy… (gasi świecę) Nareszcie. (wstaje i krzyczy) Uu! Raz, dwa, raz, dwa! Lewa, prawa, lewa, prawa! Lewa! lewa!

Wchodzi Płatonow.

Scena trzecia

Sasza i Płatonow.

PŁATONOW (wchodząc) Tobie na złość: prawa! prawa! Zresztą, moja kochana, ani prawa, ani lewa! Pijany nie ma ani prawa, ani lewa; ma tylko naprzód, w tył, w poprzek i w dół…

SASZA Tu, pijaku, tu proszę siadać! Ja ci pokażę, jak chodzić w poprzek i w dół! Siadać! (rzuca się Płatonowowi na szyję)

PŁATONOW Siądźmy… (siada) Czemu nie śpisz, orzęsku[73]?

SASZA Nie chce mi się… (siada obok) Późno cię wypuścili!

PŁATONOW No, późno… Pasażerski już przeszedł?

SASZA Jeszcze nie. Towarowy przeszedł z godzinę temu.

PŁATONOW Znaczy, nie ma jeszcze drugiej. Dawno wróciłaś?

SASZA O dziesiątej byłam już w domu… Przyszłam, a tu Kola beczy w żywy kamień… Wyszłam bez pożegnania, wybaczą… Tańce były?

PŁATONOW I tańce były, i kolacja była, i awantury były… Swoją drogą… wiesz? To przy tobie było? Stary Głagoliew dostał udaru!

SASZA Coś ty?!

PŁATONOW Tak… Twój braciszek krew mu puszczał i wieczny odpoczynek odśpiewał…

SASZA Ale od czego? Co się stało? Na oko był zdrowy…

PŁATONOW Leciutki udar… Leciutki na jego szczęście i na nieszczęście jego osiołka, którego przez głupotę nazywa synem… Do domu go odwieźli… Żaden wieczór nie może się obejść bez skandalu! Taki nasz los, widocznie!

SASZA Wyobrażam sobie, jak się przestraszyły… Anna i Sofia. A jaka miła ta Sofia! Rzadko widzę takie śliczne osóbki… Ma w sobie coś takiego…

Pauza.

PŁATONOW Och! Głupio, ohydnie…

SASZA Co?

PŁATONOW Co ja narobiłem?! (zakrywa twarz rękami) Wstyd!

SASZA Co narobiłeś?

PŁATONOW Co? Nic dobrego! Kiedy zrobiłem coś, czego bym się później nie wstydził?

SASZA (na stronie) Pijany, bidulek! (do niego) Chodźmy spać!

PŁATONOW Obrzydliwy byłem, jak nigdy! I potem miej do siebie szacunek! Nie ma gorszego nieszczęścia, niż stracić szacunek do siebie! Boże! Nie ma we mnie nic takiego, za co można by się złapać, nic takiego, za co można byłoby szanować i kochać!

Pauza.

No, ty kochasz… Nie rozumiem! Znaczy, znalazłaś we mnie coś takiego, co można kochać? Kochasz?

SASZA Co za pytanie! Jak mogłabym cię nie kochać?

PŁATONOW Wiem, ale nazwij to coś dobrego, za co mnie tak kochasz! Pokaż mi coś dobrego, co kochasz we mnie!

SASZA Hm… Za co ja cię kocham? Jaki dziwny jesteś, Misza! Jak mam cię nie kochać, skoro jesteś moim mężem?

PŁATONOW Tylko za to kochasz, że jestem twoim mężem?

SASZA Nie rozumiem cię.

PŁATONOW Nie rozumiesz? (śmieje się) Ach ty, moja naiwna idiotko! Dlaczego nie jesteś muchą? Z twoim rozumem między muchami byłabyś najmądrzejszą muchą! (całuje ją w czoło) Co by z tobą było, gdybyś mnie rozumiała, gdybyś nie miała swojej dobrej niewiedzy? Czy byłabyś tak kobieco szczęśliwa, gdybyś swoją nietkniętą główką umiała pojąć, że nie ma we mnie nic, co można kochać? Nie wiedz, skarbie mój, nie zrozum, jeśli chcesz mnie kochać! (całuje ją w rękę) Samiczka moja! Jestem szczęśliwy dzięki twojej niewiedzy! Mam, jak ludzie, rodzinę… Mam rodzinę…

SASZA (śmieje się) Dziwak!

PŁATONOW Skarbie ty mój! Malutka, głupiutka kobietko! Nie za żonę cię brać, tylko na stole pod szkłem cię trzymać! Jakim cudem daliśmy wspólnie radę wydać na ten boży świat Nikołkę? Nie Nikołki powinnaś rodzić, ale żołnierzyki z ciasta lepić, połowico ty moja!

SASZA Głupoty opowiadasz, Misza!

PŁATONOW Niech cię Bóg uchroni przed rozumieniem! Nie zrozum nigdy! Niech ziemia leży na trzech wielorybach, a wieloryby na widłach! Skąd byśmy brali wierne żony, gdyby nie było takich Saszek! (chce ją pocałować)

SASZA (odpycha go) Wynocha! (z gniewem) To po co się ze mną żeniłeś, skoro jestem taka tępa? Mogłeś sobie wziąć mądrą! Nie zmuszałam cię.

PŁATONOW (śmieje się) To ty umiesz się złościć? O do diabła! To prawdziwe odkrycie z dziedziny… Z jakiej dziedziny? Prawdziwe odkrycie, moja złota! Czyli umiesz się złościć? Nie żatrujesz?

SASZA (wstaje) A weź że idź spać! Jakbyś nie pił, to byś nie robił odkryć! Pijak! I do tego nauczyciel! Świntuch, a nie nauczyciel! Idź spać! (bije go w plecy i wychodzi do szkoły)

Scena czwarta

Płatonow sam.

PŁATONOW Naprawdę jestem pijany? Niemożliwe, mało piłem… Ale w głowie nie całkiem normalnie…

Pauza.

A kiedy z Sofią rozmawiałem to byłem… pijany? (zastanawia się) Nie, nie byłem! Na nieszczęście, nie byłem, Boże wszechmogący! Nie byłem! Cholerna trzeźwość! (Zrywa się z miejsca) Co mi zawinił jej nieszczęsny mąż? Za co go przy niej oplułem? Nie daj mi spokoju, sumienie! Rozgadałem się przed nią jak dzieciak, popisywałem się, wygłupiałem, przechwalałem! (przedrzeźniając sam siebie) „Czemu nie wybrałaś człowieka pracowitego, cierpiętnika?” A na co ona potrzebna człowiekowi pracowitemu, poświęcającemu się wyższej sprawie? Czemu, wariacie, mówiłeś to, w co nie wierzysz? Ach!.. Ona uwierzyła… Wysłuchała bredni kretyna i spuściła oczęta! Rozkleiła się, bidulka, rozczuliła… Jakie to wszystko głupie, jakie to wszystko ohydne, bez sensu! Obrzydło wszystko… (śmieje się) Głupi efekciarzu! Kupców efekciarzy wyśmiałeś, wyśmiałeś całkowicie… Był i śmiech przez łzy, i łzy przez śmiech… A mnie kto wyśmieje? Kiedy? Śmieszne! Łapówek nie bierze, nie kradnie, żony nie bije, myśli sensownie, a… kawał drania! Śmieszny kawał drania! Niezwykły kawał drania!..

Pauza.

Trzeba wyjechać… Poproszę inspektora o inne miejsce… Jeszcze dziś napiszę do miasta…

Wchodzi Wiengierowicz-syn.

Scena piąta

Płatonow i Wiengierowicz-syn.

WIENGIEROWICZ-SYN (wchodząc) Hm… Szkoła, gdzie wiecznie śpi ten niedorobiony mędrzec… Śpi teraz jak zwykle, czy znieważa kogoś jak zwykle? (widząc Płatonowa) Jest, pusty i nadęty! Nie śpi i nie znieważa… W nienormalnym stanie… (do niego) Nie śpi pan jeszcze?

PŁATONOW Jak widać! Czemu się zatrzymałeś? Życzę dobrej nocy!

WIENGIEROWICZ-SYN Zaraz sobie pójdę. Pogrąża się pan w samotności? (rozgląda się) Czuje się pan królem przyrody? W taką piękną noc…

PŁATONOW Idziesz do domu?

WIENGIEROWICZ-SYN Tak… Ojciec pojechał, a ja muszę iść piechotą. Rozkoszuje się pan? Jakie to przyjemne, prawda? – wypić szampana i na rauszu rozpatrywać samego siebie! Można się przysiąść?

PŁATONOW Można.

WIENGIEROWICZ-SYN Dziękuję. (siada) Lubię za wszystko dziękować. Jak słodko siedzieć tu, na tych schodkach i czuć się panem absolutnym! Gdzie pańska przyjaciółka, Płatonow? Przecież do tego szumu, do tego szeptu przyrody, śpiewu i cykania koników polnych, brakuje tylko szczebiotu miłosnego, żeby to wszystko zamieniło się w raj! W tym zalotnym, lękliwym wiaterku brakuje tylko gorącego oddechu ukochanej, by pana policzki pałały szczęściem! W szepcie matki natury brakuje słów miłości… Kobiety!!.. Patrzy pan na mnie ze zdziwieniem… Cha-cha! Przemówiłem nie swoim językiem? Tak, to nie mój język… Wytrzeźwieję i jeszcze się zaczerwienię za ten język… Zresztą, co, nie mogę sobie poględzić poetycznie? Hmm… Kto mi zabroni?

PŁATONOW Nikt.

WIENGIEROWICZ-SYN A może ten język bogów nie odpowiada mojemu stanowisku, mojej osobie? Może twarz mam niepoetyczną?

PŁATONOW Niepoetyczną…

WIENGIEROWICZ-SYN Niepoetyczną… Hm… Bardzo dziękuję. Wszyscy Żydzi mają niepoetyczne fizjonomie. Natura zakpiła sobie, nie dała nam, Żydom, poetycznych fizjonomii! U nas przecież ludzi ocenia się po gębie – a że nasze gęby są wiadomo jakie, odmawia się nam poetyckich uczuć… Mówią, że Żydzi nie mają poetów.

PŁATONOW Kto mówi?

WIENGIEROWICZ-SYN Wszyscy mówią… A to przecież ohydna potwarz!

PŁATONOW Przestań się czepiać! Kto tak mówi?

 

WIENGIEROWICZ-SYN Wszyscy mówią, a przecież tylu mamy prawdziwych poetów, nie Puszkinów, nie Lermontowów, tylko prawdziwych! Auerbach[74], Heine[75], Goethe…

PŁATONOW Goethe Niemiec.

WIENGIEROWICZ-SYN Żyd!

PŁATONOW Niemiec!

WIENGIEROWICZ-SYN Żyd! Wiem, co mówię.

PŁATONOW Ja też wiem, co mówię, ale niech będzie… Trudno przekonać niedouczonego Żyda.

WIENGIEROWICZ-SYN Bardzo trudno…

Pauza.

A nawet jak byśmy nie mieli poetów! Mniejsza z tym! Są poeci – dobrze, nie ma ich – jeszcze lepiej! Poeta, jako człowiek emocji, to najczęściej darmozjad, egoista… Czy Goethe, jako poeta, dał chociaż jednemu niemieckiemu proletariuszowi kawałek chleba?

PŁATONOW Stare! Przestań, kolego! On nie zabrał kawałka chleba niemieckiemu proletariuszowi! To jest ważne… Zresztą, lepiej być poetą niż niczym! Miliard razy lepiej! Zresztą, zamilczmy… Zostaw w spokoju kawałek chleba, o którym nie masz żadnego pojęcia, i poetów, których twoja wysuszona dusza nie rozumie, i mnie, któremu nie dajesz spokoju!

WIENGIEROWICZ-SYN Nie będę, nie będę, jadowity człowieku, ruszać twojego wielkiego serca! Nie ściągnę z pana ciepłej kołdry… Śpij sobie!

Pauza.

Zobacz, jakie niebo! Tak…

Dobrze tu, cicho, same tylko drzewa… Nie ma tych nażartych, zadowolonych gąb… Tak… Nie dla mnie szepcą drzewa… I księżyc nie patrzy na mnie tak przyjaźnie, jak na tego Płatonowa… Stara się patrzeć chłodno… W sensie: nie jesteś nasz… Idź stąd, z tego raju, do swojego żydowskiego sklepiku… Zresztą, brednie… Zagadałem się… wystarczy!..

PŁATONOW Wytarczy… Idź do domu, kolego! Im dłużej będziesz tu siedział, tym więcej nagadasz… A potem będziesz się czerwienił, jak sam mówiłeś! Idź!

WIENGIEROWICZ-SYN Chcę gadać! (śmieje się) Teraz jestem poetą!

PŁATONOW Nie jest poetą ten, kto wstydzi się swojej młodości. Przeżywasz młodość, to bądź młody! Śmiesznie, głupio, może, ale za to po ludzku!

WIENGIEROWICZ-SYN Tak… Co za brednie! Straszny dziwak jesteś, Płatonow! Wszyscy tutaj jesteście dziwni… Powinniście żyć za czasów Noego… I generałowa dziwaczka, i Wojnicew dziwak… Generałowa, zresztą, całkiem niezła jeśli chodzi o ciało… Ma niegłupie oczy! Jakie ma ładne palce!.. Niebrzydka poniekąd… Biust, szyja…

Pauza.

Dlaczego? Gorszy jestem od pana, czy co? Chociaż raz w życiu! Skoro same myśli tak mocno pociągająco działają na mój… rdzeń kręgowy, to jaka rozkosz roztopiłaby mnie do cna, gdyby ona pojawiła się tu nagle między tymi drzewami i wabiła mnie swoimi przeźroczystymi palcami!.. Niech pan nie patrzy tak na mnie… Jestem głupi teraz, dzieciuch… A zresztą, kto śmie mi zabronić chociaż raz w życiu być głupim? Chciałbym teraz w celu naukowym być głupim, szczęśliwym po waszemu… I jestem szczęśliwy… Co komu do tego? Hm…

PŁATONOW Ale… (ogląda jego łańcuch)

WIENGIEROWICZ-SYN Zresztą, szczęście osobiste to egoizm!

PŁATONOW No tak! Szczęście osobiste to egoizm, a osobiste nieszczęście to cnota! Jaki ty jednak jesteś potłuczony! Ale łańcuch! Ale cudne breloki. Ale błyszczy!

WIENGIEROWICZ-SYN Bawi pana ten łańcuch?! (śmieje się) Pociąga ten blichtr, ta błyskotka… (kręci głową) W chwili, kiedy pan mnie poucza niemal wierszami, może zachwycać się złotem! Pan bierze ten łańcuch! I da spokój! (zrywa go z siebie i rzuca na stronę)

PŁATONOW Mocno brzęknął! Po samym brzęku widać, jaki ciężki!

WIENGIEROWICZ-SYN Złoto jest ciężkie nie tylko na wagę! Szczęściarz z pana, że może pan siedzieć na tych brudnych schodkach! Tutaj nie odczuwa pan ciężaru tego brudnego złota! Ech, te złote łańcuchy, złote kajdany!

PŁATONOW Nie zawsze solidne kajdany! Przepili je nasi ojcowie!

WIENGIEROWICZ-SYN Tylu nieszczęśliwych, tylu głodnych, tylu pijanych jest pod księżycem! Kiedy w końcu te miliony, co dużo sieją i nic nie jedzą przestaną głodować? Kiedy, się pytam? Płatonow, dlaczego pan nie odpowiada?

PŁATONOW Zostaw mnie! Proszę uprzejmie! Nie lubię dzwonów bijących bez przerwy i bez sensu! Przepraszam, ale zostaw mnie! Chcę spać!

WIENGIEROWICZ-SYN Ja dzwon? Hm… To raczej pan…

PŁATONOW Ja jestem dzwon, i ty jesteś dzwon, z tą tylko różnicą, że ja sam biję w siebie, a w ciebie biją inni… Dobranoc! (wstaje)

WIENGIEROWICZ-SYN Dobranoc.

W szkole bije druga godzina.

Już druga… O tej porze trzeba już spać, a ja nie śpię… Bezsenność, szampan, podniecenie… Nienormalne życie, które niszczy organizm… (wstaje) Zaczyna mnie boleć chyba tu w piersi… Dobranoc! Ręki panu nie podaję i szczycę się tym. Nie ma pan prawa do uścisku mojej ręki…

PŁATONOW Co za brednie! Wszystko mi jedno.

WIENGIEROWICZ-SYN Mam nadzieję, że naszej rozmowy i mojej… gadaniny nikt prócz nas nie słyszał i nie usłyszy… (Idzie w głąb sceny i wraca)

PŁATONOW Czego szukasz?

WIENGIEROWICZ-SYN Tutaj gdzieś był mój łańcuch…

PŁATONOW Masz, twój łańcuch! (nogą podrzuca mu łańcuch) Nie zapomniał jednak! Słuchaj, bądź uprzejmy ofiarować ten łańcuch na rzecz jednego mojego znajomego, który należy do kategorii tych, co dużo sieją i nic nie jedzą! Ten łańcuch będzie karmić jego i jego rodzinę całe lata!.. Pozwolisz, że mu ten łańcuch przekażę?

WIENGIEROWICZ-SYN Nie… Chętnie bym go oddał, ale, naprawdę, nie mogę! To prezent, pamiątka…

PŁATONOW Tak, tak… Wynocha!

WIENGIEROWICZ-SYN (podnosi łańcuch) Niech się pan odczepi! (idzie w głąb sceny, zmęczony, siada na torze kolejowym i zakrywa twarz rękami)

PŁATONOW Ohyda! Być młodym i jednocześnie nie być wybijającą się jednostką! Jakie potworne zepsucie! (siada) Ale brzydzą nas ludzie, w których odnajdujemy nawet ślad naszej nieczystej przeszłości! Kiedyś byłem trochę podobny do tego… Ech!

Słychać tętent konia.

Scena szósta

Płatonow i Anna (wchodzi w amazonce[76], ze szpicrutą w ręku)

PŁATONOW Generałowa!

ANNA Jak się z nim zobaczyć? Zapukać? (widząc Płatonowa) Tu jesteś? To dobrze! Wiedziałam, że jeszcze nie śpisz… Zresztą jak można teraz spać? Do spania dał nam Bóg zimę… Dobry wieczór, człeczyno[77]! (wyciąga do niego rękę) No? Co jest? Rękę!

Płatonow podaje jej rękę.

ANNA Pijany?

PŁATONOW A cholera mnie wie! Albo trzeźwy, albo tak pijany, jak nałogowy pijak… A ty co? Z przesytu raczysz spacerować, szanowna lunatyczko?

ANNA (siada obok niego) M-taak…

Pauza.

Taak…. kochany Michaił! (Śpiewa) Ile szczęścia, ile męki[78]… (śmieje się głośno) Jakie wielkie zdziwione oczy. Daj spokój, nie bój się, przyjacielu!

PŁATONOW A ja się nie boję… przynajmniej o siebie…

Pauza.

Widzę, coś głupiego ci chodzi po głowie…

ANNA Na stare lata…

PŁATONOW Staruchom można wybaczyć… One z głupoty… Ale jaka z ciebie starucha? Młoda, jak lato w czerwcu. Życie przed tobą.

ANNA Potrzebuję życia teraz, a nie potem… A młoda jestem, Płatonow, potwornie młoda! Czuję… Ta młodość hula we mnie jak wiatr! Cholernie młoda… Zimno!

Pauza.

PŁATONOW (zrywa się) Nie chcę ani rozumieć, ani zgadywać, ani domyślać się… Nic nie chcę! Idź! Nazwij mnie ignorantem i zostaw mnie! Proszę! Hm… Po co tak patrzysz? No weź… pomyśl!

ANNA Myślałam już…

PŁATONOW Pomyśl, dumna, mądra, piękna kobieto! Dokąd i po co przyszłaś!? A…

ANNA Nie przyszłam, tylko przyjechałam, mój kochany!

PŁATONOW Z takim rozumem, z taką urodą, młodością… do mnie? Oczom, uszom nie wierzę…. Przyszła zwyciężyć, twierdzę zdobyć! Nie jestem twierdzą! Nie zwyciężać przyszłaś… Ja jestem słabość, straszna słabość! Zrozum!

ANNA (wstaje i podchodzi do niego) Poniżanie się to więcej niż pycha… Co dalej, Michele? Trzeba to przecież czymś zakończyć! Zgodzisz się, że…

PŁATONOW Nie będę kończył, bo nic nie zaczynałem!

ANNA E… obrzydliwa filozofia! I nie wstyd ci kłamać? W taką noc, pod takim niebem… kłamać? Jak chcesz, kłam jesienią, kiedy błoto, niepogoda, ale nie teraz, nie tu… Ktoś ciebie słucha, patrzy na ciebie… Spójrz w górę, dziwaku!

Pauza.

Widzisz, nawet gwiazdy mrugają, że kłamiesz… Dosyć, kochany! Bądź piękny, jak wszystko wokół piękne… Nie psuj tej ciszy swoją małą osobą… Odpędź od siebie swoje demony. (obejmuje go jednym ramieniem) Nie ma innego, którego kochałabym tak, jak ciebie kocham! Nie ma kobiety, którą kochałbyś tak, jak mnie kochasz… Weźmiemy sobie samą tylko miłość, a całą resztę, co ciebie tak dręczy, niech rozwiązują inni… (całuje go) Weźmiemy sobie samą tylko miłość…

PŁATONOW Odys zasłużył na to, żeby mu śpiewały syreny, ale ja, Syreno, nie jestem królem Odysem![79] (obejmuje ją) Gdybym mógł ci dać szczęście! Jesteś taka cudowna! Ale nie dam ci szczęścia! Zrobię z tobą to, co robiłem ze wszystkimi kobietami, które rzucały mi się na szyję… Unieszczęśliwię!

ANNA Jak ty dużo o sobie myślisz! Aż taki jesteś straszny, Don Juanie?[80] (śmieje się głośno) Jaki śliczniutki w tym księżycowym świetle! Cudo!

PŁATONOW Znam siebie! Szczęśliwie kończą się tylko te romanse, w których mnie nie ma…

ANNA Siądźmy… O, tutaj… (siadają na torze kolejowym) Co jeszcze powiesz, filozofie?

PŁATONOW Gdybym był uczciwym człowiekiem, odszedłbym od ciebie… Przeczuwałem to dzisiaj, przewidywałem… Drań jestem. Czemu nie odszedłem?

ANNA Odpędź od siebie demony, Michel! Nie truj się… Kobieta do ciebie przyszła, a nie zwierzę… Smutna twarz, łzy w oczach… Fe! Jak ci się to nie podoba, to sobie pójdę… Chcesz? Pójdę i wszystko zostanie po staremu… Pasuje? (śmieje się) Matołku! Bierz, łap, i zjedz!.. Czego jeszcze chcesz? Wypal mnie do końca jak papierosa, wyciśnij, rozkrusz… Bądź człowiekiem! (tarmosi go) Śmieszny jesteś!

PŁATONOW Ale czy ty jesteś moja? Czy ty mi jesteś pisana? (całuje jej ręce) Idź do innego, kochana… Idź do kogoś, kto jest ciebie wart…

ANNA Ach… Daj spokój, bredzisz! Sprawa jest bardzo prosta: przyszła do ciebie kobieta, która cię kocha i którą ty kochasz… Pogoda cudowna… Czego chcieć więcej? Po co ta cała filozofia, polityka? Będziesz się popisywać?

PŁATONOW Hm… (wstaje) A jeśli przyszłaś pobawić się mną, puścić się, powygłupiać? Co wtedy? Ja się nie nadaję na tymczasowo pełniącego obowiązki…. Nie pozwolę bawić się sobą! Nie wykręcisz się ode mnie tanim kosztem, jak wykręciłaś się od dziesiątków!.. Za drogi jestem na byle romansidło… (chwyta się za głowę) Szanować cię, kochać, i jednocześnie… takie nic, banał, mieszczańska, plebejska zabawa!

ANNA (podchodzi do niego) Kochasz mnie, szanujesz, to po co ty, niespokojny duchu, targujesz się ze mną, mówisz mi te świństwa? Po co te wszystkie „jeśli”? Kocham… Powiedziałam ci, i sam dobrze wiesz, że cię kocham… Czego ci jeszcze trzeba? Chcę spokoju… (kładzie głowę na jego piersi) Spokoju… Zrozum w końcu, Płatonow! Ja chcę odpocząć… Zapomnieć się, i więcej mi nic nie trzeba… Ty nie wiesz… Nie wiesz, jak ciężkie jest dla mnie życie, a ja… chcę żyć!

PŁATONOW Nie dam rady dać ci spokoju!

ANNA Daj radę chociaż nie filozofować!.. Żyj! Wszystko żyje, wszystko się toczy… Życie dokoła… To żyjmy i my! Jutro rozwiązywać problemy, a dzisiaj, w tę noc, żyć, żyć… Żyć, Michel!

Pauza.

Co ja się tak rozśpiewałam przed tobą! (śmieje się głośno) Nieźle! Ja jęczę, a ten się opiera!

PŁATONOW (chwyta ją za rękę) Słuchaj… Po raz ostatni… Mówię uczciwie… Odejdź!.. Ostatni raz! Odejdź!

ANNA Akurat? (śmieje się głośno) A ty nie żartujesz?.. Wygłupiasz się, przyjacielu! Teraz cię już nie zostawię! (rzuca mu się na szyję) Słyszysz? Ostatni raz mówię: nie wypuszczę! Cokolwiek by się działo, cokolwiek by się stało! Na moją zgubę, na twoje nieszczęście, ale wezmę! Żyć! Tra-ta-ta-ta… ra-ra-ra… Co się wyrywasz, cudaku? Mój! Memłaj teraz swoją filozofię!

 

PŁATONOW Jeszcze raz… Uczciwie…

ANNA Nie wzięłam honorem, wezmę siłą! Kochaj, skoro kochasz, ale nie udawaj głupiego! Tra-ta-ta-ta… Niech zabrzmi dzwon zwycięstwa[81]… Do mnie, do mnie! (narzuca mu czarną chustkę na głowę) Do mnie!

PŁATONOW Do ciebie? (śmieje się) Pusta kobieto! Źle sobie życzysz… Przecież będziesz płakać! Mężem twoim nie będę, bo nie jesteś mi pisana, a bawić się sobą nie pozwolę… Zobaczymy, kto się kim będzie bawił… Zobaczymy… Będziesz płakać… To idziemy?

ANNA (śmieje się głośno) Allons![82] (bierze go pod rękę) Czekaj… Ktoś idzie. Stańmy na razie za drzewem… (chowają się za drzewo) W surducie ktoś, nie chłop… Czemu nie piszesz wstępniaków do gazet? Świetnie byś pisał… Bez żartów.

Wchodzi Nikołaj.