Dramaty

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena druga

Nikołaj, Jakow, Wasilij i potem Siergiej.

NIKOŁAJ (ogląda banknoty) Śmierdzą chłopem… Nachapał się, kanalia! Co z nimi zrobić? (do Wasilija i Jakowa) Hej, wy tam, wolni najmici! Wasilij, zawołaj tu Jakowa! Jakow, zawołaj tu Wasilija! Chodźcie tu! Migiem!

Wasilij i Jakow podchodzą do Nikołaja.

We frakach! No nieźle! Strasznie do panów jesteście podobni! (daje Jakowowi rubla) Masz no rubla! (do Wasilija) Masz no rubla! To za to, że macie długie nosy.

JAKOW i WASILIJ (kłaniają się) Okropnie się cieszymy.

NIKOŁAJ A co wy tak, Słowianie, się chwiejecie? Pijani? Obaj, jak szpadle? Da wam generałowa, jak się dowie! Po pyskach będzie lać! (daje im jeszcze po rublu) Macie tu jeszcze po rublu! To za to, że ty się nazywasz Jakow, a on Wasilij, a nie na odwrót. Kłaniać się!

Jakow i Wasilij kłaniają się.

Dokładnie tak! A tu macie po rublu za to, że ja się nazywam Nikołaj, a nie Iwan! (daje im jeszcze) Kłaniać się! Tak! Tylko nie przepijcie! Gorzkiego leku zapiszę! Strasznie jesteście do panów podobni! Idźcie lampiony zapalać! Marsz! Wystarczy wam!

Jakow i Wasilij odchodzą. Siergiej przechodzi przez scenę.

(do Siergieja) Masz trzy ruble!

Siergiej bierze pieniądze, machinalnie kładzie je do kieszeni i idzie w głąb ogrodu.

Podziękuj, no!

Z domu wychodzą Trylecki i Sasza.

Scena trzecia

Nikołaj, Trylecki i Sasza.

SASZA (wchodząc) Mój Boże! Kiedy się to wszystko skończy? I za co mnie tak karzesz? Ten pijany, Nikołaj pijany, Misza tak samo… Bójcie się Boga przynajmniej, jak nie wstyd wam przed ludźmi! Sumienia nie macie! Wszyscy patrzą na was! A ja, co ja czuję, kiedy widzę, że was wytykają palcami!

TRYLECKI Nie to, nie to! Czekaj… Poplątałaś mi… Czekaj…

SASZA Nie można was wpuszczać do porządnego domu! Ledwo weszli, a już pijani! Fuj, obrzydliwy! A do tego stary! Ty masz im przykład dawać, a nie chlać z nimi!

TRYLECKI Czekaj, czekaj… Poplątałaś mi… Co to ja chciałem? Tak! Sasza, bracie, nie kłamię! Wierz mi! Odsłużyłbym jeszcze z pięć lat, generałem bym został! A co ty myślisz, że nie zostałbym generałem? Phi!.. (śmieje się głośno) Z moim charakterem, i nie zostać generałem? Z moim wykształceniem? No, to w ogóle nic nie rozumiesz… Znaczy, nie rozumiesz…

SASZA Chodźmy! Generałowie tak nie piją.

TRYLECKI Z zachwytu piją wszyscy! Zostałbym generałem! A ty cicho bądź, błagam! Całkiem wdałaś się w matkę! Zu-zu-zu… Jak Boga kocham! Tamta, bywało, że dzień i noc, dzień i noc… To jej nie tak, tamto nie tak… Zu-zu-zu… Co to ja chciałem?… Aha! Całkiem wdałaś się w matkę nieboszczkę, mój maluszku… Całkiem… Całkiem… I oczka, i włoski… I dreptała też tak, jak gąska… (całuje ją) Aniołku mój! Wykapana nieboszczka… Strasznie kochałem nieboszczkę! Nie ustrzegł, stary Błazen Iwan Bałałajkin![49]

SASZA Przestań… Chodźmy! Poważnie, tato… Powinieneś już skończyć z piciem, awanturami. Zostaw to tym zdrowym bykom… Oni są młodzi, a tobie, staremu, nie bardzo wypada, naprawdę…

TRYLECKI Tak jest, przyjacielu! Rozumiem! Nie będę… Słucham… No tak, no tak… Rozumiem… Co to ja chciałem?…

NIKOŁAJ (do Tryleckiego) Masz tu, pułkowniku, sto kopiejek! (daje mu rubla)

TRYLECKI Tak… Biorę, mój synu! Merci… Od obcego nie wezmę, ale od syna zawsze wezmę… Wezmę i uraduję się… Nie lubię, dzieci, cudzych finansów. Boże mój, jak nie lubię! Uczciwy jestem, dzieci! Uczciwy wasz ojciec! W życiu nie okradłem ani ojczyzny, ani pieleszy. A wystarczyłoby tylko troszkę rękę zapuścić i byłbym sławny i bogaty!

NIKOŁAJ Chwalebne, ojciec, ale nie trzeba się tym przechwalać!

TRYLECKI Nie przechwalam się, Nikołaju! Pouczam was, dzieci moje. Uczę rozumu… Będę za was odpowiadać przed Stwórcą!

NIKOŁAJ A ty dokąd?

TRYLECKI Do domu. Odprowadzam tę szczypawkę… Odprowadź i odprowadź… Czepiła się… No to odprowadzam. Sama się boi. Odprowadzę ją i wrócę.

NIKOŁAJ Jasne, wracaj. (do Saszy) Tobie też dać? Masz i ty, i ty masz! Trzy ruble! Dla ciebie trzy ruble!

SASZA Dodaj mi jeszcze dwa przy okazji. Kupię Miszy na letnie spodnie, bo ma tylko jedne. A to najgorzej mieć jedne! Na czas prania, musi wkładać wełniane…

NIKOŁAJ Ja bym żadnych mu nie dawał, ani letnich, ani wełnianych, gdyby to zależało ode mnie: łaź jak możesz! Ale co z tobą pocznę? Masz jeszcze dwa! (daje jej pieniądze)

TRYLECKI Co to ja chciałem? Aha… Pamiętam jak dziś… No tak… W sztabie głównym służyłem, dzieci moje… Głową z nieprzyjacielem walczyłem, mózgiem turecką krew przelewałem…[50] Na bagnecie się nie znam, nie, nie znam… No tak…

SASZA Czemu stoimy? Już czas. Żegnaj, Kola! Idziemy, tato!

TRYLECKI Czekaj! Milcz na litość boską! Tar-tar-tar… Perliczka! Szpaczek! O, jak trzeba żyć, dzieci moje! Uczciwie, godnie, nienagannie… No tak, no tak… Order Włodzimierza trzeciego stopnia dostałem…[51]

SASZA Dosyć, tato! Chodźmy!

NIKOŁAJ I bez twoich wywodów, wiemy, jaki z ciebie człowiek… No, idź, odprowadzaj!

TRYLECKI Mądry człowiek z ciebie, Nikołaju! Będziesz wielkim chirurgiem! Będziesz drugim Pirogowem[52]!

NIKOŁAJ Idź już, idź…

TRYLECKI Co to ja chciałem? Tak… Spotkałem Pirogowa… Jak jeszcze był w Kijowie… No tak, no tak… Mądry człowiek… Niczego sobie… To ja pójdę… Chodźmy, Saszureńko! Słaby jestem, dzieci… Wyglądam jak nabożeństwo żałobne… Boże, odpuść nam, grzesznym! Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina… No tak, no tak… Grzeszyłem, dzieciaczki! Teraz mamonie służę, a za młodu się nie modliłem. Nie było większego zawadiaki ode mnie… Materia! Stoff und Kraft![53] Ach, Boże… No tak… Módlcie się, dzieciaczki, żebym nie umarł! Poszłaś już, Saszureńko? Gdzie jesteś? Aha, tu… Chodźmy!

Anna wygląda przez okno.

NIKOŁAJ A sam ani kroku. Poniosło chłopinę… No, idźcie! Tylko omijajcie młyn, psy pogryzą.

SASZA Kola, masz jego czapkę… Oddaj mu, bo się przeziębi…

NIKOŁAJ (zdejmuje kaszkiet i nakłada go ojcu) Maszeruj, starcze! W lewo zwrot… marsz!

TRYLECKI W-lee-woo zwrooooo… ot! No tak, no tak… Sprawiedliwy jesteś, Nikołaju. Bóg widzi, że sprawiedliwy! I Michajło, zięć, sprawiedliwy! Wolnomyśliciel, ale sprawiedliwy! Idę, idę… (idą) Chodźmy, Sasza... Idziesz? Chodź, ja cię poniosę!

SASZA Nie gadaj głupot!

TRYLECKI Chodź cię poniosę! Matkę zawsze nosiłem… Zdarzało się, że ją niosłem, a sam się chwiałem… Kiedyś z górki gruchnęliśmy razem… Ale uśmiała się tylko, ptaszyna, nic się nie złościła… Chodź, cię poniosę!

SASZA Nie wymyślaj… Włóż czapkę porządnie! (poprawia mu czapkę na głowie) Jesteś jeszcze taki dzielny!

TRYLECKI No, tak… No, tak…

Wychodzą. Wchodzą Pietrin i Szczerbuk.

Scena czwarta

Nikołaj, Pietrin i Szczerbuk.

PIETRIN (wychodzi z domu trzymając pod rękę Szczerbuka) Połóż mi pięć tysięcy rubli – i ja ukradnę… Słowo honoru, że ukradnę… Byle z tego nic nie było… Ukradnę… Położę przed tobą – i ty ukradniesz.

SZCZERBUK Nie ukradnę, Gierasia! Nie!

PIETRIN Połóż mi rubla – i rubla ukradnę! Uczciwość! Hi-hi! Komu potrzebna twoja uczciwość? Uczciwy znaczy głupi…

SZCZERBUK Głupi… Niech będzie, że głupi…

NIKOŁAJ Macie tu, starcy, po rublu! (daje im po rublu)

PIETRIN (bierze) Dawaj…

SZCZERBUK (chichocze i bierze pieniądze) Merci, panie doktorze!

NIKOŁAJ Nabąblaliście się, panowie szanowni?

PIETRIN Kapkę…

NIKOŁAJ Macie tu jeszcze po rublu na intencję dusz waszych! Nagrzeszyliście, co? Bierzcie! Figa wam się należy, ale święto dzisiaj… mam gest, do cholery!

ANNA (w oknie) Trylecki, mi też daj rubla! (chowa się)

NIKOŁAJ Tobie nie rubla, a pięć, generalska wdowo! Już! (wchodzi do domu)

PIETRIN (patrzy w okno) Zniknęła wróżka?

SZCZERBUK (patrzy w okno) Zniknęła.

PIETRIN Nie znoszę! Zła kobieta! Pychy dużo… Kobieta powinna być pokorna, musi szanować… (kiwa głową) Widziałeś Głagoliewa? Też niezłe czupiradło! Siedzi jak ta mumia, milczy i tylko oczy wybałusza! Kto tak uwodzi kobiety?

SZCZERBUK Ożeni się!

PIETRIN Kiedy on się ożeni? Za sto lat? Najuprzejmiej dziękuję! Za sto lat mi nie trzeba.

SZCZERBUK Gierasiu, nie powinien taki staruch się żenić… A jak już go tak przypiliło, to niech się żeni z jakąś prostaczką… On przecież do niej nie pasuje… Ona młoda, ognista, europejska dama, wykształcona…

PIETRIN No, niechby się ożenił! Znaczy tak tego chcę, że słowami wyrazić nie umiem! Przecież od śmierci nieboszczyka generała, świeć Panie nad jego duszą, nie mają dokładnie nic! Ona ma kopalnie, ale na to już dybie Wiengierowicz... A gdzie mnie tam do Wiengierowicza! Co mogę z niej wyciągnąć za weksle? Jakbym je teraz protestował, to co dostanę?

 

SZCZERBUK Nihil[54].

PIETRIN A jak ona pójdzie za Głagoliewa, to już ja będę wiedział, z kogo wyciągnę… Od razu protestuję weksle, nakładam areszt… Nie bój się, nie da zginąć pasierbowi, wykupi! Ech-ech-och! Spełnij się, marzenie moje! Szesnaście tysięcy, Pawosiu!

SZCZERBUK A mnie trzy… Moja stara torba każe mi odebrać… Jak odebrać? Nie potrafię… To nie chłopi… To przyjaciele.. Niech sama tu przyjedzie i odbierze… Chodźmy, Gierasiu, do oficyny!

PIETRIN Po co?

SZCZERBUK Do damskich tańców śpiewać męskie piosenki…

PIETRIN Duniasza tam jest?

SZCZERBUK Jest. (idą) Tam lepsza zabawa… (śpiewa) „Jaki jestem nieszczęśliwy, kiedy przestałem z nią żyć!”

PIETRIN Tik-tak, tik-tak… (krzyczy) Taaak! (śpiewa) „Nowy Rok wesoło nastał w dobrym towarszystwie”…[55]

Wychodzą.

Scena piąta

Siergiej i Sofia wychodzą z głębi ogrodu.

SIERGIEJ O czym myślisz?

SOFIA Naprawdę, nie wiem.

SIERGIEJ Odrzucasz moją pomoc… Uważasz, że nie jestem w stanie ci pomóc? Co za tajemnice, Sophie? Tajemnice przed mężem… Hm…

Siadają.

SOFIA Jakie tajemnice? Sama nie wiem, co się we mnie dzieje… Siergieju, nie zadręczaj się bez powodu… Nie zawracaj sobie głowy moją chandrą…

Pauza.

Siergieju, wyjedźmy stąd!

SIERGIEJ Stąd?

SOFIA Tak.

SIERGIEJ Po co?

SOFIA Chcę… Nawet za granicę. Wyjedziemy?

SIERGIEJ Tego chcesz… Ale po co?

SOFIA Tutaj jest dobrze, fantastycznie, wesoło, ale nie mogę… Wszystko dobrze się układa, szczęśliwie tylko… trzeba wyjechać. Obiecałeś nie wypytywać.

SIERGIEJ Jutro wyjedziemy… Jutro nas tu nie będzie! (całuje ją w rękę) Nudzisz się tutaj! Jasne! Rozumiem cię! Cholera wie, co za towarzystwo! Pietriny, Szczerbuki…

SOFIA To nie ich wina… Zostawmy ich w spokoju.

Pauza.

SIERGIEJ I skąd wy, kobiety, macie tyle melancholii w sobie. No po co ta melancholia? (całuje żonę w policzek) Przestań! Bądź wesoła! Żyj, póki można! Nie możesz tej melancholii, jak mówi Płatonow, dać w łeb? Ha! Właśnie, Płatonow! Dlaczego rzadko z nim rozmawiasz? On wysoko lata, dojrzały chłop i zdecydowanie nienudny! Pogadaj z nim od serca, swobodnie! Melancholia zniknie od ręki! Rozmawiaj częściej z maman, z Tryleckim… (śmieje się) Gadaj z nimi, nie patrz na nich z góry! Jeszcze ich nie rozgryzłaś… Polecam ci ich dlatego, że to ludzie w moim stylu. Lubię ich. Też polubisz, jak poznasz ich lepiej.

ANNA (przez okno) Siergieju! Siergiej! Kto tam? Zawołajcie Siergieja!

SIERGIEJ Słucham!

ANNA Jesteś tu? Na chwilę!

SIERGIEJ Już! (do Sofii) Jak się nie rozmyślisz, jutro jedziemy. (wchodzi do domu)

SOFIA (po chwili) Przecież to prawie nieszczęście! Mogę całymi dniami nie myśleć już o mężu, zapominać o jego istnieniu, nie zwracać uwagi na jego słowa… Staje się ciężarem… Co robić? (myśli) Straszne! Dopiero był ślub i już… A wszystko przez tego… Płatonowa! Sił brak, charakteru też, nie ma nic takiego, co pomagałoby mi stanąć przeciwko temu człowiekowi! Prześladuje mnie od rana do wieczora, szuka mnie, nie daje mi spokoju swoim wymownym spojrzeniem… To straszne… i głupie, koniec końców! Nawet nie mam siły ręczyć za siebie! Jak on zrobi jeszcze krok, to chyba wszystko jest możliwe!

Scena szósta

Sofia i Płatonow.

Płatonow wychodzi z domu.

SOFIA O, idzie! Wodzi oczami i szuka! Kogo szuka? Po jego ruchach widzę, kogo potrzebuje! Jakie to nieuczciwe z jego strony, że nie daje mi spokoju!

PŁATONOW Skwar! Nie należałoby pić… (zobaczywszy Sofię) Ty tutaj, Sofio? W samotności? (śmieje się)

SOFIA Tak.

PŁATONOW Unikasz śmiertelników?

SOFIA Nie mam potrzeby ich unikać. Nie brzydzą mnie i nie przeszkadzają.

PŁATONOW Tak? (siada obok niej) Mogę?

Pauza.

Ale skoro nie unikasz ludzi, to dlaczego mnie unikasz, Sofio? Za co? Proszę, pozwól mi skończyć! Bardzo się cieszę, że mogę wreszcie z tobą porozmawiać. Unikasz mnie, omijasz, nie patrzysz na mnie… Co to? Komedia czy na serio?

SOFIA Nie miałam zamiaru cię unikać! Skąd taki pomysł?

PŁATONOW Z początku jakby sprzyjałaś mi, zaszczycałaś życzliwą uwagą, a teraz nie chcesz mnie widzieć! Ja w jedne drzwi, ty w drugie; ja do ogrodu, ty z ogrodu, ja zaczynam rozmawiać z tobą, ty się wymawiasz albo rzucasz suche, zdawkowe „tak” i odchodzisz… Nasze kontakty stały się jakimś nieporozumieniem… Zawiniłem? Brzydzę cię? (wstaje) Nie czuję żadnej winy. Zechciej wyjaśnić mi tę głupią, szkolną sytuację! Nie mam zamiaru dłużej tego znosić!

SOFIA Muszę przyznać, trochę… cię unikam… Gdybym wiedziała, że to dla ciebie takie przykre, inaczej bym się zachowała…

PŁATONOW Unikasz? (siada) Przyznajesz się? Ale… za co, z jakiego powodu?

SOFIA Nie krzycz, znaczy… nie mów tak głośno! Mam nadzieję, że to nie są wymówki. Nie lubię, jak ktoś na mnie krzyczy. Unikam właściwie nie ciebie, tylko rozmów z tobą… Dobry z ciebie człowiek, na ile cię znam… Wszyscy cię tu lubią, szanują, niektórzy nawet uwielbiają, uważają rozmowę z tobą za zaszczyt…

PŁATONOW No, no…

SOFIA Kiedy tu przyjechałam, od razu po naszej pierwszej rozmowie sama dołączyłam do grona twoich słuchaczy. Ale, Michaił, nie udało mi się, zdecydowanie nie poszczęściło… Szybko stałeś się dla mnie prawie nie do zniesienia… Przepraszam, nie znalazłam łagodniejszego słowa… Prawie codziennie mówiłeś o tym, jak mnie kiedyś kochałeś, jak ja ciebie kochałam i tak dalej… Student kochał dziewczynę, dziewczyna kochała studenta… historia zbyt stara i banalna, żeby tyle o niej gadać i nadawać jej teraz jakieś znaczenie… Zresztą, nie o to chodzi… Chodzi o to, że kiedy mówiłeś o przeszłości, to… mówiłeś tak, jakbyś o coś prosił, jakbyś wtedy, w przeszłości, nie zdążył czegoś wziąć, co chcesz wziąć teraz… Każdego dnia twój ton był męcząco jednakowy, i każdego dnia miałam wrażenie, że sugerujesz mi jakieś jakby zobowiązania, ciążące na nas przez naszą wspólną przeszłość… I miałam jeszcze wrażenie, że przywiązujesz zbyt wielkie wielką wagę… że, jakby się jaśniej wyrazić, wyolbrzymiasz naszą dobrą znajomość! Jakoś dziwnie patrzysz, wychodzisz ze skóry, krzyczysz, łapiesz za rękę, prześladujesz… Śledzisz mnie! Po co to?.. W każdym razie, nie dajesz mi spokoju… Po co ten nadzór? Czym ja jestem dla ciebie? Serio, można sobie pomyśleć, że czekasz na jakąś okazję, która jest ci do czegoś potrzebna…

Pauza.

PŁATONOW Tyle? (wstaje) Merci za szczerość! (idzie w kierunku drzwi)

SOFIA Złościsz się? (wstaje) Michaił, poczekaj! Po co zaraz tak się dajesz ponieść nerwom? Nie chciałam…

PŁATONOW (zatrzymuje się) Ech, ty!

Pauza.

Wychodzi na to, że nie znudziłem ci się, tylko się boisz, tchórzysz… Tchórzysz, Sofio? (podchodzi do niej)

SOFIA Płatonow, przestań! Kłamiesz! Nie bałam się i nie mam zamiaru się bać!

PŁATONOW Gdzie twój charakter, gdzie siła zdrowego umysłu, jeżeli pierwszy lepszy, jako tako niebanalny mężczyzna, może okazać się groźnym rywalem twojego Siergieja! Ja tu i bez ciebie przyłaziłem codziennie, a rozmawiałem z tobą, bo uważałem cię za mądrą, myślącą kobietę. Jakie potworne zepsucie! Zresztą… Wybacz, poniosło mnie. Nie miałem prawa mówić ci tego wszystkiego. Wybacz ten nieprzyzwoity wyskok…

SOFIA Nikt nie dał ci prawa mówić takich rzeczy! Jak ktoś cię słucha, to nie znaczy od razu, że masz prawo mówić wszystko, co ci przyjdzie do głowy! Idź ode mnie!

PŁATONOW (śmieje się głośno) Prześladuje cię!? Szuka, łapie za ręce!? Chce bidulkę odebrać mężowi?! Kocha się w tobie Płatonow, oryginał Płatonow?! Co za szczęście! Rozkosz! To takie cukiereczki dla naszej małej ambicyjki, jakich nie jadł żaden fabrykant cukierków! Śmieszne… Nie wypada dojrzałej kobiecie zajadać się takimi słodyczami! (idzie w kierunku domu)

SOFIA Jesteś bezczelny i okrutny. Płatonow! Zwariowałeś! (idzie za nim i zatrzymuje się przy drzwiach) Koszmar! Po co on to wszystko mówił? Chciał mnie oszołomić… Nie, nie zniosę tego… Pójdę, powiem mu… (wchodzi do domu)

Zza altanki wychodzi Osip.

Scena siódma

Osip, Jakow i Wasilij.

OSIP (wchodząc) Pięć zbitych! Sześć nie zbitych! Cholera wie, czym się oni zajmują! Lepiej by poszli zagrać w preferansa. W makao… Albo w durnia…[56] (do Jakowa) Cześć, Jasza! Tego… hm… Wiengierowicz jest?

JAKOW Jest.

OSIP Idź, zawołaj! Tylko po cichu! Powiedz, że jest duża sprawa…

JAKOW Dobra. (wchodzi do domu)

OSIP (zrywa lampion, gasi go i wsuwa do kieszeni) W zeszłym roku w mieście u Darii, tej co skupuje kradzione rzeczy i prowadzi karczmę z dziewuchami, grałem w makao… Trzy kopiejki były obowiązkowo… Stawki dochodziły do dwóch rubli… Wygrałem osiem rubli… A siadłem do preferansa, dwie butelki Chateau wygrałem… (zrywa kolejny lampion) Wesoło jest w mieście!

WASILIJ Nie dla ciebie wieszałem lampiony! Co zrywasz?

OSIP A ja ciebie nie widzę! Cześć, baranie?! Jak żyjesz? (podchodzi do niego) Co tam?

Pauza.

Ach ty, łachu! Ach ty, świniopasie! (zrywa mu czapkę z głowy) Śmieszny z ciebie człowiek! Śmieszny, jak nie wiem! Masz chociaż kroplę rozumu? (rzuca jego czapkę na drzewo) Daj mi w gębę za to, że jestem wredny typ!

WASILIJ Niech cię kto inny uderzy, ja nie będę bić!

OSIP A zabić, zabijesz? Nie, jak masz rozum, to nie całą kupą zabijaj, a sam zabij! Napluj mi w gębę za to, że jestem wredny typ!

WASILIJ Nie napluję. Co się czepiasz?

OSIP Nie naplujesz? Boisz się mnie, znaczy? To na kolana przede mną!

Pauza.

No? Na kolana! Do kogo mówię? Do ściany, czy do człowieka?

Pauza.

Do kogo mówię?

WASILIJ (klęka) Twój grzech, Osip!

OSIP Wstyd klęczeć? Bardzo mi się to podoba… Panisko we fraku, a na kolanach przed zbójem… No, a teraz krzycz: hura, na całe gardło… No?

Wchodzi Wiengierowicz.

Scena ósma

Osip, Wasilij i Wiengierowicz.

WIENGIEROWICZ (wychodzi z domu) Kto mnie tu wołał?

OSIP (szybko zdejmuje czapkę) Ja.

Wasilij podnosi się, siada na ławce i płacze.

WIENGIEROWICZ Czego chcesz?

OSIP Pan mnie szukał i posyłał za mną do karczmarza, no to przyszedłem!

WIENGIEROWICZ A tak… Ale… Nie mogłeś wybrać innego miejsca?

OSIP Dla dobrych ludzi, panie szanowny, każde miejsce jest dobre!

WIENGIEROWICZ Jesteś mi w pewnym sensie potrzebny… Chodźmy stąd… O, do tej ławki!

Idą do ławki, stojącej w głębi sceny.

Stań trochę dalej, tak, że niby ze mną nie rozmawiasz… O tak! Przysłał cię karczmarz Lew?

OSIP Tak jest.

WIENGIEROWICZ Niepotrzebnie… Nie ciebie chciałem, ale… co poradzić? Nic z tobą nie poradzę. Z tobą nie należałoby się zadawać… Zły człowiek z ciebie.

OSIP Bardzo zły! Najgorszy na świecie.

WIENGIEROWICZ Mów ciszej! Ile ja ci dawałem pieniędzy, to koszmar, a ty tego nie czujesz, jakby moje pieniądze to były jakieś kamienie czy inna niepotrzebna rzecz… Pozwalasz sobie na bezczelność, kradniesz… Odwracasz się? Prawda się nie podoba? Prawda w oczy kole?

OSIP Kole, ale nie pańska, panie szanowny! Wezwał mnie pan tylko po to, żeby prawić mi morały?

WIENGIEROWICZ Mów ciszej…. Znasz… Płatonowa?

OSIP Nauczyciela? No jak, znam!

WIENGIEROWICZ Tak, nauczyciela. Nauczyciela, który uczy tylko kląć i nic więcej. Za ile podejmiesz się okaleczyć tego nauczyciela?

 

OSIP W sensie, jak okaleczyć?

WIENGIEROWICZ Nie zabić, tylko okaleczyć… Nie trzeba zabijać ludzi… Po co ich zabijać? Zabójstwo to taka rzecz, że… Okaleczyć – znaczy pobić tak, żeby całe życie pamiętał…

OSIP To mogę…

WIENGIEROWICZ Połam mu coś, oszpeć go na twarzy… Ile za to chcesz? Tsss… Ktoś idzie… Chodźmy trochę dalej…

Idą w głąb sceny… Z domu wychodzą Płatonow i Maria Grekow.