DramatyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena dziesiąta

Ci sami i Maria Grekow.

NIKOŁAJ (zrywa się z miejsca) Maria! Jak miło! Jaka niespodzianka!

MARIA (podaje mu rękę) Dzień dobry, Nikołaju! (kiwa głową wszystkim) Dzień dobry panom!

NIKOŁAJ (zdejmując z niej talmę) Ściągnę tylko pelerynkę… Co słychać, wszystko w porządku? Jeszcze raz dzień dobry! (całuje dłoń) Zdrowa?

MARIA Jak zawsze… (speszona, siada na najbliższym wolnym fotelu) Pani Anna w domu?

NIKOŁAJ W domu. (siada obok niej)

GŁAGOLIEW Dzień dobry, Mario!

TRYLECKI To Maria? Ledwo poznałem! (podchodzi do Grekowej, całuje ją w rękę) Jak się cieszę… Duża radość…

MARIA Dzień dobry, panie Iwanie. (kaszle) Potwornie gorąco… Proszę nie całować mnie w rękę… To krępujące… Nie lubię…

PŁATONOW (podchodzi do Marii) Mam zaszczyt powitać!.. (chce ją pocałować w rękę) Co słychać? No niech pani da rękę!

MARIA (wyrywa rękę) Nie trzeba…

PŁATONOW Dlaczego? Nie zasługuję?

MARIA Nie wiem, czy pan zasługuje, czy nie zasługuje, ale… przecież pan nieszczerze?

PŁATONOW Nieszczerze? Skąd pomysł, że nieszczerze?

MARIA Pan by nie zaczął całować mnie w rękę, gdybym nie powiedziała, że nie lubię tego całowania… Pan w ogóle lubi robić to, czego ja nie lubię.

PŁATONOW Od razu takie insynuacje!

NIKOŁAJ (do Płatonowa) Zostaw ją!

PŁATONOW Chwila… Jak tam pluskwi eter[24], Mario?

MARIA Jaki eter?!

PŁATONOW Słyszałem, że wydobywa pani eter z pluskiew… Naukę chce pani wzbogacić… Piękna sprawa!

MARIA Ciągle pan żartuje…

NIKOŁAJ Tak, on ciągle żartuje… Znaczy, Mario, przyjechała pani… Jak się miewa pani maman?

PŁATONOW Jaka pani różowiutka! Jak pani gorąco!

MARIA (wstaje) Po co pan mi to mówi?

PŁATONOW Chcę pogadać… Dawno już nie rozmawialiśmy. Po co się złościć? Kiedy wreszcie przestanie pani złościć się na mnie?

MARIA Widzę, że na mój widok czuje się pan nieswojo… Nie wiem, w czym panu przeszkadzam, ale… Robię to dla pana i unikam jak mogę… Gdyby Nikołaj nie przysięgał, że pana tu nie będzie, nie przyjechałabym… (do Nikołaja) Wstydziłby się pan tak kłamać!

PŁATONOW Wstydziłbyś się, Nikołaju, tak kłamać! (do Marii) Na płacz się pani zbiera… Popłacz! Łzy przynoszą czasem ulgę…

Maria Grekow szybko idzie do drzwi, gdzie spotyka się z Anną.

Scena jedenasta

Ci sami i Anna.

NIKOŁAJ (do Płatonowa) Głupio… głupio! Rozumiesz? Głupio! Jeszcze raz i… zostaniemy wrogami!

PŁATONOW A co ty masz do tego?

NIKOŁAJ Głupio! Nie wiesz, co robisz!

GŁAGOLIEW Okrutne, Michaił!

ANNA Mario! Jak się cieszę! Jak się cieszę! (ściska rękę Grekowej) Bardzo… Tak rzadko pani u mnie bywa… Przyjechała pani i za to panią lubię… Usiądźmy…

Siadają.

Bardzo się cieszę… Dzięki Nikołajowi… Pofatygował się i wyciągnął panią z tej pani wsi…

NIKOŁAJ (do Płatonowa) A może ja ją kocham, co?

PŁATONOW Kochaj… Proszę cię bardzo!

NIKOŁAJ Sam nie wiesz, co mówisz!

ANNA Co słychać, moja droga?

MARIA Dziękuję.

ANNA Zmęczona… (patrzy jej w twarz) Trudno przejechać dwadzieścia wiorst, jak się nie ma wprawy…

MARIA Nie… (zakrywa chusteczką oczy i płacze) Nie…

ANNA Mario, co się dzieje?

Pauza.

MARIA Nie…

Nikołaj chodzi po scenie.

GŁAGOLIEW (do Płatonowa) Michaił, musi pan przeprosić.

PŁATONOW Po co?

GŁAGOLIEW Co za pytanie?! Był pan okrutny…

SASZA (podchodzi do Płatonowa) Wytłumacz się, bo sobie pójdę!.. Przeproś!

ANNA Sama zwykle płaczę po podróży… Nerwy puszczają!…

GŁAGOLIEW W końcu… Żądam! Nieuprzejme! Nie spodziewałem się po panu!

SASZA Przeproś, co się do ciebie mówi! Bezczelny!

ANNA Rozumiem… (patrzy na Płatonowa) Już zdążył… Przepraszam Mario. Zapomniałam pogadać z tym… z tym… Moja wina…

PŁATONOW (podchodzi do Marii) Mario!

MARIA (podnosi głowę) Czego pan sobie życzy?

PŁATONOW Przepraszam… Publicznie proszę o przebaczenie… Płonę ze wstydu na pięćdziesięciu stosach!.. Niech mi pani da rękę… Przysięgam, szczerze! (bierze jej rękę) Pogódźmy się… Nie będziemy już popłakiwać… Zgoda? (całuje ją w rękę)

MARIA Zgoda. (przykrywa chusteczką twarz i wybiega z pokoju)

Za nią wychodzi Nikołaj.

Scena dwunasta

Ci sami, bez Marii i Nikołaja.

ANNA Nie spodziewałam się, że pozwolisz sobie… Ty!

GŁAGOLIEW Powściągliwość, Michaił, na Boga, powściągliwość!

PŁATONOW Dajcie spokój… (siada na kanapie) Nieważne… Głupio zrobiłem, że zagadałem do niej, ale głupota nie jest warta tego, żeby ją tyle analizować…

ANNA Dlaczego Trylecki za nią pobiegł? Nie każda kobieta lubi, żeby oglądać jej łzy.

GŁAGOLIEW Szanuję w kobietach tę subtelność… Nic szczególnego przecież pan… jej nie powiedział, chyba, ale… Jakaś aluzja, słówko…

ANNA Niedobrze, Michaił, niedobrze.

PŁATONOW Przeprosiłem ją, Anno.

Wchodzą Siergiej, Sofia i Wiengierowicz-syn.

Scena trzynasta

Ci sami i Siergiej, Sofia, Wiengierowicz-syn i potem Nikołaj.

SIERGIEJ (wbiega) Idzie, idzie! (śpiewa) Idzie!

Wiengierowicz-syn staje przy drzwiach i krzyżuje ręce na piersi.

ANNA Nareszcie znudził się Sophie ten nieznośmy skwar! Zapraszamy!

PŁATONOW (na stronie) Sonia! Ojcze Niebieski, ale ona się zmieniła!

SOFIA Tak się zagadałam z Mr Wiengierowiczem, że całkiem zapomniałam o skwarze… (siada na kanapie pół metra od Płatonowa) Jestem zachwycona naszym ogrodem, Siergieju.

GŁAGOLIEW (siada obok Sofii) Panie Siergieju!

SIERGIEJ Słucham?

GŁAGOLIEW Kochany mój przyjacielu, pani Sofia dała mi słowo, że w czwartek wszyscy przyjedziecie do mnie.

PŁATONOW (na stronie) Popatrzyła na mnie!

SIERGIEJ I dotrzymamy słowa. Zwalimy się całą bandą…

NIKOŁAJ (wchodzi) O, kobiety, kobiety![25] – powiedział Shakespeare i powiedział nieprawdę. Należało powiedzieć: Ech, kobiety, kobiety!

ANNA Gdzie Maria?

NIKOŁAJ Odprowadziłem ją do ogrodu. Niech się poszwenda ze zmartwienia!

GŁAGOLIEW Pani nigdy jeszcze nie była u mnie, Sofio! Mam nadzieję, że spodoba się pani u mnie… Ogród piękniejszy niż wasz, rzeka głęboka, koniki ładne…

Pauza.

ANNA Milczenie zapadło… Głupiec się narodził[26].

Śmiech.

SOFIA (cicho do Głagoliewa, głową kiwając na Płatonowa) Kto to jest? Ten, co tu koło mnie siedzi!

GŁAGOLIEW (śmieje się) Nasz nauczyciel… Nie znam nazwiska…

BUGROW (do Nikołaja) Nikołaju, niech mi pan powie z łaski swojej, pan może leczyć wszystkie choroby, czy nie wszystkie?

NIKOŁAJ Wszystkie.

BUGROW I zakaźne owrzodzenia też?

NIKOŁAJ Owrzodzenia też.

BUGROW A jak wściekły pies ugryzie, to też pan może?

NIKOŁAJ A pana ugryzł wściekły pies? (odsuwa się od niego)

BUGROW (speszony) Broń Boże! Co pan mówi, Nikołaju! Chryste Panie!

Śmiech.

ANNA (do Głagoliewa) Porfirij, jak do pana jechać? Przez Jusnówkę?

GŁAGOLIEW Nie… To droga okrężna. Pani jedzie prosto na Płatonówkę. Mieszkam w samej prawie Płatonówce, dwie wiorsty przed nią.

SOFIA Pamiętam tę Płatonówkę. Ciągle jeszcze istnieje?

GŁAGOLIEW A jak…

SOFIA Znałam się kiedyś z jej właścicielem, Płatonowem. Siergieju, nie wiesz, gdzie teraz jest ten Płatonow?

PŁATONOW (na stronie) Mnie mogła o to spytać.

SIERGIEJ Chyba wiem. Pamiętasz, jak miał na imię? (śmieje się)

PŁATONOW Też kiedyś go znałem. Na imię ma, chyba, Michaił.

Śmiech.

SOFIA Tak, tak… Michaił. Znaliśmy się, kiedy był jeszcze studentem, prawie chłopcem… Państwo się śmieją… A ja, naprawdę, nie widzę nic zabawnego w moich słowach…

ANNA (śmieje się głośno i wskazuje Płatonowa) Rozpoznaj go wreszcie, bo nie wytrzyma i pęknie!

Płatonow wstaje.

SOFIA (wstaje i patrzy na Płatonowa) Tak… on. Michaił, czemu milczysz?.. Czy… to ty?

PŁATONOW Sofio, nie poznajesz mnie? Nic dziwnego! Minęło cztery i pół roku, prawie pięć lat, a żadne szczury nie potrafią tak dobrze nadgryźć fizjonomii człowieka, jak moje ostatnie pięć lat.

SOFIA (podaje mu rękę) Dopiero zaczynam rozpoznawać. Ale się zmieniłeś!

SIERGIEJ (przyprowadza do Sofii Saszę) A to – przedstawiam ci – jego żona!.. Aleksandra, siostra najbardziej zabawnego człowieka, Nikołaja!

 

SOFIA (podaje jej rękę) Bardzo mi miło. (siada) To ty już się ożeniłeś!.. Dawno? Zresztą, pięć lat…

ANNA Wspaniale, Płatonow! Nie bywa nigdzie, ale zna wszystkich. Polecam ci go, Sophie, to nasz przyjaciel!

PŁATONOW Ta cudowna rekomendacja daje mi prawo zapytać, jak się, Sofio, miewasz? Jak twoje zdrowie?

SOFIA W zasadzie miewam się znośnie, ale zdrowie słabawe. A jak ty się miewasz? Co teraz porabiasz?

PŁATONOW Ze mnie los zadrwił tak, jak absolutnie nie mogłem przypuszczać wtedy, kiedy widziałaś mnie, jako drugiego Byrona, a ja siebie – jako przyszłego ministra jakichś niezwykłych spraw i jako Krzysztofa Kolumba. Jestem wiejskim nauczycielem, Sofio, tylko tyle.

SOFIA Ty?

PŁATONOW Tak, ja…

Pauza.

Może to trochę nawet dziwne…

SOFIA Niewiarygodne! Dlaczego… Dlaczego nic więcej?

PŁATONOW Jednym zdaniem nie dam rady odpowiedzieć na to pytanie…

Pauza.

SOFIA Ale przynajmniej skończyłeś uniwersytet?

PŁATONOW Nie. Rzuciłem.

SOFIA Hm… Ale to przecież nie przeszkadza ci być człowiekiem?

PŁATONOW Przepraszam… Nie rozumiem tego pytania.

SOFIA Niejasno się wyraziłam. To ci nie przeszkadza być człowiekiem… człowiekiem czynu, chcę powiedzieć, na polu… no choćby na przykład wolności, emancypacji kobiet… Nie przeszkadza ci to służyć idei?

NIKOŁAJ (na stronie) Zaplątała się!

PŁATONOW (na stronie) No, no! Hm… (do niej) Jak ci powiedzieć? Raczej nie przeszkadza, ale… czemu by to miało przeszkadzać? (śmieje się) Nic nie może mi przeszkadzać… Jestem jak leżący kamień. Leżące kamienie same stworzone są po to, żeby… przeszkadzać…[27]

Wchodzi Szczerbuk

Scena czternasta

Ci sami i Szczerbuk

SZCZERBUK (w drzwiach) Owsa koniom nie dawaj: źle wiozły!

ANNA Hura! Jest mój kawaler!

WSZYSCY Panie Pawle!

SZCZERBUK (w milczeniu całuje w rękę Annę i Saszę, w milczeniu kłania się mężczyznom, każdemu z osobna i następnie kłania się wszystkim) Przyjaciele moi! Powiedzcie mnie, niegodnemu indywiduum, gdzie ta osoba, którą ujrzeć moja dusza pragnie? Podejrzewam i myślę, że osobą tą jest ona! (wskazuje Sofię) Pani Anno, proszę łaskawie przedstawić mnie jej — aby wiedziała, co ze mnie za człowiek!

ANNA (bierze go pod rękę i przyprowadza do Sofii) Podporucznik gwardii w stanie spoczynku Pawieł Szczerbuk!

SZCZERBUK A w świecie emocji?

ANNA Ach tak… Nasz przyjaciel, sąsiad, kawaler, gość i wierzyciel.

SZCZERBUK Tak jest! Pierwszy kompan generała nieboszczyka! Pod jego przewodem brałem fortece, zwane damskim polonezem. (kłania się) Pozwoli pani rączkę!

SOFIA (wyciąga rękę i cofa natychmiast) Bardzo miło, ale… nie trzeba.

SZCZERBUK Przykro… Męża pani na rękach nosiłem, kiedy jeszcze pod stołem piechotą chadzał… Mam po nim znak i ten znak zabiorę ze sobą do grobu. (otwiera usta) Ooo! Zęba nie ma! Widać?

Śmiech.

Na rękach go trzymałem, a on, Sieriożeńka, pistoletem, którym zabawiać się raczył, w zęby mi udzielił nagany. He, he, he… Łobuziak! Kochaniutka, nie miałem przyjemności poznać imienia, trzymaj go krótko! Urodą swoją przypomina mi pani pewien obraz… Tylko nosek nie ten… Nie da pani rączki?

Pietrin przysiada się do Wiengierowicza-ojca i zaczyna na głos czytać mu gazetę.

SOFIA (podaje mu rękę) Jeśli pan aż tak…

SZCZERBUK (całuje rękę) Merci panią! (do Płatonowa) Co słychać, Miszeńka? Jaki heros wyrósł! (siada) Znałem cię jeszcze w tym okresie, gdy ze zdumieniem patrzyłeś na świat boży… I ciągle rośnie, ciągle rośnie… Tfu! Żeby nie zapeszyć! Chłopisko! Jaki przystojniak! Czemu, amorku, nie idziesz wojskową ścieżką?

PŁATONOW Płuca słabiutkie, panie Pawle!

SZCZERBUK (wskazując Nikołaja Tryleckiego) On tak powiedział? Słuchaj tej papli to bez głowy zostaniesz.

NIKOŁAJ Panie Pawle, tylko bez wyzwisk!

SZCZERBUK Leczył mi bóle w krzyżu… Tego nie jedz, tamtego nie jedz, nie śpij na podłodze… I nie wyleczył. To się go pytam: „Czegoś brał pieniądze i nie wyleczył?” A on mówi: „Jedno z dwojga – mówi – albo leczyć, albo pieniądze brać”. Jaki mądrala?

NIKOŁAJ No jak kłamie, Belzebub Bucefałowicz!? Ile pan mi zapłacił, jeśli wolno spytać? Pan sobie przypomni! Sześć razy do niego jeździłem, a dostałem raptem rubla, i to podartego… Chciałem go dać żebrakowi, nawet żebrak nie wziął. „Strasznie – mówi – podarty, numerów nie ma!”

SZCZERBUK A sześć razy był u mnie nie dlatego, że chorowałem, tylko dlatego, że córeczka mojego dzierżawcy jest kelke szoz[28].

NIKOŁAJ Płatonow, ty siedzisz blisko niego… Stuknij go w łysinę w moim imieniu! Zrób to dla mnie!

SZCZERBUK Odczep się! Wystarczy! Nie drażnij śpiącego lwa! Młody jeszcze, ledwo odrósł od ziemi. (do Płatonowa) I ojciec twój był w porządku! Żyliśmy z nieboszczykiem w wielkiej przyjaźni. Figlarz był z niego! Dziś takich wesołków już nie ma, jak my… Echhh. Było minęło… (do Pietrina) Gierasia! Bój się Boga! My tu dyskutujemy, a ty czytasz na głos! Trochę kultury!

Pietrin czyta nadal.

SASZA (szturcha Tryleckiego w bok) Tato! Tato, nie śpij tutaj! Wstyd!

Iwan Trylecki budzi się i po chwili znowu zasypia.

SZCZERBUK Nie… Nie mogę mówić!.. (wstaje) Jego słuchajcie… On czyta!..

PIETRIN (wstaje i podchodzi do Płatonowa) Co pan powiedział?

PŁATONOW Zdecydowanie nic…

PIETRIN Nie, pan coś powiedział… Powiedział pan coś o Pietrinie…

PŁATONOW Chyba się panu przyśniło…

PIETRIN Krytykujemy?

PŁATONOW Nic nic mówiłem! Naprawdę, to się panu przyśniło!

PIETRIN Niech pan sobie gada, ile chce… Pietrin, Pietrin... Co Pietrin? (wkłada gazetę do kieszeni) Pietrin, może, na uniwersytecie się uczył, doktor praw[29] może… Słyszał pan?… Tytuł naukowy zatrzymam do śmierci… Tak, że tak! Radca dworu…[30] Słyszał pan? I pożyłem dłużej niż pan. Szósty krzyżyk stuknie, dzięki Bogu!

PŁATONOW Bardzo miło, ale… co z tego wynika?

PIETRIN Pożyjesz tyle, co ja, skarbeczku, to się dowiesz! Życie przeżyć to nie byle żart! Życie to nie bajka…

PŁATONOW (wzrusza ramionami) Nie wiem, co pan chce przez to powiedzieć, poważnie… Nie rozumiem pana… Zaczął mowić o sobie, a z siebie zjechał na życie… Co pan może mieć wspólnego z życiem?

PIETRIN No, jak życie pana złamie, wstrząśnie porządnie, to i pan zacznie ostrożnie patrzeć na młodych… Życie, mój panie… Co to jest życie? Otóż! Kiedy człowiek się rodzi, to wchodzi na jedną z trzech dróg życiowych, a poza nimi innych dróg nie ma: pójdziesz na prawo – wilki cię zeżrą; pójdziesz na lewo – sam zeżresz wilki; pójdziesz prosto – zeżresz siebie samego.

PŁATONOW Co pan powie… Hm… Doszedł pan do tej konkluzji drogą nauki, doświadczenia?

PIETRIN Drogą doświadczenia.

PŁATONOW Drogą doświadczania… (śmieje się) Pan to opowie komuś innemu, szanowny panie Gierasimie, a nie mnie… W ogóle radziłbym panu nie poruszać ze mną wzniosłych tematów… I bawi mnie to, i nie wierzę. Nie wierzę waszej starczej mądrości domowego wyrobu! Nie wierzę, przyjaciele mojego ojca, nie wierzę głęboko, zbyt szczerze waszym prostym mowom o trudnych sprawach, wszystkiemu, do czego doszliście własnym rozumem!

PIETRIN Taaak… Faktycznie… Z młodego drzewka wszystko można zrobić: i domek, i statek, wszystko… a stare, szerokie i wysokie, ni cholery, do niczego się nie nadaje…

PŁATONOW Nie mówię o starych ludziach w ogóle; mówię o przyjaciołach mojego ojca.

GŁAGOLIEW Michaił, ja też byłem przyjacielem pańskiego ojca!

PŁATONOW A mało miał przyjaciół… Czasami całe podwórze było zatłoczone karetami i powozami.

GŁAGOLIEW Nie… Ale, to znaczy, że i mnie pan nie wierzy? (śmieje się głośno)

PŁATONOW Hm… Jak to panu powiedzieć?.. I w pana słabo wierzę.

GŁAGOLIEW Tak? (wyciąga do niego rękę) Dziękuję, mój drogi, za szczerość! Pana szczerość jeszcze bardziej mnie przywiązuje do pana.

PŁATONOW Poczciwiec… Nawet głęboko pana szanuję, ale… ale…

GŁAGOLIEW Proszę powiedzieć!

PŁATONOW Ale… ale trzeba być zbyt ufnym, żeby wierzyć w tych bohaterów Fonwizina, w solidnych Starodumów i cukrowych Miłonów, którzy całe swoje życie jedli kapuśniak z jednego talerza z Bydlakinem i z Prostakową[31] i w tych satrapów, którzy dlatego są święci, że nie robią nic złego, ani nic dobrego. Niech się pan tylko nie złości!

ANNA Nie lubię tego rodzaju dyskusji, a szczególnie, kiedy prowadzi je Płatonow… Zawsze źle się kończą. Michaił, poznaj, nasz nowy znajomy! (wskazuje na Wiengierowicza-syna) Isaak Wiengierowicz, syn pana Abrama, student…

PŁATONOW Aaa… (wstaje i podchodzi do Wiengierowicza-syna) Bardzo miło! Bardzo się cieszę. (wyciąga do niegu rękę) Dużo bym teraz dał, żeby mieć prawo znów nazywać się studentem…

Pauza.

Rękę podaję… Weź ją, albo daj mi swoją…

WIENGIEROWICZ-SYN Nie zrobię ani jednego, ani drugiego…

PŁATONOW Co?

WBNGIEROWICZ-SYN Nie podam panu ręki.

PŁATONOW Zagadka… Dlaczego?

ANNA (na stronie) O co tu do cholery chodzi?!

WIENGIEROWICZ-SYN Mam swoje powody… Gardzę takimi ludźmi jak pan!

PŁATONOW Bravissime… (ogląda go) Powiedziałbym ci, że to mi się strasznie podoba, gdyby to nie połechtało twojego samolubstwa, które należy zachować dla przyszłości…

Pauza.

Patrzysz na mnie, jak wielkolud na pigmeja. Może naprawdę jesteś wielkoludem.

WIENGIEROWICZ-SYN Jestem uczciwym człowiekiem i nie jestem trywialny.

PŁATONOW Czego ci gratuluję… Byłoby dziwne podejrzewać w młodym studencie nieuczciwego człowieka… Nikt nie pyta o twoją uczciwość… Nie dasz ręki, chłopaku?

WIENGIEROWICZ-SYN Nie daję jałmużny.

Nikołaj Trylecki syka.

PŁATONOW Nie dajesz? Twoja sprawa… Mówię o przyzwoitości, nie o jałmużnie… Mocno gardzisz?

WIENGIEROWICZ-SYN Jak tylko może człowiek, który z całej duszy nienawidzi banalności, pasożytnictwa i pajacowania…

PŁATONOW (wzdycha) Dawno już nie słyszałem takich słów… „Zawodzący głos jamszczyka, jakąś bliską brzęczy piosnką!…”[32] Tak, i ja kiedyś byłem mistrzem fajerwerków słownych… Tylko to, niestety, banały… Miłe banały, ale tylko banały… Może odrobinę szczerości… Fałszywe dźwięki potwornie rażą nienawykłe ucho…

WIENGIEROWICZ-SYN Może skończymy tę rozmowę?

PŁATONOW Czemu? Słuchają nas chętnie, a myśmy jeszcze nie zdążyli się znudzić sobą… Podyskutujmy dalej w tym stylu…

Wbiega Wasilij, za nim Osip

Scena piętnasta

Ci sami i Osip

OSIP (wchodzi) Hm… Mam zaszczyt i przyjemność powitać panią generałową…

Pauza.

Życzę pani tego samego, czego pani życzy sobie od Boga.

Śmiech.

PŁATONOW Kogo widzę?! Diabelskie nasienie! Najpotworniejszy z ludzi! Najstraszniejszy ze śmiertelnych!

ANNA No nie! Jeszcze ciebie tu brakowało! Czego chcesz?

OSIP Przywitać się.

ANNA Potrzebne mi to! Wynocha!

PŁATONOW Czy to ty, w mroku nocy i w świetle dnia siejesz groźny postrach? Dawno już cię nie widziałem, mężobójco, sześćset sześćdziesiąt sześć[33]! No, przyjacielu? Pogadaj o czymś! Oto słowo wielkiego Osipa!

OSIP (kłania się) Witam szanownego pana! Panie Siergieju! Gratuluję legalnego związku małżeńskiego! Daj Boże, żeby wszystko… co się tyczy rodziny wychodziło lepiej… najlepiej! Daj Boże!

 

SIERGIEJ Dziękuję. (do Sofii) Sophie, przedstawiam ci, nasz miejscowy postrach.

ANNA Płatonow, nie zatrzymuj go! Niech wyjdzie! Jestem na niego zła. (do Osipa) Powiesz w kuchni, żeby ci dali obiad… Jakie ma dzikie oczy! Dużo zimą nakradłeś naszego lasu?

OSIP (śmieje się) Ze trzy, cztery drzewka…

Śmiech.

ANNA (śmieje się) Kłamiesz, więcej! On ma zegarek na łańcuszku! Proszę! To złoty łańcuszek? Możesz powiedzieć, która godzina?

OSIP (patrzy na zegar ścienny) Dwadzieścia dwie po pierwszej… Pani pozwoli, że pocałuję rączkę!

ANNA (unosi dłoń do jego ust) Masz, całuj…

OSIP (całuje dłoń) Strasznie jestem wdzięczny za pani współczucie! (kłania się) Czego pan mnie trzyma, panie Michaile?!

PŁATONOW Boję się, żebyś nie wyszedł. Lubię cię, kochany! Jaki heros, niech cię jasna cholera! Co cię tu, mądralo, przyniosło?

OSIP Goniłem debila, Wasilija, no i wpadłem przy okazji.

PŁATONOW Mądry gonił debila, a nie odwrotnie! Proszę państwa, mam zaszczyt przedstawić! Niezwykle ciekawy typ! Jedno z najciekawszych krwiożerczych zwierząt współczesnego muzeum zoologicznego! (obraca Osipa na wszystkie strony) Znany powszechnie jako Osip, koniokrad, pasożyt, człekobójca i złodziej. Urodzony w Wojnicówce[34], grabił i mordował w Wojnicówce, i w Wojnicówce marnieje!

Śmiech.

OSIP (śmieje się) Michaił, dziwaczny z pana człowiek!

NIKOŁAJ (przygląda się Osipowi) Czym się zajmujesz, mój kochany?

OSIP Złodziejstwem.

NIKOŁAJ Hm… Przyjemne zajęcie… Ale jaki cynik z ciebie!

OSIP Co znaczy cynik?

NIKOŁAJ Greckie słowo, w tłumaczeniu na twój język znaczy: świnia, która chce, żeby cały świat wiedział, że jest świnią.

PŁATONOW Bogowie, on się uśmiecha! Co za uśmiech! A twarz, jaka twarz! W tej twarzy sto pudów[35] żelaza! Niełatwo rozbić ją o kamień! (podprowadza go do lustra) Popatrz no, stworze! Widzisz? I nie dziwisz się?

OSIP Najzwyklejszy człowiek! Nawet gorzej…

PŁATONOW Coś ty? A nie mityczny bohater? Nie Ilja Muromiec?[36] (uderza go w ramię) Dzielny zwycięski Rus! Co znaczymy przy tobie? Pętamy się z kąta w kąt, małe ludziki, pasożyty, nie możemy znaleźć sobie miejsca… Razem zdobylibyśmy pustynie z witeziami[37], mocarzy ze stupudowymi głowami, poświstując, pogwizdując! Załatwiłbyś, jak Ilja Muromiec, mocarza Sołowieja Rozbójnika? Co?

OSIP A bo ja wiem?!

PŁATONOW Załatwiłbyś! Masz siłę! To nie muskuły, a liny stalowe! Zresztą, czemu nie trafiłeś na katorgę?

ANNA Skończ, Płatonow. Naprawdę, to się robi nudne.

PŁATONOW Osip, siedziałeś chociaż raz w więzieniu?

OSIP Zdarza się… Każdej zimy siedzę.

PŁATONOW Tak trzeba… Zimno w lesie – idź do więzienia. Ale dlaczego nie trafiłeś na katorgę?

OSIP Nie wiem… Pan mnie puści!

PŁATONOW Jesteś nie z tego świata? Jesteś poza czasem i przestrzenią? Poza prawem i obyczajem?

OSIP Przepraszam… W prawie stoi, że tylko wtedy idzie się na Sybir, jak okoliczności na człowieka wskazują, albo jak złapią na gorącym uczynku… Każdy, w sumie, wie, że ja, w sumie, jestem bandyta i złodziej, (śmieje się) ale nie każdy może to udowodnić… Hm… Zastrachany dzisiaj naród, głupi, niemądry, znaczy się…. Boi się wszystkiego… No i udowodnić cokolwiek też się boi… Mógłby zesłać, ale na prawach się nie zna… Boi się wszystkiego… W sumie, barany a nie ludzie… Cichaczem szukają okazji, całą kupą… Paskudni ludzie, spsiali… Ciemnota… Nie żal takich dręczyć…

PŁATONOW Jak on sensownie kombinuje, padalec! Własnym rozumem doszedł, obrzydliwe zwierzę! A przecież on na podstawie teorii… (wzdycha) Jaka ohyda jest jeszcze możliwa w Rosji!..

OSIP Nie ja jeden tak kombinuję, panie Michaile! Wszyscy teraz tak kombinują. A dajmy na to pan Abram…

PŁATONOW No, ale i on jest poza prawem… Każdy wie, ale nie każdy dowiedzie.

WIENGIEROWICZ Mnie, chyba, można zostawić w spokoju…

PŁATONOW O nim nie ma co gadać… To twój obraz i podobieństwo; z tą różnicą, że jest mądrzejszy od ciebie – i szczęśliwy, jak arkadyjski pastuszek[38]. No i… nie można mu prosto w oczy powiedzieć, a tobie można. Z tej samej gliny jesteście, ale… Sześćdziesiąt knajp, przyjacielu, sześćdziesiąt knajp, a ty nawet sześćdziesięciu kopiejek nie masz!

WIENGIEROWICZ Sześćdziesiąt trzy karczmy.

PŁATONOW Za rok będzie siedemdziesiąt trzy… Dobroczynnością się zajmuje, obiady wydaje, wszyscy go szanują, wszyscy w pas się kłaniają, no a ty… wielki z ciebie człowiek, ale… żyć, bracie, nie umiesz! Nie umiesz żyć, szkodniku!

WIENGIEROWICZ Michaił, ponosi pana fantazja! (wstaje i siada na innym krześle)

PŁATONOW Na tej głowie jest więcej piorunochronów… Spokojnie sobie jeszcze pożyje drugie tyle, jak nie więcej i umrze… i umrze też spokojnie!

ANNA Przestań, Płatonow!

SIERGIEJ Opanuj się, Michaił! Osip, wyjdź stąd! Swoją obecnością tylko drażnisz instynkty Płatonowa.

WIENGIEROWICZ Chciałby mnie stąd wygonić, ale się nie uda!

PŁATONOW Uda się! Nie uda się, to sam pójdę.

ANNA Przestaniesz, Płatonow? I bez komentarzy, tylko powiedz wprost: przestaniesz, czy nie?

SASZA Jezu, zamilcz! (cicho) Nieładnie! Wstyd mi przynosisz!

PŁATONOW (do Osipa) Spływaj! Z serca ci życzę, żebyś zniknął jak najprędzej!

OSIP Pani Marfa ma papugę, co wszystkich ludzi i psy nazywa głupkami, a jak zobaczy sępa, albo pana Abrama, to krzyczy: „Oż, ty przeklęty!” (śmieje się głośno) Żegnam! (wychodzi)