DramatyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena trzecia

Ci sami i Wiengierowicz.

WIENGIEROWICZ (wchodzi) Skwar! Mnie, Żydowi, ten skwar przypomina Palestynę. (siada przy fortepianie i przebiera po klawiszach) Tam, podobno, straszny skwar!

NIKOŁAJ (wstaje) Zanotujemy. (wyjmuje notes z kieszeni) Zanotujemy, dobra kobieto! (zapisuje) Generałowa… generałowa trzy ruble… Razem z poprzednimi – dziesięć. Oho! Kiedy będę miał zaszczyt otrzymać tę sumę?

GŁAGOLIEW Ech, panowie, panowie! Nie doświadczyliście przeszłości. Inaczej byście śpiewali… Zrozumielibyście… (wzdycha) Ale wy nie zrozumiecie!

SIERGIEJ Literatura i historia mają chyba większe prawo do naszej wiary… Nie doświadczyliśmy, panie Porfiriju, przeszłości, ale czujemy ją. Bardzo często o tu ją czujemy… (uderza się w kark) Pan tak nie doświadcza i nie czuje teraźniejszości.

NIKOŁAJ Mam zapisać na konto, votre excellence, czy zapłacisz teraz?

ANNA Przestań! Nie dajesz słuchać!

NIKOŁAJ A po co ich słuchać? Do wieczora będą gadać!

ANNA Serge, daj dziesięć rubli temu nawiedzonemu!

SIERGIEJ Dziesięć? (wyjmuje portfel) Panie Porfiriju, weźmy zmieńmy temat…

GŁAGOLIEW Dobrze, skoro się panu nie podoba.

SIERGIEJ Lubię pana słuchać, ale nie lubię, słuchać tego, co zalatuje oszczerstwem… (podaje Nikołajowi Tryleckiemu dziesięć rubli)

NIKOŁAJ Merci. (klepiąc Wiengierowicza po ramieniu) Tak trzeba żyć na tym świecie! Posadziłem przy szachownicy bezbronną kobietę i bez skrupułów obrobiłem ją na dychę. No i jak? To się chwali?

WIENGIEROWICZ To się chwali. Prawdziwy z pana szlachcic jerozolimski, doktorze!

ANNA Trylecki, weź już przestań! (do Głogoliewa) Czyli kobieta to człowiek doskonały, panie Porfiriju?

GŁAGOLIEW Doskonały.

ANNA Hm… Pan najwyraźniej jest strasznym kobieciarzem!

GŁAGOLIEW Tak, lubię kobiety. Uwielbiam je, pani Anno. Widzę w nich po części wszystko, co kocham: i serce, i…

ANNA Uwielbia je pan… No a warte są pana uwielbienia?

GŁAGOLIEW Warte.

ANNA Jest pan przekonany? Całkiem przekonany, czy tylko wmawia sobie?

Nikołaj bierze skrzypce i wodzi po nich smyczkiem.

GŁAGOLIEW Całkiem. Wystarczy, że znam panią jedną i już jestem przekonany…

ANNA Poważnie? Pan wyrósł na jakimś osobliwym zaczynie.

SIERGIEJ Romantyk.

GŁAGOLIEW Być może… No i co? Romantyzm to nie taka znowu zła rzecz. Wykasowaliście romantyzm… Dobrze zrobiliście, ale obawiam się, że razem z nim wykasowaliście coś innego…

ANNA Niech pan nie próbuje polemizować, mój przyjacielu. Nie umiem dyskutować. Wykasowaliśmy albo nie, ale w każdym razie, dzięki Bogu, staliśmy się mądrzejsi! Mądrzejsi, co, panie Porfiriju? A to najważniejsze… (śmieje się) Żeby tylko ludzie byli mądrzy, albo zmądrzeli, to reszta się jakoś ułoży… Ech! Nikołaju, nie rzępol! Odłóż skrzypce!

NIKOŁAJ (odkłada skrzypce) Dobry instrument.

GŁAGOLIEW Trafnie kiedyś wyraził się Płatonow… My, powiedział, zmądrzeliśmy w kwestii kobiet, a zmądrzeć w kwestii kobiet to znaczy wdeptać w błoto kobietę i siebie samego…

NIKOŁAJ (śmieje się głośno) Pewnie imieniny miał wtedy… Przesadził z piciem…

ANNA Tak powiedział? (śmieje się) Tak, on lubi czasem wyskoczyć z jakimś powiedzonkiem… Tak przy okazji… Kim jest, co za człowiek, na pana oko, ten Płatonow? Bohater, nie bohater?

GŁAGOLIEW Jak to pani powiedzieć? Płatonow, moim zdaniem, to idealny wyraziciel współczesnego nieokreślenia… To bohater doskonałej, niestety jeszcze nienapisanej, współczesnej powieści… (śmieje się) Przez nieokreślenie rozumiem dzisiejszy stan naszego społeczeństwa: rosyjski beletrysta czuje to. Doszedł do ściany, gubi się, nie wie, na czym się skupić, nie rozumie… Trudno przecież zrozumieć tych ludzi! (wskazując na Siergieja Wojnicewa) Nieprawdopodobnie słabe powieści, sztuczne, błahe… i nie ma się co dziwić! Wszystko jest skrajnie nieokreślone, niezrozumiałe… Wszystko się skrajnie pomieszało, poplątało… No i wyrazicielem tego nieokreślenia jest, moim zdaniem, nasz przemądry Płatonow. Zdrowy?

ANNA Podobno zdrowy.

Pauza.

Sympatyczny człowieczek…

GŁAGOLIEW Tak… Nie da się go nie szanować. Byłem zimą u niego kilka razy i nigdy nie zapomnę tych niewielu godzin, które miałem szczęście z nim spędzić.

ANNA (patrzy na zegarek) Powinien już tu być. Siergieju, posyłałeś po niego?

SIERGIEJ Dwa razy.

ANNA Wszyscy kłamiecie, panowie. Trylecki, weź no skocz, poślij po niego Jakowa!

NIKOŁAJ (przeciąga się) Kazać nakryć do stołu?

ANNA Sama każę.

NIKOŁAJ (wychodzi i w drzwiach wpada na Bugrowa) Sapie jak lokomotywa, pan spożywczy! (Klepie go po brzuchu i wychodzi)

Scena czwarta

Anna, Głagoliew, Wiengierowicz, Siergiej i Bugrow.

BUGROW (wchodząc) Uf! Ale praży! Jak nic będzie padać.

SIERGIEJ Wraca pan z ogrodu?

BUGROW Tak, z ogrodu…

SIERGIEJ Jest tam Sophie?

BUGROW Jaka znowu Sophie?

SIERGIEJ Moja żona. Sofia![6]

WIENGIEROWICZ Zaraz wrócę… (wychodzi do ogrodu)

Scena piąta

Anna, Głagoliew, Siergiej, Bugrow, Płatonow i Sasza (w rosyjskim stroju).

PŁATONOW (w drzwiach do Saszy) Zapraszam! Uprzejmie prosimy, młoda kobieto! (wchodzi za Saszą) No i wreszcie jesteśmy nie w domu! Ukłoń się, Saszo! Dzień dobry, generałowo! (podchodzi do Anny, całuje ją w rękę, potem w drugą)

ANNA Okrutny, niegrzeczny… No jak można kazać tak długo czekać na siebie? Dobrze wiesz, jaka jestem niecierpliwa! Droga Aleksandro… (całują się)

PŁATONOW No i wreszcie jesteśmy nie w domu! Dzięki Ci, Boże! Przez pół roku nie widzieliśmy parkietu, ani foteli, ani wysokich sufitów, ani nawet ludzi… Całą zimę przespaliśmy w barłogu, jak niedźwiedzie, i dzisiaj dopiero wypełzliśmy na świat boży. Siergiej! (całują się)

SIERGIEJ I urósł, i utył… i cholera wie, co tam jeszcze… Aleksandra! Boziuniu, jak utyła! (ściska jej dłoń) Jak pani się czuje? Wyładniała i utyła!

PŁATONOW (ściska dłoń Głagoliewa) Pan Porfirij… Cieszę się, że pana widzę…

ANNA Co nowego? Jak żyjecie, Aleksandro! Ale siadajcie już, kochani! Opowiadajcie… Siądźmy!..

PŁATONOW (chichocze) Siergiej! To ty? Boże! Gdzie twoje długie włosy, studencka kurtka, i słodki tenorek? No, powiedz coś!

SIERGIEJ Jestem imbecylek. (śmieje się)

PŁATONOW Bas, absolutny bas! No? Siądźmy… Porfirij, niech się pan posunie! Ja siadam. (siada) Siądźcie, panowie! Uff… Upał… Co, Saszo! Wąchasz?

Siadają.

SASZA Wącham.

Śmiech.

PŁATONOW Czuć ludzkim mięsem. Cudo zapach! Mam wrażenie, że się już sto lat nie widzieliśmy. Do cholery, ile ta zima się ciągnie! A jest i mój fotel! Poznajesz, Saszo? Przesiadywałem na nim pół roku temu dniami i nocami, szukając z generałową przyczyny wszystkich przyczyn i przegrywając twoje błyszczące kopiejki… Gorąco…

ANNA Naczekałam się, straciłam cierpliwość… Ze zdrowiem w porządku?

PŁATONOW Bardzo… Muszę zameldować, generałowo, że przytyłaś i troszkę wyładniałaś… I gorąco dzisiaj, i duszno… Zaczynam już tęsknić do zimna.

ANNA Jak oni oboje barbarzyńsko utyli! Szczęśliwi ludzie! Jak ci minął ten czas, Michaił?

PŁATONOW Tradycyjnie paskudnie… Całą zimę spałem i pół roku nie widziałem nieba. Piłem, jadłem, spałem, czytałem żonie na głos Mayne Reida…[7] Paskudnie!

SASZA Żyło się dobrze, tylko nudno, oczywiście…

PŁATONOW Nie nudno, ale bardzo nudno, skarbie. Tęskniłem za tobą strasznie… Jak zresztą teraz moje oczy! Anno, zobaczyć cię, po długim, potwornie dręczącym bezludziu i brzydkoludziu – to przecież niewybaczalna rozkosz!

ANNA Masz za to papierosa! (daje mu papierosa)

PŁATONOW Merci.

Zapalają papierosy.

SASZA Wczoraj pani przyjechała?

ANNA O dziesiątej wieczór.

PŁATONOW O jedenastej widziałem światło u ciebie, ale nie miałem odwagi zajrzeć. Pewnie byłaś zmęczona.

ANNA A trzeba było zajrzeć! Gadaliśmy do drugiej.

Sasza szepce Płatonowowi do ucha.

PŁATONOW Szlag! (uderza się w czoło) Ale pamięć! Coś wcześniej nic nie mówiła? Siergiej!

SIERGIEJ Co?

PŁATONOW A on nic nie mówi! Ożenił się i nic nie mówi! (wstaje) Ja zapomniałem, a oni nic nie mówią!

SASZA I ja zapomniałam, kiedy on tutaj mówił… Gratuluję, Siergieju! Życzę panu… wszystkiego, wszystkiego!

PŁATONOW Mam zaszczyt… (kłania się) Żyjcie długo i szczęśliwie, kochany przyjacielu! Siergieju, dokonałeś cudu! Nie spodziewałem się po tobie takiej ważnej i odważnej decyzji. Jak szybko i jak momentalnie! Kto by cię podejrzewał o taką herezję?

SIERGIEJ Taki jestem! I szybko i momentalnie! (śmieje się głośno) Sam nie podejrzewałem się o taką herezję. Błyskawicznie się uwinąłem. Zakochałem się i ożeniłem!

 

PŁATONOW „Zakochałem się” było każdej zimy, ale tym razem jeszcze się ożeniłeś, cenzurę sobie wprowadziłeś, jak mówi nasz pop. Żona to najpotworniejsza, najbardziej czepliwa cenzura. Nieszczęście, jak do tego głupia! Posadkę już masz?

SIERGIEJ Proponują mi pracę w progimnazjum[8], ale sam nie wiem. Nie chce mi się w progimnazjum! Pensja mała, no i w ogóle…

PŁATONOW Bierzesz?

SIERGIEJ Na razie jeszcze zupełnie nic nie wiem. Raczej, nie…

PŁATONOW Hm… Znaczy, będziemy się obijać. To już trzy lata, jak skończyłeś studia?

SIERGIEJ Tak.

PŁATONOW Właśnie… (wzdycha) Nie ma cię kto bić! Trzeba będzie powiedzieć twojej żonie… Przehulać dobre trzy lata! Co?

ANNA Za gorąco teraz, żeby poruszać wzniosłe tematy… Ziewać mi się chce. Z jakiego powodu tak długo nie przychodziliście, Aleksandro?

SASZA Czasu nie było… Misza reperował klatkę, a ja poszłam do cerkwi… Klatka się połamała, nie można było tak słowika zostawić.

GŁAGOLIEW A co dziś w cerkwi? Święto jakieś?

SASZA Nie… Poszłam zamówić mszę u ojca Konstantina. Dzisiaj imieniny nieboszczyka ojca Miszy, i jakoś nie wypadało się nie pomodlić… Byłam na nabożeństwie…

Pauza.

GŁAGOLIEW Michaił, ile to czasu minęło, od śmierci pańskiego ojca?

PŁATONOW Ze trzy, cztery lata…

SASZA Trzy lata i osiem miesięcy.

GŁAGOLIEW Naprawdę? Boże! Jak ten czas leci! Trzy lata i osiem miesięcy! Kiedy myśmy się widzieli ostatni raz? (wzdycha) Ostatni raz to w Iwanowce, obaj byliśmy ławnikami… I wtedy miało miejsce zdarzenie, które wyjątkowo dobrze charakteryzuje nieboszczyka… Pamiętam, sądziliśmy wtedy jednego biedniutkiego i pijaniutkiego bezdusznego geometrę za łapówkarstwo i (śmieje się) uniewinniliśmy… Pan Wasilij, nieboszczyk, przeforsował… Ze trzy godziny obstawał, przytaczał dowody, pieklił się… „Nie oskarżę go, krzyczał, póki wy wszyscy nie przysięgniecie, że sami nigdy nie bierzecie łapówek!” Nielogiczne, ale… nie było na niego rady! Zmęczył nas okrutnie… Był z nami wtedy też zmarły generał Wojnicew, pani mąż, Anno… Też człowiek w swoim rodzaju.

ANNA No, ten by nie uniewinnił…

GŁAGOLIEW Tak, on się upierał przy skazaniu… Pamiętam obu, czerwoni, wściekli, aż się w nich gotowało… Chłopi trzymali stronę generała, a my, szlachta, stronę Wasilija… Oczywiście, zmogliśmy… (śmieje się) Pański ojciec wezwał generała na pojedynek, generał nazwał go… przepraszam, szują… Ale była zabawa! Napoiliśmy ich potem do nieprzytomności i pogodziliśmy… Nie ma nic łatwiejszego, niż godzić dwóch Rosjan… Poczciwiec był z pana ojca, dobre miał serce…

PŁATONOW Nie dobre, a byle jakie…

GŁAGOLIEW Wielki był człowiek w swoim rodzaju… Szanowałem go. To była wspaniała znajomość!

PŁATONOW No a ja się tak nie mogę tym pochwalić. Nasze drogi się rozeszły, kiedy nie miałem nawet włoska na brodzie, a ostatnie trzy lata byliśmy prawdziwymi wrogami. Ja go nie szanowałem, on uważał mnie za pustaka i… obaj mieliśmy rację. Nie lubię tego człowieka! Nie lubię za to, że umarł spokojnie. Umarł tak, jak umierają ludzie uczciwi. Być szują i jednocześnie nie chcieć sobie z tego zdać sprawy – to straszna cecha rosyjskiego łajdaka!

GŁAGOLIEW De mortuis aut bene, aut nihil[9], Michaił!

PŁATONOW Nie… To łaciński bełkot. Według mnie – de omnibus aut nihil, aut veritas[10]. Ale lepiej veritas, niż nihil – to w każdym razie bardziej pouczające… Umarli, sądzę, nie potrzebują ulgowych ocen…

Wchodzi Iwan Trylecki

Scena szósta

Ci sami i Trylecki

TRYLECKI (wchodzi) Ta-ta-ta… Zięć i córeczka! Gwiazdy z konstelacji pułkownika Tryleckiego! Dzień dobry, gołąbeczki! Salwa armatnia z działa Kruppa[11] dla was! Boże, jak gorąco! Miszka, skarbuś…

PŁATONOW (wstaje) Cześć, pułkowniku! (obejmuje go) Zdrowie ci dopisuje?

TRYLECKI Zawsze… Bóg toleruje mnie i nie karze. Saszeńka… (Całuje ją w głowę) Dawno was oczy moje nie oglądały… Saszeńka, jak twoje zdrówko?

SASZA Dobrze… A twoje?

TRYLECKI (siada obok Saszy) Zawsze dobrze. Całe moje życie ani razu nie chorowałem… Dawno was nie widziałem! Codziennie się do was wybieram – wnuczka zobaczyć, z zięciem świat boży pokrytykować, ale nijak nie mogę się zebrać… Zajęty jestem, moje aniołki! Przedwczoraj chciałem do was pojechać, pokazać ci nową dubeltówkę, Miszeńka, ale naczelnik policji mnie zatrzymał, do preferansa[12] posadził… Wspaniała dubeltówka! Angielska, sto siedemdziesiąt kroków śrutem i kładziesz trupem… Wnuczek zdrowy?

SASZA Zdrowy. Pozdrawia cię…

TRYLECKI A on to umie?

SIERGIEJ To należy rozumieć w sensie duchowym.

TRYLECKI No tak, no tak… Duchowym… Powiedz mu, Saszurko, żeby szybciej rósł. Wezmę go ze sobą na polowanie… Przygotowałem już małą dubeltówkę dla niego… Myśliwego z niego zrobię, żeby było komu zostawić po śmierci moje myśliwskie manele…

ANNA Słodki jest ten pan Iwan! Na świętego Piotra[13] jadę z nim na przepiórki.

TRYLECKI Oho-ho! My, Anno, urządzimy wyprawę na bekasy. Urządzimy wyprawę polarną na Bagno Diabelskie…[14]

ANNA Wypróbujemy pana dubeltówkę…

TRYLECKI Wypróbujemy, boska Diano![15] (całuje jej dłoń) Pamiętasz, moja złota, zeszły rok? Cha, cha! Lubię takie osobowości, niech mnie wszyscy diabli! Nie lubię słabości! I to jest prawdziwa emancypacja kobiet! Wąchasz jej ramionko, a od niej prochem, Hannibalami i Hamilkarami[16] zalatuje! Wojewoda, prawdziwy wojewoda! Epolety jej dać i świat zginie! Pojedziemy! I Saszkę weźmiemy ze sobą! Wszystkich weźmiemy! Pokażemy im, co znaczy żołnierska krew, boska Diano, generałowo, Aleksandro Macedońska![17]

PŁATONOW A ty już ugotowany, pułkowniku?

TRYLECKI Jasne… Sans doute…[18]

PŁATONOW No i dlatego tak cię wzięło na gadanie.

TRYLECKI Przyjechałem tutaj, bracie mój, koło ósmej… Wszyscy jeszcze spali…Wszedłem tutaj, łażę… Patrzę, wychodzi ona… śmieje się… Rozpiliśmy buteleczkę madery[19]. Diana trzy kieliszki, a ja resztę…

ANNA Trzeba to opowiadać!

Wbiega Nikołaj Trylecki.

Scena siódma

Ci sami i Nikołaj.

NIKOŁAJ Panowie krewniacy!

PŁATONOW Aaa… Słaby felczer generałowej! Argentum nitricum.. aquae destillate…[20] Miło cię widzieć, kochany. Zdrowy, promienieje, błyszczy i pachnie!

NIKOŁAJ (całuje Saszę w głowę) Ale rozdęło tego twojego Michaiła! Byk, prawdziwy byk!

SASZA Fe, jak perfumami od ciebie jedzie! Zdrowy?

NIKOŁAJ Zdrowiuteńki. Mądrze zrobiliście przychodząc. (siada) Co słychać, Michel?

PŁATONOW Gdzie?

NIKOŁAJ U ciebie, oczywiście.

PŁATONOW U mnie? A kto to wie, co! Dużo by gadać, bracie, zresztą mało ciekawe. Gdzie się tak świetnie ostrzygłeś? Niezła fryzura! Kosztuje rubla?

NIKOŁAJ Nie strzygę się u fryzjera… Od tego mam kobiety, a kobietom to nie za fryzurę płacę… (je marmoladki) Ja, bracie mój…

PŁATONOW Chcesz błysnąć dowcipem? Nie, nie, nie… Nie wysilaj się! Błagam, nie.

Scena ósma

Ci sami oraz Pietrin i Abraham Wiengierowicz.

Pietrin wchodzi z gazetą i siada. Wiengierowicz siada w kącie.

NIKOŁAJ (do Tryleckiego) Płacz, ojcze!

TRYLECKI Po co mam płakać?

NIKOŁAJ A, choćby z radości… Popatrz na mnie! To syn twój!… (wskazuje Saszę) To córka twoja! Ten młodzian (wskazuje Płatonowa) zięć twój! Już sama córka ile warta! To perła, tatuśku! Ty jeden mogłeś wydać na świat tak zachwycającą córkę! A zięć?

TRYLECKI Dlaczego mam płakać, przyjacielu mój? Nie trzeba płakać.

NIKOŁAJ A zięć? O… to jest zięć! Drugiego takiego nie znajdziesz, choćbyś zjeździł cały świat! Uczciwy, szlachetny, wielkoduszny, sprawiedliwy! A wnuk?! Co to za chłopaczek z piekła rodem! Macha rączkami, wyciąga je i ciągle kwili: „Dziadzia! Dziadzia! Gdzie dziadzia? Dawajcie mi tu dziadzia, rozbójnika, dajcie mi tu jego wąsiska!”

TRYLECKI (wyciąga chustkę z kieszeni) Po co to płakać? No, i chwała Bogu… (płacze) Nie trzeba płakać.

NIKOŁAJ Pułkowniku, ty płaczesz?

TRYLECKI Nie… Po co? No, i chwała Bogu!.. Co?..

PŁATONOW Nikołaj, przestań!

NIKOŁAJ (wstaje i siada koło Bugrowa) Upalny dzisiaj temperament w powietrzu, panie Timofieju!

BUGROW Faktycznie. Duchota jak w łaźni i to pod sufitem. Temperament na jakieś trzydzieści stopni, przypuszczalnie.

NIKOŁAJ Co by to mogło znaczyć? Dlaczego tak gorąco, Timofieju?

BUGROW Pan powinien to lepiej wiedzieć.

NIKOŁAJ Nie wiem. Ja poszedłem drogą medycyny.

BUGROW A po mojemu, to jest gorąco, bo byśmy się obaj obśmiali, jakby w czerwcu było chłodno.

Śmiech.

NIKOŁAJ Ta-ak… Teraz rozumiem… A co lepsze dla trawy, panie Timofieju, klimat czy atmosfera?

BUGROW Wszystko dobre, Nikołaju, tylko dla zboża potrzebniejszy deszczyk… Jaki pożytek z klimatu, jak nie ma deszczu? Bez deszczu to on złamanego grosza nie wart.

NIKOŁAJ Tak… To prawda… Sama mądrość, niewątpliwie, przemawia pańskimi ustami. A jaka jest pana opinia, panie spożywczy, odnośnie wszystkiego innego?

BUGROW (śmieje się) Nijaka.

NIKOŁAJ Co było do udowodnienia[21]. Mądry człowiek z pana, Timofieju! No, a jaka jest pańska opinia na temat takiej sztuczki gastronomicznej, żeby Anna dała nam jeść? Co?

ANNA Trylecki, poczekaj! Wszyscy czekają, to i ty poczekaj!

NIKOŁAJ Nie zna naszych apetytów! Nie wie, jak ja z panem, a szczególnie pan ze mną chce się napić! A porządnie wypijemy i zakąsimy, Timofieju! Po pierwsze… Po pierwsze… (szepcze Bugrowowi na ucho) Słabo? Można strzelić sobie… Crematum simplex…[22]. Tam jest wszystko: i na miejscu, i na wynos… Kawior, jesiotr, łosoś, sardynki… Dalej – sześcio albo siedmiopiętrowy placek… O taki! Z nadzieniem z wszelkich możliwych cudów flory i fauny Starego i Nowego Świata… Byle szybciej… Timofieju, bardzo pan głodny? Szczerze…

SASZA (do Nikołaja) Wcale ci nie chodzi o to, że jesteś głodny, tylko żeby ludzi buntować! Nie lubisz, jak ludzie spokojnie sobie siedzą!

NIKOŁAJ Nie lubię, jak ludzi morzy się głodem, grubasku!

PŁATONOW Nikołaju, dowcip pierwsza klasa, tylko czemu nikt się nie śmieje?

ANNA Ach, zamęczył! Zamęczył mnie! Niemożebnie arogancki typ! Straszne! No, poczekaj, paskudny człowieku! Dam ci jeść! (wychodzi)

NIKOŁAJ No i tak trzeba było od razu.

Scena dziewiąta

Ci sami, bez Anny.

PŁATONOW Zresztą, nie zaszkodziłoby… Która godzina? Też jestem głodny…

SIERGIEJ A gdzie moja żona, panowie? Płatonow jej przecież jeszcze nie widział… Trzeba zapoznać. (wstaje) Pójdę, poszukam. Ogród tak jej się spodobał, że się z nim nie rozstanie.

PŁATONOW A właśnie, Siergieju… Mam prośbę, nie przedstawiaj mnie swojej żonie… Chcę sprawdzić, czy mnie pozna? Kiedyś znaliśmy się trochę i…

SIERGIEJ Znaliście się? Z Sonią?

PŁATONOW No, w swoim czasie… Kiedy jeszcze byłem studentem, chyba. Proszę, nie przedstawiaj mnie, milcz i nie mów jej nic o mnie…

SIERGIEJ Dobra. Ten człowiek zna wszystkich! Kiedy on ma na to czas? (wychodzi do ogrodu)

 

NIKOŁAJ A jaką ważną korespondencję zamieściłem w „Kurierze Rosyjskim”[23], panowie! Czytaliście? Czytał pan, Abramie?

WIENGIEROWICZ Czytałem.

NIKOŁAJ Prawda, że fantastyczna korespondencja? A jakiego, jakiego ludożercę z pana zrobiłem! Tak pana obsmarowałem, że cała Europa się przerazi!

PIETRIN (chichocze) A, czyli to o nim?! Ten W. to on! No, a B. to kto?

BUGROW (śmieje się) To ja. (Ociera pot z czoła) Nieważne!

WIENGIEROWICZ Tak! Bardzo chwalebne. Jakbym umiał pisać, na pewno pisałbym do gazet. Po pierwsze, dają za to pieniądze, a po drugie – u nas, nie wiadomo czemu, ludzi piszących uważa się za bardzo mądrych. Tylko, doktorze, nie pan napisał tę korespondencję. Napisał ją pan Porfirij.

GŁAGOLIEW A skąd pan to wie?

WIENGIEROWICZ Wiem.

GŁAGOLIEW Dziwne… Napisałem ją, to prawda, ale skąd pan to wie?

WIENGIEROWICZ Jak się chce, wszystkiego można się dowiedzieć. Nadał pan list polecony, a urzędnik na naszej poczcie ma dobrą pamięć. I to wszystko… Żadnych zagadek. Moja złośliwość żydowska nie ma nic do tego… (śmieje się) Pan się nie boi, nie będę się mścić.

GŁAGOLIEW A ja się nie boję, tylko… dziwne to!

Wchodzi Maria Grekow.