Bajki i powiastki dla dzieci z celniejszych bajkopisarzy polskich wybrane

Tekst
Autor:
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Bajki i powiastki dla dzieci z celniejszych bajkopisarzy polskich wybrane
Bajki
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 19,19  15,35 
Bajki
Bajki
Audiobook
Czyta Daniel Śmiłek
14,99 
Szczegóły
Bajki
Audiobook
Czyta Beata Łuczak, Joanna Lissner, Renata Berger, Stanisław Biczysko
15,93 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Antologia

Bajki i powiastki dla dzieci

z celniejszych bajkopisarzy polskich

wybrane -

- zredagował Ernest Wilhelm Günther

Armoryka

Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak

Tekst wg edycji:

Bajki i powiastki dla dzieci z celniejszych bajko-pisarzy polskich wybrane

Pod redakcją i nakładem Ernesta Wilhelma Günthera

Leszno 1850

Zachowano oryginalną pisownię.

© Wydawnictwo Armoryka

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

ISBN 978-83-7950-969-0

I. BAJKI.

BAJKI

Stanisława Jachowicza.
Piłka.

Piłka się raz z chłopców śmiała,

Że wyżej od nich skakała;

Urażeni żarty temi,

Nie podnieśli piłki z ziemi;

Błąd poznała nieboraczka,

I ze wstydu spiekła raczka.

Kukuryku.

Piał kogucik: kukuryku!

Wstawaj rano, mój chłopczyku. —

A chłopczyk się ze snu budzi,

Patrzy.... dużo chodzi ludzi;

Więc się szybko zrywa z łóżka,

By nie uszedł za leniuszka;

I rzekł: za twe kukuryku

Dziękuję ci koguciku.

Dwa kotki.

Były to dwa kotki:

Jeden ładny, lecz z szafek wyjadał łakotki;

Drugi brzydki, bury,

Ale płoszył szczury.

Powiedźcież mi, dzieci, którego wolicie?

Burego! Burego! — O dobrze robicie!

Bo ten godzien przychylności,

Kto dopełnia powinności;

A bardzo nieładnie,

Kiedy kotek kradnie.

Dziecię i Muszki.

W poobiednej godzinie

Zachciało się spać dziecinie;

A trzeba zważać i na to:

Że to skwarne było lato.

Co się zdrzemnie, to jej muszka

Brzęknie głośno koło uszka;

A inna znowu swawolnie

Ostrem ją żądełkiem kolnie.

Moje muszki! rzecze dziecię,

Dla czegóż wy mnie budzicie?

Ja leżę spokojnie sobie,

I nic wam złego nierobię.

Muszki.

W nocy, kto chce, to spać może.

Nie przeszkadzamy w tej porze;

We dnie każdy ma bydź czynny,

I dzieci spać niepowinny.

Kotka i Suczka.

Kotka suczkę przestrzegała:

By kiełbaski nie ruszała;

A suczka jej odpowiada:

Przykład lepszy, niźli rada.

Pszczółka i Gołąbek.

Wpadła w strumyk pszczółka mała,

Skrzydełkami trzepotała,

Już w nich siłę utraciła,

O w jakimże strachu była!

Gołąbeczek śnieżno-piory,

Na ratunek bliźnich skory,

Spuszcza listek.... pszczółka rada

Na zieloną łódkę siada,

Skrzydła siłę odzyskały,

I uleciał owad mały.

Nikt o swem nieszczęściu nie wie,

Jakoś wkrótce gołąbek siadł sobie na drzewie,

Spokojny! szczęśliwy!

Aż tu myśliwy

Wymierza strzelbę, chce go zgładzić z świata!

Pszczółka przylata,

Utnie go żądłem w rękę, strzał ptaszynę mija:

Ocalona swobodnie w powietrze się wzbija.

Tak zawsze dobroczynność wdzięcznością się płaci,

Nieśmy pomoc w nieszczęściu dla naszych współbraci.

Wiewiórka i Małpa.

Jeszcze w zielonej skórce,

Dostał się orzech wiewiórce,

Ledwie go dotknie drobnemi ząbkami,

„Jakże mię,“ rzecze, „moja Matka mami,“

Nie raz mi to powiadała:

Że orzeszek potrawa arcy-doskonała;

Dziękuję za nią.“ — Wtem rzuci orzechem.

Podjęła go małpa z śmiechem;

Bierze w łapki, rozłupywa,

Słodkie ziarko wydobywa,

I gdy go zajada sama,

Rzecze wiewiórce: „Dobrze mówi Mama,

Dobry orzeszek, lecz trzeba zgryźć wprzódy.

Trzeba wprzód popracować, kto chce mieć wygody.“

Ptaszek w gościnie.

Puk, puk, ptaszek do okienka,

„Niech tam otworzy panienka;

„Bo to teraz straszna zima,

„Nigdzie i ziareczka niema!“ —

I ptaszynie otworzyli,

Ogrzali, i nakarmili,

A ptaszynka wdzięczna za to,

Śpiewała im całe lato.

Pszczółka.

Była to raz pszczółka mała,

Co miodek z kwiatków zbierała:

Od kwiateczka do kwiateczka

Latała sobie pszczółeczka;

Nigdy próżno nie wróciła,

Dużo miodku nanosiła.

Przyszła jesień, zima chłodna,

Pszczółeczkaby była głodna;

Lecz że w lecie pracowała,

Wzimie się głodu niebała.

Pracujcież więc i wy dziatki!

Póki pora, póki kwiatki;

A na starość mieć będziecie:

Zapasy zebrane w lecie.

Wróbel na śniegu.

Przy Wisłoce na brzegu

Chodził wróbel po śniegu,

A dzieci się ślizgały,

Na wróbelka wołały:

„Hej ptaszyno niebożę!

„Zimno teraz na dworze,

„Oj biedaki! biedaki!

„Kiedy przyjdzie mróz taki.“ —

A wróbelek odrzecze:

„Że jest zimno, nie przeczę,

„Lecz nie biedne ptaszęta,

Bóg i o nich pamięta.“

Gąski.

Żal mi was, moje gąski, że boso chodzicie,

Mówiło dziecię,

Jabym wam dał trzewiczki, siostrzyczka pończoszki,

I byłoby ładniej troszki.

A gąski powiedziały: „Nic nam to nie szkodzi,

Nie ten szczęśliwy, co w trzewiczkach chodzi.“

Czym mniej potrzebujemy, tym szczęśliwsze życie.

Pamiętaj sobie dobrze tę naukę, dziecię!

Ptaszki

„Niema na polu zboża odrobiny,

Z głodu giniemy nieszczęsne ptaszyny,

A zasłyszawszy, że tutaj młócicie,

Biegniemy z prośbą: ocalcie nam życie!“

Dobrzy wieśniacy tych próśb wysłuchali,

Ubogim ptaszkom ziarnek nasypali;

I jaki taki pomyślał sam sobie:

Daj też biedniejszym, gdy Bóg daje tobie.

Kotek, piesek, myszka i ptaszek.

Kotek z ostremi pazury,

Piesek sprzecznej z min natury,

Lękliwa myszka i ptaszek nieśmiały

Razem się z sobą schowały.

Prześliczna zgoda była między niemi;

Nieraz się kotek z pieskiem położył na ziemi,

A myszka sobie wesoło

Biegała w około;

Ptaszek w górę podlatywał,

I swobodnie wyśpiewywał.

Nawet kiedy jeść im dano,

Poróżnienia nie widziano.

Rzadka w świecie zgoda taka,

Kot ustąpił dla myszy, a piesek dla ptaka.

Powiecie, że to bajka? mylne wasze zdanie;

Tych cudów dokazuje dobre wychowanie.

Pamiętajcież, dzieci, o tem:

Kiedy pies się zgodził z kotem,

Jakże to będzie nieładnie:

Skoro niezgoda między was się wkradnie.

Czysty kotek.

„Czemu się czysto myjesz,“ pytano raz kota?

„Bo czystość — odpowiedział — jest to piękna cnota.“

Jakoż doprawdy, kocina

Mył się prawie co godzina.

Chętnie mu do pokoju wchodzić pozwalano,

Powszechnie go kochano,

Doznawał wszelkich pieszczotek;

A czemu? bo czysty był kotek.

Kruk żebraczek.

„Patrzcie no: żebraczek!

W tej czarnej sukmanie,

Głodny nieboraczek,

Gdy zima nastanie.

Dzieci! dzieci! dla przykładu,

Dajcie mu też co z obiadu.“

Tu ucieszone dziecinki

Dalej zbierać odrobinki;

Ochoczo się ubiegały,

By krukowi jeść podały;

Co pod oknem, jak żebraczek,

Głodny chodził nieboraczek. —

Dobroczynny, ludzki, tkliwy,

Nie pyta, kto nieszczęśliwy,

Komu może,

To pomoże;

Boś tak kazał dobry Boże!

Myszka na śniadaniu.

Dano śniadanie dla dziatek,

A Matka, jak zwyczaj Matek,

Łamie bułeczki, mleka nalewa,

Serwetką dzieci okrywa,

Nie żałuje cukru, ciasteczek,

Dla ukochanych dziateczek.

Myszka się patrzy zdaleka,

I czeka.

Czyli niepadnie jaka odrobinka;

Jakoż istotnie cukru upadla kruszynka.

Zbliża się myszka nieśmiała,

Pani łupnęła nogą, i ruszyć niedała.

 

Myszka.

Przepraszam.... ależ Pani kochasz dzieci swoje,

O! i ja kocham moje!

Myślałam, że co upadnie,

Tego podnosić Panom nieładnie;

Że to dla biednych zostanie,

Że mogłabym to zanieść dzieciom na śniadanie.

Ale kiedy się niegodzi,

To biedna myszka odchodzi.

Łzy stanęły w oczach Pani,

Upuściła cukru dla niej;

I bułeczki, i ciasteczek

Dała Matce dla dziateczek.

Piesek Kruczek.

Chodź piesku! a ten piesek nazywał się Kruczek,

Chodź, mówił Hipolitek, nauczę cię sztuczek.

Kiedym ja jeszcze mały, ucz panicz Azora.

Nie, piesku, rzecze chłopczyk, to najlepsza pora,

Azor stary, niepojmie, pracować z nim nudno,

I tobie później byłoby trudno.

O wieleby cię, wiele, pracy kosztowało;

Teraz, zobaczysz, jak mało.

Wkrótce pojętny Kruczek

Nauczył się wielu sztuczek,

Służył, podawał i pływał,

Tysiąc figlów dokazywał;

A to tak zręcznie, tak śmiało,

Iż się zdawało,

Że go nic niekosztowało.

Pamiętaj, Hipolitku, coś mówił do Kruczka:

Że się z młodu najlepiej nabywa nauczka.

Wróbelek i Kurczątko.

Przyjdzie czasem bieda wielka,

Niema ziarnek dla wróbelka,

I aż wtenczas się pożywi,

Gdy mu dadzą co poczciwi.

Na podwórzu raz kucharka

Posypała kurom ziarka;

Biedny wróbel ślinkę łykał,

I powoli się przymykał.

Stara kura, sknera wielka,

Niechce nic dadź dla wróbelka,

„Ach! ja głód okropny znoszę,

„O trzy ziarnka tylko proszę;

„Macie tysiąc; o! mój Boże!

„A wróbelek umrzeć może.“

Biada ci, próżniaku, biada!

Stara kura odpowiada;

Twoja prośba próżna, marna,

Nie dla ciebie nasze ziarna.

A Kurczątko to słyszało,

Wróbelkowi ziarnek dało,

I od tych czas przyjaźń wielka,

Łączy z kurczątkiem wróbelka.

Owieczka wypieszczona.

Była to owieczka biała,

Niebieską wstążeczkę koło szyjki miała,

A na tej wstążeczce był srebrny dzwoneczek:

Bo też to był klejnot ze wszystkich owieczek.

Ależ tę baziulkę w pieszczotach chowali,

Prawie nóżką ziemi dotknąć jej nie dali;

Kochali, jak dziecię, na rękach nosili.

Trawką, kwiateczkami z rączki ją karmili.

A owa owieczka tak bardzo schardziała:

Że z braćmi, siostrami, bawić się nie chciała.

Aż tu ktoś dziateczkom pieska podarował:

Żeby ich zabawiał, i u nich się chował;

Poszła w kąt owieczka. Czyż nie znacie dzieci?

U nich to najmilsze, co nowo świeci.

Musiała owieczka pójść w pole z innemi,

Sama sobie trawki wyszukać po ziemi.

Lecz jej to do smaku wcale nie przypadło,

Nudne towarzystwo, nieprzyjemne jadło;

Nie dla niej, nie dla niej cały ród bydlęcy,

Ona siebie przecież za coś miała więcej.

A więc wszystkie od niej owieczki stroniły,

Nigdy się z tą wielką Panią niebawiły;

Była nieszczęśliwą; jakże bydź nie miała?

Gdy towarzyszkami swemi pogardzała.

Mysz młoda i stara.

„Wyjdź, kochanko, z ciasnej chatki,

I posłuchaj głosu Matki —

Mówiła mysz do córki — w świat cię wyprowadzę,

Ja ci doradzę:

Jak zbierać ziarneczka,

Jak się strzedz koteczka,

Jak łapki unikać,

Jak do jamki zmykać.

Powiem ci, czem słoninka pachnie przypiekana;

Ale mnie słuchaj, córko ukochana.“

Myszka była posłuszna i nie żałowała.

Długo sobie szczęśliwie po świecie bujała.

Tysiąc myszek zginęło, ona jednak żyła:

A czemu? bo posłuszna swojej Matce była.

Litosna dziecinka.

Dziecinka. Ostrożnie! ostrożnie! zdaleka, zdaleka,

Bo wielkie nieszczęście, motylku, cię czeka;

To nie jest słoneczko, to świeca, motylku,

W mych oczach niedawno zginęło tu kilku;

Trzymaj się okienek, lataj blisko ściany,

Bo zginiesz w męczarniach, motylku kochany.

I dziecię zawczasu motylka złapało,

Za oknem, w kąciku, schronienie mu dało.

Drżał z zimna nieborak, na dziecię narzekał;

Lecz skoro się zrana słoneczka doczekał,

Gdy okno otwarto, skrzydełka rozwinął,

Gdy poznał, jak wielkie nieszczęście ominął,

Pomyślał: ach Boże! chwała tobie! chwała!

Nagrodź też dziecinie, co mnie uchowała.

Wiewiórka w swej komoreczce.

Skarżyły się raz wiewiórki,

Że im dął wiatr do komórki.

Jedna z nich rzecze: ja wiem co zrobię:

Opuśćmy chatkę, niech tu dmie sobie;

I do innej komórki,

Przeniosły się wiewiórki.

On i tam trafił. Ach skaranie boże!

Zamknęły się wiewiórki, wiatr został na dworze;

Dął z całej siły,

Drzewa się chyliły;

A wiewiórki,

Śród komórki,

Do rozpuku się śmiały,

I orzeszki łupały.

Dwa pługi.

Raz na podwórzu stanęły dwa pługi:

Jeden długo spoczywał, z pracy wrócił drugi.

Przyjacielu! rzekł pierwszy, nierozumiem wcale,

Czemu ja tak przyćmiony, ty błyszczysz wspaniale;

Wszak z jednegośmy kruszczu, przecież nie jednacy?

Z kadżeś ty nabył blasku? Czy chcesz wiedzieć?...

z pracy.

BAJKI

Teofila Nowosielskiego.
Pszczółka.

Jedna pszczółka młoda,

Jak tylko błysła pogoda,

Mimo przestróg dobrej matki,

Na wszystkie kwiatki

Bez różnicy siadała

I miód zbierała,

Mniemając, że każdy kwiatek

Dobrego miodu da jej dostatek.“

„Moja córko! bądź ostrożna!“

Rzecze matka,

„Snadno się omylić można.

Strzeż się, córko, żebyś z kwiatka

Jadu z miodem nie wyssała.“

Lecz cóż z tego! pszczółka mała,

Płocha i bez doświadczenia,

Nie słuchała napomnienia,

I ze wszystkich kwiatków w boru

Zbierała miód bez wyboru;

To tu, to tam miodu liźnie,

Nie myśląc nic o truciźnie.

Aż nareszcie pszczółka mała

W jednym kwiatku jad wyssała,

I zaraz padła nieżywa

Gdyby mucha.

Tak to, dzieci, zwykle bywa,

Kiedy kto starszych nie słucha!

Stefuś.

Lubił Stefuś zabaweczki,

I przekładał nad książeczki.

Dnia jednego po za szkoła,

Stefuś biegał sam wesoło.

Lecz znudziło się samemu,

Sam nie wiedział jednak czemu;

Nie wiedział, że brak zajęcia,

To pierwsze złe dla chłopięcia.

Wtem spostrzega na ostatku

Skrzętną pszczółkę na bławatku,

I tak rzecze: „Moja pszczółko!

Pójdź sam do mnie; porzuć ziółko.

Patrz! ja sam tu na murawie,

Pójdź! ja z tobą się zabawię!.“

Ale pszczółka mu odrzecze:

„Ja nie mogę, mały człecze,

Bo tak spiesznie czas uchodzi,

A próżnować się niegodzi;

I dla tego ja po troszę,

Miód do ula z kwiatków znoszę!“

Wkrótce Stefuś, jakby swego,

Spostrzegł pieska maleńkiego,

I tak mówi: „Mój ty piesku!

Co ty robisz w tym owiesku?

Przybądź do mnie tu łaskawie;

Pięknie z tobą się zabawię!“

Ale piesek odpowiada:

„Ja nie mogę, trudna rada;

Bo tak spiesznie czas uchodzi,

A próżnować się nie godzi!

Ja po polu i po łące,

Gonię ptastwo i zające,

A od zmroku aż do rana

Strzegę domu mego pana.“

Stefuś spostrzegł znów konika,

Więc do niego się przymyka

I tak rzecze: „Mój koniku,

Pobrykajmy na trawniku!“

Ale konik odpowiada:

„Ja niemogę, trudna rada;

Bo tak spiesznie czas uchodzi,

A próżnować się nie godzi;

Pan Bóg stworzył nas do pracy,

Wzgardy godni są próżniacy.

I dla tego ja w pokorze

Co dzień na chleb ziemię orzę!“

Tu się Stefuś już nie smucił,

I do szkoły zaraz wrócił,

A przez drogę dumał skrycie:

Każdy żyje pracowicie,

Miałżebym ja sam próżnować!

Nie! ja muszę też pracować;

Nie będę się próżno włóczyć.

Lecz się będę pięknie uczyć!

Jaś i Kot.

„Asio! Asio! ha niecnota!“

Fuknie w kuchni Jaś na kota.

„Nie dla ciebie tu te dzbanki:

Precz od mleka i śmietanki;

Bo o ciebie kij połamię,

Albo powiem zaraz mamie!“

Aż tu chłopcu kot odpowie:

„Skarżyć na mnie? co ci w głowie!

Wszak sam nie raz byłem świadkiem,

Jak ukradkiem,

Skoro wyszła gdzie kucharka,

I ty także wypijałeś

Mleko z garka,

Lub kożuszki pozjadałeś.

Ja chociaż to zobaczyłem,

To na ciebie nie skarżyłem.

To i ty też, mój kochanku,

Choć zdybałeś mnie przy dzbanku,

Nie skarż, proszę; bo w istocie,

Sam także masz błędy kocie.

Lecz mi dobre daj przykłady,

A ja pójdę w twoje ślady!“

Jaś kotowi nie dokuczył

I łakomstwa się oduczył.

Niedźwiadek rozpieszczony.

Niedźwiedzica, pani matka,

Miała synalka niedźwiadka.

A ponieważ go kochała;

We wszystkiem mu pobłażała.

Ztąd niedźwiadek też powoli

Wkrótce nawykł do swawoli.

A choć złe ma obyczaje,

Mama nigdy niepołaje;

Bo u mamy wielka łaska:

Mama pieści, mama głaska;

A że mama nazbyt kocha,

Wyrósł synek na pieszczocha.

Mimo to, mama jedynie

Wszystko dobre widzi w synie,

Wielbi jego obyczaje,

Nad wiek rozum mu przyznaje.

Słowem, mama mniema rada,

Że w synalku skarb posiada.

Tymczasem niedźwiadek młody

Nadużywa swój swobody,

Coraz gorsze figle płata,

A chociaż podrasta w lata,

Zamiast uczyć się tańcować,

Woli cały czas próżnować,

I mimo mamy nadzieje,

Niedźwiadek w boru dziczeje.

Wkrótce poznała to matka,

I mniemała do ostatka,

Że synalek się poprawi;

Lecz próżno mu o tem prawi.

Pieszczony niedźwiadek bury,

Co już ufał w swe pazury,

Nie chce słuchać już niczego

I rzuca się na każdego.

Późno matka żałowała,

Że synkowi pobłażała.

Wiewiórka szkodna.

Jedna młoda wiewióreczka,

Dostała się do miasteczka;

Tam co tylko sama chciała,

Wiewióreczka wszystko miała;

I wygódki i ucieszki,

I cukierek i orzeszki.

Lecz wiewiórka nasza mała,

Czyż oceniać to umiała?

Nie przeciwnie; bo powoli

Nawykała do swawoli,

A co dzień to coraz gorzej,

Że co tylko kto położy,

Wszystko ruszy, wszystko potnie;

A choć ją pan za to otnie,

Wiewióreczkę korcą ząbki,

 

Znów pocięła sukien rąbki.

Tak zrobiła raz i drugi,

Aż nareszcie pańskie sługi

Wiewióreczkę pochwyciły,

I do Wisły ją wrzuciły.

Nieboraczka rzekła z wody:

„Dobrze ci tak, nierób szkody.“

Konik i Wróbel.

Stał koniczek sam przy żłobie,

I obroczek chrupał sobie.

Wtem do żłobu konika,

Wróbelek się przymyka,

I tak przed nim narzeka:

„Nie długo mnie śmierć czeka.

Ziemia śniegiem pokryta;

Daj mi ziarek z koryta,

Żebym nie padł tu z głodu!“

Na to konik odpowie:

Zgłodniałemu wróblowi:

„Ja ziarneczek mam dużo,

Niech ci ziarka te służą;

Nachyl dziobka do żłobu,

To wystarczy dla obu.“

Wreszcie przeszła i zima,

Śniegu, zimna już niema;

Lecz w zamian za to

Nastało lato.

Zewsząd muchy wypadły

I konika obsiadły.

Wtem wróbelek zawitał,

I z wdzięcznej swej usługi

Wszystkie muchy pochwytał,

Jedne muchę po drugiej.

Chłopiec z ptaszkiem.

„Ha! mam cię, figlarzu mały,

Czekałem na cię dzień prawie cały.

Dziś ja dla ciebie wstałem tak wcześnie,

A co, czy słodkie moje czereśnie?

Ho! ho! zjadałeś mi je już nie raz.

Poczekaj, ptaszku, nie ujdziesz teraz!“

Tak do szczygiełka mówił Jaś srogi,

A ptaszek prawie umierał z trwogi.

Chłopczyna w ręku mocno go trzyma,

Z radości chciałby zjeść go oczyma,

A biedny ptaszek struchlały wszystek,

Drży jako listek.

Biedny się prosi: „Kochane dziecię!

Wypuść mnie, proszę; daruj mi życie;

Miej na mnie litość, chłopczyku luby,

Nie żądaj przecie ptaszyny zguby!

Wypuść mnie z ręki; ach, bo inaczej

Moja mi mama umrze z rozpaczy!

I ty masz mamę droższą nad złoto,

I tybyś nie chciał zostać sierotą!“

Żałość ptaszyny Jasia wzruszyła,

Aż mu się w oku łza zakręciła;

Zaraz więc ptaszka z ręki wysunął,

A młody ptaszek wesoło frunął.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?