W pałacu szejkaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Annie West
W pałacu szejka

Tłumaczyła

Marta Jurczyńska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Maggie zakrywała głowę przed zacinającym lodowatym deszczem, brodząc w błocie ulicy. Jej lekkie ubranie przywarło do skóry we wszystkich miejscach, gdzie nie zapięła płaszcza przeciwdeszczowego. Woda ciekła jej po łydkach, spływając do kaloszy.

Gdyby myślała trzeźwo, wracałaby swoim rozklekotanym dżipem. Jednak jedno spojrzenie poprzez rozsunięte zasłonki salonu w domu Markusa szybko rozjaśniło jej umysł.

Zamarła, nie bacząc w ogóle na strugi deszczu. Gdy po chwili konsternacji dotarło do niej wreszcie to, co zobaczyła, jakiś impuls kazał jej uciekać, zostawiając samochód przed jego domem.

Czuła ból w gardle od szlochania przerywanego wstrząsającym nią przerywanym oddechem. Musiała już wracać do domu, zanim emocje całkowicie zdominują zdolność trzeźwego myślenia.

Cały czas stał jej przed oczami zaskakujący, obezwładniający widok: nagi Markus w objęciach kochanka. Maggie w jednej chwili zrozumiała jego zachowanie: dlaczego raz był za bardzo zajęty, by się z nią spotykać, a potem opiekuńczy i kochający.

Jego zainteresowanie było udawane. Maggie poczuła, jak zaciska się jej żołądek. Była taka łatwowierna. Wierzyła mu, gdy mówił, iż nie chce się spieszyć z okazywaniem uczuć, że szanuje to, zwłaszcza w świetle niedawnej starty bliskiej osoby, jaka ją spotkała. Stwierdził, iż musi nabrać pewności, zanim zrobią następny krok w ich związku.

Postanowiła pokazać mu, że jest dojrzała i gotowa na poważny związek. Mimo jej wysiłków on wcale o to nie dbał. Nie miała doświadczenia w związkach i za bardzo potrzebowała odwzajemnionego uczucia, by zorientować się w jego grze.

Kiedy analizowała tę sytuację, zebrało się jej na wymioty, więc schyliła się nad ziemią i zaczęła głęboko oddychać. Próbowała odegnać myśli od widoku nagich kochanków w salonie Markusa. Przed sobą dostrzegła nagle snop światła. Ale skąd?

– Potrzebujesz pomocy? – Z ciemności dobiegł ją głęboki męski głos. Podniosła wzrok i oślepiły ją światła reflektorów dużego pojazdu terenowego. Po chwili dostrzegła sylwetkę mężczyzny. Zarys jego potężnie zbudowanych ramion i szeroko rozstawionych stóp znamionował człowieka gotowego na wszystko i mogącego stawić czoła najgorszym kłopotom.

W Maggie odezwała się instynktowna potrzeba wtulenia się w te silne ramiona i znalezienia oparcia w kimś odpowiedzialnym i czułym.

Otrzeźwienie przyszło natychmiast. Uświadomiła sobie, że po pierwsze, nie zna tego człowieka, a po drugie, jej ocena Markusa okazała się kompletnie nietrafiona. Dostrzegła w nim wszystkie cechy, jakich życzyłaby sobie widzieć w mężczyźnie – kochanka, przyjaciela… Och! W jak wielkim była błędzie.

Mężczyzna zbliżył się do niej.

– Nie czujesz się dobrze. Jak mogę ci pomóc? – Maggie wyłapała w pytaniu mężczyzny nikły ślad innego akcentu.

– Kim jesteś? – zapytała tak cienkim głosem, że trudno było uwierzyć, że wydobył się z jej gardła.

– Zatrzymałem się w Stadninie Tallawanta. Wynajmuję tam pokój.

Maggie przyjrzała się bliżej nowoczesnemu samochodowi nieznajomego i przypomniała sobie, że w tym tygodniu miał się zjawić specjalny gość – szejk z Szajeharu, który był właścicielem całej Stadniny Tallawanta, przysłał pełnomocnika na inspekcję swoich włości.

To by wyjaśniało akcent nieznajomego. Władał po prawną angielszczyzną, charakterystyczną dla wyższych sfer, jak gdyby uczęszczał do jednej z najlepszych brytyjskich szkół.

– Będziemy stać tu tak długo, aż zupełnie zmokniemy?

W jego głosie nie było nawet nuty zniecierpliwienia. Maggie zadrżała gwałtownie, powstrzymując galopujące myśli. Co się z nią działo? Nie mogła się właściwie skoncentrować.

Dopiero teraz dostrzegła, że nieznajomy nie miał na sobie płaszcza. Musiał zatem zmoknąć bardziej niż ona.

– Przepraszam – powiedziała skołowana.

– Miałaś wypadek? – Znów usłyszała ten spokojny głos.

– Nie. Możesz mnie podwieźć? Proszę.

Maggie nie miała żadnych oporów, żeby go o to prosić. Poznała w nim szacownego gościa ze stadniny, o którym słyszała dużo dobrego. Znajdowali się na prywatnej drodze na terenach należących do stadniny.

– Naturalnie – skłonił się nieznajomy i poprowadził ją do samochodu. Miał pociągły, zdecydowany i wyluzowany chód, jakby zmierzał korytarzem wyłożonym wykładziną zamiast błotnistą, wyboistą drogą. Maggie podążyła za nim chwiejnym, niepewnym krokiem.

Otworzył przed nią drzwi samochodu i poczekał, aż wsiądzie.

– Dziękuję – wyszeptała, gdy podtrzymał ją za ramię swoją silną dłonią. Bez jego oparcia nie dałaby rady sama wdrapać się na wysoko osadzone nadwozie pojazdu.

Maggie zanurzyła się w wyściełane przyjemnym materiałem siedzenie. Gdy nieznajomy zamknął za nią drzwi, poczuła rozlewające się po ciele ciepło. Zamknęła oczy, otulona przyjemną ciszą, z dala od ulewy i błota.

– Weź to, proszę. – Do jej oazy spokoju przedostał się stonowany głos nieznajomego. Z ociąganiem otworzyła oczy. Zajmował już siedzenie kierowcy. Dosięgło ją spojrzenie najciemniejszych oczu, jakie kiedykolwiek widziała. Głęboko osadzonych, tajemniczych. Mężczyzna przypatrywał się jej wnikliwie.

Jego kruczoczarne włosy odcinały się wyraźnie od opalonej twarzy. Miał silnie zarysowany, arystokratyczny nos. A skośne kości policzkowe podkreślały surową linię brwi. Kształt szczęki znamionował silną osobowość i pewność siebie.

Musiała przyznać, że uroda tego człowieka zaparła jej dech w piersi. Wyglądał egzotycznie, jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy”.

– Weź to – powtórzył, podając jej miękki wełniany koc. – Jesteś pewna, że nic ci nie jest?

Przytaknęła, kryjąc twarz w zwojach koca. Ręce się jej trzęsły. Poczuła zażenowanie na myśl, że mógł to dostrzec.

– Przestań już. – Męska dłoń ujęła jej brodę i stanowczym gestem podniosła ją ku górze.

Maggie zamrugała, uświadamiając sobie, że jej oczy były mokre nie od deszczu, tylko od łez, które płynęły po policzkach.

– Mam przestać? – wyszeptała, widząc spojrzenie jego ciemnych, hipnotyzujących oczu.

– Dostałaś histerii.

Maggie miło było czuć jego dotyk, który tchnął życie w jej skostniałe z zimna ciało.

– Przepraszam – zachmurzyła się. – Ja… ja doświadczyłam dzisiaj… szoku. Ale już mi… już mi lepiej – mówiła nieskładnie.

– Za długo chodziłaś na dworze w taką burzę.

Delikatnie wyjął koc z jej zaciśniętych palców i rozwinął go wokół ramion. Gdy się pochylał, poczuła zapach jego ciała – ciepły, przypominający drzewo sandałowe, trochę ostrawy, w każdym razie intrygujący, a przede wszystkim… męski.

– Jak się tu znalazłaś? Długo chodziłaś na deszczu?

Maggie delikatnie się uśmiechnęła i przymknęła sennie oczy. Naprawdę podobał jej się ten akcent. Miękko wymawiane spółgłoski i lekko chropawa intonacja działały na nią usypiająco i… uwodzicielsko.

– Czy ktoś cię skrzywdził? – zapytał mężczyzna.

– Nie! Nie. Wszystko ze mną w porządku. Tylko… – zawiesiła głos zmieszana. Czuła się naprawdę dziwnie. – Muszę wrócić do domu.

– Dokąd cię zawieźć?

Coś jej podpowiadało, że może mu zaufać.

– Musisz jechać prosto sześć kilometrów, skręcić w prawo. Potem wskażę ci dalszą drogę.

Maggie obrzuciła wzrokiem luksusowe wnętrze samochodu i uświadomiła sobie, że postawiła całkiem zabłocone kozaki na tapicerce.

– Wybacz. Mam brudne buty.

– To jest samochód ze stadniny. Jestem pewien, że na co dzień bywa zabłocony.

Maggie była przekonana, że jej towarzysz nigdy nie musiał czyścić żadnego pojazdu. A to nie był samochód roboczy, tylko przeznaczony dla specjalnych gości.

– Kim jesteś? – zadała wreszcie pytanie, które nurtowało ją od kilku minut.

– Nazywam się Khalid. A ty?

– Maggie. Maggie Lewis.

– Miło mi cię poznać, Maggie – powiedział poważnym, niemal formalnym tonem.

Khalid koncentrował się na prowadzeniu, gdyż pogoda pogarszała się z minuty na minutę. Obawiał się, że Maggie może zapaść w hipotermię z powodu przeżytego szoku i wyziębnięcia, więc nie chciał ryzykować jazdy po ciemku w nieznanym terenie. Skierował się więc do Stadniny Tallawanta.

Dziewczyna była dla niego zagadką. Nie miała na sobie zwyczajnego ubrania. Jego wzrok przesuwał się z uwagą po smukłych nogach wystających spod płaszcza i spoczął na wyjściowych butach na obcasie, których przeznaczeniem miało być najwyraźniej uwodzenie mężczyzn w tańcu. Czyżby to właśnie mężczyzna ją skrzywdził?

Pomimo tego, że była wysoka, wydawała się zupełnie bezbronna. Znamiona tej kruchości zauważalne były w linii szyi: długiej, szczupłej i delikatnej. Khalid stwierdził, że nie było jej wśród uczestników dzisiejszej kolacji na cześć spadkobiercy tronu Szajeharu. Uznał jednak, iż tę kobietę musiała charakteryzować siła charakteru, skoro odważyła się wyjść w taką pogodę z domu, i to na piechotę. Zaintrygowała go.

Tym bardziej satysfakcjonował go fakt, że dzisiaj wyjątkowo nie towarzyszyła mu jego zwyczajowa obstawa oraz asysta usłużnych gospodarzy. Od sześciu miesięcy Khalid wizytował posiadłości swojego przyrodniego brata w Europie, Amerykach i Australii. Ale nie podzielał zamiłowania Faruqa do pompy i luksusów. Odkąd Khalid został spadkobiercą majątku swojego przyrodniego brata, u którego wykryto śmiertelną chorobę, otrzymał nieodstępujący go na krok orszak ochrony, którego zupełnie nie potrzebował. Również na życzenie Faruqa miał harmonogram wypełniony po brzegi wizytacjami, które powoli zaczynały go męczyć.

 

Uważał, że więcej dobrego przyniosłaby jego obecność na miejscu w Szajeharze, gdzie nadzorowałby budowę wodociągu niosącego wodę z gór. Przynajmniej ten projekt miał przynieść wymierne korzyści dla jego narodu.

Khalid przejechał obok garaży na rozległym terenie stadniny i skierował się w stronę prywatnych pokoi.

– Jesteśmy na miejscu! – Odchylił się do tyłu ze swojego siedzenia, by móc lekko potrząsnąć dziewczyną. Nie zareagowała. Zmarszczył brwi i dotknął jej bladego policzka. Był lodowaty.

– Maggie! Obudź się!

Znowu ten głos. Ciepły, lekko chropawy i melodyjny. Uśmiechnęła się na widok, który powstał w jej wyobraźni – egzotycznego księcia w powiewającej szacie.

– Maggie! – Odsunęła się od ręki, która nią lekko potrząsała, by jej piękny sen nie został przerwa ny. Nigdy nie czuła się tak bezpiecznie, przepełniona wyczekiwaniem… nadejścia obietnicy, że te głębokie, ciemne oczy mężczyzny przyniosą jej ukojenie.

Gdy otworzyła oczy, odkryła, że niesie ją w swoich ramionach przez zacinającą ulewę. W mroku dostrzegła oświetloną werandę klasycznie wyglądającego domku letniskowego. Wróciła myślami do wydarzeń wieczoru. No tak, została przywieziona do Stadniny Tallawanta.

– Możesz mnie już postawić. – Maggie próbowała wyswobodzić się z objęć mężczyzny. Bez skutku.

– Jesteśmy prawie na miejscu – odparł, wkraczając na werandę.

Maggie nie wiedziała, co ma myśleć o tej sytuacji. Pozostać w jego ramionach i dać się ponieść wyobraźni? Przymknęła oczy.

Nie fantazjowała przecież, wszystko wokół niej, włącznie z egzotycznym nieznajomym, było realne. Ziewnęła i położyła głowę na jego ramieniu.

Poddała się marzeniom. Khalid. Tak miał na imię. Powtarzała je w myślach, rozkoszując się jego brzmieniem.

Moment później uścisk mężczyzny rozluźnił się i poczuła, jak spływa wzdłuż jego silnej klatki piersiowej na podłogę.

– Teraz – wyszeptał uwodzicielsko niskim tonem – czas, byś zdjęła ubrania.

– Słucham? – Oczy Maggie rozszerzyły się ze zdumienia. W jasnym świetle wypełniającym pokój spostrzegł ich ciekawą barwę – mieszankę miodu i zieleni. Jakież ona ma fascynujące oczy!

Maggie nieznacznie się od niego odsunęła i w tej samej chwili straciła równowagę. Widząc to, zastanowił się, czy nie padła ofiarą gwałtu.

– Musisz zdjąć z siebie mokre ubrania!

– Przecież nie zrobię tego przy tobie. – Zaróżowiły jej się policzki, co podkreśliło rozsiane na nich delikatne piegi. Więc miał do czynienia z istotą, która potrafi się zawstydzić. Nie pamiętał, kiedy ostatnio obcował z taką kobietą.

– Muszę się upewnić, że nie dostaniesz hipotermii. Twoje ciało mnie nie interesuje.

Jeszcze bardziej spąsowiały jej policzki i odwróciła od niego wzrok. Wyglądała na naprawdę zawstydzoną.

– Potrafię o siebie zadbać. Nie potrzebuję twojej asysty – wymamrotała.

Khalid zawsze uważał za właściwe podążać za swoim instynktem i za powinnością. Lata temu, gdy był pogrążony w smutku po stracie Szahiny, tylko powinność pozwalała mu dalej żyć. Odpowiedzialność za swoich podwładnych pokazała mu cel, gdy nie pozostało nic innego.

W tej chwili jego instynkt i poczucie powinności dyktowały mu, aby nie zostawiał Maggie samej.

– Chcesz powiedzieć, że powinienem cię zostawić na pastwę szalejącej burzy?

– Nie. Nie to miałam na myśli. Doceniam, że chciałeś mnie podwieźć. Łatwiej byłoby jednak zawieźć mnie prosto do domu.

Zwolnił uścisk wokół jej talii, obserwując bacznie, czy da radę stać o własnych siłach. Po chwili zdjął swoją wyjściową marynarkę i rzucił ją na stojące obok nich drewniane łóżko.

Maggie wodziła za nim wzrokiem. Miał umięśnione ramiona i idealnie ukształtowaną klatkę piersiową. Maggie mimowolnie rozchyliła usta, przebiegając wzrokiem po mokrej koszuli lepiącej się do jego ciała. Uznała je za zupełnie doskonałe.

Ponownie spłonęła rumieńcem, uświadamiając sobie, jak żenującą musiała mieć minę. Oczywiście, on się nią fizycznie nie interesował! Jej wygląd, pozbawiony powabu, jak jej się wielokrotnie wydawało, nigdy nie wzbudzał zainteresowania mężczyzn. Poczuła wzbierające zażenowanie, a zaraz po nim złość.

Zaczęła nerwowo mrugać powiekami. Od dawna wiedziała, że nie jest typem kobiety mogącej powalić mężczyznę na kolana. Wydarzenia dzisiejszego wieczoru tylko to potwierdziły.

Khalid udał się do luksusowo urządzonej łazienki i puścił wodę do ogromnej wanny. W sztucznym oświetleniu Maggie dostrzegła kształty jego mocno umięśnionych nóg, widoczne przez mokre czarne spodnie. Nawet Markus ze swoimi roześmianymi, niebieskimi oczami i wysoką, krępą budową nie mógł dorównać temu mężczyźnie.

– Pozwól, że zdejmę ci płaszcz – powiedział i zaczął ją rozbierać, nie czekając na zgodę. Z pewnością dlatego, że był przyzwyczajony do absolutnej uległości.

Gdy zdejmował z niej płaszcz, postanowiła skoncentrować się na czarnej jedwabistej muszce, zamiast na wyeksponowanym przez mokrą koszulę kuszącym męskim torsie. Zmusiła się do przymknięcia oczu, by odegnać od siebie tę pokusę.

Była zaskoczona, że w obecności Markusa nigdy nie przetoczyła się przez nią taka fala zmysłowych doznań. Dbała o niego, szanowała go i wierzyła, iż fizyczna bliskość między nimi to naturalny krok ku kolejnemu etapowi ich związku.

Teraz natomiast czuła się w obecności Khalida niespokojna… Czyżby z podekscytowania? Czy tak się właśnie odczuwa pożądanie?

Miała tak małe doświadczenie w kontaktach z mężczyznami. Całe swoje życie spędziła na farmie, trzymana na dystans przez dominującego ojca. Dlatego też wydawało się jej, że tym bardziej powinna zabiegać o Markusa.

– Teraz zdejmij sukienkę. Zobaczymy, czy z resztą poradzisz sobie sama.

Mógłby równie dobrze recytować nazwiska z książki telefonicznej i jego głos brzmiałby dla niej w tak samo seksowny i uwodzicielski sposób.

Nie! To musi się skończyć! Im wcześniej sobie pójdzie, tym lepiej.

Maggie instynktownie zagryzła usta, gdy poczuła jego palce na zamku swojej sukienki. Pulsowanie krwi zagłuszyło nawet dźwięk lecącej z kranu wody. A jej skóra zareagowała gęsią skórką, odbierając ciepło i bliskość jego ciała.

– Już prawie zrobione… – powiedział sucho.

Maggie uznała, że Khalid mógłby równie dobrze rozbierać sklepowego manekina. Zabolała ją ta obserwacja. Poczuła, jak łzy wzbierają pod powiekami. Stała prawie naga, w samej bieliźnie, z której była dumna, a on nie obrzucił jej nawet spojrzeniem.

Kogóż ona jednak chciała oszukać swoją nową zmysłową bielizną? Nie była przecież zmysłowa, jak większość kobiet, które znała. Tak przynajmniej uważała.

– Maggie? Dobrze się czujesz? – Jego głębokie, czarne oczy patrzyły na nią uważnie.

– Tak. Chcę zostać sama. Idź już. Proszę.

Zauważyła, jak jego usta wykrzywia grymas.

– Jak sobie życzysz – powiedział, puszczając jej ramię.

W mgnieniu oka już go nie było. Przez krótki moment chciała go zawołać i poprosić, by ją przytulił. Jednak odezwała się w niej duma, która przypomniała, że przez całe życie radziła sobie sama i polegała wyłącznie na sobie.

Obróciła się i weszła pod prysznic. Nawet nie zamknęła na zamek drzwi, bo przecież nie spodziewała się, by ktoś mógł zakłócić jej prywatność. Ta świadomość doskwierała jej jednak tak bardzo…

ROZDZIAŁ DRUGI

Maggie wyszła z łazienki owinięta obszernym, mięciutkim ręcznikiem. Nie zauważyła wcześniej, że Khalid zabrał jej sukienkę. Przechodząc przez pokój, zamarła. Na dźwięk jego głosu odwróciła się gwałtownie.

– Lepiej się teraz czujesz? – Stał kilka kroków od niej i przyglądał się jej dokładnie. – Wyglądasz o wiele lepiej. Powrócił kolor na twoich policzkach.

Wiedziała, dlaczego tak jest. Na jego widok krew płynęła dużo szybciej w jej ciele. Poza tym pod jego lustrującym spojrzeniem wezbrało w niej przyjemne ciepło. Poczuła nawet mrowienie w sutkach.

– Tak. Czuję się o wiele lepiej. Gorący prysznic może zdziałać cuda. – Odkąd się spotkali, po raz pierwszy poczuła się naprawdę zakłopotana w jego obecności.

– Podejdź do mnie – powiedział, wyciągając w jej stronę rękę.

Przyjęła jego dłoń. Poprowadził ją do salonu, nie mniej luksusowego niż łazienka. Zdobiły go lustra w złoconych ramach i eleganckie, antyczne meble. Salon rozgrzewał ogień z kominka.

– Usiądź. – Wskazał wygodną sofę przed kominkiem. – To trochę potrwa, zanim wyschną ci ubrania i będziesz mogła je założyć. Wtedy zawiozę cię do domu.

Maggie zanurzyła się w miękkie poduszki na sofie. Bez słowa podał jej małą filiżankę z metalowym uchwytem. Wciągnęła wspaniałą woń.

– Co to jest za napój?

– Słodka herbata według szajeharskiego przepisu.

Maggie piła powoli, patrząc na jego sylwetkę rysującą się w świetle ognia. Widziała w nim naturalną męskość i niezłomność woli. Stał w pozycji człowieka mającego władzę.

– Jest pyszna!

– Zaskakujące, nieprawdaż?

– Nie to miałam na myśli.

– W porządku. Pij do końca i się zrelaksuj. Za chwilę wrócę.

W sumie tego właśnie potrzebowała – zostać sama – by zebrać myśli, przeanalizować je i poradzić sobie z nieprzyjemnymi emocjami dzisiejszego wieczora.

Przede wszystkim zastanawiała ją tak burzliwa reakcja wobec Khalida. Był obcy, ale jego urok osobisty zapierał dech w piersiach. Jednak nie tylko fizyczność tego mężczyzny składała się na tak silne wrażenie, pod jakim była, lecz także jego prostolinijność, mocna osobowość, na której można polegać, oraz sposób, w jaki przejmował inicjatywę i zabiegał o jej komfort. Nie była do tego przyzwyczajona.

Mogła powiedzieć, że zapomniała, jakim uczuciem jest doznawanie opieki i zainteresowania. Nie przypominała sobie, by ktoś jej to okazał tak jak Khalid. Przynajmniej nie od czasu, kiedy ukończyła osiem lat, i przychodząc do domu ze szkoły, przekonała się, że jej matka zabrała ze sobą młodszą siostrę i uciekła. Bez niej.

Od tej chwili ani razu nie zaznała ciepła rodzinnego. Jej ojciec był twardym człowiekiem, wymagającym i surowym. Nawet przed śmiercią, gdy się nim opiekowała, nie okazał jej żadnych cieplejszych uczuć.

– Potrzebujesz czegoś jeszcze? – dobiegł ją głos Khalida. Nie słyszała, gdy wchodził.

– Nie. Dziękuję. – Słowa ledwo przeszły jej przez gardło.

– W takim razie wysuszymy ci włosy.

Maggie miała już zaoponować, gdy zarzucił jej na włosy ręcznik i zaczął delikatnymi ruchami masować głowę. Było to tak przyjemne, że absolutnie nie miała zamiaru protestować.

– Nie płacz, maleńka – powiedział ledwo słyszalnym głosem, wycierając łzy z jej policzków.

Maggie zacisnęła powieki i pomyślała, że dzisiejszego wieczora wezbrały w niej wszystkie smutki minionych lat. Od tamtego pamiętnego dnia, gdy została porzucona przez ukochaną matkę, nie płakała w ogóle aż do teraz.

– Zostań ze mną. Nie chcę być sama – wyszeptała.

Khalid wpatrywał się w grę płomieni na kominku. W ułożeniu jego ramion widać było napięcie. Maggie siedziała wtulona w sofę z podkulonymi nogami.

Jego pierwszą instynktowną reakcją na jej słowa była chęć zbliżenia się do niej i przytulenia. Choć liczył na coś więcej. Taka bliskość między nimi wystawiała na próbę jego siłę woli i… honor. Odruch zaoferowania jej fizycznego oparcia nie był taki bezinteresowny. Może w ogóle nie powinien był jej tu przywozić.

Bezinteresowność kończyła się tam, gdzie oczami wyobraźni zobaczył Maggie w koronkowej bieliźnie, pełną dumy i odwagi – po prostu piękną. Coraz śmielsze obrazy karmiły jego wygłodniałą wyobraźnię, aż zmusił się do wyjścia z pokoju, gdyż inaczej mógłby pożałować swojego instynktowego zachowania.

Po odejściu Szahiny miał inne kobiety. Były i piękne, i inteligentne. Dawały mu fizyczne spełnienie. Nie pozwalał jednak swoim emocjom wyjść poza cielesne zafascynowanie. Nie chciał trwałych związków. Tak postanowił wieść swoje życie po śmierci żony i nie zamierzał tego zmieniać.

Grymas na jego twarzy był jednak oznaką, że dzisiejszy wieczór z Maggie Lewis coś w nim przełamał. Oczywiście pożądał jej fizycznie. Ale wezbrały w nim też emocje, których wcale nie chciał odczuwać.

Wziął głęboki oddech i ponownie wszedł do pokoju.

– Chcesz o czymś ze mną porozmawiać? – Jego mocne postanowienie o emocjonalnym nieangażowaniu się przełamało żywe zaciekawienie losem tej intrygującej kobiety. – Czy ktoś cię skrzywdził?

– To była moja wina – wymamrotała ze spuszczonymi oczyma.

 

– Nie możesz tak mówić.

– Ale to prawda. To ja miałam za duże oczekiwania.

– Jeśli jakiś mężczyzna wykorzystał cię po tym, jak mu odmówiłaś, to nie ma w tym twojej winy.

– Nie. Nikt mnie nie wykorzystał fizycznie, jeśli to miałeś na myśli. O to nie musisz się martwić.

– Słucham? – Przerwał swoje fantazje na temat jej nagiego ciała w jego ramionach. Dreszczyk podniecenia przeszedł mu wzdłuż brzucha, wywołując mrowienie. Maggie przemieniła się w krótkiej chwili z bladej i kruchej istotki w zmysłową, pełną energii kobietę.

– Nic się dzisiejszej nocy nie wydarzyło. A przynajmniej nic istotnego. – Mimowolny grymas ust zadawał jednak kłam jej stwierdzeniu.

– Powiedziałaś mi, że przeżyłaś szok.

– Ty nigdy się nie pomyliłeś?

– Oczywiście. Każdy się kiedyś pomylił w osądzie sytuacji.

– Właśnie taką omyłkę popełniłam. Dość znaczną. Dzisiaj uświadomiłam sobie, jaka byłam naiwna – powiedziała to w wyzywający sposób.

Khalid przypomniał sobie widok Maggie sprzed godziny, gdy stała w strugach deszczu zupełnie zdezorientowana i przytłoczona. Domyślił się, że wciąż cierpi po tym, co się jej przydarzyło.

– Przynajmniej już jej nie powtórzysz.

– Oczywiście, że nie. Już nigdy tak łatwo nie zaufam mężczyżnie. Dostałam niezłą nauczkę.

Jej zacięty wyraz twarzy wydał mu się bardzo uwodzicielski. Cała wydawała mu się niezmiernie atrakcyjna. Charakter jak i pozorna słabość oraz naturalność intrygowały go niepomiernie.

– Musiał być z niego kompletny głupek, kimkolwiek jest.

– Jaki on? – Podniosła wysoko brwi.

– Mężczyzna, którego dzisiaj widziałaś. Z powodu którego się tak zamartwiasz.

– Skąd wiesz, że chodzi o mężczyznę? – Maggie nie ukrywała zdziwienia.

– To w związkach damsko-męskich jest najwięcej zmartwień. – Posłał jej niewinny uśmiech.

– Nie wydaje mi się, byś coś o tym wiedział – zripostowała stanowczo, po czym zamarła na twarzy jakby pod wrażeniem siły rażenia swoich słów. – Nie chciałam tego powiedzieć… – wymamrotała, spuszczając oczy.

– Byłabyś zaskoczona. Bogactwo nie jest żadnym wyznacznikiem szczęścia.

Dostrzegła w jego oczach cień. Pożałowała w mig wypowiedzianych słów. Poczuła, że powinna wziąć go za rękę i pokazać, że może się przed nią otworzyć.

Ale się nie odważyła… Zmieniła za to temat rozmowy.

– Pochodzisz z Szajeharu?

– Owszem – przytaknął.

– Opowiesz mi coś o swoim kraju? Ja nigdy nie podróżowałam, a sama nazwa brzmi dla mnie wystarczająco egzotycznie.

Zmierzył ją wzrokiem. Maggie przeszedł dreszcz i mimowolnie zapadła się głębiej w kołnierz szlafroka. Może powinna już sobie pójść. Jednak perspektywa wyjścia na szalejącą burzę i powrotu do zimnego, pustego domu nie napawała ją radością.

– Szajehar to kraj kontrastów i naturalnego piękna.

Niektóre jego części wyglądają podobnie do Doliny Hunter. Mamy wiele cennych zasobów, i nie chodzi tylko o ropę. Mieszka tam naród oddany swoim tradycjom i dumny z nich – zawiesił głos, spoglądając na nią. W jego oczach malowało się oddanie. – Nigdy nie wyjeżdżałaś?

– Nie, w zasadzie w ogóle. – Obrzucił ją zaciekawionym spojrzeniem, jakby poznał, że za tym może się kryć istotna historia jej życia. – Wychowałam się na małej farmie. Pieniądze zawsze były u nas problemem. Wyjazdy to luksus.

– Kiedy wyprowadziłaś się z domu?

– Nie wyprowadziłam się. Miałam plan, by wynieść się do miasta i zacząć studia, ale przyszła susza i ojciec mnie nie puścił.

– A teraz?

– Teraz pracuję tutaj.

– Pomagasz w rodzinnym gospodarstwie?

Maggie przypomniała sobie pustą sypialnię w ich starym domu i samotność w miejscu, które nazywała swoim domem.

– Mieszkałam tam tylko z ojcem. Zmarł kilka miesięcy temu.

– Musi ci go brakować…

Czyżby? Tych surowych pogadanek, dezaprobaty i nieprzyjaznego usposobienia?

– On nie był łatwym człowiekiem. Powinien mieć syna. Córka była dla niego rozczarowaniem.

– Przykro mi to słyszeć, Maggie. Nie wszystkim udają się rodzice… – Spojrzał na nią wzrokiem pełnym zrozumienia.

– Tobie też nie?

Khalid nie odpowiadał przez chwilę, jakby myślał nad odpowiedzią.

– Mój ojciec nigdy nie miał czasu dla swojej rodziny. Dla dzieci też nie. Miał inne… priorytety. – Ton jego głosu wskazywał, że owe priorytety nie znajdowały u niego aprobaty. – Był ojcem nieobecnym. Gdy już bywał w domu, to brakowało mu cierpliwości w stosunku do małych chłopców.

Maggie odczytała między wierszami, że jego intencją było zbudowanie solidarności między nimi na bazie wzajemnych nienajlepszych doświadczeń z dzieciństwa.

– Przykro mi. Obraz ojca jest szczególnie ważny dla małych chłopców.

– Jak i dla małych dziewczynek…

Zrozumienie i empatia, jakimi ją obdarzył, przełamały twardą skorupę wokół jej skrywanych emocji. Przez lata zmagała się z poczuciem, że nie umiała odwzajemniać miłości i to dlatego matka porzuciła ją i uciekła z siostrą Cassie. Od tamtego czasu nie miała z nimi kontaktu. Czuła się porzucona i odrzucona.

Wydarzenia dzisiejszego wieczoru i rozmowa z Khalidem odsłoniły przed nią rozmiar cierpienia, jakiego doświadczyła, żyjąc z ojcem. Wspomnienia przyszły niespodziewanie i przeważyły szalę emocji. Poczuła, jak do gardła podchodzi jej gula i zaczęła dyszeć, łapczywie chwytając powietrze.

– Maggie? – Khalid dostrzegł zmianę w wyrazie jej twarzy. Przyciągnął ją do siebie energicznie, tak że znalazła się pod jego ramieniem, i głaskał jej głowę.

– Musiałeś robić to już wcześniej… – wymamrotała, próbując się opanować. – Masz siostry?

– Nie.

– A… żonę?

– Nie, żony też nie.

Maggie zauważyła zadumę na jego twarzy. Na chwilę zapadła między nimi cisza wypełniona dziwnym napięciem.

– Przytul się do mnie, Maggie.

Nie musiał jej do tego namawiać. Wiedziała, że za chwilę będzie się czuła z tego powodu zmieszana, lecz potrzeba wzajemności z jego strony była silniejsza od jej nieśmiałej natury.

Ich uścisk się zacieśnił. Czuła się, jakby zawieszona w powietrzu, przytrzymywana siłą jego mięśni. Oryginalny, ostrawy zapach jego perfum drażnił jej zmysły.

Mogła oddychać już spokojnie i głęboko, upojona niemalże odczuwanym ciepłem jego ciała i wszelkimi oznakami realności tego mężczyzny. Zarejestrowała zbliżające się zagrożenie: bliskość Khalida wywoływała w niej ekscytację, tęsknotę za dotykiem, pożądanie zupełnie inne niż to, które odczuwała przy Markusie. Prawdę mówiąc, w ogóle nie odczuwała nigdy czegoś podobnego.

– Pora, żebyś się odsunęła.

Musiała się zarumienić. Co sobie właściwie wyobrażała? On ją przecież tylko pocieszał, a ona pomyślała o seksualnej propozycji. Czy dzisiejsza lekcja niczego jej nie nauczyła?

– Maggie, przecież nie chcesz zrobić czegoś, czego później będziesz żałować.

– Co masz na myśli? – wyszeptała po dłuższej chwili.

Silne dłonie odsunęły ją delikatnie w róg sofy. Khalid miał ponury wyraz twarzy.

– Jesteś zdenerwowana. Nie jesteś do końca sobą. Pora to zakończyć. Nie powinnaś igrać z ogniem.

– Z ogniem?

Zapewne nie miał tego na myśli literalnie. Czyżby chodziło mu o to, że czuł się tak jak ona? Że też po czuł głód zaznania rozkoszy… ze zwyczajną, beznamiętną Maggie Lewis?

Jego spojrzenie przebiegło po jej ustach i dalej w dół wyciętego kołnierza szlafroka. Faktycznie dotknęły ją języki tego ognia, o którym powiedział, aż po sam brzuch.

– Jestem mężczyzną, Maggie. Jeśli nie zatrzymamy się w tym miejscu, to moje pocieszanie przeistoczy się w… coś… bardziej intymnego.

Słowa pobrzmiewały w jej głowie poprzez ciszę, która nagle zapadła. Ponownie poczuła fizyczną ekscytację, pod wpływem której mimowolnie ściągnęły się jej mięśnie brzucha. Odkryła w sobie uczucie prawdziwego pożądania, najprawdziwszego – odczuwalnego w każdym zakamarku ciała.

Istniały dwie możliwości – udawać, że nic takiego nie czuje, albo pozwolić się tym emocjom zmaterializować. Mogła być odważna lub rozsądna. Całe swoje dorosłe życie kierowała się rozsądkiem i poświęcała swoją prywatność. I dokąd ją to zaprowadziło?

– A ty nie chcesz, by to się wydarzyło? – Chrapliwość jej głosu zaskoczyła ją samą. To podniecenie w parze z obawą zablokowały jej gardło. Zganiła się za próbę ściągnięcia na siebie kolejnej odmowy, ale musiała się dowiedzieć.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?