Pogoda na miłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Annie West

Pogoda na miłość

Tłumaczenie: Ewa Pawełek

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: The Greek’s Forbidden Innocent

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Annie West

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-4949-2

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Weź głęboki wdech, Carisso, i powiedz, co się stało. – Mina ściskała mocno ramię przyjaciółki. – I jeszcze jeden. Tak lepiej.

Podczas gdy Carissa skupiała się na oddechu, Mina szukała wzrokiem przyczyn, które doprowadziły jej przyjaciółkę do takiego stanu. Stojąc w drzwiach nie dostrzegła niczego niepokojącego. Żadnej krwi, bałaganu czy intruza w mieszkaniu. To, co przykuło jej uwagę, to duża różowa walizka, poza tym nic nowego. A jednak coś się musiało stać. Carissa, najbardziej zrównoważona osoba, jaką znała, chwyciła ją za rękę, zanim zdążyła otworzyć drzwi do swojego apartamentu, i pociągnęła do siebie. W jej błękitnych oczach czaił się strach.

– Usiądź i powiedz, o co chodzi.

– Nie! – Carissa pokręciła głową. Burza złotych loków rozsypała się na ramiona. – Nie ma czasu. Oni tu zaraz będą. Ale ja nie chcę iść. Nie mogę! – Zaczęła płakać. – Chcę Pierre’a! Ale jego tu nie ma! Jest za granicą!

Ostatnie zdanie było przynajmniej zrozumiałe. Pierre był chłopakiem Carissy.

– Uspokój się. Nikt cię nie zmusi, żebyś gdzieś szła, jeśli nie chcesz.

Mina starała się mówić spokojnie, prowadząc przyjaciółkę do małego pokoiku w stronę kanapy. Ciało Carissy było napięte jak struna, twarz miała bladą. Mina wystarczająco dużo przeszła w swoim życiu, żeby rozpoznać, że przyjaciółka jest w szoku. Sama straciła matkę w dzieciństwie, a pięć lat temu, gdy miała siedemnaście lat, niespodziewanie zmarł ojciec z powodu tętniaka mózgu. Na chwilę powróciły do niej straszne wspomnienia, zamach stanu, niepewność, co dalej i poświęcenie siostry Ghizlan, która poślubiła dowódcę rebeliantów, Huseyna, aby mógł zostać szejkiem. Tamto życie wydało jej się bardzo odległe od tego, które prowadziła teraz, we Francji.

– Powiedz, co się stało, żebym mogła ci pomóc. – Mina usiadła przy Carissie i wzięła jej ręce w dłonie. Spostrzegła, że twarz przyjaciółki, po raz pierwszy, od kiedy pamiętała, była bez makijażu, a guziki koszuli zostały źle zapięte. – Czy ktoś cię skrzywdził?

Poczuła skurcz żołądka, bo znów przypomniała sobie zamach stanu i ten strach, gdy żołnierz złapał ją brutalnie, uniemożliwiając ucieczkę. Pamiętała nagły przypływ adrenaliny, który skłaniał ją do walki. To był pierwszy raz, kiedy ktokolwiek ośmielił się ją tknąć. Pierwszy raz, kiedy zdała sobie sprawę, jak wielką przewagę fizyczną mogą mieć mężczyźni nad kobietami. Aż do tamtego dnia chronił ją królewski status.

Carissa była ufna, delikatna i zawsze troszczyła się o innych. Jeśli ktoś ją skrzywdził…

– Nie, to nie tak, jak myślisz.

– To o co chodzi? Kto ma przyjechać? Gdzie nie chcesz jechać?

Carissa przygryzła wargę.

– Alexei Katsaros wysłał ludzi. Zabiorą mnie na jego prywatną wyspę. A ja nie chcę jechać. Nie mogę. Tata mówił mi o tym, ale nie przypuszczałam, że to się naprawdę stanie. Musisz mi pomóc. Proszę!

Mina odetchnęła z ulgą. Więc nie chodziło o żadną kwestię spod znaku życia i śmierci. Oczywiście wiedziała, kim jest Alexei Katsaros. Kto nie wiedział? Był obłędnie bogatym i znanym biznesmenem. Branża technologiczno-informatyczna nie miała dla niego tajemnic. Ojciec Carissy był jednym z jego pracowników.

– A więc to zaproszenie, tak? Będziesz mogła odwiedzić ojca. Jestem pewna, że Pierre nie będzie miał nic przeciwko, żebyś zrobiła sobie krótkie wakacje.

– To nie wakacje! To ustawione małżeństwo. Ojciec mówił, że bardzo by chciał, żebym została żoną Alexeia, ale nie spodziewałam się, że to dojdzie do skutku. Moje zdanie się tu w ogóle nie liczy. Ważne, czego chce jego szef.

Mina nic nie powiedziała. Carissa była wyjątkowo piękną kobietą. Uroda, łagodność i wrodzona skłonność do pomagania innym mogły przyciągać do niej wielu mężczyzn.

– Nie mogę tego zrobić. – Carissa zacisnęła palce na jej dłoni. – Nie pokocham tego człowieka. Jest taki surowy, osądzający. Pragnie żony – trofeum, która bez protestu będzie spełniała jego polecenia. Ojciec powiedział mu, że jestem ładna i posłuszna…. – Zaszlochała, drżąc na całym ciele. – Nie sądziłam, że do tego dojdzie. Wydawało mi się to nierealne, a nawet śmieszne. Nie mam jednak wyboru. Ojciec na mnie liczy.

Mina zmarszczyła czoło. Wiedziała, co nieco o aranżowanym małżeństwach. Gdyby żył jej ojciec, ją również czekałby taki związek.

– Jestem pewna, że nikt cię do niczego nie zmusi.

Nie tak jak w Jeirucie. Jej siostra musiała wyjść za mąż bez miłości, w imię politycznego sojuszu. Mina pamiętała, jaka się czuła nieszczęśliwa i bezradna, że nie mogła temu zapobiec. A jednak, jakimś cudem, pomimo wszelkich przeciwności ta para zakochała się w sobie.

– Przecież tam będzie twój ojciec. Jeśli mu wytłumaczysz, że…

– Jego tam nie będzie! Nie wiem, gdzie jest. Nie mogę się z nim skontaktować. A ja nie mogę Katsarosowi odmówić. Ojciec ostrzegał, że miałby problemy w pracy. Nie wiem dokładnie, o co chodzi, ale chyba grozi mu zwolnienie. Pewnie ma nadzieję, że małżeństwo mu pomoże, ale ja nie poślubię takiego człowieka. Co weekend ma nową kochankę. Poza tym kocham Pierre’a. Mamy się pobrać.

– Naprawdę? – Mina nie powinna być zaskoczona. Widziała przecież, że szaleją za sobą.

– Planowaliśmy wziąć ślub potajemnie w przyszłym tygodniu, gdy wróci z podróży służbowej. Pierre powiedział, że lepiej postawić rodzinę przed faktem dokonanym.

Mina momentalnie nabrała do Pierre’a większego szacunku. Był uroczym chłopakiem, ale nie potrafił przeciwstawić się rodzicom, którzy uważali, że powinien się ożenić z jakąś zamożną Francuzką ze szlacheckiej rodziny.

– Ale jeśli zmuszą mnie do małżeństwa z Katsarosem, to co zrobię?

– Katsaros powiedział, że chce się z tobą ożenić?

– Coś w tym rodzaju. Powiedział, że ojciec opowiadał mu o mnie i z chęcią mnie pozna. Wierzy, że mamy dużo ze sobą wspólnego i że czeka nas wspólna przyszłość. Próbowałam go zbyć, ale w ogóle mnie nie słuchał. Uciął rozmowę i poinformował mnie, że za godzinę będą tu jego ludzie, żeby mnie zabrać na wyspę. Co robić?

– Powiedz mi jeszcze raz, co dokładnie powiedział twój ojciec.

Kiedy jednak Carissa zaczęła mówić, nadzieje Miny, że da się jakoś pocieszyć przyjaciółkę, w jednej chwili się rozwiały. Najwyraźniej pan Carter był bardzo uzależniony od swego pracodawcy i naprawdę chciał wykorzystać córkę, żeby umocnić swoją pozycję w firmie. Takie rzeczy się zdarzają, ale nie w Europie. W Jeirucie kilka jej koleżanek zostało wydanych za mąż za starych mężczyzn, których ledwie znały, żeby wspomóc interesy rodzin.

Zagryzła zęby, obserwując trzęsące się dłonie Carissy, gdy referowała swoją rozmowę z Alexeiem Katsarosem. Nawet nie był na tyle uprzejmy, by zaprosić ją na wyspę, tylko zwyczajnie poinformował ją, że ma się przygotować i tyle. Zupełnie jakby była paczką do przetransportowania, a nie kobietą, która ma swoje życie.

Złość coraz bardziej buzowała w Minie jak woda w czajniku. Bardzo ceniła sobie wolność, której doświadczała w Paryżu. Kobiety wychowane w Europie nawet nie zdawały sobie sprawy, jaki to skarb. A tymczasem jakiś despota z milionami na koncie próbował zniewolić Carissę. I to przy pomocy jej ojca. To nie było w porządku.

– Nic nie mogę zrobić – jęknęła Carissa.

– Oczywiście, że możesz. Nie zmuszą cię, żebyś wsiadła do samolotu albo żebyś wzięła ślub wbrew swojej woli.

– Nie mogę nie jechać. Co się stanie z ojcem? A jeśli pojadę, co będzie z Pierre’em? Jego rodzina na pewno nas rozdzieli.

Mina chciała powiedzieć przyjaciółce, że powinna pomyśleć o sobie, ale wiedziała, że Carissa nie potrafi inaczej. Kochała ojca i zrobiłaby dla niego wszystko, mimo że wciągnął ją w ten cały bałagan. Z tego, co kiedyś usłyszała, wyciągnęła wnioski, że pan Carter nie przebolał śmierci żony i może dlatego przestało mu się wieść w pracy. Dobry pracownik nie może pozwolić sobie na żałobę, ma być wydajny i skuteczny. Przynajmniej w opinii takich ludzi jak Katsaros, który nie dbał o innych. Znów powróciła myślami do czasów, gdy zmarł jej ojciec. Przyszłość jej i siostry wisiała na włosku i zależała od człowieka, który nie miał względów dla ich uczuć, marzeń i nadziei. Nie chciała, by Carissa była rzeczą, którą można przehandlować, żeby wyciągnąć ojca z kłopotów albo zaspokoić pragnienie Katsarosa.

 

– Już spakowałam torbę. Nie mogę zawieść ojca. Muszę jechać, ale to oznacza rozstanie z Pierre’em.

Mina nie mogła zmienić przyjaciółki w kobietę, która przeciwstawi się ojcu, ale mogła podarować jej czas, by mogła poślubić Pierre’a. Kilka dni, najwyżej tydzień.

– O której mają po ciebie przylecieć?

W tym momencie usłyszały dzwonek do drzwi. Carissa chwyciła dłoń Miny. W jej oczach było przerażenie. Mina szybko podjęła decyzję i zerwała się z miejsca.

– Żadnych wiadomości od Cartera, proszę pana. W domu też go nie ma.

Alexei ścisnął mocno słuchawkę i zgrzytnął zębami, zły i sfrustrowany. Powstrzymał się jednak przed zrobieniem awantury szefowi swojego biura w Londynie. To nie była wina MacIntyre’a, że Carter nawalił. Powinien był działać wcześniej, ale jakoś nie mógł uwierzyć, by Carter mógł mieć coś na sumieniu. Przecież trwał u jego boku od lat i był jedynym człowiekiem, któremu Alexei naprawdę ufał. Dlatego też jego zdrada była wyjątkowo bolesna. Alexei rzadko obdarzał kogoś zaufaniem. Widział, co się stało z jego matką. Żyła krótko i nieszczęśliwie, była ofiarą właśnie dlatego, że zbyt łatwo ufała ludziom. Alexei czuł się winny, że nie przejrzał zamiarów ojczyma, że będąc pod jego urokiem, uwierzył, że zależy mu na nich. To on przekonał matkę, żeby pozwoliła temu człowiekowi wejść do ich życia. Zbyt późno odkrył, że ojczymowi chodziło tylko o pieniądze z ubezpieczenia, które matka dostała po śmierci męża.

Teraz było jeszcze gorzej. Zdrada bolała bardziej. Powinien był przejrzeć Cartera, nie był już przecież niewinnym dzieckiem, które łatwo oszukać.

– Informuj mnie na bieżąco.

– Tak, proszę pana. Oczywiście.

Alexei odłożył telefon i przeczesał ręką włosy. Zaczął chodzić w kółko, ignorując turkusową wodę i biały piasek za oknem. Nie chciał być teraz na Karaibach, choć to miejsce zawsze działało na niego kojąco i pozwalało mu złapać dystans. Chciał być tam, gdzie Carter. Dorwać go i ukarać za to, co zrobił. Carter nie zdołał co prawda zdestabilizować firmy, ale wywołał niemałe poruszenie w środowisku i trudno było ukryć, że Alexei został oszukany.

Nie go szlag! Gdzie się ukrywał?

Nagle usłyszał dźwięk silnika za oknem. Nareszcie, przynajmniej ta część planu została wykonana. Patrzył przez szybę, jak pod dom podjeżdża samochód. Zanim jednak Henri zdążył otworzyć drzwi po stronie pasażera, wysiadła z pojazdu młoda dziewczyna. Alexei zmarszczył brwi. To nie mogła być ona. Henri tymczasem wyciągnął z bagażnika jedną walizkę w intensywnie różowym kolorze. I to było wszystko. Jedna pasażerka i jedna walizka. Nie rozumiał, co jest grane. Przecież otrzymał telefon z Paryża, że córka Cartera została zabrana ze swojego apartamentu na pokład samolotu, ale to nie mogła być ona. Jego wzrok spoczął na smukłej sylwetce kobiety, która stała przy samochodzie z rękami opartymi na biodrach i patrzyła na dom. Zamiast markowych ubrań, których się spodziewał, miała na sobie lekki dres, jakby wyszła przed chwilą z lekcji jogi. Carter, który przez lata nie wspominał, że ma córkę, nagle od jakiegoś czasu zaczął zachwalać ją przed Alexeiem. Opowiadał, jaka jest piękna i mądra, wrażliwa i łagodna, że robi w Paryżu artystyczną karierę, że nikt tak jak ona nie zna się na modzie. I to miała być ta szykowna dziewczyna? Płaskie czarne buty, czarne legginsy i za duży czarny t-shirt opadający na jedno ramię nie były zestawem eleganckiej paryżanki. Nie był to także styl, który podobał się Alexeiowi. Wolał kobiety, które ubierają się kobieco, a nie jak chłopczyce. Nie mógł jednak nie zauważyć, że córka Cartera ma szczupłe długie nogi, takie, które mocno oplatają plecy mężczyzny podczas seksu. Uniósł wzrok wyżej. Była smukła i zgrabna, choć osobiście wolał pełniejsze sylwetki. Stała zbyt daleko, by mógł dostrzec szczegóły jej twarzy, ale zwrócił uwagę na regularne rysy i ciemne włosy związane niedbale w kucyk. Miała chyba wyraziste, pełne usta, ale nie był pewien, bo nagle coś się zaczęło dziać z jego ciałem. To nie mogło być pożądanie. Nie do córki przestępcy. To pewnie jej zachcianki i wystawny styl życia popchnęły ojca do kradzieży. Nie miał dowodu na to, by Carissa Carter wiedziała o przestępstwie ojca, ale z pewnością była beneficjentką. Żyła sobie beztrosko w Paryżu, nie martwiąc się o pieniądze.

Uśmiechnął się. Nie musiał żadnej dziewczyny zmuszać do małżeństwa. A już na pewno nie chciał się żenić z córką Cartera. Była tylko przynętą, żeby go zwabić. Fakt, że nie sprzeciwiała się jego woli i przyjechała na wyspę, dowodził, że była gotowa się sprzedać. I to mężczyźnie, którego w ogóle nie znała. Tak to działało na całym świecie. Cóż, będzie się świetnie bawił, patrząc, jak próbuje go uwieść.

ROZDZIAŁ DRUGI

Mina wiedziała, czym jest bogactwo. Pochodziła z królewskiego rodu. Jednak zamożność i przywileje w jej rodzinie były mocno związane z obowiązkami, odpowiedzialnością i służbą na rzecz kraju. Pałac, w którym dorastała, był centrum zarządzania państwem. Ten tutaj służył jedynie przyjemności właściciela. Jakby nie dość było, że posiadał własną tropikalną wyspę z plażami o tak białym piasku, że wyglądał jak cukier puder. Dom Alexeia Katsarosa był szczytem luksusu. Rozległy basen otaczał budynek z każdej strony, znajdował się tam również bar, więc goście nie musieli się ruszać z leżaków, żeby się czegoś napić. Wokół rozmieszczone były łóżka z kotarami z lekkiej gazy, które powiewały lekko na wietrze. Jej artystyczne, wrażliwe na piękno oko doceniło poduszki w turkusowym i jadeitowym kolorze, na których wibrowały cienie tropikalnego ogrodu i rozkołysanej wody. Poprzez gęstwinę zieleni dostrzegła rzeźby z jasnego kamienia. Miała ochotę zobaczyć je z bliska, ale póki co skupiła uwagę na domu.

Olbrzymie wejściowe drzwi otwarte były na całą szerokość. Obok niej stanął Henri, gotów zaprowadzić ją do środka. Dziwne, ale nagle poczuła się niepewnie, choć przez całą drogę z Paryża czuła tylko złość za to, co zgotowano Carissie. Na krótką chwilę jej wzrok spoczął na mężczyźnie przyglądającemu się jej przez okno. Ogarnęło ją dziwne, nieznane uczucie. Jakiś głos szeptał, by uciekała stąd, póki jeszcze może. Zamiast tego uniosła wysoko podbródek, chcąc dodać sobie odwagi. Ponad jej głową rozpościerało się lazurowe niebo, głęboko wciągnęła powietrze i znów zerknęła w stronę mężczyzny, który nadal nie spuszczał z niej wzroku. Krew zaczęła szybciej krążyć w jej żyłach, a w palcach i podeszwach stóp poczuła mrowienie. Czyżby tak podziałało na nią to tropikalne powietrze? A może ten niewiarygodny błękit nieba? Rozum podpowiadał jej, że nie o to chodzi. Specjalnie zaczęła się rozglądać wokoło, udając zainteresowanie otoczeniem, ale w jej umyśle nie zapisał się wcale obraz białej, skąpanej w słońcu posiadłości, ale potężnie zbudowanego mężczyzny, którego oczy śledziły każdy jej ruch. Było w nim coś, co świadczyło o wyjątkowej sile, i to nie tylko fizycznej. No cóż, ona też była silna. Żaden arogancki bogacz jej nie przestraszy. Ruszyła za Henrym w stronę drzwi, gdzie przywitała ją jego żona, Marie. Serdeczny uśmiech kobiety podziałał kojąco.

– Alexei nie może się pani doczekać, ale może najpierw zechciałaby się pani odświeżyć?

Mina uśmiechnęła się. Podróż prywatnym samolotem nie była w ogóle uciążliwa.

– Dziękuję, ale nie. Jestem gotowa na spotkanie z gospodarzem.

– Jak… miło.

Głęboki męski głos rozległ się w holu. Jeszcze nigdy Mina nie była tak wdzięczna za swoje królewskie wychowanie. Przez siedemnaście lat uczyła się, jak zachować spokój i opanowanie, nawet jeśli w środku drżała jak galareta. W wieku dwunastu lat, siedziała na podium, słuchając niekończących się przemówień, i musiała przy tym zachować uprzejmy wyraz twarzy. W wieku piętnastu lat uczestniczyła w oficjalnych przyjęciach i kolacjach, udając zainteresowanie rozmówcą, nawet jeśli trafił się ostatni nudziarz. Tylko jej siostra wiedziała, że za łagodnym uśmiechem kryje się wypracowana przez lata samokontrola i wychowanie. Dlatego też mężczyzna, który obserwował ją spod zmarszczonych brwi, nie mógł wiedzieć, że poczuła się tak, jakby ktoś oblał ją zimną wodą. Nikt nie miał pojęcia, co się z nią dzieje.

Uśmiechnęła się lekko, czekając, aż mężczyzna rozpozna, że nie jest Carissą Carter. On jednak nic mówił, tylko patrzył. Czy to możliwe, żeby nie wiedział, jak wygląda córka jego pracownika? Wszystko na to wskazywało.

– Panie Katsaros. Jak miło wreszcie pana poznać.

– Wreszcie, panno Carter? Chciała mnie pani poznać? Mam nadzieję, że podróż minęła szybko?

– Och, tak. Żałuję tylko, że zostałam zabrana z domu tak niespodziewanie. Nie zdążyłam się przygotować ani poprosić, by ktoś miał oko na moje mieszkanie. Mam nadzieję, że owoce, które kupiłam, nie popsują się do mojego powrotu. Ani mleko. – Pozwoliła sobie na szeroki uśmiech. – Rozumiem jednak, że nie jest pan przyzwyczajony, by na kogoś czekać, i nie zaprząta pan sobie głowy takimi głupstwami jak wysłanie zaproszenia albo dostosowanie się do czyichś planów. Och, proszę się nie przejmować. Przecież wiem, jak cenny jest pański czas. W końcu cóż mogłabym mieć za plany, prawda?

Usłyszała za sobą stłumiony chichot Henriego, który zaraz przeprosił i mruknął, że zaniesie jej bagaże do pokoju, po czym razem z żoną opuścili korytarz.

Alexei nawet tego nie zauważył. Cała jego uwaga skupiona była na Minie. Zauważyła to i choć minutę temu była w bojowym nastroju, teraz oblał ją strach, bo mężczyzna patrzył na nią jak myśliwy na zwierzynę. Był wysoki, atletycznie zbudowany, z szerokimi ramionami. Mięśnie rysujące się pod koszulą, szeroka klatka piersiowa i płaski brzuch świadczyły o tym, że ten człowiek nie zarabiał pieniędzy, wyłącznie siedząc za biurkiem. Jego mocne uda pod wyblakłymi dżinsami należały do narciarza lub jeźdźca.

Nie odrywając od niej wzroku, kończył zapinać białą koszulę, po czym schował ją w spodnie z taką nonszalancją, jakby co dzień ubierał się przy obcych ludziach. Poczuła, że puls jej przyspiesza, zupełnie jakby to jej ręka znalazła się na jego brzuchu.

– Przepraszam, obudziłam pana?

Nie odpowiedział od razu, tylko podszedł bliżej. Mogła z bliska zobaczyć jego wyraźnie zarysowane kości policzkowe, dobrze wykrojone usta i wąski nos. Przypominał nieco postacie z ikon, które kiedyś widziała. Z tą tylko różnicą, że tamci święci wyglądali płasko i nierealnie, a ten człowiek emanował surową energią, a błysk w jego ciemnych oczach był jak najbardziej ziemski. Nie, nie pasował na świętego. Z jego imponującą sylwetką mógłby być rycerzem z odległych epok, w jasnym mundurze, z mieczem u boku i tym zabójczym spojrzeniem.

Mina starała się zignorować dreszcz, który przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa, podnosząc temperaturę ciała.

– Dobrze pani wie, że mnie nie obudziła. Widzieliśmy się przez okno. – Jego głos był niski i niepokojąco zmysłowy.

Mina nie rozumiała, dlaczego te proste słowa zabrzmiały tak nieprzyzwoicie. Zupełnie jakby oboje byli nadzy albo jakby podejrzała go w trakcie…

– A więc martwi się pani o zakupy spożywcze? Poproszę, żeby jeden z moich ludzi miał oko na apartament, skoro naraziłem panią na takie niedogodności – odparł z pełnym satysfakcji uśmiechem.

– To miłe, panie Katsaros. – Mrugnęła, naśladując Carissę, ale uznała, że to zbędne. Nigdy nie mrugała rzęsami jak dzierlatka i nie zamierzała robić tego teraz.

– Coś pani wpadło do oka?

Wiedziała, że się z niej naśmiewa.

– To pewnie przez piasek. – Znów zamrugała. – Moja wina. Nalegałam, żeby jechać przy otwartym oknie, bo chciałam poczuć ten wspaniały zapach. Dziękuję za chęć pomocy, ale wolałabym, żeby nikt obcy nie kręcił się po moim mieszkaniu. Jestem pewna, że pan to rozumie.

– Moi ludzie urazili czymś panią? Przestraszyli?

Co on sobie myślał? Że była szczęśliwa, będąc eskortowaną przez jego ochroniarzy? Przypomniała sobie przerażenie Carissy. Jak by sobie poradziła, gdyby to ona musiała się skonfrontować z tymi potężnymi mężczyznami o zimnych oczach? Wydawali się uprzejmi, ale Mina wiedziała, że to ten sam typ co strażnicy jej ojca. Jeśli zaszłaby taka konieczność, użyliby siły. Gdyby nie chciała z nimi iść, bez mrugnięcia okiem zmusiliby ją.

– Ależ skąd, nie przestraszyli mnie. Pańscy ludzie byli wyjątkowo uprzejmi i… skuteczni. Żadna paczka nie byłaby dostarczona tak szybko jak ja.

 

Odwróciła wzrok, patrząc na rzeźbę ustawioną w niszy na przeciwległej ścianie. To nie był jednak dobry czas na zachwycanie się sztuką. Gdy znów spojrzała na Alexeia, spostrzegła, że jego dłonie zaciśnięte są w pięści. Zrobił krok w przód, a Mina poczuła zimny dreszcz na plecach.

– Wolałabym jednak sama decydować o tym, gdzie i do kogo lecę. Mam nadzieję, że pan to rozumie.

Alexei wszystko rozumiał. Ta dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że igra z ogniem. Czy wierzyła, że pozwoli grać jej według swoich reguł tylko dlatego, że rozważał małżeństwo? Zastanawiał się, czy córka Cartera będzie rozpieszczoną księżniczką. Żyła przecież przez te wszystkie lata na koszt ojca, ciesząc się życiem i nie martwiąc się o pieniądze. Teraz znał odpowiedź. Carissa Carter przyzwyczajona była do tego, że to ona decyduje, ona rządzi, ona stawia warunki. Rozpuszczona pannica bez dwóch zdań.

Patrzył na nią coraz bardziej zaintrygowany. Zaskoczyła go nie tylko strojem czy akcentem, który wydawał się brzmieć inaczej niż przez telefon, choć to pewnie kwestia zniekształceń na linii. Spodziewał się dziewczyny mniej butnej, słodkiej i czarującej. Carissa Carter z pewnością miała bardziej złożoną osobowość. Była pewna siebie, zadziorna i dowcipna. Choć miała na sobie sportowe ubranie, nosiła je z wdziękiem i elegancją. Patrzyła na niego z pewną wyższością, a nawet protekcjonalnością, co go bardzo zaciekawiło. Podobnie jak inteligencja lśniąca w jej głębokich szarych oczach.

Wyobraził sobie, że córka Cartera będzie raczej potulną gąską. Ojciec wychwalał przede wszystkim jej czułą naturę i urodę. Alexei spodziewał się więc, że będzie ładna, ale dość pusta i nudna. Pomylił się. Patrząc na nią, na ciemne włosy, złocistą cerę, duże błyszczące oczy i wyraziste usta nie widział podobieństwa do Cartera.

– Gdzie ja mam głowę, żeby gościa trzymać w korytarzu. – Alexei uśmiechnął się, obserwując małą zmarszczkę pod jej nosem, sugerującą, że próbuje nie okazać żadnej reakcji. Fascynujące. – Zapraszam. – Gestem wskazał salon.

– Dziękuję.

Alexei wyczuł aromat jej perfum, gdy przeszła obok. Kolejne zaskoczenie. Spodziewał się jakiegoś drogiego, markowego zapachu, a tymczasem ten był mu zupełnie nieznany. Zamiast kwiatowej, słodkiej woni wybrała egzotyczną. Korzenną, mocną, jakby z Bliskiego Wschodu. Pochylił się w jej stroną, chcąc mocniej uchwycić bogaty zapach cynamonu i przypraw. Na szczęście tego nie zauważyła.

Weszła do przestronnego pokoju z nonszalancją i obojętnością, jakby była przyzwyczajona do luksusowych wnętrz. Nic dziwnego, jej ojciec tyle ukradł, że pewnie stać ją było na wiele. A jednak coś zwróciło jej uwagę. Patrzyła z zachwytem na antyczną rzeźbę przy ścianie. Było to popiersie młodego mężczyzny. Starożytny artysta z zaskakującą precyzją wykonał muskulaturę torsu, żyły nad obojczykiem, które zdawały się pulsować, a także materiał tuniki.

Uniosła rękę, jakby chciała dotknąć pięknej antycznej twarzy, po czym szybko ją cofnęła. Carissa Carter coraz bardziej mu się podobała. Może nie będzie tak trudno udawać, że jest nią zainteresowany do czasu, aż ojczulek łaskawie się pojawi.

– Rzeźba została znaleziona na dnie morza.

Te słowa przerwały mistyczną chwilę artystycznego uniesienia. Odwróciła się w jego stronę i przez głowę przemknęła jej myśl, że pewnie pod koszulą jest taki jak to popiersie.

– Ma pan bardzo ładny dom, panie Katsaros.

– Mów mi Alexei.

– Dobrze, Alexei. Ja jestem Carissa.

– Carissa – powtórzył, testując na języku wibracje głosek. – Masz ciekawy akcent. Zupełnie inny niż twój ojciec.

Zesztywniała, jakby trafił w czuły punkt. To był zaledwie ułamek sekundy, ale on, który lata spędził na rozgryzaniu biznesowych przeciwników, zauważył to natychmiast.

– Ojciec ma akcent typowo angielski. Kiedy byłam mała, często mieszkaliśmy w różnych miejscach i pewnie stąd ta różnica. Twój akcent też jest interesujący – powiedziała szybko, chcąc odwrócić jego uwagę.

– Matka Rosjanka, ojciec Grek, a dorastałem w Londynie. Mój akcent, jak twój, jest mieszany.

Carissa pokiwała głową, siadając przy nim. Zrobiła to z gracją, jakby miała na sobie suknię balową, a nie leginsy. Przypomniała mu rosyjską baletnicę, z którą kiedyś romansował. Wyobraził sobie diadem na jej włosach i kolię na długiej szyi. Wyglądałaby idealnie.

– Powiedz mi, Carisso, czy ojciec kontaktował się z tobą ostatnio?

– Nie ma go tutaj?

– Nie, ale spodziewam się, że wkrótce będzie.

– Rozumiem. Będzie miło się spotkać.

Jej uciekający wzrok sugerował, że coś próbuje ukryć, ale co?

Alexei spytał ponownie:

– Więc nie kontaktował się z tobą?

– Nie. Chyba ma wyłączony telefon. Potrzebujesz z nim pilnie porozmawiać?

– Nie. W międzyczasie poznamy się lepiej.

Ta perspektywa wydawała mu się coraz bardziej kusząca.

– Chciałbym, żebyś była tu szczęśliwa, Carisso. Daj mi znać, jeśli będziesz czegokolwiek potrzebowała.

– To bardzo miłe z twojej strony. Naprawdę miło mi, że zaproponowałeś, żebym spędziła wakacje w tym pięknym miejscu.

Zmieniła ton. Piętnaście minut wcześniej narzekała na jego ludzi i pośpiech, z jakim została tu sprowadzona. Co się zmieniło?

Jego zmysły się wyostrzyły. Wyczuwał nie strach, a ostrożność, jakby nagle Carissa pojęła swoją sytuację. Cóż, to nie ona była celem, a jej ojciec. Przy okazji jednak ona też się dowie, że nie można mieć wszystkiego, a już zwłaszcza za kradzione pieniądze.

– Och, to nic takiego, zważywszy na naszą szczególną sytuację.

Zesztywniała. Wyglądała, jakby nie mogła złapać tchu.

– Jaką szczególną sytuację?

Alexei uśmiechnął się czarująco.

– Bierzemy przecież ślub.