Miliony za miłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Annie West
Miliony za miłość

Tłumaczenie:

Monika Łesyszak

PROLOG

Flynn z przyjemnością wędrował przez posiadłość Michaela Cavendisha. Tu odpoczywał od londyńskiego zgiełku. Z tej odległości nie słyszał jeszcze odgłosów dorocznego balu we dworze. O północy nic nie powinno zakłócić nocnej ciszy prócz pohukiwania sowy czy trzasku gałązki poruszonej przez spłoszone zwierzątko. Lecz nagle przerwał ją ryk silnika. Flynn w mgnieniu oka ocenił, że z tak zawrotną prędkością auto nie zdoła pokonać zakrętu. I rzeczywiście niebawem usłyszał łomot i brzęk tłuczonej szyby.

Gdy księżyc wychynął zza chmur, zobaczył w jego świetle samochód z rozsuwanym dachem, wbity pod dziwnym kątem w gąszcz krzewów. Dostrzegł postać, mocującą się z drzwiami. Na bladych ramionach blondynki widział plamy, przypuszczalnie krwi. Najważniejsze, że przeżyła wypadek. Podbiegł, żeby zobaczyć, jak ciężko jest ranna.

‒ Proszę się nie ruszać! – ostrzegł.

‒ Kim pan jest? – spytała drżącym głosem.

Gdy ją rozpoznał, nie wierzył własnym oczom. Czy to naprawdę Ava Cavendish? Dorastali razem w tym samym majątku: ona we dworze, a on w ciasnej chacie dla pracowników. Z wydatnym biustem, ubrana w obcisłą, białą wieczorową suknię odsłaniającą ramiona nie przypominała dziewczynki, którą znał od małego. Gdy powtórzyła pytanie, wyraźnie przerażona, spróbował ją uspokoić:

‒ To ja, Flynn Marshall.

‒ Syn pani Marshall? To naprawdę ty?

‒ Tak – potwierdził. – Przecież mnie znasz.

Odetchnęła z ulgą. Wymamrotała coś tak niewyraźnie, że ledwie zrozumiał słowo: „bezpieczna”. Przeraziła go ta bełkotliwa mowa. Podejrzewał, że to zły znak.

‒ Oczywiście. Nic ci przy mnie nie grozi – potwierdził.

Szarpnął wgniecione drzwi, ale nie zdołał ich otworzyć. Nie wyczuwał zapachu benzyny, ale wolał nie ryzykować. Musiał ją jak najszybciej wyciągnąć z samochodu. Dobrze, że sama uklękła na siedzeniu, co oznaczało, że nie doznała urazu kręgosłupa. Gdy zmieniała pozycję, na podłogę spadła butelka. Od kiedy to Ava piła szampana? Flynn obliczył, że może mieć najwyżej siedemnaście lat. Nawet w okresie młodzieńczego buntu była zbyt odpowiedzialna, by siąść za kierownicę po kieliszku.

‒ Czy to na pewno ty, Flynn? – dopytywała się z niepokojem. – Wyglądasz jakoś inaczej.

Rzeczywiście nigdy nie widziała go w garniturze czy płaszczu z drogiego kaszmiru. Na wizyty u matki zmieniał strój na bardziej swobodny. Ponieważ wiedział, że mama tej nocy będzie pracować w kuchni, wyruszył później, zostawił samochód i poszedł dalej piechotą, żeby odpocząć po podróży i rzucić okiem na posiadłość. Przyjechał tu po raz ostatni. Wreszcie zdołał namówić mamę na opuszczenie Frayne Hall.

‒ Spokojnie, Avo, to na pewno ja, Flynn, we własnej osobie – zapewnił z całą mocą. Potem wziął ją na ręce i przeniósł nad niskimi drzwiczkami.

Gdy postawił ją na ziemi, oplotła mu szyję ramionami, przylgnęła do niego i podniosła na niego wielkie, przerażone oczy. Flynn w świetle księżyca dostrzegł w nich łzy.

‒ Obiecaj, że mnie nie odwieziesz, proszę. Tylko ty możesz mi pomóc. I nie mów im, gdzie mnie znalazłeś.

Błagalne spojrzenie Avy głęboko go poruszyło. Nie wyglądała na pijaną, raczej na przerażoną. Ale nie miała się czego bać. Flynn wiedział, że jej ojciec, Michael Cavendish, choć bezlitosny jako pracodawca, ponad wszystko kocha własną rodzinę.

‒ Proszę, obiecaj, że mnie nie zdradzisz – nalegała drżącym głosem.

Flynn zwrócił wzrok na odległą rezydencję. Nikt jej nie szukał. Pewnie nawet nie zauważyli jej zniknięcia. Postanowił zabrać ją do matki, ocenić, jakie obrażenia odniosła, i zdecydować, czy odwieźć ją do szpitala, czy jednak zawiadomić Michaela Cavendisha, ostatniego człowieka, z którym chciałby rozmawiać.

‒ Dobrze, obiecuję – westchnął. – Przynajmniej na razie.

‒ Dziękuję – wyszeptała. – Zawsze cię lubiłam. Wiedziałam, że można ci ufać.

Gdy wsparła głowę na jego ramieniu, jasne włosy łaskotały mu szyję, a zapach róż i młodej dziewczyny rozpalił mu zmysły.

Ava wkroczyła rano do przytulnej kuchni z nieszczęśliwą miną. Lustro w łazience pokazało jej podkrążone oczy i pobladłą twarz z drobnymi zadrapaniami. Na próżno usiłowała podciągnąć gorset. Kreacja została zaprojektowana po to, żeby jak najwięcej odsłaniać. Mimo wdzięczności umknęłaby stąd co sił w nogach. Co Flynn sobie o niej pomyśli? Rozbiła drogi samochód, uciekła z domu i unikała kontaktu z rodziną. Czy będzie jeszcze musiała spojrzeć w oczy pani Marshall?

‒ Czy boli cię głowa? Dam ci tabletkę przeciwbólową.

Ava odwróciła głowę. Flynn stał za nią ze szklanką i jakimś lekarstwem w ręce. Głupie serce na sam jego widok przyspieszyło rytm. Palił ją wstyd. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że ma kaca. Czyżby sobie wyobrażał, że regularnie pije?

Posadził ją na krześle i narzucił coś na ramiona. Chyba swoje ubranie, bo pachniało lasem i deszczem jak on. Wciągnęła głęboko w nozdrza ten zapach. Podziękowała, zanim pospiesznie odwróciła wzrok. Onieśmielał ją. Mimo siedmiu lat różnicy wieku pociągał ją od dziecka. Podziwiała jego umiłowanie przygód i łagodny sposób bycia, a ostatnio również wspaniałą, męską urodę. Czy wiedział, że sam widok tych ciemnych tajemniczych oczu przyspiesza jej puls? Że czasami marzyła…

Zabroniła sobie podobnych myśli. Lata żelaznej dyscypliny nauczyły ją zachowywać kamienną twarz w każdych okolicznościach. Wzięła szklankę i tabletki, udając, że nie krępuje jej siedzenie półnago w podartej wieczorowej sukni w kuchni jego matki.

‒ Czy twoja mama jest w domu? – zapytała z pozornym spokojem.

‒ Nie. Podczas przyjęć śpi we dworze, żeby wstać wcześnie i podać śniadanie. Czy jesteś gotowa wyjaśnić, co się wydarzyło? – spytał łagodnie.

Ava uwielbiała jego niski ciepły głos, zwłaszcza gdy wymawiał jej imię. Ale nie zamierzała mu tego uświadamiać. Wolała nie wyobrażać sobie, jak wygląda sytuacja we dworze.

‒ Dziękuję za pomoc, ale czas na mnie.

‒ Wracasz do domu? Wczoraj wieczorem sto koni by cię tam nie zaciągnęło.

‒ Wtedy nie byłam sobą.

‒ Wyglądałaś na zdruzgotaną.

Ava zesztywniała. Nie pamiętała, co mówiła. Nie darowałaby sobie, gdyby wyjawiła, dlaczego uciekła w popłochu.

‒ Nie ufasz mi?

Gdy ukląkł przy niej, przez chwilę kusiło ją, by wyznać całą prawdę. Odruchowo wyciągnęła rękę, żeby pogładzić go po lśniących ciemnych włosach, lecz w ostatniej chwili ją cofnęła. Flynn nie mógł rozwiązać jej problemów. Będzie musiała zrobić to sama.

‒ Oczywiście, że ci ufam – zapewniła zgodnie z prawdą. – Wczoraj wyświadczyłeś mi wielką przysługę. Żadne słowa nie oddadzą, jak wiele dla mnie znaczyła, ale muszę już iść.

Nadeszła pora, by ponieść konsekwencje ucieczki. Samotnie, bez niczyjego wsparcia.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Siedem lat później

Flynn stanął w cieniu i obserwował turystów na statku. Gawędzili z ożywieniem i fotografowali Paryż w popołudniowym słońcu.

Tylko jedna osoba pozostała samotna tak jak on. Uniosła okulary słoneczne i odgarnęła pszeniczne włosy do tyłu, odsłaniając buzię w kształcie serca o brzoskwiniowej cerze. Ani regularne rysy, ani prosty nosek, ani usta, zbyt szerokie jak na klasyczną piękność, nie powinny przykuć jego uwagi. Tym niemniej zesztywniał i obserwował ją w ogromnym napięciu. Uśmiechnęła się, gdy mijali katedrę Notre Dame.

Kiedy widział ją po raz ostatni, tamtej nocy, gdy przenocowała w chacie jego matki po rozbiciu samochodu, zachowała jeszcze dziecięce rysy mimo kobiecych kształtów. Dręczyły go wyrzuty sumienia, że obudziła w nim pożądanie. Obecnie, w wieku dwudziestu czterech lat, wystające kości policzkowe dodawały jej elegancji, którą podkreślał beztroski uśmiech.

Zaskoczyła go własna reakcja. Nie przewidział, że jej widok przyspieszy mu puls.

Zmarszczył brwi, usiłując określić swoje odczucia. W gruncie rzeczy nic dziwnego, że tak ładna kobieta go pociągała, nawet w dżinsach i barwnej koszuli w kwiaty. Nie odpowiadał mu taki styl. Wolał wyrafinowany szyk. Ale wytworne kreacje też umiała nosić. Tak ją wychowano. Flynn skinął głową z aprobatą. Czuł satysfakcję, że wybrał właściwą osobę, wręcz idealną. Od chwili, gdy ją spostrzegł, wiedział, że wszystko pójdzie po jego myśli.

Zauważył, że tęsknie patrzy na czule objętą parę na nadbrzeżu. Nagle ogarnęły go wątpliwości, ale szybko odpędził niewygodne myśli i ruszył w kierunku dziobu. Gdy stanął przed nią, uniosła ku niemu zdziwione oczy o barwie letniego nieba. Ten widok zaparł mu dech w piersiach.

‒ Flynn? – spytała schrypniętym z zaskoczenia głosem.

Flynn uśmiechnął się z satysfakcją. Los mu sprzyjał.

Tydzień później Flynn znów patrzył w błękitne oczy Avy. Gdy wyciągnęła do niego rękę, ujął ją z satysfakcją. Wyglądała na zawiedzioną, że wyjeżdża, choć dokładała wszelkich starań, by nie okazać rozczarowania. Flynn przeklinał w duchu kryzys, który wzywał go do pracy. Był tak blisko celu! Gdyby miał trochę więcej czasu…

‒ Oczywiście, że musisz jechać – zapewniła, kiwając głową, żeby ukryć brak entuzjazmu. – Potrzebują cię w Londynie.

‒ Wiem.

Mimo że interes kwitł, wolał trzymać rękę na pulsie niż zrzucać odpowiedzialność na podwładnych. Tym niemniej żałował, że nikt inny nie potrafiłby za niego rozwiązać najnowszych problemów. Nie chciał opuszczać Avy, póki czegoś nie ustalą.

‒ Zresztą ja też jutro opuszczam Paryż – dodała. – Jadę do Pragi.

Czy zdawała sobie sprawę, jak wiele wyjawił jej wymuszony uśmiech i to tęskne spojrzenie? Przysunęła się bliżej, jakby czekała, aż ją przytuli.

 

Jej reakcja ogromnie ucieszyła Flynna. Być może nagły wyjazd zamiast szkody przyniesie pożytek?

ROZDZIAŁ DRUGI

Ava studiowała przewodnik, wmawiając sobie, że to dobrze, że zwiedza Pragę sama. Więcej zobaczy, kiedy nie będą jej rozpraszać ciemne oczy Flynna, ukradkowe spojrzenia i uśmiechy.

Tydzień w Paryżu przypominał romantyczny sen, lecz sny nie trwają wiecznie. Kiedyś następuje przebudzenie. Gdy wezwano go do Londynu, nie zaplanowali ponownego spotkania. Wyruszył w drogę tak szybko, że uświadomiła sobie to dopiero, gdy odprowadziła wzrokiem barczystą sylwetkę, przedzierającą się przez tłum na Champs-Elysées pod obstrzałem zachwyconych damskich spojrzeń. Nie wspomniał o przyszłości. Czyżby traktował ją tylko jak przygodną towarzyszkę z wakacji?

Ava zacisnęła zęby. Nie powinna za nim tęsknić, ale nie powstrzymała westchnienia. Gdy po załatwieniu spraw służbowych przedłużył pobyt do tygodnia, uznała Paryż za najbardziej romantyczne miejsce na ziemi. Ale nie dla niej romantyzm. Nie żyła w świecie baśni. Z wysiłkiem zwróciła wzrok na książkę, żeby przeczytać o defenestracji, gdy wzburzeni mieszkańcy wyrzucili trzech ludzi przez okno właśnie z tego zamku.

Defenestracja! Cóż za pompatyczne słowo! Przypominało jej ojca, choć Michael Cavendish nie popełnił żadnej zbrodni. Wolał zakulisowe knowania. Lecz gdyby ktoś wypchnął go przez okno przed laty, ułatwiłby życie wielu osobom.

Ava zatrzasnęła przewodnik.

‒ Avo!

Zamarła w bezruchu. Chyba wyobraziła sobie ten niski głos, który pobudzał zmysły jak ciemna czekolada i stare porto. Tego ranka obudziła się zarumieniona, gdy usłyszała go we śnie. Wyciągnęła rękę, niemal pewna, że zrobiła to, na co nie odważyła się w Paryżu.

‒ Avo?

Odwróciła się i zobaczyła na własne oczy spełnienie marzeń, których nie śmiała sformułować. Wyglądał bosko w szytym na miarę turystycznym stroju i patrzył na nią z nieznacznym uśmieszkiem. W życiu nie widziała przystojniejszego mężczyzny. Spojrzenie ciemnych oczu rozgrzewało ją, jakby istniała pomiędzy nimi jakaś szczególna więź.

‒ Flynn! Nie wierzę własnym oczom! – wykrzyknęła z szerokim uśmiechem. Rozpierała ją taka radość, że ledwie mogła oddychać.

W jednej chwili w niepamięć poszły wszystkie lata, które nauczyły ją ukrywać uczucia i pokazywać światu wystudiowany, czarujący uśmiech. Ale przed Flynnem nie musiała niczego udawać. Wiedziała, że jest przy nim całkowicie bezpieczna. Jeżeli ogarniał ją lęk, to raczej słodki.

‒ Dlaczego marszczyłaś brwi? – zapytał. – Robiłaś wrażenie zasmuconej.

Gdy pogładził ją po czole, serce jej szybciej zabiło. Doszła do wniosku, że nie spotkała go przypadkiem. Nie planował wyjazdu do Pragi. Prowadził interesy w Londynie.

‒ Właśnie wyczytałam w przewodniku, że z tego miejsca dokonano defenestracji, już drugiej. Pierwsza miała miejsce w starym ratuszu – wyjaśniła.

Pewnie paplała nieskładnie, ale bliskość Flynna uniemożliwiała koncentrację uwagi. W Paryżu nie widziała ognia w jego oczach. Gdyby patrzył tak jak teraz, niewątpliwie przełamałaby wszelkie zahamowania i zaprosiła go do siebie.

‒ Może wyrzucanie ludzi przez okno stanowi ulubioną rozrywkę miejscowych – zażartował.

Zmysłowy śmiech i wyrazisty leśny zapach, tak charakterystyczny dla Flynna, rozbudziły zmysły Avy.

‒ Ale Czesi robią wrażenie dobrodusznych – zaprotestowała.

‒ Kto wie? Może skrywają w duszy nieznane sekrety.

Jak Flynn. Spędzili razem w Paryżu większą część minionego tygodnia. Ava nigdy nie odczuwała z nikim takiej więzi jak z nim, może dlatego, że znała go od dziecka. Znacznie starszy od niej, intrygował ją i uosabiał wolność, za którą tęskniła. Zawsze mogła na niego liczyć. Nie zapomniała, jak ją uratował w noc przyjęcia u ojca. Mimo wszystko w dużym stopniu pozostał dla niej zagadką, jak każdy. Jej własne doświadczenia nauczyły ją skrytości.

‒ Znowu spoważniałaś. – Słowom towarzyszyło przelotne muśnięcie, od którego zaparło jej dech.

‒ Ciekawi mnie, co tu robisz. Miałeś zadanie do wykonania w Londynie.

Flynn wzruszył szerokimi ramionami, które ukradkiem pożerała wzrokiem.

‒ Musiałem zażegnać kryzys w firmie. ‒ Zamiast wyjaśnić powód swojego przyjazdu do Pragi, odszedł od okna i wskazał gestem, żeby podążyła za nim.

Ich miejsce zajęła jakaś rodzina, żeby podziwiać zieleń drzew i czerwone dachy starego miasta.

Przystanęli w zacisznym kącie przy innym oknie, lecz Ava nie oglądała panoramy. Zwróciła wzrok na Flynna. Z wysokimi kośćmi policzkowymi, głęboko osadzonymi, ciemnymi oczami pod ukośnymi hebanowymi brwiami Flynn Marshall mógłby oczarować każdą kobietę. Śniada cera zdradzała cygańskie pochodzenie. Lekko skrzywiony nos, złamany przed laty, nadawał jego twarzy nieco zbójnicki wygląd. Nawet krótko ostrzyżone włosy, które dawniej falowały wokół kołnierzyka, nie łagodziły wrażenia dzikości. Gdy na niego patrzyła, serce biło jej zdecydowanie za szybko.

‒ Miałeś wyjaśnić, co cię tu sprowadziło – przypomniała.

Odpowiedział jedynie tajemniczym półuśmieszkiem, który jej nie wystarczył. Chciała więcej. Jak to możliwe, że po jednym wspólnym tygodniu tak wiele pragnęła, tak wiele czuła? Przerażała ją własna słabość. Całe życie pracowała, żeby wyrobić w sobie siłę charakteru.

Gdy uniosła głowę, dumną postawą przypominała ojca. Uśmiech zgasł na ustach Flynna. Znów spróbował jej dotknąć, ale tym razem zesztywniała. Dopiero teraz uprzytomniła sobie, że w Paryżu pozwoliła sobie na zbyt wiele.

‒ Przyjechałem tu dla ciebie – oświadczył ciepłym głosem, przyjemnym jak letnia bryza.

Podszedł bliżej, ale jej nie dotknął. Nie musiał. Samym spojrzeniem kruszył opory, rozpraszał wątpliwości. Gdy tak na nią patrzył, niemal wierzyła, że odwzajemnia jej uczucia. Powietrze pomiędzy nimi pulsowało.

‒ Dla mnie? Przecież miałeś zadanie do wykonania.

‒ Zażegnałem kryzys w ciągu jednego dnia, a potem przesunąłem terminy kolejnych spotkań.

‒ Przywilej szefa. Sekretarka musi cię uwielbiać.

‒ Jestem dobrym pracodawcą – oświadczył z nieskrywaną dumą. ‒ Łatwo ze mną pracować. Nigdy wcześniej nie zmieniałem planów.

‒ Trudno uwierzyć – zakpiła, żeby ukryć, jak piorunujące wrażenie na niej robi.

Figlarny uśmiech Flynna powiedział jej, że mimo to przejrzał jej grę. Nikt prócz Ruperta tak łatwo nie czytał w jej myślach. Chyba słyszał, jak mocno bije jej serce? Przeczuwała, że niezobowiązujący układ koleżeński przeradza się w coś nowego, niezwykłego. Oscylowała pomiędzy radością a lękiem przed przekroczeniem narzuconych sobie ograniczeń. Ponieważ długo zachowywała ostrożność, brakowało jej doświadczenia w kontaktach z płcią przeciwną.

‒ Dawno przestałem łamać zasady. Okres buntu mam już za sobą – odpowiedział.

O wybrykach Flynna we Frayne Hall krążyły legendy. Jej ojciec wiecznie na niego narzekał. Oskarżał syna swoich pracowników o wszystko, począwszy od buty i braku szacunku, a skończywszy na kłusownictwie.

Siedem lat młodsza Ava widziała w nim bohatera w typie Robin Hooda czy Zorro. Postrzegała go jako szlachetnego buntownika. Podziwiała jego odwagę i żałowała, kiedy wyjechał. Marzyła o tym, by pójść w jego ślady, stawić opór tyranii i wystąpić przeciwko sztywnym regułom. W końcu to zrobiła, lecz lata podporządkowania odcisnęły na niej swoje piętno. Przeżyła szok na wieść, że niepoprawny odszczepieniec został szanowanym przedsiębiorcą i prowadzi konwencjonalne życie w stolicy.

‒ A obecnie prowadzisz interesy? – drążyła dalej.

‒ Podejmuję skalkulowane ryzyko, ale odwoływanie ważnych spotkań nie jest w moim stylu. Przynajmniej nie było, dopóki cię nie spotkałem – dodał z poważną miną.

‒ Przecież w przyszłym tygodniu wrócę do Londynu – przypomniała schrypniętym z emocji głosem.

‒ Nie mogłem czekać tak długo. – Nie odrywając wzroku od jej twarzy, uniósł jej dłoń i ucałował.

Ava po raz pierwszy poczuła dotyk jego ust. W Paryżu zastanawiała się, czy ją pocałuje. Miała taką nadzieję, ale nie zrobił tego. Nie mogła sobie darować, że nie przejęła inicjatywy.

Gdzieś w tle słyszała głosy, echo kroków, lecz ledwie je rejestrowała. Odbierała za to wszystkimi zmysłami dotyk dłoni Flynna. Ciepło zaskakująco miękkich warg popłynęło gorącą falą wzdłuż ramienia. Zaskoczona własną reakcją, pokręciła głową ze zdziwieniem. Przecież chodziła już na randki i całowała się. Jednak żadne z minionych doświadczeń nie rozbudziło jej zmysłów tak jak ten niewinny pocałunek w rękę w publicznym miejscu. Odczuwała taką radość, taką lekkość, jakby płynęła w obłokach ku słońcu.

Mimo pochodzenia z uprzywilejowanej klasy społecznej nikt do tej pory nie uważał jej za wyjątkową osobę. Ojciec traktował ją jak przedmiot, nie jak człowieka. Tymczasem Flynn pozmieniał napięte plany, żeby do niej dołączyć. Nikt wcześniej nie postawił jej na pierwszym miejscu w hierarchii wartości. Pogładziła go po policzku i przeczesała palcami krótkie włosy.

‒ Tęskniłam za tobą – wyznała szczerze. – Bałam się, że więcej cię nie zobaczę.

Flynn uśmiechnął się przelotnie, jakby z triumfem, ale zaraz wytłumaczyła sobie, że pewnie ponosi ją wyobraźnia.

‒ Mnie też ciebie brakowało, Avo – odrzekł. – Nasz tydzień w Paryżu mi nie wystarczył. Potrzebowałem więcej.

Ava wciąż przetrawiała jego słowa, gdy podniósł przewodnik, który nie wiadomo kiedy upuściła. Zawstydziła ją własna niezręczność. Nigdy nie była gapą. Niechby tylko spróbowała, przywołano by ją do porządku. Dorastała w żelaznej dyscyplinie.

W wieku dwudziestu czterech lat nadal wyznawała surowe zasady. Żaden mężczyzna, choćby najbardziej szarmancki, nie zawróci jej w głowie. Właśnie tacy budzili w niej największą nieufność. Życie nauczyło ją ostrożności, a nawet podejrzliwości. Przy Flynnie zaś traciła głowę jak naiwna siedemnastolatka. Tyle że w wieku siedemnastu lat nie pozwalała sobie na romantyczne marzenia. Już wtedy wiedziała, że wszystko co dobre słono kosztuje.

Dlaczego w jego obecności zapominała gorzkie lekcje z wczesnej młodości? Czy dlatego, że nic od niej nie mógł zyskać, że interesowała go ona sama, a nie jej pozycja, jak fałszywych adoratorów z dawnych lat? Pewnie tak, ponieważ znała go od zawsze jako szczerego, godnego zaufania człowieka. Udowodnił, że może na nim polegać. Pomógł jej w najgorszą noc w życiu. Zainspirował do zmiany sposobu życia, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy.

Zignorowała głos rozsądku, który ostrzegał, że lepiej zachować dystans, odebrała książkę i podziękowała z promiennym uśmiechem.

Flynn zamrugał powiekami, po czym szybko ujął ją pod ramię.

‒ Dobrze zrobiłem, że przyleciałem za tobą do Pragi, prawda? – zapytał.

Ava milczała przez chwilę. Nie nawykła do szczerości, ale nie potrafiła zignorować ani ukryć swych uczuć. Przecież marzyła o tym, żeby znów go zobaczyć.

‒ Wspaniale – potwierdziła.

‒ Czy dość już zobaczyłaś?

Ava z wysiłkiem odwróciła wzrok od ciemnych, aksamitnych oczu. Dopiero w tym momencie spostrzegła zaciekawione spojrzenia innych turystów.

‒ Tak – odpowiedziała. Wrzuciła przewodnik do torby i z przyjemnością przylgnęła do Flynna, gotowa iść z nim dokądkolwiek.

Chwilę później wrócili przez Komnatę Władysława, tak długą i obszerną, że w dawnych czasach rycerze zapraszali tu szlachtę na turnieje. Ava bez trudu wyobraziła sobie Flynna wjeżdżającego tu na bojowym rumaku. Przy swojej atletycznej sylwetce i determinacji byłby trudnym do pokonania przeciwnikiem. Co więcej, wyglądałby romantycznie ze swoją ciemną cerą i rzeźbionymi rysami, gdyby z roziskrzonym spojrzeniem odbierał nagrodę od damy. Od niej. Pokręciła głową, żeby przepędzić nierealną wizję. Ale nie zdołała stłumić przeczucia, że opuściła nudną rzeczywistość i wkroczyła w nowy wspaniały świat, do którego Flynn posiadał klucze. Przyciągnęła go bliżej do siebie. Serce jej topniało na widok jego uśmiechu.

Czy jej oczy świeciły własnym blaskiem? Nieważne. Grunt, że po raz pierwszy w życiu była zakochana bez pamięci. Flynn reprezentował wszystko, o czym nie śmiała nawet marzyć: zrozumienie, charyzmę, poczucie humoru, atrakcyjny wygląd, troskliwość i siłę. No i dbał o nią.

Spędziła całe lata w nieufności wobec mężczyzn. Praktycznie przez całe życie podejrzewała ich o niecne motywy. Ale Flynna znała. Nigdy jej nie skrzywdził, nie manipulował, nie prowadził nieczystych gierek, które poznała w okresie dorastania. Uratował ją przed laty i w żaden sposób nie próbował wykorzystać. Zawsze był wyjątkowy.

 

Dlaczego nie miałaby po raz pierwszy w życiu iść za głosem serca, odrzucić wszelkie obawy i spełnić marzenia, nawet jeśli ogarniał ją lęk? Po namyśle uznała, że najwyższa pora wyjść z cienia przeszłości, który przytłaczał ją przez lata. Gdy opuścili stary pałac i wyszli na słońce, czuła, że wkracza w świat własnej baśni.