FactfulnessTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Factfulness
Factfulness
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71  56,80 
Factfulness
Audio
Factfulness
Audiobook
Czyta Maciej Więckowski
39 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

O każdej z nich mógłbym opowiedzieć podobną historię, jak w przypadku skrajnej biedy i średniej długości życia. W przypadku wielu z tych zjawisk mógłbym wykazać, że ich postrzeganie przez ludzi jest dużo bardziej negatywne, niż wskazują na to dane. (A tam gdzie nie mogę tego zrobić, wynika to z faktu, że nie zadaliśmy jeszcze na ten temat pytań.)

Nie uda mi się zamieścić w książce wszystkich szczegółowych objaśnień, więc przedstawię tylko wykresy. Zacznijmy od 16 negatywnych zjawisk, które są w fazie zanikania lub już zostały zupełnie wyeliminowane. A następnie spójrzmy na 16 wspaniałych zmian, które zaszły na świecie.

















Ciężko jest dostrzec ten światowy postęp, wyglądając jedynie przez okno. Zmiany zachodzą za horyzontem. Możesz jednak wyostrzyć zmysły na pewne zwiastuny zbliżających się transformacji. Posłuchaj uważnie. Czy słyszysz dziecko uczące się gry na gitarze lub pianinie? To dziecko nie utonęło, zamiast tego czuje radość i wolność z tworzenia muzyki.

Celem wyższych dochodów nie jest gromadzenie większej sterty pieniędzy. Celem dłuższego życia nie jest jedynie dodatkowy czas. Najważniejszym celem jest swoboda robienia tego, na co mamy ochotę. Ja uwielbiam cyrk, granie w gry komputerowe z moimi wnukami oraz skakanie po kanałach telewizyjnych. Kultura i wolność – oto cele rozwoju. Ciężko je zmierzyć, ale liczba gitar w przeliczeniu na liczbę obywateli to dużo mówiący wskaźnik. A musisz wiedzieć, że wzrósł on znacząco. Patrząc na tak piękne statystyki, jak można mówić, że sytuacja na świecie się pogarsza?


Instynkt pesymizmu

W dużej mierze to z powodu instynktu pesymizmu łatwiej zauważamy to, co złe, niż dobre. Wynika to z działania trzech mechanizmów: niewłaściwe przywoływanie przeszłości; selektywne przekazywanie informacji przez dziennikarzy i aktywistów; oraz poczucie, że dopóki źle się dzieje, bezdusznym byłoby twierdzenie, że jest lepiej.

Ostrzeżenie: rzeczywistość z twoich wspomnień była gorsza, niż ci się wydaje

Przez stulecia starsi ludzie idealizowali swoją młodość i utrzymywali, że „kiedyś było inaczej”. No cóż, to prawda, ale nie tak jak myślą. Wcześniej pod wieloma względami było gorzej, a nie lepiej. Ludzie jednak mają tendencję do zapominania prawdziwego obrazu przeszłości.

W Europie Zachodniej i Ameryce Północnej jedynie ci najstarsi, którzy przeżyli drugą wojnę światową lub Wielki Kryzys, na własnej skórze doświadczyli ubóstwa i głodu sprzed kilkudziesięciu lat. Nawet w Chinach i Indiach, gdzie skrajna nędza dotykała większości obywateli żyjących kilka pokoleń wcześniej, ludzie zapominają o przeszłości, mieszkając w przyzwoitych domach, nosząc czyste ubrania i jeżdżąc motorowerami.

Szwedzki pisarz i dziennikarz Lasse Berg napisał świetny reportaż o rolniczych terenach w Indiach w latach siedemdziesiątych XX wieku. Gdy powrócił tam 25 lat później, z łatwością dostrzegł, jak bardzo warunki życia uległy poprawie. Zdjęcia, które zrobił w latach siedemdziesiątych, ukazywały klepiska w chatach, ściany z gliny, półnagie dzieci oraz mieszkańców wioski, z oczu których wyzierała niska samoocena i niewielka wiedza o otaczającym ich świecie. Obrazy te kontrastowały z murowanymi budynkami z lat dziewięćdziesiątych, gdzie bawiły się dobrze ubrane dzieci, a pewni siebie i ciekawi świata mieszkańcy wioski oglądali telewizję. Gdy Lasse pokazał im zdjęcia z przeszłości, nie mogli uwierzyć, że zostały zrobione w ich okolicy. „To nie może być to samo miejsce” – mówili. „Zaszła jakaś pomyłka. Nigdy nie byliśmy aż tak biedni”. Jak większość ludzi żyli tu i teraz, skupiając się na nowych problemach, takich jak dzieci oglądające niemoralne opery mydlane, czy też brak pieniędzy na zakup motoru.

Pomimo świeżych wspomnień z jakiegoś powodu wolimy nie przypominać sobie i naszym dzieciom o nieszczęściach i okrucieństwach z przeszłości. Prawdę można odnaleźć na starożytnych cmentarzyskach, gdzie archeolodzy musieli przywyknąć do tego, że większość odkrytych przez nich szczątków należała do dzieci. Znaczna część padła ofiarą głodu lub ciężkich chorób, jednak wiele dziecięcych szkieletów nosiło znamiona przemocy. W społeczeństwach zbieracko-łowieckich wskaźnik morderstw sięgał powyżej 10%, a ofiarami były również dzieci. W dzisiejszych czasach dziecięce groby są rzadkim widokiem.

Selektywne przekazywanie informacji

Nieustannie zalewają nas potoki negatywnych informacji z całego świata: wojny, głód, klęski żywiołowe, błędy polityków, korupcja, cięcia budżetowe, choroby, masowe zwolnienia, akty terroru. Dziennikarze informujący o samolotach, które się nie rozbiły lub o dobrych zbiorach, szybko pożegnaliby się z pracą. Historie o stopniowym postępie zwykle nie trafiają na czołówki gazet, nawet jeśli dochodzi do niego na ogromną skalę i ma to wpływ na życie milionów ludzi.

Co więcej, dzięki rosnącej wolności prasy oraz rozwijającej się technologii doniesienia o katastrofach słyszymy częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Gdy kilka wieków temu Europejczycy wyrżnęli w pień rdzenną ludność Ameryki, wiadomość ta nie trafiła na Stary Kontynent. Gdy w Chinach planowanie centralne doprowadziło do masowej klęski głodu na terenach rolniczych oraz śmierci milionów ludzi, nieświadoma niczego młodzież w Europie wymachiwała czerwonymi komunistycznymi flagami. Gdy w przeszłości dochodziło do niszczenia całych gatunków i ekosystemów, nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, co więcej, nikogo to nie obchodziło. Wynika z tego, że obok innych pozytywnych zmian, mamy w dzisiejszych czasach znacznie lepszą możliwość obserwowania otaczającego nas cierpienia. Poprawa w relacjonowaniu wydarzeń sama w sobie stanowi przejaw postępu ludzkości, choć stwarza wrażenie czegoś zupełnie przeciwnego.

Jednocześnie aktywiści i lobbyści, strasząc nas przerażającymi i wyolbrzymionymi historiami oraz przepowiedniami, sprawiają, że każdy jednorazowy spadek w ogólnie pozytywnej tendencji wygląda na koniec świata. Na przykład w Stanach Zjednoczonych od 1990 roku przestępczość regularnie spada. Zanotowano wówczas nieco poniżej 14,5 miliona przestępstw. Do 2016 roku liczba ta zmalała do 9,5 miliona. Za każdym razem, gdy wydarzyło się coś okropnego lub szokującego, czyli mniej więcej co roku, ogłaszano kryzys. W rezultacie większość ludzi uważa, że odsetek przypadków naruszenia prawa rośnie.



Nic dziwnego, że mamy wrażenie nieustannego pogarszania się sytuacji na świecie. W wiadomościach bez przerwy informują nas o złych wydarzeniach. Uczucie ciągłego zagrożenia, które w nas powstaje, jest dodatkowo potęgowane przez naszą nieumiejętność przywoływania w pamięci przeszłości. Widzimy historię w różowych barwach i zapominamy, że rok, dziesięć albo pięćdziesiąt lat wcześniej miało miejsce tyle samo okropnych wydarzeń, a może nawet i więcej. Ta iluzja pogarszającego się stanu rzeczy powoduje u niektórych ogromny stres, a u innych poczucie beznadziei. Zupełnie niepotrzebnie.

Emocje, a nie myślenie

Chciałbym zwrócić także uwagę na inne zjawisko. Co tak naprawdę myślą ludzie, gdy mówią, że sytuacja na świecie się pogarsza? Moim zdaniem, oni w ogóle nie myślą. Zamiast tego do głosu dochodzą ich emocje. Jeśli nadal czujesz się nieswojo, przyznając, że życie na Ziemi uległo poprawie, chociaż pokazałem ci tak wiele pięknych danych, podejrzewam, że zdajesz sobie sprawę z istnienia ogromnego problemu. Podejrzewam, że w głębi serca czujesz, że moje zapewnienia o poprawiającej się sytuacji na świecie przypominają pocieszenia typu „wszystko będzie dobrze” albo sugerują, iż powinieneś zignorować istniejące problemy i udawać, że nie istnieją. To absurdalne, ale i stresujące.

Przyznaję. Nie wszystko jest w należytym porządku. Nadal powinniśmy zachować czujność. Dopóki dochodzi do katastrof samolotowych oraz zgonów dzieci, którym można było zapobiec; dopóki na świecie istnieją zagrożone gatunki, odpady toksyczne, osoby negujące problem zmian klimatycznych, męscy szowiniści i obłąkani dyktatorzy; dopóki dziennikarze osadzani są w więzieniach, a dziewczętom odmawia się prawa do edukacji ze względu na ich płeć; dopóki takie okropne zjawiska mają miejsce, nie możemy zaznać spokoju.

 

Jednak równie niedorzeczne i równie stresujące jest ignorowanie postępu, jaki się dokonał. Ludzie często nazywają mnie optymistą, ponieważ opowiadam im o ogromnych zmianach zachodzących na świecie, o których nie mieli pojęcia. Czuję wówczas złość. Określając mnie tym mianem, sprawiają, że czuję się jak naiwniak. Jestem bardzo poważnym „możliwistą”. Wymyśliłem to słowo. Oznacza ono osobę, która nie robi sobie nadziei i nie czuje strachu, nie mając ku temu podstaw; to ktoś, kto opiera się przesadnie negatywnemu spojrzeniu na świat. Jako „możliwista” dostrzegam postęp, który napełnia mnie nadzieją i pewnością, że dalsze zmiany są możliwe. To nie kwestia optymizmu. To kwestia jasnego i racjonalnego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. To kwestia posiadania obrazu świata, który jest konstruktywny i realny.

Gdy ludzie błędnie uważają, że nic się nie zmienia na lepsze, mogą dojść do wniosku, że wszystkie nasze starania spełzły na niczym, a w rezultacie stracić wiarę w działania, które tak naprawdę są skuteczne. Spotykam wielu ludzi, którzy przyznają, że porzucili wiarę w ludzkość. Inni sięgają do radykalizmu, popierając drastyczne środki, które przynoszą odwrotne rezultaty, gdy tymczasem metody do tej pory stosowane działają bardzo dobrze.

Weźmy za przykład edukację dziewcząt. Posłanie dziewcząt do szkoły okazało się jednym z najlepszych pomysłów na świecie. Gdy kobiety są wykształcone, w społeczeństwie dzieją się wspaniałe rzeczy. Dochodzi do zróżnicowania siły roboczej, podejmowane są trafniejsze decyzje i rozwiązywanych jest więcej problemów. Wyedukowane matki zwykle decydują się na mniejszą liczbę potomstwa, a w rodzinach tych wskaźnik przeżycia dzieci jest wyższy. Poza tym poświęca się więcej energii i czasu na edukację każdego dziecka. Oto błędne koło zmiany.

Biedni rodzice, których nie stać na to, aby posłać wszystkie swoje dzieci do szkoły, często faworyzują chłopców. Jednak od roku 1970 doszło do ogromnego postępu. Bez względu na wyznanie, krąg kulturowy czy kontynent, obecnie znaczna większość rodziców może pozwolić sobie na wysłanie wszystkich swoich dzieci do szkoły: chłopców oraz dziewcząt. Doszło do tego, że dziewczęta dogoniły chłopców – 90% dziewcząt uczęszcza do szkół podstawowych, natomiast w przypadku chłopców liczba ta wynosi 92%. Nie ma prawie żadnej różnicy.

Nadal pojawia się problem dyskryminacji kobiet pod względem edukacji w krajach na poziomie 1, zwłaszcza gdy chodzi o szkolnictwo wyższe i średnie, ale to nie powód, aby zaprzeczać postępowi, który się dokonał. Nie widzę problemu w świętowaniu z okazji pojawienia się dobrych zmian i kontynuowaniu walki o lepsze jutro. Jestem „możliwistą”. A postęp, jakiego dokonaliśmy, świadczy o tym, że posłanie wszystkich dziewcząt i chłopców do szkół jest możliwe, więc musimy ciężko pracować, aby to osiągnąć. Samo się nie zrobi. A jeśli stracimy nadzieję z powodu głupich stereotypów, może w ogóle do tego nie dojść. Utrata nadziei jest prawdopodobnie najgorszą konsekwencją instynktu pesymizmu oraz wynikającej z niego ignorancji.

Jak kontrolować instynkt pesymizmu

Jak możemy pomóc naszym umysłom uwierzyć, że sytuacja się poprawia, gdy wszystko wokół krzyczy coś przeciwnego?

Złe i lepsze

Rozwiązaniem nie jest równoważenie wszystkich negatywnych wiadomości pozytywnymi. Ryzykujemy wówczas, że zbłądzimy w przeciwnym kierunku i zaczniemy oszukiwać samych siebie, koncentrując się jedynie na dodających otuchę historiach. Przypominałoby to równoważenie zbyt dużej ilości cukru zbyt dużą ilością soli. Może i takie rozwiązanie byłoby bardziej ekscytujące, ale ze szkodą dla naszego zdrowia.

Jeśli chodzi o mnie, to najlepszym rozwiązaniem jest pamiętanie o dwóch kwestiach.

Gdy słyszymy, jak ktoś mówi, że jest coraz lepiej, mamy wrażenie, że chce powiedzieć: „nie martw się”, „odpręż się” czy nawet „spójrz w drugą stronę”. Lecz gdy ja opowiadam o postępie, mam coś innego na myśli. Na pewno nie zachęcam do ignorowania poważnych problemów istniejących na świecie. Twierdzę, że rzeczy mogą być zarówno w złym, jak i lepszym stanie.

Spójrzmy na świat jak na wcześniaka leżącego w inkubatorze. Stan noworodka jest krytyczny. Oddychanie, tętno oraz inne istotne parametry są nieustannie monitorowane, tak aby natychmiast dostrzec jakiekolwiek zmiany. Po tygodniu dziecko ma się znacznie lepiej. Wszystkie parametry się poprawiły. Jednak musi pozostać w inkubatorze, ponieważ stan nadal jest krytyczny. Czy ma sens twierdzenie, że stan dziecka się poprawia? Oczywiście. Czy prawdziwe jest stwierdzenie, że znajduje się ono w złym stanie? Oczywiście. Czy utrzymywanie, że „sytuacja się poprawia” sugeruje, że wszystko jest w najlepszym porządku, a my możemy się odprężyć i porzucić zmartwienia? W żadnym wypadku. Czy powinniśmy wybierać pomiędzy złą sytuacją a poprawą? Na pewno nie. Oba te stany mogą istnieć jednocześnie. Jest źle, ale i lepiej. Jest lepiej, ale i źle.

Tak właśnie powinniśmy postrzegać obecny stan świata.

Spodziewaj się złych wiadomości

Kolejnym sposobem na kontrolowanie instynktu pesymizmu jest nieustanne oczekiwanie złych wiadomości.

Pamiętaj, że media i aktywiści wykorzystują dramatyczne historie, aby przyciągnąć naszą uwagę. Pamiętaj, że złe wiadomości mają więcej dramatyzmu niż opowieści o charakterze neutralnym lub pozytywnym. Pamiętaj, jak łatwo jest stworzyć historię o kryzysie na podstawie chwilowego spadku na wykresie, gdy wyciągnie się go z kontekstu długoterminowego postępu. Pamiętaj, że żyjemy w transparentnym, globalnie powiązanym świecie, w którym informowanie o czyimś cierpieniu jest łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Gdy docierają do nas straszne doniesienia, spróbujmy się uspokoić, zadając sobie pytania: Czy gdyby zaszła równie pozytywna zmiana, usłyszelibyśmy o niej? Nawet gdyby doszło do setek takich zmian, czy usłyszelibyśmy o tym? Czy kiedykolwiek dochodzą do nas informacje o dzieciach, które nie utonęły? Czy dostrzegam spadek liczby utonięć dzieci albo zgonów z powodu gruźlicy, gdy spoglądam przez okno, słucham wiadomości lub czytam materiały promocyjne organizacji charytatywnych? Pamiętaj, że zmiany na lepsze mogą zachodzić częściej, niż nam się wydaje, ale informacje o nich trudniej do nas docierają. To ty musisz do nich dotrzeć. (Gdy przyjrzysz się statystykom, zobaczysz, że pozytywne transformacje są wszechobecne.)

Jeśli weźmiesz sobie do serca moje rady, twoje dzieci i ty będziecie mogli oglądać wiadomości bez codziennego poczucia beznadziei.

Nie cenzorujmy historii

Tworząc przekoloryzowaną wersję historii, pozbawiamy siebie oraz nasze dzieci prawdy. Wspomnienia o przerażającej przeszłości mogą napawać lękiem, ale stanowią wspaniałe źródło informacji. Pozwalają nam docenić to, co udało się osiągnąć i wzbudzają w nas poczucie nadziei, że przyszłe pokolenia, podobnie jak te z przeszłości, pokonają problemy i kontynuować będą długoterminowe tendencje prowadzące do pokoju, dobrobytu i rozwiązywania światowych problemów.

Chciałbym podziękować… społeczeństwu

Gdy 65 lat temu z trudem łapałem oddech zanurzony w rowie pełnym uryny na szwedzkich przedmieściach zamieszkanych przez robotników, nie spodziewałem się, że pierwszy z rodziny pójdę na studia. Nie podejrzewałem też, że zostanę profesorem zdrowia publicznego, będę podróżował do Davos i przekonywał światowej klasy ekspertów, że wiedzą mniej o sytuacji na świecie niż szympansy.

Oczywiście wtedy nie znałem globalnych tendencji. Musiałem się ich nauczyć. Jedynym sposobem, aby poznać różne czynniki prowadzące do śmierci ludzi oraz to, jak zmieniają się one w czasie, jest rejestrowanie każdego przypadku i jego przyczyny, a następnie stworzenie zbiorczego zestawienia. To niezwykle czasochłonne. Na świecie istnieje tylko jeden taki zbiór danych – Globalne obciążenie chorobami. Gdy przeanalizowałem je wiele lat później, okazało się, że mój niemal śmiertelny wypadek nie był wyjątkiem. Dzieci poniżej piątego roku życia zamieszkujące kraje na poziomie 3 często traciły w ten sposób życie.

Wiedziałem tylko, że nie mogłem się poruszyć. Po chwili pojawiła się moja babcia i mnie uratowała. A potem szwedzkie społeczeństwo pozwoliło mi rozwijać się dalej.

W ciągu całego mojego życia Szwecja przeskoczyła z poziomu 3 na poziom 4. Wynaleziono lekarstwo przeciw gruźlicy i moja mama wyzdrowiała. Czytała mi książki, które wypożyczała z publicznej biblioteki. Za darmo. Pierwszy z rodziny skończyłem więcej niż sześć klas szkoły podstawowej, a nawet poszedłem na studia. Także darmowe. Zdobyłem dyplom lekarza. Za darmo. Oczywiście nic nie jest darmowe. Za wszystko płacą podatnicy. Gdy w wieku trzydziestu lat, jako ojciec dwójki dzieci, zachorowałem po raz pierwszy na raka, byłem leczony w ramach najlepszego na świecie systemu opieki zdrowotnej. Także za darmo. Moje życie i sukcesy zawsze zależały od innych. Dzięki mojej rodzinie, bezpłatnej edukacji oraz służbie zdrowia przeszedłem długą drogę od tamtego rowu do Światowego Forum Ekonomicznego. Sam nigdy bym tego nie dokonał.

W obecnych czasach Szwecja plasuje się na poziomie 4, co oznacza, iż jedynie troje dzieci na 1000 umiera przed osiągnięciem piątego roku życia i tylko 1% z tych zgonów spowodowany jest utonięciem. Ogrodzenia, przedszkola, kampanie dotyczące stosowania kamizelek ratunkowych, lekcje pływania, ratownicy na publicznych basenach – to wszystko kosztuje. Utonięcia dzieci to jedno z wielu przerażających zjawisk, które udało się prawie całkowicie wyeliminować wraz ze wzrostem dobrobytu. To właśnie nazywam postępem. Takie same zmiany zachodzą na całym świecie. Większość państw rozwija się w szybszym tempie, niż Szwecja kiedykolwiek była w stanie. I to w dużo szybszym.

Factfulness – otwórz oczy na fakty


Idea factfulness to… rozpoznawanie wiadomości o zabarwieniu negatywnym oraz pamiętanie, że informacje o złych wydarzeniach docierają do nas prędzej. Gdy sytuacja się poprawia, często o tym nie słyszymy. W rezultacie mamy zbyt negatywny obraz otaczającego nas świata, co z kolei wywołuje stres.

Aby kontrolować instynkt pesymizmu, powinniśmy spodziewać się złych wiadomości.

• Lepsze i złe. Spróbuj poćwiczyć rozróżnianie pomiędzy aktualnym stanem rzeczy (np. zły) a kierunkiem zmian (np. lepszy). Pamiętaj, że sytuacja może być jednocześnie zła, ale ulegająca poprawie.

• Dobre wiadomości to nie wiadomości. Dobre wiadomości prawie nigdy nie trafiają do mediów. Dlatego słyszymy niemal wyłącznie negatywne informacje. Zadaj sobie pytanie, czy równie pozytywne doniesienia dotarłyby do ciebie.

• Stopniowe postępy to nie wiadomości. Gdy tendencja podlega stopniowej zmianie na lepsze, z okresowymi spadkami, z większym prawdopodobieństwem zauważysz te spadki niż ogólny postęp.

• Większa liczba wiadomości nie przekłada się na większe cierpienie. Złe doniesienia pojawiające się z większą częstotliwością czasami wynikają z lepszej obserwacji otaczającego nas cierpienia, a nie z pogarszającego się stanu świata.

• Strzeż się wyidealizowanej przeszłości. Ludzie często idealizują swoje wcześniejsze doświadczenia, a narody historię.

Rozdział trzeci
Instynkt prostej linii

O tym, dlaczego więcej uratowanych oznacza mniej ludzi, dlaczego wypadki samochodowe są jak ubytki w zębach, i o tym, dlaczego można porównać mojego wnuczka do ludności na świecie


Najstraszniejszy wykres, jaki widziałem

Statystyki potrafią być przerażające. Dwudziestego trzeciego września 2014 roku siedziałem przy swoim biurku w biurze fundacji Gapminder w Sztokholmie. Gdy zobaczyłem na pewnym wykresie linię, poczułem strach. Od sierpnia martwiłem się wybuchem epidemii Eboli w Afryce Zachodniej. Podobnie jak inni widziałem tragiczne obrazy w mediach przedstawiające ludzi umierających na ulicach Monrovii, stolicy Liberii. Jednak w swojej pracy często słyszałem o nagłych wybuchach epidemii śmiertelnych chorób i podejrzewałem, że jak w większości przypadków, i te ogniska choroby uda się wkrótce ugasić. Jednak wykres sporządzony przez Światową Organizację Zdrowia zszokował mnie i przeraził, a tym samym skłonił do działania.

Badacze zebrali wszystkie dane dotyczące zachorowań na Ebolę od początku wybuchu epidemii i posłużyli się nimi, aby obliczyć przewidywany dzienny wzrost nowych przypadków w okresie do końca października. Według tego wykresu po raz pierwszy liczba zachorowań nie rosła zgodnie z linią prostą: 1, 2, 3, 4, 5, ale ulegała podwojeniu: 1, 2, 4, 8, 16. Każda zarażona osoba przed śmiercią zarażała średnio kolejne dwie osoby. W rezultacie liczba pojawiających się każdego dnia nowych przypadków podwajała się co trzy tygodnie. Wykres pokazywał prognozowane rozmiary epidemii, przy założeniu, że każda zainfekowana osoba zarazi dwie kolejne. Efekt podwajania jest przerażający!

 

Po raz pierwszy o skutkach dwukrotnego wzrostu przekonałem się w szkole. Według hinduskiej legendy Bóg Kryszna poprosił o jedno ziarenko ryżu na pierwszym kwadracie szachownicy, następnie o dwa ziarenka na drugim polu, cztery ziarenka na trzecim, a potem o osiem i tak dalej, podwajając liczbę ziaren przy każdym kolejnym kwadracie. Gdy doszedł do ostatniego z sześćdziesięciu czterech pól, miał już 18 446 744 073 709 551 615 ziaren ryżu. Jest to liczba wystarczająca do zakrycia powierzchni Indii warstwą o grubości trzy czwarte metra. Wszystko, co ulega podwojeniu, rośnie dużo szybciej, niż się możemy spodziewać. Wiedziałem więc, że sytuacja w Afryce Zachodniej wkrótce stanie się naprawdę ciężka. Liberia znalazła się na skraju katastrofy gorszej niż niedawno zakończona wojna domowa. Co gorsza, epidemia nieuchronnie miała się rozszerzyć na cały świat. W przeciwieństwie do malarii wirus Ebola rozprzestrzenia się szybko bez względu na klimat, może być przenoszony podczas podróży powietrznych, może przekraczać granice i oceany w organizmach niczego nieświadomych zarażonych pasażerów. A do tego wszystkiego brakowało skutecznego leku na tę chorobę.

Ludzie już umierali na ulicach. W ciągu dziewięciu tygodni (okres, w którym zachodzą trzy cykle podwojenia liczby zachorowań) sytuacja stanie się dramatyczna. Każde trzytygodniowe opóźnienie w rozwiązaniu problemu oznaczało dwa razy więcej zarażonych i dwa razy więcej potrzebnych środków, by opanować epidemię. Ebola musiała zostać zatrzymana w ciągu kilku tygodni.

Wszyscy w Gapminder zmieniliśmy swoje priorytety i zaczęliśmy analizować dane oraz nagrywać filmy informacyjne wyjaśniające powagę sytuacji. Dwudziestego października odwołałem wszystkie umówione spotkania na następne trzy miesiące i poleciałem do Liberii, mając nadzieję, że moje dwudziestoletnie doświadczenie w analizowaniu zagadnienia epidemii na rolniczych terenach Afryki Subsaharyjskiej może się przydać. Przebywałem w Liberii trzy miesiące. Po raz pierwszy nie spędziłem Świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra z moją rodziną.

Podobnie jak reszta świata, zbyt późno zrozumiałem skalę i powagę kryzysu spowodowanego wirusem Ebola. Założyłem, że liczba zarażonych rośnie w linii prostej, a w rzeczywistości ulegała ona podwojeniu. Gdy zdałem sobie z tego sprawę, zacząłem działać. Żałowałem jednak, że nie zrobiłem tego wcześniej.

Megastereotyp: światowa populacja wciąż rośnie i rośnie

W dzisiejszych czasach zwrot „zrównoważony rozwój” znajduje się niemal w każdym tytule konferencji, na które jestem zapraszany. Jedną z najważniejszych zmiennych w równaniu dotyczącym zrównoważonego rozwoju jest wielkość światowej populacji. Przecież nasza planeta może pomieścić tylko określoną liczbę ludzi. Prawda? Gdy zacząłem ankietować moją publiczność podczas konferencji poświęconych zrównoważonemu rozwojowi, założyłem, że znają oni podstawowe fakty dotyczące wzrostu liczby ludności. Rzadko aż tak bardzo się myliłem.

Dochodzimy w ten sposób do trzeciego instynktu – instynktu prostej linii – oraz trzeciego megastereotypu: błędnego przekonania, że liczba ludności na świecie wciąż rośnie. Zwróćmy proszę uwagę na słowo „wciąż”, które celowo podkreśliłem. Właśnie to słowo stanowi problem.

To prawda, że liczba ludności rośnie. I to w szybkim tempie. W ciągu kolejnych 13 lat na ziemi przybędzie około miliarda ludzi. To nie wynika ze stereotypowego sposobu myślenia. Jednak nie powinniśmy mówić, że liczba ta „wciąż” rośnie. Słowo to sugeruje, że jeśli nic nie zrobimy, ludzi na ziemi będzie przybywało, a zatem potrzebne są drastyczne kroki, aby zatrzymać ten wzrost. I to już jest stereotypowe myślenie. Wydaje mi się, że opiera się ono na tym samym instynkcie, który powstrzymał mnie i resztę świata przed wcześniejszą interwencją podczas epidemii wirusa Ebola. Instynkt prostej linii.

Rzadko kiedy brakuje mi słów, ale tak właśnie się stało, gdy zadałem mojej publiczności następujące pytanie. Miało to miejsce podczas konferencji dla nauczycieli w Norwegii (nie chcę zbyt surowo krytykować Norwegów; to samo mogło się wydarzyć na przykład w Finlandii). Wielu z tych nauczycieli uczyło o światowych trendach w ramach zajęć z nauk społecznych. Gdy odwróciłem się i zobaczyłem na ekranie wyniki ankiety przeprowadzonej podczas wykładu, odebrało mi mowę. Pomyślałem wówczas, że urządzenie do zliczania odpowiedzi musiało się popsuć.

Pytanie numer 5

Na świecie żyje około 2 miliardów dzieci w wieku 0-15 lat. Ile dzieci będzie w 2100 roku według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych?


Zanim zadałem to pytanie, uprzedziłem nauczycieli, że jedna z odpowiedzi opiera się na prognozach ONZ, a pozostałe dwie zmyśliłem.

Podobnie jak w przypadku poprzednich pytań, szympansy uzyskałyby wynik na poziomie 33%. A nauczyciele w Norwegii? Tylko 9%. Byłem zdumiony. Jak to możliwe, że grupa ludzi odgrywająca tak istotną rolę w społeczeństwie osiągnęła tak niski wynik? Czego oni uczą dzieci?

Miałem nadzieję, że to wina popsutego urządzenia zliczającego odpowiedzi. Urządzenie było jednak sprawne. Podobnie niskie wyniki uzyskaliśmy w badaniu opinii publicznej. W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Niemczech, Francji, Australii 85% ankietowanych wybrało błędne odpowiedzi. (Szczegółowe wyniki poszczególnych krajów znajdują się w załączniku.)

A co z ekspertami na Światowym Forum Ekonomicznym? Odpowiedzieli dużo lepiej niż opinia publiczna. Dorównali prawie szympansom – 26% ankietowanych wybrało poprawną odpowiedź.

Kiedy po zakończeniu konferencji dla nauczycieli na spokojnie analizowałem te wyniki, zacząłem dostrzegać skalę problemu. Liczba mających się narodzić dzieci jest istotną informacją przy tworzeniu prognoz dotyczących światowej populacji oraz dla debaty o zrównoważonym rozwoju. Jeśli błędnie określimy tę liczbę, cała reszta też nie będzie się zgadzać. Mimo to prawie żaden ze świetnie wykształconych i wpływowych ludzi, których poddaliśmy ankiecie, nie miał pojęcia o tym, co do czego zgadzają się wszyscy eksperci do spraw populacji. Liczby są dostępne w Internecie, na stronie ONZ, lecz darmowy dostęp do danych nie przekłada się na wiedzę, jeśli nie włożymy w to nieco wysiłku. Według ONZ właściwa odpowiedź to C; prosta linia na samym dole. Eksperci ONZ przewidują, że w 2100 roku na świecie będą żyły 2 miliardy dzieci, czyli tyle samo, ile w dzisiejszych czasach. Nie spodziewają się dalszego wzrostu liczby urodzeń, zatem linia na wykresie nie będzie prosta. Niedługo wrócę do tego tematu.

Instynkt prostej linii

Poniższy wykres pokazuje zmiany w liczebności światowej populacji od roku 8000 p.n.e. Wtedy właśnie rozwinęło się rolnictwo.



Liczebność światowej populacji wynosiła wówczas około 5 milionów ludzi rozrzuconych wzdłuż linii brzegowej oceanów i rzek na całej Ziemi. Całkowita liczba ludzi była więc mniejsza niż liczba mieszkańców jednej z naszych nowożytnych metropolii: Londynu, Bangkoku czy Rio de Janeiro.

Populacja rosła powoli przez 10 000 lat, aż w końcu osiągnęła 1 miliard w roku 1800. Wówczas coś się wydarzyło. W ciągu następnych 130 lat pojawiły się dodatkowe 2 miliardy ludzi, a kolejne 4 miliardy przyszły na świat w ciągu kolejnych 100 lat. Oczywiście ludzie widząc tak szybki wzrost liczby ludności, zaczynają się martwić, ponieważ zdają sobie sprawę, że nasza planeta ma ograniczone zasoby. Wydaje się więc, że światowa populacja wciąż rośnie i to w bardzo dużym tempie.

Gdy patrzysz na lecący w twoim kierunku kamień, zwykle możesz przewidzieć, czy cię uderzy. Nie potrzebujesz liczb, wykresów, arkuszy kalkulacyjnych. Twoje oczy i mózg obliczają trajektorię lotu i wówczas wiesz, czy musisz się odsunąć. Automatyczne wizualne przewidywanie pomagało naszym przodkom w przeżyciu. Umiejętność ta jest nadal użyteczna. Jadąc samochodem, nieustannie przewidujemy, gdzie znajdą się inne samochody w ciągu kolejnych kilku sekund.

Niestety nasza intuicja „prostej linii” nie zawsze jest wiarygodnym przewodnikiem we współczesnym życiu.

Na przykład gdy patrzymy na wykres liniowy, trudno nie wyobrażać sobie prostej linii, która wykracza poza pole wykresu i prowadzi w przyszłość. Na poniższym wykresie dotyczącym liczby ludności dodałem przerywaną linię, aby pokazać prognozy instynktownie tworzone przez ludzi. Nic dziwnego, że budzą one ich niepokój.



Podam teraz kolejny przykład, który zapewne jest ci bliższy. Mój najmłodszy wnuk Mino mierzył 50 centymetrów w chwili urodzin. W ciągu 6 miesięcy urósł do 67 centymetrów. Imponujący wzrost o 17 centymetrów. Imponujący, ale też przerażający. Spójrzmy na wykres wzrostu. Dodałem linię prostą będącą prognozą na przyszłość. Przerażające, prawda?

Gdyby Mino wciąż rósł, w dniu trzecich urodzin mierzyłby 152 centymetry. A w wieku 10 lat miałby 406 centymetrów. A potem co? To nie może trwać wiecznie! Ktoś musi podjąć drastyczne kroki! Rodzice Mina powinni przebudować dom albo znaleźć jakieś lekarstwo!



Jak widać intuicja, która podpowiada nam prostą linię, w tym przypadku wprowadza w błąd. Dlaczego to takie oczywiste? Ponieważ mamy doświadczenie w kwestii wzrostu ludzkiego ciała. Wiemy, że Mino nie będzie rósł wiecznie. Nigdy nie spotkaliśmy czterometrowej osoby. Zakładanie, że tendencja wzrostowa będzie kontynuowana według linii prostej, jest niedorzeczne. Lecz gdy temat nie jest nam dobrze znany, zaskakująco trudniej jest nam zrozumieć, jak absurdalne może być takie założenie.

Eksperci pracujący w wydziale ludnościowym ONZ mają doświadczenie w obliczaniu rozmiaru populacji. Na tym polega ich praca. Oto ich prognozy.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?