Molestowane. Historie bezbronnychTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozmawiając z młodą osobą ujawniającą, że została wykorzystana, zachowajmy spokój i empatię wobec różnych uczuć, które takiemu wyznaniu towarzyszą. Dziecko może być smutne, zalęknione, zawstydzone lub gniewne. Pamiętajmy, że większość sprawców to osoby dobrze znane ofierze, stąd często trudność dziecka z mówieniem o seksualnych zachowaniach własnego taty, mamy czy dziadka. Zapewnienie dziecka, że mu wierzymy, że mu pomożemy i że to ono jest ofiarą, a winę ponosi sprawca, to sprawa kluczowa. Natomiast nie wolno obiecywać dziecku zachowania tajemnicy, bo to przecież kłamstwo. Kiedy dziecko informuje swojego wychowawcę/pedagoga/terapeutę o molestowaniu, to obowiązkiem dorosłego jest zgłoszenie zawiadomienia na komendzie policji lub do prokuratury rejonowej w formie ustnej lub pisemnej.

Pytania, jakie słyszy od profesjonalisty dziecko, powinny być dobrze przemyślane, niepospieszające i nieoceniające. Najlepiej w takich rozmowach posługiwać się pytaniami otwartymi, w rodzaju: „Powiedz mi, jak to się stało, co się wtedy działo. Opowiedz więcej” itp. Niedopuszczalne są pytania podważające wiarygodność czy sugerujące odpowiedź. Pierwsza rozmowa o wykorzystaniu jest stąpaniem po kruchym lodzie, gdzie potrzeba dużo delikatności, rozwagi i spokoju. Nie można pozwolić sobie na fałszywy ruch, bo dziecko może się zamknąć, skulić w sobie, zaniechać zwierzeń. Tak dzieje się, gdy rozmówca dopytuje o zbyt wiele szczegółów, natarczywie wyciąga informacje – to błąd. Równie błędne jest okazywanie zbyt silnych emocji przy dziecku – wzburzenia, rozpaczy. Dziecko, widząc rozpłakanego, poruszonego historią psychologa/pedagoga, będzie czuło niepotrzebny dodatkowy ciężar – kompletnie mu to nie pomoże. Z drugiej strony, jeśli specjalista zachowa kamienną twarz i będzie stosował strategie unikające, to również jego pomoc będzie znikoma. Chodzi tu o głęboką, ale nieobciążającą empatię wobec usłyszanej historii. Tak by dziecko poczuło, że specjalista sobie poradzi z tą historią, że go ona nie przytłoczyła, że jest dość silny, by odpowiednio pomóc, a przy tym wystarczająco ciepły, by dać wsparcie. Na koniec rozmowy warto zapisać dziecku na kartce informację o możliwym dodatkowym wsparciu, na przykład podając numer Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111.

MARZENA

Można ten cały syf zrozumieć, wybaczyć

.

Wysoka, zgrabna, po czterdziestce. Mocne, umięśnione ciało, od razu widać, że jest wysportowana, że ma własne zdanie i otwarcie je wyraża. Momentami wręcz surrealistyczna. Wiedziałyśmy, że jest wzbudzającą powszechny szacunek menedżerką. Potem, w trakcie rozmowy, dowiedziałyśmy się o jej zbuntowanej młodości, spędzonej w środowiskach, od których stereotypowo trzymają się z daleka grzeczne dziewczynki. Co jest śladem tamtych fascynacji? Na pewno krótko przycięta grzywka w stylu Mii Farrow z filmu Polańskiego Dziecko Rosemary.

.

Anna i Katarzyna: Do kogo masz największy żal?

Marzena: Do matki... Czasem nie dziwię się matkom, które oddają dzieci do adopcji. Tak jest lepiej, jeżeli nie czują się na tyle silne, żeby je wychować. Nie każdy powinien być rodzicem i wydaje mi się, że jeżeli nie możemy dać dzieciom jakiegoś kręgosłupa moralnego, wartości naprawdę życiowych, jeśli nie potrafimy być parasolem, by ochronić je od niebezpieczeństw świata, to lepiej je oddać. Myślę o niebezpieczeństwach, jakie mi się przydarzyły. Trzeba być czujnym. A także dostrzegać pasje dzieci. By czegoś nie przeoczyć. Uważam, że moje życie zupełnie inaczej by się potoczyło, gdybym miała mądrą mamę i gdyby ona, widząc moje zdolności, które cały czas pokazywałam, bo chodziłam do kółka teatralnego, tańczyłam, śpiewałam – popychała mnie w tę stronę, w którą ja chciałam iść.

A jak potoczyło się twoje życie?

Będę o tym wszystkim chronologicznie, krok po kroku, opowiadać po raz pierwszy... To niełatwe... Pierwszą próbą ukojenia żalu było napisanie listu do mamy.

Pomogło?

Miałam wtedy szesnaście lat. List dotyczył wszystkiego, co się wydarzyło. Chciałam, by wiedziała, że mam do niej pretensje, mimo że jej wybaczam. To wszystko, co się wydarzyło w moim czy brata życiu – było złe. Mama jest nauczycielką. Wiecie, co zrobiła? Zwróciła mi ten list, z błędami poprawionymi na czerwono.

To była cała jej reakcja?

Byłam w szoku. Popłakałam się oczywiście, ale później zrozumiałam... Dla niej to było zbyt ciężkie. Chyba jeszcze trudniejsze niż dla mnie. Czy miała świadomość, co się dzieje, czy nie miała... nie wiem.

List to był twój pomysł?

Tak sobie wymyśliłam, że napiszę list, bo nie miałam na tyle odwagi, żeby usiąść i wprost powiedzieć. Nigdy w życiu bym w oczy mamie tego wszystkiego nie powiedziała. Zresztą ja bardzo lubię pisać, prowadziłam pamiętnik, więc napisanie listu łatwo przyszło. I w końcu wyrzuciłam to z siebie. Dopiero wtedy poczułam, jak działa moc wylania tego, co uwiera, na papier.

Nigdy nie poruszyłyście tematu poprawienia błędów w twoim liście?

Chyba wróciłyśmy do tego w jakiejś pyskówce, ale to nie było nic specjalnego. Nie usiadłyśmy w spokoju. Nie porozmawiałyśmy o tym. Może nie ze wszystkiego sobie zdawała sprawę. Może myślała, że nie będę pamiętać, że to w żaden sposób nie wpłynie na moje życie. Nie wiem. Nie rozumiem, tak jak nie rozumiem, dlaczego moja mama uzależnia się od bycia z facetem.

Trudno wam się zrozumieć?

Tak, a ona się dziwi, jak mogę funkcjonować sama. Ja po prostu tego nie potrzebuję. Jeśli mam ochotę na seks – sama się zadowalam i jest mi z tym dobrze. Nie potrzebuję faceta dla samego seksu. Gdybym miała mieć mężczyznę, chciałabym, żeby to był przyjaciel, z którym wyjdę do kina, który się mną zaopiekuje i będzie mnie bardzo kochał. Wydaje mi się, że mamie głównie zależy na seksie. Do tej pory chyba jest bardzo nagrzana. Seks chyba ma naprawdę wielkie znaczenie w jej życiu. W moim nie.

Seksualność człowieka to ważny, intymny obszar życia. Potrafi być zarówno źródłem szczęścia, jak i traumy, która może nas rujnować na długie lata.

W tym wszystkim ważna jest historia mojej mamy, zanim ja przyszłam na świat. Ona jest słabą kobietą, która zawsze potrzebowała faceta do szczęścia. Została przez rodziców młodo wydana za mąż – za dużo starszego mężczyznę, ojca mojego brata. To był profesor, więc dziadek zdecydował, że to dobra partia dla mamy. Ona była w tym czasie zakochana w koledze ze studiów. Miał być lekarzem, ona też chciała zostać lekarką. A tu małżeństwo ze starszym mężczyzną z politechniki. Mama też musiała skończyć politechnikę, bo dziadek mówił, że ta szkoła daje dobry zawód. Próbowałam kiedyś rozgryźć, kiedy ona tak naprawdę zaczęła pić. Bo moja mama jest alkoholiczką z klasą. Po niej nic nie widać. Ładnie się ubiera, dobrze wygląda, ale jak się upije – to do spodu. Wtedy jest masakra. Zapytałam kiedyś, skąd alkohol u dziewczyny z takiego dobrego domu? Jak to się zaczęło? Powiedziała, że już na studiach nosiła seteczki w torebce, bo nie mogła sobie dać rady z ojcem tyranem. Zawsze stawiał na swoim.

Szybko urodziła mojego brata. Później zaczęła uczyć w szkole naprzeciwko domu, więc babcia, kiedy mama kończyła pracę, stała już z małym Piotrusiem w furtce i wołała, żeby natychmiast przyszła. Jako młoda dziewczyna mama nie miała ani krzty życia młodzieńczego. Same obowiązki. Wtedy właśnie zaczęła pić, żeby jakoś znieść rutynę, w którą wpadła w zbyt młodym wieku. Zaczęła się znieczulać po prostu, no i tak to poszło. Później na jakiejś wycieczce do Warszawy poznała mojego tatę.

Twój ojciec też pił?

Był marynarzem. Pił i pływał. Zawsze jak przyjeżdżał do domu, to dwa tygodnie pił, bo oblewał przyjazd, a później dwa tygodnie pił, bo zaraz wypływał w morze.

Z tamtym się rozwiodła?

Tak. I przyjechała do Warszawy. Moi rodzice zakochali się w sobie. To widać na zdjęciach.

To było dobre małżeństwo?

Nie. Tata był kilka lat młodszy. Ja się urodziłam w siedemdziesiątym trzecim roku. Mój brat, z pierwszego małżeństwa mamy, jest o siedem lat starszy ode mnie. Mama przyjechała do Warszawy z małym synkiem i ponownie wyszła za mąż. Tata właśnie awansował. Początkowo pływał na barkach na Wiśle, a później zaczął robić karierę.

Z karierą przyszedł alkohol?

Ale wcześniej mama zwiedziła z nim kawał świata. Pływał za granicę, na coraz większych statkach. Zabierał ją w rejsy. My z babcią siedzieliśmy w domu.

Wróćmy do listu. Co w nim napisałaś?

Napisałam jej wszystko. Pierwsza sprawa – mój ojciec. Kiedy się rozwiedli, miałam siedem lat i wtedy mama podzieliła mieszkanie. Dla naszej trójki załatwiła dwupokojowe, a dla ojca – kawalerkę w innej dzielnicy. Wydaje mi się, że przez pierwszy rok nie chodziłam do niego zbyt często. Mama w międzyczasie poznała faceta, z którym była później przez dziesięć lat i on praktycznie nas trochę wychowywał. Trochę z nami pomieszkiwał. Taki naprawdę w porządku facet. Mama bardzo się w nim kochała. Była o dziesięć lat od niego starsza. Ale zawsze była bardzo piękną kobietą i podobała się facetom, więc nie miała problemu z adoratorami. Zaszła z nim w ciążę. Dopiero po latach się dowiedziałam, że usunęła to dziecko. Nie chciała mieć trzeciego. Chyba gdzieś z tyłu głowy czuła, że on kiedyś odejdzie i ją zostawi. Tak się stało. Ja cały czas chciałam się spotykać z ojcem. Zabiegałam, żeby mieć z nim kontakt. Mama mówiła, że to nie ma sensu, bo on pije, ale nigdy mi tych kontaktów nie zabraniała. Umawiałam się z nim. Oczywiście milion razy mnie wystawiał. Umawiał się i był pijany albo nie przyjeżdżał po mnie w ogóle. To były rozczarowania mojego dzieciństwa. Milion razy coś obiecał i nie dotrzymywał słowa. Czułam się wtedy strasznie. Wydaje mi się, że gdy zaczął się do mnie dobierać w łóżku, to musiało być między trzecią a czwartą klasą podstawówki. Wtedy regularnie do niego przyjeżdżałam, on już miał drugą żonę.

 

Zamieszkali razem?

Tak, w tej kawalerce, którą załatwiła mama.

Zostawałaś na noc i spałaś z nimi?

Mieli duże łóżko. Ja spałam od ściany. Ojciec w środku. Maryla – jego druga żona – od zewnętrznej. W nocy ojciec zaczął się do mnie dobierać. Normalnie zaczął mi palce wsadzać do cipki. Obudziłam się przestraszona. Powiedziałam: „Co ty robisz, tato?!”. Chyba wyskoczyłam z łóżka. On zupełnie nie widział w tym problemu.

Nie próbował się tłumaczyć? Udawać, że pomylił cię z żoną?

Nie, nie. Powiedział, że chciał mi zrobić dobrze, bo mnie tak kocha. Że chciał mi sprawić przyjemność.

Był pijany?

Nie, nie wydaje mi się.

Maryla się obudziła?

Chyba udawała, że śpi. Ale potem wszyscy wstaliśmy z łóżka. Ja byłam w szoku, przerażona.

Bo do tej pory to był jednak kochany tata?

Kiedyś brat mi uświadomił, że tata nie był fajnym człowiekiem. Do niego też się dobierał.

Mój ojciec uważał, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować. Nawet narkotyków. Ale tylko raz. Kiedyś mi tłumaczył, że nie ma nic przeciwko biseksualnym zachowaniom, bo raz się żyje. Wydaje mi się, że bardzo możliwe, że Piotrka też molestował i dlatego mój brat go nienawidził. Zdawkowo rozmawiałam z bratem na ten temat. Był w nim wielki smutek, jak to mówił.

Ciekawe, skąd u ojca takie zaburzenia...

Zastanawiałam się dlaczego, ale strasznie trudno dojść. Szukałam w historii jakiegoś śladu. Dotarłam do historii dziadka.

Taty ojca?

Tak, bo on umarł w czterdziestym ósmym roku w Cieplicach koło Jeleniej Góry i bardzo długo szukałam jego śladów. Mama mojego taty już nie żyje, ale zostawiła mi jeszcze przed śmiercią zdjęcia grobu dziadka. Dużo też wspólnych zdjęć dziadków z czasów wojny. Dziadek zginął zastrzelony i babcia z małym Jankiem (moim tatą) wróciła do Warszawy, z której pochodziła. Wyszła tutaj za mąż za innego faceta, Józka, którego ja poznałam jako swojego dziadka. Dopiero później dowiedziałam się, że to nie jest mój dziadek, tylko ojczym taty. Babcia z Józkiem miała dwie córki – moje ciocie. Józka świetnie wspominam, choć też pił. Wydaje mi się, że przy nim ojca zaczęło ciągnąć do picia. Poza tym Józek to był naprawdę cudowny człowiek. Jakoś nie sądzę, że mógłby mieć coś wspólnego z molestowaniem.

Jak się zmieniły wasze relacje z ojcem po tym zdarzeniu?

Dalej do niego jeździłam. Po tym, co się wydarzyło, przegrodzili kawalerkę. Miałam swój kącik oddzielony regałem. A tam mały tapczanik.

Właściwie wszystko wyrzuciłam z pamięci. Później zaczęłam sobie powoli od nowa przypominać. I uświadamiać, że jak dochodziło do zbliżenia między mną a chłopakami, to mi to nie odpowiadało. Dopóki się całowaliśmy – było fajnie, ale jak ktoś mi rękę kładł na swoim penisie, to po prostu zbierało mi się na wymioty. Później w czasach ogólniaka poszłam w towarzystwo gejowskie. Na Bielanach była dyskoteka gejowska, jedna z pierwszych w Warszawie. W tym czasie mój przyjaciel z podstawówki właśnie się zorientował, że jest gejem. To jego przeżycie i odkrycie było niesamowite – zresztą u mnie w domu na jakiejś imprezie (śmiech). Zaprosił na tę imprezę świeżo poznanego chłopaka. Ten zaczął się do niego dobierać, jemu to się spodobało i w ten sposób odkrył, że jest gejem.

Nigdy nie przyszło ci na myśl, że może jesteś lesbijką?

Nie, choć były jakieś eksperymenty z przyjaciółką, z którą całowałam się raz w ogólniaku, ale nie. Zdecydowanie to nie moja bajka.

Podobali ci się mężczyźni, ale czułaś do nich obrzydzenie?

Właśnie. Dlatego odpowiadało mi homoseksualne środowisko, bo czułam się bezpiecznie. Faceci nie byli zainteresowani dotykaniem mnie. To było super. Można było się bawić, jak się chce, wygłupiać, wszystko przy nich robić, a oni i tak na mnie uwagi nie zwracali.

Bezpieczne.

Bardzo. Długo w tym towarzystwie siedziałam. Dziś z perspektywy lat widzę, że za długo. Żałuję tego czasu, bo poza dobrą zabawą to środowisko niewiele wniosło do mojego życia. Nie rozwijałam się. A miałam ogromny potencjał i straciłam na imprezowaniu z nimi sporo czasu. Ale pewne przyjaźnie zostały mi do dziś. Jeden z kumpli jest chrzestnym mojej córki.

Wróćmy do twojego domu. Czy powtórzyło się nadużycie ze strony ojca?

Z ojcem nie. Ale były sytuacje z bratem. Mieliśmy piętrowe łóżko. Brat był starszy, więc dojrzewał i odkrywał siebie. Nie pamiętam, jak to było inicjowane przez niego. Czy ja wchodziłam do pokoju i on mnie wołał do siebie, czy ja już spałam, a on czekał, aż mama zaśnie... Nie pamiętam. W każdym razie prosił mnie, żebym schodziła do niego i kazał mi siebie dotykać. A to pokazywał mi wytrysk, a to kładł mnie na sobie i pocierał mną o siebie. Nigdy mnie nie zgwałcił, nigdy nie wsadził mi penisa w cipkę, ale cały czas pocierał mną po nim, żeby mieć wzwód.

Dużo razy tak się zdarzyło?

Oj tak. Wiele razy.

To mocne doświadczenie.

Mniej na mnie odcisnęło piętno niż to z ojcem. Ale wszystkie trzy wydarzenia miały na mnie duży wpływ.

Ojciec, brat i...?

Kolejne trudne przeżycie jest związane z matką. Kiedy partner ją zostawił i wyjechał do Kanady, nie mogła sobie w ogóle poradzić z samotnością i ciągle sprowadzała do domu jakichś kolesi. Na jedną noc. Ciągle szukała nowej miłości, przychodziła nawalona, pieprzyła się z nimi. A ja w drugim pokoju byłam sama, bo brat już wyjechał.

Wszystko słyszałaś?

Wszystko, no i raz widziałam. To było straszne. Mama wróciła do domu z imprezy pijana, z jakimś gachem i nawet do mnie nie weszła. A ja zawsze czekałam na balkonie, aż wróci. Wtedy chyba coś złego mi się przyśniło. Długo ją wołałam: „Mamo, mamo, przyjdź”, aż w końcu nie wytrzymałam i weszłam do jej pokoju. Ona rozkraczona, on jej robił minetę. Jak to zobaczyłam... Myślałam, że się zrzygam. Zobaczyć pijaną matkę, rozkraczoną... Głowa tego faceta między jej nogami. To jest straszny widok dla dziecka. Masakra... Wróciłam do swojego pokoju w takim szoku, że chciałam wyskoczyć przez okno. Mieszkałyśmy na trzecim piętrze. Siedziałam już na parapecie z nogami na zewnątrz i nie wiem... jakiś anioł... (płacz)... Jakoś wróciłam do pokoju (płacz) i się położyłam. Nie wiem, co się wtedy stało, ale to był chyba najgorszy szok, jaki przeżyłam...

To doświadczenie boli do dziś najbardziej?

Tak... Znaczy... ja wiedziałam, co ona robi. Nie byłam już taka mała. Ciągle pijana, ciągle z jakimiś facetami. Wiadomo było, co robi u siebie w pokoju, ale wiedzieć, a zobaczyć na własne oczy... To było po prostu straszne... (płacz).

Napisałaś jej o tym w liście?

Napisałam jej, że to była trauma dla mnie, że mogła mnie stracić... (płacz).

Ułożyłaś sobie życie. Spotkałaś mężczyznę, który został twoim mężem i masz z nim dwójkę dzieci.

Męża poznałam na studiach. Ale straciłam dziewictwo w ogólniaku, gdy miałam osiemnaście lat. Z tym, z którym straciłam cnotę, było mi dobrze, bo nigdy nie byłam z nim na serio. Tylko się sobie podobaliśmy. Chłopak z żoliborskiej elity artystycznej. Był starszy ode mnie, bardzo mu się podobałam. Zaaranżował wszystko. Ja miałam w tym czasie chłopaka, on dziewczynę. Spotykaliśmy się potajemnie. Wszystko było magią...

To dobrze, że był tym pierwszym?

Tak, bo ja nie chciałam stracić cnoty z moim ówczesnym chłopakiem. On był dobrym misiem po prostu i naprawdę bardzo kochanym człowiekiem. Wiedziałam, że to też byłby dla niego pierwszy raz. Ja strasznie się stresowałam. A ten pierwszy mój kochanek był piękny, doświadczony. Było cudownie.

A Jacek, ojciec twoich dzieci?

Jacek pojawił się na horyzoncie jako normalny chłopak, który się mną zainteresował. Za punkt honoru postawił sobie, że mnie wyciągnie z gejowskiego towarzystwa. Zakochaliśmy się w sobie i czternaście lat byliśmy razem.

Czas przeszły?

Zostawił mnie (śmiech) z dwójką dzieci. Dziewięć lat temu.

Przyjaźnicie się?

Tak. Kiedy związałam się z Jackiem i urodził się nasz syn – zmieniłam się o sto osiemdziesiąt stopni. Stałam się obowiązkowa, z dziećmi miliony rzeczy robiłam. Wszystko było ułożone pod potrzeby rodziny. To właśnie rodzinie oddałam się bez reszty.

Piłaś kiedykolwiek?

Nie w sposób niekontrolowany. Jestem bardzo narażona na alkoholizm. Dlatego powtarzam sobie, że po prostu muszę sobie radzić inaczej, bo jak zacznę z alkoholem, to mnie wciągnie. Wiem o tym, że jeżeli będę miała na przykład depresję, to nie mogę po niego sięgać i znieczulać się w ten sposób. To pomaga tylko na krótką chwilę.

Jak sobie radzisz, kiedy masz gorsze momenty?

Jak jest się mamą, nie ma czasu na depresję.

Twoja mama też była mamą.

No tak. Ale ja jestem inna. Czasami boję się, że kiedy dzieci wyjdą już z domu, może mi się przydarzyć depresja. Ale teraz muszę je dobrze wychować. Zawsze miałam i mam po co wstawać – właśnie dla nich. Kiedy one pójdą na swoje, już nie będzie po co wstać... Tego się trochę boję. Dbam więc bardzo o rozwój swoich pasji. Żeby był sens.

Boisz się klasyki – syndromu pustego gniazda?

Z jednej strony się boję, a z drugiej – z ekscytacją próbuję sobie zbudować własną rzeczywistość. Nareszcie będę mogła robić to, co chcę. Będę miała czas na spotkania z koleżankami, bo zawsze bardzo dużo pracuję, więc każdą wolną chwilę chcę spędzać w domu. Powoli buduję sobie przestrzeń i czuję, że znajdę jeszcze miłość życia.

Nie zwątpiłaś w miłość?

Czuję, że będę miała jeszcze przyjaciela. Nie wiem, czy będę chciała z nim zamieszkać, bo lubię ciszę, spokój. I na pewno mamą będę musiała się w przyszłości zaopiekować.

Najważniejsze, że jesteś otwarta na związek.

Odkąd Jacek odszedł, nie miałam żadnego. Przez te dziewięć lat z nikim się nie związałam, z nikim się nie spotykałam. Zawsze myślałam o tym, że nie mogę zrobić swoim dzieciom tego, co rodzice zrobili mi.

Przyprowadzać kolejnych wujków.

Nigdy w życiu bym nie wprowadziła obcego faceta do życia moich dzieci. On by chyba musiał być aniołem, żebym czuła spokój i miała pewność, że pokocha moje dzieci. Zawsze bym się czegoś obawiała. Bałabym się, że gdy będziemy mieszkali razem, wyjdzie coś nie daj Boże takiego, co mnie spotkało. Moje dzieci nigdy nie zobaczą, że śpię z kimś czy się całuję. To wręcz one czasami już naciskały, żebym się z kimś umówiła. Moja mama cały czas dopytuje, dlaczego nikogo nie mam. Ja się na razie nie rozglądam. Nie potrzebuję.

Mówisz o tym ze spokojem i zrozumieniem...

Bo rozpad związku to zawsze wina dwóch stron.

Podejście godne szacunku.

Jestem i zawsze byłam silna. Może przez to, co mnie spotkało. Zawsze wszystko planowałam. Jestem menedżerem, organizatorem. Kiedyś moja szefowa powiedziała: „Gdybyś miała zorganizować lot na Księżyc, tobyś to zorganizowała w jeden dzień”. Tak mam. Zawsze wszystko planowałam i wydaje mi się, że nie dałam mojemu partnerowi przestrzeni na bycie mężczyzną. Może potrzebował nie takiej herszt-baby, tylko kokietki, która niewiele myśli.

A z jakimi emocjami myślisz dziś o bracie?

Rozumiem, dlaczego on to robił.

Rozmawiałaś z nim kiedykolwiek o tym?

Nie.

W jakich relacjach pozostawałaś z ojcem?

W dobrych. Kiedy dorosłam, wiele zrozumiałam.

Niektórzy ciągną swoje traumy przez całe życie.

Tata mi to zrobił, to ja sobie teraz nie radzę, brat mi to zrobił – to już nigdy nie będę w związku. To tak nie jest. To, że on to zrobił, też wynika z czegoś. To, że mama zaczęła pić, też z czegoś wynikało. Ja szukałam pomocy i ją znalazłam. Podjęłam się tego z miłości do dzieci.

Powiesz o tym coś więcej?

Wraz z parterem wprowadziłam się do mieszkania mamy. Ona piła i po pijaku urządzała nam dzikie awantury. Byłam w ciąży i miałam małego synka. Ciągle mu uszy musiałam zatykać, żeby nie słyszał jej przeklinań. Wyzywała mnie od pizd, że jestem beznadziejną matką, gówno sobą reprezentuję. Mój partner nie mógł już tego słuchać, nie chciał wracać do domu.

Wtedy trafiłaś na grupę DDA?

Przestraszyłam się, bo wyczytałam, że permanentny stres, awantury, napięcie mogą źle wpływać na dziecko. Obawiałam się autyzmu albo innej choroby. Jeszcze wtedy miałam w sobie poczucie misji. Chciałam uratować mamę z alkoholizmu. Poszłam do poradni zdrowia psychicznego w naszej przychodni.

W czasie terapii DDA coś sobie uświadomiłaś?

Zaczęłam chodzić na grupowe spotkania. To wygląda identycznie jak AA, z tą różnicą, że zamiast alkoholików spotykają się ich byli mężowie, żony, matki, synowie i tak dalej. Cały przekrój społeczeństwa. To niesamowite uczucie, gdy każdy opowiada swoją historię. Jedni mają ciężej, inni lżej. To bardzo pomaga.

 

To był jakiś przełom?

Tak, wtedy zaczęłam myśleć o sobie.

Kiedy to było?

Piętnaście, szesnaście lat temu. Już po liście napisanym do mamy.

Czujesz potrzebę, żeby usiąść i porozmawiać z nią o tym wszystkim?

Nie wiem. Chyba już nie. Teraz generalnie zależy mi tylko na jej zdrowiu. Żeby ona nie umarła przez alkohol, bo nie chcę, żeby umierała. Jak nie pije, jest w porządku.

Jak myślisz, dla kogo jest ta książka? Gdybyś miała ją komuś zadedykować?

Myślę, że dla dziewczyn, które też przez to przeszły. Żeby się wzmocniły, by wiedziały, że to, kim teraz jesteśmy i jak się zachowujemy, nie zależy od nikogo innego tylko od nas samych. Można ten cały syf zrozumieć, wybaczyć, przerobić w sobie.

Wziąć życie we własne ręce?

Tak. Łatwo jest kogoś obwinić za wszystko.

Terapia jest dobra?

Terapia jak najbardziej, bo od czegoś trzeba zacząć. Nikt sobie nie da rady sam. Trzeba po prostu wstawać i pracować nad sobą. Z terapeutą będzie łatwiej. Ale w garść trzeba się wziąć samemu. Przebaczyć naprawdę, bo im bardziej się takie zagubione osoby kocha, tym lepiej. Mimo tego, że mama pije – potrafię ją przytulić i powiedzieć: „Kocham cię”. Często taka akceptacja bardziej pomaga niż to, że na nią nakrzyczę, bo to ją jeszcze bardziej podkręci do picia. A tak dostaje mimo wszystko miłość. Miłość jest kluczową sprawą...

.

Komentarz psychologa

Wielokrotne nadużycia o charakterze kazirodczym, tak jak u Marzeny, są wyjątkowo skomplikowanym doświadczeniem molestowania. Nie dość, że dochodziło tu do przemocy seksualnej, to jeszcze do uderzenia w poczucie bezpieczeństwa – ze wszystkich stron. Bo każdy członek rodziny Marzeny w brutalny sposób przekraczał jej granice. To sytuacja ekstremalnie trudna, gdyż Marzena wśród bliskich nie miała żadnej osoby godnej zaufania. Żadnego dorosłego, który pokazałby jej, że tak nie wolno, że to, czego doświadcza, jest złe i że dzieje jej się krzywda.

U osób tak dotkliwie skrzywdzonych nierzadko obserwuje się wyrozumiałość dla czynów kazirodczych, otwartość na przebaczenie. To prawda, że akt przebaczenia sprawcy, choć trudny, jest niezmiernie oczyszczającym przeżyciem, uwalnia i daje spokój wewnętrzny. Wiele ofiar jednak przebacza po części dlatego, że trudno spojrzeć na swoich najbliższych jako na rodzinę sprawców przemocy. Emocjonalnie mniej obciążające jest uznanie, że to poranieni ludzie, z własną ciężką historią, którzy pewnie w innych okolicznościach by nie krzywdzili. Jest to narracja bardziej w służbie rodziny niż w służbie własnego ja. Wynika z potrzeby utrzymania jej stabilnego obrazu, a przede wszystkim pozwala uniknąć patrzenia na siebie, jak na bezwolną ofiarę. Takie postrzeganie swojego ja może bowiem powodować przygnębienie, a nawet depresję – a tych stanów emocjonalnych ludzie wolą uniknąć.

Choć to brat i ojciec dopuścili się czynów kazirodczych, można odnieść wrażenie, że Marzena najwięcej żalu ma wobec swojej matki. Postrzega ją jako egoistkę, której nie można zaufać. Jej postawa specjalnie nie dziwi. Jak podają Anna Krawulska-Ptaszyńska i Dariusz Rosiński w swojej publikacji: „Dziecko wykorzystywane seksualnie w obrębie rodziny”, kobiety, które doświadczyły tego rodzaju przemocy w dzieciństwie, za główny powód swoich obecnych problemów (takich jak nieufność, lęk, poczucie winy, niska samoocena, autodestrukcyjność) często uważają nie tyle samo molestowanie, co fakt, że nie udało im się uzyskać wsparcia ze strony matki.

Pokazuje to, jak destrukcyjna dla psychiki ofiary może być sama postawa matki: obojętna, zdystansowana i co kluczowe – często mimo świadomości czynów – bierna wobec faktu molestowania.

Warto pamiętać, że niedojrzałość rodzica, brak uważności wobec dziecka i wychowywanie go bez zaangażowania emocjonalnego odciska głębokie piętno na jego psychice, nawet wtedy, gdy nie ma w tle molestowania seksualnego. Większość problemów emocjonalnych ludzi spowodowana jest właśnie brakiem uważności rodziców wobec problemów dzieci i mocno egocentryczną postawą wobec życia. Ale – co podkreślają wspomnieni wyżej badacze – nawet jeśli matka nie kocha własnej córki, nie znaczy, że tym samym skazuje ją na kazirodczy związek z ojcem czy bratem. „Ostatecznych przyczyn nadużyć seksualnych w obrębie rodziny szukać należy zatem przede wszystkim w postawach i cechach osobowości mężczyzny, który dopuszcza się tego typu przestępstw wobec własnych dzieci”, podkreślają Krawulska-Ptaszyńska i Rosiński.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?