Molestowane. Historie bezbronnychTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ANASTAZJA

Powiedział, że zabierze mnie na spacer

.

Do końca nie miałyśmy pewności, czy przyjdzie, bo kontakt z nią bywał utrudniony. Czasami długo nie odpisywała na wiadomość. Wiedziałyśmy, że się odcina, kiedy ma gorszy czas. Ku naszej radości – pojawiła się. Akurat tego dnia była w dobrej kondycji. Cieszyła się na wyjście do teatru z przyjaciółką. Jej historia jest dramatyczna. Młoda kobieta dotknięta przez los z uwagi na poważną chorobę powodującą niedowidzenie. I wszechobecna w jej życiu przemoc, której doświadczała niemal na każdym kroku. Po wysłuchaniu jej opowieści zrodziło się w nas pytanie, na które próbujemy sobie odpowiedzieć z każdą historią na nowo: ile człowiek jest w stanie znieść?

.

Anna i Katarzyna: Ile miałaś lat, kiedy byłaś krzywdzona?

Anastazja: Byłam molestowana od ósmego do piętnastego roku życia. Wiele lat udręki, strachu i lęku. Bardzo bałam się tego człowieka. Był silniejszy ode mnie i wmawiał mi, że robi dobrze, że jest w porządku i że mam tego nikomu nie mówić, bo on mnie kocha. Najgorsze, że kiedy się ciągle mnie pytał, czy ja go kocham, odpowiadałam, że tak. Ale byłam tylko dzieckiem.

Przytakiwałaś ze strachu?

Bałam się wszystkiego. Bałam się tego, że moi rodzice mi nie uwierzą. Bałam się tego, że jak powiem, to dostanę po prostu wpierdol.

Jakie było twoje dzieciństwo?

Od szóstego roku życia mieszkałam w internacie ze względu na problemy ze wzrokiem. Tam byłam wśród dzieciaków, ale czułam się bardzo samotna, opuszczona, odrzucona. Rodzice chcieli zadbać o to, żeby było mi dobrze, ale jako dziecko nie rozumiałam tej rozłąki. Ona była straszna.

Czy uważałaś, że oddali cię, bo byłaś niegrzeczna?

Przez wiele lat tak właśnie myślałam o sobie. Z drugiej strony pójście do internatu też miało dobre strony, bo w końcu mogłam być trochę dzieckiem.

Co to znaczy? W domu rodzinnym nie mogłaś?

Moi rodzice niestety stosowali przemoc fizyczną wobec nas – dzieci. Mama nas biła. Ojciec na to nie reagował. Stał z boku. Biernie się przyglądał. Dlatego mimo bolesnej rozłąki i poczucia odrzucenia, lubiłam internat, bo mogłam się tam wygłupiać. W wakacje, ferie, święta jeździłam do domu. Im byłam starsza, tym rzadziej jeździłam. Nie chciałam, bo wiedziałam, czym to grozi.

Czym groziło?

Biciem. Miałam duże problemy z matematyką. Mama nie miała podejścia...

Cierpliwości?

Właśnie. Później po wielu latach dowiedziałam się, że moja mama sama była tak bita.

W tym momencie już wiem, że może inaczej nie umiała, ale to jej nie usprawiedliwia. Nie umiałam liczyć. I za każdym razem, ślęcząc nad matematycznym zadaniem, wiedziałam, że skończy się to karą – znowu zostanę zbita. Długo bałam się ludzi. Mam słaby wzrok, ale bałam się prosić o pomoc, bo obawiałam się, że ludzie zareagują agresją.

Tak jak w domu?

Rodzice na wszystko reagowali agresją. Kiedy spóźniłam się choćby minutę, bo bawiłam się zbyt długo z przyjaciółką na dworze – od razu było lanie. Kara za wszystko. Czasem wydawało mi się, że jestem z innego świata.

W twoim przypadku dorosłość jest fajniejsza niż dzieciństwo?

Chyba tak. Miło wspominam tylko zabawy z bratem. Biegaliśmy i mieliśmy swobodę na podwórku. Biegać nam pozwalano. Rodzeństwo mogło sobie zawsze pozwolić na więcej wobec rodziców niż ja.

Bo byłaś najstarsza?

Jestem najmłodsza. Mam cztery lata starszą siostrę. Ona mogła mamę przezwać, przekląć, uderzyć ją nawet. Zaczęłam się w końcu buntować. Kiedyś nawet po ciuchu sobie coś tam pod nosem powiedziałam, że jej nienawidzę, i moja matka to usłyszała. Strasznie się zdenerwowała. Oczywiście dostałam. Czułam niesprawiedliwość, że moja siostra może to robić, a ja nie.

A dlaczego ona mogła?

Myślę, że mama się jej bała, bo moja siostra miała taką siłę w sobie, że matka czuła przed nią respekt.

Ty byłaś słabsza?

Z trójki rodzeństwa byłam najmłodsza i najsłabsza, ale też najbardziej rozrabiałam. Moja mama była osobą bardzo niedostępną emocjonalnie. Czasami mnie uderzyła, ale wieczorem to ja miałam ją za to przepraszać.

Za to, że ją wyprowadziłaś z równowagi?

Tak. Obrażała się na mnie. Szła spać. Czułam ten emocjonalny chłód. Wiedziałam, że jak jej nie przeproszę wieczorem za to, że ona coś złego zrobiła, to przestanie się do mnie odzywać. To było dla mnie straszne, że musiałam ciągle przepraszać za to, czego nie zrobiłam. Ciągle potem w życiu przepraszałam wszystkich za wszystko. Przepraszałam za to, że żyję. Miałam ciągłe poczucie winy. Wszystko zawsze brałam na siebie.

Terapia pomogła ci w uzmysłowieniu sobie tych mechanizmów?

Poszłam na terapię dziewięć lat temu. Moja szkolna psycholog wysłała mnie do Niebieskiej Linii, bo stwierdziła, że potrzebuję bardziej intensywnej pomocy niż ta, jaką ona jest mi w stanie dać. Zapewniła, że cały czas mogę też przychodzić do niej. To dla tej pani psycholog poszłam na terapię. Bardzo ją polubiłam, bo ona bardzo mi pomogła. Dzięki niej odrobinę zaczęłam ufać ludziom. Coś się we mnie przełamywało. Czułam się bezpieczniej. Internat, a w nim pani psycholog, były moją ucieczką – bezpieczną przystanią.

Z jednej strony było ci tam dobrze, z drugiej – tęskniłaś za domem i czułaś się odrzucona. To był wewnętrzny konflikt?

Myślę, że tak, bo to był jednak mój dom. Czułam się z nim związana, bo mieszkali tam moi rodzice. Jacy by nie byli – trzeba ich szanować. Tak mnie uczono. W gimnazjum stałam się osobą bardzo religijną, bo chciałam wybaczyć rodzicom. Potrzebowałam coś zrobić, żeby nie czuć winy, ale też nie chciałam żyć w niezgodzie z wartościami, jakie miałam przekazywane, kiedy byłam dzieckiem.

Rodzice kazali nam chodzić do kościoła.

Znowu przymus...

Tak, myślę, że dużo przymusu doświadczałam. Kiedyś poszliśmy z bratem do kościoła. Postanowiliśmy się zbuntować i nie weszliśmy do środka. Staliśmy przed kościołem. Takie małe wagary. Była zima, marzliśmy, wysilaliśmy słuch, żeby chociaż trochę usłyszeć kazanie, bo potem byliśmy z tego odpytywani, ale nie weszliśmy.

Potrzebowaliście poczucia, że nad czymś w życiu sprawujecie kontrolę?

Mieliśmy satysfakcję, że jednak oboje zrobiliśmy coś po swojemu. W porównaniu do ciągłej bezradności to było coś.

Bezradność dziecka. Potrafisz ją opisać?

Mama biła pasem, kablem, skakanką, a ja zawsze czułam się winna.

Miałaś ślady na ciele? Ktoś mógł je zobaczyć?

Nauczyciele mogli widzieć, ale nie reagowali. To, co się działo w domu, ich nie interesowało. Mnie uczono, że o tym się nie mówi. Kiedyś mama w szkole na mnie krzyczała przy dzieciach. Widać było, że jest agresywna. Płakałam i histerycznie przepraszałam już na wszelki wypadek, z góry – żeby tylko przestała krzyczeć. Dziś wiem, że wystarczyło spojrzeć na tę scenę, żeby jednak się zaniepokoić. Może po prostu nikt nie chciał się wtrącać i widzieć.

A kto cię molestował seksualnie?

Wujek – brat mojej mamy. To był stary kawaler. Dziś wiem, że mama i babcia wiedziały. Ale nie reagowały.

Skąd wiesz?

Kiedyś mój brat nas zobaczył w dwuznacznej sytuacji. Pobiegł do mamy i babci i krzyknął: „On ją całuje!”. Obie to wyśmiały. Powiedziały, że sobie wymyśla. Wtedy zrozumiałam, że nawet jeśli ja im powiem, co się dzieje, nic to nie da. Poza tym tajemnic rodzinnych się nie zdradza. O takich rzeczach się nie rozmawia, bo rodzina to świętość. Niewygodne sprawy trzeba zamieść pod dywan. Zresztą po wielu latach okazało się, że to była już druga podobna sytuacja w tej rodzinie.

Czy wiesz, co się wcześniej wydarzyło?

Drugi brat mamy zgwałcił swoją rodzoną siostrę. Miała szesnaście lat. Babcia stwierdziła, że ciocia – jej rodzona córka – na pewno zapomni, bo niedługo wychodzi za mąż. Ten skandal nie może wyjść poza rodzinę.

Kto ci o tym opowiedział?

Mama. Kiedy zaczęłam z nią w końcu rozmawiać o tym, co robił mi wujek, przyznała, że jej siostra przeżyła to samo. Rozpłakałam się i zapytałam, jak to możliwe, że babcia nie zareagowała. Ale taka była babcia. Mnie też powiedziała, że już nie ma wnuczki, po tym jak zdecydowałam się ujawnić całą swoją historię.

A co się dalej działo z tym człowiekiem?

Niestety mieszka w tej samej miejscowości. Przez sześć lat siedział w więzieniu za to, co mi zrobił. Wcześniej dwa lata chodziłam po sądach. Zresztą ta sprawa nigdy by nie wyszła, gdybym nie chciała popełnić samobójstwa. Zaczęłam się ciąć.

W jakim byłaś wtedy wieku?

Miałam piętnaście lat. To było po jego ostatniej napaści. Byłam wykończona emocjonalnie, psychicznie. Pomyślałam, że jak się zabiję, to skończy się moje cierpienie. Nie widziałam innego wyjścia z tej sytuacji. Żyłam w przekonaniu, że każdej dziewczynce to się zdarza. Myślałam, że to normalne. Zabierałam leki mamie, brałam je codziennie, autentycznie chciałam się zabić i w którymś momencie byłam już w takim stanie, że chodziłam zupełnie zamroczona lekami. Byłam naćpana. Zachowywałam się dziwnie. Koleżanki się zaniepokoiły i wysłały mnie do szkolnej psycholog. Zaprowadziły mnie osobiście, żebym nie uciekła. Dopiero przy niej naprawdę się rozkleiłam. Dopiero psycholog uświadomiła mi, że to, czego doświadczam, nie jest normalne, za to jest karalne. Uprzedziła, że musi powiadomić rodziców.

Bałaś się czy poczułaś ulgę?

Na początku się nie zgadzałam. Ale wytłumaczyła mi mądrze i spokojnie, że taki jest jej obowiązek – zawiadomić rodziców i odpowiednie służby.

Czy twoim zdaniem to dobrze, że nauczyciele i wychowawcy mają taki obowiązek?

W tym momencie myślę, że tak. Czasami to chyba jedyne wyjście. Ja sama bym tego nie zrobiła nigdy. W końcu chyba po dwóch, trzech tygodniach powiedziałam do pani psycholog: „Niech pani to zrobi, ale nie w mojej obecności”.

 

Jak zareagowali rodzice?

Pamiętam matkę, która strasznie płakała. Dotarło do niej, co się stało. Uwierzyła w końcu, bo usłyszała to od autorytetu, osoby dorosłej.

A ojciec?

Z ojcem nigdy o tym nie rozmawiałam. Nawet podczas rozpraw sądowych nie zabierał głosu w tej sprawie. Podsłuchałam kiedyś jego rozmowę telefoniczną. Powiedział, że mi uwierzy, dopiero jak sąd wyda wyrok. Dla mnie to było straszne, bo przełamałam się, żeby powiedzieć o moim koszmarze, a ojciec dalej mi nie wierzył. Najważniejszy mężczyzna w moim życiu powiedział, że nie uwierzy, dopóki sąd nie wyda wyroku...

Znowu stał z boku...

Tak. A ja pragnęłam, by powiedział: „Wierzę ci, córeczko. Jestem po twojej stronie”.

Jak jest dzisiaj?

Rozmawiamy o różnych rzeczach. Mamy lepsze relacje, ale nigdy już nie zaufałam mu do końca. Zawsze pamiętałam tę rozmowę telefoniczną.

Wróćmy do czasów, kiedy miałaś osiem lat. Pamiętasz, jak to się zaczęło?

Pierwszy raz to było u nich – u wujka i babci w mieszkaniu. Mój brat siedział z matką i z babcią w kuchni, a ja z wujkiem byłam w innym pokoju. Wtedy on zaczął mnie dotykać. Za chwilę całować. Nie wiedziałam, co on robi.

Całował namiętnie jak mężczyzna kobietę?

Tak. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Byłam zszokowana, bałam się strasznie.

Nie krzyczałaś?

Nie potrafiłam.

To tedy zobaczył was twój brat?

Tak. Właśnie wtedy.

Gdyby reakcja mamy i babci była inna, może wujek nigdy więcej by się na to nie odważył?

To jest właśnie najgorsze. Wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej. Ale one się tylko roześmiały.

Twoje ośmioletnie ciało czuło, że ten człowiek robi ci krzywdę?

Na pewno czułam, że to było coś dziwnego, coś czego nikt nie robił wcześniej. W końcu powiedziałam, że nie chcę, żeby mi tak robił.

Potem stał się jeszcze bardziej nachalny. Kazał mi dotknąć swojego penisa. Już za pierwszym razem.

Jak dotychczas postrzegałaś wujka?

Lubiłam go. Ufałam mu. Bawił się ze mną. Interesował się mną. Poświęcał mi uwagę.

Wcześniej, gdy się z tobą bawił, nigdy nie zachowywał się niestosownie?

Nigdy nic nie budziło moich obaw. Wydawał mi się superwujkiem, bratem mojej mamy. Miałam do niego pełne zaufanie.

Bywał agresywny?

Bardzo, bo zaczął mieć problemy z alkoholem. Za każdym razem, kiedy mnie dotykał, był nietrzeźwy. Pamiętam, jak kiedyś przyszedł do naszego domu i był strasznie wściekły. Nie wiem, na co się wtedy wściekł, ale byłyśmy z siostrą same, rodzice wyszli, brata też nie było. Nie chciałyśmy mu otworzyć drzwi. Miałyśmy łańcuch w drzwiach. On ten łańcuch po prostu rozerwał.

Co było dalej?

Wszedł do domu i pobił moją siostrę na moich oczach. Miałam dziewięć lat... Byłam przerażona. Siostrze leciała krew, a ja nie mogłam nic zrobić, siedziałam w kącie i płakałam.

Jak się na niej wyżył, to poszedł. Przyszli rodzice. Widzieli krew siostry, ale nic z tym nie zrobili.

Siostry nigdy nie dotykał?

Tego nie wiem. Nigdy nie rozmawiałyśmy na ten temat.

A macie ze sobą kontakt?

Moja siostra ma strasznie trudny charakter. Jest również dosyć agresywna. W naszym domu zawsze była przemoc. Myślę, że siostra była jak mama. Reagowała na różne rzeczy agresją.

Wspomniałaś, że wujek pozwalał sobie wobec ciebie na coraz więcej?

Kiedy miałam jedenaście lat, zgwałcił mnie. To było poza domem. Powiedział, że zabierze mnie na spacer... Tak naprawdę – mimo że mnie dotykał wcześniej – myślałam naiwnie, że to naprawdę będzie tylko spacer. Dopiero później, jak poszliśmy w to miejsce – bezludne i obce – zaczęłam panikować. Bałam się, że mnie pobije jak siostrę.

Pamiętasz, gdzie to było?

Teraz na tym miejscu jest bazarek. Kiedyś było tam zupełnie pusto.

Co było dalej?

Zgwałcił mnie, a potem jakby nigdy nic – wróciliśmy do domu. Mama na mnie czekała.

Krwawiłaś? Ktoś cię opatrzył?

Cierpiałam, krwawiłam. Nikt nie zwrócił na to uwagi, nikt mnie nie opatrzył.

A mama? Chyba widziała, że jesteś poraniona?

Myślę, że nie chciała widzieć.

Nikt cię nawet nie przytulił?

Nie. Nikt się nie zainteresował, nikt mnie nie przytulił. Czułam się cholernie samotna. Po prostu czułam, że nie jestem nikomu potrzebna. Od tamtej pory zaczął mnie gwałcić już regularnie. Ciągle powtarzał, że mnie kocha, że chce dla mnie dobrze, że nic takiego złego nie robi, że jestem dla niego ważna.

Wierzyłaś mu?

Bardzo rzadko słyszałam od rodziców, że mnie kochają. Właściwie nigdy mi tego nie powiedzieli – tak sami z siebie. Czasem odbijali piłeczkę, kiedy ja mówiłam, że ich kocham.

Czy to znaczy, że wujek był pierwszą dorosłą osobą, która mówiła: „Kocham cię”, „Jesteś dla mnie ważna”?

Tak.

Czy ty kiedykolwiek poczułaś, że też go kochasz?

Ja mu to ciągle mówiłam.

Ze strachu czy naprawdę tak czułaś?

Ze strachu, ale muszę przyznać, że w jakimś stopniu był dla mnie ważny.

Był delikatny czy brutalny?

Przemocy używał ciągle. Trzymał mnie, przytrzymywał, jak krzyczałam, zamykał mi buzię.

Byłaś z nim w ciąży?

Na szczęście nie. Chociaż kiedy miałam dwanaście lat, wystraszyłam się, że jestem. Strasznie się bałam. Ale na tym etapie najbardziej bałam się, że w domu mnie za to zabiją. Wiedziałam, czym grozi niesubordynacja. Moja mama wobec mnie nie była czuła. Kiedyś ojciec obiecał mi przejażdżkę rowerową. Pojechałam z nim, było fajnie, cieszyłam się rowerem. W którymś momencie się przewróciłam. Miałam poharatane nogi, ręce... Wróciłam do domu zapłakana, bo wszystko mnie bolało, a moja matka przemyła mi te rany i zupełnie na chłodno oznajmiła, że do wesela się zagoi. Nie ma co płakać. A tak bardzo chciałam, żeby mnie wtedy przytuliła. Zawsze tylko „do wesela się zagoi”.

Nauczyłaś się nie płakać?

Płakałam w samotności. Parę razy zdarzyło mi się płakać przy moim bracie, w nocy, kiedy już naprawdę miałam dosyć...

Chciałaś się zabić. Czy myślałaś też o tym, żeby zabić wujka?

Miewałam takie myśli. Czasami odczuwam chęć zemsty. Mimo że siedział w więzieniu za moje krzywdy.

To dla ciebie za mało?

Za mało. Siedział, a moja rodzina ze strony matki wciąż mi nie wierzy. Myślą, że chciałam tylko zwrócić na siebie uwagę.

Jesteś postrzegana jako zakała, która niszczy rodzinę? Ta zła, która wsadziła kochanego wujka do więzienia?

Tak. Za niewinność. Biedulek. Słyszałam różne wyzwiska na swój temat, że jestem kurwą, dziwką. To wszystko nie ma dla mnie znaczenia, ale nie wiem, dlaczego tak bardzo chciałabym, żeby rodzina jednak mi uwierzyła. Oni mi nigdy nie uwierzą. Dla babci nie mam żadnego szacunku.

A dla mamy?

W sumie to jest strasznie trudne, bo mam bardzo duży żal do niej o różne rzeczy. Nie wiem, czy mam jeszcze jakiś szacunek...

Rozmawiacie ze sobą?

Próbujemy. Kiedyś mama zażądała, żebym jej wszystko opowiedziała. Była bardzo nachalna. Każdym swoim gestem zdawała się krzyczeć, że mi nie wierzy. Pytała o szczegóły z agresją. Nie byłam w stanie jej tego opowiedzieć. Nie ufałam jej. To jej zachowanie bardzo mnie zraziło.

Nie uwierzyła ci rodzina, a ktoś ci uwierzył poza panią psycholog?

Sąd. Wcześniej zeznawałam w prokuraturze. To nie było łatwe. Trwało kilka godzin. Nie miałam wsparcia żadnego psychologa. Nikogo mi nie dali, pomimo że moja szkolna psycholog pojechała tam ze mną. Chciała być blisko. Tylko dlatego się zgodziłam. Okazało się jednak, że nie może wejść. To była bardzo trudna sytuacja. Rozpieprzyłam się tam wtedy równo. Miałam poczucie, że ktoś mnie znowu zawiódł, bo przecież pani psycholog obiecała. Ale wiem, że to nie jej wina. Nie pozwolono jej i koniec. Dobrze, że prokuratorem była kobieta. Do mężczyzn miałam uraz.

Do chłopców, rówieśników też?

Biłam się z nimi. Uderzałam chłopców – nawet nie wiem dlaczego. Dla mnie przemoc była normalna. Dziewczynek nie biłam. W podstawówce byłam nazywana łobuziarą. Nie chciałam bić. Wiedziałam, że to złe. Ale bicie było jedyną formą wyrażania emocji, jaką znałam. Nie potrafiłam inaczej.

Wróćmy do prokuratury. Weszłaś, opowiedziałaś pani prokurator o wszystkim... Machina ruszyła?

Rozprawę w sądzie miałam parę miesięcy później. Tego człowieka od razu zgarnęli z domu – na trzy miesiące na początek. Wtedy babcia przyszła do mnie, do mojego domu i powiedziała, że ktoś tę wojnę rozpoczął, ale ona ją skończy i wygra. Powiedziała, że mnie przeklina i nie chce mieć takiej wnuczki. Byłam w szoku. Nie chciała mnie słuchać.

Brałaś udział w rozprawach?

Niestety brałam, bo byłam już nastolatką. Pamiętam strach i bezsilność. Wciąż musiałam na nowo opowiadać o tych wszystkich strasznych rzeczach. Na nowo wracać do tego, o czym chciałam tak bardzo zapomnieć. Na nowo musiałam otwierać rany. Na szczęście sąd zrobił tak, że tego człowieka tam nie było. Widziałam go później, kiedy go wyprowadzali. Nie byłabym w stanie zeznawać przy nim. Rozpieprzyłabym się na milion kawałków.

Dzisiaj też dotykamy tych ran.

Dzisiaj one nadal bolą, ale mam je w jakimś stopniu już przepracowane.

A wcześniej wiedziałaś, że jesteś niewinną ofiarą?

Nie. Byłam nikim, a on się mną zainteresował. W jakiś sposób mnie to wyróżniało. Dał mi uwagę. W dodatku to brat mamy. Najbliższa rodzina. Jak mogłam zdradzić tajemnicę... Ale potem czułam się też winna, że nie stanęłam po własnej stronie. Wciąż pytałam siebie, jak to możliwe. Czemu nie przerwałam tego? Dlaczego tak długo nie reagowałam?

Czy podczas rozpraw była z tobą mama?

Nie pozwoliłam jej być na sali. Nie byłam w stanie. Czułam się winna, że robię to jej bratu. Mimo wszystko...

Łatwiej powiedzieć zupełnie obcym ludziom?

Myślę, że właśnie tak jest. Miałam żal do mamy. Z drugiej strony korciło mnie, żeby ją jednak wpuścić na tę salę, bo jak się dowie wszystkiego, usłyszy szczegóły, to ją też będzie bolało. Dopieprzę jej.

Chciałaś, żeby chociaż trochę cierpiała tak, jak ty cierpiałaś?

Przez całe życie miałam taki konflikt w sobie.

Pamiętasz ten dzień, kiedy zapadł wyrok i wujek został skazany? Co poczułaś?

Gdzieś tam głęboko pojawiło się poczucie ulgi, ale też znowu to pieprzone poczucie winy. Bo przyczyniłam się do totalnego zniszczenia rodziny. Ujawniłam tajemnicę, a tego się nie robi. Kiedy kończyła mu się kara, wystąpiłam do sądu o zakaz zbliżania się do mnie. Oprócz takiego zakazu dostałam też coś, co jest w Polsce bardzo rzadkie – ochronę w postaci urządzenia mobilnego, które informuje, że on się zbliża. Jeśli jest w obrębie stu metrów ode mnie – urządzenie reaguje. Nie zgadzał się na założenie mu tej bransoletki. Do końca twierdził, że nic złego nie zrobił.

Czy to urządzenie daje ci poczucie bezpieczeństwa?

Wcześniej dawało, bo osobiście się nie odgrażał, ale rodzina mi się odgrażała, że jak on wyjdzie z więzienia, to oni wszyscy mi pokażą. Bardzo się bałam.

Czy kiedykolwiek faktycznie zbliżył się na odległość mniejszą niż te sto metrów?

On się ciągle zbliża. To jest najgorsze, że on wie, gdzie mieszkam. Niedaleko mieszka jego siostra. Wcale nie musi przejeżdżać koło mojego domu, jadąc do niej. A tak robi.

Myślisz, że on to robi po to, żebyś się bała?

Nie wiem, co mu siedzi we łbie. Ale wiem, że on lekceważy sąd.

Czy zachowywał się dwuznacznie przy innych ludziach w czasie, kiedy cię molestował?

Bardzo często. Zdarzało mu się przy obcych albo przy rodzinie dotknąć mojej piersi albo miejsc intymnych. Nikt na to nie reagował. Kiedyś moja przyjaciółka po moich urodzinach powiedziała: „Wiesz co... Ten twój wujek trochę dziwnie się zachowywał”. Ona nie znała mojej sytuacji, ale skoro coś ją zaniepokoiło, to chyba dla wszystkich to zachowanie było widoczne.

Pamiętasz ten ostatni raz?

Ostatni raz był akurat w moim obecnym miejscu zamieszkania. Rozchorowałam się. Leżałam w łóżku. Rodzice byli w drugim pokoju. Wlazł do mnie do łóżka i zaczął mnie obmacywać. Może nie powinnam się już dziwić jako piętnastolatka, ale powiedziałam mu, żeby odszedł, bo źle się czuję. Pamiętam, że zdziwiona zapytałam: „Co robisz?! Obok są rodzice. Mogą przyjść w każdej chwili”. On był pewien, że nie przyjdą.

Mówiłaś do niego po imieniu czy „wujku”?

 

Różnie. Nie mogłam w pobliżu mamy powiedzieć po imieniu, bo wściekłaby się, że nie mam odpowiedniego szacunku.

Jakiż to paradoks – szacunek...

Właśnie. Ten pieprzony szacunek. Rodzice nigdy się nie szanowali. Matka stosowała przemoc, ale pierwsza krzyczała o rzekomym szacunku. Potrafiła umiejętnie wmanewrować mnie w swoje kłamstewka. Wiedziałam, że zdradza ojca.

Trzymałaś to w tajemnicy?

Tak, bo nie mogłam urazić ojca ani zdradzić mamy. Obłuda. Pamiętam, jak poznałam faceta mamy. Może to dziwne, ale dla mnie on był idealny. Miał dla nas czas, uwagę i pieniądze. On pierwszy zaprosił nas na pizzę. Ja nigdy nie jadłam takich pyszności. To było wow.

Chciałaś, aby mama z nim była? Kibicowałaś tej miłości?

Nie chciałam. Byłam przekonana, że małżeństwo jest najważniejsze. Dopiero później – w liceum – już naprawdę miałam dosyć. Powiedziałam do matki, żeby się rozwiodła, bo jestem już na tyle duża, że sobie z tym rozwodem poradzę...

Poza terapią u psychologa chodziłaś też do psychiatry?

Tak, bo już miałam takie zaburzenia, że stawałam się agresywna wobec siebie. Okaleczałam się. Cięłam się. Wyrywałam sobie włosy. Już wiedziałam, że nie daję sobie rady. Brałam w szkole szpilki i wkładałam je w ciało. To był ból, który wybierałam. Chciałam, żeby ten ból przyćmił ten emocjonalny, który był znacznie silniejszy.

Dziś jesteś już wolna od autoagresji?

Z tego nie wychodzi się ot tak. Już od kilku miesięcy nie robię sobie krzywdy, ale kiedy zdarzają się gorsze momenty, miewam wciąż te myśli i pokusę.

Cięłaś się żyletką?

Nie tylko. Generalnie wszystkim się da. Najczęściej wybierałam rzeczy, które były pod ręką. Kupowałam sobie puszki z orzeszkami ziemnymi. Cięłam się tą ich ostrą przykrywką. Cyrklem też sobie przejeżdżałam po ciele. Na początku cięłam biodra. Kiedyś byłam bardzo szczupła. Chciałam ukarać biodra, brzuch. Okaleczanie się to było też karanie siebie. Później doszły ręce. Wydawało mi się, że wraz z wypływaniem krwi wypłynie całe zło. Uważałam, że zło jest we mnie, a nie w tym człowieku.

Masz blizny?

Niestety mam ślady. W tym momencie się ich nie wstydzę. Kiedyś bardzo wstydziłam się ludzkich spojrzeń. Nosiłam długie rękawy nawet w upalne lato. Kupowałam specjalne rękawiczki do przedramion. Miałam frotki na nadgarstki. Kiedyś sprzedawczyni w sklepie zapytała, czy nie jest mi gorąco. Wykrzyczałam: „Nie, kurwa! Nie jest mi gorąco!”. Aż się kobieta wystraszyła.

Dzisiaj ich już nie chowasz?

To też jakaś walka o siebie mimo wszystko. Te blizny już zawsze będą ze mną. Czasami myślę, żeby je zakryć tatuażami.

Co robisz dziś, kiedy masz ochotę się ciąć?

Kilka miesięcy temu odkryłam nową pasję. Decoupage. Dzięki pomocy psychiatry zrozumiałam, że mogę swoje myśli i emocje przekierować na coś innego. W tamtym roku zrobiłam przyjaciółce pudełko ze słoniami, bo ona uwielbia słonie. Była nim zachwycona, a ja byłam zachwycona tym, że zrobiłam coś kreatywnego. I udało mi się odciągnąć myśli od cięcia się.

Autoagresja poprowadziła cię do sztuki.

W jakimś stopniu tak, ale każdego dnia walczę ze sobą jak bokser.

Jak myślisz, dużo ci jeszcze brakuje do całkowitego wyleczenia i poczucia wolności?

Kiedyś myślałam, że poczuję się wolna, jak wybaczę. Byłam bardzo religijna. Strasznie się na to uparłam. Miałam obsesyjne myśli i pragnienie, żeby wybaczyć temu człowiekowi i całej rodzinie. Chodziłam do kościoła codziennie, modliłam się. Chciałam, żeby wiara przyniosła mi ukojenie, ale nigdy mi się nie udało. Ludzie z Kościoła katolickiego wmawiali, że trzeba wybaczać, bo Jezus wybaczał. Nie, no kurwa, nie jestem Jezusem ani nie mam alzheimera! Nie zapomnę krzywdy!

Może kiedyś wybaczysz, mimo że nie zapomnisz. To są dwie różne sprawy...

Może kiedyś. W tym momencie nie jest to już dla mnie najważniejsze.

A co jest?

W mojej rodzinie jest sporo małych dzieci. Boję się najbardziej tego, że krzywda spotka kolejne dziewczynki.

Molestowane dziewczęta często mówią o konflikcie wewnętrznym z tego powodu, że z jednej strony przeżywały poczucie winy i lęk, z drugiej – odczuwały przyjemność seksualną płynącą z reakcji ich ciała. Czy ciebie też to dotyczy?

Bardzo długo miałam z tym problem, bo też myślałam, że przecież to wujek, więc nie mam prawa odczuwać przyjemności.

Zapytamy wprost: miałaś orgazmy, kiedy z tobą współżył?

Nie wiem, ale na pewno czułam przyjemność. Kiedyś powiedziałam terapeutce, że wstydzę się tego poczucia przyjemności. Kim jestem, skoro reaguję na to, co jest tak obrzydliwe.

Co odpowiedziała terapeutka?

Powiedziała: „Nie obwiniaj siebie. To jest normalne, bo jesteś kobietą. Masz ciało, które reaguje, masz strefy erogenne i reagowałaś normalnie. To ten człowiek cię wykorzystał”.

Ale na początku miałam straszny problem z tym, że to ja muszę się leczyć, a nie on. Nie radziłam sobie. Słyszałam głosy. Miałam omamy. To była reakcja na traumę. Bałam się ludzi tak bardzo, że dostawałam ataków paniki, musiałam wychodzić z autobusu, z metra. Bałam się tłumów. Unikałam podwórek, gdzie są stare kamienice. Bałam się przejść podziemnych.

Czy uważasz, że on jest potworem, czy biednym, chorym człowiekiem?

Myślę, że jest potworem. Już go nie usprawiedliwiam. Kiedyś to robiłam, bo było mi łatwiej. Chciałam go zrozumieć. Próbowałam wybaczyć. Dziś wiem, że zrobił mi potworną krzywdę i to jest nie do usprawiedliwienia.

Mimo lęków i traum dziś rozmawiasz z nami i udzielasz wywiadu. Dlaczego?

Chciałabym, żeby ta historia pomogła komuś. Żeby osoby dorosłe – babcie, ciocie i wychowawczynie – zaczęły reagować i wierzyć dzieciom, otwierać oczy. U nas jest przyjęte, że kobieta jest winna, bo się wyzywająco ubrała, dziecko było nachalne albo sobie coś wymyśliło. Kiedy byłam małą dziewczynką, nie chciałam nosić sukienek, żeby nie wyglądać zbyt ładnie. Jako dorosła kobieta zaczęłam tyć. Terapeutka mówi, że to mój sposób na odgrodzenie się od seksualności i atrakcyjności. W ten sposób chronię samą siebie, żeby nikt mnie już nie dotknął i nie skrzywdził. To przykre, ale kiedyś usłyszałam od mojej wychowawczyni w internacie: „Mogłaś uciec, mogłaś coś zrobić”. Zdębiałam! Kurwa! Co mogłam zrobić? Byłam dzieckiem! Mówi to wykształcona, dorosła osoba, pedagog, matka dwójki dzieci?!

Dla kogo jest ta książka?

Na pewno dla dziewczyn, które nie mają już nadziei, że można wyjść z tego bagna.

Ty wyszłaś?

W jakimś stopniu tak, normalnie funkcjonuję. Kiedyś bałam się wyjść do kina, do ludzi. Dziś po spotkaniu z wami idę z przyjaciółką do teatru. Cieszy mnie to. Chociaż wciąż niestety zdarzają się momenty, kiedy depresja wygrywa. Ale otaczam się życzliwymi ludźmi. Mojej najbliższej przyjaciółce powiedziałam prawdę o sobie. Bałam się jej reakcji, ale nie zawiodła mnie. Wiem, że mogę na nią liczyć.

O czym marzysz?

Kiedy moja siostra urodziła córeczkę i wzięłam ją na ręce... Ojej... Poczułam, że może mogłabym być kiedyś mamą... Ale oczywiście boję się.

Boisz się, że...?

Że mogłabym na coś nie zareagować od razu, że mogłabym coś przeoczyć i miałabym pretensje do siebie. Nikomu o tym nie mówiłam, ale kiedyś strasznie się bałam, że mogłabym być takim samym człowiekiem jak on, że mogłabym kogoś tak skrzywdzić. Że jestem tak zła, że mogłabym zrobić krzywdę własnemu dziecku. Mogłabym je bić. Boję się genów mojej rodziny.

Czego ci życzyć?

Kolejnych miesięcy bez żyletki... Życzcie mi, żebym nie miała aż tylu pretensji do siebie. Bym zaczęła kochać siebie i akceptować swoją wrażliwość.

.

Komentarz psychologa

Anastazja apeluje do rodziców, wychowawców i opiekunów, by słuchali swoich dzieci. By dzięki takim historiom uwrażliwiali się na krzywdę, jaka może dziać się w ich otoczeniu. Nierzadko w obliczu jednoznacznych sygnałów dorośli zachowują trudny do zrozumienia dystans, czasami wręcz odwracają głowę, udając, że problem nie istnieje.

Sporo miejsca poświęciłam już matkom, które miewają postawę kontrowersyjną – pełną ignorancji, niedowierzania. Ale bywa tak, że ów dystans nie tyle wynika z wyrachowania opiekuna, co z lęku przed wzięciem na siebie odpowiedzialności, jaka wiąże się z ujawnieniem przestępstwa. Jest to bowiem związane ze sprawą karną, ze składaniem zeznań na policji, z ustalaniem wiarygodności. Niektórzy boją się licznych czynności, jakie będzie trzeba podjąć, dochodząc sprawiedliwości, dlatego się nie angażują. Wychowawcy, z którymi jako psycholog pracowałam, niejednokrotnie mówili mi, że dużym kłopotem jest brak pewności, czy to, co słyszą, jest prawdą, a nie konfabulacją dziecka lub manipulacją drugiego rodzica. Czasami na przykład rodzice (głównie matki), walcząc o opiekę nad dzieckiem, nakłaniają je do zeznawania przeciwko ojcom i oskarżania ich o wykorzystanie seksualne. Zdarzają się matki instruujące dzieci, by te poproszone o narysowanie taty rysowały go z dużym członkiem. Wiedzą bowiem, że taki obrazek może zasugerować biegłemu, że dziecko było wykorzystywane seksualnie. Z powodu różnego rodzaju rozgrywek małżeńskich postronni obserwatorzy często wolą się wycofać. Czasem też nie potrafią zrozumieć przekazu dziecka, nie wiedzą, jak z nim rozmawiać, by dowiedzieć się, do jakich incydentów dochodzi w domu. Wynika to z niewielkich nakładów przeznaczanych na doszkalanie psychologów i pedagogów w zakresie przeprowadzenia rzetelnego wywiadu z dzieckiem nadużytym seksualnie. Nie jest to wiedza, jaką zdobywa się na studiach, a nie do każdej szkoły docierają specjaliści uczący, gdzie można się dokształcić (warto zadbać o to samemu, zapoznając się na przykład z bezpłatnymi broszurami Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, dostępnymi online). Czasami pedagodzy – mimo najlepszych chęci – z powodu braku doświadczenia nie potrafią w odpowiedni sposób rozmawiać z ofiarą molestowania. Tymczasem umiejętność ta jest bardzo istotna, bo dziecko, które decyduje się powiedzieć prawdę, potrzebuje fachowego wsparcia. Jak je zapewnić?