Molestowane. Historie bezbronnychTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Od autorek

PRZECZYTAJ! Tak, Drogi Czytelniku. Nie przewracaj tej strony z myślą: „E... nieważne, jakieś nudy od autorek. Nie mogę się doczekać, żeby się dowiedzieć, o czym one rozmawiały!”. Zatrzymaj się na chwilę, bo mamy prośbę, a nawet dwie – właśnie do Ciebie. Oto trzymasz w rękach naszą kolejną książkę, poruszającą tak zwany trudny temat. Podobnie jak przy Skazanych, bohaterkami są kobiety, które z uwagi na to, czego doświadczyły, często zmagają się z wykluczeniem i stratą. Jako społeczeństwo z wykorzystywania seksualnego dzieci robimy tabu albo sensację, jednocześnie wchodząc w rolę sędziego, krytyka lub wybawiciela. I tu pojawia się nasza pierwsza prośba do Ciebie. Na miarę swoich ludzkich możliwości spróbuj nie oceniać. Naszą misją za każdym razem jest pokazanie zjawiska, odczarowanie iluzji, w jakiej najchętniej chcielibyśmy żyć, oddanie głosu tym, którzy potrzebują być wysłuchani. W tej książce spotkasz świat, o jakim na co dzień nie myślimy. Nie bierzemy pod uwagę, że taki jego aspekt nie tylko istnieje, ale funkcjonuje niejako równolegle. O tym się nie mówi. Zapytasz być może: „A po co wy to robicie? Co dobrego może z tego wyniknąć?”.

Mamy nadzieję, że książka dotrze nie tylko do osób, które przeżyły podobne historie. Marzymy, by stała się zaczynem głębszych przemian społecznych. Być może pobudzi do refleksji i działania tych, od których los bezbronnych nierzadko zależy: nauczycieli, pedagogów, rodziców, sąsiadów, policję, sędziów, lekarzy, wreszcie polityków. Marzymy, by polskie dzieci mogły czuć, że nawet w najtrudniejszej chwili mają obok siebie mądrego, odpowiedzialnego, godnego zaufania dorosłego, na którym mogą się oprzeć. W związku z tym czas na naszą drugą prośbę do Ciebie – podaj tę książkę dalej.

Z wyrazami szacunku i wdzięczności

Katarzyna Borowska i Anna Matusiak-Rześniowiecka

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

KAROLINA

Po prostu patrzyłam na te obrazy

.

Uprzedziła nas, że chciałaby w czasie wywiadu sączyć gorącą herbatę z plasterkiem pomarańczy. Właśnie ten zestaw miał jej dać poczucie bezpieczeństwa. Sama do końca nie była pewna, czy się zjawi. Czy nie ucieknie. Czekałyśmy z herbatą i nadzieją na kobietę, która każdego dnia wygrywa sama ze sobą małe bitwy. Bitwy o normalność. Bitwy o odwagę, by żyć w społeczeństwie. Po tym wszystkim... Kolejne zwycięstwo. Przyszła...

.

Anna i Katarzyna: Karolino, kiedy zaczyna się twoja historia?

Karolina: Jako osoba z PTSD [zespół stresu pourazowego – przyp. red.] mam straszny problem z umiejscowieniem czegokolwiek w czasie, bo sporo rzeczy wyparłam. Z pomocą terapeutki część odbudowałam. Moja pamięć odtwarza od czasów, kiedy miałam osiem lat, ale wiem, że to zaczęło się wcześniej. Mam takie urywki filmów w głowie.

On był przyjacielem rodziny, bliskim sąsiadem. Często do nas wpadał. Można powiedzieć nawet, że traktowałem go jak wujka – osobę, której wszyscy w rodzinie ufali. Jako dziecko bardzo chorowałam, dlatego większość czasu spędzałam w domu. Mama pracowała. Mieszkaliśmy z dziadkiem i babcią, którzy zawsze byli w domu. On to wykorzystywał. Przychodził niby do nich. Pamiętam, że najpierw drzwi do mojego pokoju były uchylone. Leżałam w łóżku. On przychodził, niby się ze mną bawił – jak na dobrego wujka przystało – i coraz bardziej się do mnie zbliżał. Później te drzwi były coraz mniej uchylone. W końcu jego wizyty zaczęły wyglądać tak, że przychodził, witał się z babcią, wchodził do mojego pokoju i zamykał drzwi.

Mama była wtedy w pracy?

Tak. A ojca nie było, bo rodzice byli rozwiedzeni. Babci nigdy nie zastanowiło, że facet koło trzydziestki przychodzi do dziecka i zamyka drzwi od pokoju... Dziwne, nie?

Dziwne...

Przychodził, kiedy moja młodsza siostra była w przedszkolu. Pamiętam, że zaczął po prostu wkładać mi rękę w majtki. Czułam podświadomie, że to jest złe. Jednocześnie to była jedyna osoba, która miała dla mnie czas. Bawił się ze mną, rozmawiał, chodził ze mną na spacery. Więc ja się na to zgadzałam. Później posunął się znacznie dalej, co zupełnie przestało mi się podobać. W pewnym momencie jego zachowanie było dla mnie tak bardzo nie do przyjęcia, że powiedziałam o tym wszystkim babci. Wydawało mi się, że miałam z nią wtedy dobry kontakt. Ona jednak zareagowała w okropny sposób. Wujek chodził o kulach. Słowa babci zapamiętam do końca życia. Powiedziała: „To starszy, chory człowiek. Trzeba zrozumieć...”.

Czyli babcia wiedziała od początku...

Nigdy jej nie wybaczyłam. Ona już nie żyje, ale... wciąż nie mogę tego zrozumieć... Jak dorosły człowiek może tak wytłumaczyć dziecku coś równie potwornego? To był okres, kiedy szykowałam się do pierwszej komunii. Wiedziałam, co to jest grzech. Czułam się grzeszna. Niegodna. W dodatku nosiłam w sobie tajemnicę, bo babcia dodała jeszcze, żebym nikomu o tym nie mówiła. Miałam rozterki duchowe. Zastanawiałam się, czy jestem w porządku wobec Boga.

Posłuchałaś babci?

Tak.

A dziadek? Jakie mieliście relacje?

Bardzo bliskie. Co prawda był tyranem i despotą, ale ja byłam jego oczkiem w głowie. Mogłam wszystko. Dziadek chyba domyślił się czegoś po moim zachowaniu. Pamiętam, że pokłócił się strasznie z tym panem Januszem. Wyrzucił go z domu. Powiedział, że nie ma prawa do nas w ogóle przychodzić, że jego noga nie może tu stanąć. I rzeczywiście, dopóki mój dziadek żył, on się już w domu nie pojawił. Nie wiem, o co im wtedy poszło, ale czułam, że miało to związek ze mną.

I już nigdy nie zrobił ci krzywdy?

Dopóki dziadek żył. Zmarł chyba dwa czy trzy tygodnie przed moją komunią. Straciłam oparcie w człowieku, którego kochałam. Pan Janusz zaczął znowu odwiedzać moją babcię, ale ja już byłam bardziej świadoma i kiedy on miał przyjść, to ja wychodziłam na dwór i nie wracałam, żeby nie wiem jak mnie babcia wołała. Jak on był w domu – ja do domu nie weszłam.

Czy jakoś reagował na twoje ucieczki?

Próbował. Zwykle mówił: „Znowu gdzieś lecisz? Gdzie ty biegniesz? Chodź, porozmawiajmy”. A ja po prostu wychodziłam. Byłam z siebie dumna, że potrafię uciec, że potrafię się ochronić.

Pamiętasz, co wtedy przeżywałaś?

Bałam się, że znowu zacznie się dziać to samo, tym bardziej że miał na to ciche przyzwolenie babci. Kiedy siostra zachorowała, ja też udawałam chorą, a potem, gdy przychodził, wyrzucałam siostrę z pokoju, żeby jej nie skrzywdził.

Uchroniłaś ją?

Mam nadzieję, że tak. Ale nie rozmawiałyśmy na ten temat.

Więc się po prostu zgadzałaś?

Nie miałam wyboru. Albo ja, albo ona. Ja już się nauczyłam z tym żyć.

Wiedziałam, że skoro przyjdzie, i tak musi to zrobić.

Przychodził regularnie?

Codziennie.

Zgwałcił cię?

Nie wiem. Pewnie to wyparłam. Pamiętam, że na pewno wyjmował przy mnie członka, kładł moją rękę na nim i tutaj się moja pamięć kończy. Mam czarną dziurę w głowie. Jego wizyty były długie. Przychodził po śniadaniu, na obiedzie jeszcze był. On się pojawiał, a ja wiedziałam, co się za chwilę będzie działo. Do tej pory pamiętam jego zapach, koc, obrazy wiszące na ścianie. Później się przyzwyczaiłam, że w trakcie jego „zabawy” po prostu patrzyłam na te obrazy.

Miałaś okazję kiedykolwiek spojrzeć mu w oczy po latach?

Nie i nie chciałabym. Wiem, że mogłabym wnieść sprawę do sądu. Był taki moment, że chciałam to zrobić. Później stwierdziłam, że trudno mi będzie udowodnić teraz po latach, że coś takiego się działo. Moje słowo przeciwko jego słowu. Bóg go z tego rozliczy.

Wybaczyłaś mu?

Nie. Długo nad tym pracowałam na terapii. Pomogła mi pani Danusia. To była moja piąta terapeutka. Jedyna, która dała mi prawo do tego, bym nie wybaczyła. Powiedziała, że mnie rozumie i nic nie muszę. Mam prawo nie wybaczyć. To jest moje prawo. Czuję się z tym dobrze. Ja nie wybaczę mu nigdy. Niech go Bóg rozliczy.

Ponownie wspomniałaś o Bogu. Zadawałaś Bogu pytanie, gdzie był, gdy go potrzebowałaś?

Wtedy nie, ale po latach tak. Kiedy wracała przeszłość. Wiecie, że kiedyś nie byłam w stanie podać obcej osobie ręki naprzywitanie? Było to ponad moje siły. Dzisiaj przyszłam tu, podałam wam dłoń. To dużo znaczy. Kiedyś każdy najmniejszy nawet dotyk, bez względu na płeć osoby, która mnie dotknęła, przywoływał przeszłość. Nagle przenosiłam się duchem w tamto miejsce, do tamtej sytuacji. To trudne do wytłumaczenia. Na terapii uczyłam się podawać rękę – najpierw mojej terapeutce.

Ile na temat tej historii wie twoja mama? Nie wspominasz o niej...

Z mamą rozmawiałam o tym dwa lata temu. Kończyłam wówczas terapię. Poczułam, że to jest ten moment, kiedy mogę jej powiedzieć. Opowiedziałam jej wszystko. Wiecie, jakie były jej pierwsze słowa? „Co ty sobie wymyśliłaś?”. Ja na to: „Mamo, czy sądzisz, że coś takiego można sobie wymyślić? Jaki bym miała powód?”. Na długo zapadła cisza. Potem mama dodała: „No wiesz, ja też nie miałam łatwego życia...”. Na tym się skończyło. Dla mamy ta rozmowa była meganiewygodna. Powiedziałam jej wtedy, że jestem na terapii, pracuję nad sobą, bo przeszłość jednak nie daje mi spokoju.

Dziś sama pomagasz tym, którzy przeżyli podobną traumę...

Cieszę się, że mogę to robić. Ale najpierw musiałam przejść przez własną terapię. Trafiłam na wspaniałego człowieka – dziś mojego przyjaciela. Spotkaliśmy się na czacie dla ludzi z zaburzeniami psychicznymi. Od początku złapaliśmy dobry kontakt. Wiecie, że da się wyczuć osobę, która była wykorzystywana? Wyczuliśmy się wzajemnie. Mirek zaczął mi opowiadać o swojej przeszłości. Wspieraliśmy się mocno. To Mirek powiedział mi, że po kilku terapiach flashbacki – czyli te stany, kiedy duchem przenosisz się do swojego koszmaru – minęły.

 

Wtedy właśnie podjęłam decyzję, że będę szukać pomocy dla siebie. Ważne, by się nie zrażać. Szukać tak długo, aż trafi się na dobrą terapeutkę. Zanim znalazłam panią Danusię, miałam trzy terapeutki, które nie znały się na PTSD, a czwarta wyrządziła mi dużą krzywdę. Mam wrażenie, że na mnie eksperymentowała. Nie czułam się u niej bezpiecznie. Po wizycie musiałam chować się pod kołdrą. Nie byłam w stanie funkcjonować. Był też mężczyzna terapeuta, który usilnie próbował się dowiedzieć, jak to dokładnie wyglądało... Gdzie i co mój oprawca wkładał... Jak to robił... Pamiętam, że po wyjściu z tej rozmowy chciałam rzucić się pod samochód.

Co cię powstrzymało?

Mam dziecko. Dlatego zadzwoniłam do przyjaciółki i powiedziałam: „Musisz się zająć Majką”. Przyjaciółka przerażona tymi słowami nie pozwoliła mi się rozłączyć. Mówiła, co mam robić. Kazała wsiąść do taksówki. Rozmawiała ze mną przez cały czas i tak pomogła mi jakoś dojechać do domu.

Jak sądzisz, czy ten pseudoterapeuta po prostu cię molestował?

Tak to poczułam. Obiecałam sobie, że jak będę kiedyś na to gotowa – wrócę tam. Powiem mu, jak się poczułam. To był dzienny oddział szpitalny. Nie byłam w stanie tam dłużej chodzić. Musiałam stamtąd uciec. To był horror. Wtedy zwątpiłam w sens terapii, pogniewałam się bardzo na Boga. To był bardzo trudny czas. Nie mogłam nawet jeździć komunikacją miejską, bo jeśli ktoś koło mnie był zbyt blisko, to nie dawałam rady. Ale walczyłam. Nie poddawałam się. Bywało, że wsiadałam, przejechałam jedną stację i musiałam wysiąść. Znowu wsiadałam. Jak miałam tych stacji do przejechania więcej, to schodziło mi się naprawdę długo. Nie zawsze było mnie stać na taksówkę. Nawet wizyta u lekarza – ze zwykłym przeziębieniem – była nie do przejścia. Miałam zaufanego lekarza. Znał moją historię. Dużo czasu upłynęło, zanim pozwoliłam na to, żeby chociaż zbadał mi gardło. Na początku diagnozę mogliśmy opierać tylko na rozmowie.

A wizyta u ginekologa?

Absolutnie nie do przejścia. Wiele lat w ogóle nie chodziłam. Poszłam dopiero, jak zaszłam w ciążę. Każde badanie było koszmarem. Wciąż wracały tamte obrazy. Niestety ciąża była zagrożona, więc niemal ciągle byłam badana. Modliłam się, żeby urodzić chłopca. Nie chciałam mieć dziewczynki. Bałam się, że dziewczynka przejdzie przez to samo co ja. Byłam załamana, kiedy urodziła się Maja.

Dawałaś radę opiekować się dzieckiem?

Przytulenie jej, wzięcie na ręce to był na początku duży problem. Robiłam to z automatu.

Dziś myślisz, że jesteś dobrą matką?

Jestem najlepszą mamą, jaką potrafię być dla mojego dziecka. Moje dziecko nie wiedziało, co to jest przytulanie. Od dwóch lat już potrafię to zrobić. Przytulamy się.

Ile Majka ma lat?

Siedemnaście.

To już panienka.

Widzę, że ona tego przytulania potrzebuje. Kiedy była mała, też potrzebowała, a ja nie potrafiłam jej tego dać. Przychodziła do mnie. Próbowała się przytulić, a ja się robiłam sztywna. Przeszłość wracała. Żałuję tego czasu, ale robiłam, co mogłam. Początki naszego przytulania to było dotykanie się paluszkami. Ona się cieszyła. Bo to już był przełom. Wiecie, jak to boli, kiedy dziecko pyta: „Mamusiu, dlaczego nie chcesz mnie przytulić?”. A ty tak bardzo chcesz, a nie możesz... Teraz przytulamy się dużo i często. Chociaż, kiedy przytula się do mnie kolejny raz w ciągu dnia – mam dość. Mówię: „Majuś... wystarczy”. A ona się śmieje i mówi: „Mamo, to dopiero trzeci raz”.

Pewnie bardzo chciałaś ją chronić?

Moje dziecko nie nosiło sukienek. Żeby była bezpieczna. W sukience jest zbyt łatwy dostęp do majtek. Ja też nie nosiłam sukienek. Dziś już noszę.

Majka wie, co cię spotkało?

Nie wie.

Czy masz zamiar jej o tym powiedzieć?

Trochę liczę na mały cud. Mamy w domu dużo książek o psychologii, o PTSD, o wykorzystywaniu seksualnym. Mam nadzieję, że Majka czuje, o co chodzi... Ja jeszcze nie jestem gotowa, żeby na ten temat z nią porozmawiać. Wiem, że kiedyś to pytanie padnie. A może wcześniej sama dam radę powiedzieć: „Chodź córeczko... Porozmawiajmy”. Ale jeszcze nie teraz...

A może dasz jej naszą książkę?

Nie... Chyba że będziecie ją pisać z pięć lat (śmiech).

Potrafisz odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego nie jesteś gotowa na tę rozmowę z córką?

Znowu chcę ją chronić. Na pewno zapyta, czy moja mama wiedziała. Jak zareagowała, kiedy się dowiedziała i tak dalej. Maja bardzo ją kocha.

Nie chcesz, by straciła serce do babci?

Tak. Ja z mamą prawie nie mam kontaktu. Nasz kontakt dotyczy głównie Mai. Nie ma między nami bliskości. Ale z Majką rozmawiają codziennie. Są sobie bliskie. Nie chcę jej tego zabrać.

Dosyć młodo zostałaś mamą. Miałaś dwadzieścia trzy lata?

Tak.

Zakochałaś się? Zaufałaś jakiemuś mężczyźnie?

Wydawało mi się, że się zakochałam. Byłam nawet mężatką. Teraz wiem, że to nie była miłość. Mój były mąż po prostu trwał przy mnie. Miał dla mnie czas. Wydawało mi się, że daje mi poczucie bezpieczeństwa, nie oczekując niczego w zamian.

Opiekun?

Myślałam, że będzie moim opiekunem. Tak się nie stało. Wiedział o mojej przeszłości. Bez szczegółów, ale mu powiedziałam, że coś takiego miało miejsce, więc był bardzo wyrozumiały. Aż do momentu, kiedy mnie uderzył. Zrobił to raz w życiu. Dałam mu miesiąc na wyprowadzkę. Dopiero potem zrozumiałam, że stosował wobec mnie również przemoc psychiczną. Wyszłam za mąż, bo chciałam wyjść z rodzinnego domu, mieć własny dom, normalną rodzinę.

Seks z mężem sprawiał ci przyjemność, czy był to obowiązek małżeński?

Sprawiał mi przyjemność. Później po mężu miałam jeszcze kilku partnerów – wyłącznie seksualnych. Ciągle szukałam bezpiecznego seksu, w którym poczuję, że to ja mam coś do powiedzenia. Potrzebowałam seksu po to, żeby sobie udowodnić, że jestem dla kogoś atrakcyjna jako kobieta.

Umiałaś o siebie zadbać. Brawo!

Z tego akurat jestem dumna.

Rozmawiasz z nami i przytulasz się do poduszki...

Daje mi poczucie bezpieczeństwa. Chowam się trochę za nią. Ale jestem tu. Nie płaczę. A spodziewałam się, że popłyną łzy. Nie wycofałam się. Rozmawiamy.

Nawet sobie nie wyobrażasz, jak nas to cieszy. Ale czy po naszym spotkaniu nie powrócą trudne wspomnienia?

Wiem, że nie będą już na tyle silne, żeby zwalić mnie z nóg.

Z czym było ci najtrudniej sobie poradzić?

Z zaufaniem do drugiej osoby, ale też z żalem do samej siebie. Masz poczucie, że to nie musiało tyle trwać, gdybyś wcześniej zareagowała. Pracowałam bardzo długo nad tym, żeby sobie wybaczyć, żeby nie czuć się wiecznie ofiarą i przede wszystkim, by uznać, że nie mogłam wtedy inaczej zareagować. Byłam tylko dzieckiem, które usłyszało od babci, że ma być cicho. No to siedziałam cicho. Nie jestem w stanie wybaczyć babci. Na cmentarz chodzę tylko do dziadka, mimo że pochowani są razem.

A co z miłością... Wierzysz w nią jeszcze?

Wierzę, że kiedyś przyjdzie.

Po jedenastu latach terapii czujesz się zupełnie zdrowa?

Zdrowa nie będę nigdy. PTSD ma takie okresy, że potrafi się wyciszyć, a potem może nastąpić ponowne odbicie. Wystarczy jakiś zapach, który mi przypomni sytuację, czy jakiś dźwięk, obraz – cokolwiek. Wszystko może znowu w każdej chwili wrócić...

Czego potrzebują ludzie z PTSD? Jak otoczenie może im pomagać i ich wspierać?

Nie mieć żalu, jeśli na przykład osoba z PTSD w ostatniej chwili odwoła spotkanie, nie dojedzie, nie odpisuje na SMS-y, nie odbiera telefonu. To nie znaczy, że cię zlekceważyła. Ona mogła pod wpływem jakiegoś na pozór nic nieznaczącego wydarzenia przenieść się znowu do tamtego świata. Może w drodze na spotkanie z tobą ktoś ją dotknął niechcący w autobusie. I wszystko powróciło. Zapytaj, czy możesz dotknąć takiej osoby, czy możesz ją przytulić. To nie jest wcale oczywiste. Bywało, że ktoś podając mi herbatę, dotknął mnie niechcący i koszmar się zaczynał. Mimo że chwilę wcześniej normalnie rozmawialiśmy. Pan Janusz utykał. Do niedawna wystarczyło, że zobaczyłam na ulicy kogoś, kto kuleje, i to już był koniec. Bywało, że leżałam pod kołdrą całymi dniami, a i tak czułam ten dotyk, słyszałam sapanie, czułam jego zapach. PTSD polega na tym, że ta sytuacja powraca w całości. Masz wrażenie, że jesteś gwałcona. Wciąż od nowa. My, ludzie z PTSD, bardzo potrzebujemy kontaktu, a jednocześnie bardzo się go boimy. Pamiętajcie o tym. Dziękuję moim przyjaciółkom, które zawsze o tym pamiętają i po prostu są. Bez żadnych oczekiwań.

.

Komentarz psychologa

Karolina kilkakrotnie posługuje się w swoich wypowiedziach skrótem PTSD (z ang. Posttraumatic Stress Disorder), który oznacza występowanie specyficznych zaburzeń pojawiających się w tym wypadku w efekcie molestowania seksualnego u większości ofiar pedofilii.

PTSD jest zespołem utrudniających życie objawów. U osób, które w dzieciństwie doświadczyły wykorzystania seksualnego, specjaliści zazwyczaj obserwują krótko- i długoterminowy wpływ tych przeżyć na zdrowie psychiczne. Dochodzi wówczas do zaburzeń stresowych, na początku ostrych (ASD – ang. acute stress disorder), z biegiem czasu przeradzających się w zespół stresu pourazowego (PTSD). National Comorbidity Survey [amerykańska skala oceny zdrowia psychicznego – przyp. red.] szacuje, że 19 procent kobiet z PTSD cierpi na ten zespół właśnie z powodu molestowania seksualnego.

Według międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10 zespół PTSD rozwija się wtedy, gdy zostaje przekroczona naturalna odporność człowieka na stres, głównie z powodu traumatycznego zdarzenia lub przewlekłego doświadczania (albo bycia świadkiem) nadużycia albo przemocy. Im mniejsze wsparcie i umiejętności społeczne, tym niestety większe prawdopodobieństwo wystąpienia tego zespołu – dlatego na zaburzenia pourazowe rzutuje nie tylko samo doświadczenie nadużycia seksualnego, ale także brak empatii ze strony otoczenia. Tak właśnie było w przypadku Karoliny, która nie uzyskała wsparcia ani babci, ani mamy. Widać, że brak adekwatnej reakcji bliskich kobiet wtórnie ją straumatyzował, całkowicie pozbawiając poczucia bezpieczeństwa.

Psychiatrzy wyróżniają PTSD ostre – jeśli objawy trwają krócej niż trzy miesiące, PTSD przewlekłe – jeśli objawy trwają trzy miesiące lub dłużej oraz PTSD z odroczonym początkiem – jeżeli objawy występują co najmniej sześć miesięcy po zadziałaniu stresora.

Typowe objawy zespołu stresu pourazowego trwają ponad miesiąc. Wśród nich wymienia się przede wszystkim: nawracające przeżywanie traumatycznego wydarzenia pod postacią uporczywych i przykrych flashbacków (czyli uporczywych, intruzywnych wspomnień) lub koszmarów sennych. Osoba z PTSD ma wrażenie, jak gdyby zdarzenie traumatyczne znowu miało miejsce, a także doświadcza stresu w przypadku narażenia na bodźce przypominające zdarzenie. Pojawia się również zmniejszenie wrażliwości na bodźce z otoczenia, unikanie myśli, uczuć i rozmów dotyczących wydarzenia, ograniczenie zainteresowań i aktywności wiążących się z urazem, izolacja społeczna. Zauważa się także objawy nadpobudliwości: zaburzenia snu, drażliwość, problemy z koncentracją, nadmierną reakcję na bodźce.

W leczeniu osób doświadczających przewlekłej postaci PTSD stosuje się oddziaływania psychologiczne i farmakologiczne. Jak podkreśla psychiatra i psychoterapeuta Paweł Brudkiewicz, leczenie PTSD może przynieść poprawę nawet po wielu latach od wystąpienia objawów, dlatego czas ich trwania nie powinien wpływać na podjęcie decyzji o rozpoczęciu terapii.

Katarzyna Kucewicz

psycholog, pedagog, psychoterapeutka w trakcie specjalizacji z seksuologii klinicznej. Współtwórczyni Ośrodka Psychoterapii i Coachingu Inner Garden. Dawniej związana z Instytutem Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. W swojej pracy zajmuje się m.in. pomocą osobom w kryzysach psychicznych mającym trudności w utrzymaniu satysfakcjonujących więzi na skutek przeżytych traum. Jest autorką wszystkich Komentarzy psychologa w tej książce.