Zniszcz mnie

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 6

– Dobrze zrozumiałem? Masz problem, bo dziewczyna chce się z tobą przespać?! – Drew robi wielkie oczy i patrzy na mnie jak na głupka. – Przepraszam, ona nie chce się przespać. Ona chce się PIEPRZYĆ! Stary, jeśli kobieta używa takiego sformułowania, to prawdopodobnie czeka cię zajebisty seks, a ona nie będzie oczekiwać nic w zamian.

– Nie patrz na mnie, jakbym był nienormalny – burczę w jego stronę i częstuję go papierosem.

– Bo zachowujesz się jak frajer, przed którym leży kupa kasy, a jemu nie chce się po nią schylić. – Drew bierze ode mnie fajkę, zapala i zaciąga się mocno dymem. – Obiecałem Ginger, że to rzucę.

– Teraz to ty zachowujesz się jak frajer, który jest pod pantoflem swojej dziewczyny – odgryzam mu się, przez co obrywam mocno w ramię.

Po tym dziwnym poranku, kiedy znalazłem wiadomość od Amy, nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Chciałem ją odnaleźć, nawet jechać do jej domu, ale wizja jej „milutkiej” mamusi skutecznie mnie zniechęciła. Martwiłem się o nią, ale chyba byłem zbyt wielkim tchórzem, by coś zrobić. Teraz siedzę z Drew i piję jakieś bezalkoholowe badziewie, bo jest przed południem, a ja zamierzam dziś prowadzić. Na jego jedynego mogę liczyć, gdy mam problem. Okej, na Ricka też, chociaż ostatnio jest wiecznie zajęty.

Tak, Barry. Masz czterocyfrową liczbę znajomych na fejsie, jesteś królem imprez, wszyscy chcą się z tobą napić, ale gdy masz kłopot, to nagle nie ma obok ciebie nikogo. Twoje życie to jakaś pieprzona iluzja.

– To jak? Skorzystasz z okazji czy pozwolisz, aby zostawiła taką samą wiadomość komuś innemu? – Drew opróżnia szklankę i patrzy na mnie wyczekująco.

– To nie takie proste. To wszystko jest dziwne, ona jest dziwna. Nie wysyłała wcześniej żadnych sygnałów, nie flirtowała ze mną, a teraz nagle chce to zrobić. I to w jakimś obskurnym hotelu, dokładnie czwartego lipca. Nie wydaje ci się to podejrzane?

– Może jest patriotką i świętuje Dzień Niepodległości przygodnym seksem?

– To nie jest zabawne. Nie wiem, co mam zrobić. Tylko nie mów nic na ten temat Rickowi, bo zrobi ze mnie ciotę bez jaj, która nie umie skorzystać z okazji.

– Spokojnie, nic mu nie powiem. Ale poważnie, nie doszukuj się na siłę drugiego dna. Ona po prostu chce się z tobą przespać, nad czym tu się zastanawiać? Chce, żebyś ją uszczęśliwił, więc zrób to i baw się dobrze. No chyba że boisz się, że to pułapka. – Drew robi poważną minę, ale widzę, że z trudem powstrzymuje uśmiech.

– Pułapka?

– No wiesz, mówiłeś, że jest dziwna. A co, jeśli będzie tam na ciebie czekać… z nożem?

Chyba zrobiłem się blady jak ściana, bo Drew prawie turla się ze śmiechu, po czym przepraszająco poklepuje mnie po plecach.

– Po prostu to nie byłoby w porządku. Ona ma problemy. A co, jeśli seks ma być tylko sposobem na zapomnienie? Nie powinienem wykorzystywać tego, w jakiej jest sytuacji.

– Póki co to ona chce wykorzystać ciebie. A nawet jeśli to jest sposób na problemy, to co z tego? Jedni topią smutki w alkoholu, inni uprawiają seks. Jesteście dorośli i oboje tego chcecie.

Drew chyba zauważa, że to, co mówi, mnie nie przekonuje, bo wzdycha głośno i dodaje:

– Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, na czym stoisz, to idź do Becky. Ona jako jedyna zna ją dość dobrze.

– Chyba sobie, kurwa, robisz jaja! Wysyłasz mnie do jaskini lwa?! Do tej natapirowanej modliszki, która za każdym razem, gdy mnie widzi, ma ochotę wbić mi swoje dziesięciocentymetrowe szpilki w krtań?!

– Fakt, nie przepadacie za sobą, ale ona jako jedyna może coś ci powiedzieć na jej temat.

Jasne, on akurat wie, jak postępować z tym wytynkowanym potworem, bo kiedyś nawet się spotykali. Ja jednak wolę trzymać się od Becky z daleka.

– Ale wiesz, jakie jest moje zdanie. Odpuść sobie węszenie, kombinowanie. Nie myśl za dużo. Po prostu jedź do tego hotelu i daj dziewczynie to, czego chce. – Drew wstaje i patrzy na mnie pytająco. – Idziesz? Ja muszę lecieć, mam jeszcze kilka aut do naprawy.

– Zostanę. Zamówię jeszcze jedną kolejkę. Muszę sobie dodać odwagi przed wizytą u tej hieny.

– A więc jednak planujesz węszyć. Becky nie jest taka zła, jeszcze ją polubisz. – Drew klepie mnie po ramieniu i wychodzi.

– Taa, jasne… – mówię do siebie, po czym z ociąganiem ruszam do baru.

Dwie butelki później, z niebezpiecznie przepełnionym pęcherzem, stoję przed drzwiami kandydatki do tytułu Miss Dawania Dupy. Po drugim dzwonku otwiera, a ja obserwuję, jak jej zbyt mocno – jak na mój gust – wymalowana twarz zmienia się ze znudzonej w zaskoczoną, by na końcu przybrać niezadowolony wyraz.

– Co ty tu, do cholery, robisz?! – pyta, łapiąc, się pod boki i przekrzywiając głowę.

Faktycznie, wygląda jak bliska furii modliszka. Nie ma to jak miłe powitanie, szmato…

Z przerażeniem obserwuję, jak legginsy w panterkę niebezpiecznie napinają się pod naporem jej ud. Wyglądają, jakby miały zaraz pęknąć. To chyba jedna z tych dziewczyn, które za wszelką cenę próbują wcisnąć się w rozmiar XS.

– Chcę pogadać.

– Nie daję już dupy byle komu, a nawet gdybym dawała, to ciebie nie byłoby na mojej liście. Choćbyś był ostatnim chodzącym fiutem na tej planecie! – Becky robi groźną minę i krzyżuje ręce na piersiach, przez co wypycha je w moją stronę, omal nie podbijając mi nimi oczu.

Zastanawiam się, czy jej cycki to nie sprawka kosmitów, którzy zakotwiczyli w niej, gdy spała, i teraz rozwijają tam swoją małą cywilizację. One żyją własnym życiem!

– Nie chcę cię przelecieć, tylko pogadać. Nie tykam czegoś, w co wkładało swoje narządy płciowe i inne części ciała dziewięćdziesiąt procent tego miasta.

– Licz się ze słowami!

– O, wybacz. Pomyliłem się? Miałem na myśli siedemdziesiąt procent miasta, reszta to kobiety i dzieci.

Becky wpada w furię i wymachuje rękoma, a jej piersi falują złowrogo.

Teraz mam pewność, to kosmici. Muszę im uświadomić, że zamieszkali organizm nieskażony żadną inteligentną myślą, za to skażony czymś innym – spermą i chorobami wenerycznymi.

Widzę, jak drzwi zamykają się przed moim nosem, ale w ostatniej chwili blokuję je nogą.

– Dobra, dobra… poczekaj! Przepraszam, Becky. Jesteś najmądrzejszą dziwką, jaką znam. Chociaż właściwie nie znam żadnej innej dziwki. Pozwól mi powiedzieć, o co chodzi. I przy okazji, pozwól mi się odlać. Wypiłem jakiś bezalkoholowy shit.

No cóż, nazwałem ją znowu dziwką, ale to miał być komplement. Trochę nieudolny, ale jednak…

Becky patrzy na mnie z żądzą mordu w oczach. Nie wiem, czy jest zła przez „komplement”, którym ją uraczyłem, czy może chodzi o to, że chce mi się siku.

– Zapomnij! Nie chcę widzieć twojego fiuta w mojej łazience! Odlej się w krzaki.

A więc jednak o to chodzi. Czyli nazywanie jej dziwką jej nie przeszkadza. Muszę to zapamiętać.

Milczymy przez chwilę, a ja przestępuję nerwowo z nogi na nogę. Przecież nie wysikam się w biały dzień w jej ogródku.

– Jezu, jesteś beznadziejny. Dziś mam dobry dzień, więc dam ci kilka minut. – Zniecierpliwiona przewraca oczami i zaprasza mnie gestem do środka.

Sądząc po powitaniu, jakim mnie uraczyła, nie nazwałbym tego dobrym dniem.

– Łazienka jest na dole, po prawej. Tylko się pospiesz i celuj swoim jednorękim bandytą do muszli, a nie na mój świeżo wyprany dywanik.

Zastanawiam się, czy jej zmiana nastroju wynika z brania LSD, nadchodzącego PMS-u (tak, znam ten skrót) czy może kosmici już przypuścili atak na jej mózg. Ostatnią opcję odrzucam – nie można zaatakować czegoś, czego nie ma.

– Chodzi o Amy – mówię kilka minut później, gdy wchodzimy na górę, kierując się do jej pokoju.

Zatrzymuje się w pół kroku i znów patrzy na mnie, jakby chciała mnie zabić.

– Jeśli myślisz, że możesz bawić się jej uczuciami… jeśli coś jej zrobisz… utnę ci fiuta przy samych jajach!

Tak, nie wątpię, że masz w tym doświadczenie, biorąc pod uwagę, ile fiutów przewinęło się przez twoje ręce.

– Spokojnie! Wczoraj nocowała u mnie, a dziś przepadła jak kamień w wodę. Nie wiem, gdzie jest. I zostawiła mi dziwną wiadomość.

Becky wzdycha i wskazuje na drzwi do swojego pokoju. Waham się przez chwilę.

A co, jeśli to pułapka? Nie ufam kobietom, których piersi są większe niż obwód ich głowy.

Muszę być dzielny. Zrobię to dla Amy.

Po chwili jestem w pomieszczeniu, które byłoby idealnym miejscem do ćpania – ogromna ilość kwiatów, papierowych motyli i włochatych poduszek sprawia, że już czuję lekką fazę. Ostrożnie siadam na wielkiej, puchatej, różowej sofie, w którą niebezpiecznie głęboko się zapadam. Przez głowę znów przelatuje mi: To pułapka!

Biorę głęboki oddech, wbijam palce w poduszkę i zaczynam mówić.

Becky, o dziwo, spokojnie wysłuchuje mojej historii. Jedynie czasem rzuca dramatyczne: No nie gadaj! albo: O kurde, nieźle!

– Powiesz mi, o co chodzi z tym czwartym lipca? – pytam, kończąc mój monolog.

– O nie! Mogę powiedzieć ci wiele rzeczy, ale o tej sprawie ona opowie ci osobiście, jeśli będzie chciała. Chociaż wątpię w to. – Becky nerwowo strzela palcami, za co mam ochotę ją udusić. Niestety nie mogę, jest mi potrzebna żywa – musi powiedzieć mi jak najwięcej na temat Amy. – Jeśli pójdziesz do tego hotelu, to nie spieprz tego, okej? To jest dla niej trudny dzień. I co roku robi wszystko, by był jeszcze trudniejszy. Więc zrób, o co cię prosi, i nie zadawaj zbędnych pytań.

 

– Kolejna osoba, która chce, abym ją przeleciał, nie oczekując żadnych wyjaśnień. Najpierw Drew, teraz ty! Nie jestem męską dziwką. Wybacz, jeśli poczułaś, że to aluzja do ciebie.

Becky pokazuje mi środkowy palec, a ja zanurzam się głębiej w różowej sofie, szukając bezpiecznego schronienia.

Nigdy nie myślałem, że będę musiał to zrobić, ale to moja ostatnia szansa. Motyle, kwiatki i wielki plakat Davida Hasselhoffa z czasów młodości będą zaraz świadkiem mojego totalnego upadku i poniżenia.

– Becky, PROSZĘ… – Ostatnie słowo z trudem przechodzi mi przez gardło, ale chowam dumę do kieszeni. – Zależy mi na niej… w pewien sposób… To znaczy martwię się o nią. Nie chcę być tylko właścicielem penisa, który czwartego lipca zrobi to, co do niego należy.

– Nie chcesz tylko zamoczyć?! Wow, to dziwne, zważając na to, że zadajesz się na przykład z takim Rickiem, który zamiast mózgu ma fiuta. – Becky przygląda mi się uważnie. – Jezu, ty nie ściemniasz! Tobie naprawdę na niej zależy!

– Ej, tylko nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego. Nie zakochałem się ani nic – zaprzeczam szybko, trochę zbyt szybko. – Po prostu martwię się, ma trudną sytuację w domu. To jak, powiesz mi, o co chodzi z tym czwartym lipca?

– Okej, powiem, ale Amy mnie za to zabije. A jeśli puścisz to komuś dalej, to…

– Tak, wiem. Utniesz mi fiuta przy samych jajach.

Amy

Moje konto bankowe świeci pustkami. Nocowanie w hotelu, nawet tak obskurnym jak ten, pożarło resztę moich oszczędności. Ale to było jedyne wyjście. Nie mogłam zostać u Barry’ego, taka była część planu. Nie mogłam też wrócić do domu, a raczej – nie chciałam tam wrócić.

Jest czwarty lipca, w tle rozbrzmiewają fajerwerki, a ja siedzę na łóżku i czekam na niego.

Tamtego dnia jechaliśmy na pokaz fajerwerków, Aaron. Tak bardzo tego chciałam, tak bardzo nalegałam. Byłam taka głupia i zapatrzona w siebie.

Jeśli Barry nie przyjdzie, to cały mój plan legnie w gruzach. Dwa lata temu się udało – przepłakałam całą noc i kolejnych kilka dni. Rok temu zagrałam jeszcze ostrzej – znów straciłam coś cennego. Pamiętam, że Missy pytała, czemu to zrobiłam.

W tym roku poświęcę ostatnie, co mam. Nie wiem, jak długo będę cierpieć, ale mam nadzieję, że Barry jest dupkiem i porządnie mnie zrani. A jest, prawda? Na pierwszy rzut oka jest trochę szalony, ale to miły chłopak. Choć to także ktoś, kto lubi się zabawić, więc jeśli chodzi o seks bez zobowiązań, to powinno pójść gładko.

W razie czego muszę rzucić jakąś bardzo zniechęcającą gadkę, na wypadek gdyby jednak chciał zgrywać dżentelmena. A potem muszę tylko trzymać dystans i torturować się wspomnieniem dzisiejszej wspólnej nocy. Tak, to będzie bardzo bolało. Ledwo dostanę go całego dla siebie, ledwo oddam mu to, co najcenniejsze, a już będę musiała się z nim pożegnać.

Słyszę, jak zegar wybija dziewiętnastą. Nerwowo bębnię palcami w łóżko. Przypominam sobie naszą ostatnią rozmowę, gdy leżeliśmy w jego pokoju.

Ponownie spoglądam na zegar. Jest siedem minut po siódmej.

Nie przyjdzie, a ja zostanę z niczym. Mój plan rozsypie się jak domek z kart. A przecież obiecałam Aaronowi…

Nagle słyszę pukanie do drzwi i nim zdążam się ruszyć, widzę, jak Barry przekracza próg.

Spuszczam wzrok, czując ciężar jego spojrzenia. Poprawiam krótką, wyzywającą spódniczkę, którą kupiłam specjalnie na ten wieczór.

Teraz się wstydzisz, Amy?! Po tym, co mu zaproponowałaś?!

Denerwuję się. W końcu to będzie mój pierwszy raz.

Czy nie jesteś podstępną, samolubną dziwką? Robisz to dla Aarona czy dla siebie? Okej, będziesz cierpieć, ale wcześniej zabawisz się z tym gorącym kolesiem i wspomnienia tej nocy pozostaną na zawsze w twojej głowie. Aaron nie byłby zadowolony, wiedząc, że go zdradzasz… Nawet jeśli robisz to dla dobra sprawy – podświadomość krzyczy w mojej głowie głosem mojej matki.

Spinam się i czuję wyrzuty sumienia.

Robię to dla niego! Nie miałam czasu, by wymyślić lepszy plan! W przyszłym roku postaram się bardziej.

A może przeciwnie? Z roku na rok będziesz tracić zapał, aż nadejdzie taki czwarty lipca, kiedy nie zrobisz nic. Pewnego dnia zapomnisz… – głos matki w mojej głowie przechodzi w nieprzyjemny syk.

– Zamknij się! – krzyczę, łapiąc się za głowę.

Barry spogląda na mnie zdziwiony, a ja szybko biorę się w garść i sztucznie uśmiecham.

Nie mogę go wystraszyć. Nie teraz, gdy jednak przyszedł.

– Przepraszam, boli mnie głowa. Cieszę się, że jesteś – tłumaczę się, ale mój głos jest niepewny i nieprzekonujący. Chcę grać zdecydowaną i wyzywającą, w końcu to ja wyszłam z propozycją, ale na razie nie bardzo mi wychodzi.

Barry uśmiecha się tak, jakby nie zwrócił na to uwagi i miał coś ważniejszego na głowie. Skupia się na mnie. Lustruje mnie od góry do dołu, zatrzymując wzrok nieco dłużej na piersiach, które wyeksponowałam sporym dekoltem. Patrzy na mnie tym samym wzrokiem co wtedy, w moim śnie. Jakby chciał mnie pożreć, pochłonąć i nie zostawić ani jednego okruszka. Bez słowa ściąga koszulkę, a ja mogę z bliska obserwować, jaki jest piękny. Mimowolnie oblizuję usta.

To ma być kara, Amy. Nie przyjemność.

Trochę panikuję, że TO już zaczyna się dziać. Co innego napisać pikantną propozycję, a co innego ją realizować. I to z NIM.

Zaskakuje mnie tym, że od razu się rozbiera i przechodzi do sedna. Żadnej rozmowy, żadnych pytań o moje zniknięcie. Tak jakby wcale się tym nie przejął. To tylko dobrze wróży – zachowuje się jak typowy napalony samiec, który chce zaliczyć, a potem zniknąć. O to mi przecież chodzi.

– A więc chcesz się ze mną pieprzyć, Amy? – Słyszę jego niski, agresywny głos tuż przy moim uchu. Jest szybki – dopiero co stał przy drzwiach, a już nachyla się przy mnie. Przełykam ślinę i kiwam głową. Tylko na tyle mnie stać. Nogi mam jak z waty.

Gdzie się podziała ta pewna siebie, napalona dziewczyna, która chciała go uwieść w hotelowym pokoju?!

– Boisz się? Przecież robiłaś to już wiele razy. Będzie nam dobrze, Amy – dodaje i przejeżdża nosem wzdłuż mojej szczęki. Słyszę, jak zaciąga się moim zapachem. Mam wrażenie, że w jego głosie pobrzmiewa sarkazm.

Klęka przy mnie, a ja nadal siedzę nieruchomo na łóżku.

Zrób coś, Amy! Rusz się, zacznij się do niego dobierać, bo pomyśli, że ma do czynienia z kłodą, i się zniechęci.

– Jesteś doświadczona, więc mogę być ostry i brutalny i wejść w ciebie szybko, prawda? – Muska wargami moje ucho i zakłada za nie kosmyk włosów.

Zaczynam się bać. Nie takiego Barry’ego znam. Ten mnie podnieca, ale jednocześnie przeraża. Przyglądam się jego oczom – jest czysty, nic dziś nie brał, a jednak mam wrażenie, że wypuścił z siebie mrocznego Mr. Hyde’a.

– Pocałuj mnie. Chcę poczuć, jak bardzo mnie pragniesz. – Słyszę jego głos i czuję wilgotne usta na mojej szyi.

To nie jest prośba. To rozkaz. Byłam naiwna, sądząc, że gdy przyjdzie, będę zgrywać seksowną i pewną siebie. Na razie to on rozdaje karty, a ja przestaję za tym wszystkim nadążać.

Podniecenie miesza się ze strachem i to wybuchowe połączenie sprawia, że kręci mi się w głowie. Odnajduję jego usta i przyciskam do swoich. Fakt, że właśnie spełniam jego polecenie, podnieca mnie jeszcze bardziej.

Nie tak wyobrażałam sobie nasz pierwszy pocałunek. Może nie jestem typową dziewczyną, ale kręcą mnie niektóre dziewczyńskie rzeczy. Marzenie o pierwszym, romantycznym pocałunku stanowi jedną z nich.

Tymczasem jest ostro. Ostrzej, niż się spodziewałam, ale to tylko sprawia, że chcę więcej. Nasze języki toczą ze sobą walkę o dominację. Barry jst brutalny, wdziera się we mnie, jakbym była jego własnością. Wzdycham w jego usta, bo czuję pragnienie i jednocześnie pewien rodzaj smutku. Zdaję sobie sprawę, że mam go teraz, na tych kilka chwil, by potem musieć zapomnieć o nim na zawsze.

Widzisz, Aaron? Mój plan działa. Już cierpię.

Ten pocałunek zamienia mój mózg w papkę i jeśli myślałam, że to ja będę decydować o tym, co się tutaj wydarzy, byłam naiwna. Cokolwiek powie teraz Barry, zrobię to. Tak właśnie na mnie działa.

Dotykam go niepewnie, drżącymi rękoma. Błądzę dłońmi po jego szerokich nagich plecach, a potem przesuwam je na jego tors. Choć nie mogę wyczuć pod palcami jego tatuaży, doskonale wiem, gdzie dokładnie się znajdują. Barry jest mapą, którą studiowałam wiele razy i poznałam na pamięć. Robiłam to z daleka, gapiąc się na niego jak dziecko, które przykleja nos do szyby i patrzy na cukierki w sklepowej witrynie. A teraz w końcu go mam. Mogę przejechać po jego ciele palcem, wyznaczyć trasę. Chciałabym pochylić się, zrobić to za pomocą ust. Poznać smak i zapach jego skóry, zjechać niżej i…

Nagle czuję, że Barry się uśmiecha. Jego oddech przechodzi w śmiech. Ale jest to śmiech pełen goryczy.

Po chwili odsuwa się ode mnie, ale nadal jest na tyle blisko, że mogę usłyszeć jego szept.

– Nigdy tego nie robiłaś, prawda?

Zastygam w bezruchu i ogarnia mnie panika.

Nie wiem, skąd wie. Pewnie się domyślił, bo zachowuję się jak niedoświadczona małolata. Muszę zrobić coś, żeby go zatrzymać.

Zarzucam mu ręce na szyję i przyciągam ponownie do siebie. Gryzę jego dolną wargę, a potem zahaczam językiem o jego labret. Spoglądam mu w oczy.

Chcę go i on musi o tym wiedzieć.

Całuję go, ale on po chwili wysuwa się z moich objęć. Robi to niechętnie, a ja nie rozumiem dlaczego. Zupełnie jak wtedy, we śnie, ale tym razem to rzeczywistość. Patrzę na niego zaskoczona i zawstydzona.

Może robię coś nie tak?

Barry opiera swoje czoło o moje i ciężko oddycha. Nadal siedzę na łóżku, a on klęczy między moimi nogami.

– Tak to sobie wymyśliłaś… sprytna mała Amy – dyszy, a jego głos jest pełen złości, bólu i niezaspokojonego pragnienia. – Prawie dałem się złapać. PRAWIE. Myślałaś, że będę pionkiem w twojej grze? Że zrobię, co trzeba, a potem wywalisz mnie jak zużytą chusteczkę, nie licząc się z moimi uczuciami?!

Uczuciami? Chodzi mi tylko o seks, Barry. Tobie chodzi tylko o seks. Taki był plan.

Nagle on wstaje gwałtownie, odpychając się od moich kolan. Patrzę mu w oczy spanikowana, zastanawiając się, jak mnie rozgryzł i skąd wie. Próbuję doszukać się w tym spojrzeniu jakichś pozytywnych emocji, ale ono jest zimne, jakby w kilka sekund zbudował między nami niewidzialny mur.

– Ach, zapomniałem. Przecież moje uczucia się nie liczą! Najważniejszy jest twój ból i zadośćuczynienie wobec… jak mu tam… Aarona. Ja miałem być tylko jednym z tych facetów, którzy myślą fiutem i po wszystkim nie będą mieć ci nic do powiedzenia. Niespodzianka, Amy! Ja nie jestem taki.

Wpatruję się w niego osłupiała i próbuję wstać, ale chwyta mnie mocno za ramiona i zmusza, abym usiadła.

– W tym roku to ja miałem być twoją karą, prawda? Żebyś znów czwartego lipca mogła taplać się w swoim cierpieniu. Aż taki jestem obleśny, że wybrałaś właśnie mnie?! Seks ze mną miał być dla ciebie katorgą, tak sobie to wymyśliłaś? Becky mówiła, że co roku tego dnia rezygnujesz z czegoś cennego i tym samym się karzesz. W tym roku to miało być twoje dziewictwo, a ja miałem być typem, który ci je odbierze.

Czyli wie od Becky. Dlaczego mu powiedziała?! Przecież go nie znosi.

Jest zły. Nie, on jest wściekły. I zraniony.

Nie taki był plan. Tylko ja miałam cierpieć. On miał się dobrze bawić, a potem zapomnieć. To wszystko.

– To nie tak… – jąkam się i nie wiem, co mam powiedzieć. Wpadam w panikę, bo mój plan sypie się jak domek z kart.

– A jak, kurwa?! – przerywa mi w pół słowa. Jego krzyk odbija się od obskurnych ścian małego, dusznego pokoju. – Wytłumacz mi: dlaczego wciągnęłaś w to wszystko akurat mnie?! – Chwyta mnie mocno za ramiona, ale wyrywam mu się i uciekam w przeciwległy kąt pomieszczenia. – Albo nie. Nie chcę twoich wyjaśnień. To pewnie będzie kolejny zestaw kłamstw i intryg. Jesteś w tym dobra.

 

– Pomyślałam, że po wszystkim o mnie zapomnisz, a ja…

– Nie bądź śmieszna! Jednym słowem miałaś mnie za typowego bawidamka, który po seksie ma dziewczynę totalnie w dupie. Myślałem, że nieco bardziej się na mnie poznałaś. Ale zapomniałem, że żyjesz tylko swoim cierpieniem i nie widzisz nic poza tym.

Rozgryzł mnie, ale tylko po części.

Jak mógł myśleć, że wybrałam go, bo myśl o seksie z nim napawała mnie obrzydzeniem? Przeciwnie – wybrałam go, bo tylko on mógł mnie zranić jak nikt inny. Gdyby odszedł po wszystkim, porzucił mnie, tak jak zwykło się robić z dziewczynami na jedną noc… wtedy moje serce pękłoby z bólu. Bo tylko osoba, którą się kocha, może naprawdę zranić.

Ale nie powiem mu tego. I tak nie chce mnie słuchać. Pewnie nawet by mi nie uwierzył.

Mój plan wydawał się taki idealny, ale nie przewidziałam jednego – że Barry po wszystkim mnie nie zostawi. Czy ja byłam ślepa?!

Wystarczy sam fakt, że wstawił się za mną w domu i zaproponował nocleg – tak nie zachowuje się ktoś, kto wyznaje zasadę PZ – przelecieć i zapomnieć.

Zmyliło mnie to, że zadawał się z Rickiem i miał opinię kobieciarza. Co prawda nie był owiany złą sławą seksoholika, tak jak jego kumpel, ale nigdy nie był w stałym związku i widywano go z kilkoma łatwymi panienkami. Wyciągnęłam więc proste wnioski, jak widać, pochopne. Z góry założyłam, że będzie idealnym kandydatem – zabawi się ze mną, odbierze mi dziewictwo i zmyje się po wszystkim.

– Nic nie rozumiesz! Nie wiesz, jak to jest żyć z wyrzutami sumienia! Widzieć codziennie swoją siostrę na wózku, słuchać matki, która o wszystko cię obwinia! – Ponoszą mnie emocje.

Nie wiem, ile Becky mu powiedziała. Mam nadzieję, że jednak nie wszystko.

– I myślisz, że raniąc siebie, cokolwiek zmienisz?! ON nie żyje. Prawdopodobnie ma gdzieś, czy odkupisz swoje winy, czy nie.

– Nie mów tak… – Łamie mi się głos, bo to, co mówi o Aaronie, tak strasznie boli.

– Mówiłaś, że ludzie w naszym wieku robią głupie rzeczy i są naiwni. Spójrz lepiej na siebie! Nie mieszkasz na bezludnej wyspie, Amy! Twoje decyzje, czy tego chcesz, czy nie, mają wpływ na innych. Chcesz zranić siebie, ale przy okazji ranisz wszystkich dookoła. Jesteś samolubną suką, którą zaślepiły wyrzuty sumienia.

Czuję ścisk w gardle, słysząc te słowa.

Ma rację. Ma pieprzoną rację. Czemu wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy?!

– Co, dopiero teraz to do ciebie dotarło? – drwi ze mnie. – Dwa lata temu. Co zrobiłaś w pierwszą rocznicę wypadku, żeby odkupić swoje winy? Ach tak, odtrąciłaś znajomych, w tym najlepszą przyjaciółkę. Nie wmówisz mi, że nie cierpiała, kiedy powiedziałaś jej, że nie chcesz jej znać. Z popularnej, lubianej dziewczyny stałaś się odludkiem i obiektem kpin. Bo tak sobie zaplanowałaś. Bo taka miała być twoja kara.

– Skąd o tym wiesz?

– Ostatni rok w szkole spędziłaś sama jak palec. Wszyscy traktowali cię jak dziwadło, ale ciebie to nakręcało, bo przecież zrobiłaś to dla Aarona. – Głos Barry’ego jest pełen ironii.

– Nie rozumiesz…

– Masz rację, nie rozumiem! Dla mnie twoja autodestrukcja jest irracjonalna – mówi, krążąc po pokoju niczym sęp gotowy zaatakować dogorywającą ofiarę.

Krzyżuję ręce na piersi, bo nagle robi mi się przeraźliwie zimno. W swojej tandetnej, krótkiej spódniczce ze sztucznej skóry czuję się jak dziwka.

– A rok temu? Miałaś szansę na stypendium na prestiżowej uczelni artystycznej. Wystarczyło tylko wysłać swoje prace. Sądząc po tym, jak rysujesz, miałaś to jak w banku. Niespełna miesiąc przed ostatecznym terminem wycofałaś się. Akurat czwartego lipca, co za zbieg okoliczności! – Barry mruży oczy i patrzy na mnie z pogardą. – Odebrałaś sobie kolejną rzecz – szansę na rozwój i spełnienie marzeń. Gdybyś widziała coś poza czubkiem własnego nosa, może zauważyłabyś, że i tym razem zraniłaś kogoś więcej niż tylko siebie. Może matka nie wierzy w twój talent, ale z tego, co mówiła Missy, ojciec bardzo cię wspierał i chwalił twoje rysunki. Jak się czuł, wiedząc, że marnujesz swoją szansę?!

Ma rację. Nie pomyślałam o ojcu, który choć z nami nie mieszka, nadal utrzymuje ze mną kontakt. Nie myślałam o moich przyjaciołach, o wszystkich, którym na mnie zależy… myślałam tylko o sobie i swoim poczuciu winy.

– Myślisz, że robisz to wszystko dla Aarona?! Że dzięki temu, że cierpisz, twoja wina zostanie wymazana?! Zdradzę ci sekret: nie robisz tego dla niego. Robisz to tylko dla siebie, żeby zabić poczucie winy, które zżera cię od środka.

Kręcę przecząco głową, ale w głębi duszy przyznaję mu rację.

Kogo ja próbowałam oszukać?

– Myślisz, że twój chłopak oczekiwałby, żebyś w jakiś sposób odpokutowała za to, co zrobiłaś? Jeśli cię kochał, to pewnie chciałby, żebyś była szczęśliwa i żyła dalej pełnią życia. To logiczne i proste. Więc dlaczego to robisz? Nie dla niego. Tylko i wyłącznie dla siebie. Nie tłumacz się więcej Aaronem!

Chcę zaprzeczyć, ale znów ma rację.

Pieprzony pan psycholog! Wielki znawca zranionej psychiki! Nagle jest taki dorosły i odpowiedzialny, by prawić mi kazania?!

– Od początku to planowałaś, co? To dlatego mnie rysowałaś? Bo miałaś już w głowie plan, jak zaciągnąć do łóżka tego ekscentrycznego, wiecznie ujaranego głupka, z którym seks na pewno będzie pierwszym i najgorszym w twoim życiu. Może nawet specjalnie zostawiłaś zeszyt, żeby sprowokować nasze spotkanie? Pobawiłaś się mną, podczas gdy ja chciałem ci pomóc.

– To nie dlatego cię rysowałam. Nie planowałam tego, dopiero wczoraj…

– Wiesz co? Po tym wszystkim jakoś ci nie wierzę. – Barry rzuca mi sarkastyczny, krzywy uśmiech. Wygląda, jakby mnie właśnie znienawidził. – Przykro mi, nie będę pionkiem w twojej popieprzonej grze! Przeproś ode mnie Aarona, tym razem ofiara dla niego nie zostanie spełniona.

– Zamknij się. Nie wiesz o mnie nic, nie wiesz nic o nim! – wybucham, a słowa wymykają mi się spod kontroli.

Sposób, w jaki mówi o Aaronie… Nie znał go, nie ma prawa go nienawidzić. A jednak mam wrażenie, że gardzi nim tak jak mną.

– A ty nie wiesz nic o mnie! I nawet nie próbowałaś mnie poznać, bo z góry założyłaś, że cię przelecę i potraktuję jak gówno, a ty uwielbiasz być tak traktowana. – Barry wkłada koszulkę i chwyta klamkę od drzwi. – Posłuchaj, co ci teraz powiem. Od dzisiaj słowo Amy znika z mojego słownika. Nie istniejesz dla mnie. Nie chce cię więcej widzieć.

Czuję, jak po policzkach ciekną mi łzy.

Zasłużyłam na to. Ma całkowitą rację. Sprawa śmierci Aarona dotyczy tylko mnie, nie powinnam go w to wciągać.

– O, proszę, płaczesz! – Barry uśmiecha się triumfalnie i zaczyna bić brawo. – A jednak udało mi się sprawić, że cierpisz. Zadowolona?! Widzisz, Aaron, jednak dostałeś swoją ofiarę. Nie musisz mi dziękować, stary – mówi kpiącym tonem, kierując wzrok ku górze.

Kręcę głową, bo nie wierzę, że potrafi być tak okrutny.

– Mam nadzieję, że w przyszłym roku nikogo już nie skrzywdzisz. Bo jeśli chodzi o ciebie, rób, co chcesz, jesteś mi totalnie obojętna. Możesz z rozmachem realizować swój plan samozagłady. Co będzie następne?! Tabletki?! Podcięte żyły?! Nie żebym coś sugerował…

Głuchy trzask drzwi uświadamia mi, że wszystko definitywnie skończone.

W głowie dudnią mi jego ostatnie słowa.

On naprawdę mnie nienawidzi.

Obejmuję się ciasno rękoma. Patrzę pustym, szklanym wzrokiem na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał – zimny i wściekły.

Wszystko poszło zgodnie z planem, prawda? No, może poza utratą dziewictwa. Ale Barry mną gardzi. Straciłam go. Cierpię. Tak właśnie miało być.

W takim razie dlaczego zamiast satysfakcji z wykonanego zadania, która towarzyszyła mi rok i dwa lata temu, tym razem czuję pustkę?

Aaron, powiedz coś. Daj mi jakiś znak, że to, co zrobiłam, ma jednak sens.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?