Zniszcz mnie

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 5

„Jeśli kręci cię jakaś dziewczyna, która jest zakazana lub z jakiegoś powodu nie powinna cię kręcić i staje ci na jej widok, to masz dwie opcje: poddać się temu i potem ponieść konsekwencje albo pomyśleć o szczeniaczkach, grubym facecie jedzącym hamburgery, dziurze ozonowej… O czymkolwiek, co jest słodkie/obrzydliwe/przygnębiające. Chwila moment i opadnie, daję słowo”.

Dzięki za radę, Drew, Królu Złotych Myśli. Choć mówiłeś mi o tym wieki temu, dopiero teraz mam możliwość zastosowania tego w praktyce.

I wiem jedno: twoje rady są do dupy.

Dziura ozonowa oraz fakt, że Rekiny spadły do trzeciej ligi – to wszystko jest szalenie przerażające, ale nie robi najwidoczniej wrażenia na pewnym ruchliwym osobniku zamieszkującym moje spodnie.

Zresztą nic dziwnego – wpatrują się we mnie wielkie szare oczy. Ich właścicielka ma bardzo ponętny tyłek, który wyrobiła sobie, schylając się setki razy po ślimaki. Jej drobne ciało jest wypełnione po brzegi seksapilem, tak naturalnym i niewymuszonym, że wszystkie napalone fanki motocykli, przychodzące na tor, powinny wziąć z niej przykład i czegoś się nauczyć.

Mógłbym włożyć sobie w tyłek czteropak duracella, popić redbullem i wciągnąć kreskę, a i tak nie byłbym tak nakręcony jak w tym momencie, patrząc na nią.

To niewłaściwe. Ona jest dziwna, ja jestem dziwny. Wcale jej nie znam. I coś mi mówi, że ona jest o wiele bardziej pokręcona niż ja, a to już naprawdę musi być niebezpieczne.

A jednak gapię się na nią jak kretyn, gdy stoi w progu, ubrana w moją koszulkę z logo drużyny uniwersyteckiej.

Przepraszam, jeśli kiedykolwiek głośno narzekałem, że to logo jest do dupy! A robiłem to przy każdej okazji, wkurwiając tym samym trenera naszej drużyny futbolowej.

Cofam to, trenerze! To logo jest niesamowite. Zapamiętam je do końca życia. I ta czcionka! Genialna! Szczególnie litery N oraz S, które unoszą się pod naporem sutków Amy.

Jeśli ma stanik, to musi być bardzo cienki, bo widzę więcej, niżby chciała.

Nie ma nic gorszego niż laska w push-upie. Okej, efekt jest całkiem fajny, gdy ma bluzkę czy sukienkę. Ale wierzcie mi, gdy wyrywam dziewczynę z rozmiarem D, a budzę się koło takiej z rozmiarem B, to czuję się oszukany. Tak po prostu.

I żeby nie było – małe piersi też są seksowne. Ale chcę o nich wiedzieć od początku. Wiecie, co to za uczucie zawodu?! Jeśli nie, to spróbujcie otworzyć znalezione w zamrażalniku pudełko lodów i odkryć tam koperek.

Poza tym jak wy byście się czuły, gdybyśmy wtykali sobie w gacie skarpety!? Przychodzi co do czego, a on zamiast wielkiego jednookiego troglodyty wyciąga małego, uroczego jaskiniowca. Penis z zasady nie powinien być uroczy.

A wracając do Amy… Nie założyła moich spodenek, bo ponoć były za duże. Tak twierdzi. Nie wiem, czy to prawda, czy próbuje mnie jeszcze bardziej nakręcić. Ale patrząc na jej drobną figurę, raczej to pierwsze. Na moje nieszczęście koszulka sięga jej prawie do kolan, więc nici z podglądania.

Ale za to mogę patrzeć na jej nogi. Ciekawe, czy należy do tych dziewczyn, które umieją robić dobrze stopami.

Znów się nakręcam!

Masz teraz dla mnie jakieś rady, Drew?! Tak myślałem, ćwoku.

Nie powinienem się nią interesować w taki sposób. Tym bardziej teraz, gdy ma problemy i matka wywaliła ją z domu. Skłamałbym, mówiąc, że nie wykorzystałem okazji. Mogłem przecież opłacić jej hotel. Zamiast tego zaryzykowałem rozmowę z rodzicami i przyprowadziłem ją tutaj.

Nie mogę wykorzystać tego, w jakim jest stanie psychicznym, żeby ją przelecieć. Nie chcę być seksualnym pocieszycielem i poprawiaczem nastroju. Oczywiście w ogóle zakładając, że ona by się zgodziła.

Barry, frajerze! Jeśli choć przez sekundę myślałeś, że zapewniając nocleg, cokolwiek zyskasz, to jesteś bardziej naiwny niż obciągająca za paczę fajek Becky.

Amy to nie typ dziewczyny, która z wdzięczności wskakuje komuś do łóżka. Chociaż jeśli chodzi o nią, niczego nie można być pewnym. Im więcej z nią przebywam, tym więcej mnoży się pytań i pojawia zagadek. Ona jest jak tetris – już prawie dopasowałeś wszystkie klocki, a tu nagle spada jakiś zupełnie niepasujący i niweczy całe twoje starania.

Z tym łóżkiem to było kłamstwo. Oczywiście, że chętnie bym ją do niego zaprosił. Problem w tym, że nie wiem, czy dałbym radę się kontrolować. Gdyby natrafiła na sterczący dowód moich kosmatych myśli, to mogłaby pomyśleć, że jestem napaleńcem pokroju Ricka. Wolę nie ryzykować. Ostatecznie to ja przeniosę się na podłogę.

Amy stoi niepewnie, przestępując z nogi na nogę. Mijam ją i idę wziąć prysznic, a gdy wracam, siedzi na łóżku i ogląda swój szkicownik. Przewraca kartki i zatrzymuje się na stronie, gdzie starannym pismem wykaligrafowana jest data 4 lipca. Nie zwróciłem na to wcześniej uwagi.

Przejeżdża palcami po literach, jakby chciała zbadać ich fakturę. Widzę, że zatonęła w swoich myślach, i oddałbym w tym momencie wszystko, by je poznać. Nagle mnie zauważa i szybko zamyka zeszyt.

– Jest twój. Dobrze, że w końcu wrócił do właścicielki – mówię, chcąc przerwać niezręczną ciszę.

– Nie chcesz nic w zamian? – pyta zaskoczona, a ja nerwowo oblizuję usta.

Oczywiście, że chcę. Mogłabyś mi dać w zamian wiele rzeczy, ale lepiej, żebyś nie wiedziała, jakiego typu transakcje mam na myśli.

– Nic nie chcę. No może… poza kilkoma wyjaśnieniami.

Amy

Widzę, jak kładzie się obok mnie na łóżku. Ma na sobie koszulkę i szorty. Nie wiem, na co liczyłam, chyba na to, że wyjdzie z łazienki w samym ręczniku zsuniętym nisko na biodrach. Moje marzenia zaczynają przypominać sceny rodem z harlekinów, a to oznacza, że jest ze mną coraz gorzej.

Jego bliskość sprawia, że wyostrzam wszystkie zmysły. Czuję się nieswojo i siedzę, jakbym połknęła kij. Oczywiście staram się zgrywać swobodną i naturalnie seksowną. Usiłuję sobie przypomnieć, jakie pozy zazwyczaj przyjmuje Becky, gdy flirtuje z facetami. Ona wygląda wtedy kobieco i pociągająco. Ja przypominam zapewne orangutana w okresie godowym.

– Co chcesz wiedzieć? – pytam, odkładając zeszyt i spoglądając na Barry’ego przez ramię.

Poślij mu długie spojrzenie spod rzęs i rozchyl usta…

Świetna rada, Beck. Szkoda tylko, że robiąc to, wyglądam jak nierozgarnięta, napalona ameba. Wolałabym coś bardziej subtelnego. Zresztą on i tak nie zwraca na mnie uwagi. Przynajmniej nie w TEN sposób.

– Zacznijmy od czegoś prostego… – Barry leniwie się przeciąga i oczami wyobraźni widzę, jak pod jego koszulką napinają się te wszystkie twarde mięśnie.

Jezu, Amy! Znów harlekinujesz!

– Hej, nie zamierzam ci się spowiadać całą noc. To, że oddałeś moją zgubę, nie uprawnia cię do takiego przesłuchania. – Zgrywam oburzoną.

I seksowną. Ale wychodzi mi tylko bycie oburzoną.

– A co innego mielibyśmy robić całą noc? – Barry spogląda na mnie, podpierając się na łokciach. Wiem, że to, co mówi, ma drugie dno, ale nie dam się sprowokować.

On ze mną nie flirtuje. Jest po prostu miły, stara się jakoś podtrzymać rozmowę.

– Ty i Becky. Przecież to ostatnia osoba, z którą mogłabyś się przyjaźnić. Wytłumacz mi ten fenomen. Jak można przyjaźnić się z ćwierćmózgą dmuchaną lalą, która co wieczór pozwala eksploatować wszystkie swoje otwory?

– Ej, chyba trochę przesadzasz! Kto jak kto, ale ty chyba nie powinieneś oceniać po pozorach.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy poznali się na Becky i oceniają ją przez pryzmat jej skąpych ciuszków, ale po Barrym spodziewałam się innego podejścia.

– No co? Wierz mi, słyszałem masę dokładnych opisów tego, co i z kim robiła Becky. Większość moich kumpli miała przyjemność ją poznać, i to od „wielu stron”. – Barry uśmiecha się ironicznie, akcentując ostatnie słowa.

– Faceci i ich przechwałki. – Macham lekceważąco ręką. – Nie jest święta, ale szczerze mówiąc, nie moja sprawa. Jest dorosła. I wcale niegłupia. Potrafi patrzeć na siebie z dystansem, przyznawać się do błędu. Nie znam drugiej tak autentycznej osoby.

Kładę się na łóżku, bo wydaje mi się to bardziej naturalne niż siedzenie do Barry’ego plecami. Teraz leżymy obok siebie i wcale nie czuję się przez to swobodnie.

– Ale nie tylko dlatego się z nią przyjaźnię. Ona przypomina mnie sprzed paru lat. Rozrywkowa, szalona, beztroska. Nie myśli o konsekwencjach, co jest trochę nieodpowiedzialne, ale kto w naszym wieku o tym myśli? – mówię coraz szybciej. Nakręcam się tak zawsze, gdy wkraczam na osobiste tematy. – Nie słuchaj mnie, gadam głupoty. – Śmieję się nerwowo, bo uświadamiam sobie, że bardzo się przed nim otwieram.

A co, jeśli zacznie drążyć temat? Nie potrzeba mi kolejnej osoby, której musisz wszystko tłumaczyć.

Moje usta są jednak szybsze niż rozum, a mówienie tego wszystkiego przynosi ulgę. Zamiast siedzieć cicho, gadam dalej.

– Kiedyś moim jedynym problemem był wybór ciuchów na imprezę i dylematy, jak zdobyć numer do szkolnego przystojniaka. Lubiłam się ostro zabawić i nie myśleć o problemach. Zupełnie jak Becky czy inne dziewczyny w moim wieku. To głupie i one chwilami też zachowują się naiwnie, ale na tym polega młodość. Dzięki temu, że się z nią przyjaźnię, moje życie znów choć na chwilę może być właśnie takie: szalone, nieodpowiedzialne, proste.

 

– Jednym słowem oboje robimy coś, żeby nie myśleć o beznadziejnej rzeczywistości. Ja ćpam, a ty żyjesz życiem swojej beztroskiej koleżanki. To chyba trochę słabe, nie sądzisz?

– Ale działa. Może na krótką metę, ale nie znalazłam nic lepszego. Tylko to pozwala zapomnieć.

Barry przysuwa się bliżej i wiem, że na mnie patrzy. Nadal leżę na wznak, ale i tak czuję jego oddech na swojej szyi. Jest tak blisko.

Nie pyta mnie, o czym próbuję zapomnieć, i jestem mu za to wdzięczna. Być może kiedyś mu powiem, ale wtedy prawdopodobnie nie będzie chciał mnie znać.

– A dragi? Twoja matka mówiła coś na ten temat. To też twój sposób na zapomnienie?

– Nie biorę już od kilku lat. I mam nadzieję, że ty też przestaniesz. – Podnoszę się gwałtownie i siadam na łóżku.

Poczucie bliskości i motyle w brzuchu zniknęły jak ręką odjął.

– Hej, mamusiu, wyluzuj. Biorę tylko okazjonalnie. Dlaczego jesteś taka przewrażliwiona, skoro sama kiedyś to robiłaś? – Barry również siada i chyba jest urażony moją reakcją.

I bardzo dobrze. Im wcześniej zrozumie, tym lepiej dla niego. Uwielbiam jego szaloną osobowość, absurdalne poczucie humoru i wyluzowany sposób bycia, ale wiem, że bez dragów też potrafi taki być. On po prostu wierzy w siebie zbyt słabo, aby to zauważyć.

I kto to mówi, Amy? A ty jak się czujesz bez wspomagaczy? Piękna, seksowna, pewna siebie? No właśnie. Przyznaj, gdyby nie stało się to, co się stało, nadal byś brała. Z tego samego powodu, dla którego on bierze.

– Może pewnego dnia coś sprawi, że przestaniesz. Zresztą nie ma sensu o tym gadać. – Ucinam temat i zerkam na niego.

Znów się kładzie, tym razem na wznak, z rękoma pod głową, i gapi w sufit. Taktownie milczy. Chyba zrozumiał, że wkracza na grząski temat. Opadam na poduszki, jednocześnie pilnując, by zachować stosowny dystans. Zamykam oczy i staram się zrelaksować, co jest niezwykle trudne, biorąc pod uwagę, że czuję jego zapach i słyszę jego oddech.

Po dłuższej chwili niechętnie podnoszę powieki i ze świstem wciągam powietrze, gdy widzę go nad sobą, zaledwie kilka centymetrów od mojej twarzy. Jego ręce spoczywają po obu stronach mojej głowy, a gorący oddech dociera do moich ust. Spojrzenie ma przenikliwe i niespokojne. Jego wzrok tańczy na mojej twarzy, jakby chciał zapamiętać każdy jej szczegół.

Jest pobudzony, ale to nie narkotyki. Przygląda mi się z powagą i oblizuje wargi. Ten drobny ruch sprawia, że mam ochotę go pocałować. Nie ma na sobie koszulki. Widzę, jak jego klatka piersiowa szybko wznosi się i opada. Kosmyki włosów spadają mu na oczy, a kolczyki połyskują w półmroku.

– Byłem ciekaw, czy śpisz – mruczy tuż nade mną, aż przechodzą mnie dreszcze.

Nie wiem, co zamierza zrobić, ale jestem oszołomiona. W końcu przed chwilą zachowywał się zupełnie inaczej, a przynajmniej nie wyglądał tak jak teraz – jakby chciał mnie pożreć żywcem.

– Jesteś piękna, Amy. Wyjątkowa. Ne zapominaj o tym – mówi, gładząc moje włosy i akcentując każde słowo.

Z wrażenia czuję, że potrzebuję tlenu. Staram się wziąć głęboki oddech, ale on jeszcze bardziej na mnie napiera. Moje piersi ocierają się przez materiał bluzki o jego kolczyki w sutkach.

Uśmiecha się, jakbym sprawiła mu tym niewyobrażalną przyjemność, po czym chwyta mnie za nadgarstki tak, że nie mogę się ruszyć. Podoba mi się to zniewolenie, choć pewnie nie powinno. Patrzy w moje oczy, jakby czekał na jakiś znak, na protest z mojej strony. Ale ja nic nie mówię. Chcę, by robił ze mną te wszystkie rzeczy, o których zawsze myślę przed snem.

I robi to. Zupełnie, jakby znał moje pragnienia. Jego dłoń puszcza mój nadgarstek, przesuwa się leniwie na moje udo i wędruje wyżej, aż znajduje gumkę majtek. Robi mi się gorąco, gdy się nią bawi, jakby wahając się, czy ściągnąć ze mnie bieliznę, czy jednak zostawić. Ale to tylko pozory. Jest pewny siebie – to on rozdaje teraz karty i już dawno zadecydował, jak to wszystko rozegra.

Spoglądam na niego zdezorientowana, a on tylko mruczy moje imię i szczerze mówiąc, od samego sposobu, w jaki to robi, mogłabym dostać orgazmu.

Jego usta bez ostrzeżenia lądują na moich. Są ciepłe, zachłanne i silne. Chwytam jego włosy i przyciągam go jeszcze bardziej do siebie. Od tak dawna pragnęłam go dotykać, poznawać każdy skrawek jego ciała. Teraz w końcu to robię – moje dłonie są już pod jego koszulką i nieśmiało badają napięte mięśnie, kolczyki i tatuaże.

Zjeżdżam do krawędzi jego bokserek. Planowałam się tak nie spieszyć, gdyby do czegoś między nami doszło. Miałam być bardziej subtelna, ale mój plan diabli wzięli. Dopiero co mnie pocałował, a ja już dobieram się do jego centrum dowodzenia. Czuję, że nieruchomieje, gdy dotykam go przez materiał. Po chwili przeklina głośno, gdy zwiększam nacisk. Jedyne, czego teraz chcę, to sprawiać mu przyjemność.

– Wiesz, co ze mną robisz, Amy? – jęczy w moje usta, gdy moja dłoń przyspiesza.

Jego ręka gładzi mnie delikatnie przez wilgotną tkaninę majtek. Półsłówkami proszę o więcej. Nie jestem w stanie zbudować poprawnego zdania. Nie jestem w stanie trzeźwo myśleć, gdy mnie dotyka. Mój przyspieszony oddech wcale nie ułatwia mi zadania. Oddaję mu się całkowicie i błagam w myślach, żeby nie przestawał. Czuję, jak jego palce torują sobie drogę do mojego wnętrza.

– Jesteś taka mokra… chcę cię mieć – szepcze w moje usta w przerwach między pocałunkami. – Nic ci nie jest? – Nagle odsuwa się ode mnie.

Niech nie przerywa w takim momencie! Jest mi tak dobrze.

Biorę jego dłoń i kieruję w miejsce, które przed chwilą pieścił. Chcę więcej, ale on się wycofuje.

– Amy! Słyszysz mnie?!

Otwieram oczy i widzę, jak patrzy na mnie wystraszony i potrząsa mną delikatnie.

– Myślałem, że już nigdy się nie obudzisz! Jęczałaś coś przez sen i strasznie zaczęłaś się miotać!

– Nic mi nie jest – mamroczę zażenowana i jednocześnie bardzo rozczarowana.

To był tylko sen. Bardzo realistyczny sen, w którym dotykaliśmy się i mieliśmy właśnie przejść do kolejnego etapu!

– Koszmary. Też to mam. Miałaś ciężki dzień, więc nic dziwnego. Spróbuj zasnąć. Jakby co, jestem obok. – Barry patrzy na mnie z troską, po czym zeskakuje z łóżka i kładzie się na prowizorycznym posłaniu zrobionym na dywanie.

A więc to tak. Zasnęłam, sama nie wiem kiedy, a on zachował się fair i położył się na podłodze, chociaż to wielkie łóżko pomieściłoby cztery dorosłe osoby. Śnię, że się do mnie dobiera, a w rzeczywistości on nawet nie ma ochoty spać obok mnie!

Amy, co z tobą nie tak, że działasz tak odstręczająco na facetów?! Który wolny heteroseksualny mężczyzna wywaliłby z łóżka atrakcyjną dziewczynę?! Żaden! Domyśl się, jaki z tego wniosek.

Wzdycham rozżalona i kładę się na boku. Skoro mam spać, to niech chociaż ten piękny sen powróci. Nie mam szans na bzykanko w realu, więc pozostaje mi tylko seks w sferze marzeń.

Już prawie zasypiam, gdy nagle czuję dłoń Barry’ego na swoim ramieniu i słyszę, jak szepcze mi do ucha:

– Nie wiem, jakie śnią ci się koszmary, ale prawie miałaś orgazm. To było kurewsko podniecające. – Chichocze i wraca na swoje miejsce, a ja czuję, jak pieką mnie policzki.

Bilans jest taki – nocujesz u chłopaka, który ma cię gdzieś i prawdopodobnie nie ma ochoty przerobić z tobą żadnej z trzystu sześćdziesięciu pięciu pozycji Kamasutry. Nawet tej najprostszej. W dodatku przyłapuje cię na erotycznym śnie i niekontrolowanych jękach. To będzie cud, jeśli jutro nadal będzie chciał cię przenocować. Lepiej z samego rana zacznij szukać sobie jakiegoś tymczasowego lokum.

Jednak nie tym martwię się najbardziej. Z każdą minutą, będąc blisko niego, uświadamiam sobie coraz bardziej, że wpadam.

To się chyba nazywa beznadziejnie się zakochać czy jakoś tak.

Nie wolno mi. Powtarzałam to sobie za każdym razem, gdy go rysowałam. Trzymałam dystans i nie pozwalałam sobie na żadne głębsze uczucia. A dziś jest już za późno, stało się.

To nie fair wobec Aarona. Dziś obchodziłby swoje dwudzieste pierwsze urodziny. Pewnie upiekłabym mu tort, obejrzelibyśmy film, podczas którego całowałby mnie namiętnie. Potem zaplanowalibyśmy weekendową imprezę urodzinową albo wypad do klubu. Tamta Amy kochała imprezy.

To z nim powinnam teraz spędzać noc. To w nim powinnam być zakochana. Jestem mu tak wiele winna.

Czwarty lipca już za dwa dni, a ja nadal nie mam żadnego planu. W tym roku to musi być coś strasznego, coś, co złamie mnie i sponiewiera na długie miesiące. To będzie kara za to, że poczułam coś do Barry’ego.

To będzie zadośćuczynienie dla ciebie, Aaron. Chociaż wiem, że nigdy nie odkupię swojej winy.

Myśl, Amy! Myśl!

Wychylam się ostrożnie i zerkam na podłogę. Barry leży spokojnie i głęboko oddycha. Jest taki piękny, uzależniający i zakazany.

Im bardziej go pragnę, tym większe czuję wyrzuty sumienia. Im bardziej się do niego zbliżę, tym bardziej będę go potrzebować. A ja nie mogę go mieć. Im bardziej będę go potrzebować, tym bardziej będę cierpieć.

I nagle plan świta mi w głowie.

To będzie okrutne. Ale bardzo potrzebne. Genialne.

Pora odebrać ostatnią cenną rzecz, jaka mi pozostała.

Spoglądam na niego jeszcze raz. Wychylam się i odgarniam mu włosy z czoła. Robię to delikatnie, żeby go nie obudzić.

– Przykro mi, Barry. W tym roku padło na ciebie – szepczę.

Barry

Budzę się i czuję, że bolą mnie wszystkie kości.

Dżentelmeńskie maniery. Trzeba było zostać w łóżku, a nie schodzić na podłogę.

W pokoju panuje cisza, czyli Amy musi jeszcze spać. Podnoszę się w nadziei, że leży w jakiejś ciekawej pozie, na przykład rozchyla nogi, i da mi niezapomniane widoki.

Wiem, żałosne. Ale całą noc czułem, jak jest blisko, a myśl, że nie mogę jej tknąć, prawie mnie dobiła. Punktem kulminacyjnym był jej erotyczny sen. Z pewnością śniła o seksie, bo sposób, w jaki jęczała… Na samo wspomnienie robię się twardy.

Miałem nawet wrażenie, że wyszeptała moje imię, ale to oczywiście moja chora wyobraźnia.

Spoglądam z nadzieją na łóżko. I czuję się zawiedziony – znalezienie koperku w pudełku po lodach to przy tym nic. Widzę tylko wymięte prześcieradło. Przeklinam po cichu i zastanawiam się, co mogło ją spłoszyć. Nie przypominam sobie, abym zrobił coś nie tak. Na zewnątrz jest zimno i nadal pada, a ona nie ma gdzie się podziać.

Obudź się, Barry! Nie jesteś Rickiem, któremu panienki same wskakują do łóżka. Myślałeś, że uratujesz ją, zaproponujesz nocleg, a ona rzuci ci się w ramiona?!

Spoglądam na budzik i zauważam leżącą na nim kartkę z nabazgraną pochyłym pismem wiadomością.

Chcę się z tobą pieprzyć. Żadnych zobowiązań.

To nie jest żart. Jeśli chcesz, przyjdź 4 lipca o 19:00

do hotelu Blue Lagoon.

PS Dzięki za gościnę. Nie martw się o mnie

– mam gdzie spać.

Amy