Zniszcz mnie

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 4

Okej, może nie jestem jedną z tych dziewczyn, które każdego dnia smażą się na brąz na plaży. Nie jestem jedną z tych, które wyginają się na dmuchanym flamingu i robią sobie fotki na Instagrama. Nie piję też modnych drinków w basenie, wypychając swoje wdzięki ponad powierzchnię wody.

Ale na serce mojej matki! O ile je ma…

Lato polega na tym, że jest ciepło! I na tym, że NIE PADA cały dzień!

Wczoraj wróciłam przemoczona do suchej nitki. Dziś powtórka z rozrywki, a wyszłam tylko niedaleko, do sklepu.

Wracam do domu i przeglądam się w lustrze. Wyglądam jak zmokła kura, co nie jest zresztą niczym nowym. Ściągam kalosze, które schodzą z trudem, i przyrzekam sobie, że jutro kupię sobie większe i bardziej „dorosłe”. Wyciskam mokre włosy, robiąc na dywanie małą kałużę, i dostrzegam matkę, która mi się przygląda.

Taa… Gdybyś mogła zabijać wzrokiem…

Skoro tak denerwuje się o trochę wody w przedpokoju, co będzie, gdy dowie się, że daję sobie w żyłę i zaszłam w ciążę ze sprzedawcą szpinaku?!

No dobra, to nieprawda, ale hipotetycznie wszystko może się zdarzyć.

– Masz gościa – mówi szeptem i wskazuje na drzwi do pokoju mojej siostry.

To nie jest miły szept. Przypomina raczej syk węża.

Patrzę na nią pytająco. Nie mam zbyt wielu znajomych, a już na pewno nie takich, którzy by mnie odwiedzali.

– Jest u Missy. Zaprosiła go z grzeczności do siebie. Doprawdy, nie chcę ingerować w twoje znajomości, ale wolałabym, aby tego typu osoby nie bywały u nas w domu. – Wzdycha z miną męczennicy, jakby samo rozmawianie ze mną było dla niej nie lada wysiłkiem.

Muszę wyglądać głupio i mieć oczy jak spodki, bo macha tylko lekceważąco ręką, jakby miała do czynienia z beznadziejnym przypadkiem, nadającym się do wariatkowa.

– Rozumiem, że chcesz wypełnić jakoś pustkę po Aaronie…

Zamknij się. Nie wypowiadaj na głos tego imienia.

– Ale kolczyki, tatuaże i te włosy… Jest tylu porządnych chłopaków. Nie chcę, by ktoś taki zadawał się z Missy. Kto wie, jakie rzeczy wkłada jej teraz do głowy.

Monolog matki przerywa ciche i jednocześnie znaczące kaszlnięcie mojej siostry. Siedzi na swoim wózku w progu salonu, a obok niej stoi Barry. Wygląda na wyluzowanego, trzyma ręce w kieszeniach i lekko kołysze się na piętach, ale po jego minie widzę, że wszystko słyszał.

Wpadam w panikę, widząc go z moją siostrą. To nie tak, że wstydzę się jej kalectwa. Ona i to wszystko, co się stało, to moje tabu. Strefa niedostępna dla nikogo z zewnątrz. A on właśnie znienacka w nią wkroczył.

Co on tu tak właściwie robi? Przecież wczoraj rozstaliśmy się w nieprzyjemny sposób. Przecież nawet mnie nie zna.

Nie mam czasu zastanawiać się nad tym, jak zdobył mój adres. Piorunuję matkę wzrokiem, bo jest mi wstyd za to, co powiedziała.

– Dzięki za dotrzymanie towarzystwa, Missy – odzywa się Barry. – Amy, możemy pogadać na osobności? – Patrzy na mnie i sili się na spokojny, uprzejmy ton, choć prawdopodobnie paplanina mojej matki nadszarpnęła jego nerwy.

Zna już moje imię. W jego ustach brzmi ono miękko, niemal pieszczotliwie.

– Jeśli jest ci coś winna za narkotyki, to zapłacę. Kiedyś już paru takich jak ty przychodziło tutaj po kasę. Ale masz jej więcej nie wtykać żadnego świństwa. Obiecała nic nie brać. – Chłodny głos mojej matki przecina ciszę jak piła. Niemal czuję, jak w powietrzu unosi się metaliczny zapach.

Mam ochotę zwrócić jej uwagę, jakoś zareagować. Ale co miałabym powiedzieć? Nie bądź taką suką, mamo? Za późno. Jest nią od tamtego pamiętnego dnia.

Missy blednie i spogląda na Barry’ego przerażonymi oczami. On jest zaskoczony, może nawet urażony, ale to trwa tylko ułamek sekundy, potem zakłada maskę wyluzowanego kolesia, który przywykł do tego, że ludzie oceniają go na podstawie wyglądu.

– Nie jestem dilerem. Przyszedłem oddać pani córce zeszyt z rysunkami. Ma wielki talent – mówi, mierząc moją matkę wzrokiem. Nie boi się jej. Przeciwnie, rzuca jej wyzwanie.

– Z talentu rodziny nie utrzyma. Ekonomia, prawo albo chociażby szkolnictwo. Rysowanie jako hobby, czemu nie. Ale rysowanie jako źródło zarobku? To udaje się tylko nielicznym. – Moja matka powtarza znaną mi dobrze litanię. Nigdy nie akceptowała moich artystycznych zapędów.

– Udaje się tylko nielicznym, wyjątkowym, z wielkim talentem. Uważa pani, że córka nie jest wyjątkowa?

Przeszywa mnie dreszcz, gdy słyszę w jego ustach to niewygodne pytanie. Znam odpowiedź. Modlę się, by Barry zakończył tę dyskusję i nie dał się prowokować.

– Missy miała studiować ekonomię albo kontynuować karierę jeździecką. Zrobiłaby to, gdyby… – Mama wymownie spogląda na jej wózek. Wiem, że robi to specjalnie, znów wzbudza we mnie poczucie winy.

– Nie pytam o Missy. Pytam o pani drugą córkę. Czy nie widzi pani, że jest wyjątkowa?

To nie jest ten zabawny, zwariowany Barry. Teraz jest pewny siebie, groźny i zdeterminowany. Skłamałabym, mówiąc, że nie kupił mnie tym, że się jej postawił.

– Kim jesteś, żeby mnie o to pytać?! Jeśli chcecie rozmawiać, to na zewnątrz. – Matka reaguje agresją, jak zwykle, gdy brakuje jej argumentów. – Nie spodziewałam się tego po tobie, Amy. Rozumiem, że po stracie jest ci ciężko i uciekasz w używki i TAKIE towarzystwo – dodaje, rzucając w stronę Barry’ego nienawistne spojrzenie. Ma go za śmiecia, nic niewartego ćpuna, choć nawet nie zdążyła go poznać.

Missy zaczyna nerwowo pokasływać, a ja marzę o tym, by siłą woli wysłać matkę w kosmos.

– Pomyśl trochę o mnie i swojej siostrze, spójrz na nią. To nie na tobie ta tragedia odcisnęła największe piętno. Skoro nie myślałaś tamtego feralnego dnia, to użyj rozumu chociaż teraz i nie bądź samolubna.

– Przestań, mamo! – krzyczy Missy. Widzę, jak wyciera rękawem łzy.

– Nie, dziecko. Zbyt długo przymykałam oko na to wszystko. Twoja siostra odebrała ci sprawność, zadała nam tyle cierpienia. Nie pozwolę, by staczając się, pociągnęła cię ze sobą!

– Amy nie jest niczemu winna, zrozum to w końcu! Ten chłopak przyszedł tylko oddać jej zeszyt, a ty sobie coś ubzdurałaś! Powinnaś się leczyć!

– No proszę! Piętnaście minut z tym podejrzanym człowiekiem i już zaczynasz pyskować! Tacy jak on mają zły wpływ!

Kręcę z niedowierzaniem głową. Jeśli ona nie zwariowała, to chyba my wszyscy jesteśmy szaleni.

– Amy, porozmawiamy w twoim pokoju. Teraz. – Barry bierze mnie za rękę i spogląda w stronę schodów.

– Jeśli pójdziesz z nim na górę, to od razu możesz pakować swoje rzeczy i nie chcę cię tu widzieć!

Nie wierzę w to, co słyszę. Moja własna matka wywala mnie z domu.

Missy zakrywa usta dłonią i nie powstrzymuje już płynących po policzkach łez. To nie pierwsza moja kłótnia z matką, ale tym razem posunęła się za daleko. Wiem, że zasłużyłam na karę po tym, co stało się czwartego lipca. Ale w życiu bym nie pomyślała, że moja matka będzie chciała zostać moim katem i wymierzać sprawiedliwość.

– Pani śmie nazywać się jej matką?! Nie wiem, co zrobiła Amy, ale to nie ma znaczenia, bo matka kocha bezwarunkowo. Traktuje dzieci równo i wybacza im błędy, bo wie, że to dzięki nim człowiek się uczy i staje dorosły. Pani znęca się nad nią psychicznie.

– Wynocha stąd, bo wezwę policję! Amy, marsz do swojego pokoju!

Nigdy nie widziałam matki w takim stanie – rozjuszonej, czerwonej, ze wzrokiem przepełnionym nienawiścią. Barry, choć zdenerwowany, mówi spokojnym tonem:

– Amy pójdzie do swojego pokoju, ale po swoje rzeczy. Nie pozwolę, by mieszkała pod jednym dachem z kimś takim jak pani.

– Więc niech się wynosi razem z tobą, skoro nie ma na tyle rozumu, żeby zostać! Jak zmądrzeje, to będzie chciała wrócić szybciej, niż ci się wydaje! Ale dopóki nie przeprosi, nie ma się tu po co pokazywać.

– Nie, chyba pani czegoś nie rozumie. – Barry uśmiecha się z wyższością i – w przeciwieństwie do mojej matki – jest oazą spokoju. – To pani ją przeprosi. I dopóki pani tego nie zrobi, jej noga tu nie postanie. Amy, wybór pozostawiam tobie. Idziesz? Bo szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, żebyś miała tu zostać.

Działam spontanicznie, nawet nie idę na górę po swoje rzeczy. Biorę torebkę, wkładam kurtkę i kalosze. Najbardziej szkoda mi Missy. Matka ją kocha, ale w sposób zaborczy i destrukcyjny. Po wypadku wyniosła ją na piedestał, a mnie uczyniła tą złą.

– Nie martw się, Missy. Będę dzwonić codziennie. – Podchodzę do niej i głaszczę ją po policzku. Matka patrzy na to wszystko osłupiała. Pewnie spodziewała się, że zostanę. Sama jestem zdziwiona tym, jak szybko podjęłam decyzję – zazwyczaj nieufna i skryta, teraz idę za chłopakiem, o którym w gruncie rzeczy niewiele wiem. Był obiektem mojej fascynacji od dawna, jednak to oczywiste, że go idealizowałam. W rzeczywistości może okazać się sukinsynem, który chce wykorzystać fakt, że znalazłam się w podbramkowej sytuacji. Cóż, teraz nie ma już odwrotu. Muszę zaryzykować.

Barry rzuca mojej matce ostatnie ostrzegawcze spojrzenie, po czym wychodzi, a ja idę za nim.

Wpadamy wprost w strugi deszczu i ciemność. Barry nie czeka na mnie, tylko idzie w kierunku auta. Waham się kilka sekund, po czym, nie oglądając się za siebie, ruszam za nim. Po chwili wskakuję na siedzenie obok kierowcy i oddycham z ulgą. Jestem przemoczona, choć samochód stał niedaleko domu.

 

Zabawne, jak ta sytuacja przypomina tamtą pamiętną noc na stadionie. Znów tylko my, jego auto i deszcz. Tym razem jednak nie przyjdzie Rick, by nam „przeszkodzić”. Mogłaby za to pojawić się mama i prosić, abym wróciła, ale wiem, że nie ma na to szans.

Po raz pierwszy od dawna oddycham pełną piersią. Ten dom i sytuacja z matką działały na mnie wyniszczająco. Może dobrze się stało, że puściły jej nerwy?

W samochodzie jest ciepło i przytulnie i mimo że bliska obecność Barry’ego trochę mnie krępuje, próbuję się zrelaksować.

– Nie musiałeś tego robić – mówię, obserwując, jak deszcz spływa po szybach, podczas gdy on szuka czegoś w schowku.

– Chodzi ci o powiedzenie prawdy twojej matce czy o wyrwanie cię z tego gówna? W obu przypadkach nie mam sobie nic do zarzucenia. – Barry wyciąga ze schowka puszkę z energetykiem, częstuje mnie, a gdy odmawiam, wypija wszystko duszkiem.

– Miło, że się za mną wstawiłeś, ale nie mam gdzie mieszkać. Może powinnam wrócić i…

– I dać się dalej traktować jak śmieć? Naprawdę tego chcesz, Amy?

Moje serce przyspiesza, bo uwielbiam sposób, w jaki wymawia moje imię.

– Zdążyłem zauważyć, że lubisz się torturować. Mam wrażenie, że lubisz, gdy ktoś miesza cię z błotem i obwinia. To dla ciebie jakiś rodzaj pokuty, prawda? Cokolwiek to spowodowało… Nie będę patrzeć, jak sobie marnujesz przez to życie.

Zasłużyłam na to. Pewnego dnia się dowiesz i wtedy zrozumiesz, że zasłużyłam na to, co najgorsze.

– To jak? Jedziesz czy wracasz? – pyta, zaciskając nerwowo ręce na kierownicy.

Czuję się bezpiecznie właśnie tutaj, przy nim. W tym rozklekotanym samochodzie, obok kolesia z kolczykami i tatuażami, który jest najgorszym kandydatem na zięcia dla wszystkich bogobojnych matek drżących o swoje córki. Wygląda jak połączenie dilera, szalonego naukowca i wiecznie ujaranego studenta, a przy tym jest tak seksowny, w ten swój niewymuszony sposób.

Stop, Amy! Czas na seksualne fantazje będzie później. Teraz jesteś w podbramkowej sytuacji!

W domu nie czułam się bezpiecznie. Żyłam, ale wszystko to było podszyte nerwowym oczekiwaniem. Chodziłam na paluszkach, myśląc o tym, kiedy matka znów spojrzy na mnie z wyrzutem lub rzuci jakąś kąśliwą aluzję.

– Jedźmy – mówię cicho i nie muszę nawet na niego patrzeć, bo wiem, że się uśmiecha, i wiem, że pojawiają się TE dołeczki.

Nie mam pojęcia, dokąd zmierzamy, ale nie chcę o to pytać. Wyszłabym na niewdzięczną panikarę. On mnie ratuje, a ja jęczę mu nad głową o swoich problemach.

Burczy mi głośno w brzuchu, co skutkuje ponownym pojawieniem się dołeczków i kolejnym seksownym uśmiechem.

Chwilę później zauważam szyld znanej sieci fast food. Podjeżdżamy do okienka, z którego unosi się zapach tłustych smażonych frytek i soczystej wołowiny. Zazwyczaj nie jadam takich rzeczy, ale teraz nie marzę o niczym innym. Barry nie pyta mnie, na co mam ochotę, ale mnie to obojętne. Zjem wszystko, co mi dadzą, byleby tylko zaspokoić głód.

Po dłuższej chwili oczekiwania drobna, atrakcyjna blondynka podaje Barry’emu torbę z jedzeniem. Jak na mój gust, zbyt mocno wychyla się z okienka w jego stronę i zbyt długo się uśmiecha. Potem pyta, czy może podać coś jeszcze, i wiem, że to jeden wielki seksualny podtekst. Wyraźnie na niego leci. Widzę, jak zapisuje coś na serwetce – pewnie swój numer telefonu.

Barry zdaje się niczego nie zauważać. Ani jej śnieżnobiałego uśmiechu, ani wysmarowanych samoopalaczem piersi. Bierze od niej jedzenie i dziękuje w sposób uprzejmy, ale mechaniczny. Dodaje, że niczego więcej nam nie trzeba, po czym podnosi szybę i odjeżdża na parking. Widzę, jak dziewczyna zastyga z uniesioną ręką i serwetką w dłoni. Pewnie jest zaskoczona tym, że jej wdzięki nie podziałały.

Czy jest możliwe, że chłopak siedzący obok mnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wygląda i jak działa na kobiety? Nie podrywają go pewnie tak często i w tak oczywisty sposób jak Ricka, ale to dlatego, że ekscentryczny wygląd Barry’ego działa jak filtr – niektóre dziewczyny nie mają odwagi do niego zagadać. Ale jest też sporo takich, które pożerają go wzrokiem. Wiele razy widziałam je na stadionie. Sama się do nich zaliczam.

Ech, a może po prostu chciał zachować się w moim towarzystwie jak dżentelmen i tylko z grzeczności nie wziął od niej numeru? Mógł to zrobić, nic nas przecież nie łączy.

– Jesteś taka drobna, ale coś mi mówi, że pozory mylą, dlatego wziąłem dla ciebie podwójnego burgera i duże frytki

– Dzięki… – bąkam zażenowana i biorę od niego jedzenie. Wiem, że ma rację. Gdy jestem głodna, mogę pochłonąć wielką porcję w kilka minut. – Oddam ci pieniądze, jak tylko wypłacę gotówkę.

– Nie chcę twoich pieniędzy. To nasza pierwsza randka – mówi poważnym głosem, a ja omal nie duszę się frytką. – Żartuję – dodaje, widząc moją reakcję.

Opamiętaj się, Amy, i nie rób sobie nadziei. Koleś właśnie spławił superatrakcyjną kelnerkę. Dlaczego miałby zwrócić uwagę akurat na ciebie?

– Zadzwoniłabym do Becky w sprawie noclegu, ale pogodziła się ze swoim facetem, więc odpada. – Zmieniam temat.

Moja sytuacja jest nieciekawa. Właściwie to żaden z moich nielicznych znajomych nie ma możliwości, żeby mnie przenocować.

– Będziesz mieszkać u mnie. Przynajmniej do czasu, aż sobie coś znajdziesz albo aż twoja matka przeprosi – stwierdza Barry tonem nieznoszącym sprzeciwu, po czym zatapia zęby w swojej kanapce.

Spoglądam na niego zdziwiona.

– A twoi rodzice?

– Moi rodzice będą zachwyceni.

– Nawet mnie nie znają.

– Moja matka myśli, że jestem gejem, przynajmniej ja mam takie wrażenie – mówi, podczas gdy ja po raz drugi cudem unikam zakrztuszenia. – Nigdy nie przyprowadziłem żadnej kobiety do domu, nie mówiąc już o oficjalnym związku. Prawda jest taka, że jeśli mam ochotę na seks, to dom jest ostatnim miejscem, gdzie chciałbym to robić. Tym bardziej gdy chodzi o jednonocne przygody.

Gdy uświadamiam sobie, że w przeciwieństwie do mnie Barry jest doświadczony w tych sprawach, rumienię się po same uszy. Ostatni raz miałam takie uderzenia gorąca po pewnym ohydnym winie, które dostałam od Becky na urodziny.

– Matka często zachwala córkę naszej sąsiadki. Robi to tak jawnie, jakby proponowała mi wybór skarpetek. Próbuje mnie swatać, namawia, bym zrezygnował z kolczyków i doprowadził swoje włosy do porządku. Jej zdaniem odstraszam potencjalne kandydatki.

Oj, mylisz się, kobieto, nie masz pojęcia, jak działają na mnie kolczyki twojego syna.

– Gdyby tylko wiedziała, ile potencjalnych kandydatek jęczało moje imię w hotelowym łóżku.

Przewracam oczami. To oczywiste, że miał wiele kobiet. I kolejną z nich na pewno nie będzie ta dziwna dziewczyna w dziwnych kaloszach, która siedzi obok niego.

– No co? Nie mów, że cię to zawstydza. Wyglądasz na taką, dla której te sprawy to codzienność. – Barry zerka na mój biust.

– Sugerujesz, że jestem łatwa?

– Nie, nie! To nie tak miało zabrzmieć! Po prostu ładne dziewczyny są zazwyczaj… no wiesz… rozchwytywane. Więc pomyślałem, że ty… Dobra, nieważne. W każdym razie matka będzie wniebowzięta, kiedy mnie z tobą zobaczy – mówi coraz szybciej, po czym milknie i wbija wzrok w ostatni kęs swojej kanapki.

Powiedział, że jestem ładna. Powiedział, że jestem ładna. Ratowanie ślimaków ma jednak sens! Karma wraca!

– A ojciec? – pytam, ale w głowie mam tylko tęczę, jednorożce i wielkie różowe donuty z lukrowym napisem: Jesteś ładna.

– Ojciec? Powiedzmy, że mam na niego haka. Nie będzie robił problemów. Wersja jest taka, że właściciel mieszkania, które wynajmowałaś, wystawił cię i musiałaś się szybko wyprowadzić. Po prostu daj mi mówić, a wszystko pójdzie gładko.

Piętnaście minut później stoję w domu Barry’ego i z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami obserwuję, jak to, co przed chwilą od niego usłyszałam, zamienia się w rzeczywistość.

Jego matka omal nie rzuca mi się na szyję. Ojciec mruczy coś pod nosem i posyła Barry’emu wymowne spojrzenie. Mają chyba jakiś układ, o którym pani domu, zdaje się, nie ma pojęcia. Jest pewnie zaślepiona wizją mnie jako synowej, bo gdy wchodzimy na górę, mówi coś dziwnego:

– Zachowujcie się swobodnie. Ściany są w tym domu grube. Prawda, kochanie? – Ostatnim zdaniem zwraca się do męża, który mocno zażenowany spogląda w sufit. – Nie słychać nic a nic. Nasz syn słodko sobie śpi, podczas gdy my za ścianą…

– Amy jest zmęczona. Pójdziemy już na górę. Miłej nocy. – Barry szybko wchodzi jej w słowo, co jego ojciec przyjmuje z wyraźną ulgą. – To ściema. Ściany wcale nie są grube. Wiele razy ich słyszałem. Do dziś mnie to prześladuje – szepcze, pchając mnie w stronę schodów.

Po chwili wpadam do jego pokoju, rozbawiona całą tą sytuacją. Jednak gdy drzwi się za mną zamykają, nie jest mi już do śmiechu.

Jestem w jego pokoju. I prawdopodobnie będę tu spać. Choć wiem, że nie zasnę z wrażenia. I prawdopodobnie będę leżeć obok niego, w jego łóżku. I być może on śpi bez koszulki albo nago. I prawdopodobnie… Apadravya!

– Amy? Uśmiechasz się, jakbyś była naćpana. Burger i frytki tak na ciebie działają, co? Niewiele ci potrzeba do szczęścia. – Słyszę jego śmiech i wracam na ziemię.

Gdyby tylko wiedział, co działa na mnie jak narkotyk…

Dołeczki, tatuaże, kolczyki, mięśnie, to spojrzenie, ten uśmiech…

– Rozbierz się.

O matko! To już się dzieje! On mnie pragnie. Chce mnie nagą.

Nie ogoliłam nóg. A zamiast koronkowych stringów, które zawsze noszę, mam bawełniane majtki z wzorkiem w kocie łapki.

No dobra, nie noszę na co dzień koronkowych stringów i mam nadzieję, że mój tyłek jest mi za to wdzięczny.

– Amy, czy ty znów odpływasz? Już nigdy więcej nie kupię ci frytek. Zdejmij z siebie te mokre ciuchy, zamoczysz mi podłogę.

A więc to o to chodzi. O podłogę, a nie o namiętny seks.

Co oni wszyscy mają z tą podłogą?!

Szybko zrzucam kurtkę i zdejmuję kalosze. Uświadamiam sobie, że poza torebką, w której mam tylko telefon, szczotkę do włosów, okruszki, gumy do żucia i jeszcze więcej okruszków, nie mam nic.

Na szczęście Barry jest chyba jasnowidzem, bo otwiera szafę i wyciąga z niej T-shirt z logo drużyny uniwersyteckiej i spodenki ze szturmowcami z Gwiezdnych wojen. Dobrze, że nie ma na nich wizerunku Yody. Typ mówiący w złej kolejności od zawsze budzi mój niepokój.

Prawdopodobnie utopię się w tych za dużych ciuchach, ale nie będę przecież spać w swoich mokrych jeansach i topie, który nosiłam cały dzień.

– Matka prasowała. Sam bym tego w życiu tak nie złożył. – Barry wbija wzrok w podłogę i tłumaczy się z ubrań złożonych w równą kosteczkę. – Łazienka jest zaraz obok, zapasowe szczoteczki w szafce nad umywalką. Aha, i nie licz na to, że śpisz w łóżku. Jest tylko moje.

Spoglądam na niego zdziwiona, bo jednak, nie oszukujmy się, miałam nadzieję na dzielenie łoża. Nie robiłam sobie nadziei na nic więcej, ale mogłabym podnieść kołdrę, gdy zaśnie, i sprawdzić, co z apadravyą…

Dobra, to tylko moja chora fantazja, nie jestem aż tak szalona, żeby to zrobić. Chyba.

Miałam też plan B. Chciałam wykrzesać wszystkie swoje, zapomniane już, pokłady kobiecości i seksapilu i odegrać jakąś uwodzicielską scenę. Jednym słowem zrobić coś, żeby poczuł się równie napalony jak ja. Z poziomu dywanu będzie to raczej trudne.

Zresztą – spójrzmy prawdzie w oczy – nawet leżąc obok niego, nie będę wystarczająco odważna i seksowna, by go sobą zainteresować. Gdy Becky podczas naszych wspólnych wyjść do baru, lekko już wstawiona, udzielała mi wskazówek, jak uwodzić facetów, ja wolałam sączyć swój rum i zastanawiać się, czy dam radę wybekać cały alfabet.

– Ziemia do Amy! Jezu, kobieto! Tracisz łączność średnio co trzy minuty! Jesteś gorsza niż moje wi-fi! – Barry macha mi rękoma przed oczami. – O czym to ja mówiłem? A, tak! To, że jesteś gościem, nie oznacza, że oddam ci swoje łóżko, jasne? Chętnie ulokowałbym cię w pokoju gościnnym, ale moja matka myśli, że całą noc będziemy się pieprzyć jak króliki. Nie chcę jej wyprowadzać z błędu. Może dzięki temu da mi na jakiś czas spokój ze swataniem.

 

…będziemy się pieprzyć jak króliki… Jezuuu…

Ta noc będzie ciężka. Przynajmniej dla mnie, bo wiem, że nie zmrużę oka. Dla niego to pewnie nic nadzwyczajnego. W końcu gdyby na mnie leciał, wpuściłby mnie do swojego łóżka bez zastanowienia. Nikt nie każe gorącej lasce spać na dywanie.

Wniosek: nie jesteś gorącą laską, Amy.

Więc albo się z tym pogodzisz, albo zaczniesz ratować więcej ślimaków i może pewnego dnia któryś okaże się dżinem w ślimaczej muszli i sprezentuje ci karocę z dyni i balową sukienkę.

Chyba jestem już za duża, by wierzyć w bajki. Poza tym i tak do żadnej z nich nie pasuję.

Z tą pesymistyczną myślą człapię do łazienki i zastanawiam się, jak skończy się ten przedziwny wieczór.