Rider

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 6

Ivy

Gdy głosy na dole ucichły i byłam pewna, że Seth już sobie poszedł, zeszłam po schodach do salonu. Doug rzucił mi pytające spojrzenie, ale nie miałam ochoty mu się tłumaczyć. Moja relacja z tym chłopakiem była wystarczająco skomplikowana dla mnie, a co dopiero dla innych. Mój brat jednak nie ustępował i patrzył na mnie, marszcząc brwi.

– Kłócicie się jak stare małżeństwo. Nawet na dole było was słychać – stwierdził oskarżycielskim tonem. – Co zaszło tamtej nocy?

– Po prostu za dużo wypiłam. Ile razy mam ci to tłumaczyć? Nic się nie wydarzyło. – Westchnęłam zniecierpliwiona.

Miałam bardzo nadopiekuńczego brata, akurat w momentach, w których najmniej tego potrzebowałam. Gdzie była jego troska wczoraj, kiedy Rider poszedł ze mną na górę? Albo wtedy na wyścigach, gdy wystawił mnie jak krowę na targu?

– Gdyby do czegoś doszło… wiesz, bez twojej zgody… powiedziałabyś mi, prawda?

– Jezu, Doug! Wyluzuj. Spędziłam noc z Riderem, gadając o głupotach. Wierz mi, nie siedziałby z tobą tak spokojnie na kanapie, gdyby COŚ się wydarzyło – powiedziałam zirytowana, po czym zajrzałam do lodówki. – A właściwie co on tu robił tak wcześnie rano?

– Przyszedł ze mną obgadać interesy. Nic wielkiego.

– Interesy? U nas w domu? To chyba nic nielegalnego, co? – zasypałam go pytaniami. Byłam podejrzliwa jak nigdy. Nie chciałam przyznać tego przed sobą, ale Rider interesował mnie bardziej niż powinien.

– To nic takiego, siostra. Po prostu wspólny mały biznes. Chcemy szkolić dzieciaki w jeździe na motocyklach, uczyć trików, doradzać w zakupie sprzętu. Nawet nie wiesz, ilu jest gotowych zapłacić grubą kasę, żeby ktoś taki jak Rider dał im parę lekcji. No i w wolnej chwili pomoże zreperować czy stuningować maszynę. Zna się na tym. Swoją drogą ciekawe, ile dziewczyn kupi motocykl specjalnie po to, by zapisać się u niego na lekcje sam na sam.

Rzuciłam Dougowi groźne spojrzenie, ale szybko się opamiętałam. Nie chciałam, by pomyślał, że jestem zazdrosna.

– A tak w ogóle, to chciałem cię spytać, czy nie masz nic przeciwko małej imprezie w naszym domu. – Mój brat zmienił temat i znów wyglądał beztrosko jak zwykle.

– A od kiedy to pytasz mnie o zdanie w tej kwestii? – Uśmiechnęłam się złośliwie. – Zresztą wiesz, co myślę. Dopóki jest względny porządek i nikt nie kopuluje w salonie, nie mam nic przeciwko.

– Tylko że tym razem chodzi o nieco większą imprezę… – Doug zaczął nerwowo oglądać swoje dłonie.

– No dobra. Ile? Dwadzieścia osób? Przecież dwa tygodnie temu tyle u nas było i nie robiłam problemu – odpowiedziałam znudzona. Doug zawsze wszystko robił po swojemu i rzadko liczył się z moim zdaniem, więc dziwiło mnie, czemu był taki podenerwowany.

– Jakieś pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt osób. Najwyżej osiemdziesiąt, nie więcej. – Jego głos zmienił się pod koniec zdania w nerwowy szept. Zupełnie jakby bał się, że to, co usłyszę, może przyprawić mnie o zawał.

– Czy ciebie całkiem pogrzało?! Chcesz zaprosić pół miasta?! – Trzasnęłam drzwiami lodówki i zgromiłam go wzrokiem.

– Bez przesady. Moi znajomi, znajomi Ridera. Wszystko pod kontrolą. Impreza w oranżerii, nikt nie będzie miał wstępu do domu – zaczął szybko się tłumaczyć. Widać bardzo zależało mu na tej imprezie.

– Skąd wam się nazbierało tyle osób?! Zaraz, zaraz… To znaczy, że Rider też przyjdzie? I Becky też?! – Znów zamieniałam się w śledczego, który na dźwięk słowa „Rider” zaczyna węszyć jak pies policyjny.

– No tak, będą wszyscy.

– A od kiedy to się z nimi zadajesz poza torem wyścigowym? To chyba nie do końca twoje towarzystwo, co?

– I to mówi moja siostra, która tak nienawidzi szufladkowania. Mam do końca życia zadawać się z tylko z ludźmi z bogatych dzielnic? Wyluzuj. To nie złodzieje ani narkomani. Mamy monitoring, ochrona ma wszystko na oku, jeśli to cię uspokoi.

Miał rację. Zrobiło mi się głupio. Wiedziałam, że Rider pracuje, by utrzymać siebie i ojca. O reszcie ekipy też nie słyszałam złego słowa.

– Wysłałem nawet Gerardowi jego ulubioną whisky i czekoladki belgijskie. Powiedział, że nie wsypie nas u starych, ale w razie rozróby czy kradzieży będą interweniować, a wtedy ojciec dostanie raport mailem. Więc jak widzisz, już moja w tym głowa, by wszystko poszło gładko. Inaczej starzy się kapną co i jak.

– Nie uważasz, że to trochę źle świadczy o szefie ochrony, że daje się przekupić? – Spojrzałam na Douga z wyrzutem, ale nie mogłam powstrzymać uśmiechu, wyobrażając sobie ponaddwumetrowego Gerarda zajadającego czekoladki.

– Wiesz, że on jest w porządku. Pracuje u nas dwadzieścia lat. Jego ludzie będą obserwować całą posesję. Poza tym tylko ja i Seth będziemy mieli dostęp do domu, żeby w razie czego donieść alkohol i jedzenie. Pozostali będą w oranżerii. Komu jak komu, ale Riderowi akurat ufam. W końcu nie przeleciał mojej siostry, mimo że się upiła i dała mu ku temu okazję. – Doug mrugnął do mnie, a ja w odpowiedzi rzuciłam w niego jabłkiem. Tylko to miałam pod ręką. Nie byłam zwolenniczką przemocy, ale dla niego robiłam wyjątek. Tym bardziej gdy gadał takie głupoty jak teraz.

– Okej, w takim razie zrób tę imprezę, tylko miej wszystko na oku. Ja raczej sobie odpuszczę i zostanę w pokoju – stwierdziłam zrezygnowana. Sama myśl, że Becky będzie kręcić tyłkiem w moim ogrodzie, przyprawiała mnie o mdłości. – To o której mam się spodziewać nalotu obcych?

– Dzisiaj po osiemnastej. – Doug wyszczerzył zęby w uśmiechu. – A teraz czas na mnie. Jadę ogarnąć alko i jakieś żarcie – dodał, wziął kluczyki i wyszedł. Tyle go widziałam.

Wyobraziłam sobie oranżerię pełną ludzi, głośną muzykę i pyszne jedzenie. I mnie siedzącą w swoim pokoju po ciemku z laptopem na kolanach i słuchawkami na uszach. Wolałam ukryć się przed życiem, niż stawić mu czoła, choć przecież miałam ochotę na tę imprezę. Nie byłam z siebie dumna. Kolejny raz stchórzyłam.

* * *

Doug kupił morze alkoholu i jedzenia. Obiecał, że nie będzie palił trawki ani nic z tych rzeczy. Zdarzało mu się jarać to i owo, ale jeśli chodziło o imprezy w naszym domu, podchodził poważnie do tematu i sobie odpuszczał.

Trochę się uspokoiłam, gdy zobaczyłam, jak zamyka dom na cztery spusty i przygotowuje wszystko na zewnątrz. Miałam z okna całkiem dobry widok na ogród i oranżerię, ale mimo to postanowiłam odpuścić sobie szpiegowanie. Wskoczyłam w dresowe szorty, bluzę z kapturem i odpaliłam laptopa. To był mój plan na kolejny „ekscytujący” wieczór. Ja, chipsy i Archie z Riverdale. Obowiązkowo odcinek, gdzie paradował bez koszulki.

Przed osiemnastą ludzie zaczęli się schodzić. Słyszałam ryk silników. Ostatecznie złamałam moje postanowienie i zerknęłam przez okno. Na podjeździe widziałam osoby z bogatszej części miasta oraz motocyklistów ze swoimi kobietami. Był też Seth z uwieszoną na jego ramieniu Becky. W podartych dżinsach i dopasowanym T-shircie, z nieładem na głowie wyglądał nieziemsko. Z zazdrością patrzyłam na czerwoną dopasowaną sukienkę dziewczyny, podkreślającą krągłości, na jej burzę ciemnych włosów i opaleniznę. Znów czułam się jak szara mysz.

Barry był zajęty taszczeniem beczki z piwem, a Amy patrzyła smutno w jego stronę. Chłopak nie wiedział, co traci – dziewczyna wyglądała ślicznie. Miała na sobie zwiewną sukienkę, motocyklową kurtkę i ciężkie buty. Nie epatowała seksem, tak jak Becky, była za to dziewczęca i subtelna.

Barry też prezentował się całkiem nieźle – miał włosy w jeszcze większym nieładzie niż ostatnio i przybyło mu kolczyków. Poza tą czwórką zauważyłam sporo osób ze szkoły. Było też kilkunastu nieznajomych, ale wszyscy wydawali się nieszkodliwi. Pewnie do czasu, aż zaczną pić.

Zaczynałam żałować, że stchórzyłam i zostałam w domu. To miały być ciekawe wakacje, a ja jak zwykle podcinałam sobie skrzydła. Niechętnie wróciłam do łóżka, usiłując zająć myśli czymś innym.

Po dwóch godzinach oglądania serialu zaburczało mi w brzuchu. Postanowiłam zejść do kuchni po jakąś przekąskę. Naciągnęłam kaptur na głowę, w razie gdybym jednak napotkała w domu nieproszonego gościa. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.

Na dole panował półmrok. Muzyka i gwar z oranżerii wpadały przez okna, dając salonowi nieco życia. Znalazłam w kuchni trochę imprezowego żarcia, o którym Doug najwidoczniej zapomniał. Wzięłam paczkę krakersów i dwa kawałki zimnej pizzy. Niezbyt zdrowo i wyrafinowanie, ale byłam głodna i w tym momencie kalorie nie miały dla mnie znaczenia.

Kątem oka dostrzegłam butelkę johnny’ego walkera, stojącą samotnie na blacie. Krzyczała: „Wypij mnie!”, a ponieważ miałam doła, nie potrzebowałam dodatkowej zachęty. Skoro już spędzałam samotny wieczór, to nie zaszkodziło pocieszyć się drinkiem. Chwyciłam alkohol i stojącą obok butelkę coli. Tak obładowana ruszyłam w stronę schodów.

– To się nazywa dietetyczny zestaw – usłyszałam znajomy głos. Podskoczyłam, omal nie upuszczając wszystkiego.

Przewróciłam w ciemnościach oczami. Oczywiście jakżeby mogło być inaczej. Chyba ćwiczył pojawianie się znikąd i wprawianie mnie w osłupienie, bo coraz lepiej mu to wychodziło. Siedział na kanapie, tak jak dzisiejszego ranka, z tą różnicą, że teraz był ukryty w półmroku.

– Czy ja mam jakieś pieprzone déjà vu, czy znów tu jesteś i się na mnie gapisz? – zapytałam, siląc się na znudzony ton. Nie chciałam, by zauważył, jak bardzo działała na mnie jego obecność.

– Masz rację. To ja – odpowiedział rozbawiony. Nie był mocno pijany, ale całkiem trzeźwy też chyba nie. – Doug dał mi klucze. Miałem przynieść jakiś dobry alkohol, ale widzę, że zakosiłaś ostatniego johnny’ego. – Wskazał na butelkę, którą trzymałam.

Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. To nie wyglądało dobrze: właśnie zmierzałam z alkoholem i niezdrowym jedzeniem na górę, by spędzać czas w samotności.

 

– Grzeczna Ivy pije do lustra. – Spojrzał na mnie rozbawiony i pokręcił z niedowierzaniem głową.

– Potrzebuję drinka i tyle – odburknęłam i zaczęłam wchodzić na górę.

– Dlaczego nie bawisz się z nami na imprezie?

– Nie mam ochoty. Źle się czułam, więc wolałam zostać w pokoju – skłamałam.

– Czyli nie chodzi o mnie ani o Becky?

– Nie. Dlaczego miałoby o was chodzić? Między nami wszystko jasne. – Znów minęłam się z prawdą. – Okej, idę do siebie. Udanej zabawy.

– Nie zaprosisz mnie na drinka? – Przystanęłam w pół kroku, słysząc jego słowa. – Nie możesz wypić całej butelki sama. To cię zabije. – Rider podniósł się z kanapy i ruszył w moją stronę. O nie. Tylko nie to. To się źle skończy. Im jest bliżej mnie, tym robi się bardziej niebezpiecznie.

– Znam swoje granice, jeśli chodzi o alkohol. Poza tym nie przyszedłeś tutaj sam. Powinieneś wracać do Becky – stwierdziłam i ruszyłam dalej po schodach. To było jak zabawa w kotka i myszkę. Gdy wchodziłam na stopień, on przysuwał się coraz bliżej. Ani się obejrzałam, a był stopień za mną.

– Nie mam ochoty tam wracać. – Westchnął. – Chwilowo potrzebuję spokoju. A Becky świetnie się bawi beze mnie. To jak? Jeden przyjacielski drink i już mnie nie ma.

– Okej, jeden drink – powiedziałam po chwili wahania i ruszyłam ponownie na górę.

Gdy weszliśmy do pokoju, postawiłam butelki i jedzenie na nocnym stoliku, a potem usiadłam na łóżku. Rider zamknął za sobą drzwi, zajął obrotowe krzesło i robił to, co zwykle – obserwował mnie. Zacisnęłam dłonie na kolanach i spojrzałam w sufit. Stresowałam się i ekscytowałam, jak zakochana małolata. Byliśmy na moim terenie, ale to ja czułam się jak ofiara, a on patrzył na mnie jak drapieżnik.

Nalałam do szklanki whisky i dodałam coli. Starałam się bardzo, by nie zauważył, że trzęsą mi się ręce. Skrzywił się, gdy zobaczył, co robię.

– Najpierw wódka z sokiem truskawkowym, a teraz to? Marnujesz alkohol. Nikt ci nie mówił, że whisky z colą to szajs?

– Mam to gdzieś. Mam ochotę na whisky z colą – prychnęłam oburzona. – Też chcesz?

– Tylko whisky.

Podałam mu szklankę, a on wypił wszystko duszkiem. Zrobiłam to samo. Przyjemne ciepło zaczęło spływać w dół mojego przełyku.

– Szybki jesteś. Czyli co, już sobie idziesz? Była mowa o jednym drinku. – Zerknęłam wymownie na drzwi. Prawda była taka, że ostatnie, czego chciałam, to by wyszedł, ale robiłam wszystko, żeby tak właśnie myślał.

– Dobrze wiesz, że nie skończy się na jednym drinku. Nie zostawię cię z całą butelką. – Powiedział to z taką pewnością w głosie, jakby nie miał zamiaru wyjść, choćbym próbowała wyrzucić go siłą za drzwi.

– Jesteś kiepski w dotrzymywaniu słowa, ale niech ci będzie – mruknęłam i ponownie napełniłam nasze szklanki. Znów wypiliśmy wszystko jednym haustem.

– Powoli, Ivy. Następnym razem będziemy się delektować – powiedział, wpatrując się we mnie intensywnie. Miałam wątpliwości, czy mówił o drinku, czy o delektowaniu się czymś innym. Z pewnością alkohol i moja wyobraźnia zaczynały działać i dopowiadałam sobie zbyt wiele.

Zrobiło mi się gorąco. Wiedziałam, że to nie do końca sprawka panującej w pokoju temperatury, ale nic nie mogłam poradzić – w jego obecności stresowałam się i miałam rozgrzane policzki. Podeszłam skręcić grzejnik, ale on ani drgnął. Zepsuł się parę dni temu i teraz grzał jak opętany, mimo ciepła na dworze. Oczywiście Doug miał zadzwonić po faceta od naprawy, ale pewnie do dziś tego nie zrobił.

– Mówiłem, żebyś wolniej piła. Chociaż wyglądasz ładnie, gdy się tak rumienisz.

Kręciło mi się w głowie, a jego komplementy tylko pogarszały sytuację.

– Tu jest tak strasznie gorąco. Wszystko przez ten grzejnik! – jęknęłam i ściągnęłam bluzę. Przemilczam to, że jest mi gorąco także dlatego, że on jest tak blisko.

Moje ruchy były niezdarne i zaczęłam żałować, że piłam tak szybko. Nigdy nie miałam mocnej głowy. Rzuciłam ubranie w kąt i otworzyłam okno. Gwar i muzyka, dobiegające z oranżerii, wdarły się do pokoju. Poczułam, jak chłodne powietrze przyjemnie owiewa moje nagie ciało. Chwila, chwila… Nagie ciało?!

Spojrzałam w dół. Miałam na sobie tylko czarny, koronkowy stanik. Kurde. Kurde. Kurde. Potrójne kurde!

Zapomniałam, że przez ten zepsuty grzejnik wcześniej ściągnęłam T-shirt, a potem tylko szybko zarzuciłam na siebie bluzę, by zejść na dół po coś do jedzenia. Nie miałam ostatnio głowy na karku. Najpierw ta wtopa z mundurkiem, a teraz to.

Zerknęłam na Ridera, modląc się w duchu, by nic nie zauważył. Oczywiście to było niemożliwe. Każdy facet zarejestrowałby w mgnieniu oka tak ważną rzecz, jak kawałek koronkowej bielizny. Z zaskoczoną, ale skupioną miną gapił się na mój dekolt.

Szybko schyliłam się po bluzę, która wylądowała koło łóżka. Odwróciłam się do niego tyłem, by nie mógł dużej się gapić. Miałam wrażenie, że ponowne ubranie się zajęło mi wieki. Kolejne upokorzenie. Zacznij się przyzwyczajać, Seth. W twojej obecności, z alkoholem w krwiobiegu czy bez, zachowuję się jak pijana.

Nagle usłyszałam jego śmiech, tuż przy swoim uchu. Nawet nie zauważyłam, kiedy z krzesła przeniósł się na łóżko.

– Gdybym wiedział, że będę mieć takie widoki, zamiast na imprezę przyszedłbym od razu tutaj – mruknął, po czym chwycił mnie za ramiona i odwrócił przodem do siebie. Nim zdążyłam zareagować, pociągnął zamek mojej bluzy w dół.

Zachowałam resztki zdrowego rozsądku i ponownie pociągnęłam suwak do góry.

– To był wypadek. Po alkoholu robię głupoty – powiedziałam zawstydzona.

– Nie ułatwiasz mi mojego postanowienia. – Patrzył na mnie intensywnie, jakby miał jakiś tajny plan.

– J-j-j-akiego postanowienia? – jąkałam się, bo nasze twarze dzieliły już tylko centymetry i traciłam resztki rozsądku.

– Powiedzmy, że postanowiłem trzymać się od kogoś z daleka, ale jest to cholernie trudne. – Uśmiechnął się krzywo i znów rozpiął moją bluzę. Omiótł wzrokiem moje piersi i nagi brzuch.

– Pamiętasz, że jesteśmy tylko przyjaciółmi? – zapytałam niepewnie, bo sama nie wiedziałam już, co tak właściwie działo się między nami.

– Pamiętam, Ivy – odpowiedział spokojnie, ale nadal był zajęty lustrowaniem mojego ciała.

Po chwili popchnął mnie na łóżko i przygniótł swoim ciężarem – na tyle delikatnie, bym nie czuła dyskomfortu, ale na tyle mocno, bym nie mogła się wyswobodzić. Nie miałam ochoty się mu przeciwstawiać. Oparł się na przedramionach i spojrzał mi prosto w oczy. Prawie stykaliśmy się nosami i czułam jego oddech na swoich ustach. Twarde mięśnie napierały na moje uległe ciało. Nie patrz na niego, Ivy! Skup się na czymkolwiek innym! I nie zapominaj o oddychaniu!

– Czy przyjaciele tak się zachowują? – zapytałam cicho i wbiłam wzrok w jego kolczyk w wardze.

– Mam w tym momencie gdzieś, jak zachowują się przyjaciele – wymruczał, po czym zanurzył nos w zagłębieniu mojej szyi i mocno się zaciągnął.

Nagle ktoś zapukał do drzwi. Zerwaliśmy się z łóżka i odsunęliśmy od siebie.

– Ivy, jest u ciebie Rider? Szukam go. Typ gdzieś zniknął. – Poznałam głos Douga.

Rzuciłam się szybko w stronę drzwi, ale Rider chwycił mnie za ramię i powstrzymał.

– Spokojnie, zamknąłem na klucz – szepnął, uśmiechając się przebiegle.

Nie miałam pojęcia, kiedy on to zrobił i w jakim celu. Czyżby drink był tylko pretekstem i wszystko sobie zaplanował?

Mogłam go wydać i powiedzieć Dougowi, że jego kumpel zaraz zejdzie na dół. Wtedy pozbyłabym się problemu i tej całej dziwnej sytuacji. Mogłam też skłamać, zostać z nim sam na sam i zobaczyć, jak się wszystko potoczy.

Chociaż raz nie bądź tchórzem, Ivy. Daj się ponieść emocjom. – Głos w mojej głowie stawał się coraz głośniejszy.

– Nie wiem, gdzie jest! To twoja impreza. Daj mi pospać! – krzyknęłam i z trudem powstrzymywałam śmiech. Po chwili usłyszałam, jak mój brat odpuścił i wrócił na dół.

Rider uśmiechnął się szeroko i próbował mnie dotknąć, ale ja szybko czmychnęłam w najdalszy zakamarek pokoju. Jeśli sądził, że cokolwiek mu ułatwię, to się mylił.

– Co robisz? Znudziła ci się impreza i myślisz, że po paru drinkach dam się łatwo przelecieć? – zapytałam, patrząc mu przy tym wyzywająco w oczy. Po alkoholu robiłam się odważna, wygadana i napalona. To ostatnie, biorąc pod uwagę, z kim znajdowałam się właśnie w pokoju, było dość niebezpieczne.

Rider zrobił urażoną minę, jakby zabolały go moje słowa. Przed chwilą było między nami magicznie, ale pojawienie się Douga wszystko zepsuło.

– Tak nisko mnie oceniasz, Ivy? Bzykam co popadnie, co? – Już się nie uśmiechał.

– Nie to miałam na myśli – odpowiedziałam szybko, chcąc jakoś wybrnąć z tej sytuacji.

Zrobiłam kilka kroków w tył, ale plecami natrafiłam na regał z książkami. Po tym, co działo się między nami na łóżku, wiedziałam, że nie będę potrafiła mu się oprzeć, gdy znów czegoś spróbuje.

– To właśnie ze mną robisz. Udajesz niedostępną, potem mnie kusisz i pozwalasz być blisko, a potem robisz coś takiego, że czuję, jakbym dostał w twarz, i znów się ode mnie odsuwasz. Za bardzo wszystko komplikujesz. – Ruszył w moją stronę i szybko zmniejszył dystans między nami.

Chciałam coś powiedzieć, jakoś się wytłumaczyć, ale on, zanim zrobiłam cokolwiek, przypuścił atak. Nie był delikatny. Przygwoździł mnie do regału tak gwałtownie, że z półki spadło kilka książek. Pochylił się, by spojrzeć mi w oczy.

– Nie musisz zgrywać przy mnie świętej. W tych rzadkich momentach, kiedy tracisz nad sobą kontrolę, widzę, czego tak naprawdę chcesz – szepnął i musiałam przyznać mu rację. Byłam otwartą księgą, z której z łatwością czytał.

Nagle chwycił mnie za ramiona i obrócił do siebie tyłem, przyciskając mocno do regału. To było niespodziewane, bolesne i bardzo podniecające. Czułam na sobie jego ciało, a twarda wypukłość w spodniach wbijała się między moje pośladki.

– Widzisz, co ze mną robisz? – warknął do mojego ucha. Jego głos ociekał podnieceniem. – Wiesz, od kiedy tak na mnie działasz? Jeszcze od czasów szkoły, ale na wyścigu to wróciło ze zdwojoną siłą.

Nogi miałam jak z waty. Chciałam uciec, a jednocześnie jakaś część mnie pragnęła, by to trwało wiecznie. Zastanawiałam się gorączkowo, jak to możliwe, że zauważył mnie jeszcze w szkole, bo ja nigdy go tam nie widziałam.

– Zgrywasz taką grzeczną, ale powiedz mi, naprawdę lecisz na tych bogatych frajerów z twojej dzielnicy? Jest kilku takich tutaj na imprezie. Przyszli w koszulkach od Ralpha Laurena, wyprasowanych przez ich mamusie. Od dwóch godzin pieprzą o tym, jak to starzy załatwili im robotę. Powiedz mi, Ivy, tacy cię kręcą? – zapytał z pogardą w głosie, przyciskając mnie jeszcze mocniej do regału. Oddychałam szybko i płytko, a zapach drewna i książek mieszał się z jego podniecającym zapachem. – Czy któryś z twoich grzecznych chłopców robił kiedyś z tobą tak? – Chwycił moje włosy, zebrał je w kucyk i pociągnął, odsłaniając moją szyję. Bolało. Ale im bardziej bolało, tym chciałam poczuć więcej.

Nie. Nikt nigdy tak ze mną nie robił…

Wciągnęłam głośno powietrze, gdy przejechał językiem po moim karku, aż do linii włosów.

– Nie dość, że zajebiście pachniesz, to jeszcze cudownie smakujesz – mruknął, delikatnie przygryzając płatek mojego ucha.

Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Jęknęłam cicho w reakcji na tę niespodziewaną pieszczotę. Zamierzałam zachować spokój, ale plan diabli wzięli, odkąd poczułam go tak blisko.

– A może któryś z tych nadzianych frajerów robił ci coś takiego? – szepnął mi do ucha i przejechał dłonią od mojego ramienia, wzdłuż piersi, przez linię żeber. Wsunął rękę pod gumkę moich spodenek i zatoczył palcem koło, dokładnie w miejscu, gdzie miałam wytatuowaną koniczynkę.

– A może któryś z nich robił z tobą to? – znów zapytał głosem pełnym złości i pożądania, wsadzając rękę pod moją bluzę i ściskając sutek. Równocześnie jego druga dłoń zjechała niżej i zaczęła gładzić mój pośladek. Jego męskość wciąż napierała na mój tyłek. Miałam ochotę się wypiąć i błagać, by zrobił ze mną wszystko, co chce. Byłam napalona i zdezorientowana. Jego dłoń z pośladków przesunęła się na przód. Odchylił spodenki i dotknął mnie przez materiał koronkowych majtek.

– Żaden z nich nie robił ci tego, co robię ci ja. Inaczej nie byłabyś teraz taka mokra – mruknął z zadowoleniem, a ja zawstydzona przygryzłam wargę. Moje pragnienie było jawne i on miał na to dowody. – Potrzebujesz prawdziwego mężczyzny, Ivy. Nie męskiej pizdy w ciuszkach od znanego projektanta. Pieprzyć naszą przyjaźń, mam na ciebie ochotę. – Przycisnął mnie mocniej do regału, a jego palec zaczął powoli zataczać kółka na mojej łechtaczce. Nadal dotykał mnie tylko przez cienki koronkowy materiał, ale doznania były wystarczająco intensywne, bym zaczęła drżeć. Przymknęłam oczy, a mój oddech przyspieszył. Bezwiednie rozchyliłam nogi.

 

Gdy jego palec wsunął się pod materiał majtek, poczułam gorące pulsowanie między udami. Napierałam na jego ciało, chcąc poczuć go jeszcze mocniej. Chciałam więcej. Moje zahamowania zniknęły. Ocierałam się o niego bezwstydnie, pozwalając jego dłoniom pieścić moje piersi i mnie tam na dole.

– Jesteś niegrzeczna, Ivy. I kurewsko seksowna. Nawet nie wiesz, jak bardzo cię teraz pragnę. – Jego palce przyspieszyły, a ruchy stały się bardziej chaotyczne.

– Nie przestawaj… Chcę, żebyś mnie pieprzył – jęknęłam błagalnym tonem, bo w tym momencie miałam gdzieś swoją dumę. Jedyne, czego teraz chciałam, to poczuć go w sobie.

– Gdy mówisz takie rzeczy, sprawiasz, że tracę nad sobą kontrolę. – Ugryzł moją szyję i zostawiał na niej mokre pocałunki. – Zasługujesz na coś więcej niż szybki numerek po pijaku. Jeśli będziemy się pieprzyć, to na trzeźwo i nie będzie to jeden raz, ale cała długa noc. Nie będę mógł się tobą nasycić.

Nie wiedziałam, co bardziej mnie podniecało – jego słowa czy dotyk. Czułam, że moje ciało płonie w miejscach, w których przed chwilą były jego palce.

Nie mówiliśmy nic więcej, w pokoju słychać było tylko muzykę dobiegającą z ogrodu i nasze przyspieszone oddechy. Czułam, że jestem blisko. Wygięłam plecy w łuk i wyszeptałam jego imię. Obejmował mnie mocno, gdy moje ciało drżało w ekstazie. Całował szyję i trzymał w ramionach, aż w kocu mój oddech powoli zaczął się uspokajać.

Przerwało nam pukanie do drzwi. Seth nakrył moje usta dłonią i dał znak, żebym była cicho. Ugryzłam go w palec, za co otrzymałam lekkiego klapsa w tyłek. Byłam jeszcze oszołomiona i zastanawiałam się, czy nikt nie usłyszał tego, co robiliśmy.

– Ivy, śpisz? – Doug nacisnął na klamkę. Jak dobrze, że drzwi były zamknięte. – Nie możemy znaleźć Ridera. Za pól godziny dzwonię po ochronę. Sprawdzimy nagrania z monitoringu. – Stał jeszcze chwilę pod drzwiami, a potem najwidoczniej uznał, że śpię, i wrócił na dół.

– Muszę spadać. – Seth odwrócił mnie delikatnie i ustawił przodem do siebie. Miał czułe, badawcze spojrzenie, jakby chciał sprawdzić, czy między nami wszystko dobrze.

– Idź. Gdy Doug sprawdzi monitoring, wszystko się wyda. Wymyśl jakąś dobrą wymówkę – odpowiedziałam słabym głosem i starałam się ukryć rozczarowanie. Nie chciałam, żeby znikał. Nie po tym, co właśnie zaszło między nami.

– Doug przesadza. Na imprezach co chwila ktoś znika albo zasypia pod stołem. – Seth pokręcił ze śmiechem głową. – Coś wymyślę. Słodkich snów, Ivy. – Pocałował mnie w czoło i wyszedł.

Gdy zostałam sama, moja euforia zaczęła opadać. Nawet nie doszło między nami do pocałunku, a ja już dałam dobrać się sobie do majtek. Dla niego to pewnie była niezła zabawa po pijaku i nic poza tym. Poczułam się jak idiotka, która dała sobą manipulować. Motyle, które fruwały przed chwilą w moim brzuchu, właśnie zapadły w zimowy sen.

Położyłam się do łóżka z butelką whisky. Trochę jeszcze zostało i szkoda byłoby nie wypić. Wzięłam spory łyk. W wyobraźni odtwarzałam dotyk ust i rąk Ridera na swoim ciele.

„Jeśli będziemy się pieprzyć, to na trzeźwo i nie będzie to jeden raz, ale cała długa noc. Nie będę mógł się tobą nasycić”.

Uśmiechnęłam się w ciemnościach i pociągnęłam z butelki spory łyk. Może byłam naiwna, ale miałam nadzieję, że dotrzyma obietnicy.