Rider

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wziąłem do ręki telefon. Czy miałem jej numer? Pytanie! Oczywiście, że tak. Zdobycie telefonu do kobiety, która mnie interesowała, to była kwestia pięciu minut.

Najechałem palcem na wyświetlacz. W miejscu, gdzie widniało: „Ivy”, przytrzymałem go. Przesunąłem po kontaktach, raz w górę, raz w dół. Zawahałem się. W końcu wybrałem „dzwoń”.

– Hej mała, leżę tutaj sam i marzę o twoim seksowym tyłku. Bądź u mnie za pięć minut – powiedziałem, udając chrypkę à la Barry White. Tak właściwie nie musiałem się wysilać. Wiedziałem, że ona i tak przyjdzie. W odpowiedzi usłyszałem śmiech Becky.

Znacie teorię siedmiu dni? Jeśli podoba ci się bardzo jakiś przedmiot, daj sobie siedem dni, zanim go kupisz. Jeśli przez tydzień śnisz o nim po nocach i nadal go pragniesz, kup go – widocznie jest ci pisany i będzie dla ciebie idealny. Jeśli natomiast po tym czasie zapomnisz o jego istnieniu, to znaczy, że nie był ci aż tak potrzebny.

Czas rozpocząć siedmiodniowy odwyk. Odwyk od Ivy Collins. A potem się zobaczy.

Rozdział 5

Ivy

Gdyby chciał, już dawno by zadzwonił. Mijał drugi dzień od naszego spotkania, a on milczał. Prawda bolała – byłam jego jednonocną rozrywką, która przespała kulminacyjny moment.

Mogłam tak leżeć i rozmyślać albo ruszyć się z kanapy i zacząć normalnie funkcjonować. Od dwóch dni siedziałam w domu, oglądam filmy i scrollowałam internet, a raczej próbowałam to wszystko robić, w przerwach od nerwowego zerkania na telefon. Wakacje uciekały mi koło nosa, tylko dlatego, że narobiłam sobie nadziei po jednym spotkaniu.

W końcu wzięłam się w garść i wyszłam zrobić zakupy. Mój brat nigdy nie troszczył się o to, by uzupełnić lodówkę. Prędzej umarłby z głodu. Podczas drogi do sklepu z każdym krokiem czułam się coraz bardziej nieswojo. Gdy mijałam kolegów Douga, spojrzeli na mnie i zaczęli się śmiać. Potem spotkałam Lizzie – najbardziej snobistyczną, zadzierającą nosa dziewczynę w naszym mieście. Zerknęła na mnie z obrzydzeniem, jakbym była chodzącym gównem.

– Nie spodziewałam się tego po tobie, Ivy – prychnęła z dezaprobatą i zatrzasnęła drzwi swojego nowiutkiego chevroleta.

W sklepie czekała mnie jeszcze gorsza niespodzianka. Właśnie układałam zakupy na taśmie, gdy usłyszałam za plecami szepty. Odwróciłam się i zobaczyłam, że w kolejce za mną stoją dwie dziewczyny z mojej klasy.

– Zapytaj ją. No dalej! – Sara szturchnęła Alice w ramię i uśmiechnęła się do mnie sztucznie.

– Sama ją zapytaj, idiotko!

– Możecie mi powiedzieć, o co chodzi? Po drodze spotkałam pięć znajomych osób i każda dziwnie na mnie patrzyła. Jestem jakaś trędowata czy co?! – zapytałam ze złością.

– Czyli nie wiesz, co ludzie gadają. Może to i lepiej. – Sara zaczęła nerwowo skubać mankiet swojej różowej koszuli.

– Ale nam możesz powiedzieć. To zostanie między nami. Jaki on jest? No wiesz… w łóżku? – Alice patrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami i wyglądała tak, jakby naprawdę zżerała ją ciekawość.

Kasjerka, pani Logan, omal nie udławiła się gumą do żucia, słysząc, o czym rozmawiamy.

– Przepraszam, o czym wy, do cholery, mówicie?! – Wzniosłam oczy ku niebu, bo miałam dość tej całej szopki. Uśmiechnęłam się przepraszająco do pani za kasą.

– Nie udawaj świętej, Ivy. Wszyscy gadają o tym, że spałaś z Riderem. To prawda, że ma kolczyk w penisie? – Alice mówiła na tyle głośno, że słyszeli ją pozostali ludzie czekający w kolejce. Pani Logan patrzyła na nią jak na wyznawczynię szatana. Czekałam tylko, aż splunie i się przeżegna. Sara zakryła usta dłonią i próbowała się nie roześmiać.

– Wybaczcie, dziewczyny, ale kto wam naopowiadał takich głupot?! A co kolczyka, to same go zapytajcie, ja nie mam pojęcia! – Odsunęłam się od nich i podałam pieniądze kasjerce. Chciałam jak najszybciej stąd zniknąć.

– Chyba nie jesteś zbyt dobra w te klocki, bo widziałam wczoraj, jak Rider obściskiwał się z Becky. – Alice wyszczerzyła się do mnie złośliwie, prezentując swój kolorowy aparat na zębach.

Omal nie upuściłam butelki z sokiem pomarańczowym, którą właśnie miałam władować do torby. A tak szczerze? Miałam ochotę wylać go jej na głowę.

– Posłuchaj, nie wiem, kto rozpowiada takie plotki, ale nie spałam z nim, jasne? Spędziliśmy razem czas w ramach nagrody w wyścigu, to żadna tajemnica, ale na tym koniec. Nic mnie z nim nie łączy, więc może pieprzyć Becky na tysiąc jeden sposobów! – powiedziałam, zbliżając się do dziewczyn, które odsunęły się zawstydzone. Gdyby wzrok pani Logan mógł zabijać, byłabym już martwa, i to wielokrotnie.

– Spoko, Ivy. Wyluzuj. Myślałyśmy, że słyszałaś te plotki. Skoro twierdzisz, że nie doszło do niczego, to okej. – Alice zaczęła się tłumaczyć, ale nie brzmiała zbyt przekonująco.

Nie uwierzyły mi. Po prostu świetnie! Nie dość, że właśnie zostałam nową dziwką w tym mieście, to jeszcze nieudolną, bo Rider poszedł do Becky!

Spakowałam zakupy i wyszłam ze sklepu. Ruszyłam w stronę domu szybkim krokiem, byleby tylko nie spotkać nikogo znajomego. Miałam zamiar zabarykadować się w swoim pokoju na resztę wakacji.

Pieprzony Rider i jego niewyparzona gęba! Byłam pewna, że to on chwalił się na prawo i lewo tym, że mnie zaliczył. Jakie to typowe. Tak samo robił Doug. Tak jakby pukanie panienek było kolejnym po futbolu sportem narodowym.

Te wakacje zapowiadały się fatalnie. Miałam złamane serce i zniszczoną reputację. Resztę dnia spędziłam pod kołdrą w nadziei, że stanę się niewidzialna.

* * *

Obudziłam się wcześnie rano – zmęczona i bez humoru. Zwlekłam się z łóżka i poczłapałam na dół do kuchni. Z salonu dobiegł do mnie dźwięk telewizora i głos Douga. Debil, znów gadał sam do siebie. Uwielbiał komentować na głos mecze.

Ze zmrużonymi oczami, jeszcze na wpół śpiąc, otworzyłam lodówkę i wzięłam zimny sok pomarańczowy. Wsypałam do miski płatki i zalałam je nim obficie. Ze zdziwieniem odkryłam, że w kuchni unosi się zapach frytek. Chyba faktycznie jeszcze śniłam. Frytki o ósmej rano? To brzmiało surrealistycznie.

– Doug! Ścisz ten telewizor, nie mieszkasz tutaj sam! – krzyknęłam w stronę salonu, ponownie otwierając lodówkę w poszukiwaniu czegoś smacznego.

Mieliśmy kuchnię otwartą na salon, a ja nie miałam dziś ochoty oglądać swojego brata. Zdecydowanie wolałam napchać usta płatkami i poszukać czegoś na przegryzkę.

– Seksowna piżamka, Collins – usłyszałam znajomy głos i omal nie zwróciłam soku przez nos.

Po raz pierwszy zerknęłam w stronę salonu. Mój brat nie był sam. Obok niego siedział Rider, trzymając nonszalancko nogi na stole i zajadając się frytkami. Ja naprawdę jeszcze śnię!

Był w moim domu. O ósmej rano. Jadł frytki i siedział z Dougiem na kanapie, jakby byli najlepszymi kumplami. To było tak dziwaczne, że nie miało prawa dziać się naprawdę.

Stałam przed nim w szortach i koszulce ze SpongeBobem, bez makijażu, z potarganymi włosami. Ktoś tam na górze musiał mnie nienawidzić.

– Wszystko okej, Ivy? Wyglądasz, jakbyś spadła z łóżka. – Doug zgrywał troskliwego braciszka albo po prostu popisywał się przed swoim gościem.

Rider uśmiechnął się w ten swój bezczelny sposób, a ja nagle odzyskałam pełną przytomność, bo przypomniałam sobie wczorajszą akcję w sklepie i te podłe plotki.

– Co. On. Tu. Robi?! – Wycelowałam w niego palcem.

Obaj spojrzeli na siebie zaskoczeni. A na co liczyli? Że założę fartuszek i podam im keczup?

– Mamy do obgadania pewne interesy. – Doug zrobił poważną minę, jakbym nie była godna poznać szczegółów tego tajemniczego spotkania.

– I musicie to robić tutaj o świcie, jedząc frytki?! – Przewróciłam oczami i nadal mówiłam podniesionym głosem. Miałam dziś kiepski humor, a ten, który był tego przyczyną, właśnie siedział na mojej kanapie i bezczelnie się uśmiechał.

– Stary, czy twoja siostra naprawdę zje płatki zalane sokiem pomarańczowym? – zapytał powód mojego złego nastroju. Miał wypisane na twarzy obrzydzenie i całkowicie zignorował mój wybuch złości.

– Też mnie to dziwi. Ale tak, ona to zje. Zjada to codziennie. – Mój brat powiedział to takim tonem, jakbym żywiła się padliną.

– Co za gówno… – Rider spojrzał z niesmakiem na moje śniadanie.

– Gówno?! A kto normalny smaży frytki o ósmej rano?! – Wzięłam się pod boki i miałam ochotę wylać im obojgu moje płatki na głowę.

– Jezu, nie wiedziałem, że z niej taka zołza. – Rider zerknął na mojego brata i pokręcił głową, jakby mu bardzo współczuł. – Poza domem jest spokojniejsza, ale na swoim terenie dostaje wścieklizny. Muszę to zapamiętać – dodał śmiertelnie poważnym tonem.

Obaj mnie ignorowali i mówili o mnie tak, jakbym była nieobecna. Jeśli chcieli mnie sprowokować, to świetnie im się to udawało.

Wrzuciłam miskę z płatkami do zlewu, chwyciłam w pośpiechu banana i ruszyłam w kierunku schodów prosto do swojego pokoju. Albo chwila. Z jakiej racji mam dać się poniżać komuś, kto tak bezczelnie rozpuszcza plotki na mój temat?!

– Ty! – Zatrzymałam się w połowie schodów i wycelowałam bananem w Ridera. – Idziesz ze mną!

– Tak jest, pani profesor! – odpowiedział bez zająknięcia, tak jakby przewidział, że zaproszę go do siebie. – Widzisz, Collins? Wystarczy zrobić rano frytki, a laseczki same zaciągają mnie na górę. – Puścił oko do mojego brata.

– Uważaj, stary. To moja siostra. Ale okej, jeśli ona tego chce. – Doug wzruszył ramionami i najwidoczniej nie miał zamiaru bronić mojej cnoty.

– Bardzo śmieszne… Do mojego pokoju! TERAZ! – krzyknęłam i ruszyłam dalej. Usłyszałam za sobą kroki i poczułam, że Rider mnie obserwuje. – Czy ty właśnie robisz to, co myślę?

 

– Jeśli pytasz o to, czy gapię się na twój tyłek, to tak. Gapię się – usłyszałam za sobą pewny siebie głos.

Uśmiechnęłam się pod nosem, choć nie powinnam dawać się nabierać na jego tanie, flirciarskie zagrywki.

– Co u ciebie słychać, Collins? – zapytał beztrosko, rozglądając się z zaciekawieniem, gdy weszliśmy do mojego pokoju. Nagle zrobiło się dziwnie niezręcznie.

– Jak to? Nie wiesz, co u mnie słychać? Przecież wszyscy wiedzą! Całe to pojebane miasto! Dałam ci dupy tamtej nocy, to takie oczywiste! A, i jeszcze coś. Nie byłam wystarczająco dobra, bo wróciłeś zabawiać się dalej z Becky! – wygarnęłam mu wszystko.

– Spokojnie! Grzeczna Ivy Collins nie może używać tylu brzydkich słów w jednym zdaniu. – Rider uniósł ręce w obronnym geście i uśmiechnął się złośliwie. – Jesteś zazdrosna o Becky?

– Nie jestem zazdrosna! – Spojrzałam mu w oczy, bo chciałam, żeby pomyślał, że mówię szczerze. – Po prostu nie życzę sobie, żebyś rozsiewał nieprawdziwe plotki.

– Chwila, Ivy… Czy ty na serio sądzisz, że to ja gadam takie bzdury?! Rozumiem, że są faceci chwalący się łóżkowymi podbojami, ale ja do nich nie należę. Tym bardziej jeśli do niczego nie doszło.

– To skąd w takim razie te plotki?

– Nie wiem. Może ktoś widział nas tamtej nocy i dopowiedział sobie resztę. Ludzie wymyślają różne bzdury. A może to Becky. Gdy jest zazdrosna, lubi namieszać.

Zrobiło mi się głupio. Nawet nie pomyślałam, że to mogła być jej sprawka, i od razu oskarżyłam jego. Po policzkach pociekły mi łzy. Za dużo emocji nazbierało się od wczorajszego dnia. Normalni ludzie nie przejmowaliby się aż tak bardzo plotkami na swój temat. Normalni ludzie nie robiliby z tego dramatu. Ale ja byłam przewrażliwioną na swoim punkcie, oderwaną od rzeczywistości frajerką.

Świat nie kręci się wokół ciebie, Ivy.

– Hej, co się stało? – Rider chwycił mnie za ramiona, widząc moje mokre oczy. – Naprawdę aż tak się przejmujesz tym, co gadają inni? Nie warto. – Starł kciukiem łzę i musnął przy tym moją drżącą wargę.

Zrobiło mi się gorąco i czułam, że zaczynam tracić grunt pod nogami. Wszystko działo się za szybko.

– Gdybym przejmował się plotkami na swój temat, już dawno umarłbym na zawał. Ludzie mieli mnie już za narkomana, satanistę i seryjnego mordercę, a poza tym gadają, że mam w dupie własnego ojca, choć nie wiedzą, że zapierdalam od rana do nocy na jego utrzymanie. To tylko gadanie.

Próbował pochwycić mój wzrok i wyglądał na naprawdę przejętego. Zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio. To on miał ciężko i pod górkę. To jego problemy były prawdziwe, a moje wydumane.

– Spójrz na Becky. Wiemy, jaką ma opinię: łatwa laska. Ale ona się tym nie przejmuje.

– No, ja bym się jednak przejmowała, gdybym została okrzyknięta największym lachociągiem w mieście.

Rider parsknął śmiechem. Pewnie zauważył, że nie darzę jego dziewczyny sympatią.

– Fakt, Becky to dość ekstremalny przykład, ale wiesz, ona jest dorosła. Robi to, co chce, i ma gdzieś opinie innych. Kiedyś nawet o tym gadaliśmy.

– To wy rozmawiacie?! – zapytałam z ironią. – Myślałam, że… hm… pieprzycie się jak króliki.

– No tak, ale w przerwach między pieprzeniem zdarza nam się gadać. – Mrugnął do mnie, a ja przewróciłam oczami. – Becky powiedziała mi, że jest świadoma tego, że ludzie gadają, ale przynajmniej z niczym się nie kryje. Cały tabun dziewczyn w tym mieście robi to, co ona. Różnica jest taka, że one się do tego nie przyznają. Co niedziela jedzą wystawne obiadki ze swoimi chłopakami, którym co weekend przyprawiają rogi, robiąc seryjnie lody w kiblu jakiegoś obskurnego baru. Banda hipokrytek.

Kiwnęłam głową. Nie lubiłam Becky, ale jej pewność siebie była godna podziwu.

– A tak w ogóle, gdzie usłyszałaś te bzdury na nasz temat?

– Spotkałam koleżanki ze szkoły. Zresztą, czy to ważne? – Podeszłam do okna, bo chciałam ochłonąć i zwiększyć dystans między nami.

– Ważne, bo to przez nie masz podły humor, prawda? Na pocieszenie powiem ci, że one po prostu ci zazdroszczą.

– Tak, oczywiście, panie „Jestem Zajebisty”. Zdaję sobie sprawę, że każda dziewczyna w tym mieście marzy o tym, żebyś ją przeleciał. – Uśmiechnęłam się złośliwie i odwróciłam w jego stronę.

– Każda poza tobą.

Rider podszedł do mnie bliżej. Jego wzrok błądził po mojej twarzy, ale potem skupił się na czymś, co było niżej. Zerknęłam w dół i już wiedziałam, co jest grane. Koszulka ze SpongeBobem nie zakrywała wiele, a przez cienki materiał przebijał zarys moich sterczących sutków. Szybko zakryłam się rękami.

– Przestań, Ivy, daj chociaż popatrzeć – droczył się ze mną, widząc moje zażenowanie. – Jak myślisz, czy SpongeBob miałby coś przeciwko, gdybym zdarł go z ciebie, razem z tą koszulką, i rzucił w kąt?

– Myślę, że byłby za tym, bym porządnie ci przywaliła. – Zaśmiałam się nerwowo, by ukryć swoje zażenowanie. Odwróciłam się i ponownie od niego odsunęłam. Miałam wrażenie, że to jakaś popieprzona zabawa w kotka i myszkę.

Rider westchnął, jakby coś go dręczyło.

– Kto ci naopowiadał bzdur? Albo zrobił coś złego? – usłyszałam za plecami poważny, zachrypnięty głos. Czułam jego oddech na swoim karku.

– Słucham?

– Ktoś musiał nieźle podkopać twoje poczucie własnej wartości. Przecież widzę, że coś jest nie tak. Przejmujesz się plotkami, nie potrafisz uwierzyć w żaden komplement, ciągle się odsuwasz, jakbyś bała się, że nie jesteś wystarczająco dobra. – Odgarnął moje włosy na bok, a po moim karku rozszedł się przyjemny dreszcz.

– To nieważne… – zdołałam wykrztusić.

– Ważne, bo nie widzisz, jak bardzo się mylisz. Wiesz, jakie to denerwujące?! Rozejrzyj się, Ivy! Masz cały pieprzony świat u swoich stóp. Stoisz tu przede mną w tej dziwnej piżamie, bez makijażu i wyglądasz jak milion dolarów. A ty spuszczasz głowę, kiedy mówię ci coś miłego.

– Nic na to nie poradzę. Może skoro tak cię to drażni, to po prostu zostaw mnie w spokoju, co? – odpowiedziałam słabym głosem.

– To twój były, prawda? Jak mu tam było? Liam? To wszystko przez niego.

Zapamiętał. Zapamiętał to, co mówił do mnie Doug przed wyścigiem na temat Liama i wizyty u psychologa.

– Tak. Jeśli koniecznie musisz wiedzieć, to przez niego, ale dla mnie za wcześnie, by o tym rozmawiać. Nie naprawiaj mnie na siłę – poprosiłam, przełykając łzy. Miałam dosyć wspomnień, dosyć plotek. Potrzebowałam tylko czasu, a nie psychoterapii czy rozmów. Chciałam uporać się z tym sama.

– Nie chcę cię naprawiać. Zepsuta Ivy jest lepsza niż idealna Ivy. Nie będę naciskał, ale pamiętaj, że zawsze możesz ze mną o tym pogadać. – Rider dotknął mojego ramienia.

Ach, więc tylko pogadać. Właściwie czego się spodziewałam? Byłam dla niego rozkapryszoną panienką, która robi problem z niczego. Becky przynajmniej stąpała twardo po ziemi i umiała każdemu odpyskować.

– Mam pewne postanowienie. Teoria siedmiu dni. Zresztą nieważne – odezwał się Rider po dłuższej chwili ciszy i odsunął się ode mnie. – Możemy być przyjaciółmi, choć to chyba za dużo powiedziane, bo prawie się nie znamy. Ale mam przeczucie, że możemy się dogadywać. Bo chyba nie liczyłaś na nic więcej?

To było jak uderzenie w twarz. Ale nie pozostało mi nic innego, jak tylko przyjąć jego słowa z godnością. Przecież od początku było oczywiste, że jeśli on coś zaproponuje, to będzie to tylko koleżeński układ. Ewentualnie przyjaźń z „korzyściami”.

– Oczywiście, że nie! – odpowiedziałam ze zbyt wielkim zapałem. – Spójrz na nas, nie pasujemy kompletnie do siebie. Ja i ty… Brzmi jak żart, prawda? – Zaśmiałam się przesadnie głośno.

– Masz rację. Po prostu wolałem się upewnić. To dobrze, że między nami wszystko jasne. – Brzmiał beztrosko. – Ciężki poranek przez jakąś głupią plotkę.

– À propos plotki, to prawda, że masz kolczyk w… – Ugryzłam się w język, ale było już za późno.

– Dokończ pytanie, Ivy. – Rider wyraźnie ożywiony spojrzał na mnie, uśmiechając się przy tym szeroko. – Skąd wiesz o moim drugim kolczyku? Ach tak! Masz nieźle poinformowane koleżanki!

Poczułam, że się czerwienię. Chyba czas zacząć się do tego przyzwyczajać. W jego towarzystwie to będzie norma.

– Niestety, skarbie. Ten kolczyk jest zarezerwowany dla dziewczyn, z którymi się pieprzę. Ty jesteś tylko moją dobrą koleżanką, nie należysz do tego ekskluzywnego grona – droczył się ze mną.

Uśmiechnęłam się, choć to wcale nie było zabawne. Bycie z Riderem we friend zone to jak wpuszczenie abstynenta do baru. Skończy się bardzo źle.

– To skoro już wiesz o moim drugim kolczyku, może zdradzisz mi, gdzie masz swój tajemniczy tatuaż? – zapytał i prześliznął wzrokiem po moim ciele od góry do dołu.

– Przykro mi, skarbie, ale ten tatuaż jest zarezerwowany dla chłopaków, z którymi się pieprzę. Ty jesteś tylko moim dobrym kolegą, nie należysz do tego ekskluzywnego grona – odpowiedziałam z uśmiechem, parodiując go. Zaśmiał się i pokręcił z niedowierzaniem głową.

– Możemy od czasu do czasu wyskoczyć na żarcie do Molly. Jak kumple. Co ty na to? – Jego z pozoru niewinne pytanie sprawiło, że atmosfera między nami zrobiła się jeszcze bardziej niezręczna. Chyba to wyczuł, bo szybko dodał: – Byle nie za często. Bywasz zołzowata, więc chyba wolę znajomość na odległość.

– Żarcie u Molly to coś, czego nigdy nie odmówię, no i jasna sprawa: nie za często, jeszcze byśmy się pozabijali. – Zgrywałam wyluzowaną, choć miałam wrażenie, że ani mnie, ani jego to nie bawi.

Między przyjaciółmi nie powinno istnieć coś takiego jak krępująca cisza, a to właśnie teraz działo się między nami. Marzyłam tylko o tym, by już sobie poszedł. Miałam wrażenie, że zaraz pęknę i powiem mu, że mam gdzieś naszą przyjaźń i chcę czegoś więcej.

– Muszę już iść – powiedział, zupełnie jakby czytał w moich myślach. – Mamy jeszcze coś do obgadania z Dougiem.

– Jasne. Też mam parę spraw do ogarnięcia – skłamałam i zerknęłam w stronę drzwi.

– Jakby co, zawsze możesz esemesować, dzwonić… No wiesz – dodał, wciskając ręce w kieszenie swojej kurtki.

Pokiwałam w odpowiedzi głową.

– Tak właściwie… – powiedziałam, a on zatrzymał się przed drzwiami. – Nawet nie wiem, jak masz na imię.

– Seth – powiedział, nie patrząc na mnie, i nacisnął na klamkę. – Nie lubię tego imienia.

– Seth… – wymamrotałam do siebie i obserwowałam, jak zamyka za sobą drzwi.

Gdy w końcu zostałam sama, opadłam na łóżko i wzięłam długi, uspokajający oddech.

Co to było? Najpierw miałam wrażenie, że chciał mnie pocałować, a potem rzucił gadkę o przyjaźni. Nic z tego nie rozumiałam. Wiedziałam tylko, że muszę być ostrożna – przebywanie z nim na tak małej przestrzeni wprawiało moje ciało w dziwny stan. A ja po historii z Liamem nie mogłam sobie pozwolić na kolejną pomyłkę.

Seth

Gadałem jeszcze chwilę z Dougiem, ale myślami i tak byłem gdzie indziej. Kilka minut później wsiadłem na swój motocykl. Potrzebowałem długiej, pustej drogi, by przemyśleć sobie kilka spraw.

Tam w pokoju już prawie udało się jej mnie złamać. Była w tym lepsza, niż myślałem. Jej zapach, włosy, spojrzenie… Omal nie rzuciłem mojego odwyku w cholerę. Ivy Collins potrafiła wodzić na pokuszenie. Gdy stała do mnie tyłem, taka bezbronna, z rozbitą psychiką, marzyłem tylko o tym, by ją objąć i się nią zaopiekować. Chciałem się z nią kochać. Nie pieprzyć, tak jak z innymi. I to mnie przerażało.

A jednak dobrze się stało, że do niczego między nami nie doszło. Mierzyłem wysoko, ale byłem realistą. Nie ścinałem ostrego zakrętu, jeśli nie wiedziałem, co czai się za rogiem. Nie tatuowałem wzoru, jeśli był zbyt skomplikowany jak na moje umiejętności. I nie zajmowałem się dziewczyną, która była z kompletnie innego świata.

Była jeszcze jedna sprawa, która nie dawała mi spokoju. Postanowiłem czekać cierpliwie, aż Ivy bardziej się przede mną otworzy. Kimkolwiek był jej eks, musiał pożałować, że kiedykolwiek ośmielił się na nią spojrzeć i ją skrzywdzić.