Rider

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 2

Doug rzucił kaskiem o ziemię, po czym zaczął szukał mnie wzrokiem, rozglądając się po trybunach. Gdy napotkałam jego spojrzenie, od razu się odwróciłam. Jak mógł mi to zrobić?!

Byłam wściekła, i to tak, że nawet Barry, widząc, w jakim jestem stanie, ulotnił się bez słowa. Po chwili zauważyłam, że wszedł na tor i rozmawiał z moim bratem, żywo przy tym gestykulując. Tymczasem Rider stał oparty nonszalancko o motocykl, spokojny i pewny siebie. Patrzył na mnie. Jego zimne, niebieskie oczy wywiercały we mnie dziurę. Znów mnie prowokował. Uśmiechał się ironicznie, jakby chciał powiedzieć: „Wiedziałem, że wygram. Jesteś moja”.

To na niego powinnam być wściekła. To on wszystko wymyślił, a jednak całą frustrację przelałam na swojego brata. Rider zbyt mnie rozpraszał, bym mogła być na niego zła. Kolczyk w jego wardze aż prosił się o dotknięcie…

Zerwałam z nim kontakt wzrokowy i się odwróciłam. Nie chciałam pokazać, jak bardzo byłam skołowana grzesznymi myślami krążącymi w mojej głowie. Wiedziałam, że nadal mnie obserwuje, więc pospiesznie skierowałam się w stronę wyjścia. Miałam dość Ridera, dość Douga i dość tego – jakże spektakularnego – początku wakacji. Postanowiłam wrócić do domu na piechotę.

* * *

Gdy leżałam na kanapie, próbując zabić depresyjny nastrój paczką laysów, zauważyłam Douga. Stał w progu salonu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. W ręku trzymał pudełko moich ulubionych lodów. Musiało być mu naprawdę przykro, bo kto jak kto, ale on nie dzieli się słodyczami, a już na pewno nie lodami ciasteczkowymi.

– Ivy, nawaliłem. Jesteś zła? – zapytał, wpatrując się w swoje dłonie.

– A jak myślisz?! – Zerwałam się z kanapy. Kilka chipsów wylądowało na dywanie i obiecałam sobie, że tym razem to nie ja będę sprzątać.

– Przepraszam. Byłem pewny, że jestem górą. – Doug spojrzał w końcu na mnie tymi swoimi oczami, które łamią wszystkie damskie serca.

– Taaa… widziałam, jak bardzo byłeś górą, gdy przegrywałeś. Mam dość dzisiejszego dnia. – Minęłam go i ruszyłam po schodach na górę.

– Przecież wiesz, że nie musisz tego robić.

– Dogadałeś się z nim? – Przystanęłam na moment.

– Nie, chyba żartujesz. Jara się tą wygraną, jak żadną inną dotąd. Widać dziewczyna jest lepsza niż trzy kafle, nawet jeśli tą dziewczyną jesteś ty.

– Dzięki, że tak bardzo mnie cenisz. – Przewróciłam oczami. – Powiedziałeś, że nie muszę tego robić, więc co będzie, jeśli się wycofam?

– Dla ciebie nie będzie żadnych konsekwencji, to jasne. Ja na zawsze mogę pożegnać się z wyścigami i prestiżem. Będę ofiarą losu, która nie dość że wystawiła własną siostrę, to jeszcze nie wywiązała się z umowy. – Doug starał się brzmieć beztrosko, jednak w jego głosie było słychać napięcie. – Ale to ty decydujesz. Przecież do niczego cię nie zmuszę.

Wiedziałam, że wyścigi są dla niego wszystkim. To dzięki nim pozbierał się po rozstaniu ze swoją dziewczyną i to dzięki nim nie był wyalienowany jak ja. Miał znajomych i pasję. Dla mnie sprawa była jasna – nie mogłam mu tego zrobić i zrezygnować, nawet jeśli on zachował się wobec mnie nie fair.

Poza tym, choć nie chciałam tego przyznać przed nim ani przed sobą, byłam ciekawa tego spotkania. Rider mnie intrygował. No i nie mogłam tak po prostu stchórzyć. Nie po tym, jak rzucił mi wyzywające spojrzenie i potraktował jak rozkapryszoną małolatę.

– Okej, pójdę. Poradzę sobie. W końcu to tylko kilka godzin – powiedziałam pewnym siebie głosem, choć w głowie miałam mnóstwo wątpliwości.

– Ja wiem, że on cię nie skrzywdzi, rozumiesz? To nie ten typ faceta, chociaż zgrywa tego najgorszego. Ale będę całą noc pod telefonem i w każdej chwili, gdyby coś się działo…

– Dam sobie radę. Będę go ignorować. Zobaczysz, po godzinie będzie miał mnie dosyć.

Jeszcze niedawno zrobiłabym wszystko, aby uniknąć spotkania z Riderem. Teraz byłam podekscytowana jak dziecko, które czeka na świąteczny poranek, by odpakować prezent.

Robię to dla Douga. Tylko i wyłącznie. No dobra. Robię to także trochę dla siebie…

– Postaraj się dobrze bawić. Nie wiem, co on planuje, ale może potraktujesz to jak nagrodę? W końcu każda dziewczyna w tym mieście marzy, by Rider zabrał ją swoim motorem na randkę. – Mój brat był przesadnie entuzjastyczny, tak jakby na siłę próbował mnie pocieszyć.

– Po pierwsze: to na pewno nie będzie randka. Po drugie: to, że ci wybaczyłam, nie znaczy, że nie jestem zła, więc zejdź mi z oczu. Pozwól mi się wyspać przed najgorszą nocą mojego życia. – Minęłam go i poszłam do swojego pokoju.

Doug tylko głupio się uśmiechnął. Dla niego wszystko było zawsze takie proste.

Rider i dobra zabawa. Rider i randka. Mój brat chyba zwariował.

* * *

Dzień wlókł się niemiłosiernie, a ja ciągle spoglądałam na zegarek. Czułam się jak przed wyczekiwaną imprezą – nie mogłam znaleźć sobie miejsca i byłam podekscytowana. To irracjonalne, bo przecież dobrze wiedziałam, jak Rider traktuje kobiety. Myśl o spędzeniu z nim czasu powinna budzić we mnie co najwyżej odruch wymiotny.

Po przeanalizowaniu tego, jak powinnam, a jak nie powinnam wyglądać, w końcu włożyłam czarne rurki i szary T-shirt. Włosy upięłam w niedbałego koka. Żadnej ekstrawagancji, zero seksownych ciuchów. Nie chciałam się stroić, bo nie miałam zamiaru być jedną z panienek, które padały temu facetowi do stóp.

O dziewiętnastej usłyszałam pod domem warkot silnika. Doug krzyknął, żebym się pospieszyła. Szepnął mi do ucha, że w razie czego będzie gotowy, by w każdej chwili mnie uratować. Taaa, już to słyszałam. Nadal miał wyrzuty sumienia.

Gdy zeszłam na dół, ogarnęła mnie panika. Miałam ochotę wrócić, zaszyć się pod kołdrą i udawać, że nic się nie wydarzyło, ale na to było już trochę za późno. Rider stał przy swoim motocyklu, ściągnął kask i omiótł mnie wzrokiem w typowy dla siebie sposób, jakby od niechcenia.

– Pamiętaj, co mi obiecałeś. – Doug patrzył na niego wrogo.

– Odstawię ją przed piątą rano. Nie zdążysz się nawet zdrzemnąć, tatuśku, a już będzie w domu. – Chłopak uśmiechnął się krzywo. – Wsiadaj, nie mamy czasu – zwrócił się do mnie.

Był zimny, obojętny i jakby… zły. Zupełnie inny niż wczoraj, gdy prowokował mnie i cieszył się z wygranej. Może żałował, że musi spędzić tyle czasu z nudną siostrą swojego rywala?

Z ociąganiem wsiadłam na motocykl. Podał mi kask. Czułam się niepewnie, będąc tak blisko niego. Zaśmiał się: seksownie i ironicznie. Jakby wiedział, jak bardzo jestem onieśmielona, i jakby go to bawiło.

– Musisz mnie objąć, jeśli mamy ruszyć. Nie udawaj, że nie wiesz, jak to się robi – rzucił drwiącym tonem. – Chyba się mnie nie boisz, co? Wiele dziewczyn oddałoby wszystko, by tutaj siedzieć i mnie dotykać.

Parsknęłam śmiechem, gdy usłyszałam jego przechwałki. Miałam wrażenie, że jego ego zajmuje więcej miejsca na motocyklu niż my dwoje razem wzięci.

– Nie jestem jedną z nich. I wcale nie boję się ciebie dotknąć – odburknęłam, po czym niechętnie objęłam go w pasie. Patrzyłam, jak Doug wraca do domu, nerwowo oglądając się za siebie.

Ruszyliśmy powoli, ale z czasem nabraliśmy tempa. Lubiłam jazdę motocyklem. Doug średnio dwa razy w tygodniu musiał znosić moje błagania o to, by wziął mnie na przejażdżkę. Sama nigdy nie odważyłam się kierować, chociaż miałam na to coraz większą ochotę. Rodzice pewnie padliby na zawał, gdyby usłyszeli, że chcę pójść w ślady brata. To przecież nie pasowało do idealnej, dobrze ułożonej panienki Collins.

Gdy jechaliśmy ulicami, rozkoszowałam się ciepłem zachodzącego słońca, powiewem wiatru i twardymi mięśniami Ridera. Nie powinnam czerpać z tego ostatniego przyjemności, ale przecież nikt poza mną nie musiał o tym wiedzieć.

W końcu zatrzymaliśmy się przed niewielką restauracją z szyldem „50’s”. To musiała być jedna z knajp w stylu retro. Lubiłam takie klimaty – kelnerki w uroczych fartuszkach, szafa grająca i waniliowe koktajle. Zupełnie jak w Grease.

– Jesteś głodna? – Rider ściągnął kask i spojrzał na mnie pytająco.

– Od kiedy to obchodzi cię, co mam do powiedzenia? – Zrobiłam urażoną minę, à la nadęta primadonna. Nadszedł czas, by obrzydzić mu wygraną.

– W co ja się wpierdoliłem… – Przewrócił oczami. – Wiedziałem, że z takimi jak ty bywa ciężko, ale nie, że aż tak.

– Z takimi jak ja?! – Udałam zdziwioną i zdegustowaną. – Mogłeś wybrać sobie inną nagrodę, skoro wiedziałeś, na jakie męki się ze mną skazujesz.

Może to nie jest taki zły pomysł? Będę małomówna i znudzona. Kto wie? Może sam zrezygnuje i odstawi mnie wcześniej do domu?

– Chciałem dokopać twojemu bratu, bo za bardzo się panoszy. Tyle. A skoro już mamy spędzić razem kilka godzin, to może trochę się postarasz i będziesz grzeczna, co? – Przyglądał mi się uważnie, a przez jego usta przemknął uśmiech. – Mają tu najlepsze koktajle w mieście. No chyba że takie bogate paniusie jak ty nie jadają w tego typu miejscach.

Tym razem nie dałam się sprowokować. Zignorowałam jego zaczepkę, choć nie znosiłam, gdy ktoś oceniał mnie w ten sposób. Na samą myśl o jedzeniu zaburczało mi w brzuchu.

– Zaraz poznasz najcudowniejszą kobietę na tej planecie – mruknął do mnie i tajemniczo się uśmiechnął. Przewróciłam oczami. Nie miałam ochoty zadawać się z kolejną zdzirą w stylu Becky.

Gdy weszliśmy do środka, oniemiałam z zachwytu. Lokal był niesamowity. Wszystko przywodziło na myśl starą, dobrą Amerykę. Boksy wyłożone czerwonymi obiciami, a na ścianach oldskulowe reklamy Coca-Coli i koszulki lokalnej drużyny futbolowej. Zajęliśmy miejsce w rogu sali. Wzięłam do ręki menu i udawałam, że jest bardzo interesujące.

Nie patrz na niego za dużo i nie odzywaj się niepotrzebnie – strofowałam się w myślach. – Ten seksowny kolczyk w jego wardze tylko będzie cię rozpraszał.

 

– Kogo ja widzę?! Kochaniutki, przedstaw mi tę młodą damę!

Spojrzałam na kobietę, która właśnie podeszła do naszego stolika. Spodziewałam się młodej kelnereczki, robiącej maślane oczy do Ridera. Tymczasem przede mną stała uśmiechnięta, na oko sześćdziesięcioletnia kobieta o obfitych kształtach. Ubrana w czerwono-biały uniform, z burzą kręconych siwych włosów i z wpiętym w nie sztucznym kwiatem. Sprawiała sympatyczne wrażenie.

Rider wyglądał na zmieszanego. Wstał i pocałował ją w policzek, a potem wskazał na mnie.

– Molly, to Ivy, moja znajoma. Ivy, poznaj Molly, najlepszą kucharkę i kelnerkę na świecie. – Posłał jej swój uwodzicielski uśmiech.

Ćwiczy to przed lustrem czy jak?! Nie wiem, jak on to to robi, ale działa chyba na każdą kobietę, niezależnie od wieku.

– Jak zawsze czarujący! – Molly machnęła na niego ręką. – Dobrze, że w końcu przyprowadziłeś tu normalną dziewczynę. Wcześniej przychodziły z nim same lafiryndy – zwróciła się do mnie teatralnym szeptem, jednak na tyle głośno, że słyszał to nie tylko Rider, ale i kilka osób siedzących niedaleko.

– Molly, nie przesadzaj… – mruknął zmieszany. Jego zabójcza pewność siebie rozsypała się jak domek z kart.

– Wiem, co mówię! Każda z nich miała więcej pudru niż ja zmarszczek. Do tego te szpilki!

Zakryłam usta, tłumiąc śmiech. Wypisz, wymaluj: Becky.

– Opiekuj się tą ślicznotką. – Kobieta rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie, a on wpatrywał się w swoje dłonie jak mały chłopiec, który musi słuchać kazania swojej matki.

– Przecież wiesz, że to ty zawsze będziesz tą jedyną. – W końcu podniósł głowę i puścił do niej oko.

– Umiesz prawić kobiecie komplementy, kochaniutki. – Molly wzięła się pod boki, a potem zwróciła do mnie: – Uważaj na jego sztuczki. Niezły z niego flirciarz.

– Myślę, że świetnie sobie z nim poradzę. – Uśmiechnęłam się i szybko skierowałam wzrok na menu, bo Rider zaczął intensywnie mi się przyglądać.

– I tak trzymać! Jemu jest potrzebna kobieta z jajami! A skoro jesteśmy już przy jajkach… Nie zamawiajcie jajecznicy. Richard dzisiaj wszystko przesala i przypala boczek.

– W takim razie poproszę krem pomidorowy. Robisz najlepszy na świecie. – Rider znów czarująco się uśmiechnął. Prawienie komplementów miał chyba we krwi.

– Wezmę to samo.

– Doskonale. Do tego dwa koktajle czekoladowe. Na koszt firmy. – Molly mrugnęła do nas i odeszła, kręcąc tyłkiem.

– Jest niemożliwa – szepnęłam zaskoczona.

Rider uśmiechnął się na te słowa. Po raz pierwszy od początku naszego spotkania wyglądał na rozluźnionego i zadowolonego.

– Właśnie dlatego lubię tu przychodzić. Dla niej i jej pysznego żarcia – stwierdził i rozsiadł się wygodnie w boksie. Uciekłam spojrzeniem w bok, gdy zauważyłam, że nadal lustruje mnie wzrokiem. – Molly ma rację. To dobrze, że się nie stroisz. Gdy dziewczyna za bardzo się stara, to trąci desperacją – dodał i zaczął wpatrywać się w swoje pokryte tatuażami dłonie.

Miałam ochotę zapytać go, co oznaczają te tajemnicze symbole i inicjały. Zamiast tego uporczywie patrzyłam na wzorzysty obrus i modliłam się o to, by Molly przyniosła jak najszybciej nasze zamówienie i rozładowała tę niezręczną atmosferę.

Po kilkunastu minutach moje modlitwy zostały wysłuchane, a na stole wylądowały dwa talerze z gorącą zupą, która pachniała obłędnie i jeszcze lepiej smakowała. Tak samo koktajl czekoladowy – był ogromny i mimo pełnego brzucha nie mogłam się mu oprzeć. Zdecydowałam, że będę przychodzić tu regularnie.

Podczas posiłku niewiele rozmawialiśmy. Rider od czasu do czasu mówił coś na temat lokalu, a ja tylko potakiwałam. Jego obecność nadal mnie onieśmielała. Właśnie rozmyślałam o nim, mieszając słomką w resztce koktajlu, gdy poczułam, że mi się przygląda.

– Rozważam, czy cię tu nie zostawić – powiedział poważnym głosem.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

– Chyba musisz tu zostać – kontynuował, a na jego ustach błąkał się uśmiech. – Boję się, że po tym wszystkim, co zjadłaś, moja honda nie wytrzyma takiego ciężaru. Nie pozwolę, byś rozwaliła mój ukochany motocykl. Sama rozumiesz. – Zaczął się śmiać, a ja znów zrobiłam się czerwona.

– Palant z ciebie. Wcale nie zjadłam dużo! A nawet jeśli, to byłam po prostu głodna. – Rzuciłam w niego serwetką, zgrywając obrażoną.

– W takim razie rusz swój wielki tyłek i jedźmy dalej – powiedział, nadal się śmiejąc, a na widok mojego groźnego spojrzenia dodał: – Nie jest wielki. Jest bardzo zgrabny i na pewno to wiesz, Ivy.

Kolejny raz poczułam się nieswojo. Nie potrafiłam przyjmować komplementów. Tym bardziej od niego. A moje imię w jego ustach brzmiało tak, że robiło mi się dziwnie gorąco.

– Niby skąd mam to wiedzieć? – burknęłam, unikając jego spojrzenia. Wyszliśmy na zewnątrz. Chłodne wieczorne powietrze sprawiło, że odruchowo potarłam ramiona dłońmi.

– Nie żartuj sobie. Większość moich kumpli ślini się na twój widok. Poza tym zawsze sprawiałaś wrażenie takiej, która ma wysokie mniemanie o sobie. Wiesz, jak o tobie mówią? Panna idealna, co to nie zadaje się z byle kim.

– Takie oceny są bardzo krzywdzące. – Spojrzałam na niego przelotnie. – Czasami mam ochotę pogadać z kimś ze szkoły, tak po prostu, ale wtedy ta druga osoba zazwyczaj się wycofuje. Kiedyś powiedziałam jednej dziewczynie, że ma świetny sweter, a ona była pewna, że się z niej naśmiewam, bo kupiła go w sieciówce. To ludzie odgradzają się ode mnie murem, nie ja od nich – stwierdziłam i odgarnęłam z twarzy włosy targane przez wiatr.

– Bo boją się takich osób jak ty i Doug. – Rider wzruszył ramionami, jakby to, co powiedział, było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. – Dlaczego ktoś bogaty i idealny miałby chcieć zadawać się z kimś szarym i zwyczajnym? Większość właśnie tak to sobie tłumaczy.

– Bo jestem człowiekiem, tak jak cała reszta. Też mam problemy, niezależnie od tego, ile nowych, wypasionych aut stoi w garażu mojego ojca – powiedziałam trochę zbyt nerwowo.

– Roztaczasz wokół siebie aurę niedostępności, może nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Trudno się dziwić, że ludzie trzymają dystans. – Rider nie patrzył na mnie, tylko wsiadł na motocykl. Miałam wrażenie, że jeśli się nie pospieszę i nie dołączę do niego, to odjedzie beze mnie. Znów był zdystansowany i niedostępny.

– Po prostu jestem ostrożna. Nie powinnam ci tego mówić, ale Doug miał złamane serce, bo jedna dziewczyna leciała tylko na jego kasę, a on liczył na coś poważnego. Fajnie jest mieć pieniądze, ale trudno wtedy odróżnić, komu zależy na tobie, a komu na twoim portfelu – stwierdziłam gorzko i usiadłam za nim, obejmując go w pasie.

– Kiedyś chciałem umówić się z jedną dziewczyną, ale bałem się, że potraktuje mnie jak śmiecia, na zasadzie: jesteś w porządku, ale nie z mojej ligi – odezwał się po dłuższej chwili ciszy, a jego głos był dziwnie ochrypnięty. – Prawda jest taka, że nie miałem u niej szans. W sumie nie dziwi mnie to. Pomyśl, jak by to wyglądało w jej idealnym życiu? Jak przedstawiłaby mnie swoim nadzianym, wpływowym rodzicom? „Mamo, tato! Mój chłopak to wydziarany motocyklista, bez perspektyw na przyszłość”. – Rider zaśmiał się, ale to nie był szczery śmiech. Raczej próba rozładowania napięcia. – Kumple wybili mi ją z głowy – dodał i odpalił silnik.

– Jeśli faktycznie tak by cię oceniła, to nie była warta zachodu. Ale nigdy się tego nie dowiesz, bo nawet nie spróbowałeś do niej podbić. Od kiedy jesteś takim tchórzem, co? – zapytałam. Patrzyłam na jego plecy, bo nawet nie odwrócił się w moją stronę.

Nie odpowiedział. Włożył kask i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Rozdział 3

Po raz pierwszy jechałam motocyklem nocą. To była prawdziwa magia. Ciemność przeplatała się ze światłami miasta, ryk silnika mieszał się z natłokiem własnych myśli. Wyostrzałam wszystkie zmysły, by wyłapać to, co najpiękniejsze po zmroku. Ciekawskie spojrzenia, krzyki kogoś pijanego, cały kolorowy, imprezowy tłum – wszystko pojawiało się, by zaraz zniknąć, a my znów zanurzaliśmy się w mroku. Problemy, cały świat przestawały istnieć. Nikt mnie nie oceniał, nie musiałam już sprostać żadnym wymaganiom. Byłam tylko ja, motocykl i noc. I jeszcze ON.

Zatrzymaliśmy się przed blaszanym budynkiem, gdzieś na obrzeżach miasta, który wyglądał jak wielka puszka po konserwie. Nad drzwiami słabo migał neon z napisem „Lizard Tattoo”.

– Poznaj moje miejsce pracy. – Rider ściągnął kask i nie kryjąc dumy, wskazał przed siebie. Blade światło neonu oświetlało jego twarz, a kolczyk w wardze połyskiwał hipnotyzująco. Z wysiłkiem odwróciłam od niego wzrok i przyjrzałam się budynkowi.

– Robisz tatuaże? – zapytałam głupio, idąc za nim w stronę wejścia.

– Dopiero się uczę. Do osiągnięcia poziomu, o jakim marzę, sporo mi brakuje. – Pchnął ciężkie metalowe drzwi. – Pracujemy tu we czwórkę. Ja, dwóch porąbanych kolesi i jedna dziewczyna, która przeklina więcej niż my trzej razem wzięci. Choć szczerze mówiąc, to ona napędza nam klientów.

Gdy weszłam do środka i ją zauważyłam, od razu zrozumiałam jego słowa. Żaden facet nie oparłby się burzy rudych włosów, niesamowicie wąskiej talii i wypiętym pośladkom, wystającym spod krótkich skórzanych szortów. Dziewczyna stała pochylona nad blatem i chyba coś szkicowała. Na nasz widok podniosła się i uśmiechnęła. Wow, nie tylko figurę ma niezłą. Cała jest śliczna.

– Sprowadzasz klientkę o tej porze? – zapytała i wyciągnęła do mnie rękę. – Eva.

– To nie klientka, to znajoma. – Rider uciekł spojrzeniem w bok, gdy uścisnęłam dłoń dziewczyny i się przedstawiłam.

Zastanawiałam się, czy to dla niego tylko koleżanka z pracy, czy może ktoś więcej. Była totalnie w jego stylu: piękna, seksowna, wytatuowana. Przy niej, w moich rurkach, T-shircie i koczku na głowie, wyglądałam jak grzeczna uczennica katolickiej szkoły.

– Nie wierzę! Rider przyprowadził tutaj swoją dziewczynę. Chłopaki padną, jak to usłyszą! – Eva zrobiła wielkie oczy, patrząc raz na niego, raz na mnie.

– Przecież powiedziałem, że to tylko znajoma – poprawił ją, jakby chciał podkreślić, że nic nas nie łączy.

– Jaaasne. On nie przyprowadza tutaj swoich dziewczyn. To jego mekka. Czym sobie zasłużyłaś na ten zaszczyt? – Dziewczyna zignorowała jego uwagę, wyminęła nas i sięgnęła po butelkę coli, po czym wlała napój do szklanek.

– Niczym. Byłam tylko nagrodą w porąbanym wyścigu – odpowiedziałam z rozbrajającą szczerością i zaczęłam rozglądać się po studiu. Wszystkie ściany zdobiły szkice i zdjęcia tatuaży. Nie było mowy o kiczu i oklepanych wzorach. Każdy projekt był wyjątkowy.

– No nieźle! Rider, masz farta. Wygrałeś niezłą ślicznotkę. – Eva mrugnęła do mnie porozumiewawczo, a on tylko wymamrotał coś po cichu i gapił się na swoją szklankę z colą. – To jak? Może masz ochotę na małą dziarę na koszt firmy?

– Wpadliśmy tylko na chwilę. Ivy nie chce się tatuować. – Nim zdążyłam odpowiedzieć, on zrobił to za mnie.

– Właśnie, że chcę. – Spojrzałam mu w oczy z satysfakcją. Pewnie myślał, że Panna Idealna jest zbyt delikatna, by dać sobie zrobić coś takiego. Nie wiedział o mnie tak wielu rzeczy. – Mam już jeden tatuaż, więc to nie będzie dla mnie nic nowego – dodałam i zauważyłam, że jego brwi podjechały wysoko.

– Nieźle! Nie wyglądasz na fankę tatuaży. Gdzie go masz? – Eva sprawiała wrażenie zaintrygowanej.

– Nie mogę powiedzieć głośno. – Spojrzałam wymownie w stronę Ridera. Miałam wrażenie, że zaraz zakrztusi się colą.

Jego koleżanka parsknęła śmiechem, po czym przysunęła się do mnie, dając znak, że mam po cichu zdradzić jej swoją tajemnicę. Wyszeptałam jej do ucha, co i gdzie mam wytatuowane.

– Serio?! Seth, umarłbyś ze szczęścia, gdybyś mógł to zobaczyć! – pisnęła podekscytowana.

Spojrzałyśmy na niego równocześnie. Wyglądał tak, jakby w myślach robił szybki przegląd części mojego ciała. Z trudem powstrzymałam śmiech.

– Zajmiesz się koleżanką czy ja mam to zrobić? – Eva zerknęła na niego rozbawiona.

– Nie jestem w nastroju do tatuowania – mruknął i odwrócił się do nas tyłem, po czym zaczął przeglądać jakieś szkice, zupełnie nas ignorując.

Zachowywał się tak, jakby żałował, że w ogóle mnie tutaj przyprowadził. Nie nadążałam za nim. Jego emocje były sinusoidą. Nie byłam w stanie przewidzieć, jak się za chwilę zachowa. Znów będzie żartował czy po raz kolejny nabierze do mnie dystansu?

 

Eva zaprowadziła mnie na do niewielkiego pomieszczenia. Rider usiadł na krześle pod ścianą i udawał bardzo zajętego swoim telefonem. Widziałam jednak, że co chwila, niby mimochodem, na nas zerka.

Dziewczyna zaczęła tatuować czterolistną koniczynkę w okolicach mojego lewego biodra, tuż pod linią majtek. Może wzór nie był oryginalny, ale bardzo dla mnie ważny. Miał mi przypominać, jak wiele mam w życiu szczęścia i jak bardzo powinnam to doceniać.

Gdy było już po wszystkim, Eva pożegnała się z nami i poprosiła, abym ją jeszcze kiedyś odwiedziła. Rider tylko przewrócił oczami i pociągnął mnie w stronę wyjścia.

Właściwie nie rozumiałam, po co mnie tu przywiózł. Najpierw chciał mi pokazać swoje miejsce pracy, potem zrobił się spięty i humorzasty. Miałam ochotę zapytać, kim jest dla niego Eva, dowiedzieć się o nim czegoś więcej, ale jego nastrój zmieniał się równie szybko, jak miasto mijane podczas naszej nocnej przejażdżki. Postanowiłam nie ryzykować i po prostu milczeć.

– Zaliczymy jeszcze dwa miejsca i odwiozę cię do domu – powiedział znużonym głosem i wsiadł na motocykl.

To brzmiało tak, jakbym była dla niego karą. Jeszcze niedawno właśnie tego chciałam: by czuł się źle w moim towarzystwie. Problem w tym, że moje nastawienie diametralnie się zmieniło. Byłam pewna, że ta noc będzie najgorszą w moim życiu, a zarozumiały rywal Douga sprawi, że kolejne godziny będą dłużyć się w nieskończoność. Tak się jednak nie stało. Czas uciekał, a ja marzyłam, by stanął w miejscu.

Byłam coraz bardziej ciekawa tego chłopaka. Zachowywał się zupełnie inaczej, niż się spodziewałam. Nieświadomie odhaczał wszystkie punkty na mojej liście po tytułem: „Randka idealna”. Pyszne jedzenie w retro knajpie, nowy tatuaż, romantyczna przejażdżka motocyklem. Musiałam bardzo uważać, by nie zacząć lubić go za bardzo. A biorąc pod uwagę, jak się czułam, gdy wtulałam się w jego plecy podczas jazdy, to było coraz trudniejsze.

Nie bądź naiwna, Ivy! Jesteście zupełnie różni i macie ze sobą tyle wspólnego, co Doug ze ślubami czystości. Pamiętaj, sam powiedział, że nie jesteś w jego typie. I najważniejsze: nie możesz zakochać się w kimś, kto gustuje w dziewczynach pokroju Becky i klepie je bezceremonialnie w tyłek przy byle okazji.

Przestałam oddawać się refleksjom, gdy Rider zatrzymał się na opustoszałym dużym parkingu. Nawierzchnię zdobiły liczne ślady po palonej gumie. Dopiero po chwili zauważyłam, że przed niewielkim budynkiem stoi rząd motocykli, a obok nich grupka facetów.

Zastanawiałam się, skąd on bierze te miejscówki. Mieszkałam w Huntley od lat i ani razu nie trafiłam do Lizard Tattoo. O tym barze dla motocyklistów też nigdy nie słyszałam. Właściwie nie powinnam być zdziwiona. Moje życie ograniczało się do szkoły, domu, biblioteki i centrum handlowego. Przy Riderze wyglądałam jak jego młodsza siostra, którą oderwał od odrabiania lekcji. Byłam wzorem wszelkich cnót, jedynie dziś, przez tę jedną noc, mogłam udawać kogoś innego.

– Będziesz tak stać czy idziesz ze mną? – usłyszałam jego ostry ton. Kolejna zmiana nastroju.

– Może odwieź mnie do domu, bo widzę, że przebywanie ze mną to dla ciebie straszna katorga.

Moje słowa chyba go rozjuszyły, bo przeczesał nerwowo włosy dłońmi i zaczął krążyć dookoła swojego motocykla, jakby sam nie wiedział, co ma ze mną zrobić. Jakby był wilkiem, który obmyśla plan, a ja Czerwonym Kapturkiem, zdanym na jego łaskę.

– Czy wy, kobiety, musicie wszystko analizować i robić problem z niczego? Jestem trochę oschły, ale to nie znaczy, że jesteś dla mnie ciężarem. Gdyby tak było, już dawno odstawiłbym cię do domu. – Spojrzał na mnie gniewnie i znów zaczął chodzić bez celu.

– Właśnie widzę! Rozmawiasz ze mną jak za karę. Miałam ci tego wieczoru uprzykrzyć życie, a nawet nie muszę się wysilać.

– No proszę! Ivy Collins właśnie zdradziła swój tajny plan! – Uśmiechnął się szyderczo i podszedł do mnie blisko. Za blisko. – Tak to miało wyglądać? Skoro zrobiłem tobie i twojemu bratu na przekór, postarasz się, aby te kilka godzin zmieniło się w koszmar, prawda?

Zacisnęłam usta i zgrywałam twardą. Rider błądził po mojej twarzy tymi swoimi chłodnymi oczami, zupełnie jakby chciał wyczytać z niej prawdę.

– Jak na razie twoja strategia nie działa, czarodziejko. A ja świetnie się dzisiaj bawię, chociaż może tego nie widać. – Uśmiechnął się diabelsko i złapał kosmyk moich włosów, który wysunął się z niedbale zrobionej fryzury.

Nie chciałam patrzeć w te jego niebieskie oczy. Nie teraz, gdy był tak blisko. Ale chcieć, a móc to dwie różne sprawy. Gapiłam się na jego usta i kolczyk, który połyskiwał przy każdym ruchu warg. Miałam ochotę go polizać. Sprawdzić, czy ma ostre zakończenie…

– Dlaczego nie mówisz, że ci zimno?

Spojrzałam na swoje pokryte gęsią skórką ramiona. Wiedziałam, że to nie temperatura jest przyczyną takiego stanu rzeczy, tylko zupełnie inne doznania.

– Weź to. – Rider zdjął skórzaną kurtkę i mi ją podał. Miał pod spodem czarny, dopasowany T-shirt, który podkreślał co trzeba. I choć bardzo starałam się tym nie rajcować, to ewidentnie mi nie wychodziło.

– Przynajmniej teraz jesteś jak jedna z nas. – Zmierzył mnie wzrokiem, po czym zerknął na klub. – Chociaż nie. Nadal czegoś brakuje. Wyglądasz zbyt grzecznie.

– Nie musisz mi przypominać, że nie pasuję do tego wszystkiego. – Spojrzałam na grupkę motocyklistów. – Chyba lepiej będzie, jak już teraz odwieziesz mnie do domu.

– Hej, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało – powiedział szybko. – Po prostu jesteś taka niewinna. Tam jest cała masa napalonych facetów, a ja nie chcę, żebyśmy mieli kłopoty. Ale nie martw się, znam parę trików, dzięki którym wmieszasz się w tłum.

– Zamiast „niewinna” mogłeś od razu powiedzieć: „Wyglądasz jak szara mysz, Ivy. Nie pasujesz do tych seksownych lasek w środku” – wyrzuciłam z siebie, po czym odwróciłam się i ruszyłam szybkim krokiem w przeciwnym kierunku.

Nie mam pojęcia, dlaczego zareagowałam tak emocjonalnie. Po historii z Liamem byłam przewrażliwiona na punkcie tego, co mówią o mnie inni, i za bardzo się wszystkim przejmowałam. To z tego powodu, i paru innych też, powinnam w końcu pójść na terapię. Obiecałam to Dougowi. Ostatecznie nic z tym nie zrobiłam, a o incydencie z moim eks wiedział tylko on.

– Znowu zaczynasz… – usłyszałam za sobą zniecierpliwiony głos i szybkie kroki. Rider złapał mnie mocno za ramię i gwałtownie odwrócił w swoją stronę. – Ktoś kiedyś cię skrzywdził? Powiedział coś złego? – zapytał, pochylając się i zaglądając mi w oczy. – Bo nie rozumiem, dlaczego masz o sobie tak kiepskie zdanie. Wystarczy jakiś niewinny tekst, a ty już bierzesz wszystko do siebie – dodał i próbował uchwycić moje uciekające spojrzenie. Znów był blisko. I rozgryzł mnie w okamgnieniu.

– To nie ma znaczenia. – Wyrwałam się mu, ale znowu mnie chwycił, mocniej niż poprzednio.

– Ma znaczenie, bo, do kurwy nędzy, nie zamierzam ci na każdym kroku udowadniać, jaka jesteś seksowna i jak działasz na facetów! A wierz mi, mogę to zrobić tu i teraz, ale wtedy już nie będzie odwrotu, a obiecałem twojemu bratu trzymać ręce przy sobie – szepnął wprost w moje usta.

Zamarłam i nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że ten chłopak po prostu sprzedaje mi dobry bajer, bo chce mnie zaliczyć, a jednak wolałam wierzyć, że powiedział to wszystko z innych pobudek.

– Nie chcesz tego, Ivy, więc mnie nie prowokuj – dodał spokojniejszym tonem i odsunął się ode mnie.

Poczułam zimne powietrze i pustkę, gdy jego napięte mięśnie przestały na mnie napierać. Problem w tym, że zaczynałam chcieć właśnie tego, o czym przed chwilą mówił.

– Zaraz zobaczysz, jaką jesteś szarą myszką – mruknął, szukając czegoś po kieszeniach spodni. Po chwili wyciągnął scyzoryk i zaśmiał się, gdy pochwycił moje przerażone spojrzenie. – Nie zamierzam cię tym zabić. Musisz mi zaufać, okej? – Zbliżył się do mnie. – Po prostu stuningujemy twoje ciuchy, żebyś bardziej pasowała do tego miejsca. Nie szkoda ci tych spodni i bluzki, prawda?