Następna będziesz ty

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Zrobiłam, o co prosiłeś. – Agata nie mogła się doczekać, by pochwalić się przed swoim chłopakiem. Tego dnia odmówiła pozostania w biurze dłużej. To była jej pierwsza poważna praca. Dla jak najlepszej opinii zostawała w biurze po godzinach i spełniała każde, nawet najmniej istotne polecenie swojej zwierzchniczki. Marcin nie pochwalał jej poświęcenia. Miał zupełnie odmienne zdanie na temat ponadprogramowego przesiadywania w pracy.

– Niech Wanda siedzi po godzinach.

– Ona ma rodzinę. Jej dzieci potrzebują opieki – próbowała się bronić.

– A ty masz przed sobą życie. Masz mnie... – Ostatnie słowa zawsze robiły na niej wielkie wrażenie. Poruszały ją głęboko, bo wybawiały od dręczącej do niedawna samotności. Wiedziała, że otrzymanie wymarzonego stanowiska asystentki produkcji wymagać będzie od niej wielu wyrzeczeń i poświęcenia, dlatego dotąd nie sprzeciwiała się żadnemu z życzeń szefowej. Ale z chwilą poznania Marcina wszystko w jej życiu uległo zmianie. Priorytety, które przyświecały jej karierze, zostały przewartościowane, a wymarzona praca i codzienne poświęcenie, z jakim traktowała swoje obowiązki, podporządkowane mężczyźnie. Marcin pracował w tej samej firmie, co prawda w innym dziale, ale od kilku już miesięcy regularnie pojawiał się w laboratorium celem pobrania kilku próbek. Z początku Agata nie zwracała na niego uwagi, zbyt pochłonięta pasjonującymi ją zadaniami. Jej marzenie się ziściło. Miała świetną pracę, cieszyła się sympatią współpracowników i przełożonych. Wypełniała swoje obowiązki wzorowo, z zaangażowaniem poświęcała prywatny czas na zdobywanie wciąż nowych doświadczeń i przesiąkała firmą, która powoli zaczęła zastępować jej dom. Wtedy jednak pojawił się Marcin. Pod nieobecność koleżanki przyszło Agacie wydać chłopakowi zamówione próbki materiałów. Zamienili ze sobą kilka słów, potem wymienili się numerami telefonów, spotkali podczas lunchu, aż wreszcie, przez zupełny przypadek, zabrała go swoim samochodem z parkingu, kiedy okazało się, że jego auto nie chciało zapalić. Nagle wszystko się w życiu Agaty poskładało. Zupełnie jakby pojawienie się Marcina zdołało odegnać ciążące nad dziewczyną fatum samotności. Zaczęli się spotykać regularnie. Na tyle, na ile pozwalały Agacie jej obowiązki zawodowe. Najwięcej problemów sprawiały im drugie zmiany. Wtedy kiedy Marcin był już w domu, Agata dopiero zaczynała pracę. Chyba dlatego uległa jego namowom i postanowiła oddać mu dodatkowe klucze. Zafascynowana troską chłopaka i jego opiekuńczością, cieszyła się na samą myśl o powrotach do domu, w którym czekał na nią ktoś, do kogo coraz mocniej się przywiązywała.

Nie rozczarowała się. Już w pierwszym tygodniu Marcin czekał na nią z wykwintnymi kolacjami, a potem zabierał ją na długie spacery. Było ciepło, letnie noce z rozgwieżdżonym niebem i powietrzem rozedrganym od słowiczego śpiewu potęgowały jej uległość i wiarę w nareszcie zdobytą miłość swojego życia.

– A widzisz? Jednak potrafisz być asertywna – sączył w jej uszy zaklęcia pochwał i zachwytu. – Nie możesz siedzieć w pracy całymi dniami. Masz przecież inne rzeczy na głowie. Masz mnie... – Na dźwięk jego słów wydawało się jej, że potrafi unieść się kilka centymetrów nad ziemią. To było szczęście. Bywało jednak i tak, że nie udawało jej się spełnić kolejnych oczekiwań, a wtedy Marcin się na nią obrażał. Potrafił przepadać na kilka dni bez wyjaśnienia albo zdawkowo odpowiadać na pełne rozpaczy wiadomości wysyłane przez zakochaną dziewczynę. A potem wracał, zasypywał ją kwiatami i pieszczotami, dla których Agata straciła głowę. Nikt nigdy wcześniej nie traktował jej tak jak Marcin. Nie była przecież wyjątkowo piękna ani zbyt pociągająca dla mężczyzn, którzy przewinęli się przez jej życie. Nie odczuwała tak wyraźnie poświęcanej jej uwagi i nie zawstydzała jej fascynacja jej ciałem, które Marcin wielbił z ogromnym zamiłowaniem i czułością. W jego ramionach Agata zapominała o otaczającym ją świecie czy wyznawanych dotąd wartościach i oddawała się rozkoszy płynącej z bliskości ukochanego mężczyzny.

– Jakie masz zatem plany na nasz pierwszy spędzony wspólnie tydzień? – zapytała, kiedy w piątkowy wieczór zmierzali do jednego z klubów mieszczących się na Nowym Świecie.

– Tydzień? Wzięłaś aż tydzień wolnego? – Marcin nawet nie krył zaskoczenia.

– Tak, poprosiłam o tydzień. Czy jesteś zadowolony?

– Agata, prosiłem o trzy dni. Nie będę mógł poświęcić ci tygodnia.

– Sądziłam, że i ty możesz spróbować dogadać...

– Nie, to nie wchodzi w grę. Poza tym wolałbym, żebyśmy omawiali takie decyzje wcześniej. Unikniemy w ten sposób niedomowień. – Oswobodził dłoń z jej uścisku i wsunął ręce w kieszenie spodni. – A teraz widzisz? W rezultacie podjętej przez siebie decyzji będziesz przez trzy dni siedziała w domu sama.

– To nic. – Spróbowała ukryć zakłopotanie, wywołane jego niezadowoleniem, uśmiechając się wyrozumiale. – Posprzątam, przygotuję dla ciebie coś smacznego.

– Skoro to cię uszczęśliwi. – Zerknął na nią z politowaniem, ale już po chwili pozwolił jej wsunąć rękę pod jego ramię i wtulić się w nie. – A tymczasem chodźmy do środka. Mam ochotę się napić.

Agata nie przepadała za ich piątkowymi wyjściami. Marcin miał bardzo liczne koneksje. Za każdym razem spotykali w klubie kogoś znajomego. Bywało, że nie poświęcał jej uwagi przez większość wieczoru. Siedziała przy stoliku, przysłuchując się rozmowom upojonego towarzystwa i udając, że się dobrze bawi. Raz zdarzyło się, że po wyjściu z klubu powiedziała o tym Marcinowi. Poprosiła, by nie zostawiał jej samej. W rezultacie już następnego ranka nie było go w domu. Dręcząca pustka i tęsknota za jego dowcipami i towarzystwem zmusiły dziewczynę do odnalezienia go, przeprosin i złożenia obietnicy, że nigdy więcej nie będzie robiła mu żadnych wyrzutów.

– Nie ponoszę winy za to, że nie ma nikogo w twoim życiu. Nie chcę, żebyś obarczała mnie odpowiedzialnością za twój strach przed samotnością. Zastanów się, co zrobiłaś nie tak, że dotąd byłaś zawsze sama. I więcej tego nie rób. Bo ja nie będę cię przepraszał za to, kim jestem.

Obiecywała więc. Na dodatek zastanawiała się nad słowami Marcina i coraz częściej ulegała wywieranej przez niego presji, szukała powodów, dla których nie otaczała jej grupa wiernych przyjaciółek, z którymi mogła spędzać czas wolny podczas studiów, a później w weekendy, szczególnie gdy po tygodniu pracy przesiadywała w domu zupełnie sama. Wreszcie zrozumiała, co Marcin miał na myśli. Takie jak ona nie są duszą towarzystwa, nie cieszą się z posiadania przyjaciół, nie wychodzą, nie imprezują i zawsze są same. Takie dziewczyny jak Agata to nudziary, pozbawione poczucia humoru i niepotrafiące zatrzymać przy sobie nawet psa. Uświadomiwszy sobie te powody, zdobyła się na pytanie:

– Dlaczego zatem ze mną jesteś, Marcinie?

– Jeszcze tego nie rozumiesz? – Gdy zaprzeczyła ruchem głowy, ostatkiem sił powstrzymując łzy, chłopak odepchnął się od parapetu i powoli zmierzał w jej kierunku. Zmienił ton głosu. Już nie ranił wypowiadanymi wcześniej słowami. Akcentując melodyjnie, uspokajał rozemocjonowaną dziewczynę, aż wreszcie zatrzymał się przy niej, uniósł jej brodę i patrząc głęboko w oczy, szeptał: – Tacy jak ja dostrzegają to ukryte piękno drzemiące w takich dziewczynach jak ty. Jesteś jak nieoszlifowany kryształ, wrażliwa i niedoceniona. Podążasz drogami, które wybrał dla ciebie ktoś, kto od zawsze stanowił niepodważalny autorytet bez względu na to, że minęło dość czasu, byś uwolniła się spod jego skrzydeł. Tak, mówię o twoich rodzicach. To jest twoje życie, to są twoje decyzje. To ty jesteś za wszystko odpowiedzialna, Agata.

A potem zaczął ją całować. Drżący od łez świat wirował, jednak podtrzymywana w silnych objęciach ukochanego, Agata przestawała odczuwać lęk. Pozwalała mu się całować, pieścić twarz oddechem i drżącymi palcami, poddając się zupełnie jego woli. Nigdy nie wiedziała, co miało nastąpić dalej. Marcin nie tylko zaskakiwał ją swoim zachowaniem i decyzjami. W łóżku stawał się zupełnie innym człowiekiem, kiedy dochodziło między nimi do zbliżenia, każdorazowo przywdziewał inną maskę. Raz odgrywał romantycznego kochanka, gotowego porwać swoją kobietę na wyżyny czułości i wysublimowanych pieszczot, innym zaś razem był nieobliczalny i budził jej lęk. Agata nigdy nie miała pewności, co przygotował dla niej w danej chwili.

Rozedrgana pod wpływem emocjonującej rozmowy z ukochanym, zamknęła oczy, oddając się z ufnością jego pieszczotom.

– Nie jesteś już małą dziewczynką tatusia, Agata. Prawda? – pytał, a ona przytakiwała energicznie, pozwalając mu zdejmować z niej spodenki, a potem bluzkę. – Powiedz, nie jesteś? – Odwrócił ją tyłem do siebie i wymierzając siarczystego klapsa, pochylił nad blatem kuchennego stołu. Dziewczyna krzyknęła w przypływie bólu, natychmiast jednak pohamowała swoje reakcje i powtórzyła za nim:

– Nie, nie jestem już małą dziewczynką.

– Ale sprawiłaś mi dziś trochę zawodu, wiesz?

– Przepraszam – wyrwało jej się przezornie.

– Musisz pamiętać, że jesteś dla mnie najważniejsza.

Bielizna opadła na podłogę, a chłód owionął wypiętą pupę Agaty. Jej ciało było gotowe na przyjęcie swojego kochanka. Wsłuchana w słowa wypowiadane charczącym głosem, prężyła się, szukając niczym szczenię niosącego rozkosz członka. Odwracała głowę do tyłu, obrzucając chłopaka wyczekującym spojrzeniem. Marcin zaś delektował się jej niecierpliwością. Z pogardliwym uśmiechem patrzył na wijącą się przed nim kobietę, ściskając prężący się w dłoni korzeń i zagrzewając się do działania. To była kara, którą postanowił wymierzyć nieposłusznej dziewczynie. Podniecenie brało we władanie jego umysł, każdy, nawet najbardziej wyrafinowany pomysł stawał się wtedy wart rozważenia, bez względu na konsekwencje, z jakimi jego poczynania mogły spotkać się ze strony Agaty. Powinna brać pod uwagę jego zdanie, powinna zapytać, nie oceniać jego postępowania, a ponad wszelką wątpliwość nie wolno jej było decydować za niego. Gdyby tak kazał jej... Urwana myśl wystrzeliła pod nieboskłon. Ciepłe nasienie naznaczyło wypiętą kobiecość, a na twarzy Marcina zagościło spełnienie. Nie tego chciał, dał się ponieść chwili, kiedy rozpasane myśli niosły coraz to nowe podpowiedzi, jak ukarać niepokorną dziewczynę. A przecież nie taką miała pełnić rolę.

 

– Zacznij się pieścić sama – wydał jej polecenie, wciąż wpatrując się w lśniącą wilgocią bruzdę.

– Jak to? – Agata poczuła, że traci cały zapał. Nigdy nie robiła tego w towarzystwie Marcina. Nie zaspokajała się sama, kiedy na nią patrzył.

– Zacznij dotykać się sama. Daj sobie przyjemność. Nie wierzę, że nigdy tego nie robiłaś.

Znowu ten pogardliwy śmiech. Dziewczyna poczuła, że się czerwieni. Zacisnęła powieki i wsunęła niepewnie dłoń pomiędzy uda. Natychmiast wstrząsnęło nią podniecenie. Głuchy jęk wyrwał się z ust Agaty, a przyciśnięta do ramienia twarz spłonęła wstydem. Czuła na sobie spojrzenie Marcina. Zawstydzała ją ta świadomość, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że dzielenie się przyjemnością podnieca również i jego. Ruchy jej palców nabierały tempa, ciężar ciała przygniatał rękę. A kiedy już zdawało jej się, że spłynie na nią przyjemny dreszcz orgazmu, poczuła na pośladkach dłonie Marcina. Przerwała i podniosła się na obu rękach, licząc, że ukochany wyręczy ją i przyniesie uniesienie.

– Nie przestawaj. Dawaj, maleńka... – zachęcał ją niewybrednymi słowami, na które w innych okolicznościach gotowa była zareagować jednoznacznie. Teraz jednak, w obliczu porywczości Marcina, znowu zaczęła się pieścić. Wtedy rozkapryszony kochanek zdecydował się przyjść jej z pomocą. Poczuła wciskające się w nią głęboko palce, otworzyła się na ich obecność i runęła w objęcia ogarniającego ją orgazmu.

***

– Będę musiała wyjechać w tym miesiącu.

Zaczęła rozmowę wieczorem, licząc, że zmęczony pracą Błażej nie zacznie narzekać. Jakiś czas temu, chyba rok, może dwa, szefowa Tamary wpadła na pomysł, by specjaliści sprzedaży, którzy rezydują w siedzibie głównej firmy, w celu poznania specyfiki pracy w terenie odwiedzali galerie i większe sklepy. Ich zadaniem stało się sprawdzanie sposobu wyeksponowania marki na sklepowych półkach. Już sam pomysł wydał się Tamarze mało zachęcający. Wolała pozostać na miejscu, mieć na oku swojego męża, dzieci i szkołę. Niestety, Magda pozostawała nieugięta. Chcąc rozruszać swoich pracowników, stwierdziła, że nie ustąpi przed ich niezadowolonymi głosami. Wtedy, za pierwszym razem, skończyło się ciągłym wiszeniem na telefonie i ustalaniem podstawowych rzeczy, jak na przykład miejsce przechowywania czystej bielizny chłopców czy działanie thermomixa. Ten pierwszy wyjazd wyczerpał nadzieję Tamary na odrobinę swobody i wywołał całą lawinę niezadowolenia ze strony zarówno męża, jak i Bogusi.

– Jak mogłaś w ogóle wyjechać, pozostawiając męża z dziećmi? Samego. Bez pomocy.

– No tak. Powinnam była zatrudnić mu niańkę, prawda, mamo?

– Jesteś bezczelna!

– A może ty powinnaś choć na chwilę włożyć moje buty i przespacerować się w nich, co? Wtedy mogłabyś wypowiadać się w kwestiach, o których nie masz najmniejszego pojęcia. – Tym razem Tamara sama się zorientowała, że przesadziła. Zerknęła na matkę, próbując zachować choć pozory obojętności, i zajęła ręce przekładaniem łyżeczki do herbaty.

– Jak to mam włożyć twoje buty? Nie nosimy nawet tego samego rozmiaru, dziecko. Widzisz, na tym właśnie polega twój problem. Nie zwracasz uwagi na otaczające cię drobiazgi, tylko marzysz!

– Doprawdy? Ja, mamo, nie zwracam uwagi na drobiazgi? A o czym marzę?

– Posiadanie rodziny to przede wszystkim obowiązek dla kobiety. Powinnaś poświęcić nie tylko swój czas, ale również marzenia. Tak, nie patrz na mnie takim wzrokiem. Zrozumiesz to, kiedy będziesz w moim wieku. Docenisz moje rady. – Bogusia jakby na moment spokorniała. Spoglądała na córkę z litością. – Ty miałaś czas na swoje pasje, szaleństwa czy marzenia. Teraz musisz poświęcić wszystko, aby twoje dzieci miały szansę wyjść na ludzi.

– Nie mogę. Naprawdę nie mogę tego słuchać. Mamo, z tego, co mówisz, wynika, że dzieci to kara. Ja z chwilą zajścia w ciążę stałam się inkubatorem, a teraz pełnię w sumie bardzo podobną funkcję. Nie liczę się, nie należy liczyć się ze mną, nie powinnam narzekać, tylko cieszyć się z sukcesów męża i kolejnych osiągnięć moich dzieci!

– Jak zwykle dramatyzujesz – prychnęła zrezygnowana Bogusia i skupiła się na popijaniu herbaty. Wyraz jej twarzy nie zdradzał żadnych emocji. Tamara straciła wszelką ochotę na rozmowę z matką. Nigdy nie miała w niej większego oparcia, jednak z wiekiem teorie tej kobiety zaczęły wręcz wyprowadzać ją z równowagi.

Tym razem nie zamierzała nawet rozmawiać z mamą na temat nowego projektu. Chłopcy byli wystarczająco samodzielni, by zrobić sobie coś do jedzenia, a w najgorszym wypadku, by coś sobie zamówić. Z głodu nie umrą. Pozostało jej jeszcze oswoić Błażeja z perspektywą zbliżającego się wyjazdu.

– Słyszałem o pomyśle Magdy. Mamy w tym celu zadbać o terminowe dostawy, żeby umożliwić wam sprawdzenie na gorąco sklepowych półek.

Słuchała go, dziękując w duszy za tak zorganizowaną akcję firmy. Wiedziała już, że Błażej nie zdecyduje się na dyskutowanie z poleceniem służbowym, tym bardziej że obejmowało ono pracę kilku działów.

– Jakoś sobie poradzimy bez ciebie – ciągnął – choć nie będzie to proste. – Miało to zabrzmieć jak pochlebstwo, jednak ona dopatrzyła się w słowach męża jedynie braku wprawy w stawianiu czoła prozie codzienności.

– Czyli mogę liczyć, że ogarniesz dodatkowe zajęcia chłopaków i posiedzisz z nimi nad lekcjami, jeśli zajdzie taka konieczność?

– A nie można zawiesić zajęć na tych kilka dni?

Złość zaczęła się w niej gotować. Tamara szybko przypomniała sobie rozmowę z matką, a potem, zupełnie nieoczekiwanie, zapragnęła wyjechać już, teraz, natychmiast! Podniosła się z kanapy i podeszła do toaletki. Na sam widok niezadowolenia malującego się na jej własnej twarzy, poczuła rozpacz. Nerwowo wklepywała krem w okolice oczu, próbując opanować złość i nie wybuchnąć.

– Nie, Błażej. Nie można zawiesić dodatkowych zajęć. To trochę tak, jakbyś nagle ty zrezygnował z piątkowych spotkań ze swoimi kolegami, tyle że twoje spotkania mają charakter ściśle rozrywkowy, a zajęcia chłopców są po to, by im w przyszłości ułatwić życie. Jak widzisz, są zatem bardzo istotne. Chyba że masz wyjebane na to, jak skończą twoje dzieci. – Nie zdołała jednak pohamować galopującej wściekłości. Odstawiła krem i sięgnęła po balsam nawilżający. Zamaszyście wcierała go w skórę dłoni, obserwując w lustrze toaletki minę męża. Błażej opuścił wzrok na splecione na kołdrze ręce i wpatrywał się w nie tępo. Potem nagle się rozchmurzył, jakby słowa Tamary w żaden sposób nie dotknęły jego męskiej natury, i osunął się na łóżku.

– Jasne. Będę zatem robił wszystko, by spiąć nasze obowiązki.

Tamara skończyła z kremami i położyła się obok męża. Miała nadzieję, że Błażej nie cieszy się na kolejny pomysł z pospiesznym seksem małżeńskim. Odwróciła się więc tyłem do niego i zgasiła swoją lampkę.

– Świetnie. Dobranoc. Jestem zmęczona. Jutro ustalę termin pierwszego wyjazdu.

– A ile ich będzie w sumie?

– Dostałam miesiąc na ogarnięcie rejonu. Jeśli będziemy wyjeżdżać na trzy dni, to mam nadzieję na uwinięcie się z tym w ciągu dwóch tygodni. Najdalej trzech.

– Damy radę. Tak czy inaczej.

Następnego dnia, w porze lunchu, kiedy dziewczyny zerkały już na zegarek, wyczekując chwili opuszczenia biura, przy dzielącym je przepierzeniu zatrzymał się Maciek. Ubrany w lekki sweterek, krótkie, odsłaniające kostki dżinsy i niebieską koszulę, popatrzył na Tamarę z zadowoleniem.

– Dzień dobry, zastanowiłaś się? Pójdziesz ze mną na lunch?

Dziewczyny wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Oczywiście Tamarze nawet w głowie nie postało wychodzenie z Maćkiem, dlatego zapomniała o rozmowie z dnia poprzedniego.

– Ojej, widzisz, już zaplanowałyśmy, że...

– Spoko, Tara... – Przyjaciółka wyglądała na rozbawioną całą sytuacją. Nie pomogły wymowne spojrzenia ani naprędce wymyślone kłamstwo, dlatego chwilę później Tamara zjeżdżała już windą na parter, a potem w towarzystwie Maćka zmierzała do pobliskiej restauracji należącej do jej siostry. To właśnie tam udawała się za każdym razem, kiedy potrzebowała naładować baterie spokojem, którym w życiu kierowała się Kasia.

– Bardzo się cieszę, że będę mógł akurat z tobą przeprowadzać te kontrole sklepów.

– A to niby dlaczego?

– Na spotkaniu powiedziałem, że jesteś bardzo doświadczona, a twoje profesjonalne podejście do obowiązków może być dla mnie idealnym wzorem do naśladowania.

– Tak powiedziałeś? A skąd ty możesz wiedzieć, jakie podejście mną kieruje? Nie zamieniliśmy ze sobą nawet jednego zdania, a pracujesz w firmie już chyba dwa miesiące.

– Powiedziałem dokładnie tak, bo zdążyłem ci się przyjrzeć. Jesteś zorganizowana i każde twoje posunięcie jest idealnie zaplanowane. Obserwowałem cię. Wydaje mi się, że jeszcze tylko Aneta zachowuje się podobnie. Nie wiem, czy lata pracy mogą być odpowiedzialne za tak harmonijne podejście do życia, ale mam wrażenie, że mało co zaskakuje cię nawet poza pracą. Mylę się?

Tamara popatrzyła na Maćka z zadumą.

– Jesteśmy na miejscu. To restauracja mojej siostry. Skupmy się raczej na naszym projekcie.

Usiedli przy wskazanym stoliku. Po chwili dołączyła do nich właścicielka. Ona również bardzo szybko zaintrygowała Maćka do tego stopnia, że uległ swojej fantazji i słuchając rozmawiających sióstr, zaczął sobie wyobrażać je obie w swoim mieszkaniu. Czy były podobnie zdeterminowane i harmonijne? Czy lubiły dominować? Nie był zainteresowany rozmową, wychwytywał tylko pojedyncze słowa, by wciąż kojarzyć temat. Zupełnie pogrążony w mirażu odważnych myśli, śledził gesty i mimikę dwóch kobiet, przenosząc je w wyobraźni w zupełnie inne miejsce. Wreszcie poczuł rozdrażnienie. Tak bardzo pragnął zbliżyć się do Tamary, zatopić w jej cieple i zachłysnąć jej zapachem, że gotów był przerwać im tę rozmowę i poprosić o podanie terminu ich pierwszego wyjazdu. Wtedy jednak padły słowa, które nie tylko zwróciły jego uwagę na toczącą się pomiędzy siostrami dyskusję, ale pozwoliły mu znaleźć jakiś punkt zaczepienia, który mógł okazać się niezwykle przydatny w ich relacji.

– W przyszłym tygodniu wyjeżdżamy z Maćkiem do Przemyśla. Wrócił pomysł ze Store Check i nam przypadło w udziale właśnie Podkarpacie.

– Nie jedziesz z Anetą?

– Nie. Tym razem mam za zadanie pokazać młodemu, na czym polega praca w dziale sprzedaży.

Ja też mam ci wiele do pokazania, pomyślał z przekąsem Maciek i uśmiechnął się zaczepnie do Tamary. Nie traktował jej przewagi jako powodu do uległości. Wręcz przeciwnie, zagrzewała go ona do coraz odważniejszych posunięć w toczących jego głowę marzeniach. Miał wobec Tamary swój plan.

– Dostałaś wreszcie szansę na chwilę oddechu, siostrzyczko.

Wymieniły głębokie spojrzenia i choć trwało to zaledwie ułamek sekundy, Maciek zdążył wychwycić błysk w oczach Tamary.

***