Trzecia żona

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Trzecia żona
Trzecia żona
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,85  50,28 
Trzecia żona
Audio
Trzecia żona
Audiobook
Czyta Agnieszka Krzysztoń
29,95  21,26 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Osiem

Na początku Michael zabierał mnie z sobą wszędzie i bezustannie wisiałam mu na ramieniu. Zrozumiałam wówczas, dlaczego chciał, bym studiowała historię sztuki: temat ten sprawiał, że osobom, które musiał zbajerować, wydawałam się inteligentna oraz kulturalna. On bez wątpienia ująłby to inaczej, ale starszym panom się podobało, że potrafię przez dziesięć minut opowiadać o Dziewczynie z perłą, opisując własne wrażenia z pamięci. Przy okazji wizyty w Amsterdamie odwiedziliśmy też Hagę, dzięki czemu mogłam również rozprawiać o tym, jak piękne jest samo w sobie tamtejsze muzeum, założone w niegdysiejszym pałacu.

Snując takie rozmowy, oczarowywałam starego, bogatego potentata branży nieruchomości, właściciela ziemi na zachodnim wybrzeżu, którą chciał kupić Michael. Nie pytałam, a on nigdy nie dzielił się ze mną swoimi problemami zawodowymi. Gościliśmy w domu Jacka Denneya w Malibu. Było późno, a księżyc wisiał wysoko na niebie i odbijał się w wodzie.

– Przez ciebie nabieram ochoty, by wybrać się do tego muzeum – powiedział z uśmiechem. – Ale skąd pochodzisz, słonko? Masz taki interesujący akcent.

Zarumieniłam się. Choć bardzo się starałam, to nie udało mi się do końca wyplenić ze swojej mowy górskiego zaśpiewu, ale dzięki temu, że przez ostatnie cztery lata mieszkałam w Europie, to, jak mówię, brzmiało niemal egzotycznie. Amerykanie, rozmawiając ze mną, nigdy nie byli pewni, czy jestem jedną z nich.

Już miałam odpowiedzieć, kiedy Michael wtrącił gładko:

– Urodziła się w niewielkiej wiosce w Chorwacji, ale jej ojciec jest dyplomatą, więc mieszkała w różnych zakątkach świata. Marlena włada czterema językami. Prawda, kochanie?

No dobra, tego nie planowałam. Ani trochę.

Wpijał mi palce w ramię na znak, że lepiej, bym zaakceptowała pochodzenie, jakie mi przypisał. Uśmiech na mojej twarzy zastygł, ale nie znikł.

– To prawda.

Bardzo mało prawdopodobne, aby pierwszy lepszy amerykański biznesmen mówił po chorwacku, ale nie ośmieliłam się odetchnąć, dopóki Jack Denney nie odszedł. Miałam ochotę zacząć wrzeszczeć, bo to była sprawa o wiele poważniejsza niż to, że nosiłam ubrania, które on wybrał. Teraz kazał mi udawać, że jestem kimś innym, a nie miałam wątpliwości, że gdyby jego znajomi odkryli fałsz, to ja bym za to zapłaciła, nie Michael.

– Ciii. – Pochylił się i udając, że całuje mnie w policzek, choć tak naprawdę chciał tylko przejąć nade mną kontrolę, szepnął: – Później o tym porozmawiamy.

W normalnych warunkach po prostu bym się uśmiechnęła i dała spokój, ale skoro w grę wchodziło udawanie na dłuższą metę, wróciłam do tematu, jak tylko wsiedliśmy do auta:

– Dlaczego akurat Chorwacja? Nie znam ani słowa po chorwacku, Michaelu. W życiu tam nawet nie byłam. Jeśli ludzie się dowiedzą…

– Weź głęboki oddech – uciął. – I zamknij się.

Tak zrobiłam, bo zmroził mnie jego ostry ton. Michael nigdy wcześniej się tak do mnie nie odzywał, chociaż słyszałam, jak zwraca się w ten sposób do personelu, który go wkurwił. Podniósł przegrodę oddzielającą nas od szofera i włączył muzykę relaksacyjną. Smooth jazz może i jest kojący, ale wtedy tylko rozjątrzył moje i tak już skołatane nerwy.

– Chorwacja dlatego, że mam tam znajomych, w tym człowieka, który jest gotów uznać cię za córkę. Swoją drogą, twoje panieńskie nazwisko to Novak, a twoi rodzice to Henrik i Anya, emigrantka z Ameryki. Od razu po ukończeniu liceum przyjechałaś do Stanów pracować jako modelka.

– Nie możesz tak po prostu napisać mojej przeszłości na nowo – powiedziałam cicho. – Ludzie mnie znają. Na przykład pan Morton…

– Dwadzieścia pięć procent UMAX-u należy do mnie, Marleno. Naprawdę sądzisz, że Morton zakwestionuje jakąkolwiek historyjkę, którą będę miał ochotę opowiadać?

W najmniejszym stopniu nie ukoiło to moich trosk.

– Pewnie nie.

Przeszkadzało mi, że całą moją tożsamość trzeba zabetonować. Nie było szczególnych powodów, by przechwalać się Barrettville, ale wcale się go nie wstydziłam. Nie miałam wpływu na swoje pochodzenie – jedynie na to, dokąd zmierzam.

Westchnął i odwrócił wzrok, jakbym go rozczarowała. Po ciepłym, letnim wieczorze atmosfera panująca w samochodzie zmroziła mi skórę.

– Nie jesteś gotowa, by być moją partnerką. Liczyłem, że tak… ale nie. Trzeba cię lepiej wyszkolić. Etykieta, obejście… no i musisz się nauczyć chorwackiego. Zawsze chciałaś poznawać języki obce, prawda?

Tak, ale nie w ten sposób.

W głowie mi się kręciło od tych nagłych wymogów. Teraz, po ślubie, nie wystarczało już, że mnie stroi. I rżnie. Miałam pokonać kolejny stopień: stać się jego kobietą idealną, chociaż było to łgarstwo, które wciskał, żeby podnieść własną pozycję.

– Nie rozumiem.

– W hotelu czekać na ciebie będzie dossier. Masz się nauczyć na pamięć wszystkiego, co tam jest, aż będziesz umiała odpowiadać na pytania wyrwana ze snu w środku nocy. Jako moja żona musisz stać się godna, Marleno. Musisz być idealna.

Nie miałam pojęcia, kto ustalił to kryterium, ale nastrój miał okropnie ponury i nie podobało mi się, jaki stał się dla mnie oziębły, jakbyśmy byli sobie obcy. Wyszeptałam:

– Będę się bardziej starać.

– Grzeczna dziewczynka. Nie zostanę. Dziś wieczorem lecę do Monachium, potem mam parę spotkań w Moskwie, więc przez kilka tygodni nie będzie mnie w domu. Oczekuję, że dołożysz wszelkich starań, bym po powrocie mógł być z ciebie dumny.

– Tak. To po prostu… takie niespodziewane. To wszystko. – Nie mogłam powiedzieć, o czym myślałam.

Właśnie wtedy skończył się miesiąc miodowy, a mój mąż zdjął maskę. Nie podobało mi się, co spod niej wyzierało, a to był dopiero wierzchołek góry lodowej.

Przeczuwałam, że w którymś momencie książę zamieni się w bestię, ale myślałam, że przemianę zapowie więcej znaków. Ależ się myliłam. Pewnie sądził, że skoro już ma akt własności w postaci aktu małżeństwa, nie było powodu udawać łagodnego. Od tej pory będzie się mnie dobrze traktować, jeżeli na to zasłużę.

– Idź na górę. Rano szofer zawiezie cię na lotnisko. Masz bilety na lot do Nowego Jorku o dziewiątej rano.

Może bym się odezwała, ale on już dawał kierowcy znak, żeby otworzył mi drzwi. Kiedy wysiadałam, odwrócił się, jasno dając do zrozumienia, że jest niezadowolony. Nie do końca rozumiałam dlaczego, ale myśl o tym, że utracę jego akceptację, jawiła mi się jako koniec świata. W końcu to on mnie stworzył, a skoro własne dzieło przestało sprawiać mu przyjemność, czyż nie stanę się zupełnie niczym?

Powlokłam się do pięciogwiazdkowego hotelu i wjechałam szybką windą do apartamentu na najwyższym piętrze. Pokój był ogromny i roztaczał się z niego niesamowity widok, ale ja widziałam tylko plik kartek zostawiony na olbrzymim stole. Nie przebrałam się nawet z wieczorowego stroju, od razu zaczęłam czytać.

To… było kompletne życie, stworzone specjalnie dla mnie, łącznie ze zdjęciami, które po mistrzowsku obrobiono. Niewiele brakowało, a zaczęłabym żałować, że ci uśmiechnięci ludzie to nie są jednak moi rodzice, bo kiedy kończyłam szkołę, wydawali się tacy dumni, a nad krystalicznie czystym jeziorem tak doskonale się bawiliśmy. Wyglądało na to, że jestem jedynaczką, kochaną, rozpieszczaną i wysyłaną do najlepszych szkół, o czym świadczy ukończenie liceum w wieku zaledwie lat szesnastu.

Przytłoczyła mnie skala tego przedstawienia, ale tak naprawdę… po co ono było? Dla Michaela ogromnie się liczyło, żeby wszyscy myśleli, iż ożenił się z kobietą idealną. On sam nie dysponował nieskazitelnym życiorysem, który pozwoliłby mu zabiegać o względy takiej kobiety i ją zdobyć. Musiał się zadowolić mną. Wzięłam papiery do poduszki i obudziłam się dopiero, gdy zadzwoniła recepcja.

Spakowałam się w pośpiechu i zeszłam do foyer spotkać się z kierowcą. Za każdym razem był to ktoś inny i nigdy nie patrzył mi w oczy. Wszelkie moje próby zagajenia rozmowy też kończyły się fiaskiem.

Przyleciałam pierwszą klasą do Nowego Jorku, gdzie czekał na mnie kolejny nieznajomy. Postanowiłam zrobić eksperyment:

– Chciałabym pojechać w inne miejsce, niż planowano.

– Słucham?

– Nie pojadę prosto do domu. Czy może mnie pan zawieźć do Bergdorf’s? – Była to galeria handlowa, którą Michael lubił, niedaleko naszego mieszkania na Manhattanie.

– Przykro mi, nie mogę tego zrobić. Otrzymałem bardzo jasne instrukcje.

– Rozumiem. Cóż, wobec tego proszę mnie zawieźć do domu. Wybiorę się na zakupy, po tym jak zostawię bagaże. – Uśmiechnęłam się wymuszenie i rozsiadłam na tylnym siedzeniu limuzyny, czując ucisk w piersi.

Jazda na miejsce ciągnęła się bez końca, bo były korki. Sama wolałabym jechać komunikacją miejską, ale Michael prędzej by chyba umarł. Czekaliśmy więc w zatorze, chociaż pieszo przeszłabym te parę przecznic znacznie szybciej. W końcu dojechaliśmy, a kierowca, mijając portiera, wniósł mój bagaż do środka i odprowadził mnie aż do samego apartamentu.

– Nie jesteś szoferem, prawda?

Był to potężny mężczyzna, barczysty, o brązowej skórze, z króciutko przystrzyżonymi włosami. Był ubrany w zwyczajowy strój kierowcy – białą koszulę i czarny garnitur – lecz miałam wrażenie, że poza jazdą samochodem ma też inne zadania. Odwrócił spojrzenie, udzielając mi odpowiedzi, jeszcze zanim się odezwał:

– Nie, proszę pani. Pracuję dla pana Dursta.

– Co oznacza, że kiedy wejdę do środka, ty tu zostaniesz. Otrzymałeś polecenie, by mnie powstrzymać, jeśli spróbuję wyjść na zewnątrz? – Siliłam się na swobodny ton, ale cały ten dobrobyt oraz dbałość o moje bezpieczeństwo zaczynały mnie przytłaczać i czułam się jak schwytane we wnyki zwierzę.

– Musiałbym porozmawiać z panem Durstem, co jest obecnie niemożliwe.

 

– Mam siedzieć grzecznie w mieszkaniu do czasu, aż wróci?

W odpowiedzi otrzymałam beznamiętne spojrzenie, chociaż mignęło w nim przelotnie współczucie.

– Nie wiem, proszę pani. Pan Durst nie zwierza mi się ze swoich osobistych planów.

– No dobrze. Nie będę utrudniać ci życia. – Zamilkłam na moment, bo chciałam się zastanowić, czy mogę w jakiś sposób coś ugrać. Przyjazne nastawienie nie mogło zaszkodzić. – Swoją drogą, jak się nazywasz?

– Vin. To znaczy Vincent Rivera.

– A zatem dobranoc, Vin.

Musiałam to wszystko spokojnie przemyśleć, ale na ile się orientowałam, wkurzyłam Michaela i teraz miałam być więźniem, do czasu aż mąż znowu będzie ze mnie zadowolony. Cała rozdygotana weszłam szybko do mieszkania, zamknęłam drzwi i oparłam się o nie, bo nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Oddychałam gwałtownie i mocno. Czułam, że jeśli zaraz się nie opanuję, to zemdleję.

Pod wpływem pierwszego impulsu chciałam pisać do Jenny, ale rozglądając się po mieszkaniu, uświadomiłam sobie, że nie mogę ufać swojemu telefonowi, który zakupił mi przecież Michael. Wszystko, co posiadałam, dał mi on. To, co miałam, zanim wzięliśmy ślub, kazał oddać organizacjom dobroczynnym, bo nie przystawało do mojej nowej roli – roli jego żony.

Kiedy składałam przysięgę małżeńską, nie zdawałam sobie sprawy, że przede mną kara dożywocia, tak samo jakby zamknięto mnie za morderstwo.

Dziewięć

Próbowałam dodzwonić się do męża, ale zgodnie z tym, co powiedział Vin, Michael był poza zasięgiem i nie odbierał. Możliwe, że siedział w samolocie albo na spotkaniu. Tak czy owak zrozumiałam, że tego wieczoru nigdzie nie pójdę.

Raz w tygodniu odwiedzał mnie szef kuchni, by przynieść wykwintne, mrożone posiłki, które trzeba było jedynie rozmrozić w mikrofalówce. Poza tym miałam ponad sto kanałów telewizji satelitarnej w wersji premium. W biblioteczce znajdowały się liczne książki, klasyka literatury, same bezcenne pierwsze wydania. Mogłam się przewietrzyć na tarasie na dachu, zadzwonić po prywatną masażystkę albo zamówić wszystko, co chciałam, dopłacić za dostawę na następny dzień czy godzinami moczyć się w pozłacanej, marmurowej wannie, w której swobodnie mogłyby baraszkować ze dwie syreny.

Nie robiłam żadnej z tych rzeczy.

Zamiast tego wypiłam trochę wody, żeby zaradzić odwodnieniu po międzynarodowym locie, i rozsiadłam się z teczką w ręku, zdecydowana, że zostanę idealną kobietą Michaela. Nie powinien się mną jeszcze zmęczyć. Zrobiłam wszystko, o co prosił, więc zgodnie z jego schematem powinnam mieć przed sobą jeszcze parę lat, zanim sytuacja się zaogni. Byłam przygotowana, że to kiedyś nastąpi, ale przyszło za wcześnie i nie zdążyłam zorganizować sobie doskonałej strategii ewakuacji.

Może nie jest zły. Może ochroniarz ma zadbać o moje bezpieczeństwo? – zastanawiałam się.

Ta myśl dodała mi otuchy i wzięłam się za wykuwanie na blachę faktów z życia Marleny Novak, dziewczyny z Chorwacji, córki gospodyni domowej i akwarelistki oraz dyplomaty. Żaden wielki splendor, ale bardzo szacowna rodzina – i może tego właśnie trzeba było Michaelowi. Tej nocy i przez dwie następne kładłam się spać bardzo późno.

W apartamencie było cicho i czułam się bardzo samotna, aż myślałam, że postradam zmysły. Ilekroć wyjrzałam na korytarz, tylekroć widziałam Vina, natomiast późnymi wieczorami zastępował go jakiś człowiek, którego imienia nie znałam.

Czwartego dnia mojej przymusowej izolacji usłyszałam odgłosy dobiegające z korytarza, włączyłam więc wyświetlacz na domofonie, żeby zobaczyć, co się dzieje. Schludna kobieta w oficjalnym stroju dała coś ochroniarzowi, a on pozwolił jej użyć dzwonka. Miała siwe włosy, okulary w rogowej oprawie i bardzo praktyczną czarną garsonkę, trochę więc swoim wyglądem onieśmielała. Odezwałam się przez domofon od razu, bo w mojej obecnej sytuacji każde odstępstwo od rutyny i samotności było mile widziane.

– Dzień dobry, pani Durst. – Mówiła z lekkim akcentem, zdradzającym niemieckie bądź austriackie pochodzenie. – Jestem Frau Schmidt. Będę panią uczyła poprawnego obejścia oraz etykiety, po trzy godziny dziennie. Po południu przyjedzie do pani nauczyciel języków.

Uznałam, że zapewne po to, by pomóc mi w nauce chorwackiego. W przeciwnym razie misternie utkany życiorys, który spreparował Michael, rozpadłby się na kawałki.

Nie ma nic złego w tym, by się rozwijać i doskonalić, ale wciąż było mi słabo i cała się trzęsłam na myśl o tym, jak ukryto mnie przed światem do czasu, aż nie spełnię jakichś wymogów, których nikt nigdy mi nie wyjaśnił. Nie miałam przecież zwyczaju bekać przy ludziach albo zlizywać masła z noża podczas eleganckich przyjęć. Michael jednak zapewne nie akceptował tego, że czekałam, aż zobaczę, co zrobią wszyscy inni – był to przecież niemy sygnał, że nie pasuję do wyrafinowanego towarzystwa.

– Zaczynajmy – stwierdziłam.

Ustaliłam w ten sposób ton na następne półtora tygodnia. Nie pałałam niechęcią do pracy z Frau Schmidt, chociaż bywała surowa, gdy nie pamiętałam, kto jest wyższy rangą, albo nie odróżniałam łyżeczki do herbaty od deserowej. Lubiłam lekcje z Monsieur Girardem, starszawym Francuzem, który władał oszałamiającą liczbą dwunastu języków. Próbowałam nakłonić go, by uczył mnie nie tylko chorwackiego, ale szybko się przekonałam, że nikt nie odstępował od planów wyznaczonych przez Michaela Dursta.

Po dokładnie dwóch tygodniach, późnym wieczorem wrócił mój mąż. Przez cały ten czas nie dzwonił ani nie esemesował. Gdyby to był normalny związek, popłakałabym się albo na niego nakrzyczała. Stąpałam jednak po niepewnym gruncie i nie chciałam nawet myśleć, co by było, gdybym się potknęła.

Przykleiłam do twarzy promienny uśmiech, wzięłam od niego płaszcz oraz aktówkę.

– Witaj w domu. Odgrzać ci coś na kolację?

Sprzątaczki przychodziły, ale z nami nie mieszkały. Michael zajadle strzegł swojej prywatności. W tej chwili wydawał się znużony, jak gdyby za oceanem sprawy nie potoczyły się po jego myśli.

– Jadłem w samolocie – odparł, przyglądając mi się uważnie. Złapał mnie za podbródek beznamiętnie i przekrzywił moją twarz. – Cerę masz w fatalnym stanie, a jakie wory pod oczami. Nie używasz kosmetyków, które kupiłem?

– Używam. Ale nie wszystkich.

– Musimy zatem przerzucić się na inną markę. Liczę na dobre rezultaty, a nie na to, że po powrocie do domu po długiej podróży powita mnie stara wiedźma.

Jego słowa mnie zabolały. Przecież wymęczyło mnie właśnie to, że starałam się sprostać jego oczekiwaniom. Każdej nocy w tym tygodniu siedziałam do późna, bo starałam się nauczyć rozmawiać po chorwacku, co nie było łatwe bez partnera do konwersacji, który by mną kierował. Ugryzłam się w język i przemilczałam odruchowe słowa protestu.

– Poza tym źle się odżywiasz. – Odezwał się innym tonem, który mógłby ujść za czuły, gdyby nie to, że jednocześnie przyglądał mi się krytycznie. – Jesteś zbyt chuda i chyba nie trenujesz. Tracisz rzeźbę, Marleno.

Przymknęłam oczy, bo zapiekły mnie łzy wściekłości, i otworzyłam je po chwili, na nowo zdeterminowana. Dam radę – pomyślałam. Od samego początku wiedziałam, że nie będzie to łatwe. Musiałam zignorować ranione uczucia i udawać, że widzę w nim pana i władcę, jedyną gwiazdę na moim nocnym niebie.

Udawaj, udawaj. Powiedz tak, żeby zabrzmiało szczerze.

– Przepraszam. Skoncentrowałam się na nauce. Postaram się bardziej o siebie dbać.

W końcu złagodniał.

– Grzeczna dziewczynka. Pamiętaj, że to, jaka jesteś, świadczy o mnie. No i musisz być zdrowa, żebyśmy za dwa lata mogli mieć dziecko.

Cholera. Michael najwyraźniej zdecydował – samodzielnie – kiedy urodzę mu potomstwo. Uważał pewnie, że kiedy przyjdzie co do czego, będę gotowa spełniać również inne standardy i stanę się godna tego, by przyjąć jego nasienie. Trzeba przyznać, że wychodząc za Michaela, nie kochałam go, ale z bardzo wielu powodów teraz coraz trudniej było udawać mi czułość. Musiałam znaleźć sposób, by nie urodzić mu dziecka.

– Postaram się bardziej. – Chyba trzeba będzie nagrać te słowa.

– Koniecznie. – W końcu przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło. – Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy ostatnio?

Pokiwałam głową.

– Jaki masz do tego stosunek?

– Robię, co w mojej mocy – odparłam szybko. – Uczę się, ile mogę, od Frau Schmidt i Monsieur Girarda.

– Wyśmienicie. Wiedziałem, że przejrzysz na oczy. Teraz musisz tylko podpisać kilka dokumentów, odnoszących się do legalizacji twojego statusu.

– Co proszę? Dlaczego?

– Na papierze Henrik i Anya naprawdę cię adoptują. Nie ma się czym przejmować, to czysta formalność, ale dokumentacja zwiększa wiarygodność. Podpisz tu i tu.

– Ja nie… – Obrzucił mnie takim spojrzeniem, że postanowiłam się nie kłócić i podpisałam się tam, gdzie kazał. – To nie będzie miało wpływu na moje obywatelstwo czy coś?

Wziął ode mnie formularze i schował je do teczki.

– Bynajmniej. A teraz bądź grzeczna i pokaż, czego się nauczyłaś.

Byłam tak blisko niego i ogarnęła mnie panika, ale stłumiłam ją i posłusznie wyjaśniłam, co przyswoiłam na temat zachowania przy stole, przedstawiania sobie ludzi oraz hierarchii społecznej. Zanim o to zapytał, przerzuciłam się na chorwacki i wypowiedziałam kilka prostych zdań, żeby pokazać, ile już potrafię.

– Wyśmienicie. Jeżeli nauczysz się nieco lepiej zarządzać swoim czasem i dbać o swoje ciało, a jednocześnie będziesz szlifować umysł, naprawdę staniesz się kobietą idealną.

Słowa te miały mi sprawić przyjemność, więc trzymałam uśmiech na twarzy kurczowo jak alpinista linę, która wymyka mu się z rąk. Położył dłoń na dolnej części moich pleców i powiódł mnie do łazienki. Stanowiło to sygnał, że tej nocy będziemy uprawiać seks – najwyraźniej był zadowolony z postępów, jakie poczyniłam. Michael lubił szorować i badać każdy centymetr mojego ciała przed aktem. Początkowo mi to nie przeszkadzało, ale ponieważ nie mogłam mu odmówić ani umyć się samodzielnie, ten rytuał już dawno zaczął sprawiać, że czułam się nieswojo. Ale to nie miało znaczenia. Nigdy.

Zniosłam natarczywe oczyszczanie i czekałam w łóżku, aż on weźmie prysznic. Następnie przyszedł i wnikliwie obejrzał białą, bawełnianą koszulę nocną, którą miałam na sobie. Potem obrócił mnie tyłem. Kiedy wszedł do łóżka, wyszeptałam w poduszkę:

– Nie chcę.

Pośród szelestu pościeli Michael tego nie dosłyszał, ale nie sądziłam, że coś by się zmieniło, nawet gdyby usłyszał doskonale. Pragnął mnie. Więc mnie wziął.

– Jesteś moja, stworzyłem cię. Zawsze będziesz moja. Każdy centymetr twojego ciała jest mój.

Nie odzywałam się.

Pchał mocniej.

– Powiedz to, Marleno.

– Jestem twoja. Stworzyłeś mnie.

Sprowokowało to okropny dźwięk, jaki wydał, oraz intensywne poruszenie. Zacisnęłam powieki i czekałam, aż się skończy. Możliwe, że przez moją milczącą odrazę było mu jeszcze lepiej, bo podejrzewałam, że jego zdaniem kobietom seks nie powinien sprawiać przyjemności.

Najlepsze, co mogłabym powiedzieć, to że wszystko odbywało się szybko i schludnie – używał prezerwatyw, mimo że stosowałam pigułkę, i nie zalewał mnie nasieniem. Nie przeszkadzało mu też, że szłam się umyć, bo sam zawsze robił to samo. Potem wróciliśmy do łóżka i mnie objął. Ludzie uwielbiają się przytulać po seksie, ale dla mnie jego ramiona jawiły się jako kolejna pułapka, odbierająca mi swobodę ruchu oraz oddech. Dopiero kiedy usnął i zaczął chrapać, mogłam się odsunąć i rozluźnić po drugiej stronie łóżka, nie czując jego dotyku.

Rano zrobiłam śniadanie – ze świeżych, a nie mrożonych produktów. Nie zauważył chyba różnicy, bo był zajęty telefonem i poranną gazetą.

Musiałam poruszyć ten temat, kiedy był w dobrym nastroju, w przeciwnym razie Bóg jeden wiedział, jak długo będę uwięziona.

Odezwałam się, kiedy Michael kończył posiłek:

– Jeżeli pozwolisz, chciałabym wstąpić do paru organizacji dobroczynnych. Warto byłoby nawiązać kilka pożytecznych kontaktów.

Marzyłam też, żeby odwiedziła mnie Jenny, najchętniej pod jego nieobecność, ale nie mogłam od razu poprosić o to, czego naprawdę chciałam. Odłożył gazetę z wyrazem namysłu na twarzy, a potem się uśmiechnął. Poklepał mnie czule po ręce.

– Doskonała inicjatywa. Zanim ponownie wyjadę, dam Vinowi listę autoryzowanych imprez, zbiórek i klubów. Możesz sobie wybrać to, co wyda ci się najbardziej interesujące, chociaż sugerowałbym coś związanego ze sztuką, żebyś mogła w pełni rozwinąć skrzydła.

 

– Będę to miała na uwadze. Ale… to męczące cały czas przebywać w domu. Jeżeli Vin wybierze się ze mną, czy twoim zdaniem mogłabym czasem pobiegać w parku? Albo wybrać się do sklepów? Zakupy w internecie to nie to samo. Nie mogę ocenić tkaniny ani niczego przymierzyć.

Tak bardzo pragnęłam tych niewielkich przywilejów, że aż trzęsły mi się ręce. Splotłam więc palce pod stołem i czekałam na odpowiedź męża.