Trzecia żonaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Trzecia żona
Trzecia żona
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,85  50,28 
Trzecia żona
Audio
Trzecia żona
Audiobook
Czyta Agnieszka Krzysztoń
29,95 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Pięć

Jenny miała rację.

Już nigdy nie wróciłam do mieszkania w Nashville. Ten pokaz bielizny poszedł tak znakomicie, że podpisałam z Celestial długi kontrakt na sesje do katalogów oraz kolejne pokazy. Pan Morton z pomocą Clotilde zorganizował mi wizę wraz z pozwoleniem na pracę i znalazłam się w niewielkim mieszkanku z trzema innymi modelkami – dwoma Europejkami i dziewczyną z Afryki. Wszystkie trzy były lepiej wykształcone i bardziej wyrafinowane niż ja, więc się nie zaprzyjaźniłyśmy.

Miały modnie wyglądających chłopaków, którzy przyjeżdżali po nie błyszczącymi sportowymi autami. Do mieszkania wracały pijane i rozchichotane, ponad miarę objuczone prezentami. Chciałam stać się częścią tego świata, ale jednocześnie się go obawiałam, bo każdy mężczyzna w głębi duszy mógł się okazać Bobbym Rayem Hudgensem. Pieniądze po prostu pokrywały ohydę pozłotką, maskując prymitywną przemoc takiego miejsca jak Barrettville. Zresztą nawet tam zamożni robili z niezamożnymi, co im się podobało.

Tęskniłam niekiedy za braćmi i siostrami, ale gdybym posłała im jakieś pieniądze, mama by je skonfiskowała i wydała na swój nałóg. Jeżeli któreś z nich miało szansę na ucieczkę, to musiało wykorzystać ją samodzielnie, podobnie jak wcześniej ja. Może byłam bez serca, ale gdyby któreś z nich mnie namierzyło, wówczas udzieliłabym pomocy.

Kiedy nie pracowałam, uczyłam się języków – niemieckiego, francuskiego i włoskiego. Niemiecki załapałam szybciej niż języki romańskie, ale ogólnie miałam do tego smykałkę. Od czasu do czasu dręczyło mnie sumienie, że zerwałam kontakty z Jenny, choć obiecywałam, że tego nie zrobię. Słałam jej więc pieniądze, utrzymywałam łączność przez mejle. Jej słowa widoczne na ekranie często koiły dopadający mnie najgorszy rodzaj samotności.

Tutaj wszystko w porządku. Wciąż pracuję w myjni. Nie lubię tej nowej i tęsknię za tobą. Słyszałam jednak, że poleciłaś mnie do europejskiej reklamy szamponu. Dziękuję! Nie dostałam roli, zdecydowali się na kogoś „nie tak etnicznego”. Ostatnio robiłam katalog z odzieżą sportową dla firmy w Galveston, a w przyszłym miesiącu mam brać udział w pokazie w galerii handlowej. Pracuję nad GED, jak kazałaś, bo nie chcę, żebyś się czepiała. Napisz do mnie szybko, dobra?

Wymieniałyśmy też z Jenny dużo esemesów. Ze względu na różnicę czasu były to raczej doniesienia na szybko, a nie prawdziwe rozmowy. Mimo to miło było obudzić się i zobaczyć serduszko od niej albo uśmieszek, zwłaszcza że na miejscu nie miałam przyjaciół. Oficjalnie nadal reprezentował mnie pan Morton, ale dał mi wolną rękę, bym spróbowała szczęścia we współpracy z Celestial.

Szczęście mi dopisało.

Nie minął rok, a ja przyjęłam kilka ról w reklamach telewizyjnych, byłam też twarzą drogiego włoskiego kremu odmładzającego. Moje początkowe kontrakty dobiegały końca, ale oferty nadal napływały i pieniądze były kuszące. Obserwowałam jednak, jak dziewczęta dookoła mnie, aby nie wylecieć z gry, padają ofiarą zaburzeń odżywiania oraz uzależnienia od narkotyków. Postanowiłam odejść z tego światka o własnych siłach.

Kiedy ułożę sobie na nowo życie, poślę może Jenny bilety, żeby mogła mnie odwiedzić – myślałam. Od dłuższego czasu sugerowała, że chciałaby przyjechać. Nie była nigdy w Europie i fajnie byłoby mieć ją tutaj. Musiałam się jednak najpierw zorganizować, oddzielić się od świata wina na śniadanie, ecstasy w łazience oraz białego proszku na stoliku kawowym.

Nazajutrz poszłam do Clotilde oznajmić, że nie podpiszę kontraktu na kolejny rok. Jej biuro zawsze mnie onieśmielało – całe kremowo-złote, pełne kobiecych smaczków, które stanowczo podkreślały jej władzę jako prezeski dochodowej firmy bieliźniarskiej. Przed chwilą wniesiono do środka manekiny ubrane w bieliznę z przyszłorocznej kolekcji, a kiedy jej asystentka mnie wprowadziła, Clotilde nadal się im przyglądała.

– Co myślisz o tym?

Był to zestaw złożony z błękitnego biustonosza i fig w tym samym kolorze, wykończony atłasem oraz koronką. Przekrzywiłam głowę z namysłem.

– Ładne, ale to jest coś, co zakłada się dla kochanka.

– Tak myślałam. Przyszłaś podpisać kontrakt czy ściągniesz tu Dela, żeby mnie namawiał na lepsze warunki dla ciebie?

Pokręciłam głową.

– Nie, to świetna oferta na bardzo korzystnych warunkach, a ty byłaś dla mnie dobra… Trudno mi odejść. Nadszedł jednak czas, bym poszła inną ścieżką.

Paru fotografów sugerowało, że mogłabym przejść do haute couture, ale byłam o dwa centymetry za niska, by wyróżniać się w gronie supermodelek, a nie chciałam zaliczyć krótkiego wzlotu i szybkiego upadku. Nigdy nie łaknęłam sławy. Znana byłam z tego, że psuję nastrój, a niektórzy mężczyźni, którzy do mnie startowali, później obgadywali mnie, że jestem oziębłą suczą. Miałam jednak swoje powody, by żyć tak wstrzemięźliwie. Ludzie gadali, a ja musiałam mieć określoną reputację, gdyby ktoś o mnie wypytywał. Mężczyźni mają skłonność pragnąć tego, czego mieć nie mogą, więc nie chciałam sobie pozwolić na wizerunek łatwej zdobyczy.

Dlatego zrezygnowałam ze współpracy z Celestial. Musiałam mieć motywację do samorozwoju. Od tej pory wszystko, co miało się wydarzyć, musiało się jawić jako plan Michaela Dursta, a nie mój.

Clotilde niezbyt dobrze to przyjęła.

– Dlaczego, Marleno? Przechodzisz do Luxewear? Bo musisz wiedzieć…

– Nie. – Niegrzecznie było wchodzić w słowo, ale musiałam sprostować. – Chcę iść tutaj do szkoły. Słyszałam, że studenci z zagranicy mają tu różne możliwości.

Ta sensacyjna wiadomość nieco udobruchała Clotilde, zwłaszcza kiedy zorientowała się, że już podjęłam decyzję.

– Dobrze jest patrzeć perspektywicznie. Większość dziewczyn chce tylko zdobyć sławę – powiedziała, a następnie rzeczowo potwierdziła to, co już słyszałam na temat niemieckich uniwersytetów, i zaproponowała, że jej asystentka sporządzi listę szkół, które byłyby odpowiednie. – Właściwie jedna z nich jest tutaj – dodała.

– Jeszcze raz dziękuję za wszystko.

– Juliet wyśle ci informacje. Trzymaj się, Marleno.

Wychodząc z biura Clotilde, ponownie spotkałam Michaela Dursta. Nie był to zbieg okoliczności – zdecydowałam się złożyć wymówienie właśnie teraz, bo wiedziałam, że jest umówiony. Według Dela Mortona Durst czuwał nade mną z oddali. Można było zasadnie uznać to za symptom milczącego zainteresowania, które w zależności od moich posunięć wzrośnie albo zmaleje.

Przypuszczałam, że kiedy zrezygnuję z kariery modelki, zareaguje.

Durst był udziałowcem Celestial oraz UMAX-u, podobnie jak wielu różnych firm. Według innych modelek w jego portfolio były to drobiazgi. W ciągu minionego roku widziałam, jak kobiety próbują się z nim związać, ale rzadko im się udawało – może dlatego, że wiedziały, ile jest wart, aż do drugiego miejsca po przecinku, oraz jakie inwestycje na rynku nieruchomości obecnie finalizuje. Wydawał się ostrym graczem, zbyt przebiegłym, by dać się złowić naciągaczce.

Ten mężczyzna się nie starzał. Cztery lata temu wyglądał, jakby zbliżał się do czterdziestki, i wyglądał tak nadal – jak ktoś nieśmiertelny i w pełni sił. Podobnie jak wtedy, gdy widziałam go pierwszy raz, teraz też był doskonale ubrany – miał na sobie szyty na miarę szary garnitur, a na ręce rolexa. Otaksował mnie spojrzeniem chłodno i bezosobowo, a jego uśmiech niczego nie zdradzał.

– Podjęła pani decyzję? – zapytał.

– Przyszła pora, by odejść – odpowiedziałam.

– Doskonały wybór.

– Naprawdę?

– Bezsprzecznie. Pora, by pani odeszła. Nie ma pani charakteru, który pozwoliłby odnieść sukces na najwyższym poziomie. Nie ma sensu rzucać się na szklaną ścianę niczym bezmyślny ptak.

Nasunął mi się wyrazisty, paskudny obraz strzyżyka, który uderza w okno i pada zakrwawiony na ziemię. Zamrugałam, żeby pozbyć się tej wizji.

– Gdybym się z panem nie zgadzała, poczułabym się urażona.

– Za mądra pani na to – stwierdził.

– Skąd pan wie?

– Znam cię, Marleno. Od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłem cię w biurze Dela Mortona, wiedziałem, że będziesz należeć do mnie. Rozumiałem również, że jesteś zbyt młoda i że muszę dać ci szansę, abyś sama sobie to uświadomiła.

Słyszeć takie słowa od zamożnego i potężnego mężczyzny było tyleż ekscytujące, ile przytłaczające. Gwoli ścisłości, zdecydowałam się go zdobyć na długo przed tym, jak się spotkaliśmy. Był mi przeznaczony od pierwszej chwili, gdy zobaczyłam jego zdjęcie w tabloidach, więc z mojego punktu widzenia rzeczywiście było to nieuniknione. Podziwiałam lśniącą włoską skórę jego mokasynów i zapowiedź mojej własnej historii o Kopciuszku. Pamiętałam amfiladę i bezsenność spowodowaną tym, że w żołądku ssało mnie tak bardzo, jakby trawił on sam siebie.

Diabeł szeptał mi do ucha: „U jego boku możesz mieć wszystko, czego chcesz. Dzięki niemu świat klęknie u twych stóp”.

Spełnienie marzeń, co nie?

Dziewczyna, która czyściła kominy, była ładna, więc książę jej zapragnął, a kiedy uciekła, zatrzymał jej bucik na pamiątkę i ją wytropił, kierowany nieustępliwym pożądaniem. Małe dziewczynki wychowuje się tak, by marzyły o podobnym losie, ale mnie zawsze wydawało się dziwne, że Kopciuszka można było tak po prostu objąć w posiadanie. Z powodu kaprysu księcia opuściła swoje dawne życie i została księżniczką w złotej komnacie. Czy ktoś pytał, co było dalej? Tęskniła za myszkami, z którymi się zaprzyjaźniła, czy może była szczęśliwa w swojej wieży z kości słoniowej, chociaż książę nie pozwalał jej samodzielnie robić zakupów i nie mogła sobie dobierać przyjaciół, bo książę jej pragnął, i ją zdobył, i posiadł ją już na zawsze?

Przekrzywiłam głowę i uśmiechnęłam się do niego.

– Nie powinieneś mnie wpierw zaprosić na kolację? Chyba uprzedzasz fakty.

 

Uśmiechnął się lekko.

– Mogę z tobą tańczyć, pod warunkiem że zdajesz sobie sprawę, gdzie się znajdziemy, kiedy muzyka ucichnie.

Sześć

Michael Durst ruszył w konkury, jeśli można to tak określić, następnego wieczoru.

Przyjechał po mnie do mojego mieszkania w Berlinie luksusową limuzyną. Szofer z wyszukaną uprzejmością otworzył mi drzwi, a ja usiadłam w środku obok najzamożniejszego człowieka, jakiego znałam. Mijaliśmy urocze restauracyjki i kawiarnie z ogródkami, w których działały przenośne grzejniki, bo nocą bywało chłodno, chociaż był maj.

Spodziewałam się, że udamy się w jakieś prestiżowe miejsce, ale nie potrafiłam opanować zaskoczenia, gdy skierowaliśmy się w stronę Kurfürstendamm. Kiedy wychodziłam z mieszkania, czułam się piękna – miałam na sobie czarną sukienkę koktajlową od Anne Klein, prostą i elegancką, jedną z najlepszych rzeczy w mojej szafie. A on chciał mi zrobić akcję w stylu Pretty Woman, bo nie mogłam się tak pokazać tam, dokąd jechaliśmy?

– Poczekaj tu – poinstruował kierowcę. – To nie potrwa długo.

Zaprowadził mnie do butiku oferującego szeroki wybór luksusowych, pięknych ubrań i dodatków, nawet butów ozdobionych najprawdziwszymi brylantami.

– Wyglądasz ładnie, Marleno, ale powinnaś zawsze nosić rzeczy najwyższej jakości. Już ja o to zadbam.

Dałam mu się wprowadzić w luksus i rozkoszowałam się tym, że stroi mnie w kremową suknię od Diora, zwłaszcza gdy dołożył brylantowy naszyjnik, bransoletkę do kompletu i najśliczniejsze Louboutiny, jakie w życiu widziałam – całe srebrne i błyszczące. Nabijając zakupy na kasę, ekspedientki szeptały po niemiecku z podziwem i zazdrością, a mnie się podobało, że chciałyby być na moim miejscu.

– Zapakować pani sukienkę? – zapytała wyższa.

– Nie ma potrzeby. Proszę oddać biednym. – Podał jej platynową kartę pewnie i ze spokojem, podczas gdy ja wzdrygnęłam się, że moją najlepszą sukienkę koktajlową wyrzucono jak śmieć.

Przeszło mi szybko, kiedy dotarliśmy na miejsce – do restauracji tak ekskluzywnej, że miesiącami czekało się na rezerwację, a i tak przydawały się do tego znajomości. Grzeczny menedżer sali ubrany w garnitur usłużnie wprowadził nas do lokalu, mijając ludzi próbujących wkupić się do środka. We wnętrzu dominowały bursztynowe światło, wypolerowane blaty z onyksu i ultranowoczesny wystrój, a całości dopełniała olśniewająca panorama Berlina.

– To, że się tu dostaliśmy, coś znaczy – oznajmił, kiedy zasiedliśmy.

– Że jesteś bogaty i masz władzę? – Prawdopodobnie nie powinnam była tego mówić.

Moja bezpośredniość wywołała uśmiech na jego twarzy.

– Między innymi.

Kiedy przyszedł kelner, pan Durst zamówił dla nas obojga najdroższy stek z ziemniakami, jakbym nie umiała czytać. Kiedy zaserwowano jedzenie, przyjrzałam się, których sztućców używa. Ku mojemu rozgoryczeniu zauważył tę chwilę wahania.

– Musisz się wiele nauczyć – stwierdził. – Jeśli pozwolisz, chciałbym cię w to wszystko wprowadzić. W moich rękach zalśnisz bardziej, niż mogłabyś sobie wymarzyć.

We własnym mniemaniu był Pigmalionem, z bezkształtnej gliny tworzącym sobie kobietę idealną. Artysta nie pyta materiału o opinię na temat nadawanej mu formy… Bo niby dlaczego miałby to robić? Glina nie ma myśli ani uczuć, istnieje wyłącznie po to, by ją kształtować. Gdybym pokazała, że pozwalam mu na to świadomie, byłoby to dziwne, udałam więc, że nie wiem, co się święci. Durst nie chciał kobiety myślącej, więc musiałam ukryć wszelkie oznaki inteligencji.

– A nie możemy się po prostu spotykać? – zapytałam, szeroko otwierając oczy.

Zaśmiał się cicho.

– Jeżeli ulegniesz wtedy, kiedy trzeba, to tak. Jesteś rozkoszna, Marleno. Twoje oczy… Oczy masz nadzwyczajne.

Chyba rzeczywiście tak uważał, bo mówił z pasją. Na to właśnie liczyłam, oglądając zdjęcia kobiet wiszących mu na ramieniu przez noc czy dwie. Ja zdobędę o wiele więcej, zanim z nim skończę.

Odparłam skromnie:

– Dziękuję, Michaelu.

Skosztowałam steku. W życiu nie jadłam niczego tak smacznego – był kruchy, mięsisty, a zarazem delikatny jak masło. Również ziemniaki były wyborne: puszyste, lekkie i delikatne. Prawie się popłakałam, tak pyszne było to jedzenie. Tej nocy powiedział mi co nieco o winach – wygłosił pouczający wykład o tym, które rodzaje pochodzą z danego regionu, a ja wypiłam za dużo, więc wsparłam się na nim, kiedy wiele godzin później wychodziliśmy z restauracji.

Błędnym wzrokiem uchwyciłam uśmiech Dursta. Oczy jaśniały mu jakąś emocją, której nie potrafiłam rozpoznać. Objął mnie mocniej i wsiedliśmy do limuzyny.

– Dzisiaj odwiozę cię do domu. Nie zawsze tak będzie, ale… zadbam o to, by chwila była idealna.

Kiedy jechaliśmy, domyśliłam się, że chodzi mu o seks. Może to kwestia tego, że był ode mnie starszy, ale o pewnych sprawach mówił wymijająco, przez co wydawał się… staroświecki, może nawet jakby miał zahamowania. Nie zalewały mnie fale żądzy, by się z nim rżnąć, ale gdyby to nastąpiło, zostałabym sowicie wynagrodzona. Poczułam ciężar brylantowej bransoletki na nadgarstku.

Odprowadził mnie pod same drzwi jak prawdziwy dżentelmen.

– Mam do ciebie pytanie… Ważne, bo od niego zależy, co się później między nami wydarzy.

– Poważna sprawa.

Skinął głową.

– Powiedz mi prawdę, Marleno. Miałaś kiedyś chłopaka?

Ścisnęło mnie w żołądku. Wiedziałam, o co tak naprawdę pyta. Mogłam mu opowiedzieć o Bobbym Rayu Hudgensie i o tym gnoju, z którym zadawała się moja mama, który zadbał o to, żebym nie była niewinna jak prawdziwe dziecko. Zamiast tego powiedziałam mu ścisłą prawdę, chociaż wiedziałam, co z tego wywnioskuje.

– Nie. Ty jesteś pierwszy.

– Tak sądziłem – odparł, rozpromieniony z zadowolenia. – Niedługo zadzwonię, księżniczko.

Już to słyszałam. Ale on mówił poważnie: miał co do mnie plany i nie zamierzał z nich łatwo zrezygnować. Krzyczeć mi się chciało z satysfakcji, ale planowałam to wszystko tak długo, że nie mogłam wypaść z roli. Ani razu. Przenigdy. Kiedy inne dziewczyny marzyły o przyszłości ogólnie, nie precyzując swoich planów, ja robiłam notatki na temat Michaela Dursta.

Gdy wtoczyłam się do mieszkania, jedna z moich współlokatorek, Imani, była akurat w domu. Wbiła ciemne oczy w moją nową odzież i skinęła głową z aprobatą.

– Wreszcie przejrzałaś na oczy. Kto to jest?

– Michael Durst.

Uniosła swoją idealną brew.

– Ostrożnie. Słyszałam to i owo, a ty jesteś zbyt zielona, żeby wypływać na głęboką wodę.

– Co słyszałaś?

– Jedna znajoma się z nim spotykała i strasznie ją kontrolował. Nosisz to, co on kupi, chodzisz tam, dokąd on chce, i niech cię Bóg broni, abyś miała spojrzeć na innego mężczyznę.

– A kręcą go też jakieś perwersje?

Imani westchnęła.

– Nie dasz sobie nic powiedzieć, co nie? Dobra, niech ci będzie, ale potem mi się nie skarż.

– Nie będę się skarżyć – powiedziałam.

Miała dobre intencje, ale nic nie wiedziała. Ani o Dee, ani o wzgórzach Kentucky, z których się wyrwałam, bo postanowiłam nie kończyć jak moja matka. Bez względu na wszystko moja historia potoczy się inaczej.

Po jednej randce przyszło kolejne dziesięć, potem dwadzieścia, a każda coraz bardziej wystawna. Michael przekonał mnie, żebym zmieniła kierunek studiów na historię sztuki europejskiej. Kiedy spędzałam w Berlinie ostatnią noc, towarzyszyła mi tylko Imani. Pozostałe dwie dziewczyny pracowały czy poszły na randki – nie nadążałam za tym.

– Jesteś pewna, że to właściwa decyzja? – zapytała.

Zwiedziłam już mieszkanie w Heidelbergu. Było jasne, nowoczesne, miało parkiet na podłogach, przybory kuchenne ze stali nierdzewnej i czyste, białe ściany. Było dość małe, ale większego nie potrzebowałam, a było na tyle blisko uniwersytetu, że mogłam jeździć na zajęcia rowerem. Z potwierdzeniem przyjęcia na studia w ręku byłam gotowa zacząć następny etap życia.

– Co takiego? Przeprowadzka czy studia?

– To, że polegasz na Michaelu Durście.

Miałam zamiar uczęszczać na jedną z niemieckich państwowych uczelni, ponieważ studentom z zagranicy przysługiwało niskie czesne, Michael jednak nalegał na bardziej prestiżowy Uniwersytet w Heidelbergu. Początkowo się sprzeciwiałam, ale ujął mnie za ręce, spojrzał mi w oczy i powiedział:

– Marleno, chcę to dla ciebie zrobić. Pozwól mi.

I uległam.

Zrozumcie, on tak się cieszył, kiedy powierzałam mu swój los, pełna zaufania do jego intuicji. Musiałabym być głupia, żeby odrzucić nieodpłatne, pierwszorzędne studia, więc zignorowałam ostrzeżenie Imani.

– Wiem, co robię. Dbaj o siebie.

Następnego dnia przyjechała firma od przeprowadzek i wywiozła moje rzeczy do nowego lokum. Pierwszy raz zamieszkałam sama i była to najwyższa pora, żeby zaprosić Jenny. Zaimponuję jej tym, że przyjęli mnie do takiej dobrej szkoły – myślałam. Żałowałam, że nie miałam już czasu na uczenie się języków, ale odpowiadała mi perspektywa zdobycia licencjatu w trzy lata.

W ciężarówce firmy przeprowadzkowej napisałam do Jenny krótką wiadomość. Przysyłam Ci fotki mojego nowego mieszkania. Daj znać, kiedy masz wolne. Chciałabym, żebyś mnie odwiedziła, jeśli dasz radę. Tęsknię! Nie zdążyłam skończyć pisać, kiedy telefon zadzwonił, wysłałam więc szybko wiadomość.

– Cześć, Michaelu.

– Jedziesz?

– W Berlinie wszystko załatwione – potwierdziłam.

– Grzeczna dziewczynka.

Wówczas pierwszy, ale nie ostatni raz Michael pokierował moim życiem tak, jak chciał. Wytworzył się schemat – ja ulegałam, a on nagradzał mnie jakimś kosztownym podarunkiem, jak kolczyki z szafirami albo torebka od Chanel. W chwilach wolnych od nabijania sobie głowy ciekawostkami na temat nieżyjących artystów latałam z nim do Monaco albo St. Tropez i pozwalałam mu nadawać mi kształt taki, jakiego pragnął.

Już teraz zauważyłam, że mężczyźni patrzą na mnie inaczej. Wcześniej widziałam w ich oczach chciwość i pożądanie, ale teraz maskowała je ostrożność, jakbym przeistoczyła się w skarb tak cenny, że pospolity mężczyzna nie może na niego liczyć. Prześlizgiwali się po mnie spojrzeniem, zatrzymywali wzrok na chwilę, z podziwem, a potem odwracali oczy. Uwielbiałam to. Nosiłam więc wszystko, co Michael kupił, studiowałam to, co jego zdaniem powinnam, i w ogóle nie kwestionowałam jego decyzji.

Siedem

Okazało się, że Jenny nie udało się przyjechać, nim ja skończyłam studia. Studiowała informatykę na Uniwersytecie Stanowym w Tennessee i miała do tego talent jak diabli. Spełniała własne marzenia, a myślami zawsze byłyśmy przy sobie.

Niedługo po tym, jak odebrałam dyplom, otrzymałam również propozycję małżeństwa. Właśnie o to zabiegałam, więc kiedy to nastąpiło, nie posiadałam się z zachwytu i satysfakcji.

Patrzcie. Patrzcie, jak daleko zaszłam. Będę kroczyć tą ścieżką ze względu na Dee, nie bacząc na trudności. Będę przeć naprzód do samego końca.

Michael widział we mnie coś i pragnął, aby to coś pozostało w jego życiu na stałe. Siedziałam więc sobie, spoglądając na niego ponad białym lnianym obrusem w migotliwym świetle świec. Czarne, aksamitne pudełeczko było otwarte, a w nim spoczywał przepiękny pierścionek zaręczynowy z platyny i brylantów. Nie wspominał nigdy o miłości, a nasze pożycie intymne… cóż.

Nie mogę powiedzieć, żeby seks z nim nastręczał dużych trudności. Lubił, żebym leżała cicho i bez ruchu, a w trakcie nawet nie pisnęła. Niekiedy nawet kazał mi odwrócić się plecami, żeby móc posuwać mnie od tyłu – pchał i stękał, a moja twarz ślizgała się po poduszce. Nie chciał też, żebym udawała orgazm. Musiałam jedynie przeczekać w bezruchu, a po fakcie chwalił mnie, że jestem jego grzeczną dziewczynką. Było to raczej chore, ale nie mogłam wypuścić z rąk wygranego losu na loterii. Choćby nie wiem co.

– Tak – wyszeptałam, a on wsunął mi pierścionek na palec. Kelner oraz kelnerki bili brawo i odkorkowali drogiego szampana.

Tydzień później siedziałam w pokoju w jakiejś kancelarii prawnej i przeglądałam gruby plik papierów składający się na intercyzę, którą miałam podpisać. Z tego, co udało mi się z niej wyczytać wynikało, że jeśli zdradziłabym Michaela albo z jakiejkolwiek przyczyny od niego odeszła, nic bym nie dostała.

Adwokat stał mi nad głową.

– Przez cały okres trwania małżeństwa będzie pani otrzymywać tysiąc dolarów amerykańskich tygodniowo na bieżące wydatki. Pieniądze te będą stanowić pani własność. Spisaliśmy również pani obecny majątek, który pozostanie rozdzielny wobec majątku pana Dursta.

 

Środków na moim koncie oszczędnościowym nie wystarczyłoby nawet na jeden rok czesnego na Uniwersytecie w Heidelbergu, więc uśmiechnęłam się na myśl, że Michael miałby próbować wyłudzić ode mnie pieniądze. Potem jednak zaczęłam liczyć. Cztery tysiące miesięcznie, czterdzieści osiem tysięcy rocznie. Dysponował taką fortuną, że dla niego były to pewnie grosze, ale roczny dochód mojej matki wynosił jedną czwartą tej sumy.

– Zgadzam się na to wszystko – powiedziałam.

Jasnooki prawnik wyglądał na zaskoczonego.

– Proszę zatem podpisać tu, tu złożyć parafkę, a na ostatniej stronie podpisać się czytelnie.

Michael wszedł, kiedy wstawałam po podpisaniu papierów.

– Poczekaj na zewnątrz. Muszę chwilę pomówić z Antonem.

Ciekawski chochlik kazał mi przystanąć pod drzwiami.

– Spierała się? – zapytał Michael.

– W ogóle. Wygląda na to, że tym razem dokonał pan trafnego wyboru, panie Durst.

„Tym razem”? To pytanie wirowało mi w głowie, kiedy szłam do łazienki umyć ręce. Nie mogli mnie przyłapać na podsłuchiwaniu, bo zepsułabym dobre wrażenie, jakie wywarłam, nie targując się jak przekupka o świeżą rybę.

Za czternaście dni przestanę być Marleną Altizer, a stanę się panią Marleną Durst. Było to nawet zawarte w umowie – że mam przyjąć jego nazwisko. W tej kwestii był stanowczy, zapewne chodziło o podkreślenie stanu posiadania. Nie mogłam udawać, że nie wiem, w co się pakuję. Zbierałam informacje na temat Michaela Dursta, Imani również mnie ostrzegała. Każdy, kto poświęcił dość czasu oraz uwagi, mógł bez trudu rozgryźć schematy jego postępowania.

W lustrze z trudem rozpoznawałam własną twarz. W ciągu ostatnich kilku lat tak bardzo się zmieniłam, że wątpiłam, by jakiś znajomy z Barrettville mnie poznał. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w gazecie zdjęcie Dee, poczułam to samo. Czy ona zawsze była taka piękna? I dlaczego o tym nie wiedziałam, skoro miałyśmy być sobie bliższe niż najprawdziwsze siostry? Tak przynajmniej mówiła, szeptem, zanim odeszła.

Wzruszyłam ramionami i poszłam poszukać Michaela.

Ten jeden raz zawiózł mnie do domu osobiście, chociaż nie lubił prowadzić. Zmienił temat, kiedy o to spytałam. Miał zwyczaj tak kierować rozmową, żebym nie drążyła, a ja przyjęłam do wiadomości, że stanowię akcesorium, a nie niezbywalną potrzebę emocjonalną. Może trzeba było to zmienić, żeby mocniej utkwił na moim haczyku. Po namyśle stwierdziłam, że jednak nie. Nie musiał mnie kochać, pożądanie wystarczy.

– Mam wrażenie, że całe wieki czekam, aż będziesz moja – rzekł. – Nie chcę przedłużać okresu narzeczeństwa i nie mogę wziąć dużo wolnego z pracy.

– Dobrze. – Tego ode mnie oczekiwał: bezustannej zgody.

– Spakuj się. Weź rzeczy na jakieś dwa tygodnie, a ja poślę resztę do apartamentu na Manhattanie. Będziesz zachwycona.

Będę?

Nie pytał, czy chcę wrócić do Ameryki, ale wyglądało na to, że mój czas w Europie dobiegł końca, niezależnie od tego, czy mi się to podoba, czy nie. Przynajmniej prawdopodobnie łatwiej będzie zobaczyć się z Jenny. Do Nowego Jorku jest z Nashville znacznie bliżej.

Ta myśl dodała mi otuchy i zapytałam:

– Tam będziemy mieszkać?

– Przez jakiś czas. Dużo podróżuję i będę chciał, żebyś towarzyszyła mi jak najczęściej.

Okay, kusząca perspektywa. Kiedy weszłam do mieszkania i zaczęłam pakować swój ziemski dobytek w pudła, byłam w stosunkowo wesołym nastroju. Gdybym miała tu bliskich przyjaciół, zadzwoniłabym do nich i zaprosiła na wieczór panieński, ale na uniwersytecie nigdy nie udało mi się nawiązać serdecznych relacji. Byli to tylko ludzie, do których odzywałam się w sprawie notatek, kiedy nie przyszłam na zajęcia. Z perspektywy czasu widziałam, że wśród nich znajdowali się tacy, którzy starali się nawiązać ze mną bliższą znajomość, ale ja zawsze miałam już plany z Michaelem albo czekałam, aż do mnie zadzwoni. Nie lubił, kiedy przez dłuższy czas nie odpowiadałam na telefon, a ja nie lubiłam stresującego wrażenia, że wkurzam osobę, która opłaca mi czesne.

Podobnie jak w Berlinie, życie w Heidelbergu spakowałam sama.

Minęło sporo czasu, odkąd wysłałam do Jenny jakąś dłuższą wiadomość, więc napisałam obszernego mejla, w którym opowiedziałam o ukończeniu studiów oraz nadchodzącym ślubie. List zakończyłam słowami:

Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Dziwne to jest, bo nie widziałyśmy się od tak dawna, ale wciąż jesteś moją najbliższą przyjaciółką. Pisz do mnie, dobra? I wiedz, że naprawdę żałuję, że nie możesz być moją druhną.

Pomimo różnicy czasu – tam była pewnie czwarta rano – odpisała od razu:

Gdybym tylko mogła, bardzo bym chciała. Ale nie wszyscy zaręczyli się z dzianym dziadziem i w dowolnej chwili mogą wskoczyć do samolotu. Żądam zdjęć z wielkiego dnia. Słowo?

Jak w banku – odpisałam. Weszłyśmy na Skype’a i rozmawiałyśmy do momentu, aż musiała pójść na zajęcia. Innej hucznej imprezy wieńczącej me panieńskie dni nie miałam.

Dwa tygodnie później wyszłam za Michaela Dursta. Niewielka, prywatna ceremonia odbyła się w ślicznej kapliczce na Ibizie, prostej, bielonej wapnem, z posadzką z terakoty i dziewiętnastowiecznymi witrażami w oknach. W uroczystości udział wzięło zaledwie kilku jego najbliższych przyjaciół, więc ślub miał znacznie mniej wystawny charakter, niż się spodziewałam. Włożyłam suknię od Versace, którą wybrał Michael, uczesano mnie w elegancki kok, jak kazał, i zwieńczono go gipsówką oraz białymi różami na górze niczym koroną niewinności. Zanim wygłosiliśmy przysięgę, mój przyszły mąż obejrzał rezultaty pracy wizażystki, która zbeształa go za to żartobliwie:

– Nie możesz jej teraz zobaczyć. Nie wiesz, że to przynosi pecha? – Odezwała się najpierw po hiszpańsku, a potem powtórzyła ostrzeżenie po angielsku.

Michael nie zwrócił na nią uwagi i powiódł mnie, bym wraz z nim przywitała gości, za nic mając zwyczaj nakazujący, by rodzina wydała mnie za mąż. Nikogo z mojej rodziny zresztą tam nie było, a wyraz jego twarzy nieco mnie zaniepokoił – jak gdyby nie zamierzał mnie wypuścić z rąk, przenigdy i za nic w świecie. Kiedy wyszliśmy na słońce, zapomniałam o tym wrażeniu. Piłam wyśmienitego szampana i kołysałam się w takt romantycznej muzyki granej przez nieduży zespół.

Po kilku tańcach Michael odszedł na chwilę, by pomówić z nieznanym mi człowiekiem, ubranym w lśniący, ciemny garnitur i krwistoczerwoną koszulę, przez co jego strój wydawał się niedostosowany do rangi uroczystości. Przelotnie popatrzyłam na tatuaż wyłaniający się znad kołnierzyka – był to wąż oplatający jego szyję, jakby miał mu zaraz odgryźć ucho.

Prawnik, który przygotował intercyzę, podszedł do mnie, aby mi pogratulować. Zdawało mi się mgliście, że ma na imię Anton, ale nie mogłam sobie przypomnieć nazwiska.

– Ślub jest piękny, a ty wyglądasz wspaniale. Masz ochotę zatańczyć?

– Oczywiście – odparłam.

Tańczyliśmy bardzo poprawnego walca, a jemu nie zabłąkały się ani wzrok, ani dłonie, ale Michael odbił mnie, nim skończył się utwór. Uśmiechnął się, ale jego oczy pałały gniewem.

– Jeszcze raz się zagalopujesz, panie mecenasie, a będę musiał cię zabić.

Wszyscy się zaśmialiśmy, ale nie byłam pewna, czy mój nowy mąż żartuje. Niezręczna chwila minęła, bo ktoś wzniósł toast, potem trzeba było otwierać prezenty i podziwiać piękny zachód słońca, podczas gdy fotografowie jak szaleni robili zdjęcia, chcąc uchwycić idealny moment.

Obiecałam wysłać Jenny fotkę – pomyślałam.

Żyłam jak pączek w maśle i przez pewien czas byłam szczęśliwa, bo Michael stawał na uszach, żeby sprawić mi przyjemność. Mogłam mieć wszystko, o czym zamarzyłam. Wziął parę tygodni wolnego i pływaliśmy jachtem po Morzu Śródziemnym, bo kiedyś mimochodem rzuciłam, że mogłaby to być fajna przygoda. W tym początkowym okresie Michael był niczym dżin istniejący tylko po to, by spełniać moje życzenia.

Ale życzenia, które się spełniają, zawsze mają ukrytą cenę, podobnie jak najpiękniejsze róże posiadają kolce, żeby człowiek się przez nie wykrwawił.