Gdzie narozrabiał krukTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Gdzie narozrabiał kruk
Gdzie narozrabiał kruk
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 68,40  54,72 
Gdzie narozrabiał kruk
Gdzie narozrabiał kruk
Audiobook
Czyta Filip Kosior
36,90  27,31 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W pobliżu stacji Lena znajduje się Ust’-Kut. Liczące obecnie około 70 tysięcy mieszkańców miasto jest jednym z najstarszych na Syberii. Zostało założone w 1631 roku przez atamana kozackiego Iwana Gałkina.

W Osietrowie największa syberyjska rzeka nie robi wrażenia – jest mniejsza niż Wisła w Warszawie. Zawsze sporo barek czeka tu na załadowanie.

Pociąg wolno jechał żelaznym mostem. Za nim była maleńka stacja Lena Wschodnia. Tu zobaczyliśmy tablicę z informacją – byliśmy na Bajkalsko-Amurskiej Magistrali Kolejowej.

Pociągiem przez tablicę Mendelejewa

Bajkalsko-Amurska Magistrala Kolejowa ma długość około 3000 kilometrów. Popularnie nazywana BAM-em, przebiega od 500 do 1000 kilometrów na północ od linii transsyberyjskiej i jest do niej równoległa. Budowana w celu uzyskania dostępu do bogactw naturalnych Syberii Wschodniej stanowiła jednocześnie zabezpieczenie komunikacyjne w razie ataku wojsk chińskich.

BAM to ostatnie tak wielkie dzieło narodowe Rosjan. Linia była budowana przy udziale zrywu społecznego. Przy układaniu torów kolejowych pracowali komsomolcy, studenci, wynajęci pracownicy, a także więźniowie gułagów. Budowę ukończono w 2006 roku po otwarciu tunelu Północno­mujskiego. Obecnie Bajkalsko-Amurska Magistrala jest prawie całkowicie zapomniana i żyje własnym życiem. Mieszkańcy małych miejscowości położonych na trasie pracują w większości przy jej obsłudze. BAM-em jeździ tylko kilka pociągów osobowych dziennie. Jednym z nich jest pośpieszny Moskwa–Tynda, z Tyndy można dotrzeć do położonego 1000 kilometrów na północ Jakucka. Podlegająca Kolejom Jakuckim, biegnąca na północ odnoga BAM-u nazywana jest Koleją Amursko-Jakucką. Pociągiem przez Neriungri, stolicę dawnego zagłębia węglowego, można dojechać prawie do samego Jakucka. W 2011 roku tory doprowadzono do Niżnego Bestjachu i planowana jest budowa mostu kolejowego lub tunelu pod rzeką Leną. Wtedy linia kolejowa dotrze do stolicy Jakucji. Kolej Amursko-Jakucka to początek planowanej linii do Magadanu oraz na Kamczatkę i Czukotkę.

*

Ze stacji Lena Wschodnia wyruszyliśmy na północny brzeg Bajkału. Trasa prowadziła stukilometrową doliną rzeki Kirengi, otoczoną wysokimi Górami Bajkalskimi. Linia kolejowa wspina się tu na wysokość 1500 metrów, a za stacją Kunerma przejechaliśmy sześcioipółkilometrowym Tunelem Bajkalskim. Okolica jest wyjątkowo malownicza, szczyty górskie mają ponad 2000 metrów wysokości. Pociąg jedzie głęboką doliną typu alpejskiego, skaliste masywy gór w niższych partiach pokrywa tajga, wyżej przechodząca w tundrę.

Budowa tego odcinka BAM-u zmieniła klimat w północnej okolicy Bajkału. Związana z układaniem torów wycinka pasa tajgi w Górach Bajkalskich doprowadziła do niekorzystnej dla regionu cyrkulacji wiatrów, a w konsekwencji do niższych niż normalnie temperatur zimą.

Dotarliśmy do Siewierobajkalska. Pociąg stał tu 40 minut. Samo miasto jest nieciekawe, zabudowane blokami. Budynki mają zabezpieczenia przeciw częstym w tym rejonie trzęsieniom ziemi. Nowoczesny dworzec to jednocześnie centrum handlowe. Kioski spożywcze były dobrze zaopatrzone, a na peronach oferowano czapki ze skór bajkalskich fok oraz sprzedawane ukradkiem wędzone omule. Dworzec znajduje się bardzo blisko Bajkału i podczas postoju można pójść przez niewielki las na plażę. W lecie jest czas, by się wykąpać, bo woda, jak na Bajkał, jest tu wyjątkowo ciepła. Po drodze naszą uwagę przykuło drzewo obwieszone szmatkami, nitkami i sznurkami mającymi przynosić szczęście. Był to nasz pierwszy kontakt z Buriacją i jej wierzeniami.

*

Podczas jednej z kolejnych podróży, w 2001 roku, zatrzymałem się na kilka dni w Siewierobajkalsku. Hotel stojący przy samym dworcu zapewniał piękny widok na Bajkał i dostęp do telewizora. Wieczorem wyszedłem na korytarz, gdzie kilka osób z napięciem wpatrywało się w ekran. Wydawało mi się, że oglądają, jak to mówią Rosjanie, bojowik (film akcji) o samolotach, które uderzyły w dwa wieżowce. Buriackie dialogi były dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Dopiero następnego dnia, oglądając wiadomości po rosyjsku, zorientowałem się, że była to relacja z zamachu terrorystycznego w Nowym Jorku.

*

Jedną z atrakcji miasta stanowi bazar. Wybrałem się tam z zamiarem kupienia noża, który nadawałby się do pracy w tajdze. W lesie bez takiego sprzętu ani rusz. Ale w Rosji nóż myśliwski to broń, której posiadanie grozi zatrzymaniem przez milicję. Na bazarze znalazłem stoisko z akcesoriami myśliwskimi. Były też noże pewnie nie najwyższej jakości, ale za to z dokumentami. Ściśle mówiąc, miały dwa: zaświadczenie od służb kryminalnych Rosji, że nie są bronią (świadczyło o tym sześć stempli odpowiednich organów), i ku mojemu osłupieniu – certyfikat higieniczny. Mój świeżo kupiony nóż był zdrowy, skoro miał certyfikat.

*

Bardzo ciekawa jest sąsiednia miejscowość położona także na północnym brzegu Bajkału. To typowe syberyjskie miasteczko – Niżnieangarsk. Większość domów zbudowano z syberyjskiego modrzewia (listwiennicy). Niżnieangarsk to stara osada rosyjska i stolica regionu. Poza stacją kolejową znajduje się tu małe lotnisko, zapewniające stałą komunikację z Irkuckiem, i port będący punktem końcowym bajkalskich rejsów wodolotu „Rakieta” z Irkucka i Listwianki. Przypływa tu także kuter obsługujący placówki naukowe położone na wschodnim brzegu Bajkału, w obrębie najstarszego rosyjskiego rezerwatu przyrody (Barguzinski Zapowiednik), utworzonego jeszcze za czasów carskich dla ochrony soboli. Mieszkańcy Niżnieangarska pracują na BAM-ie, w tajdze lub łowią ryby w Bajkale. Podczas sesji fotograficznej na brzegu „buriackiego morza” spotkałem dwóch wędkarzy. Lekko podchmieleni, siedzieli, trzymając wędki. Nic nie brało, a ja byłem jedynym ciekawym obiektem w okolicy. Zaczęli wypytywać skąd jestem.

– A, wy z Polski, jak tam u was?

– Dobrze – odpowiedziałem.

Aby podtrzymać rozmowę opowiedziałem im o związanym z Bajkałem podróżniczym wydarzeniu w Polsce. Ostatnio było rozdanie Kolosów, nagród za największe osiągnięcia podróżnicze, i jedną z nich otrzymał młody człowiek, który na nartach przejechał zimą Bajkał. Podpici wędkarze na tę wiadomość zareagowali żywiołowym śmiechem.

– Jak to, normalny, dorosły człowiek? U nas tak dzieci jeżdżą po Bajkale.

Był to moment, w którym należało wyciągnąć z plecaka dyżurne pół litra – dla ratowania honoru naszej nacji. Wypiliśmy i wędkarze zaproponowali:

– Chcesz, to przyjedź tu w zimie. Mamy na Bajkale drewniane domki na saniach i w przeręblach łowimy omule. Jeśli chcesz, to dostaniesz mieszkanie, jedzenie i domek do łowienia ryb.

Do dzisiaj marzy mi się taki wyjazd.

W Niżnieangarsku jest terenowa stacja geologiczna. To jej pracownicy od dawna prowadzili badania w strefie, przez którą miała przebiegać linia kolejowa. Okazało się, że występują tu ogromne bogactwa naturalne, które stały się łatwo dostępne po wybudowaniu magistrali. Dosłownie cała tablica Mendelejewa.

W rejonie BAM-u stwierdzono występowanie miki (Akukan), złota (Bodajbo, Larba, okolice Fiewralska i Nowego Uojanu), azbestu (Mołodiożnaja), wanadu, żelaza i tytanu (Chinejsk), uranu (Kadar), czaroitu (dolina rzeki Czary), miedzi (Udokan), węgla (Niringri, Czegdomyn) i mnóstwa innych surowców. Niewiele złóż jest obecnie eksploatowanych, ale zawsze istnieje możliwość uruchomienia kopalń.

W stacji geologicznej zgromadzono ogromną liczbę próbek skał i minerałów. Są tu też prawdziwi terenowi geolodzy. Jest to jeden z zawodów wyjątkowo cenionych w Rosji, a praca w zupełnie dzikich rejonach Syberii i Dalekiego Wschodu to wielkie wyzwanie.

*

Na BAM-ie spotkałem kiedyś grupę studentów z Uniwersytetu w Czycie. Wracali z terenowych praktyk w Syberii Wschodniej. Sam jestem geologiem i wiele lat pracowałem w terenie. Oczywiście byłem ciekawy, jak to wygląda w Rosji.

– Wywieźli nas helikopterem dwieście kilometrów na północ od BAM-u i zostawili w tajdze na dwadzieścia dni. Dostaliśmy sprzęt biwakowy, jedzenie i kontener na zebrane okazy. No i oczywiście plan pracy w po raz pierwszy badanym naukowo terenie. Teraz wracamy do domu po zakończonych zajęciach.

Przypomniała mi się moja geologiczna praktyka na Uniwersytecie Warszawskim. Uczyliśmy się w Górach Świętokrzyskich, w terenie opracowywanym naukowo przez co najmniej sto lat i całkowicie pozbawionym syberyjskich niebezpieczeństw. Jedynym zagrożeniem była kiepska kuchnia u „krwawego oberżysty” w podkieleckich Chęcinach.

Z bazy geologicznej wyszedłem obdarowany okazami minerałów występujących w okolicy. Dostałem także kawałek czaroitu z kopalni w dolinie rzeki Czary.

*

Ruszyliśmy w dalszą podróż. Z Siewierobajkalska do Niżnieangarska pociąg jedzie przez system tuneli wykutych w wysokim skalistym brzegu Bajkału. Trasa obfituje w piękne widoki. Brzegiem Bajkału prowadzi szosa łącząca Siewierobajkalsk z Niżnieangarskiem, przy której rozlokowały się porty z nielicznymi kutrami. Bajkał, otoczony wysokimi górami, był spokojny i rozświetlony letnim słońcem. W oddali majaczyły pokryte tajgą pasma Rezerwatu Barguzińskiego.

Za Niżnieangarskiem przejechaliśmy przez most na Górnej Angarze. Z daleka widać jej ujście do Bajkału i wspaniałe pejzaże okolicznych pasm górskich. Dalej jechaliśmy doliną Górnej Angary do Nowego Uojanu. Maleńka stacja była kiedyś jednym z głównych punktów sprzedaży wędzonych omuli. Stoiska ze stosami wędzonych ryb zajmowały cały peron. Po wprowadzeniu zakazu handlu rybami dworzec całkowicie opustoszał.

Opuściwszy Nowy Uojan, pociąg wjechał w rejon wysokich gór. Tu znajduje się najdłuższy tunel kolejowy w Rosji i jeden z najdłuższych na świecie. Tunel Siewieromujski ma ponad 15 kilometrów długości, a jego budowę zakończono w 2005 roku. Początkowo ze względu na problemy z wentylacją cały ruch pasażerski prowadzony był dalej starym, sześćdziesięciokilometrowym objazdem przez góry. Przejazd był karkołomny i budził strach, nawet w stale jeżdżących tą linią prowadnikach. Dopiero w 2006 roku wszystkie pociągi zaczęły przejeżdżać tunelem.

 

Następna większa stacja to Taksimo. Tu wsiada i wysiada wiele osób. Miejscowość ma połączenie autobusowe z Bodajbo nad rzeką Witim, gdzie znajdują się kopalnie złota koncernu Witim Złoto. Autobus musi pokonać „zaledwie” 125 kilometrów – w syberyjskiej skali to bardzo mało.

Wracający po kilku miesiącach pracy w kopalniach robotnicy stanowią pewien problem na BAM-ie. Na terenach złotonośnych panuje „suchy zakon” – zakaz picia alkoholu. Spragnieni górnicy bardzo intensywnie odrabiają zaległości i w pociągach często widać osoby pijane do nieprzytomności, a nawet z objawami alkoholowego delirium.

Pociąg minął stację Gorbaczewskaja, której nazwa związana jest z dekabrystą Iwanem Iwanowiczem Gorbaczewskim, i dotarł do następnej większej stacji BAM-u – Kuandy. Stąd można udać się do Progów Paramu na rzece Witim lub wędrować liczącym 200 kilometrów pasmem bezludnych gór Kodar. Między Kuandą a Nową Czarą pociąg przejeżdża dość długim tunelem pod pasmem gór Kodar. Zaraz za tunelem znajduje się przystanek Leprindo (stają tu tylko pociągi osobowe). To jedno z najpiękniejszych miejsc na BAM-ie. Pociąg przejeżdża między dwoma wielkimi jeziorami: Małym Leprindo (12 kilometrów długości) i Wielkim Leprindo (22 kilometry). Oba jeziora otaczają szczyty górskie, których wysokość dochodzi do 2900 metrów. Mają one charakter alpejski, z ostrymi graniami i wielką ilością gołoborzy, związanych z procesami wietrzeniowymi skał w syberyjskich warunkach klimatycznych.

W jeziorach jest bardzo dużo ryb. Dominuje łososiowaty drapieżnik lenok (Brachymystax lenok). Oba zbiorniki są popularnym celem wypraw wędkarskich. Jedynym problemem Leprinda jest podwyższone promieniowanie związane z pobliskimi złożami uranu.

Na południe od Leprindo znajduje się, dostępne tylko z helikoptera, pasmo wygasłych wulkanów. Krater największego z nich, wulkanu Aky, ma średnicę 800 metrów.

Po 50 kilometrach dotarliśmy do Nowej Czary. Warto się tu zatrzymać na kilka dni. W pobliżu znajduje się Marmurowy Wąwóz, w którym eksploatowano uran. Pracowali tu więźniowie dziesięciu okolicznych gułagów, a jeden z nich wybudowano w samym wąwozie. Więźniowie umierali tu masowo ze względu na silne promieniowanie.

Sześć kilometrów od miasta leży syberyjska pustynia Czarskie Piaski. W dolinie rzeki Czary działała do niedawna kopalnia czaroitu, jubilerskiego kamienia ozdobnego. Obecnie wyrobisko jest nieczynne. Nowa Czara to także najlepszy punkt wypadowy w góry Kodar.

*

Podczas jednego z wyjazdów poznałem człowieka, który spędził tu całe życie. Był to sybirak Jura – wracał właśnie do domu w Nowej Czarze. Rozmawialiśmy o Marmurowym Wąwozie i niesamowitych dzikich górach Kodar. Jura namawiał mnie:

– Andrzej, pojedź do Czary. Okolica jest bardzo ciekawa. Dwieście kilometrów na północ jest doskonale zachowany gułag – baraki, ogrodzenie, wieżyczki strażników i tak dalej. Mam ładę niwę, to ci ją dam i możesz sobie tam pojechać. Możemy także wybrać się w pobliski Masyw Muruński. Tam kolekcjonersko wydobywa się i zbiera czaroit. Minerał jest fioletowy, biały lub różowy. Jako kamień ozdobny używany jest do wyrobu biżuterii, a okolice Czary to jedyne miejsce jego występowania na świecie. Celem wypraw z Nowej Czary jest także pustynia Czarskie Piaski, coraz liczniej odwiedzana przez wycieczki. Tam także możemy pojechać.

Rozmawialiśmy o życiu w Nowej Czarze. Okazało się, że wszystkie większe miejscowości na BAM-ie mają stacje benzynowe i nie ma tu problemów z korzystaniem z samochodów. Zapytałem, jak jest w zimie.

– No oczywiście, są mrozy takie ponad minus pięćdziesiąt stopni, ale żyje się normalnie. Samochodem jeżdżę cały rok. W czasie ostatniej zimy wybrałem się z wnukiem do Błagowieszczeńska na szkolne zakupy.

Byłem ciekaw, czy nie bał się długiego, zimowego przejazdu, zwłaszcza z dzieckiem. Odpowiedział:

– Wiesz, ja spędziłem tu całe życie. Jeśli mam samochód, benzynę, narzędzia: siekierę, łopatę i zapałki, to przetrwam w każdych warunkach. Podczas wszystkich moich wyjazdów niebezpiecznie było tylko raz, gdy nocowaliśmy w samochodzie i zgasł silnik. Mogliśmy zamarznąć, ale na szczęście zimno nas obudziło.

*

Linia kolejowa biegła dalej na północ do jakuckiej stacyjki Chani. Był wieczór. Wznosząca się nad przystankiem kolejowym góra miała kształt leżącego wielbłąda. Z Chani prowadzi dwustukilometrowa droga do ośrodka geologicznego Torgo, leżącego w centrum wydobycia rud żelaza. Postój, podczas którego wymieniano lokomotywę, trwał 20 minut. Na peronie nie było babuszek sprzedających jedzenie. To przecież BAM, tu wszystko przywozi się pociągami.

Pociąg opuścił Chani i po pewnym czasie wjechał w dolinę rzeki Niukczy (dopływu Olekmy). Uświadomiłem sobie, że jedziemy przez tereny dawniej bardzo trudno dostępne. Przed wybudowaniem linii kolejowej, aby tu dotrzeć, trzeba było przejść 600 kilometrów przez bezludną i pełną niebezpieczeństw tajgę.

Dolina Niukży jest jednym z miejsc w całej podróży, które najbardziej lubię. Pociąg długo jedzie przez niezamieszkaną, porośniętą tajgą dolinę i co chwila odsłaniają się wspaniałe widoki. Intrygująca jest sama rzeka. Obfitująca w ryby, o górskim charakterze, z licznymi progami i rozlewiskami. W lecie to prawdziwy raj i zawsze mam ochotę wysiąść tu i zostać choćby na tydzień.

Minęliśmy Larbę. W okolicy wydobywa się złoto. W 2006 roku zmieniły się przepisy i obecnie złota może szukać każdy. Dawniej istniały tylko państwowe korporacje zajmujące się tego typu działalnością.

Po pięciu dniach podróży dotarliśmy do Tyndy. Nowoczesny, piękny dworzec sprawił, że od razu nabraliśmy sympatii do miasta. Tynda jest położona na rozwidleniu szlaków kolejowych. Można stąd dojechać: na wschód do Komsomolska nad Amurem (tu kończy się BAM), na północ do Jakucka (linia kolejowa prawie dochodzi do miasta), a na południe do Skoworodina, stacji na linii transsyberyjskiej. Można oczywiście wrócić trasą, którą przyjechałem, do Tajszetu. Dzięki takiemu położeniu Tynda stała się najważniejszym miastem powstającej trasy kolejowej i mówiło się o niej – stolica BAM-u. Linią kolejową ze Skoworodina docierali tu budowniczowie, a prace przy układaniu torów prowadzono na wschód i na zachód od miasta.

Sama Tynda przypomina moskiewski Nowy Arbat i właściwie jest to tylko jedna ulica – Krasnaja Presnia. W jej środkowej części znajduje się zakład fotograficzny, sklep i piwiarnia miejscowego mistrza kamery Bejfusa. Na ścianach wiszą doskonałe prace fotografa, na których Tynda wygląda jak Paryż. Kiedyś wiele uroku miała niedziałająca już kawiarnia. Na bufecie znajdował się napis „Nie podajemy tego, czego sami nie pijemy”, i mimo stosunkowo wysokich cen było to miejsce, w którym spotykało się całe miasto. Obecnie w lokalu Bejfusa serwuje się doskonałe syberyjskie piwa. Siedząc z kuflem lokalnego trunku, można posłuchać bardzo modnych w Rosji więziennych ballad, śpiewanych pochodzącym z zony slangiem. Elementy zesłańcze i więzienne są w kulturze Rosji częste. Nie można zapominać, że wielu członków rodzin rosyjskiej wieży Babel przeszło przez zesłania, obozy pracy i więzienia. Zostawiło to trwałe ślady w kulturze całego narodu.

Krasnaja Presnia to ulica, przy której znajdują się wszystkie ważniejsze instytucje. Jest tu także reaktywowana obecnie cerkiew z lśniącymi złotymi kopułami. Świadczy to o gwałtownym powrocie Rosjan do religii, która przez wiele lat była zakazana. Gdy się jedzie przez Rosję, wszędzie można zobaczyć nowo powstałe lub będące w trakcie budowy cerkwie.

Zwiedziłem jedyne istniejące w mieście muzeum. Na wystawie poświęconej budowie BAM-u wrażenie robiły wielkie socrealistyczne obrazy ukazujące prowadzone prace.

Miasto jest ruchliwe i gwarne nawet zimą, przy minus 50 stopniach.

W Tyndzie mieliśmy przesiadkę. Czekaliśmy na codzienny pociąg Tynda–Komsomolsk nad Amurem. Gdy spóźni się pośpieszny z Moskwy, na połączenie z Komsomolskiem trzeba czekać prawie dobę. Dobrym miejscem jest poczekalnia dworcowa z czynnymi kioskami i barem.

*

Podczas jednej z podróży (wracałem wtedy do Warszawy) zobaczyłem młodego człowieka filmującego dworzec. W krótkich spodniach (w Rosji „obowiązującym” strojem w podróży jest dres) wyglądał inaczej niż reszta podróżnych. I miał charakterystyczny niepokój w oczach. Gdy podszedł bliżej, zapytałem skąd jest.

– Iz Polszy – odpowiedział.

Zaproponowałem przejście na polski i wtedy okazało się, że jest nauczycielem geografii, który za sprawą mojego artykułu w poznańskim Magazynie Turystyki Górskiej „n.p.m.” jedzie na Sachalin. Do odjazdu jego pociągu było tylko kilka minut. Błyskawicznie pomogłem mu zorganizować dalszą podróż, wskazując trasy i podając kontakty na Sachalinie, i odprowadziłem go do wagonu. Po kilku miesiącach dotarła do mnie wiadomość z Glichowa, małej miejscowości koło Dobczyc, od należącej do rodziny licealistki: „Nasz pan od geografii był na Syberii i spotkał tam kogoś, kto pomógł mu w dalszej podróży. Czy to nie byłeś ty, wujku?”.

Okazało się, że napotkany w Tyndze chłopak był nauczycielem geografii w Dobczycach. Po pewnym czasie nauczyciel i jego była uczennica zostali parą, a następnie małżeństwem i teraz mam napotkanego w Tyndze podróżnika w rodzinie.

*

Pociąg do Komsomolska nad Amurem odjeżdżał wieczorem. Ta ważna komunikacyjnie (bo jedyna) linia pozwala na dotarcie do maleńkich miejscowości w dzikich rejonach Dalekiego Wschodu. Dla kogoś z Europy wszystko jest tu egzotyczne. Zupełnie nieznane góry na horyzoncie, dziwnie brzmiące nazwy miejscowości (najczęściej ewenkijskie) i tajga ze śladami licznych pożarów. Rejon między Tyndą a następną większą stacją Fiewralskiem płonie co roku, a pociąg czasami jedzie między pożarami po obu stronach toru.

Mijaliśmy maleńkie osady Bestużewo i Dipkun. Teren jest tu mniej górzysty. Olbrzymie połacie wypalonego lasu zarosła trawa ze stopniowo pojawiającymi się niewielkimi brzozami i modrzewiami. Wszędzie widać bagna, pod którymi znajduje się wieczna zmarzlina, i sterczące spalone pnie. W niektórych latach pożary w tym rejonie były tak intensywne, że nad całym rosyjskim Dalekim Wschodem unosił się dym ogromnie utrudniający życie mieszkańcom. Pożary na Dalekim Wschodzie stanowią prawdziwy problem. Zawsze myś­lałem, że wybuchają z przyczyn naturalnych. Dopiero na Sachalinie leśnicy wytłumaczyli mi, że ich główną przyczyną jest ludzka bezmyślność, na przykład pozostawianie niezagaszonych ognisk.

Minęliśmy stojący w tajdze samotny domek. To miejsce pracy dróżnika obsługującego mijankę kolejową. Na płocie wisiała skóra niedźwiedzia. Współpodróżni opowiadali nam o niedawnym wydarzeniu w tym miejscu. Obsługująca mijankę kobieta zauważyła niedźwiedzia, który kręcił się w pobliżu zwabiony domowymi zapachami. Nie miała broni, więc czekała, aż niedźwiedź sobie pójdzie. Nie mogąc wyjść z domu, wezwała pomoc, która pojawiła się dopiero po kilku dniach, i zwierzę zostało zastrzelone.

W nocy przejechaliśmy przez Wierchniezejsk, omijając ogromny sztuczny zbiornik wodny – tak zwane Morze Zejskie – utworzony na Zei, jednej z większych rzek regionu.

Wieczorem poszedłem do wagonu restauracyjnego. To moja codzienna godzina relaksu, czyli wypicie piwa i wypalenie fajki. W barze przysiadł się do mnie młody mężczyzna. Zamówił szklankę wódki, ale ze względu na menisk wypukły wyraźnie miał problem z wypiciem. Za oknem kilometry tajgi, poprzecinane dzikimi rzekami i oświetlone zachodzącym słońcem. Zaczęliśmy rozmawiać i Siergiej, bo tak nazywał się mój nowy znajomy, powiedział, że musi się zbierać, ponieważ na następnej stacji wysiada. Dotarł do mnie fakt, że na skutek podróżowania po olbrzymiej Rosji mnie także zmieniła się skala odległości. Dla Sybiraka 250 kilometrów między stacjami to niewiele, a to przecież tyle, ile w Polsce między Krakowem a Warszawą.

Siergiej bardzo cieszył się z powrotu do domu. Czekał tam na niego duży kot. Chwilę zastanawiałem się, co to za kot, bo na tym terenie spacerują czasami tygrysy amurskie. Najdalej od Sichote Aliń dotarł osobnik, którego zastrzelono pod Jakuckiem (obecnie eksponat tamtejszego muzeum). Ale kot Siergieja to udomowiony ryś o imieniu Drug (przyjaciel), mieszkający razem z jego żoną i synem. Po kilku godzinach patrzyłem, jak mój nowy znajomy wysiada z pociągu na maleńkiej stacji. Miał wojskowy plecak i siekierę. Stojąc na peronie, powiedział mi:

 

– Do domu mam jeszcze dwieście kilometrów przez tajgę, ale może ktoś mnie podwiezie samochodem.

Dojechaliśmy do Fiewralska. Charakterystyczny dla BAM-u wielki dworzec, zbudowany na wyrost w związku z planowanym rozwojem regionu, był pusty. Śmiałem się, że w tym budynku mogliby znaleźć miejsce wszyscy mieszkańcy miasteczka, sporo oszczędzając na ogrzewaniu. Większość osiadłych tu osób pracuje na kolei.

Z drugiej strony dworca stały małe charakterystyczne dla Rosji autobusy jeżdżące kilkusetkilometrową trasą do Błagowieszczeńska, gdzie można zrobić większe zakupy. Można stąd także dojechać do Ekimczanu – centrum wydobycia złota.

Sklepy spożywcze Fiewralska były dobrze zaopatrzone, mimo że wszystko przyjeżdża koleją. Tylko doskonały chleb piecze miejscowa piekarnia, a na bazarze można kupić mleko i ryby (tajmienie i golce). Jak się okazało, zapamiętano mnie tutaj. Kiedy kolejny raz jechałem tą trasą, sprzedawczyni w sklepie urządzonym w wielkiej cysternie powitała mnie ciepło:

– O, znowu nasz Polak przyjechał.

Przez maleńkie stacje Ulny, Etyrken i Alonkę dojechaliśmy do żelaznego mostu na rzece Burei, pilnowanego przez wojsko. Dalekowschodnie rzeki są dzikie i wyjątkowo piękne. O ich sile świadczy wielka liczba pni drzew piętrzących się na przeszkodach. Coraz częściej niektóre z rzek regionu są wykorzystywane do spływów. Największa z nich i wyjątkowo malownicza to Selemdża.

Następna większa stacja, Nowyj Urgał, to ważny węzeł kolejowy mający połączenie z linią transsyberyjską i miejscami, w których wydobywa się węgiel i złoto. Złoża węgla znajdują się w Czegdomynie (w języku Ewenków słowo to oznacza czarny kamień), a złoto wydobywane jest w Sofijsku.

W Nowym Urgale do naszego wagonu wsiedli Cyganie. Od nich dowiedziałem się, że w miasteczku żyją także Romowie z Polski.

W Czegdomynie powstał konsulat Korei Północnej. Było to związane z oficjalnie tu mieszkającymi w zamkniętych osiedlach obywatelami tego kraju. Dość często spotyka się ich w pociągach jadących BAM-em. Zawsze podróżują grupami, z wpiętymi w klapy marynarek znaczkami z twarzą kolejnego przywódcy Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Grupy prowadzi przewodnik, o którym mówią „kapitan”, z większym znaczkiem w klapie. Są to najczęściej wyprawy handlowe po telewizory i inne sprzęty. Na co dzień Koreańczycy pracują w budownictwie, uprawiają kapustę i cebulę, a także zbierają leśne jagody.

Następny etap podróży to przeprawa przez zupełnie bezludne Góry Burejskie. Ich szczyty sięgają 2000 metrów n.p.m., a linia kolejowa biegnie dwukilometrowym tunelem. W pobliżu miejscowości Dusse wjechaliśmy w malowniczą dolinę rzeki Amguń.

Pociągi pasażerskie jadące BAM-em pełnią jeszcze jedną ważną funkcję. Transportowana jest nimi żywność w rejony, gdzie nie istnieje rolnictwo i hodowla. Z Europy i Syberii Zachodniej przywożone są nawet ziemniaki. Pociąg staje się sklepem na kółkach realizującym zamówienia z poszczególnych stacji. Podobnie jest na Dalekim Wschodzie.

Następna większa stacja Postyszewo to miejsce zaopatrzenia w ryby. W sezonie przed dworcem stoją samochody i motocykle z przyczepami pełnymi wielkich łososi. Prowadnicy kupują ryby i wrzucają je do schowków pod podłogą wagonu. Po chwili cały pociąg śmierdzi nabytym towarem, ale nikomu to nie przeszkadza. Kupowany jest także kawior łososiowy w dwu-, trzykilogramowych słojach. Kolejowy sklep rozprowadza łososie i kawior na trasie Postyszewo–Tynda. Na większych stacjach czekają stali odbiorcy.

Z Postyszewa przez Ewron, Churmuli i Chlagaso, stacje o egzotycznie brzmiących nazwach, powstałe na miejscach nanajskich wiosek, dojechalismy do mostu na Amurze i wielkiego miasta będącego stolicą regionu – Komsomolska nad Amurem.