Być parą i nie zwariowaćTekst

1
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Być parą i nie zwariować
Być parą i nie zwariować
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 68,80 55,04
Być parą i nie zwariować
Być parą i nie zwariować
Być parą i nie zwariować
Audiobook
Czyta Janusz Zadura, Magdalena Schejbal
34,90
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

***

Po co nam związki?

Rozsądek czy uczucia?

Czy umowa coś zmienia?

Czy małżeństwo coś gwarantuje?

Czy małżeństwo to romans?

Czy małżeństwo to sojusz?

Czy możliwa jest szczerość w związku?

Dlaczego on przed ślubem myśli, że ona się nie zmieni, a ona – że on nareszcie się zmieni?

Kiedy w związku pojawiają się dzieci

Flirt a małżeństwo

Seks w długotrwałym związku

Wakacyjna miłość

JA, TY, MY

Czy ożeniłem się z jej mamusią?

My i reszta świata

Razem raźniej

Co z tą zdradą?

***

Podziękowania

Polecamy

Andrzej: Kasiu, właśnie byliśmy na sztuce Czworo do poprawki w Teatrze IMKA. W skondensowanej wersji była w niej pokazana dynamika dwóch związków. Jeden – z rocznym stażem, drugi – z kilkudziesięcioletnim. Niby są to dwie różne historie, ale sporo je łączy. Żywo pokazano, jak ludzie dobierają się w pary, jak rozwiązują konflikty. Co robią, gdy u dojrzałego mężczyzny pojawią się zaburzenia erekcji, a co, gdy młody facet nie pożąda swojej niedawno poślubionej żony. Co się dzieje, gdy związek przepełnia zazdrość. Napiszmy książkę z perspektywy dwóch praktyków, psychoterapeutki i seksuologa.

Katarzyna: To będzie książka dla par. Dla tych zaobrączkowanych i żyjących na kartę rowerową (kto pamięta jeszcze to określenie?). Dla tych z krótkim i długim stażem. Dla par szczęśliwych i tych w kryzysie. I dla tych, które nie bardzo wiedzą, co chcą ze sobą wzajemnie począć…

Takie mamy ciekawe czasy, że wersji par narobiło ci się u nas dostatek. Narobiło się dużo chaosu. Jedni są za totalną wolnością, inni za tradycją. Zdarzają się rodzice frywolniejsi od dzieci i dzieci grzeczniejsze od rodziców. Są namiętne trójkąty i inne wielokąty, jest łatwy dostęp do pornografii, która negatywnie wpływa na młodych ludzi i wygodnych facetów. Jest kupa rozwodów po dwóch latach pożycia. I jest marzenie o wiecznej miłości.

Tak bardzo chciałabym umieć Wam i sobie powiedzieć, co z tym robić, jak żyć, żeby było nam cieplej w środku i na zewnątrz, ale im dłużej żyję, tym dobitniej wiem, że na nic nie ma w życiu gwarancji. I przepisów na życie też nie ma.

Wierzę jednak mocno w naszą ludzką wydolność i w to, że warto pytać, szukać, sprawdzać, błądzić i decydować, co wybieramy. I dzielić się z innymi, i od nich czerpać.

Warto pogadać z seksuologiem, któremu ludzie opowiadają rzeczy, do jakich się nikomu innemu nie przyznają.

Pogadać z facetem, który różne rzeczy widzi inaczej niż kobieta (ale mądre zdanie mi wyszło).

Zastanowić się nad tym, co myślę, co mi się wydaje, co przeżyłam/przeżyłem, lub nad tym, czego nie wiem.

Ale jeśli pragniecie rozwiązań, to wiem na pewno, Kochani, one są w Was.

Andrzej: Napiszmy więc naszą książkę z sercem.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Po co nam związki?

Andrzej: Od czego zaczynamy? Po co babie chłop?

Katarzyna: A może po co chłopu baba? A może po prostu – po co nam związki? Dlaczego nie samemu, tylko w parze?

Andrzej: Ja zapewne będę wypowiadał się głównie w kwestiach seksuologicznych, ze względu na moje wykształcenie stricte seksuologiczne i na to, że około 70 procent moich klientów to klienci seksuologiczni.

Katarzyna: Po pierwsze, seks oprócz tego, że się robi samemu, robi się też w parach, więc to się łączy. Wiesz więc, co się dzieje w parach. Po drugie, będąc ciągle młody, jesteś już człowiekiem nieco doświadczonym. Po trzecie, jesteś mężczyzną i mam wielką nadzieję, że będziemy się uzupełniać.

Po co komu para? Jak myślisz, czy wszyscy uważają, że lepiej żyć w parze niż samemu?

Andrzej: Zazwyczaj gdy ktoś mi zadaje tego typu pytanie, odnoszę się do grupy moich klientów z ostatniego tygodnia lub miesiąca. I zastanawiając się nad tym, co oni mówili, przewrotnie odpowiedziałbym, że trawa u sąsiada jest bardziej zielona, a namiot zawsze można było rozstawić sto metrów dalej. Ci, którzy żyją w parach, sądzą, że pewnie fajniej być samemu, robić, co się chce, chodzić, dokąd się chce. Z kolei ci, którzy obecnie są singlami, myślą o korzyściach, które płyną z bycia w związku.

Pewien mój klient, który jest singlem od dwóch lat, poleciał ostatnio do Madrytu i poznał tam za pomocą aplikacji Tinder kobietę. Pierwszego dnia poszli na randkę, drugiego dnia ona przyszła do niego do hotelu. Spali ze sobą, ale nie było seksu. Dla niego ta bliskość z nią była bardzo odkrywcza.

Katarzyna: I pewnie to, że rano nie obudził się sam, a z nią.

Andrzej: Kolejną noc również spędzili razem. Doszło do pocałunków i pieszczot, a potem on już musiał wracać do Warszawy. Co do niej, zostały w nim mieszane uczucia: bardzo nieprzyjemne i bardzo przyjemne. Podczas zasypiania przeszkadzał mu jej oddech. Nie mógł zasnąć, bo jest przyzwyczajony, że panuje całkowita cisza. Poza tym ona się wierciła, to zabrała kołdrę, to go łokciem trąciła. Było mu gorąco, bo ona przytulała się do niego. Stwierdził: ja nie wyrobię w stałym związku. To jakaś katorga.

Katarzyna: A co mu się podobało?

Andrzej: Poranek. Budzi się, a tu dziewczyna, przytula się i uśmiecha… I czuł jej bliskość, coś do niego zagadała i go pogłaskała. Następnej nocy znowu katorga godzinę przed zaśnięciem i raj godzinę po pobudce. I on mówi, że nie wie, co wybrać: czy być w związku czy nie, bo on chyba nie może spać z kimś w łóżku.

Katarzyna: Ja nie znoszę! Można przecież mieszkać razem i nie sypiać w jednym łóżku.

Andrzej: Właśnie tak. To częste.

Katarzyna: Prawda? W takiej sytuacji, jak ta opisana przez ciebie, można się umówić, że ona będzie przychodziła do niego albo on do niej w połowie nocy. Warto, żeby taki facet powiedział o tym partnerce spokojnie i życzliwie, że wieczorem mu trudno zasnąć razem, ale za to rankiem jest razem cudnie. I żeby się dogadali. Bo inaczej znów będą singlami.

Ludzie lubią mówić o singlach, że to jest taki nowy twór. Szczególnie o kobietach singielkach, które twierdzą, że one nie potrzebują faceta albo że – co wydaje mi się dużo ważniejsze – nie chcą być z byle kim.

Andrzej: Mówiłaś o tym wiele razy, że teraz jest dużo singielek, którym facet jest średnio potrzebny.

Katarzyna: Patriarchalni faceci i patriarchalne kobiety nie wierzą tym prawdziwym singielkom, które na tyle siebie cenią, że nie chcą być z byle kim. Oni wiedzą najlepiej: singielki kłamią, żeby się nie przyznać, że nikt ich nie chciał. To jest ten odwieczny, obrzydliwy styl mówienia o kobiecie czy o facecie: stary kawaler, nikt go nie chciał, albo stara panna, nikt jej nie chciał.

Andrzej: Selektywności nie dopuszcza się do głowy.

Katarzyna: Coraz rzadziej na szczęście mówi się w ten sposób. Natomiast ciągle wszyscy uważają, że singielki na pewno wolałyby być w związku. A one przyznają, że owszem, chciałyby mieć kogoś, ale kogoś fajnego – a wcale nie jest tak łatwo się dobrać. Patriarchalni na to, że to egoistki, które tyle wymagają, że nawet sam bóg nie wie, jaki ten facet ma być. Ale do wielu kobiet dotarło, że mają prawo chcieć bóg wie jakiego faceta. Czyli naprawdę udanego. Udanego dla nich. Inna sprawa, czy go spotkają.

Andrzej: Chcą związku dobrej jakości z dobrej jakości facetem.

Katarzyna: Dokładnie tak! Jeżeli jej się dotychczasowi panowie nie wydają tacy, może mieć romanse, sporadyczne kontakty, może mieć przyjaciół, kumpli, dużo znajomych. Coraz bardziej popularne są mieszkania wynajmowane razem w kilka osób. I to jest bardzo sympatyczne, bo ludzie nie są sami, ale są niezależni.…

Andrzej: Wielkomiejskie rodziny z wyboru.

Katarzyna: Dzielą wydatki, obowiązki i jeszcze się mogą razem powygłupiać, i do tego nie czują się raz na zawsze zaobrączkowani.

 

Andrzej: Spotykam taki model wśród klientów. Mieszkanie trzy-, czteropokojowe, każda osoba czy para ma swój pokój, a we wspólnej przestrzeni spotykają się wszyscy razem i kipi życie. Połączenie zielonej szkoły z akademikiem.

Katarzyna: Kiedyś ludzie mieszkali stadnie i taka duża tradycyjna rodzina miała sporo zalet, ale i tę wadę, że trzeba było słuchać dziadków lub rodziców. A tu nikt nikogo nie musi słuchać. Każdy robi, co chce. Tolerancja i trochę anarchia, choć oczywiście muszą też mieć jakąś umowę, jakieś określone zasady. Ludzie uczą się w ten sposób życia we wspólnocie i może to być świetny wstęp do zamieszkania z kimś.

Andrzej: Tak jak na terapii grupowej mówi się, że grupa jest odzwierciedleniem świata. Myślę sobie, że taka społeczność to też jest świat. Ludzie uczą się partnerstwa, funkcjonowania.

Katarzyna: Kiedyś dawały to podwórka i trzepaki.

Andrzej: Oj tak. Trzepak to był peerelowski Facebook.

Katarzyna: Bardzo żałuję, że one zniknęły, te podwórka, trzepaki, piwnice i strychy, po których się latało… Tu był starszy kolega, w którym się podkochiwałaś, a tam był młodszy kolega, który się w tobie podkochiwał. Był ktoś, kogo się nie lubiło, i był ktoś, kogo lubiło się bardzo. A tam ktoś nagadał, a tam ktoś naintrygował, a tam ktoś się z tobą zaprzyjaźniał. Po prostu cudownie, bo wszystko się przerabiało. Młodszych, starszych, głupszych, bogatszych, biedniejszych, brzydszych, ładniejszych. Wszyscy byli na tym podwórku. A teraz w dodatku rodzice przesadnie pilnują dzieci, choć życie wcale nie jest bardziej niebezpieczne niż kiedyś. Moim zdaniem niebezpieczne było zawsze. Jak się coś ma stać, to się stanie.

Andrzej: Myślę, że ten brak podwórkowej integracji wpływa na nieumiejętność nawiązywania damsko-męskich relacji. Mnie się z kolei podoba pewna twoja koncepcja.

Katarzyna: Która?

Andrzej: Że można mieć w życiu różne osoby do różnych zadań specjalnych. Wśród moich klientów zdarzają się pary, w których jedna osoba czepia się ramienia tej drugiej, bo ma poczucie, że ta druga powinna spełniać wszystkie jej potrzeby. A przecież to niemożliwe. Miło by było, ale nie. Potrzebna jest cała gromada. Tylko cała gromada jest w stanie spełnić nasze wszystkie potrzeby, te emocjonalne, intelektualne, seksualne. Często się zdarza, że jedna osoba zaspokoi nasze dwie, trzy ważne potrzeby, ale dwóch kolejnych ważnych już nie.

Katarzyna: Mnie dały wewnętrzny spokój wskazówki amerykańskich psychologów: jeśli twój partner spełnia twoje potrzeby w 60 procentach, nie musisz się z nim rozwodzić, tylko znajdź te 40 procent gdzie indziej. Poskładaj sobie. Był okres, kiedy się lansowało na Zachodzie sposób na rozwiązanie problemu, że jeden mężczyzna kobiecie nie wystarcza. Zaspokoi ją w jej różnych potrzebach wielu mężczyzn.

Andrzej: I żeby oni się wszyscy nie znali? (śmiech)

Katarzyna: Niekoniecznie. (śmiech) To nie o to chodziło. Tylko żeby mieć na przykład z kim wyjść do kina lub na bankiet. Na przykład mój facet jest domowy kocur i nie lubi nigdzie chodzić. W gości to tylko do tych, co ich zna. Do opery broń Boże, na premierę do teatru – broń Boże, bankiet – broń Boże. Nie i już. No to ja idę sobie z różnymi ludźmi, na przykład czasem wybieram się z tobą, Andrzej, albo z innym kolegą lub z koleżanką, z przyjaciółką. Nie jest to dla mnie żaden problem. I dla niego też. Czasem zapyta: a z kim idziesz? I czasem troszeczkę z zazdrością się zadziwi: znowu idziesz z Jurkiem. Nie za często? Ja mówię: kochanie, nie idziesz, no to Jurek idzie. I wtedy przeżywamy sobie takie miłe ożywienie.

Mówiąc o tych, którzy się wczepiają w drugą osobę, bardzo poważnie zapytajmy: kto zostaje wampirem? Ktoś, kto jest bardzo pusty. Nienakarmiony. Ktoś, kto nie dostał, strasznie potrzebuje i aż w nim to wyje. Jest jak wilk podczas pełni. Ssie go od środka. To są osoby o przepastnej wewnętrznej pustce.

Andrzej: Często ta pustka jest wielka jak Syberia. Wtedy jej nosiciel stara się stopić z tą drugą osobą, tak że partnerowi coraz bardziej brakuje tlenu. Komuś tak pustemu partner jest potrzebny, aż niezbędny do przeżycia, i tutaj nie przesadzam. Ciągle wydzwania, pisze esemesy, a kiedy są razem w domu, nie odstępuje na krok.

Katarzyna: Jednym z największych problemów w wychowaniu jest niedostarczanie właściwych bodźców. Często te bodźce są straszliwie jednorodne. Polegają na tym, że w domu jest zimno, nieprzyjemnie, chłodno. Albo się wszyscy siebie czepiają, dokuczają sobie, umniejszają, krytykują. Albo panuje przemoc. Bardzo dużo w Polsce jest takich domów, w których się nic nie dzieje. Nie czytają, nie chodzą nigdzie, nie spotykają się z ludźmi. Praca, dom, praca, dom. A czasami mama w ogóle nie pracuje i prawie nigdzie poza dom się nie rusza. I te teksty: nie idź do tych, bo oni za biedni. Nie idź do tamtych, bo oni za bogaci. A tamci piją, a ci to chodzą tacy ważni. Siedź w domu.

Podsumowując: zostań, nie chodź do ludzi, bo cię zawsze oszukają albo wykorzystają, bo ludzie są niefajni. I potem taka osoba jest głodna i pusta.

Andrzej: I bliska osoba staje się oknem na świat…

Katarzyna: Czasem jedynym oknem i jedynym buforem. A osoba pusta nie wie, ile jest różnych potrzeb i sposobów ich zaspokajania. Nie zna tego, że można poczytać, porozmawiać, popatrzeć, powąchać, połazić, podotykać, potańczyć, posłuchać muzyki. No może z muzyką jest ciut lepiej. Muzyka jest popularna wśród młodych ludzi, oni się tym dzielą. Ale zauważ, że w pokazywanych w mediach mieszkaniach obrazy nie wiszą i książki nie leżą.

Andrzej: Masz rację, teraz popularne są lofty, gdzie nic nie ma. Minimalizm.

Katarzyna: Jest pusto. Co się powiesi? Zegar się wiesza na ścianie. Okrągły. Wielki. Może i ładny, ale…

Andrzej: Albo lampa zawieszona na pałąku, który przechodzi przez pół pokoju.

Katarzyna: Tylko do czego ta lampa? Przecież pod tą lampą trzeba usiąść i coś czytać. Za to zawsze jest telewizor, a w telewizji coraz mniej treści i coraz więcej rozrywki masowej. Pozornie ludzi to bawi, choć tak naprawdę są nienakarmieni – nie tylko przez rodziców, ale i przez szkołę, gdzie ważne jest wkuwanie nikomu potem niepotrzebnych treści, są straszeni przez rząd i oceniani przez media. Nie wiedzą, czym się zająć, by osiągnąć dobrostan. Oczywiście zarabiają, sprzątają, załatwiają, są zabiegani i zmęczeni, ale nie znają siebie, swoich uczuć, nie czują się ważni ani wartościowi i ciągle to ukrywają, co jest bardzo wyczerpujące. No to co robią? Piją lub wpijają się w partnera.

Andrzej: Aż mi się ciężko zrobiło, jak sobie to wyobraziłem. W terapii tacy klienci są bardzo obciążający dla psychoterapeuty, a co dopiero dla partnera…

Katarzyna: Bo to jest ciężkie. Gdy pracuję w grupie, widzę, że iluś ludzi żywo reaguje. Przeżywają, mają dużo do powiedzenia, do wspominania, a niektórzy tylko tak patrzą, a spytani: co tam u ciebie?, odpowiadają: ja to nie umiem mówić o sobie. A ja to się wstydzę. A ja to właściwie nie wiem.

Andrzej: I masz poczucie, że to akurat ci są takimi wampirami?

Katarzyna: Niektórzy z nich przekształcają się w wampiry. To ci, którzy mają roszczeniową postawę, że ktoś musi ich nakarmić. A inni, typu niewidzialne dziecko, uważają, że nic nie dostaną, że nie mają żadnych praw. Oni nie są wampirami, oni przepraszają, że żyją. A czasem dwa wampiry wczepią się w siebie. Bywa różnie.

Andrzej: Ale wróćmy do naszego pytania: we dwójkę czy osobno? Jest jasne, że we dwójkę życie jest łatwiejsze. Bytowo na pewno. Można się podzielić rachunkiem za prąd.

Katarzyna: I jedna lodówka wystarczy.

Andrzej: Czasem słyszę od facetów: wie pan co, kryzys jest od pięciu lat, właściwie nic już do niej nie czuję, nie mamy seksu, ale gdzie ja się wyprowadzę? Ja naprawdę dobrze zarabiam, ale żebym mógł na swoje mieszkanie osobne zarobić i jeszcze żeby w nim były pokoje dla dzieci…

Katarzyna: I jeszcze inną kobietę mieć potem, jakieś pieniądze na przyjemności…

Andrzej: …to mi się nie chce. Nie stać mnie na razie. To mi się nie kalkuluje.

Katarzyna: W tym właśnie momencie dotykamy podstawy bytu. Teraz jest nieco lepiej. Są mieszkania i kredyty na nie. W tak zwanym realnym socjalizmie po prostu nie było się gdzie wyprowadzić. Teraz nowa para z odzysku może się zrzucić na mieszkanie.

Andrzej: On może chętnie by wziął ten kredyt, ale już ma kredyt na samochód i na inne rzeczy i na mieszkanie zwyczajnie może nie starczyć. Zwłaszcza jeśli poprzednie też jest na kredyt.

Katarzyna: Jezu, jak sobie człowiek pomyśli, ile ludzi jest zatrzymanych tymi kredytami, w takiej niewoli, to koszmar. To dopiero jest małżeństwo na zawsze.

Andrzej: Mam wielu takich klientów, którzy wracają do partnerek lub się z nimi nie rozstają z powodów mieszkaniowych. Jeden pan schował dumę do kieszeni i mieszka z pewną panią, bo nie ma po prostu dokąd się wyprowadzić. Ona ma sto metrów kwadratowych, więc jego ego też się tam mieści.

Katarzyna: A w trzydziestu metrach kwadratowych jego ego by się nie zmieściło.

Andrzej: Tak, ale w sześćdziesięciu metrach już by się zmieściło, tylko że nie stać go na taki kredyt.

Katarzyna: Zaczęliśmy od braków w spełnianiu potrzeb, a doszliśmy do braku pieniędzy – jako powodów, dla których warto być razem. Na to niektóre dziewczyny od razu zapytają: a gdzie jest miłość? Czy prawdziwej miłości nie ma? Ja się wtedy zawsze troszkę podśmiewam. Bo to jest urojenie. Marzenie. „A w niebo płyną marzenia dziewcząt”. Odpowiadam: jest miłość, tylko że miłość to romans, a niekoniecznie akurat związek na długie lata. Chociaż najwspanialej jest, jak się związek z miłości poczyna i z miłością zostaje. A i jeszcze się przyjaźń czasem zdarzy. I sympatia dobrze robi. I porozumienie dobrze robi. I różne inne rzeczy dobrze robią. Jednak to jest tak zwany pakiet de lux. A normalnie w tych związkach jest tak, jak powiedziałeś: zaczęło się od czegoś, a potem się już jakoś tak ciągnie. Magdalena Samozwaniec powiedziała kiedyś, że w małżeństwie jest jak w pochodzie pierwszomajowym w Warszawie: Wola ciągle jeszcze idzie, choć Ochota już przeszła.

Ogromna zmiana nastąpiła od czasów upowszechnienia się rozwodów. Bo jak ich prawie nie było, porządek obyczajowy wydawał się stały. Porządne kobiety mają mężów, nie pracują, zajmują się domem. Porządni mężowie zarabiają na dom, prowadzą interesy, dbają o dobra materialne. Reszta kobiet, która się nie załapała na małżeństwo, ma się bardzo kiepsko. Samotne kobiety miały strasznie mało możliwości. Jak były z dobrego domu i miały posag, mogły pójść do klasztoru i żyły tam nieźle. A jak nie miały posagu, to zostawały biedną siostrunią, co szorowała podłogi. No i co jeszcze? Mogły iść do fabryki. Jeśli znały francuski i umiały grać na fortepianie, mogły zostać guwernantką. Czasem przypadała im rola cioci rezydentki, a czasem dziwki. Teraz kobieta nie musi już w ogóle być żoną – ale zauważ, że to się zmieniło nie tak dawno, za mojego życia. Przestało się mówić: stara panna.

Andrzej: To dość świeża sprawa. Ta stara panna funkcjonowała jeszcze piętnaście, a nawet dziesięć lat temu. Od kilku lat nie słyszałem tego określenia.

Katarzyna: I bardzo dobrze. Mnie cholernie denerwowało szastanie tym epitetem, w dodatku wypowiadanym z taką Schadenfreude (to wyjątkowo celne niemieckie określenie radości z cudzej krzywdy).

Andrzej: Wracając do rozwodów. Też musiało dużo się zmienić, żeby ludzie się do nich przyzwyczaili.

Katarzyna: Ba! Kiedyś w ogóle nie wolno było wyjść za rozwodnika! Bo to zły człowiek.

Andrzej: Moja rodzina jest bardzo duża, ponad dwieście osób. I nigdy nie było w niej żadnego rozwodu. Wiesz, jaka była afera, kiedy ja się rozwiodłem?

Katarzyna: To ty jesteś pierwszy?!

Andrzej: Tak, ja jestem pierwszy w rodzinie. Łajza niesamowita. Moją mamę zawsze rozwodnicy denerwowali. Jednak komentarze na ich temat skończyły się wtedy, kiedy ja się rozwiodłem. To był dla niej ogromny szok i na pewno musiała to w sobie przepracować. Gdy powiedziałem jej, że się rozwodzę, popłakała się. Chyba pierwszy raz widziała rozwodnika z tak bliskiej odległości.

Katarzyna: Dla rodziny ważniejsza mogła być obraza światopoglądu, niż to, że ci się małżeństwo nie udało.

Andrzej: I myślę, że tak właśnie było.

Katarzyna: Kiedyś nie było rozwodów, bo kiedyś ich po prostu nie mogło być. Potem żeśmy się dopracowali, że są. Oczywiście dla wolności człowieka jest to bardzo ważne.

Andrzej: Ależ oczywiście! Rozwód daje człowiekowi kolejną szansę. Szansę na zbudowanie dojrzałej relacji pełnej szczęścia, zaangażowania, pożądania.

 

Katarzyna: Lepiej, żeby prawo do rozwodów było, niż żeby go nie było. Ale jest też zła strona tej łatwości rozwodzenia się. Ludzie nauczyli się, że jak im się coś nie podoba, to nie będą nad tym pracowali, tylko się rozwiodą. I teraz pojawiła się fala rozwodów po dwóch, trzech latach małżeństwa, bo młodzi, narcystyczni ludzie życzą sobie, żeby było ciekawie i atrakcyjnie, ale wkładać w to wysiłku nie chcą.

Andrzej: A może nawet nie wiedzą, że trzeba?

Katarzyna: Myślę, że wiedzą, że trzeba, ale nie chce im się. I w dodatku my sami jako profesjonaliści mówimy o wysiłku, podczas kiedy powinniśmy mówić o atrakcyjności pracy nad sobą, atrakcyjności pracy nad związkiem. Żeby to była przygoda i wartość, a nie znój i trud.

Andrzej: Czyli jak głosi napis na hipsterskich materiałowych torebkach na ramię: najpewniejszą pracą w życiu jest praca nad sobą.

Katarzyna: Właściwie nie podoba mi się słowo „praca” w tym kontekście. Czym to zastąpić? Rozwijaniem się.

Andrzej: Samorozwój też brzmi trochę dziwnie.

Katarzyna: Samorealizacja? Rozkwitanie?

Andrzej: Pączkowanie?

Katarzyna: Pączkować, rozwijać się, rozkwitać. Tak jak w naturze. Musimy przejść kolejne etapy. Tak jak jest dzieciństwo, młodość i dojrzewanie. Tak samo jest w związku. Na początku coś idzie swoim pędem, ale potem już trzeba pilnować dobrej kondycji i zachować ją na starość. I to ludzie wiedzą, podobnie jak wiedzą, że trzeba się nauczyć prowadzić samochód. Ale niekoniecznie chcą wiedzieć, że trzeba nauczyć się porozumiewania w parze.

Andrzej: Moi klienci wiedzą, że trzeba sobie zapracować na związek, ale na początku, w tym okresie flirtu, uwodzenia. Jak minie ten etap, myślą: dobra, już mamy bezpieczeństwo, można zostawić starania. I skupiać się na innych obszarach, np. pracy zawodowej.

Katarzyna: Jeszcze myślę o tej miłości. Chciałabym, żeby pojęcie miłości się przewartościowało. Ludziom od razu kojarzy się miłość damsko-męska. Bo o miłości homoseksualnej heterycy chętnie zapominają.

Andrzej: O miłości osób homoseksualnych napisałem z Przemkiem Pilarskim książkę Jak facet z facetem.

Katarzyna: Jest w niej mnóstwo cennych uwag i sporo dobrego humoru. Wracając do miłości, dotyczy ona bardzo wielu obszarów. Są różne miłości. Miłość męsko-damska bywa nie tylko erotyczna czy seksualna, ale też może mieć różne oblicza. Dobrze byłoby zacząć cenić bliskość jako coś, co wiąże ludzi na długo. Kobiety pragną najczęściej, żeby ON wyglądał tak, jak one chcą. A ja mówię: co z tego, że on będzie wysoki, czarny, że będzie miał niebieskie oczy? Postawisz go w ramce? Będziesz sobie stała, patrzyła na niego? I co dalej? I żeby zarabiał, i co dalej? No to zarabia i jest brunetem, i co dalej?

One jakby nie myślą, o czym z nim pogadać. Jak cicho posiedzieć. Jak się kłócić o coś ważnego i jak się potem godzić. I jak te zarobione przez niego pieniądze traktować. Nie mówią o swoich potrzebach. Mówią o tym, jaki on ma być.

Andrzej: Jak z żurnala. Jak z katalogu.

Katarzyna: Jakby chodziło tylko o wygląd i stan posiadania! To mnie przeraża. Krążyła po Internecie taka wielka lista, jakiego kobietki sobie życzą faceta. No na przykład ma być przystojny, ale nie za bardzo, bo będzie się podobał koleżankom. Ma być miły dla koleżanek, ale ma ich nie uwodzić. Ma być bogaty, ale nie skąpy. Ma być mądry, ale nie przemądrzały. Ma być wysportowany, ale żeby mu to za dużo czasu nie zabierało. I tak dalej, i dalej. Za każdym oczekiwaniem pojawiało się zastrzeżenie, ponieważ kobiety chcą mieć kontrolę. To ma być wręcz prototyp. I co ci z tego, że go sobie tak dookreślisz? I załóżmy nawet, że takiego znajdziesz. A potem okaże się, że ty się do niego odezwiesz, a on ci na to nie odpowie, bo go to nie rusza. Albo on ci zacznie opowiadać o swojej pracy, a ciebie to nie rusza. Między ludźmi musi być, przede wszystkim, jakiś rodzaj porozumienia.

Andrzej: Przepływ myśli i emocji.

Katarzyna: Relacja. To, że się przy nim czujesz swobodna, naturalna. Powiedziałeś przedtem o staraniach. Ja myślę, że jak my się na początku staramy, to potem na pewno będzie niedobrze.

Andrzej: W tę stronę?

Katarzyna: Tak, bo zobacz: co to znaczy starać się? Znaczy nie być sobą. Udawać kogoś lepszego. Jestem milsza niż normalnie. Nie powiem nic kontrowersyjnego, bo może on się obrazi. Nie powiem mu, że coś mi nie odpowiada, bo może mi nie zaproponuje następnej randki. Ja mówię od strony bab. Jak to wygląda od strony faceta?

Andrzej: Przedwczoraj miałem takiego klienta: jest singlem, spotyka się z dwiema kobietami. Ja jeszcze go nie rozumiem – mam nadzieję, że go zaraz zrozumiem z tobą. Jedna jest blondynką, druga jest brunetką.

Katarzyna: A to sobie zrobił komplet. (śmiech)

Andrzej: Dokładnie tak. I z brunetką, i z blondynką chodzi do kina, na rowery lub na tenis. Ale wobec brunetki czuje się zestresowany. Jak ma się z nią spotkać o 20.00, to już od 17.00 się szykuje. Zastanawia się, co włożyć, jaką koszulę, jakiego koloru spodnie, jakie buty. Ostatnio miałem tę koszulę, to w takim razie trzeba jakąś inną; tamtą miałem miesiąc temu. Zawsze musi być nowa koszula, inne buty. Szykuje się strasznie.

Katarzyna: A jak wychodzi z blondynką, idzie, w czym jest, i czuje się swobodnie, tak?

Andrzej: Tak. Ale uważa, że one są bardzo podobne pod względem atrakcyjności. Natomiast spisuje sobie na kartce listę tematów, o których może porozmawiać z brunetką.

Katarzyna: O matko.

Andrzej: Bo jak się z nią spotyka, ma taką pustkę w głowie, jakby był na audiencji u papieża lub u Obamy.

Katarzyna: To na dwoje babka wróżyła. Jakie ty masz pomysły?

Andrzej: Na tę sytuację? Jeszcze nie wiem, bo mnie trochę skonsternował.

Katarzyna: Powiem, co mnie przychodzi do głowy. Dostrzegam dwie możliwości. Pierwsza: brunetka jest dla niego niezwykle pociągająca, wyjątkowo. Tak mu na niej zależy, że się bardzo przejmuje. A z blondynką jest mu łatwo, przyjemnie i normalnie. Druga interpretacja: brunetka wysyła takie sygnały, że on jest niepewny, a ona z kolei jest bardzo pewna siebie. Taka troszkę wyższościowa, niekoniecznie wprost. Typ królewny.

Andrzej: Królowa lodu z lękiem przed bliskością. Albo typ narcystyczny.

Katarzyna: I on może mieć przekonanie, że ponieważ to królewna, to trzeba ją bardziej zdobywać niż dwórkę. Pamiętasz różne sztuki, powieści, gdzie występowały hrabina i jej pokojówka. Z hrabiną był wielki romans, a z pokojówką puk puk i już. Bo ona jest łatwa, wesoła i dowcipna, i w gruncie rzeczy bardziej ludzka. A przy hrabinie uruchamia się większa ambicja, aspiracje wyższe, ale jednocześnie lęk przed niepowodzeniem. Ten facet pokazuje dwie strony swojej natury. Że sam jest ze sobą niedogadany, nierówny. To może być szalenie ciekawe, jak będziecie szukali, kim on jest, bo relacje z tymi dwiema dziewczynami ukazują dwa różne jego obrazy, dwa zupełnie różne cele życiowe.

Andrzej: On mi opowiadał, że z brunetką żadnej bliskości jeszcze nie było. Spotykają się od około trzech miesięcy i żadnych pocałunków, niczego. Z blondynką spotyka się mniej więcej tak samo długo, ale już po miesiącu, kiedy byli w restauracji i zgasło światło, zaczął się z nią całować. I jakoś tak naturalnie poszli później do hotelu i się ze sobą przespali. Dla niego to było supernaturalne, nie czuł żadnej presji.

Katarzyna: A którą lubi?

Andrzej: A jeszcze tego nie wiem.

Katarzyna: Bo myślę, że blondynkę.

Andrzej: Spytam go. Przedwczoraj powiedział, że skoro przy brunetce musi się tak starać, to znaczy, że ją kocha. A skoro przy blondynce tak naturalnie wszystko „się dzieje”, to pewnie się zaraz rozleci.

Katarzyna: To może być właśnie wielki błąd. Dla niektórych facetów im więcej roboty w zdobywaniu, tym bardziej cenny staje się zdobyty owoc. Tylko potem może się okazać, że ona nadal jest niezdobyta i że nie można jej zdobyć. Bo właściwie jej nie ma. Jest atrapa. Bo ona jest w ogóle chłodna, wręcz zimna, a może tak obwarowana wewnętrznie, że nigdy nikogo do siebie nie dopuszcza.

Andrzej: Że przeskoczy się mur, a tam nic w środku nie ma.

Katarzyna: Właśnie. „I nic nie było oprócz głosu”. Z tym że to o nim świadczy. On nie chce być członkiem klubu, który go przyjmie na członka.

Andrzej: A to bardzo ciekawe. W psychoterapii poznawczo-behawioralnej powiedzielibyśmy, że on ma silne przekonanie kluczowe, że nie zasługuje na miłość. Uważa, że przy tej blondynce to wszystko jest tak naturalne, że on się czuje przy niej człowiekiem. A przy tej brunetce – czuje się mężczyzną. I ma poczucie, że się musi starać…

Katarzyna: MUSI się starać.

Andrzej: Przy tej blondynce się tak naturalnie czuje, że chodzi sobie jak tygrys po dżungli, ale nie czuje, że jest tygrysem. Czuje po prostu, że jest mieszkańcem dżungli na równi z innymi zwierzętami, ptakami itd. A że brunetka jest chłodna i wymagająca, to on widzi, że jest pasiasty, że jest dużo większy od tygrysicy, że ma duże pazury, że lepiej zarabia, że tu się czuje mężczyzną.

Katarzyna: Niech on jeszcze siebie lepiej pozna.

Andrzej: Chyba tak powinien zrobić. Myślę, że mężczyźni traktują kobietę jak lustro. Żeby zobaczyć, jacy sami są.

Katarzyna: W ogóle niektórzy ludzie wchodząc w związek, chcą zobaczyć, kim kto jest dla kogo. Jest takie niegłupie powiedzenie, że dziewczyny kochają zawzięcie, a mężczyźni zażarcie.