Bez skrupułówTekst

Z serii: Myron Bolitar #1
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Bez skrupułów
Bez skrupułów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 72,90 58,32
Bez skrupułów
Bez skrupułów
Bez skrupułów
Audiobook
Czyta Maciej Więckowski
37,90
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Pierwsza powieść Cobena z Myronem Bolitarem...

Kobiece sekrety, męskie kłamstwa, rodzinna tragedia…

Myron Bolitar – dawny koszykarz, a obecnie agent sportowy – ma ręce pełne roboty. Jest u progu sfinalizowania kontraktu gwiazdy footballu, Christiana Steele’a. I właśnie wtedy na jego prominentnego klienta pada podejrzenie o zabicie narzeczonej.

Kathy Culver zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Pozostawione ślady pozwalają przypuszczać, że padła ofiarą gwałtu i morderstwa.

Wszyscy – łącznie z policją – są przekonani, że sprawcą jest Christian Steele.

Bolitar na prośbę swojej byłej ukochanej – siostry zaginionej dziewczyny – podejmuje własne śledztwo i wkrótce przekonuje się, że każda z osób zamieszanych w tę sprawę ma własne sekrety.


HARLAN COBEN

Współczesny amerykański pisarz, który uznanie w kręgu miłośników literatury sensacyjnej zdobył swoją trzecią książką, Bez skrupułów, opublikowaną w 1995 roku. Jako pierwszy współczesny autor otrzymał trzy prestiżowe nagrody literackie przyznawane w kategorii powieści kryminalnej, w tym najważniejszą – Edgar Allan Poe Award. Światowa popularność Cobena zaczęła się w 2001 roku od thrillera Nie mów nikomu, zekranizowanego w 2006 roku. Kolejne powieści, m.in. Wszyscy mamy tajemnice, Tęsknię za tobą, Nieznajomy i Już mnie nie oszukasz, uczyniły go megagwiazdą gatunku i jednym z najchętniej czytanych autorów, także w Polsce.

W 2018 roku platforma Netflix zawarła z Harlanem Cobenem umowę, dzięki której w ciągu kilku najbliższych lat powstanie aż 14 ekranizacji jego powieści! Od 30 stycznia 2020 roku na Netflix można oglądać serial Nieznajomy, a już 12 czerwca 2020 roku na tej platformie będzie miał premierę serial polskiej produkcji pt. W głębi lasu.

harlancoben.com

Tego autora

NIE MÓW NIKOMU

BEZ POŻEGNANIA

JEDYNA SZANSA

TYLKO JEDNO SPOJRZENIE

NIEWINNY

W GŁĘBI LASU

ZACHOWAJ SPOKÓJ

MISTYFIKACJA

NA GORĄCYM UCZYNKU

KLINIKA ŚMIERCI

ZOSTAŃ PRZY MNIE

SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ

TĘSKNIĘ ZA TOBĄ

NIEZNAJOMY

JUŻ MNIE NIE OSZUKASZ

NIE ODPUSZCZAJ

O KROK ZA DALEKO

Myron Bolitar

BEZ SKRUPUŁÓW

KRÓTKA PIŁKA

BEZ ŚLADU

BŁĘKITNA KREW

JEDEN FAŁSZYWY RUCH

OSTATNI SZCZEGÓŁ

NAJCZARNIEJSZY STRACH

OBIECAJ MI

ZAGINIONA

WSZYSCY MAMY TAJEMNICE

W DOMU

Mickey Bolitar

SCHRONIENIE

KILKA SEKUND OD ŚMIERCI

ODNALEZIONY

Jako współautor

AŻ ŚMIERĆ NAS ROZŁĄCZY

NAJLEPSZE AMERYKAŃSKIE OPOWIADANIA KRYMINALNE 2011

Tytuł oryginału:

DEAL BREAKER

Copyright © Harlan Coben 1995

All rights reserved

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2020

Polish translation copyright © Andrzej Grabowski 2003

Redakcja: Barbara Syczewska-Olszewska

Zdjęcie na okładce: © Bjanka Kadic/Arcangel Images

Projekt graficzny okładki: Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o.

ISBN 978-83-8215-139-8

Wydawca WYDAWNICTWO ALBATROS SP. Z O.O. Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa www.wydawnictwoalbatros.com Facebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, hachi.media

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Rozdział 40

Rozdział 41

Rozdział 42

Rozdział 43

Rozdział 44

Rozdział 45

Rozdział 46

Rozdział 47

Rozdział 48

Rozdział 49

1  Okładka

 

2  O książce

3  Strona tytułowa

4  O autorze

5  Tego autora

6  Strona redakcyjna

7  Spis treści

8  Dedykacja

9  Podziękowania

10  Rozdział 1

11  Rozdział 2

12  Rozdział 3

13  Rozdział 4

14  Rozdział 5

15  Rozdział 6

16  Rozdział 7

17  Rozdział 8

18  Rozdział 9

19  Rozdział 10

20  Rozdział 11

21  Rozdział 12

22  Rozdział 13

23  Rozdział 14

24  Rozdział 15

25  Rozdział 16

26  Rozdział 17

27  Rozdział 18

28  Rozdział 19

29  Rozdział 20

30  Rozdział 21

31  Rozdział 22

32  Rozdział 23

33  Rozdział 24

34  Rozdział 25

35  Rozdział 26

36  Rozdział 27

37  Rozdział 28

38  Rozdział 29

39  Rozdział 30

40  Rozdział 31

41  Rozdział 32

42  Rozdział 33

43  Rozdział 34

44  Rozdział 35

45  Rozdział 36

46  Rozdział 37

47  Rozdział 38

48  Rozdział 39

49  Rozdział 40

50  Rozdział 41

51  Rozdział 42

52  Rozdział 43

53  Rozdział 44

54  Rozdział 45

55  Rozdział 46

56  Rozdział 47

57  Rozdział 48

58  Rozdział 49

Książkę tę, jak wszystko, co robię,

dedykuję Anne

Autor pragnie podziękować dr. med. Sunandanowi B. Singhowi, naczelnemu patologowi powiatu Bergen w stanie New Jersey, Bobowi Richterowi, Richowi Henshawowi, Richardowi Curtisowi, Jacobowi Hoye’owi, Shawnowi Coyne’owi i, oczywiście, Dave’owi Boltowi.

Rozdział 1

Otto Burke, czarodziej perswazji, podniósł poziom gry jeszcze wyżej.

– No nie, Myron – powtórzył z zapałem neofity – jestem pewien, że dojdziemy do porozumienia. Ty trochę ustąpisz. Ja trochę ustąpię. Tytani są drużyną. Dlatego chciałbym, żebyśmy w szerszym sensie działali drużynowo. Włącznie z tobą. Bądźmy drużyną, Myron. Co ty na to?

Myron Bolitar złożył dłonie koniuszkami palców. Przeczytał gdzieś, że w ten sposób wygląda się rozważnie. Czuł się głupio.

– Niczego bardziej nie pragnę – zapewnił, po raz n-ty odbijając nieskuteczny wolej przeciwnika. – Wierz mi. Ale więcej ustąpić nie możemy. Twoja kolej.

Otto skinął głową tak żywo, jakby właśnie usłyszał filozoficzny paradoks, bijący na łeb riposty Sokratesa.

– Co ty na to, Larry? – spytał z przylepionym uśmiechem dyrektora sportowego drużyny.

Larry Hanson wszedł w rolę mocnym uderzeniem w stół pięścią owłosioną jak pustynny szczur.

– Chrzanić go! – zawołał, udając, że kipi z wściekłości. – Słyszysz, Bolitar? Rozumiesz, co mówię? Idź do diabła!

– Idź do diabła – powtórzył Myron. – Zrozumiałem.

– Cwaniakujesz, mądralo?!

Myron przyjrzał się mu.

– Masz na zębach mak – powiedział.

– Mądrala się znalazł!

– Jesteś piękny, gdy się gniewasz. Rozjaśnia ci się twarz.

Larry’emu Hansonowi powiększyły się oczy. Spojrzał na szefa i znów na Myrona.

– Wyżej srasz, niż dupę masz, Bolitar! – warknął. – Dobrze o tym wiesz.

Myron nic nie powiedział, bo w słowach Larry’ego było sporo racji. Agentem sportowym był zaledwie od dwóch lat, a większość jego klientów stanowili wyrobnicy, grający za najniższe stawki, zadowoleni z tego, że w ogóle załapali się do ligi. Poza tym nie specjalizował się w futbolu – tylko jeden z trzech futbolistów, których reprezentował, grał w pierwszym składzie. W tej chwili zaś siedział oko w oko z trzydziestojednoletnim „cudownym dzieckiem” biznesu, Ottonem Burkiem, najmłodszym właścicielem drużyny w lidze, oraz jej dyrektorem, legendą futbolu, Larrym Hansonem, i mimo braku doświadczenia negocjował z nimi warunki kontraktu, który zapowiadał się na najwyższy w historii w kategorii graczy debiutujących w lidze NFL.

A to dzięki nieoczekiwanej gratce w osobie rozgrywającego Christiana „Asa” Steele’a, dwukrotnego zdobywcy Nagrody Heismana dla najlepszego gracza ligi międzyuczelnianej, trzykrotnego zwycięzcy dorocznych ankiet agencji AP i UPI, czterokrotnego akademickiego mistrza Stanów, w dodatku chłopaka jak z najskrytszych marzeń każdego menedżera – przystojnego, umiejącego się wysłowić, grzecznego studenta, i na dokładkę (to ważne!) białego.

A najlepsze ze wszystkiego, że jego menedżerem był on, Myron Bolitar!

– Przedstawiłem wam naszą ofertę, panowie – powiedział. – Uważamy, że jest uczciwa.

Otto Burke pokręcił głową.

– Uczciwa? O dupę potłuc! – krzyknął Larry Hanson. – Co za kretyn! Zniszczysz chłopakowi karierę!

Myron rozłożył ręce.

– Jak to, nie padniemy sobie w ramiona? – spytał.

Larry już miał na języku kolejny epitet, ale Otto powstrzymał go gestem. W swoim czasie na boisku nie mogły go zastopować takie tarany jak Dick Butkus i Ray Nitschke, a tu zamilkł na jedno skinienie ważącego niespełna siedemdziesiąt kilo absolwenta Harvardu.

Otto Burke pochylił się w fotelu. Nie przestał się uśmiechać ani gestykulować i – jak bioenergoterapeuta z inforeklamy – ani na chwilę nie stracił kontaktu wzrokowego. Bardzo to rozpraszało. Tak malutkich paluszków jak u tego kruchego, drobnego konusa Myron jeszcze nie widział. Ciemne, długie jak u heavymetalowca włosy spływały mu na ramiona, idiotyczna kozia bródka na jego dziecięcej twarzy wyglądała jak naszkicowana ołówkiem, a bardzo długi papieros, którego palił, być może tylko wydawał się długi w jego palcach.

– Porozmawiajmy rozsądnie, Myron – rzekł.

– Rozsądnie? Ależ proszę.

– Świetnie, to nam pomoże. Christian Steele jest wielką niewiadomą. Nie był sprawdzany. Nigdy nie grał w zawodowej drużynie. A jeśli okaże się niewypałem?

Larry prychnął.

– Ty coś powinieneś o tym wiedzieć, Bolitar – wtrącił. – O sportowcach, którzy nie dochodzą do niczego. Którzy się nie sprawdzają.

Myron puścił mimo uszu zniewagę. Słyszał ją tyle razy, że przestał się przejmować. Słowa już go nie raniły.

– Mówimy o zapewne najzdolniejszym rozgrywającym w historii futbolu – odparł spokojnie. – Dokonaliście trzech transakcji i oddaliście sześciu graczy, żeby go pozyskać. Nie zrobilibyście tego, gdybyście nie wierzyli w jego wielki potencjał.

– Ale twoja oferta… – Otto zamilkł i wpatrzył się w płytki na suficie, jakby tam szukał odpowiedniego słowa – nie jest racjonalna.

– Debilna! – wtrącił Larry.

– Ostateczna – skwitował Myron.

Otto z niezmąconym uśmiechem pokręcił głową.

– Obgadajmy to – rzekł. – Przeanalizujmy dokładnie. Jesteś nowicjuszem, Myron, byłym sportowcem, który chce wejść do elity menedżerów. Szanuję to. Jesteś młodym człowiekiem z ambicjami. Podziwiam cię. Naprawdę.

Myron ugryzł się w język. Mógł mu wytknąć, że są prawie rówieśnikami, lecz uwielbiał – jak my wszyscy, nieprawdaż? – gdy go traktują z góry.

– Błąd w takiej sprawie może ci zrujnować karierę – ciągnął Otto. – Sam rozumiesz. Zdaniem wielu – nie moim! – nie dorosłeś, by zajmować się tak znanym sportowcem. Jesteś bardzo inteligentnym, rzutkim gościem, ale zachowujesz się tak, że…

Pokręcił głową jak nauczyciel zawiedziony przez swojego pupila.

Larry wstał.

– Czemu nie udzielisz chłopakowi dobrej rady? – rzekł, gromiąc Myrona wzrokiem. – Nie poradzisz mu, żeby wziął sobie prawdziwego agenta?

Myron spodziewał się po nich skeczu z dobrym i złym gliną, i to w ostrzejszym wydaniu – Hanson nie zelżył jeszcze luźnych obyczajów jego matki – niemniej wolał złego glinę od dobrego. W porównaniu z łatwym do odparcia frontalnym atakiem Larry’ego podchody Ottona Burke’a były jak wysoka trawa, pełna min i węży.

– W takim razie nie mamy o czym rozmawiać – odparł.

– Nie radziłbym zawieszać negocjacji, Myron – ostrzegł Otto. – To może zmącić kryształowo czysty wizerunek Christiana. Zaszkodzić jego popularności i słono was kosztować. Chyba nie chcesz stracić pieniędzy.

– Nie chcę?

– Pewnie, że nie.

– Mogę to zanotować? – Myron wziął ołówek. – Nie… chcę… stracić… pieniędzy – zapisał. Uśmiechnął się do gości. – Proszę więcej złotych myśli.

– Srala-mądrala – mruknął Larry.

– Podejrzewam, że Christian Steele szybko upomni się o kasę.

Uśmiechem Ottona sterował autopilot.

– Tak?

– Są tacy, którzy wątpią w jego przyszłość. Są tacy – Otto głęboko zaciągnął się papierosem – którzy sądzą, że mógł mieć coś wspólnego ze zniknięciem tej dziewczyny.

– Aha, tu cię boli.

– Gdzie mnie boli?

– Zaczynasz rzucać błotem. A przez chwilę myślałem, że zażądałem za mało.

Larry Hanson dźgnął kciukiem w stronę Myrona.

 

– Wierzy pan temu smarkowi? Na pańskie uzasadnione wątpliwości co do byłej lali Steele’a, decydujące o jego rynkowej wartości…

– Podłe plotki – przerwał mu Myron. – Nikt nie dał im wiary. Przeciwnie, zwiększyły współczucie dla tragedii Christiana. A poza tym nie nazywaj Kathy Culver lalą.

Larry uniósł brew.

– Widzisz go, pętaka, jaki wrażliwy? – powiedział.

Myron nie zmienił miny. Kathy Culver, rozkwitającą piękność, urodziwą jak jej starsza siostra Jessica, poznał pięć lat temu, gdy chodziła do drugiej klasy liceum. Przed osiemnastu miesiącami Kathy tajemniczo zniknęła z kampusu Uniwersytetu Restona. Do dziś nikt nie wiedział, co się z nią stało ani gdzie przebywa. Jej historia zawierała wszystkie smakowite kąski, które uwielbiały media – była śliczną studentką, narzeczoną gwiazdy futbolu Christiana Steele’a, siostrą pisarki Jessiki Culver, a na pikantny dodatek w grę wchodził gwałt. Prasa rzuciła się na temat łapczywie jak krewni na zastawiony stół.

Ostatnio rodzinę Culverów dotknęła jeszcze jedna tragedia. Przed trzema dniami ofiarą „przypadkowego rabunku”, zdaniem policji, padł ojciec Kathy, Adam. Myron miał wielką ochotę złożyć Culverom kondolencje, ale z powodu uzasadnionych wątpliwości, czy będzie pożądanym gościem, postanowił się nie narzucać.

– Skoro…

Zapukano do drzwi.

– Telefon do ciebie, Myron – oznajmiła Esperanza, wsuwając przez nie głowę.

– To go przyjmij.

– Myślę, że powinieneś sam odebrać.

Z jej ciemnych oczu nic nie dało się wyczytać, ale ponieważ tkwiła w progu, zrozumiał, że to coś ważnego.

– Zaraz przyjdę – odparł.

Wycofała się za drzwi.

– Ale cizia!

Larry Hanson zagwizdał z podziwem.

– Dzięki, Larry. Taki komplement z twoich ust to cymes. – Myron wstał. – Zaraz wracam.

– Nie będziemy tu bradziażyć cały dzień.

– W żadnym razie.

Myron wyszedł z salki.

– Dojna krowa – wyjaśniła Esperanza. – Podobno w pilnej sprawie.

Christian Steele.

Niewielu by się domyśliło, że kobieta tak drobnej postury jak Esperanza Diaz to była zawodowa zapaśniczka. Przez trzy lata znano ją na turniejach jako Małą Pocahontas. To, iż była Latynoską, bez uncji indiańskiej krwi, w niczym nie wadził organizacji WDW (Wspaniałych Dam Wrestlingu). To mały pryszcz, stwierdziły. Latynoska, Indianka, co za różnica?

U szczytu zawodowej kariery Esperanzy we wszystkich sportowych halach Stanów Zjednoczonych odgrywano ten sam scenariusz. Pocahontas wchodziła na ring w mokasynach, zamszowej sukience z frędzlami i opasce przytrzymującej włosy, by nie opadały na śniadą twarz. Przed walką zrzucała z siebie sukienkę i zostawała w trochę frywolniejszym stroju, odbiegającym nieco od tradycji rodowitych mieszkańców Ameryki.

Zawodowe zapasy mają żałośnie ubogi scenariusz ze znikomą liczbą wariantów. Część zapaśniczek jest zła, część dobra. Ładna, drobna i szybka Pocahontas, ulubienica tłumów, była dobra i miała muskularne ciało. Wszyscy ją kochali. Zawsze wygrywała walki, bo jej przeciwniczki, aby odwrócić ich bieg, stosowały niedozwolone chwyty – takie jak sypanie piaskiem w oczy lub korzystanie z obcych przedmiotów, które widzieli wszyscy w wolnym świecie z wyjątkiem sędziego. Nadto zła zapaśniczka wprowadzała na ring parę kumpelek i we trójkę napadały na biedną Pocahontas, tłukąc bezlitośnie dzielną ślicznotkę ku zawodowi i jawnej zgrozie konferansjerów, którzy widzieli już tę scenę przed tygodniem, dwoma, trzema…

Gdy zdawało się, że nie ma już żadnej nadziei, z szatni wypadała monstrualna Wielka Szefowa i odrywała damskie bestie od bezbronnej Pocahontas. A potem razem dawały straszny wycisk siłom zła.

Co za emocje!

– Odbiorę w gabinecie – odparł.

Wszedł i na biurku dostrzegł prezent od rodziców, tabliczkę z napisem:

MYRON BOLITAR

AGENT SPORTOWY

Pokręcił głową. Myron! Wciąż nie mógł uwierzyć, że ktoś może tak nazwać własne dziecko. Kiedy rodzice przeprowadzili się do New Jersey, wszystkim w nowym liceum mówił, że na imię ma Mike. Nic to nie dało. Spróbował więc z Mickey. Na próżno. Wszyscy uparcie nazywali go Myron. To imię było jak potwór z horroru, którego nie można zabić.

Odpowiedź na narzucające się samo przez się pytanie: Nie, nigdy tego nie wybaczył rodzicom.

Podniósł słuchawkę.

– Christian?

– To pan, panie Bolitar?

– Tak. Mów mi… Myron.

Pogódź się z nieuniknionym – cecha mędrca.

– Przepraszam, że przeszkadzam. Wiem, jak bardzo jest pan zajęty.

– Właśnie negocjuję twój kontrakt. W sąsiednim pokoju siedzą Otto Burke i Larry Hanson.

– Bardzo się cieszę, ale dzwonię w ogromnie ważnej sprawie. – Christianowi drżał głos. – Muszę się z panem zobaczyć.

Myron przełożył słuchawkę do drugiej ręki.

– Coś się stało, Christianie?

Co za spostrzegawczość!

– Ja… nie chciałbym o tym mówić przez telefon. Czy możemy się spotkać u mnie, w akademiku?

– Nie ma sprawy. O której?

– Jak najszybciej. Nie wiem… nie wiem, co o tym myśleć. Chcę, żeby pan to zobaczył.

Myron wziął głęboki oddech.

– Nie ma sprawy. Wyrzucę Ottona i Larry’ego – powiedział. – To dobrze zrobi negocjacjom. Będę za godzinę.

• • •

Zajęło mu to znacznie dłużej.

Wszedł do garażu Kinneya na Czterdziestej Szóstej Ulicy, niedaleko od swojej agencji na Park Avenue. Skinął głową garażowemu Mario, minął tablicę z cenami za parkowanie, u dołu której małymi literami napisano: „+97% podatku”, i skierował się do samochodu stojącego poziom niżej – forda taurusa, w wersji podstawowej.

Już miał otworzyć drzwi, gdy usłyszał syk. Węża? Prędzej powietrza z przebitej opony. Tylnej prawej. Szybko odkrył, że ją przecięto.

– Cześć, Myron.

Odwrócił się i ujrzał dwóch uśmiechniętych mężczyzn. Jeden z nich był rozmiarów małego narodu Trzeciego Świata. Choć sam – przy wzroście metr dziewięćdziesiąt z okładem i wadze stu kilogramów – też nie należał do ułomków, to tamten mierzył ponad dwa metry i dobijał do stu trzydziestu. Ciało intensywnie trenującego ciężarowca miał tak napakowane mięśniami, jakby pod ubraniem nosił niezatapialne kapoki. Drugi, przeciętnie zbudowany, paradował w filcowym kapeluszu.

Duży, z łapami sztywno zwisającymi przy bokach, podszedł ciężko do samochodu Myrona, przechylając głowę na boki przy akompaniamencie trzasków tej części anatomii, która u normalnych ludzi zwie się szyją.

– Kłopocik z bryczką, dziedzicu? – spytał ze śmiechem.

– Z oponą. W bagażniku mam zapasową. Zmień ją.

– Nic z tego, Bolitar. To drobne ostrzeżenie.

– Tak?

Zbudowany jak kamienica zbir chwycił Myrona za klapy.

– Zostaw Chaza Landreaux – powiedział. – On już podpisał kontrakt.

– Najpierw zmień mi oponę.

Olbrzym uśmiechnął się szerzej. Głupawo i okrutnie.

– Ostatni raz jestem taki miły. – Mocniej zacisnął dłonie na klapach i krawacie Myrona. – Rozumiesz?

– Na pewno zdajesz sobie sprawę, że od anaboli kurczą ci się jaja.

Paker poczerwieniał.

– Co ty powiesz? Prosisz się, żebym ci skuł mordę? Mam ci ją przerobić na owsiankę?

– Na owsiankę?

– No.

– Urocze.

– Wal się.

Myron westchnął. A potem w jednej chwili jego ciało ożyło. Najpierw strzelił oprycha z główki. Zachrzęściło jak żuki pod podeszwą. Z nosa wielkoluda trysnęła krew.

– Skurwy…

Jedną ręką przytrzymując jego głowę za potylicę, łokciem drugiej niemalże zgniótł mu tchawicę ciosem w grdykę. Osiłek zakrztusił się boleśnie i zapadła cisza. Uderzenie jak tasakiem dłonią w kark poniżej czaszki dokończyło dzieła.

Drab osunął się na ziemię niczym worek z piaskiem.

– Dobra, wystarczy!

Mężczyzna w miękkim filcowym kapeluszu podszedł bliżej, celując w pierś Myrona z rewolweru.

– Cofnij się!

Myron spojrzał spod oka na jego kapelusz.

– To prawdziwy pilśniak? – spytał.

– Cofnij się, powiedziałem!

– Dobrze, już się cofam.

– Nie musiałeś tego robić – powiedział niższy gangster tonem urażonego dziecka. – Wykonywał zlecenie.

– Biedny, zbłąkany młodzian. Czuję się okropnie.

– Zostaw Chaza Landreaux, dobra?

– Niedobra. Przekaż to Royowi O’Connorowi.

– Płacą mi za przekazywanie ostrzeżeń, a nie wiadomości.

Mężczyzna w filcowym kapeluszu pomógł wstać powalonemu koledze. Wielkolud, jedną ręką trzymając się za nos, a drugą masując tchawicę, dowlókł się do samochodu. Nos miał złamany, ale gardło bolało go jeszcze mocniej, zwłaszcza gdy przełykał.

Dwaj gangsterzy wsiedli i szybko odjechali. Nie zmienili Myronowi opony.