Wybranki fortunyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Andrzej i Irena Fedorowicz, 2017

Projekt okładki

Zbigniew Larwa

Zdjęcie na okładce

© East News

Redaktor prowadzący

Adrian Markowski

Redakcja

Joanna Zioło

Korekta

Katarzyna Kusojć

Zofia Firek

ISBN 978-83-8123-554-9

Warszawa 2017

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Wstęp

Dziesięć inspirujących kobiet. Artystek, skandalistek, naukowców, bizneswoman, kochanek, władczyń. Żyjących na przestrzeni dwustu lat Polek, których imiona nie schodziły z ust współczesnych im ludzi. Co je łączy? Wszystkie przebiły się do światowych elit. Wszystkie pozostawiły trwały ślad w epokach, w których żyły. I wszystkie zmagały się z przeciwnościami losu. Życie żadnej z nich nie było usłane różami, nawet gdy były wielbione i podziwiane. Każda skrywała tajemnicę, ból, czasem rozpacz, ale właśnie te niewypowiedziane, głęboko tłumione uczucia pchały je do przodu i kazały im wspinać się na kolejne szczyty.

W niektóre z biografii aż trudno uwierzyć. Życie opisanych tu dziesięciu Polek przekracza granice wyobraźni najśmielszego scenarzysty. I dziwne, że nieliczne doczekały się poświęconych sobie filmów. Ale może wcale nie powinno to dziwić? Nie każda aktorka byłaby w stanie zmierzyć się z postacią Heleny Modrzejewskiej, Hanki Ordonówny czy Tamary Łempickiej. Te artystki były mistrzyniami autokreacji i tak doskonale stworzyły same siebie, że do dziś są żywą legendą. Zdecydowanie nie przypominały współczesnych celebrytek lansujących się w internecie i bulwarowej prasie, znanych wyłącznie z tego, że są znane. One naprawdę kochały to, co robiły. I były najlepsze.

Nie mniejszą determinację przejawiały Maria Leszczyńska, Maria Skłodowska-Curie, Helena Rubinstein czy Ida Haendel. Przekonane, że ich życie ma cel, potrafiły podporządkować jego realizacji wszystkie swoje pragnienia, marzenia i oczekiwania. Jedna została królową, druga – pierwszą i jedyną w historii kobietą, która zdobyła dwie Nagrody Nobla, trzecia – założycielką wielkiej firmy, a czwarta – światowej klasy skrzypaczką.

Są w tym gronie także Zofia Potocka, Maria Walewska, Misia Sert – lwice salonowe i muzy najpotężniejszych ludzi swoich czasów. Kobiety, które dzięki swojej urodzie i charyzmie zbudowały mocną pozycję towarzyską. Przypisywano im czasem wręcz magiczną moc sterowania mężczyznami – oraz kobietami – i wykorzystywania ich do realizacji swoich celów. Ale prawda była bardziej złożona. Te silne osobowości bywały bowiem oparciem dla innych wielkich ludzi. Maria Walewska, kochanka Napoleona, odwiedziła go na zesłaniu na Elbie, podczas gdy jego żona nie pojawiła się tam ani razu…

W życiu bohaterek tej książki ważne role odegrali ich ojcowie, mężowie, kochankowie… Często nadawali pierwszy szlif tym wspaniałym kobietom diamentom. Nie mniej ważne były ich siostry, bracia, przyjaciele… Gdy nasze bohaterki znalazły się na życiowych zakrętach, potrzebowały dobrych rad. I potrafiły z nich doskonale korzystać. Wiedziały, komu warto zaufać, a komu nie. Niewątpliwie ich mocną stroną była kobieca intuicja. Umiały odciąć się od ludzi, którzy pozbawiali je wiary w siebie. I dać z siebie wszystko tym, którzy byli dla nich inspiracją i spokojną przystanią w pełnym burz i dramatycznych zwrotów życiu.

Były Polkami, chociaż w żyłach wielu z nich płynęła też obca, czasem egzotyczna krew. Ale za swoją ojczyznę uważały Polskę, nawet wtedy, gdy nie było jej na mapie. Gorącymi patriotkami były Helena Modrzejewska, Maria Skłodowska-Curie i Hanka Ordonówna. Za Polkę uważa się Ida Haendel, mimo że całe nastoletnie i dorosłe życie mistrzyni skrzypiec spędziła poza krajem. Helena Modrzejewska uczyła Amerykanów polskich zwyczajów świątecznych, a Tamara Łempicka podbijała salony Hollywood… bigosem.

Pisząc o tylu wyjątkowych kobietach, nie sposób nie zadać sobie pytania, czy odcisnęły one trwały ślad w charakterze współczesnych kobiet i jak wpłynęły na obraz Polek w świecie. Faktycznie miały silny wpływ, który po lekturze tej książki stanie się jeszcze bardziej widoczny. Determinacja, poświęcenie, wiara w realizację wyznaczonego sobie celu to cechy, które dziś, w dwudziestym pierwszym wieku, pielęgnuje wiele kobiet. Nasze bohaterki inspirowały pokolenia Polek. I chociaż nigdy dotąd nie przedstawiono ich razem, obok siebie, w jednej książce, cały czas wpływają na nasze życie. Nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy.

ROZDZIAŁ 1

Maria Leszczyńska

Kopciuszek z Polski

Imigrantka, singielka i córeczka tatusia zostaje królową Francji

[no image in epub file]

Maria Leszczyńska, królowa Francji, Charles-André van Loo.

Muszelki. Jedyna pamiątka z dzieciństwa. Zbierane nad Zalewem Wiślanym, nad Bałtykiem, na brzegach szwedzkich jezior. Miała ich dziesiątki, ale większość zapodziała się podczas ciągłych ucieczek i przeprowadzek. Zostało tylko kilka i to one właśnie, ukryte w szkatułce, schowanej w prywatnych komnatach królowej w Wersalu, przypominały Marii lata wygnania i poniewierki. Gdyby tę historię znał zmarły zaledwie miesiąc przed jej narodzinami Charles Perrault, zapewne na nowo napisałby baśń o Kopciuszku.

Urodziła się 23 czerwca 1703 roku, ale gdzie – tego nikt dokładnie nie zanotował. Może była to Polska Wieś koło Trzebnicy? Może sama Trzebnica? A może Poznań czy Wrocław? Czasy były burzliwe i kronikarzy zajmowały zupełnie inne sprawy niż narodziny drugiej córki dwudziestosześcioletniego wojewody poznańskiego Stanisława Leszczyńskiego. Trwała wojna ze Szwedami i Rosjanami o Inflanty, które wybrany na króla Polski August II z dynastii saskiej chciał uczynić swoim prywatnym księstwem. Jednakże klęski zadane jego wojskom przez szwedzką armię, dowodzoną przez niespełna dwudziestoletniego króla Karola XII, uświadomiły Polakom, że koronowany sześć lat wcześniej saski władca prowadzi Rzeczpospolitą ku katastrofie. Wśród wielkopolskiej szlachty zaczęła dojrzewać myśl o spisku, którego celem byłoby zerwanie dotychczasowych sojuszy i detronizacja Augusta. Kluczową rolę miał w nim odegrać, niedługo po narodzinach Marii, jej ojciec.

Pierwsze miesiące życia dziewczynka spędza w pałacu w Rydzynie, rodowej siedzibie Leszczyńskich. To wspaniała rezydencja, wzniesiona ćwierć wieku wcześniej przez dziadka Rafała. Wpływowy polityk i niekwestionowany szlachecki przywódca, ojciec Stanisława, zmarł niedługo przed przyjściem Marii na świat. Rodzina miała od z górą dwustu lat ugruntowaną pozycję w Wielkopolsce i całym kraju, a nawet Europie. Ojciec Marii, młody wojewoda, i matka, Katarzyna z domu Opalińska, należeli do szlacheckiej elity, która z trudem akceptowała porządki zaprowadzane w kraju przez saskiego króla, chociaż wcześniej go popierała. Ale teraz August kazał wyrzucić z sejmowej izby poznańskich i kujawskich posłów! To niebywały skandal. Maria ma zaledwie dwa tygodnie, gdy jej ojciec jedzie do Środy na generalny sejmik wielkopolski.

Szlachta jest rozjuszona, chce się pozbyć króla. Sejmik przekształca się w konfederację, a ta przenosi się do Warszawy. Tam prymas Radziejowski ogłasza detronizację Augusta. Ale kto będzie następcą? Szlachta chciałaby widzieć na tronie potomków Jana Sobieskiego, jest jednak problem. Jego najmłodszy syn Aleksander odmawia przyjęcia korony, tłumacząc, że bardziej należy się ona jego braciom, Jakubowi lub Konstantemu. Ci jednak zostali porwani i uwięzieni w Saksonii z polecenia Augusta, który doskonale rozumiał, co się święci. Innych kandydatów brak, nikt nie chce się pakować w polityczną awanturę i odgrywać roli antykróla. Zwłaszcza że poparcie dla Sasa jest w wielu rejonach kraju wciąż silne. Tymczasem szwedzka armia przy okazji walk z wojskami Augusta łupi i pustoszy nasze ziemie. Polska potrzebuje choćby chwili spokoju. Do negocjacji z przebywającym w Lidzbarku Warmińskim Karolem XII szlachta wysyła wykształconego, zdolnego dyplomatę, wojewodę Leszczyńskiego.

Kwiecień 1704 roku nieodwołanie zaważył na późniejszych losach Marii i jej rodziny. Spotkanie ojca ze szwedzkim władcą nie przebiegło według zaplanowanego scenariusza. Karol XII natychmiast dostrzegł w starszym o pięć lat Leszczyńskim idealnego kandydata na polskiego antykróla. Ośmielony serią zwycięstw nad Sasami, chciał ostatecznie pozbawić Augusta władzy, a monarchą Rzeczypospolitej uczynić człowieka, który tylko jemu zawdzięczałby pozycję. Uparty młody wódz i polityk-intelektualista zawarli przymierze, łącząc na długo swoje losy.

Maria miała więc zaledwie rok, gdy w jej życie z impetem wdarła się wielka polityka. Latem 1704 roku orszak wojewodowej Katarzyny wyruszył z Rydzyny do Warszawy, chroniony przez szwedzką asystę. Starsza o cztery lata siostra Anna, ulubienica matki, podróżuje razem z nią. Znajdującą się w osobnym wozie Marią opiekuje się niania, dogląda jej ochmistrzyni Mokrzycka. Jadą, by zobaczyć wybór Stanisława Leszczyńskiego na króla Polski.

Elekcja, która odbyła się na polach Woli 12 lipca 1704 roku, przyciągnęła jednak niewielką liczbę szlachty. Większość doskonale rozumiała, że pod nadzorem szwedzkich bagnetów dokonuje się zamach na niepopularnego, niemniej legalnie koronowanego władcę. Nie było nawet prymasa Radziejowskiego, którego, jak głosiła plotka, do rezygnacji z udziału w elekcji namówiła kochanka, Konstancja Towiańska. Znały się z Katarzyną Opalińską od lat, lecz teraz dawna przyjaciółka miała zostać królową Polski. Kobieca zawiść ma swoje metody…

 

Stanisław Leszczyński został wybrany na władcę Polski, ale o koronacji na razie mowy być nie mogło. W kraju trwał korowód królów na czele wielotysięcznych armii, depczących sobie po piętach. Gdy Stanisław i Karol XII przebywali w Małopolsce, August II niespodziewanie zebrał siły i ruszył na Warszawę. Życie Katarzyny i jej córek po raz pierwszy zawisło na włosku…

We wrześniu 1704 roku rozpoczyna się pierwsza ucieczka Marii. Karoce wiozące żonę króla elekta, jej córki, dwór i bagaże w pośpiechu opuszczają zagrożone przez Sasów miasto. Kierują się na Poznań, jednak już dwie mile za stolicą z powodu zapadającego zmroku trzeba zrobić pierwszy postój w przypadkowej gospodzie. Niespełna czternastomiesięczna Maria została ułożona do snu w kołysce pod ścianą szopy. Następnego dnia miała ją zabrać niania lub ochmistrzyni Mokrzycka. Spanikowane kobiety zapomniały jednak o dziecku. Brak Marii zauważyły dopiero na pierwszym postoju.

Zawróceni jeźdźcy z eskorty wpadli kilka godzin później do gospody, przekonani, że jej właściciele porwali dziecko. Znaleźli Marię spokojnie śpiącą w kołysce. Dalszą drogę dziewczynka pokonała już na końskim grzbiecie. Pierwszym miejscem schronienia królewskiej rodziny stał się Elbląg, na opanowanej przez Szwedów Warmii. Stanisław dołączy do niej dopiero na święta Bożego Narodzenia.

Rok po ucieczce Leszczyńscy znów są w stolicy i 4 września 1705 roku Stanisław i Katarzyna zostają koronowani na króla i królową Polski. Dwuletnia Maria i jej sześcioletnia siostra niewiele rozumieją z uroczystości, która odbywa się w warszawskiej katedrze, ale czują, że to ważny moment. Teraz również one stały się ważne. Są polskimi królewnami, córkami koronowanego władcy Rzeczypospolitej! I mogą w końcu zamieszkać na warszawskim zamku.

Królewskie życie trwało tylko trzy miesiące. Na początku 1706 roku Karol XII i król Stanisław ruszyli przeciwko carowi Piotrowi Wielkiemu, sojusznikowi zdetronizowanego Augusta. Co prawda Leszczyński przekonywał szwedzkiego wodza, by najpierw zaatakować Saksonię i zmusić Sasa do abdykacji i uznania go za prawowitego następcę, ale Karol marzył o spotkaniu z rosyjskim carem na polu bitwy. Przeczuwając zagrożenie ze strony Augusta, Stanisław wysłał rodzinę najpierw do Torunia, a stamtąd do Fromborka. Stary, zaniedbany biskupi zamek w cuchnącym rybami miasteczku stał się kolejnym schronieniem polskiej królowej i jej córek, już drugi raz zmuszonej do ucieczki i ukrywania się. Nie bez powodu, bo niedługo po ich wyjeździe August II znów najechał i zdobył Warszawę.

Trzecie urodziny Maria spędziła bez ojca. Wciąż była za mała, by cokolwiek zrozumieć z rozgrywających się wokół niej zdarzeń. Czuła jednak, że coraz większa złość i smutek ogarnia jej matkę, babcię Annę i starszą siostrę. Wszystkie wspominały wspaniałości rodowego pałacu w Rydzynie, raju utraconego z powodu międzynarodowej awantury, w jaką wdał się Stanisław. Ale ona? Nie znała innego życia jak ciągłe wyjazdy, przeprowadzki i ucieczki. Jej losy od samego początku związane były z polityczną karierą ojca. Wilgotny, zimny zamek w pochmurnym i wietrznym Fromborku nie robił na niej aż tak złego wrażenia jak na reszcie rodziny. Ot, kolejne nieznane, dziwne miejsce, tym razem nad wielką wodą, gdzie na brzegu zalewu, a nawet na ulicach można było znaleźć fascynujące muszelki…

Brakowało jedynie ojca. Ale jego nie mogła szybko zobaczyć. Stanisław Leszczyński realizował bowiem plan, który tego dwudziestodziewięciolatka miał wynieść na szczyt życiowej kariery. Latem 1706 roku przekonał szwedzkiego monarchę do ataku na Saksonię, matecznik Augusta II przebywającego teraz w Warszawie. Uderzenie przyniosło piorunujący efekt. Na wieść o zajęciu przez Szwedów jego rodzinnego kraju August zrzekł się polskiej korony i za prawowitego władcę uznał Stanisława Leszczyńskiego. Ten, przebywając jeszcze w obozie wojskowym niedaleko saskiej wioski Lessing, przeżywał chwile triumfu, przyjmując oficjalne poselstwa saskie, pruskie, austriackie, tureckie, angielskie... Polska i Litwa miały już tylko jednego króla.

Królowa i jej córki wciąż jednak ukrywały się na Warmii. Wojna nie była skończona. Aby zapewnić sobie długie i szczęśliwe panowanie, Stanisław i Karol musieli pokonać wciąż groźnego cara Piotra. Dopiero we wrześniu 1707 roku, po ponad półtorarocznym wygnaniu, po długich naleganiach, królewska rodzina wyjechała do wytęsknionego pałacu w Rydzynie. Maria mogła go wreszcie podziwiać swoimi oczami pięciolatki. Ale znów – niedługo.

Ojca wciąż nie ma, szykuje się do wyprawy z Karolem na Rosję. Wojska ruszają z początkiem nowego roku. A królowa i królewny znów potrzebują bezpiecznego schronienia. Saski władca został na jakiś czas obezwładniony, ale czy nie będzie próbował pomścić doznanej zniewagi? Spora część polskiej szlachty wciąż sprzyja Augustowi i chce jego powrotu, nie wszystkim można ufać. Królowa Katarzyna znów pakuje bagaże i zabawki córek. Tym razem bezpieczną przystanią ma być zamek w Szczecinie, stolicy szwedzkiego Pomorza. To nie powinien być długi wyjazd. Królewska rodzina nie wie jeszcze, że opuszcza Polskę na zawsze.

***

Marynka. Tak, odkąd pamięta, mówił do niej ojciec. Jeśli starsza Anna bardziej była podobna do matki, to Maria bardzo szybko zaczęła przypominać jego. Nie tylko wyglądem, również usposobieniem. Nieco zamknięta w sobie, milcząca perfekcjonistka, niezbyt ładna, ale zgrabna i silna, miała dar znoszenia przeciwności ze zdumiewającym spokojem. Przystosowywała się do każdych warunków, wszędzie potrafiła znaleźć zajęcie, które sprawiało jej radość. Ten odziedziczony po ojcu rys charakteru w połączeniu z surową religijnością matki i jej teściowej, babki Anny, pozwalały przyszłej królowej przetrwać bez szwanku kolejną, trzecią już ucieczkę rodziny. Znosiła ją o wiele lepiej niż dziewięcioletnia siostra.

Do spotkania z ojcem doszło jesienią 1708 roku w Stargardzie, gdzie przyjechał zaledwie na kilka dni. Wypowiedziane przez niego swoje imię Marynka usłyszy dopiero za rok.

Wojna Karola XII z Rosją trwała sześć lat. Polska wciąż była politycznie podzielona. Wielkopolska, Prusy i Mazowsze wspierały Stanisława Leszczyńskiego i Szwedów. Małopolska i ziemie ukraińskie sprzyjały zdetronizowanemu Augustowi. Na ziemiach popierających króla Stanisława stacjonowały garnizony i oddziały szwedzkie, na pozostałych – rosyjskie. Rok 1709 miał przynieść ostateczne rozstrzygnięcie tego sporu. Dla Stanisława Leszczyńskiego oznaczałoby to możliwość utrwalenia władzy w całym kraju. Wszystko zależało od wyniku szwedzko-rosyjskich walk na Ukrainie. Niestety…

Latem 1709 roku do zamku w Szczecinie dociera informacja o straszliwej klęsce, jaką szwedzka armia poniosła w bitwie pod Poł­tawą. Karol XII, wcześniej ranny podczas oblężenia miasta, musiał uciekać do Turcji. To już koniec! Car Piotr triumfuje, na wieść o jego zwycięstwie siły zbiera zdetronizowany August. Z Drezna rusza do Polski i nie ma nikogo, kto mógłby go powstrzymać. Stanisław Leszczyński jeszcze próbuje bronić swojej władzy, idzie pod Częstochowę ze szwedzkim korpusem generała Krassaua i oddziałem pułkownika Adama Śmigielskiego, ale nie ma już złudzeń. Ta partia politycznych szachów została przegrana. Stanisław wydaje manifest, w którym deklaruje gotowość złożenia korony pod warunkiem przeprowadzenia kolejnej elekcji. Nikt go jednak nie słucha. W październiku August II i Piotr Wielki ogłaszają restaurację saskiej dynastii w Polsce. Rzeczpospolita znów ma dwóch królów, z tym że za głowę wyjętego spod prawa Stanisława wyznaczona zostaje nagroda.

Marynka zobaczyła ojca w listopadzie, gdy z niedobitkami szwedzkiego korpusu i trzystu wiernymi Polakami dobił okrętem do Szczecina. Klęska była całkowita, o powrocie do kraju nie było już mowy. August II konfiskował dobra Leszczyńskich i Opalińskich, sprzedawał je lub darował oddanym mu ludziom. Przybywający razem ze Stanisławem emigranci polityczni też stracili majątki. Matka i babka rozpaczają, ich smutek udziela się starszej siostrze. A Marynka? Jest zachwycona! W końcu ma ojca i wszystko wskazuje na to, że tym razem na długo.

W szczecińskim zamku zaroiło się od wujków. Takich jak Michał Tarło, dawny wojewoda lubelski, teraz kurier Leszczyńskiego do zadań specjalnych. Dzielny partyzant pułkownik Śmigielski. Szef emigracyjnego „rządu” Józef Karp. I wielu, wielu innych gotowych opowiadać niesamowite historie. Maria coraz lepiej poznaje ludzi, którzy pozostali wierni ojcu. Wielu z nich na długo zwiąże swoje życie z sześcioletnią obecnie królewną. Marii najbardziej imponuje ojciec, który, niezrażony klęską, wciąż zachowuje się jak król, przyjmuje zdarzenia z pogodną rezygnacją i spokojem filozofa. „Nie udało się, ale los może się zawsze odmienić. Nie wolno się poddawać. Trzeba próbować” – te słowa zapadną dziewczynce w pamięć.

Mimo pozbawienia Stanisława polskiego tronu i internowania Karola XII przez Turków w mołdawskich Benderach półtora roku w Szczecinie minęło spokojnie. Jednakże czarne chmury powoli, acz nieuchronnie zbierały się nad Pomorzem. W lipcu 1711 roku gruchnęła wieść o wkroczeniu wojsk Danii, chętnej do przejęcia słabo bronionych szwedzkich włości nad Bałtykiem. A ponieważ mieli na nie ochotę także Sasi i wspierający ich Rosjanie, rozpoczęła się wojna, w trakcie której trzy walczące strony wyrywały sobie kolejne miasta i tereny. Jesienią w rękach Szwedów pozostawały już tylko Szczecin i Stralsund. We wrześniu, nieszczęśliwym dla Leszczyńskich miesiącu, znów trzeba było w pośpiechu uciekać. Najpierw twierdza w Stralsundzie, a stamtąd aż na drugą stronę morza… I tak oto ośmioletnia Maria znalazła się w szwedzkiej Karlskronie razem z rodziną, dworem i najwierniejszymi towarzyszami – bez dachu nad głową, pieniędzy i widoków na przyszłość. Schronieniem stał się Svaneholm: według jednych przekazów stary opuszczony zamek na południu Szwecji, według innych – zapadła wioska. Tak czy inaczej, warunki życia królewskiej rodziny zrobiły się tragiczne.

Stanisław Leszczyński, urodzony dyplomata, postanowił działać. Pojechał do Sztokholmu. Przerażeni wojną regenci, sprawujący władzę pod nieobecność internowanego w Turcji Karola, nie byli zdolni do podjęcia jakichkolwiek decyzji. Polski władca bez ziemi, działając jako pełnomocnik szwedzkiego króla, obudził w nich wojowniczego ducha i skłonił do przeznaczenia większych funduszy na armię. Przy okazji zadbał o lepsze zakwaterowanie dla rodziny i emigracyjnego dworu.

Kolejnym domem Marynki stała się skromna rezydencja w Kristianstad, malowniczym miasteczku, znanym jako „Wodne Królestwo” z powodu otaczających je jezior, rzek i kanałów. Zbudowane sto lat wcześniej wały obronne okazały się doskonałym miejscem na pierwsze wspólne spacery ekskróla i jego młodszej córki. Były też wspaniałą scenerią do opowiadanych przez ojca historii o rzymskich i greckich wodzach, władcach i bóstwach. Jednakże codzienne życie nie było bajką. Ciężar utrzymania polskiego dworu szwedzki rząd przerzucił na miasto. Rajcy Kristianstad wystawiali rachunki za zakwaterowanie, wyżywienie i inne wydatki, ale nie było ich z czego płacić. Królewska rodzina ratowała finanse, sprzedając kosztowności, które udało się zabrać z Polski, ale była to kropla w morzu potrzeb. Sam Stanisław Leszczyński w celu ratowania reputacji podarował cenny zdobiony półmisek autorstwa mistrza Drentwetta miejscowemu kościołowi Świętej Trójcy. Nie mogło to jednak zatrzeć wrażenia nędzy, w jakiej znalazł się koronowany władca Rzeczypospolitej i jego bliscy.

Marynka dorastała więc wśród nieopłaconej służby, pogrążających się w depresji matki i babki, w cieniu chorowitej, ale wciąż faworyzowanej siostry. Na dobrą edukację młodszej królewskiej córki rodziców nie było stać – jej nauczycielem od wszystkiego był jezuita ksiądz Labiszewski, wpajający dziewczynce surowe obyczajowe zasady. Niemniej rok spędzony w Kristianstad Maria będzie wspominać jako jeden z najszczęśliwszych w życiu. Nareszcie miała u swego boku kogoś, kto poświęcał jej uwagę, okazywał uczucia, bawił ją i uczył. Świętem stały się wyjazdy z ojcem nad morze do Karlskrony, wakacje w Vadstenie nad wielkim jeziorem Wetter czy w niedalekim Medevi, słynnym uzdrowisku ze źródłami leczniczych wód. Tacie królowi pieniędzy mogło brakować, ale nie na takie wyjazdy. W Vadstenie zwiedzali wielki zamek, a w nim zobaczyli groby dwóch królowych Szwecji.

Sielanka trwała jednak krótko. Latem 1712 roku do Kristianstad zaczęły docierać listy od wciąż przetrzymywanego w Turcji Karola. Wojowniczy władca wzywał Leszczyńskiego, by poprowadził w jego imieniu zbrojną wyprawę na zajęte przez wrogów Pomorze. Stanisław znów zaczyna jeździć do Sztokholmu, by omówić z regentami możliwość przeprowadzenia tej akcji. Jest gotów spełnić wolę swojego dobrodzieja, ale zdania są podzielone. Przeciwny zbrojnej interwencji jest spotkany w stolicy Szwecji Benjamin Arnold, były burmistrz Leszna, rodowej posiadłości Leszczyńskich, ocalonej co prawda przed konfiskatą, ale zastawionej dla pokrycia wydatków u żydowskich bankierów w Lipsku. Ekskról nie wie jeszcze, że jest on tajnym agentem pruskiego rządu, zainteresowanego zawarciem pokoju i zakończeniem trwającej od ponad dekady wojny z Augustem II oraz wspólną, niemiecko-szwedzką operacją przeciw Rosji. Planowana akcja nie sprzyja tym planom. Stanisław, mimo że zabiera Arnolda do Kristianstad, nie zamierza korzystać z jego rad. Znowu nastaje wrzesień – dla rodziny Leszczyńskich tradycyjnie miesiąc rozstań. Polski król wsiada na statek w Karlskronie, by poprowadzić szwedzką wyprawę na Pomorze.

 

Przez kolejne dwa lata wieści o ojcu docierały do Marynki bardzo rzadko. Nikt dokładnie nie wiedział, co z nim się dzieje. Przed świętami Bożego Narodzenia było jednak wiadomo, że wyprawa na Pomorze zakończyła się klęską. Przeważające siły saskie zmusiły Leszczyńskiego do pójścia na ugodę z Augustem. Stanisław obiecał mu co prawda, że zrzeknie się korony, ale pod warunkiem zatwierdzenia tej decyzji przez Karola XII. A ten wciąż przebywał pod turecką „opieką”. W lutym 1713 roku Leszczyński razem z Michałem Tarłą i pułkownikiem Śmigielskim decydują się na śmiały i niebezpieczny krok. Mimo ostrej zimy i otaczających ich zewsząd wrogów postanawiają odnaleźć szwedzkiego króla w odległej Mołdawii. Podróż trwa wiele miesięcy. Ze względów bezpieczeństwa nie piszą żadnych listów.

W Benderach są wiosną, ale Karola tam nie ma – Turcy przenieś­li go do Dimetoki nad Bosforem, by mieć oko na nieobliczalnego władcę. Co robić? Stanisław Leszczyński pisze z Mołdawii listy – zarówno do szwedzkiego króla, jak i do rodziny. Prosi Karola o zgodę na abdykację i zwolnienie go z sojuszniczych zobowiązań. Trzydziestosześcioletni polski król bez ziemi widzi, że sytuacja stała się dla niego beznadziejna, i zaczyna myśleć o… emeryturze. A także o zapewnieniu przyzwoitego bytu rodzinie, od dziewięciu lat miotanej z miejsca na miejsce z powodu politycznej awantury, w którą się wpakował.

Listy jednak nie dochodzą. W Kristianstad Marynka, przyzwyczajona od dziecka do długich nieobecności ojca, zaczyna powoli rozumieć powagę sytuacji. Leszczyński jest zaniepokojony brakiem jakichkolwiek odpowiedzi. Na początku 1714 roku wyjeżdża z Mołdawii do Siedmiogrodu. Co zamierzał tam robić, nie wiadomo. Jednak to właśnie na węgierskiej ziemi doszła do niego w końcu spóźniona wiadomość od Karola XII. Szwed nie zgadzał się na abdykację, ale przychylał się do prośby o emeryturę. Aby zapewnić mu byt, był gotów przekazać Leszczyńskiemu odziedziczone po swoim ojcu Księstwo Dwóch Mostów, nadać mu tytuł księcia oraz zapewnić sto tysięcy talarów dożywotniej rocznej pensji. Chciał, by polski król, chociaż chwilowo bezpiecznie schowany, pozostał jego pionkiem na europejskiej szachownicy…

Dwa Mosty – Zweibrücken. Wykrojone niegdyś z nadreńskiego palatynatu księstwo, rodowa posiadłość dynastii Wittelsbachów, osiem kilometrów od Saarbrücken, niedaleko francuskiej granicy. Jego stolicą było liczące w czasach Stanisława zaledwie cztery tysiące mieszkańców miasteczko o tej samej nazwie, położone malowniczo nad brzegami rzeki Blies i otoczone polami róż – specjalnością miejscowych hodowców. W Zweibrücken, zarządzanym w imieniu szwedzkiego władcy przez gubernatora, hrabiego Stralenheima, był niewielki zamek, jednakże Leszczyński postanowił obniżyć koszty utrzymania i zadowolił się leżącą na terenie rezydencji mniejszą siedzibą. Była to sensowna decyzja, gdyż – jak donosiły docierające w końcu z Kristianstad listy – z powodu ciągłego braku pieniędzy emigracyjny dwór mocno się skurczył. Pozostało jedynie dwadzieścioro Polaków i Polek wiernych królowej Katarzynie i tylko czterech oficerów. Nie potrzebowali dużo miejsca.

***

Marynka ma jedenaście lat, gdy z rodziną i dworem opuszcza Kristianstad. Wchodzi w wiek dojrzewania, a jej siostra, piętnastoletnia Anna, to już prawdziwa piękność. Matce, która ostatnie dwa lata w Szwecji zniosła wyjątkowo ciężko, tytuł księżnej Zweibrücken dawał nie tylko nadzieję na bardziej dostatnie życie, ale też na wydanie za mąż dorastającej córki. Kto bowiem raz został koronowany na króla, zawsze już nim będzie, choćby stracił tron. Ale kto zechce bezdomną królewnę? Księstwo Dwóch Mostów jest co prawda dużo mniejsze niż dawne posiadłości Leszczyńskich i Opalińskich w Wielkopolsce i przynależy do jej męża tylko dożywotnio, niemniej zawsze to coś. A Maria? Cóż, nie jest tak ładna jak siostra, ale może i jej trafi się jakiś kawaler…

Pierwszym przystankiem na drodze do Zweibrücken jest niezdobyty szwedzki Stralsund. Stamtąd Leszczyńscy jadą do Wiednia i dalej, przez Lotaryngię, do Księstwa Dwóch Mostów. Po dwóch latach rozłąki, po długiej, męczącej, liczącej półtora tysiąca kilometrów podróży Marynka spotyka się w końcu z ojcem. Otoczone różami miasto sprzyja spacerom i rozmowom. W polityce na szczęście niewiele się dzieje. Stanisław, jak zwykle pozytywnie nastawiony do życia, stał się teraz bardziej religijny. Mniej już opowiada o starożytnych wodzach i bohaterach, a więcej o świętych, dając ich jako przykład cierpliwego znoszenia zadawanych przez los ciosów. Czy przeczuwał, że jeszcze kolejne spadną na jego rodzinę?

Pierwsze lata w Zweibrücken mijają spokojnie. Marynka ma wreszcie nauczycieli. Poznaje literaturę, uczy się geografii i historii, szlifuje języki: niemiecki, łacinę, francuski, włoski. I szwedzki, który zdążyła poznać podczas trzyletniego wygnania w Kristianstad, a który w Księstwie Dwóch Mostów jest również w użyciu. Ojciec, wychowanek jezuickiego kolegium w Lesznie, dopilnował oczywiście edukacji religijnej, ale nie zaniedbał lekcji dobrych manier i tańca dla córek, zatrudniając do tego Francuza Faviera. Sytuacja materialna Leszczyńskich jest wreszcie stabilna. Wypłacana z polecenia Karola XII renta i dochody z podatków wystarczają na życie może nie tak dobre jak kiedyś w Wielkopolsce, ale o niebo lepsze niż ostatnimi laty. Dla Marynki Zweibrücken to pierwszy prawdziwy dom po latach tułaczki. Innego nie zna.

W nowym miejscu Maria zaczyna folgować swojemu apetytowi. Tę skłonność odziedziczyła po znanym z łakomstwa ojcu. Leszczyński jako książę Dwóch Mostów zaczął się coraz szybciej zaokrąglać, a Marynka być może rekompensowała sobie lata szwedzkiego niedostatku. Niepokój budziło jednak zdrowie Anny, która mimo dobrego klimatu wciąż cierpiała na jakieś dolegliwości. Nic jednak nie zapowiadało tragedii, chociaż przepowiednia spotkanej na drodze Cyganki wzbudziła pewien niepokój: „Widzę dwie korony i trumnę”. Urodzony optymista Leszczyński wziął ją za dobrą wróżbę. „Korona będzie dla mnie i Katarzyny” – tłumaczył, pewny, że któregoś dnia wróci na polski tron. – „A trumna dla mojego wroga, Augusta”1. Stało się inaczej.

Na początku 1717 roku Anna zaczęła poważnie chorować. Kaszel, gorączka, ciągłe osłabienie… Lekarze, jak to w tamtych czasach, zalecali upuszczanie krwi, aby zrównoważyć zbyt pobudzony stan organizmu. Nic jednak nie pomagało. W marcu osiemnastoletnia zaledwie, piękna Anna umarła. Dla rodziny był to straszliwy cios. Nie ostatni.

Już od kilku miesięcy do Zweibrücken docierały informacje o planach dokonania zamachu na Stanisława Leszczyńskiego. Odkąd dwa lata wcześniej Karol XII wydostał się z Turcji i wrócił do Szwecji, polski ekskról znów zaczął być politycznym problemem. August II obawiał się jego powrotu – „uzurpator”, który nigdy nie zrzekł się tronu, mógł znów przy szwedzkim wsparciu zakwestionować władzę Sasa. W gabinetach Drezna i Warszawy zaczęła dojrzewać myśl o zorganizowaniu zamachu na życie księcia Zweibrücken. W samym mieście szanse na to były niewielkie, gdyż bezpieczeństwa Leszczyńskich strzegł dobrze zorganizowany szwedzki garnizon. Możliwości należało szukać poza nim, gdy Stanisław opuści bezpieczne gniazdo. Taką okazją mógł być wyjazd do klasztoru w Gräfenthal. Królewska rodzina odwiedzała go regularnie, przy okazji rodzinnych uroczystości. Wypadki potoczyły się tak, że naocznym świadkiem próby zamachu na ojca stała się jego czternastoletnia wówczas córka.