Zwrotnice dziejów

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rywali do sukcesji było więc trzech: Władysław, Bolesław, Mieszko. I tu pojawia się testament, którego być może nie było.

Ale widzimy skutki decyzji Krzywoustego, niezależnie od formy, w jakiej została ogłoszona. Po jego śmierci Bolesław Kędzierzawy dostał we władanie Mazowsze, Mieszko – Wielkopolskę. Co ważne, ci książęta rezydowali w Płocku i Gnieźnie już wcześniej i tworzyli tam własne zaplecze polityczne jeszcze za życia ojca. Wdowa Salomea została uposażona między innymi grodami w ziemi łęczyckiej. Władysław – pamiętajmy, że jego matką była pierwsza żona Krzywoustego – oprócz dzielnicy senioralnej władał również ziemią lubuską i Śląskiem, najbogatszą z prowincji państwa.

Bardzo szybko okazało się, że pomysł Krzywoustego na utrzymanie jedności państwa był chybiony. Walki między Władysławem a przyrodnimi braćmi wybuchły już w 1141 roku i trwały – z przerwami – pięć lat.

Do pierwszego konfliktu Władysława z Salomeą i juniorami doszło, kiedy księżna wdowa bez wiedzy i zgody seniora zwołała do Łęczycy zjazd możnych. Zamierzano na nim rozstrzygnąć kwestię wydania za mąż najmłodszej córki Krzywoustego, trzyletniej Agnieszki, za jednego z książąt ruskich. Salomea naruszyła tym prawa Władysława jako princepsa, ponieważ to on miał kierować polityką zagraniczną księstwa. Ten odpowiedział gwałtownie. Wezwał posiłki ruskie i pokonał braci.

Ale pozostali w swoich dzielnicach. Zachowali też oczy. I życie.

Cóż, w niektórych krajach skandynawskich bunty kończyły się tym, że wszyscy bracia byli mordowani przez księcia zwierzchniego. Takie były ówczesne obyczaje polityczne. A ucinanie języka i wyłupywanie oczu to było coś zupełnie oczywistego w walce o władzę, jak Europa długa i szeroka. Władysław nie zdecydował się jednak na wyeliminowanie braci. Z pewnością wiedział, jakie poruszenie w kraju wywołała rozprawa jego ojca ze Zbigniewem. Być może obawiał się reakcji możnych, możliwe, że Bolesław i Mieszko mieli zbyt wielu stronników, zainteresowanych słabą władzą centralną.

Wystąpił jako obrońca jedności państwa, przywołał do porządku macochę i braci, lecz podział państwa trwał. Walki wybuchły znów w 1144 roku, gdy zmarła Salomea. Jej grody w Łęczycy miały zostać włączone do dzielnicy senioralnej, ale nie zgodzili się na to juniorzy. Władysław znów wezwał posiłki ruskie, znów pokonał braci i włączył do swojej dziedziny ziemię łęczycką.

Skoro miał taką przewagę nad braćmi, dlaczego nie zjednoczył wtedy ziem polskich?

W tym czasie narastał już jego konflikt z Piotrem Włostowicem, możnym z potężnego rodu Łabędziów. Za czasów Bolesława Krzywoustego był on palatynem, czyli prawą ręką księcia, i wiernie mu służył. Niektórzy historycy uważają, że Krzywousty wyznaczył go, obok arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba ze Żnina, na strażnika swojego testamentu. Tego nie możemy być jednak pewni. Wiadomo natomiast, że palatyn w wojnie domowej seniora z juniorami nie brał udziału. Starał się mediować, a to nie podobało się Władysławowi, który coraz poważniej myślał o ostatecznym pozbyciu się braci. No i nie podobało się to żonie princepsa.

Witamy w naszej książce niezwykle ambitną kobietę o twardym charakterze – Agnieszkę Babenberg, przyrodnią siostrę króla Niemiec Konrada. Biskup krakowski Wincenty Kadłubek w swojej kronice pisał o niej same złe rzeczy. Nazywał ją „tygrysicą”, oskarżał o podżeganie męża do rozprawy z braćmi. Możemy oddać na chwilę głos mistrzowi Kadłubkowi?

Możemy, zawsze warto cytować źródła. Ale pamiętajmy, że Kadłubek prawdopodobnie nosił herb Łabędziów. Ten sam, co Włostowic. Miał więc powód, by Agnieszki bardzo nie lubić.

Mistrz Wincenty tak pisał o Władysławie: „Tym smutniejsze były jego rządy, im więcej oddawał się rozkoszy w objęciach żony. Niełatwo bowiem panować nad żoną, skoro raz jej się pozwoli zapanować. [...] Nazywa więc ona męża półksięciem, a nawet półmężem. Tak więc książę, sam w sobie bardzo ludzki, pod wpływem zawziętości żony wyzbywa się ludzkości”. I rusza na braci. Jak widać, kobiety od ośmiuset lat stosują te same metody, by wpływać na mężczyzn.

A historię piszą ludzie z krwi i kości.

I ludzkich namiętności. Przepraszam za częstochowski rym, to niechcący.

Agnieszka była piękną kobietą, miała silny charakter, ambicję, pochodziła z wielkiego rodu. Kronika Kadłubka i inne źródła wystawiają jej złe świadectwo i obarczają odpowiedzialnością za pchnięcie męża do ostatecznej rozgrywki z braćmi i Włostowicem.

Taka śląska lady Makbet?

Można powiedzieć, że wykazywała pewne podobieństwo z tą postacią literacką (śmiech). Istnieje relacja, choć nie sposób przesądzić o jej historyczności, że pewnego razu, podczas polowania, Władysław i Piotr prowadzili „męskie rozmowy”. Książę zażartował, że żona palatyna jest w bardzo zażyłych stosunkach z opatem jednego z klasztorów. Na to Włostowic odparował, że księżna Agnieszka też sypia z pewnym niemieckim rycerzem. Oczywiście Agnieszka – jeśli było coś na rzeczy – do niczego się nie przyznała, ale tym bardziej miała powód, by pozbyć się palatyna.

I pozbyła się go?

Władysław oskarżył go o zdradę, o spiskowanie z juniorami. Wyłupił oczy, uciął język, odebrał dobra i wygnał z kraju.

Mogłem się spodziewać.

Rozprawa z Włostowicem to ważny moment. Władysław traci wtedy poparcie wielu możnych oraz rycerzy oburzonych jego brutalnym postępowaniem. Ale senior postawił wszystko na jedną kartę. Tym razem ruszył na braci bez posiłków z Rusi. Na początku szło mu dobrze. Zajął Mazowsze, obległ Bolesława i Mieszka w Poznaniu. Wtedy jednak w pozostałych dzielnicach wybuchł bunt. Możni wiedzieli bowiem, że jeżeli Władysław pokona braci, zjednoczy kraj i bardzo się wzmocni. A to nie leżało w ich interesie. Tendencje odśrodkowe panowały wówczas w całej Europie. Od Hiszpanii po Ruś organizmy państwowe rozdrabniały się, dominowały regionalne partykularyzmy. Dostojnicy świeccy i kościelni nie byli zainteresowani silną władzą centralną, na którą mieliby ograniczony wpływ i która mogłaby zagrozić ich pozycji. Gdy wydawało się, że Władysław ma już zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, możni wystąpili przeciwko niemu. W obozie pod Poznaniem pojawił się stronnik juniorów arcybiskup Jakub ze Żnina, i rzucił klątwę na Władysława. Ekskomunikował go, wykluczył z Kościoła. To spowodowało, że szeregi zwolenników seniora jeszcze bardziej stopniały. Poza tym Władysław dał się zaskoczyć braciom – jednoczesny wypad ich drużyn z Poznania, połączony z atakiem wiernych im wojsk przyczajonych w okolicach grodu, spowodował jego klęskę. Senior uciekł za granicę, niedługo później dołączyła do niego Agnieszka, której nie udało się obronić Krakowa przed Bolesławem i Mieszkiem. Porządek personalny ustanowiony przez Krzywoustego rozsypał się już w osiem lat po jego śmierci. Jego pierworodny syn, wyznaczony na księcia zwierzchniego, do kraju już nie wrócił. Nowym księciem zwierzchnim został Bolesław Kędzierzawy, który objął dzielnicę senioralną oraz Śląsk.

Czy mimo wygnania wyznaczonego przez Bolesława Krzywoustego księcia zwierzchniego trwał porządek prawny przewidziany statutem księcia? Nadal obowiązywały zasady pryncypatu i senioratu?

Tak, ale już niedługo. Po śmierci Bolesława Kędzierzawego w 1173 roku seniorem został Mieszko Stary, książę Wielkopolski. Miał już tylko jednego brata, Kazimierza, bo Henryk Sandomierski zginął wcześniej podczas wyprawy w Prusach. Mieszko był politykiem z prawdziwego zdarzenia i dobrym gospodarzem. Konsekwentnie tytułował się „księciem całej Polski”, zwoływał zjazdy książąt ze wszystkich dzielnic, prowadził bezwzględną politykę skarbową, ściągał od możnych wszelkie opłaty. Po prostu rządził na serio. I dlatego długo nie porządził. W 1177 roku, po tym jak zbuntowali się przeciwko niemu możni z Małopolski, został wygnany z Krakowa, a buntownicy zaprosili najmłodszego syna Krzywoustego – Kazimierza. Miał już prawie czterdzieści lat, a wciąż obywał się bez dzielnicy.

Potrafił czekać. I został zapamiętany z przydomkiem Sprawiedliwy.

Powód nadania takiego przydomku jest raczej oczywisty – po prostu nie rządził. Był księciem rezydentem, dał się prowadzić dostojnikom świeckim i duchownym. A został „Sprawiedliwym”, bo Wincenty Kadłubek wychwalał go w swojej kronice.

„Zrywa więc pęta niewoli, kruszy jarzmo poborców, znosi daniny, podatki częścią znosi, ciężary nie tyle zmniejsza, co zupełnie usuwa, daniny i służebności znieść każe”. To Kadłubek o Kazimierzu. No cóż, kto nie lubi władzy, która obniża podatki i likwiduje urzędy skarbowe?

Rządy Kazimierza Sprawiedliwego to zmierzch zasady senioratu. Co więcej, na zjeździe w Łęczycy w 1180 roku zrezygnowano z zasady obejmowania władzy w dzielnicy senioralnej przez najstarszego z Piastów. Uchwały zjazdu łęczyckiego zatwierdził papież Aleksander III, potwierdzając także legalność władzy Kazimierza jako princepsa. Inna sprawa, że stopniowo przestawało mieć znaczenie, kto jest princepsem, kto panuje w Krakowie. Dzielnice stawały się samodzielnymi bytami politycznymi. Ostatnim księciem krakowskim, którego władzę w pewnym zakresie uznają wszyscy polscy książęta, będzie starszy syn Kazimierza Sprawiedliwego, Leszek Biały. Zginie w 1227 roku, zamordowany przez zamachowców nasłanych przez księcia pomorskiego Świętopełka.

Ustanowiony przez Krzywoustego system, który miał zapewnić jedność polityczną państwa, zawiódł?

Zawiódł, bo nie udało się utrzymać zasad przekazywania władzy i jedności politycznej państwa. Stało się dokładnie odwrotnie. Poszczególni książęta będą w przyszłości bić się o Kraków, żeby zdobyć dominującą pozycję, ale ziemie polskie staną się już wtedy mozaiką kilkudziesięciu całkowicie niezależnych, często walczących ze sobą państewek. Zaniknie polityka ogólnopolska, nikt nie będzie patrzył na całość spraw państwa. Dla Wielkopolski ważne będą Brandenburgia i Pomorze Zachodnie, dla Śląska – Czechy, dla Małopolski – Ruś, dla Mazowsza – Prusy. Każda dzielnica, każda linia Piastów poprowadzi własną politykę zagraniczną.

 

Na ile linii dzieli się ród Piastów?

Na Śląsk wrócili synowie Władysława Wygnańca i dali początek Piastom śląskim, którzy wygasną dopiero w XVII wieku. Przez tych kilkaset lat zamienią się w Niemców. Mamy też Piastów małopolskich, wielkopolskich, mazowieckich, kujawskich. A każdemu nowemu książątku ojciec musi dać kawałek ziemi. Śląsk w drugiej połowie XIII wieku to już kilka rywalizujących ze sobą księstw. Dzielą się też Wielkopolska, Kujawy i Mazowsze. Na Pomorzu Gdańskim rządzi rodzima dynastia Sobiesławiców. Nawet od Małopolski odpadają kasztelanie oświęcimska i bytomska, które Kazimierz Sprawiedliwy przekazał Piastom śląskim. Oświęcim wróci do Polski w XV wieku. Bytom dopiero w 1945 roku.

O tym, że Śląsk i ziemia lubuska znalazły się z powrotem w granicach Polski dopiero po II wojnie światowej, już mówiliśmy. A jak znalazły się poza jej granicami?

Śląsk był rozdrobniony. I niemal wszystkie te państewka zostały zhołdowane w latach trzydziestych XIV wieku przez króla Czech Jana Luksemburskiego, a potem wcielone do Korony Królestwa Czeskiego. Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki nie byli w stanie skutecznie temu przeciwdziałać, ani militarnie, ani dyplomatycznie. Z kolei ziemię lubuską dał w zastaw margrabiemu brandenburskiemu jeden z książąt śląskich, Bolesław Rogatka, za cenę pomocy militarnej przeciwko swojemu bratu. Okazał się niewypłacalny, więc ziemia lubuska została wchłonięta do marchii.

Jeszcze jakieś straty?

Wspominaliśmy już o utracie zwierzchnictwa nad Pomorzem Zachodnim, które stało się terenem ekspansji Brandenburgii. Te ziemie za czasów Krzywoustego nie były częścią Polski, ale tamtejsi władcy uznawali piastowskie zwierzchnictwo.

Po zjednoczeniu ziem polskich przez Łokietka poza Królestwem Polskim pozostaje Mazowsze, rządzone przez tamtejszych Piastów. Pod władzę Krakowa wróci dopiero w XVI wieku.

No i, co musimy przypomnieć, odpada od Polski Pomorze Gdańskie. Nasz powrót nad Bałtyk pochłonie w przyszłości mnóstwo sił i środków.

Pomorze Gdańskie straciliśmy w momencie, gdy na horyzoncie widać już było zjednoczenie ziem polskich. W 1308 roku.

Zaatakowany przez Brandenburczyków Gdańsk wezwał wówczas na pomoc Krzyżaków. Ci wyparli najeźdźców, ale sami zajęli miasto i całą prowincję. Władysław Łokietek, z niezwykłym uporem scalający pod swą władzą kolejne ziemie, był akurat zajęty na południu. Nic nie mógł na to poradzić.

No i doszliśmy do Krzyżaków. Mówiliśmy już, że Niemcy opuszczą Prusy dopiero w 1945 roku i że Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie zaprosił do Polski Konrad Mazowiecki, młodszy syn Kazimierza Sprawiedliwego. Dlaczego to zrobił?

Po pierwsze dlatego, że książęta polscy nie byli w stanie samodzielnie zrealizować planu podboju i chrystianizacji Prus. Po drugie, Konrad Mazowiecki po śmierci brata, Leszka Białego, rzucił się w wir zmagań o Kraków i nie miał głowy do zajmowania się dokuczliwymi Prusami, którzy łupieżczymi wyprawami ciągle nękali mazowieckie pogranicze.

Powiedział pan, że książęta polscy nie byli w stanie samodzielnie podbić pogańskich Prusów. A mieli takie zamiary?

Prusowie byli Bałtami, tak samo jak Jaćwingowie, Litwini i Łotysze. I poganami. Już za czasów Chrobrego święty Wojciech chciał ich nawracać i poniósł w ich kraju męczeńską śmierć. Potem wyprawiał się na nich Krzywousty, ale jego wyprawy nie przyniosły trwałych skutków. Prusowie byli podzieleni na wiele plemion, w których władzę sprawował wiec, a wodza wybierano tylko na czas wyprawy wojennej. Gall Anonim pisze, że żyli „bez króla i bez prawa”. I mimo że nie rozporządzali dużą siłą militarną, systematycznie najeżdżali sąsiadów, ponieważ potrzebowali łupów i niewolników.

Na początku XIII wieku książęta polscy rozpoczęli akcję chrystianizacji i podboju Prus. Najbardziej tym zainteresowany był Konrad Mazowiecki, którego dzielnica narażona była bezpośrednio na najazdy.

Jakie osiągnęli efekty?

Mizerne. Pokojowe nawracanie Prusów niewiele dawało. Konrad sprowadził na Mazowsze cystersów, a biskupem misyjnym został opat jednego z ich klasztorów, Chrystian.

Niestrudzenie podróżował po pruskim terenie i udało mu się skłonić niektóre wspólnoty plemienne do przyjęcia chrztu. Były to jednak bardzo ograniczone sukcesy, niewielki efekt dała też misja podjęta przez dominikanów z Gdańska, wspierana przez księcia pomorskiego Świętopełka. W tym czasie Prusowie coraz mocniej nękali Mazowsze najazdami. Tym bardziej że załamał się system obrony pogranicza stworzony przez wojewodę Krystyna z rodu Gozdawów.

Dlaczego?

Bo – jak zwykle w takich wypadkach – skuteczny i dzielny wojewoda za bardzo wyrósł i książę uznał go za zagrożenie. W 1217 roku Konrad uwięził, oślepił i udusił Krystyna. System obronny, złożony z niewielkich, obsadzonych rycerzami grodów, przestał funkcjonować. W następnych latach Mazowsze dotknęły trzy bardzo dotkliwe najazdy. Konrad zwrócił się o wsparcie do innych książąt piastowskich. W latach 1222 i 1223 wyruszały na Prusy połączone siły Konrada, Leszka Białego i śląskiego Henryka Brodatego. Wyprawy te miały charakter krucjat. Leszek Biały użył przy tym dość ciekawej argumentacji, starając się przekonać papieża, że nie może jechać na krucjatę do Ziemi Świętej, za to na pogańskich Prusów chętnie się wyprawi. Dowodził, że na Bliskim Wschodzie nie ma piwa i miodu, a on wody pić nie może. Papież dał się przekonać, jednak krucjaty naszych książąt nie przyniosły żadnego rezultatu. Także dlatego, że wnukowie Krzywoustego, zamiast walczyć, ciągle się o coś spierali. Nie wypalił też pomysł rozmieszczenia na granicy stałych oddziałów, z udziałem rycerstwa małopolskiego. Prusowie szybko zorganizowali skuteczną wyprawę odwetową. Jasne stało się, że nie damy rady poganom z użyciem własnych sił. Wtedy narodziła się koncepcja, by walką z Prusami zajął się zakon rycerski. A najlepiej Krzyżacy, usunięci właśnie z Węgier. Pomysł wyszedł od Henryka Brodatego, który w 1222 roku nadał zakonowi wieś Łasucice w ziemi namysłowskiej. Plan wydawał się świetny – osadzić na pograniczu, w ziemi chełmińskiej, sprawdzonych w bojach na Bliskim Wschodzie rycerzy zakonników, którzy obronią Mazowsze, a być może uda się ich rękami podbić Prusy. Nie przewidziano tylko, że ci, którzy mieli być narzędziem polityki Piastów, ograją książąt. I to Piastów uczynią swoim narzędziem.

Czy Konrad Mazowiecki w ogóle wiedział, z kim ma do czynienia? Kogo do siebie zaprasza?

Sam pomysł zaproszenia zakonu rycerskiego do walki z niewiernymi nie był nowatorski. Podobnie myślał pomorski Świętopełk, który sprowadził do siebie kilku joannitów i kilku rycerzy z hiszpańskiego zakonu Calatrava, aczkolwiek oni żadnej działalności nie podjęli. W Polsce byli już joannici i templariusze. Można podejrzewać, że Konrad nie zdawał sobie sprawy, kogo chce wykorzystać do swoich celów.

Krzyżacy w tamtym czasie to byli ludzie z zupełnie innego świata niż mazowiecka puszcza, o zupełnie innych horyzontach. Dla Konrada stolicami były Płock i Kraków, czyli – cóż, to może dla nas przykre, ale prawdziwe – peryferia ówczesnej Europy. A Krzyżacy czuli się jak u siebie w Jerozolimie, w Rzymie, w Mediolanie, na dworach cesarza i papieża. Akurat za cesarza Fryderyka II, czyli w interesującym nas okresie, zaczęli odgrywać bardzo istotną rolę polityczną. Zakon powstał co prawda już w 1191 roku, podczas oblężenia Akki w Palestynie, żeby zapewnić opiekę rannym i chorym Niemcom, ale przez dłuższy czas wegetował. Mógł wystawić zaledwie kilkunastu rycerzy z pocztami.

Wielka kariera niemieckich szpitalników rozpoczęła się, kiedy mistrzem zakonu – czwartym z kolei – został Hermann von Salza. Pochodził z ubogiego rodu rycerskiego, a jego życie to przykład zawrotnego awansu. Był mistrzem dyplomacji, cierpliwie wyjednywał u papieża Honoriusza III i cesarza Fryderyka II kolejne przywileje i ziemie na terenie Włoch, Niemiec i Palestyny. Cieszył się zaufaniem i poparciem dwóch największych władców ówczesnej Europy, często pełnił funkcję pośrednika między papieżem a cesarzem. Dzięki temu niemieccy rycerze mnisi stali się potęgą ekonomiczną i polityczną. Głównym jednak celem mistrza była budowa niezależnego państwa zakonnego. Okazja nadarzyła się na Węgrzech. Król Andrzej II, który udał się na krucjatę, zaprosił ich do Siedmiogrodu, żeby bronili Madziarów przed najazdami koczowniczych Połowców. W 1212 roku dostali tam jakieś dwanaście tysięcy kilometrów kwadratowych ziemi. Tyle wynosi powierzchnia dzisiejszego województwa śląskiego.

Ale Krzyżacy długo tam miejsca nie zagrzali.

Zaczęli zakładać miasta, sprowadzać niemieckich osadników. Budowali własne państwo. Postarali się u papieża o dokument, który zwalniał ich z zależności lennej wobec króla Węgier. Tego było za wiele. W 1225 roku zostali wygnani z Siedmiogrodu, mimo głośnych protestów papieża. Episkopat węgierski stanął za swoim władcą.

Propozycja Konrada Mazowieckiego musiała być dla nich darem niebios.

Do pierwszych rozmów doszło zapewne w 1226 roku, jednak dopiero dwa lata później na Mazowszu pojawiło się pierwszych trzech rycerzy. W tym samym czasie dostali też ziemię chełmińską, czyli pogranicze Mazowsza i Prus, jako lenno. Działania wojenne zaczęli w 1230 roku, posuwając się stopniowo w dół Wisły, likwidując kolejno punkty oporu Prusów i budując w strategicznych miejscach zamki. Tym razem Krzyżacy byli już mądrzejsi o doświadczenia węgierskie i starali się nadać podstawy prawne swojemu panowaniu nad Bałtykiem. Najpierw, w 1234 roku uzyskali od papieża Grzegorza IX bullę uznającą pełnię ich władzy w ziemi chełmińskiej i nowych zdobyczach pruskich. Dostali ją na podstawie tzw. falsyfikatu kruszwickiego, czyli umowy zawartej jakoby 16 czerwca 1230 roku, w której Konrad Mazowiecki przekazać miał Krzyżakom ziemię chełmińską i wszystkie tereny w przyszłości podbite przez zakon. Polscy historycy twierdzą, że ten dokument został sfałszowany. Niemieccy, że istniał naprawdę.

Później, prawdopodobnie w 1235 roku, Krzyżacy postarali się u cesarza Fryderyka II o wydanie tzw. złotej bulli z Rimini. Podyktowali treść dokumentu, który stanowił, że cesarz nadaje im prawa do wszystkich ziem, jakie zdobędą podczas misji w Prusach oraz do ziemi chełmińskiej. Bulla była antydatowana na 1226 rok. Wiemy, że nie mogła wtedy zostać wydana, jednak do dziś rok 1226 uznaje się za datę sprowadzenia Krzyżaków do Polski. To było umocnienie prawne państwa Krzyżaków. Udało im się to, czego nie zdołali osiągnąć na Węgrzech. W latach trzydziestych widać już było wyraźnie, że rycerze zakonni chcą zbudować w Prusach swoje państwo.

Konrad Mazowiecki się nie ocknął?

Nie. Wchodził w zwarcia dyplomatyczne z zakonem, gdy ten chciał zająć ziemię dobrzyńską, ale to nie były zatargi o fundamentalnym znaczeniu. Nikt w Polsce o wyrzucaniu zakonu znad Wisły nie myślał. Konrad chciał mieć spokój na północy Mazowsza. I miał. Zajmował się Krakowem i Sandomierzem.

Prawdziwy teatr dziejowy. Książęta piastowscy walczą o skrawki ziemi i zameczki, a tuż pod bokiem, na ich własne życzenie, wyrasta im groźna potęga. Taka, z którą jeszcze nigdy nie mieli do czynienia.

Książęta piastowscy wspierali zakon, chcieli we współpracy z Krzyżakami doprowadzić do podziału Pomorza Gdańskiego, byli ich sojusznikami w wojnie z księciem pomorskim Świętopełkiem. Konradowi naprawdę wydawało się, że wpadł na świetny pomysł. Nie musiał zajmować się Prusami, bo zajmował się nimi ktoś inny. Nie rozumiał, że został ograny przez zakon i nie pojmował w pełni konsekwencji swojej decyzji. A Krzyżacy, regularnie wspomagani przez posiłki przysyłane przez cesarza i krzyżowców z całej Europy, doszli do Bałtyku, posuwali się wzdłuż wybrzeża, aż dotarli do Sambii w okolicach dzisiejszego Królewca. Ostatnie wielkie powstanie Prusów zostaje stłumione w 1283 roku. Całe Prusy zostają podbite, zakonnicy budują sieć zamków i miast, osadzają chłopów z Mazowsza, Czech i Niemiec, zaczynają ściągać niemieckich mieszczan. Między dolną Wisłą i Niemnem powstaje doskonale zorganizowane niemieckie państwo zakonne.

Które niedługo później sięgnie po Pomorze Gdańskie i zaatakuje Polskę.

Polscy książęta przez długi czas nie zajmowali się zakonem, ponieważ zakon nie zajmował się polskimi sprawami. Naszych władców nie otrzeźwiło fałszowanie dokumentów przez mnichów rycerzy. Nie zaniepokoiło ich powstanie zupełnie nowego, silnego bytu politycznego tuż u naszych granic, mocno wspieranego przez papieża i cesarza. W tak fatalny sposób mścił się brak władzy centralnej, brak myślenia wykraczającego poza granice swojego księstewka. Działać zaczął dopiero Łokietek po zajęciu przez Krzyżaków Pomorza Gdańskiego. Próbował odzyskać te ziemie na drodze sądowej, podobnie jak Kazimierz Wielki. Jednak nawet gdy uzyskiwaliśmy korzystne wyroki sądów papieskich, to i tak zakonnicy ich nie respektowali.

 

Ale Łokietek i Kazimierz Wielki nie tylko sądzili się z Krzyżakami. Musieli z nimi walczyć o rdzennie polskie ziemie – Kujawy i Wielkopolskę.

Bo apetyt Krzyżaków na nowe zdobycze stale rósł. Zakon stanowił ogromne zagrożenie dla odradzającego się państwa. Sojusz Krzyżaków z Czechami Jana Luksemburskiego był niezwykle niebezpieczny, groził nam rozbiór. Byliśmy słabsi od przeciwników. Tylko talentowi dyplomatycznemu Kazimierza Wielkiego zawdzięczamy unormowanie stosunków z Czechami i pokój kaliski z zakonem w 1343 roku. Polska zrzekła się praw do ziemi chełmińskiej, michałowskiej i Pomorza Gdańskiego, ale odzyskaliśmy Kujawy i ziemię dobrzyńską. No i na długie lata mieliśmy spokój z zakonem. Mogliśmy zbierać siły do ostatecznej rozgrywki, która kiedyś musiała nadejść.

Łokietek, który zaczynał jako drobne książątko kujawskie, koronował się na króla Polski w 1320 roku. Nadludzkim wysiłkiem udało mu się zjednoczyć Wielkopolskę, Małopolskę, ziemię łęczycką, sieradzką oraz Kujawy, o które zresztą zaraz trzeba się było bić z Krzyżakami. Tyle po rozbiciu dzielnicowym zostało z dziedzictwa Krzywoustego.

Taki jest bilans.

Powraca fundamentalne pytanie: można było tego uniknąć? Czy gdyby Bolesław Krzywousty nadał swojemu „testamentowi” inną treść, Polska nie zamieniłaby się w mozaikę księstewek, nie stracilibyśmy Śląska i Pomorza, a nad Bałtykiem nie pojawiłoby się niemieckie państwo?

Można było tego uniknąć. Bolesław Krzywousty mógł w inny sposób rozporządzić swoją ojcowizną. Ba, nawet powinien. Nie bez powodu mówiliśmy o drodze Krzywoustego do objęcia samodzielnych rządów w księstwie. Wiemy, że sięgając po władzę, musiał wyeliminować brata, co nie spodobało się możnowładcom i wywołało kryzys polityczny. Wiedział zatem, że jego dziedzic może napotkać podobne problemy, czyli opozycję rodzeństwa i możnych.

I właśnie dlatego odpowiednio wcześnie wyznaczył porządek sukcesji, który miał zapewnić bezproblemowe przekazanie władzy i zachowanie jedności politycznej państwa. W historiografii o „testamencie” Krzywoustego mówi się czasem jako o przykładzie geniuszu politycznego.

Mam inne zdanie. Niezależnie od tego, jakie intencje miał Krzywousty, konsekwencje jego decyzji są takie: następca tronu zostaje wygnany już w kilka lat po jego śmierci, państwo dzieli się na niezależne byty polityczne, zanika władza centralna, ogólnopaństwowa. Można mieć więc uzasadnione wątpliwości, czy podjął słuszną decyzję.

Lekarstwo okazało się gorsze od choroby? Albo inaczej – profilaktycznie podane lekarstwo wywołało chorobę?

Decyzja Krzywoustego na pewno była dobra w kontekście zapewnienia władzy Piastowiczom. Nadanie synom dzielnic gwarantowało, że żadna obca dynastia nie zadomowi się na naszych ziemiach. Trudno go winić za to, że myślał o swoich dzieciach. Ale na pewno nie był to najlepszy pomysł na zabezpieczenie jedności państwa.

Więc co innego mógł zrobić Krzywousty? Wspomniał pan, że podziały państw i ich rozdrabnianie się na niezliczone księstwa, hrabstwa i biskupstwa to norma w ówczesnej Europie.

Na zachodzie Europy mamy już wtedy rozwiniętą drabinę feudalną, z systemem zależności lennych. Możnowładcy w myśl zasady „wasal mojego wasala nie jest mym wasalem” zostali pośrednikami między własnymi lennikami a monarchą, co prowadziło do dużego osłabienia pozycji króla i rozbicia państwowej jedności. Włochy czy Francja, o Rzeszy Niemieckiej już nie mówiąc, zamieniły się w federacje niewielkich organizmów, podległych królowi jedynie formalnie.

Na wschodzie Europy tak się nie działo, ponieważ drabina feudalna nie zdążyła się jeszcze wykształcić. U nas królowie i książęta traktowali państwo jak swoją własność, ojcowiznę. Wyzwaniem było sprawne przekazanie jej następcom – w taki sposób, by władza pozostała w rodzinie i mogła być efektywnie sprawowana.

W naszym regionie mamy wtedy cztery znaczące państwa – Czechy, Węgry, Polskę i olbrzymią, silną Ruś Kijowską. Spośród tych państw najwcześniej rozbicia dzielnicowego doświadcza Ruś. I to rozbicia dramatycznego. Książę Jarosław Mądry robi to samo, co później w Polsce Bolesław Krzywousty – dzieli państwo pomiędzy pięciu synów na zasadzie senioratu. Skutki są równie opłakane. Umiera w 1054 roku i od tego czasu Ruś dzieli się na coraz mniejsze księstwa, oczywiście zajadle ze sobą walczące. Ten chaos spowoduje, że w XIII wieku Mongołowie bez problemu podporządkują sobie wszystkie ziemie ruskie. Na dwieście lat. A o spadek po dziedzictwie Rusi Kijowskiej przez stulecia będą rywalizować państwo polsko-litewskie i Moskwa.

O tym będziemy jeszcze nieraz mówić w kolejnych rozdziałach książki. Ale wróćmy do Krzywoustego.

Ruś jest podzielona, ale na Węgrzech i w Czechach nie dochodzi do trwałego rozbicia dzielnicowego, mimo rosnącej roli możnych. Czechy przeżywały wprawdzie okres rywalizacji książąt z dynastii Przemyślidów, jednak spójność państwa nie została fundamentalnie naruszona. Skoro więc dwa ważne państwa naszego regionu unikają podziałów, to nasuwa się pytanie, czy faktycznie Krzywousty wybrał najlepszą drogę.

Dlaczego Węgry i Czechy uniknęły rozbicia?

To pytanie historycy zadają sobie od wielu lat i nie znajdują jednoznacznej odpowiedzi. W wypadku Węgier jedni podkreślają użyteczność osiadłego na wschód od Dunaju tureckiego plemienia Kumanów, wiernie stojącego przy rodzie Arpadów. Inni zwracają uwagę na rosnącą rolę rycerstwa, które było za utrzymaniem jedności państwa. Na Węgrzech król przydzielał najstarszemu synowi jedną trzecią wspólnego terytorium, między innymi Chorwację. Tam właśnie następca tronu trenował umiejętności polityczne, administracyjne, wojskowe, a po śmierci króla obejmował władzę.

Ale Krzywousty nie był królem, nie miał tak silnej pozycji.

W Czechach królestwo dziedziczne istnieje od Przemysła Ottokara I, czyli dopiero od końca XII wieku. Panujący do tego czasu w Czechach w większości byli książętami. Tam dzielnicą przydzielaną najstarszemu synowi lub młodszemu bratu księcia Czech były Morawy. I nawet jeśli pojawiały się tendencje odśrodkowe, to w Czechach nigdy nie przybrały takiej postaci jak w Polsce. Nie doszło do dezintegracji państwa w takiej skali.

Co zatem mógł zrobić Krzywousty, zamiast dzielić księstwo na dzielnice i wyznaczać seniora?

Po prostu nie wyodrębniać dzielnic dla młodszych synów. Mógł uznać, że najstarszy syn Władysław ma pełnię władzy nad całą ojcowizną Piastów. A bracia są przy nim, stanowią część jego dworu, drużyny. Mógł przydzielić im zadania – jeden mógł otrzymać na przykład zwierzchność sądową, a drugi zajmować się organizacją siły zbrojnej. Krzywousty powinien był wyposażyć Władysława w takie kompetencje, które dawałyby mu możliwość kontrolowania całości państwa, „trzymania na smyczy” młodszych braci. Wydzielenie dzielnic Bolesławowi i Mieszkowi otworzyło szeroko drzwi do rozwoju tendencji odśrodkowych, osłabiających władzę centralną. Przyznanie im władzy w Poznaniu i Płocku było wręcz zachętą do działania przeciwko zwierzchnictwu Władysława. W obliczu ówczesnych możliwości komunikacyjnych oddalenie młodszych braci od dworu w Krakowie stawało się dla nich okazją do współdziałania przeciwko przyrodniemu bratu.