Polska-RosjaTekst

Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Do rozważania, co by się stało w stosunkach Polski z Moskwą, gdyby arcybiskup Bodzanta koronował jednak Ziemowita, na pewno wrócimy. Doszliśmy jednak do momentu, w którym wzrok panów krakowskich padł na wielkiego księcia litewskiego. Dlaczego to właśnie on był w ich oczach najlepszą partią dla Jadwigi?

Bo był jedynym możliwym kandydatem na męża i króla. Z punktu widzenia panów małopolskich sytuacja wyglądała tak: odrzucili i pokonali Ziemowita, bo nie odpowiadał ich wizji rozwoju państwa oraz stanowił zagrożenie dla ich karier. Drugoligowi książęta niemieccy, tacy jak Wilhelm Habsburg, nie wchodzili w grę. Gdy piętnastoletni książę przybył na Wawel, kasztelan krakowski Dobiesław z Kurozwęk wyrzucił go za bramę. Zygmunt Luksemburski był już zaręczony z Marią Andegaweńską, miał rządzić Węgrami. Francuzi? Włosi? To byłby skok w nieznane, bez żadnych korzyści dla Korony. Nikt nie myślał o kandydatach z tych stron. Chanowie tatarscy – niedorzeczność. Zostawał Jogaiło. Był najrozsądniejszym wyborem, bo ze związku Polski i Litwy korzyści czerpałyby obie strony. Po porażce Ziemowita innego kandydata na męża Jadwigi i króla Polski po prostu nie było.

Jaki bagaż doświadczeń przywiózł na Wawel Jogaiło? Jaka była sytuacja rządzonej przez niego Litwy?

Skomplikowana. Litwa miała dwóch głównych wrogów: Moskwę i zakon. Krzyżacy walczyli z Wielkim Księstwem o Żmudź, oddzielającą posiadłości obu gałęzi zakonu w Prusach i w Inflantach. Gdyby udało się im ją zdobyć, zyskaliby solidną bazę do ataków na Litwę właściwą, kolebkę państwa Giedyminowiczów. To było śmiertelne zagrożenie. Przecież poza Żmudzią i Auksztotą Wielkie Księstwo było w całości ruskie! Ponadto trwanie Litwinów przy pogaństwie dawało zakonowi do ręki broń ideologiczną. Wyprawy Krzyżaków na Litwę miały pełne wsparcie papieża i cesarza.

Natomiast konflikt z Moskwą wynikał ze zdobywczego pędu Giedyminowiczów. Powiedzieli A, podporządkowując sobie całą Ruś zachodnią, Ruś Małą. Więc musieli powiedzieć B – iść dalej na wschód, zhołdować Moskwę, pokonać Tatarów lub ułożyć się z nimi i sięgnąć po panowanie nad całym dziedzictwem Rusi Kijowskiej. Olgierd był pod Moskwą, ale odbił się od murów Kremla. Litwa okazała się za słaba, żeby wziąć Moskwę „z marszu”, musiała zebrać siły na kolejne starcie. Jednak to rywal się wzmocnił. Wielki książę moskiewski Dymitr porwał się na rzecz, wydawałoby się, niebywałą. Wykorzystał wywołane walkami wewnętrznymi osłabienie Ordy i przestał płacić Tatarom trybut.

Zbierał go dalej w ruskich księstwach. Po prostu przestał odsyłać pieniądze do Saraju.

To prawda. Widać w tym dobrą szkołę dziadka, Iwana Kality. Dymitr był świetnym politykiem, wyrachowanym dyplomatą. Całą akcję buntu przeciwko Ordzie prowadził pod hasłem sprzeciwu wobec chana Mamaja, którego uważał za uzurpatora. Nie mówił: zrzucam jarzmo, wygnam Tatarów tam, skąd przyszli! Co to, to nie. Oficjalnie występował przeciwko dominującej akurat w Ordzie frakcji, grał na podziały wśród Tatarów. Mamaj musiał zareagować. Zdołał zjednoczyć znaczną część Ordy i postanowił przywołać Dymitra do porządku. Wojna rozpoczęła się w 1375 roku. Moskwa dawała sobie radę, Tatarzy nawet nie zdołali podejść pod stolicę księstwa. Mamaj postanowił więc zmontować antymoskiewską koalicję.

Z Jogaiłą w roli głównej.

Zgadza się. Jogaiło został wielkim księciem litewskim po śmierci Olgierda w 1377 roku. Jadwiga Andegaweńska miała wtedy trzy albo cztery lata, w Polsce trwały rządy Ludwika Węgierskiego. Widząc wzrost znaczenia Moskwy, Jogaiło zawarł sojusz z Mamajem, który gotował się na generalną rozprawę z Dymitrem. Do koalicji antymoskiewskiej dołączył również książę Riazania Oleg. Wojska sojuszników miały spotkać się 1 września 1380 roku w wyznaczonym miejscu nad Oką.

Nie dotarli tam ani Oleg riazański, ani Jogaiło.

Oleg zobaczył, co się dzieje. Na apel Dymitra stawili się z wojskami prawie wszyscy książęta północno-wschodniej Rusi. Moskwa stanęła na czele tak licznej koalicji Rurykowiczów, jakiej nie pamiętano od czasów bitwy z Mongołami nad Kałką. Widać było, że wielki książę ma autorytet. Oleg wojsk Dymitrowi nie wysłał, ale prawdopodobnie poinformował go, że Tatarów też nie wesprze. Nie chciał być ruskim odszczepieńcem.

Siły obu stron były wyrównane, dziś historycy oceniają, że Dymitr i Mamaj mieli pod komendą po mniej więcej trzydzieści tysięcy wojowników. Tatarzy oprócz sił Ordy przyprowadzili też najemników z Kaukazu i kolonii genueńskich na Krymie. Ci drudzy mieli się przydać podczas ewentualnego oblężenia Moskwy. Dymitr starannie wybrał pole bitwy: sformował szyki na stosunkowo wąskim obszarze z lasem i rzeką na skrzydłach, co uniemożliwiało ulubiony manewr tatarski – obejście z boku i uderzenie od tyłu. Ukrył też w lesie tak zwany pułk zasadzki, który miał zaatakować w decydującym momencie bitwy.

Tak właśnie się stało. Gdy Mamaj zaangażował w walkę wszystkie swoje rezerwy, szalę zwycięstwa na korzyść Rusinów przechyliło niespodziewane natarcie kilku tysięcy ruskich wojów pod dowództwem księcia sierpuchowskiego Włodzimierza oraz księcia wołyńskiego Dymitra Michałowicza, zwanego Bobrokiem. Najpierw zniszczyli prawe skrzydło Tatarów, potem uderzyli na centrum. Wtedy pękły szyki ordyńców, zaczęła się rzeź. Klęska Tatarów była całkowita. Mamajowi ledwie udało się ujść z życiem, ale stracił władzę w Ordzie. Przegrał ze swoim konkurentem Tochtamyszem. Uciekł do Genueńczyków na Krym, tam został otruty.

8 września 1380 roku na Kulikowym Polu nad Donem po raz pierwszy od czasów najazdu Batu-chana Rusini zadali Tatarom miażdżący cios. To był psychologiczny przełom. Symboliczny początek zrzucania jarzma tatarskiego i świt potęgi Moskwy. Rusini zobaczyli, że zjednoczeni, stanowią wielką siłę. A zjednoczył ich nie kto inny, jak wielki książę moskiewski. Po Kulikowym Polu oczy prawie całego świata ruskiego zaczęły patrzeć na moskiewski Kreml. Moskwa w dobitny sposób potwierdziła swoje prawo do przewodzenia innym książętom. Dymitr zyskał przydomek Doński, do dziś ma zaszczytne miejsce w panteonie rosyjskich bohaterów narodowych. Rusini okupili zwycięstwo wielką daniną krwi. Ich straty ocenia się na kilkanaście tysięcy ludzi. Ruscy kronikarze zapisali, że poległo dwunastu książąt i czterystu osiemdziesięciu trzech bojarów.

Jogaiło na pole bitwy nie dotarł. Gdyby wsparł Mamaja, porażka Dymitra byłaby raczej pewna.

Prawdopodobnie tak. Wielki książę litewski prowadził kilkanaście tysięcy wojowników. Ta siła pewnie przeważyłaby szalę zwycięstwa, bo bitwa do pewnego momentu była zażarta i wyrównana.

Wiadomo, dlaczego Jogaiło nie pomógł Mamajowi? Byli sojusznikami, mieli zbieżne cele. Władcy Litwy powinno bardzo zależeć na pokonaniu Dymitra. Wyeliminowałby z gry o panowanie nad Rusią głównego rywala.

Niestety, o wyprawie Jogaiły nad Don nie wiemy prawie nic. Źródła są niezwykle skąpe i w dodatku niespójne. Jedne mówią, że w dniu bitwy Litwini byli ponad sto kilometrów od Kulikowgo Pola; inne, że zaledwie trzydzieści kilometrów. Nic nie wiadomo na temat motywacji Jogaiły. Czy po prostu spóźnił się na miejsce koncentracji, czy też nie wysłał wojsk, bo kalkulował, co mu się bardziej opłaci. Istnieją różne teorie. Wiadomo tylko, że na wieść o zwycięstwie Rusinów wojska litewskie dość szybko wycofały się na zachód.

Moim zdaniem Jogaiło przekombinował. Jak po bitwie pod Grunwaldem.

To znaczy?

Po Grunwaldzie miał przeciwnika na łopatkach, a nie dobił go. Po klęsce zakonu był panem sytuacji: w Malborku wybuchła panika, wystarczyło posłać kilka chorągwi, by zająć stolicę Krzyżaków, zadać ostateczny cios. Ale Jogaiło najpierw przez kilka godzin gawędził z Witoldem, a pod Malbork ruszył dopiero po dwóch dniach. I szedł aż dziewięć dni. W tym czasie komtur Henryk von Plauen, którego nie było pod Grunwaldem, przygotował Malbork do obrony. Oblężenie się nie udało. Wielkie zwycięstwo nie przyniosło Koronie żadnych zysków. Litwa odzyskała Żmudź, a i to tylko na czas życia Witolda. I miała święty spokój z zakonem.

Już mistrz Jan Długosz posądzał Jagiełłę o to, że Malborka nie chciał zdobyć. Są historycy, którzy twierdzą, że Litwin na polskim tronie celowo zmarnotrawił zwycięstwo pod Grunwaldem, bo obawiał się zbyt wielkiego wzrostu znaczenia Polski po zajęciu przez nią Prus. I bez nich Korona była zdecydowanie silniejszym partnerem w unii polsko-litewskiej. Ja dostrzegam okoliczności obiektywne i uważam, że w czasie wielkiej wojny z zakonem w latach 1409–1411 Jagiełło postępował jak król Polski. Działał zgodnie z polską racją stanu. Wszystkie źródła świadczą o tym, że Jagiełło chciał pokonać zakon, złamać go definitywnie. Pełne unicestwienie Krzyżaków nie było wtedy możliwe, gdyż mieli zaplecze w komturiach w całej Rzeszy oraz wielu sojuszników. Próba ich zniszczenia mogła ściągnąć na kraj niebezpieczeństwo ataku Luksemburczyków. Na pewno w obronie Krzyżaków interweniowaliby papież i cesarz. Królestwo zdobyło się na wielki wysiłek, złamało potęgę militarną zakonu, ale nie było gotowe na długotrwałą wojnę na wielu frontach. Gdzie pan widzi analogię w postępowaniu Jagiełły po Kulikowym Polu i Grunwaldzie?

W jednym i drugim przypadku kalkulował, zamiast działać. W obu nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Podczas wyprawy nad Don miał dwie możliwości. Mógł lojalnie wesprzeć sojuszniczych Tatarów. Zgadzamy się, że spowodowałoby to porażkę Rusinów, być może śmierć Dymitra i zdobycie Moskwy przez siły tatarsko-litewskie. Mógł też uderzyć na bardzo osłabione po ciężkiej bitwie wojska ruskie. Miał Dymitra i ruskich książąt „na widelcu”. Czy to nie była świetna okazja do zdobycia przez Litwę dominującej pozycji w rywalizacji o zjednoczenie Rusi?

Można kreślić różne scenariusze. Nie dowiemy się, co siedziało w głowie Jogaiły, gdy podążał nad Don. Wiemy natomiast, że w działaniach politycznych był bardzo rozważny i ostrożny. Rzeczywiście – długo kalkulował, rozważał wszystkie za i przeciw, brał pod uwagę różne warianty. Nie był człowiekiem, który najpierw coś robi, a dopiero później zastanawia się, co właściwie zrobił. U władców to akurat dobra cecha.

 

Z wyjątkiem tych przypadków, gdy sytuacja wręcz zmusza do szybkiego działania, a nie dzielenia włosa na czworo.

Być może nad Donem Jogaiło nie wykorzystał wielkiej szansy. Wtedy świt potęgi Moskwy mógłby zamienić się w jej pogrzeb. Szansę wykorzystał Dymitr, ale tylko na krótko. Rusinom po Kulikowym Polu wydawało się, że na dobre wyzwolili się spod zwierzchnictwa Tatarów. Jednak Tochtamysz zdołał raz jeszcze zebrać siły Ordy i w 1382 roku niespodziewanie zaatakował Moskwę. Zaskoczenie było zupełne. Dymitr opuścił stolicę, by zebrać wojska na północy. Miasto broniło się dzielnie, ale w końcu padło. Moskwa została spalona, mieszkańcy wymordowani albo zabrani w jasyr. Tatarzy pomścili Kulikowe Pole, Dymitr musiał znowu uznać zwierzchnictwo Ordy. Do końca życia pozostawał z chanami w dobrych stosunkach. Na pełne wyzwolenie z tatarskiej niewoli Ruś musiała czekać jeszcze ponad sto lat, do czasów Iwana III Srogiego. Jednak bez wątpienia to Kulikowe Pole było początkiem wychodzenia Rusi z okresu dominacji Tatarów. Od tego momentu władza chanów nad ruskimi księstwami była coraz słabsza. To był długi marsz ku wyzwoleniu, a Moskwa była tego marszu przewodnikiem. Mimo udanej wyprawy odwetowej Tochtamysza pozostała liderem ruskiego świata.

Natomiast Jogaiło wrócił znad Donu i niemal od razu wpadł w wir wojny domowej.

Wystąpili przeciwko niemu stryj Kiejstut (który za czasów Olgierda współrządził z nim Litwą) wraz z synem Witoldem. Najpierw Jogaiło z matką i braćmi został uwięziony, potem sam uwięził Kiejstuta i Witolda na zamku w Krewie. Z tej niewoli stary książę już nie wyszedł. Podejrzewano, że w jego śmierci mógł maczać palce Jogaiło, ale dowodów na to nie ma. Witold zbiegł do Krzyżaków, brał udział w ich rejzach na Wielkie Księstwo, potem zresztą zmieniał front jeszcze kilka razy: jednał się z Jogaiłą, a później znów szukał poparcia u wielkich mistrzów i komturów, którzy snuli swoje intrygi i robili wszystko, by osłabić Litwę.

Nie miał łatwego życia z kuzynem nasz przyszły król.

Syn Kiejstuta najpierw robił wszystko, by zdobyć satysfakcjonującą go pozycję na Litwie, wiele razy spiskował i wyciągał broń przeciwko Jagielle i jego braciom. Gdy w końcu na mocy porozumień wileńsko-radomskich z 1401 roku stał się na Litwie wielkim księciem, uznawał zwierzchnictwo Jagiełły, ale z dużym bólem serca. Czuł się panem Litwy, reprezentował interesy litewskie, prowadził samodzielną politykę zagraniczną. Zwieńczeniem tych prób „wybicia się na niepodległość” były niezrealizowane starania Witolda o koronę królewską dla siebie.

Nie wnikajmy jednak w skomplikowane dzieje relacji dwóch wybitnych Giedyminowiczów. Na początku lat osiemdziesiątych wyraźnie było widać, że Jogaiło musi dokonać strategicznego wyboru. Z jednej strony miał napierający na Litwę zakon, a komturowie aż palili się, by zostać ojcami chrzestnymi wielkiego księcia i rozpocząć ewangelizację nowych owieczek w litewskich puszczach. Po fatalnych doświadczeniach bratnich Prusów i Jaćwingów Litwini za wszelką cenę chcieli ich losu uniknąć. By walczyć z zakonem, Litwa potrzebowała spokoju na wschodzie. Dlatego Jogaiło w 1383 roku zawarł pokój z Dymitrem Dońskim. Uzgodniono też, że żoną wielkiego księcia Litwy zostanie córka władcy Moskwy, księżniczka Zofia. I co najważniejsze: Jogaiło miał przyjąć chrzest prawosławny, stać się de facto ruskim księciem. A tego nie chciał robić. Stałby się wtedy sojusznikiem Moskwy, która dopiero co pokazała, że chce i potrafi przewodzić Rusinom. Jak w takich warunkach władca Litwy miałby zachować spoistość kraju, zlepionego przecież z księstw Rurykowiczów? Jogaiło potrzebował chrztu, ale nie z Malborka czy Moskwy.

Propozycja panów małopolskich musiała być dla niego prawdziwym darem niebios.

Nie da się ukryć, że rozwiązywała mnóstwo problemów Jogaiły. I stwarzała możliwości, o których chyba nawet nie marzył. Na mocy układu w Krewie podpisanego 14 sierpnia 1385 roku wielki książę zobowiązywał się przyjąć chrzest razem z braćmi rodzonymi i stryjecznymi oraz „ludem pogańskim”. Litwini mieli stać się katolikami. To oznaczało, że będą odgrodzeni od podbitego przez siebie prawosławnego świata, zachowają tożsamość. Wytrącą też Krzyżakom z ręki środek nacisku i propagandowy oręż. W dodatku Polacy oferowali rękę kobiety króla i swoją koronę. To była fantastyczna oferta. Wielkie Księstwo zyskiwało dzięki temu dostęp do polskich zasobów: cywilizacyjnych, ekonomicznych, militarnych. A sam wielki książę stawał się królem zasobnego, chrześcijańskiego kraju w środkowej Europie. Gdy jeszcze dwa, trzy lata wcześniej negocjował z Dymitrem Dońskim pokój, małżeństwo z jego córką i chrzest prawosławny, nie myślał chyba, że jego losy potoczą się w takim kierunku.

Mówię: dar niebios.

Tylko nie wiemy, do jakich bogów modlił się Jogaiło. (śmiech) Owszem, korzyści dla Litwy płynące z unii w Krewie były bardzo wyraźne, choć w historiografii litewskiej unia i późniejsze akty wiążące oba państwa były różnie oceniane, z reguły negatywnie.

Jogaiło dostawał chrzest, rękę królowej pochodzącej z jednej z najpotężniejszych dynastii Europy oraz koronę zasobnego królestwa. Polacy dostali wypuszczenie jeńców z niewoli i nigdy niezrealizowaną obietnicę przyłączenia Litwy do Królestwa Polskiego. Panowie małopolscy, którzy negocjowali układ w Krewie, zrobili słaby interes.

Załatwili bardzo palącą potrzebę obsadzenia tronu polskiego kimś, kto zagwarantuje określone korzyści. Jogaiło takie korzyści gwarantował. Po pierwsze, był władcą potężnego państwa, a związek z Litwą otwierał wielkie możliwości przed Koroną i jej szlachtą. Po drugie, utworzona diecezja wileńska podlegała metropolii gnieźnieńskiej, co oznaczało wzrost politycznego znaczenia Polski. Po trzecie, ustały litewskie najazdy na Polskę – ziemie na wschodzie kraju zaczęły się w końcu normalnie rozwijać. Po czwarte, zaproszenie na Wawel Litwina zapewniło bezpieczeństwo i polską kontrolę nad południowym szlakiem handlowym w kierunku Morza Czarnego, co ułatwiło ekspansję gospodarczą na wschód. Dla Krakowa, Wrocławia i miast śląskich miało to duże znaczenie.

I na końcu czynnik najbardziej istotny: elity polityczne Polski wiedziały, że wojna z Krzyżakami o odzyskanie ujścia Wisły jest nieunikniona. Że musi nadejść. A z Litwą u boku nadzieje na pokonanie zakonu stawały się bardziej realne.

To korzyści. A czy panowie małopolscy uwzględniali ewentualne koszty? Mieli świadomość, że Polska, wiążąc się z Litwą, zostanie uwikłana w spór z rosnącą w siłę Moskwą?

Nic nie wskazuje na to, by możnowładcy małopolscy, którzy negocjowali unię w Krewie, brali to pod uwagę. To była bardzo odległa perspektywa. Jeszcze w końcu XIV wieku mimo Kulikowego Pola Moskwa była jednym z księstw gdzieś na wschodzie, hen daleko od Krakowa. Panowie małopolscy nie mogli widzieć zagrożenia tam, gdzie go jeszcze nie było. Poza tym charakter związku polsko-litewskiego był sprawą otwartą. Układ w Krewie stanowił układ przedślubny Jogaiły i Jadwigi. Owszem, jego ostatni punkt przewidywał przyłączenie Litwy do Polski.

Brzmi: „W końcu ten książę Jagiełło przyrzeka także ziemie swoje Litwy i Rusi przyłączyć wieczyście do Korony Królestwa Polskiego”.

Proszę jednak zwrócić uwagę, że użyty czasownik applicare, czyli „przyłączyć”, nie oznaczał tego, co incorporare, czyli „wcielić”. Dyskusja historyków nad tym aktem trwa od XIX wieku i pewnie prędko się nie zakończy. Dziś wielu naukowców skłania się ku twierdzeniu, że unia krewska była wzorowana na uniach kościelnych, co ma oznaczać, że Wielkie Księstwo Litewskie i Corona Regni Poloniae miały nadal stanowić odrębne instytucje państwowe. Kierunek ewolucji związku Korony z Litwą był sprawą otwartą. Precyzowały go kolejne porozumienia, a było ich jeszcze kilka. Następne unie wprowadziły na stałe instytucję odrębnego wielkiego księcia na Litwie. Przez jakiś czas unia w ogóle wygasła, gdy wielkim księciem w 1440 roku bez zgody polskiego króla i szlachty został młodszy syn Jagiełły, Kazimierz Jagiellończyk. To było zerwanie porozumień z Polską. Przez cztery lata oba państwa w ogóle nie utrzymywały ze sobą kontaktów, a po śmierci starszego syna Jagiełły, króla Władysława Warneńczyka, w 1444 roku wielki książę Kazimierz twardo negocjował warunki przyjęcia korony polskiej. Robił wszystko, by zachować odrębność Litwy i jej równorzędny status wobec Korony. Zajęło mu to trzy lata, ale celu dopiął. Od 1447 roku unia Polski i Litwy to związek, ścisły sojusz suwerennych państw połączonych osobą panującego. To była unia personalna. O unii realnej, o powstaniu wspólnego państwa, możemy mówić dopiero od unii lubelskiej z 1569 roku.

Mimo braku unii realnej Litwa dość szybko zaczęła korzystać z polskiego wsparcia na froncie wschodnim.

Nie od razu. Za czasów Jagiełły i Witolda jedynymi Polakami, którzy wojowali na wschodzie, byli szukający łupów i sławy ochotnicy oraz panowie, którzy dostali nadania na litewskim Podolu. Musieli więc brać udział w wojnach Litwy.

Opłaciło się panom małopolskim wybierać króla cudzoziemca.

Części się opłaciło. Niektórzy historycy twierdzą, że w nadaniach Jagiełły dla Polaków na Podolu widać zamiar wiązania sił polskich ze sprawami wschodu. Że Jagiełło chciał wpoić Polakom przekonanie, że walcząc gdzieś za Dnieprem, w istocie bronią Wisły. Uważam takie poglądy za nadużycie. Naprawdę jeszcze przez bardzo wiele lat wyobraźnia elit polskich sięgała najdalej zachodniego Wołynia i Podola. Dużo bardziej istotne było dla polskiej szlachty odzyskanie ujścia Wisły i dostępu do Bałtyku. Większe zaangażowanie militarne sił polskich w walki na wschodzie rozpocznie się dopiero na początku XVI wieku.

I będzie stale rosło. Niech to wybrzmi: unia w Krewie jest początkiem historii polsko-rosyjskich zmagań?

Jest momentem, w którym kierownictwo polityczne Polski musiało zacząć uwzględniać także rywalizację Litwy z Moskwą o ziemie ruskie. Nie oznaczała natomiast początku militarnej konfrontacji Polski z Moskwą. Owszem, gdyby nie było unii z Litwą, to prawdopodobnie nie mielibyśmy powodu do zatargów z Moskwą w najbliższej przyszłości. Jednak ówcześni nie byli w stanie tego przewidzieć. Podobnie jak setek innych zagadnień, które powstały wraz z powołaniem do życia ogromnego organizmu politycznego, w którym żyli ludzie różnych wiar i kultur. Unia stworzyła przed Polakami, Litwinami i Rusinami wielkie szanse, ale przyniosła też olbrzymie wyzwania. Takie, których istnienia w 1385 roku nikt nawet nie przeczuwał.

Doraźnie koronacja Jagiełły na króla Polski przyniosła wzrost znaczenia Litwy na Rusi.

Rządy Witolda, który po latach zabiegów został w końcu panem Litwy, to szczyt potęgi Wielkiego Księstwa. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie osiągnęło ono takiego zasięgu terytorialnego. W pamięci Litwinów to czas, gdy ich państwo liczyło prawie milion kilometrów kwadratowych, a rozciągało się od Bałtyku do Morza Czarnego.

Ten Bałtyk to skrawek plaży niedaleko Połągi. Zwierzchnictwo Litwy nad Jedysanem, czyli nadczarnomorską krainą między Dnieprem i Dniestrem, było czysto teoretyczne.

Cóż, u nas też wspomina się o „Polsce od morza do morza”, mimo że z prawdą historyczną nie ma to wiele wspólnego. Bezsprzecznie, gdy na Litwie zakończyła się rywalizacja Jagiełły z Witoldem, syn Kiejstuta wrócił na zdobywczy szlak wyznaczony przez Giedymina i Olgierda: na wschód, po ziemie ruskie, na Moskwę. Wcześniej jednak Jagiełło i Witold zaczęli realizować koncepcję scentralizowania władzy państwowej na wchodzących w skład Litwy ziemiach ruskich. Usuwali po prostu poszczególnych książąt, zarówno Giedyminowiczów, jak i Rurykowiczów, których osadził w poszczególnych księstwach Olgierd. To wskazywało, że Litwa ma daleko idące zamierzenia – zebranie wszystkich sił państwa, rozbicie Złotej Ordy i opanowanie pozostałych ziem ruskich. Skupienie się Witolda na ekspansji wschodniej wyraźnie widać od 1392 roku, gdy Kiejstutowicz po raz kolejny pogodził się z Jagiełłą i został jego namiestnikiem na Litwie. Stwierdził, że skoro Tatarzy po Kulikowym Polu spalili Moskwę, pokazując Dymitrowi, gdzie jego miejsce, i znów zmusili Ruś do uległości, to on pokona Tatarów. Przebije Kulikowe Pole, przelicytuje wielkich książąt moskiewskich. Wyzwoli Ruś spod jarzma tatarskiego i zostanie jej panem. Giedyminowicze mieliby wtedy trzy trony: polski, litewski i moskiewski.

Śmiała koncepcja.

Cała Europa Wschodnia zostałaby zorganizowana pod hegemonią Litwy. Wydawało się, że okoliczności temu sprzyjają. Władca Złotej Ordy Tochtamysz w 1395 roku został pobity przez Timura Kulawego, znanego w Europie jako Tamerlan, twórcę mongolskiego imperium obejmującego całą Azję Środkową, Iran, Kaukaz, północne Indie i część Azji Mniejszej. Tamerlan był jednym z największych wodzów w historii, jego podboje przypominały te z czasów Czyngis-chana. Mongolski wódz w Złotej Ordzie zainstalował swojego wasala, Timura Kutłuka. Tochtamysz nie zrezygnował z walki o odzyskanie władzy. Schronił się z wiernymi mu oddziałami na Krymie, nawiązał kontakt z Witoldem. Zaraz potem ruszyła wyprawa litewska na południe, wielki książę doszedł do Morza Czarnego i zawarł porozumienie z chanem. W zamian za pomoc litewską w obaleniu rządów Timura Kutłuka Tochtamysz zobowiązał się do oddania władzy nad Moskwą Witoldowi. Wygnany chan uważał, że może rozporządzać jej tronem. Prawdopodobnie obiecał też Witoldowi pomoc zbrojną przeciwko Kremlowi, ale dopiero po pokonaniu współzawodnika w walce o władzę nad Ordą.

 

Za cenę oddania części Żmudzi Witold kupił sobie spokój na północy i wsparcie Krzyżaków w walce ze Złotą Ordą. W 1399 roku ruszyła wyprawa. Witold wiódł około piętnastu tysięcy Tatarów Tochtamysza, miał piętnaście–osiemnaście tysięcy swoich wojsk litewsko-ruskich. Krzyżacy przysłali pięciuset rycerzy, hospodar mołdawski Stefan tysiąc pięciuset zbrojnych. Kasztelan krakowski Spytko z Melsztyna miał pod komendą blisko cztery tysiące rycerzy polskich i ruskich. Jeden z największych panów Korony, gorący zwolennik unii polsko-litewskiej, nie był entuzjastą tej wyprawy, ale poszedł na nią, bo miał posiadłości na zachodnim Podolu i w związku z tym był lennikiem Witolda.

To jeden z tych panów małopolskich, którym forsowanie projektu małżeństwa Jogaiły z Jadwigą się opłaciło?

Tak i nie. Dostał szmat ziemi na Podolu, król obsypywał go łaskami, ale Spytko nad Worsklą zginął. Nie chciał uciekać z pola bitwy, bronił przeprawy, dostał strzałą w gardło. Z jego oddziału ocalało niespełna czterysta osób. To była klęska. Witold po spotkaniu armii Timura Kutłuka niepotrzebnie wdał się w pertraktacje, dał mu trzy dni czasu. A czas był dla Tatarów na wagę złota. 11 sierpnia niepostrzeżenie nadeszły główne siły przysłane przez Tamerlana, dowodzone przez jego doświadczonego wodza Edygeja. To pozwoliło Ordzie osiągnąć przewagę liczebną. Witold dał się zaskoczyć, podczas bitwy nie był w stanie skoordynować całości działań, poszczególne oddziały broniły się oddzielnie.

Jak nad rzeką Kałką w 1223 roku.

Skutki też były podobne. Witold ocalał, ale stracił kilkanaście tysięcy ludzi. Zginęło siedemdziesięciu czterech kniaziów i wielu znacznych rycerzy. Polegli też hospodar mołdawski i komtur krzyżacki. Orda traciła na znaczeniu wskutek wewnętrznych podziałów, które wynikały z utrzymywania prymitywnej, przeszczepionej wprost z mongolskiego stepu kultury politycznej. Jeżeli zebrała siły, wciąż potrafiła być groźna.

Timur Kulawy i Edygej ocalili Moskwę?

Na pewno obrócili w gruzy plan podporządkowania Moskwy Litwie i budowy litewskiego imperium. Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że Jagiełło nie wsparł zamierzeń Witolda. To była wyprawa litewska. Udział Polaków był stosunkowo niewielki.

Skąd ta rezerwa króla?

Jagiełło, jak to Jagiełło – kalkulował. Mógł z niepokojem patrzeć na imponujące plany stryjecznego brata. Z pewnością docierały do niego informacje, że Krzyżacy nazywają Witolda królem Litwy i nie mają nic przeciwko jego ruskim ambicjom. Ba, obiecali mu wsparcie w zdobyciu Nowogrodu. Witold zadarł też z Polakami, odmawiając Jadwidze uiszczenia rocznych danin z ruskich i litewskich ziem, stanowiących jej zabezpieczenie posagowe. Pokój z zakonem również zawarł, nie oglądając się na zdanie Krakowa. Witold konsekwentnie dążył do separacji Litwy od Polski. Jagielle z pewnością bliska była idea podporządkowania Moskwy Litwinom, ale raczej nie chciał, by realizował ją wciąż buntujący się syn Kiejstuta. Mógł też zdawać sobie sprawę z tego, że z Tamerlanem, stojącym za Złotą Ordą, lepiej nie zadzierać.

Po Worskli Witold na pewien czas spuścił z tonu. Zacieśnił stosunki z Polską, zaczął współpracować z Jagiełłą. Jednak do końca życia chciał pomścić klęskę. Walczył na Rusi, zdobył Smoleńsk, a Nowogród i Psków musiały uznać jego zwierzchnictwo. Wyprawiał się na Moskwę, rozszerzył wpływy daleko na wschód, ale nie był w stanie zadać rozstrzygającego ciosu. Granicą stref wpływów Litwy i Moskwy stała się rzeka Ugra – to dopływ Oki, mniej więcej w połowie drogi między Smoleńskiem i Moskwą, około stu pięćdziesięciu kilometrów od wież Kremla. To był maksymalny zasięg litewskiej ekspansji na wschodzie.

Bilans obfitych w ważne wydarzenia dwóch ostatnich dziesięcioleci XIV wieku był taki: Moskwa obroniła się przed Litwą, trwa i jest jedynym księstwem zdolnym skonsolidować Ruś. Litwa przyjęła chrześcijaństwo, weszła w związek z Polską, nie zdołała zdobyć decydującej przewagi nad Moskwą. Polska zaprosiła do siebie nową, litewską dynastię i porzuciła tradycyjną, piastowską orientację zachodnią. Zgadza się?

Duże uogólnienie, ale możemy się zgodzić.

To teraz pospekulujmy: Olgierdowi udaje się zdobyć Moskwę. Albo Jogaiło wykazuje więcej zdecydowania i pokonuje Dymitra na Kulikowym Polu lub zaraz po bitwie. Giedyminowicze rządzą Moskwą. Co się dzieje?

Nic ponad to, co już powiedzieliśmy: Olgierd lub Jogaiło po przyjęciu prawosławia i przejęciu rządów w Moskwie staliby się ruskimi książętami.

Władza Giedyminowiczów w Moskwie byłaby słabsza niż Rurykowiczów?

Na początku zapewne słabsza, ale taki stan nie trwałby długo. Olgierd lub Jogaiło po przejęciu władzy w Moskwie skorzystaliby z wzorów lokalnych i miejscowej kultury politycznej. Byłyby dla nich bardzo wygodne, bo zakładały one niezwykle silną, wręcz despotyczną władzę panującego. Ten model staraliby się rozciągnąć na całe państwo litewsko-ruskie. Podobnie jak system skarbowy, poboru rekrutów, liczenia ludności, poczty kurierskiej oraz organizację administracji centralnej. Moskwa przejęła sposoby zarządzania państwem od Tatarów. A Giedyminowicze przejęliby je od Moskwy. Swoich wzorców w zasadzie nie mieli, bo Litwa była bardzo młodym, zdecentralizowanym państwem. Pogańska ludność Litwy etnicznej musiałaby przejść na prawosławie, władza metropolity moskiewskiego sięgnęłaby daleko na zachód, aż do granic z Koroną i zakonem.

Oprócz buntujących się zapewne książąt ruskich nowi, litewscy władcy Moskwy musieliby zapanować także nad licznymi kuzynami.

Moskiewskie metody rozstrzygania tego typu spraw były proste i polegały na fizycznej eliminacji przeciwników władzy wielkiego księcia za pomocą trucizny lub miecza. To tatarski wkład w kulturę polityczną Rusi.

Ustałyby litewskie najazdy na Koronę?

Sądzę, że tak. Lub zmniejszyłoby się ich nasilenie, przynajmniej w pierwszym okresie. Litewsko-ruscy władcy mieliby ważniejsze sprawy na głowie. Myślę, że chcąc umocnić swoje panowanie na światem ruskim, musieliby rzucić wyzwanie Ordzie. Doprowadzić do pełnego uniezależnienia Rusi od chanów. Połączone siły Litwy i całej Rusi na pewno byłyby dla Tatarów poważnym przeciwnikiem. Za symboliczny koniec panowania tatarskiego na Rusi przyjmuje się rok 1480, kiedy książę Moskwy Iwan III Srogi odmówił płacenia daniny Tatarom, a chan Złotej Ordy Ahmed nie zdecydował się na zaatakowanie stojących nad Ugrą sił moskiewskich. Myślę, że pod władzą Giedyminowiczów Ruś mogłaby szybciej zerwać z zależnością od stopniowo słabnącej Ordy. Gdyby to się udało, kolejnym krokiem byłoby podporządkowanie Nowogrodu i Pskowa. Później atak na ziemie ruskie będące pod kontrolą Korony, czyli Ruś Czerwoną i zachodnie Podole. Moim zdaniem wojna Polski z Rusią Giedyminowiczów o te ziemie byłaby nieunikniona.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?