NiepokorneTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Caryca Anna Iwanowna, litografia z XIX w.

Anna

Anna Iwanowna nigdy nie zaznała ukojenia, gdyż pozostawała w niej silna potrzeba aktywności życiowej, władzy i miłości. Ale nade wszystko w jej życiu panowała polityka, niekiedy górując nad miłością. Jej dzieciństwo (ur. w Moskwie 28 I 1693) było wyraźną, proroczą zapowiedzią wieku dojrzałego. Malarze, którzy ją portretowali, mówili z najwyższym zachwytem o niej i o jej wdzięku, który nie sposób odmalować. Było w tym wiele służalczego pochlebstwa, bo za to dobrze płacono.

Bratanica Piotra Wielkiego, córka cara Iwana V Aleksiejewicza i Praskowii Sałtykowej, tak bardzo bała się surowego wuja, że dopóki żył, całkowicie mu ulegała. Ojciec Anny nie należał do tytanów intelektu. Był człowiekiem słabym, bezczynnym, prowadzącym próżniaczy tryb życia. Praskowia zaś tryskała energią i dominowała władczym charakterem. Na jej temat krążyło wiele przeróżnych plotek, które niekiedy czyniły ją bohaterką dnia na dworze carskim. Anna cechy charakteru odziedziczyła po matce. Opowiadano, że car Iwan nie był zdolny do prokreacji i jej biologicznym ojcem był młody bogaty dworianin, spalnik (pilnował sypialni cara i carowej) Wasyl Juszkow, zaciągnięty do alkowy Praskowii przez siostrę Piotra, Zofię Aleksiejewną, aby ratować ciągłość dynastii.

Anna rzeczywiście nie znała oficjalnego ojca. gdy zmarł (1696), miała trzy lata, i nieraz słyszała, że nie jest jego córką. Dzieciństwo spędzała w podmoskiewskiej wsi Izmajłowo, gdzie przebywała z matką i dwiema siostrami: Katarzyną i Praskowią. Dwie inne siostry zmarły w niemowlęctwie. W Izmajłowie Anna miała aż nadto opiekunów, otoczona niańkami, świątobliwymi pątnikami, jurodiwymi, wróżkami, kalekami, żebrakami. Wszyscy oni znajdowali schronienie na dworze carowej Praskowii. Ojcowski nadzór na izmajłowskim dworze sprawował car Piotr. Młody monarcha zadbał o wykształcenie córek swego nieszczęsnego brata. Prywatni nauczyciele uczyli carówny historii ojczystej, geografii, kaligrafii, języków obcych, zagranicznych tańców i obyczajów. Z zagranicy sprowadził guwernerów do nauki języka francuskiego i niemieckiego. Dziewięcioletnia Anna już swobodnie posługiwała się obcymi językami. Uczyła się więcej niż jej dwie siostry. Cały dwór wiedział, że dziewczynka pragnie wszystko wiedzieć i chwyta w lot to, czego ją uczono.

Dziewczynka imponowała dworowi swobodą, zabawami, elokwencją, a nawet wzrostem – była najwyższa ze wszystkich dzieci na dworze. Choć otyła i niezbyt ładna, była przez wszystkich lubiana, podziwiana i obsypywana czułościami. Mała dziewczynka z zapędami apodyktycznymi już miała władzę nad innymi. Kto mógł przypuszczać, że z wesołej trzpiotki wyrośnie silna imperatorowa?

W 1708 r. carowa Praskowia wraz z córkami przeniosła się do budującej się nowej stolicy Rosji – Petersburga. Dla dostojnych przybyszów, najbliższych krewnych cara, wybudowano pałac, który pałacem był tylko z nazwy. Anna znakomicie zniosła zmianę środowiska. Było to dla niej jak przejście ze świata staromoskiewskiego do świata nowych porządków zaprowadzanych przez Piotra. Petersburg był zupełnie innym cywilizacyjnie światem niż zacofana izmajłowska wieś i ciasny dwór, w którym alkowa służyła za wszystko: za sypialnię, jadalnię, a damy i pokojówki spały gdzie popadło. Prostota, a nawet grubiańskość obyczajów długo jeszcze wyznaczały jej styl życia. W Petersburgu carówna zobaczyła, że kobieta może chodzić modnie ubrana, nosić fiszbiny, zrzucić sarafan i krępujące stroje robocze. Dorastająca Anna chętnie zamieniła życie wiejskie na miejskie, chodziła z radością na tańce i na widowiska teatralne.

Piotr miał wobec córek zmarłego brata własne plany matrymonialne, które oczywiście wiązały się z polityką. Już od 1700 r. walczył o dostęp Rosji do Bałtyku i umocnienie wpływów carstwa w tym rejonie Europy. Miała mu w tym pomóc szesnastoletnia Anna. Gdy bratanica dowiedziała się o zamiarach „wujaszka miłościwego”, wpadła w rozpacz, bo Piotr przeznaczył jej na męża swego politycznego stronnika, krewnego króla Prus, protestanta Fryderyka Wilhelma Kettlera, księcia Kurlandii i Semigalii. Oddając Aneczkę Kettlerowi, chciał w zamian otrzymać dla Rosji Kurlandię.

Annę ogarnęły smutne myśli, przyszłość wydawała się nieprzeniknionym mrokiem. Cóż z tego, że Fryderyk był jej rówieśnikiem, skoro innej wiary, znany z hulaszczego trybu życia i pijaństwa. Piotrowi to nie przeszkadzało, wszak postępował podobnie. Zaplanowane polityczne małżeństwo stwarzało dla Rosji korzystne perspektywy. Młody car snuł gigantyczne plany. Anna niewiele z tego rozumiała. Lękała się nieznanego kandydata na męża. Ale czy mogła się sprzeciwić, skoro matka i Piotr zdawali się nawet ingerować w jej myśli? Czy mogła zaprotestować, skoro Piotr zabezpieczał jej rodzinę materialnie?

Trzymiesięczne swatanie Anny zakończyło się zaproszeniem księcia do Petersburga. Powitano go niezwykle uroczyście. Przekazano mu do dyspozycji 400 kawalerzystów i 50 oficerów osobistej ochrony. Książę otrzymał w prezencie pierścień z szafirem, konia rasy tureckiej i 50 tysięcy talarów. Cała Europa widziała, jak bogaty jest rosyjski dwór i jakie szczęście spotkało Annę. Uroczystość ślubną wyznaczono na 31 X/11 XI 1710 r. Nieuctwo duchowieństwa prawosławnego dawało znać o sobie przy każdej okazji. Przed ślubem księcia sekretarz poselstwa duńskiego musiał wyuczyć metropolitę, który miał udzielić ślubu, pytań po łacinie, jakie miał postawić księciu.

W celu nadania uroczystości odpowiedniego rozmachu sprowadzono z Moskwy karłów – kobiet i mężczyzn. Było to kaprys cara, nie młodej pary, gdyż dwumetrowego Piotra bawiło otaczanie się liliputami. Kontrast rzucał się w oczy podczas oficjalnych ceremonii. Niektórzy dopatrywali się w tym carskim kaprysie pewnej analogii: przy młodej, energicznej i wysokiej żonie Fryderyk będzie „karłem”. Z okazji ślubu Petersburg bawił się przez dwa tygodnie. Pan młody upijał się, wywołując awantury. Podczas weselnych szaleństw Fryderyk się przeziębił. Nie zważając na stan zdrowia, postanowił wyjechać do Mitawy (dziś Jełgawa) wraz z Anną. Ale na pierwszym postoju w drodze do kraju książę niespodziewanie zmarł (9 I/19 I 1711). Wymuszony kontrakt małżeński Fryderyka i Anny przetrwał dwa miesiące. Siedemnastoletnia wdowa przyjechała do Petersburga, wywołując niezadowolenie Piotra, który kazał jej powrócić do Mitawy i rozpocząć tam własne rządy.

Anna spełniła wolę cara, a jej mitawski dwór rychło stał się niemiecki. Najbliższe otoczenie składało się z etnicznych Niemców, nie Rosjan, chociaż kurlandzka władczyni nie zerwała kontaktów z ojczyzną. Co jakiś czas przyjeżdżała do Petersburga, a matka i siostry składały jej wizyty w Mitawie. Anna pisała uniżone listy do Piotra, jego żony i córki, użalając się na swoje niełatwe położenie, na brak pieniędzy. Z trudem oswajała się ze skromnością dworu mitawskiego. Anna była stworzona do innego życia. Obca jej była jakakolwiek pokora, bliskie zaś duma, pycha i spełnianie zachcianek. Dworowi zaczęła więc narzucać styl petersburski, ale beztroskie życie pochłaniało znaczne sumy pieniędzy.

Tymczasem Piotr na dworach europejskich usilnie poszukiwał dla Anny nowego kandydata na męża. Spośród rosyjskich książąt nikt nie był brany pod uwagę. W politycznych planach zbliżenia Petersburga do Warszawy i Drezna nie zabrakło miejsca na kalkulacje matrymonialne. Pretendentów do ręki Anny, a w istocie do korony kurlandzkiej, było wielu. W 1717 r. Piotr porozumiał się z dworem saksońskim: dla Anny wybrano księcia Adolfa Sachsen-Weissenfels. Lecz zaprotestował Berlin, wysuwając własnego kandydata – księcia Karola Pruskiego, który starał się przekupić carskiego wysłannika drogocennym pierścieniem. Byli jeszcze brani pod uwagę książęta: Hesenn z Hamburga i Johann Fryderyk von Anhalt-Zerbst. W końcu wybór padł na nieślubnego (?) syna króla Polski Augusta II, saksońskiego hrabiego Moritza, rówieśnika Anny.

Dwudziestoczteroletni oficer miał opinię człowieka lekkomyślnego, uwodziciela kobiet, hazardzisty, pojedynkowicza i rozwodnika. Z powodu miłostek i awantur topniały jego zasoby finansowe. Pragnął zatem ponownie bogato się ożenić, aby nie zmieniać dotychczasowego trybu życia. Anna niezbyt dobrze orientowała się w przeszłości i charakterze nowego amanta, chociaż podczas pobytu w Petersburgu zebrała trochę informacji o nieznanym jej kawalerze. Skłonna była pojąć go za męża.

Wysłała do Warszawy delegację, która bez żadnych warunków wstępnych zaproponowała mu kurlandzką koronę. Moritz otrzymał portret Anny. „Co za uroda, co za szyja, jaka mądrość bije z jej głowy!” – zachwycał się, ale czy szczerze?

Wydawało się, że sprawa matrymonialna zmierza do szczęśliwego zakończenia. Hrabia otrzymał od Anny oficjalne zaproszenie. Pognał do Mitawy po sławę, koronę i bogactwa. Anna nie przeczuwała, że wielkie szczęście nie potrwa długo. Przebudzenie nastąpiło dość prędko i było kłopotliwe. Pewnego razu, po sutej kolacji, gorący kawaler skierował kroki do dworskich dam, w tym do bliskiej przyjaciółki Anny, którą nocą, pijany, nosił na rękach po zaśnieżonym parku pałacowym. Upadł wraz z damą, która podniosła wielki krzyk. Zbiegła się służba, wybuchł wielki skandal. Przybyła Anna i zobaczyła niedoszłego męża leżącego na śniegu z kobietą. Niemiecki hrabia poniósł podwójną porażkę: stracił nadzieję na zawładnięcie tronem kurlandzkim i perspektywę bogatego ożenku. Porażkę poniosła także Anna: jej niefortunną przygodę z rozpustnikiem wykorzystał Aleksander Mienszykow, który sam marzył o kurlandzkiej koronie. Intrygami doprowadził do zerwania Anny z Moritzem, o co nie było trudno po zimowej aferze, ale jego miejsca w sercu Anny nie zajął. Skompromitowany saksoński lowelas uciekł z Mitawy. Łodzią przeprawił się na drugi brzeg rzeki Lelupy i dotarł do Gdańska.

 

Lata mijały, a Anna ciągle pozostawała we wdowiej samotności. Liczyła już tylko na kobiecy instynkt. Trzeba używać życia: bale, koncerty, ulubione parady i przeglądy wojska. „Była tak wielka, że idąc między kawalerami, przewyższała wszystkich o głowę” – zauważył pewien cudzoziemiec. Anna niewątpliwie przeżywała kryzys życiowy. Nie chcąc się załamać, przywdziewała maskę beztroski. Samotność dręczyła ją tym bardziej, że w sercu kryło się wielkie pragnienie miłości. Zaczęła zwracać uwagę na jednego ze swoich dworzan – kamerjunkra Ernesta Birona. Kawaler ów, zanim pojawił się w Mitawie (1716), miał za sobą burzliwą przeszłość. Trzy lata starszy od Anny, imponował jej brawurą, zapobiegliwością, talentem organizacyjnym, służbą w wojsku Piotra Wielkiego. Miał opinię bawidamka, niezbyt chętnego do nauki. W czasie studiów na uniwersytecie W Königsbergu (dziś Kaliningrad) po pijanemu zabił wartownika. Wobec tego nicponia Anna była osobą silniejszą, chociaż zagraniczni dyplomaci naśmiewali się z niej, że jest „głupia i nierozsądna, ma skłonności do alkoholu, a w uczuciach nikomu nie jest wierna”.

Kurlandzka władczyni nie wstydziła się swojej siły. Całkowicie zawładnęła faworytem. Nie była przebiegłą komediantką, która bawi się grą. To nie były zaloty nastolatki, lecz miłość dojrzałej kobiety. Ernest zasypywał ją czułymi słówkami, obejmował wpół ramieniem, ich sypialnie połączone były drzwiami. Noce faworyt spędzał w jej alkowie.

Na dworach w Mitawie i Petersburgu szeptano o romansie pupilki cara z Niemcem niskiego pochodzenia. Snuto przeróżne wizje następstw owego mezaliansu, który burzył wielkie plany polityczne związane z jej osobą. Anna rozegrała sprawę inteligentnie, niczego sama nie tracąc, ale zadowalając dwór. Pchnęła faworyta w objęcia innej kobiety, młodszej o dziesięć lat, wywodzącej się ze starego rodu niemieckiego hrabiny Benigny Gottlieb von Trothy. W 1723 r. Biron ożenił się z hrabiną, ale plotki nie ustały. Należał do dwóch kobiet i z obiema dzielił łoże. Dla młodej hrabiny Anna oczywiście stała się znienawidzoną rywalką. Obie rodziny mieszkały w tym samym pałacu, a więc o izolacji nie mogło być mowy. Anna była dumna, że tak wytrwale spełnia obowiązki drugiej „żony”

Birona.

W 1724 r. hrabina urodziła syna, któremu, aby przypodobać się rosyjskiemu carowi, dano na imię Piotr. Natychmiast rozeszły się pogłoski, że biologiczną matką dziecka jest Anna. Zawsze marzyła o własnym dziecku, ale była bezpłodna, nie mogła więc mieć potomstwa. Nie byłaby kobietą, gdyby nie cierpiała z tego powodu. To był jej wielki dramat. Ubolewała, że nie zaznała najbardziej wzniosłego aktu w życiu kobiety – dania życia. Stworzyła sobie fikcję macierzyństwa, dostarczając tym powodów do niewybrednych żartów. W czasie ciąży Benigny Anna symulowała własną, wkładając pod suknię poduszkę. Gdy chłopiec podrósł, rzekoma matka obdarowywała go czułościami i prezentami, jakby był jej synem. Demonstracja macierzyństwa miała taki skutek, że po pewnym czasie wszyscy mówili, iż kurlandzka władczyni ma następcę. Ze związku ze ślubną małżonką Biron doczekał się jeszcze córki i drugiego syna.

W 1725 r. umarł Piotr I Wielki, dwa lata później Katarzyna I. Tron objął nieletni syn zabitego carewicza Aleksego Piotrowicza – Piotr II Aleksiejewicz. W rękach dwunastolatka była skoncentrowana ogromna władza nad ludźmi i państwem, ale była to władza formalna. W rzeczywistości stał się marionetką w rękach wytrawnych graczy gabinetowych. Po krótkim panowaniu imperatora dziecka, przeplatanym polowaniami i wyuzdanymi rozrywkami wyniszczającymi młody organizm, nastąpił smutny finał. W 1730 r. (18/29 I) Piotr zmarł. Jego śmierć stała się dynastyczną klęską, bo po 117 latach panowania wygasła na nim męska linia bezpośrednich spadkobierców dynastii Romanowów.

Na dworze carskim, jak zwykle w takiej sytuacji, rozpoczęły knowania różne grupy interesów, usiłując wykorzystać dla siebie właściwą godzinę na zegarze historii. W pałacu Lefortowskim zebrali się najważniejsi ludzie w państwie, by przezwyciężyć kryzys dynastyczny. Licytowali się zażarcie, komu oddać tron. Stronnictwo rosyjskie opowiadało się za córkami Piotra Wielkiego, ale natychmiast podniosły się głosy, że nie mają one żadnych praw do korony. Stronnictwo proniemieckie miało własną pretendentkę – Annę. Aby zapobiec kontrposunięciom opozycji, pospiesznie zwołano Senat i synod, których członkowie jednomyślnie podjęli decyzję o wyborze kurlandzkiej księżniczki. Siedmiu członków Tajnej Rady postawiło jednak warunek: wybór Anny uzależniono od przyjęcia przez nią tzw. Kondycji, czyli ośmiu warunków ograniczających zakres władzy carskiej w sferze polityki wewnętrznej i zagranicznej, a nade wszystko gwarantujących nienaruszalność dotychczasowych przywilejów najpotężniejszych rodów, stanie na straży religii prawosławnej i podporządkowanie się decyzjom Tajnej Rady, bez której zgody carowa nie mogła zawrzeć nowego związku małżeńskiego ani wyznaczyć następcy tronu. Nie omieszkano także zwrócić jej uwagi, że Biron jest w Rosji osobą niepożądaną. Elita arystokratyczna chciała zachować dla siebie prerogatywy najwyższej władzy. Mówiono wprost, że nadszedł czas, żeby skończyć z samodzierżawiem. W istocie Rosja stanęła w obliczu dwuwładzy: rzeczywistej – oligarchów, Tajnej Rady, i pozornej – bezwolnej imperatorowej.

Jak zareaguje Anna? Czy zaakceptuje Kondycje, czy je odrzuci, a może pójdzie na jakiś kompromis? Dobrze wiedziała, po jakich sporach i kłótniach je sformułowano, jak członkowie Tajnej Rady walczyli między sobą. W tych okolicznościach łatwiej jej było lawirować, ukryć ambicje co do niezależności. A co będzie z Bironem? Co by się z nią stało, gdyby okazała chwiejność? Rychło jej postawa miała się ujawnić w zdumiewający sposób.

Pod koniec stycznia 1730 r. delegacja Tajnej Rady przybyła do Mitawy. Anna zgodziła się bez zastrzeżeń na ograniczenie swojej władzy. Nikt z delegatów nawet się nie domyślał, jak sprytnie zostali uspokojeni, nikt nie wiedział, że z tej ciężkiej próby to Anna, a nie Tajna Rada, wyszła zwycięsko. Kondycje były niewątpliwie dla księżnej dotkliwym ciosem, który zniosła z męstwem pokrytym pozorną uległością. Wysłannicy cieszyli się przedwcześnie. W Annie widziano kobietę słabą, której łatwo narzucono wolę Petersburga, kobietę łasą na pochlebstwa i wyszukane przyjemności. Nie spodziewano się, że pod tym kamuflażem kryje się inna Anna, pełna pasji politycznej i dążenia do samodzielności. Oczekiwała pomyślnego dla siebie obrotu zdarzeń, które dałyby jej władzę absolutną.

Anna, po podpisaniu Kondycji i pisemnym zobowiązaniu, że będzie przestrzegać postanowień, po dwunastodniowej podróży przybyła do Moskwy, która z woli Piotra II na krótko ponownie stała się stolicą. Do miasta wjechała niczym zwycięski wódz z wyprawy wojennej. Biły setki cerkiewnych dzwonów. Jej powóz otaczali jeźdźcy na koniach, entuzjazm tłumów zagłuszały trąby i kotły. Oczekiwała jej Tajna Rada, zadowolona, że nie przyjechał Biron, ale niezadowolona z przybycia jego żony i dzieci. Obawiano się, że w ślad za nią może przyjechać mąż.

Nowa monarchini po raz pierwszy wystąpiła publicznie na pogrzebie Piotra II (11 II), który odkładano do jej przyjazdu. 20 lutego w soborze Uspienskim Anna przyjęła wiernopoddańcze hołdy i przysięgę wierności. Jej pierwszym zadaniem było pozyskanie poparcia wojska. W tym celu przyjmowała dowódców pułków, częstowała ich alkoholem, mianowała siebie pułkownikiem pułku Prieobrażenskiego i zgodnie z wojskową tradycją wypiła szklankę wódki. Aby podnieść swój prestiż, sama zawiesiła na swej piersi Order św. Andrzeja. To był pierwszy sygnał, że na marionetkę się nie nadaje. Bardzo zręcznie zaskarbiła sobie sympatię dworian (szlachty), którzy przedłożyli jej suplikę wyrażającą niepokój o przyszłość państwa i swojej warstwy społecznej. Ciągle żywe były bowiem wspomnienia czasów Wielkiej Smuty, rządów bojarskich, samozwańczych uzurpacji tronu. Obawiano się, że w wyniku mitawskiego porozumienia rządy obejmie kilka najważniejszych rodów książęcych, że władza samodzierżawna będzie fikcją. Do Anny podeszła jej siostra Katarzyna Iwanowna, trzymając w ręku czernidło i pióro. Powiedziała tonem rozkazującym: „Nie, gosudarynia, teraz nie należy niczego roztrząsać! Oto pióro – bądź łaskawa podpisać!”. Na prośby, by raczyła przejąć samowładne panowanie, odpowiedziała, że „zamierza rządzić swoimi poddanymi w pokoju i sprawiedliwości”. Stronnikom silnej władzy monarszej nie podobała się spolegliwa deklaracja, wszak carowa ma rządzić realnie, a nie ograniczać się do podpisywania podsuwanych jej czełobitnoj (suplik), sama ma ustanawiać prawa i wszyscy powinni być jej posłuszni. Już wkrótce miało się jednak okazać, że Anna, aby osiągnąć swoje ambitne cele, uważała wszelkie środki za dozwolone.

Finezyjna gra nowej monarchini dobiegała końca. Anna rozpoczęła panowanie, ujawniając stanowczość, żeby nie powiedzieć: apodyktyczność, którą przejawiała już w dzieciństwie. W reprezentacyjnej sali Kremla – Granowitoj pałatie – zebrała przedstawicieli wszystkich stanów społecznych, wojska i duchowieństwa, aby im zademonstrować swój pogląd na władzę imperatorską w Rosji. Na końcu ogromnego stołu stał tron imperatorski. Imperatorowa wstała i podeszła do jednego z wielmożów, chwyciła go palcami za nos i podprowadziła pod portret Iwana Groźnego, pytając, czy wie, czyj to wizerunek. „Znaju, gosudarynia, caria Iwana Wasiljewicza” – odpowiedział zawstydzony. „To żebyś wiedział, że ja, chociaż baba, będę taka jak on. Wy, durnie, zamierzaliście mnie wodzić za nos, to ja was przewietrzę” – powiedziała tak, żeby wszyscy słyszeli. Powiało grozą. Zapanowała przejmująca cisza, ludzie o najgłośniejszych nazwiskach pokornie pochylili głowy. Wzięła do ręki Kondycje i podarła dokument. „Jestem waszą imperatorową i należne mi jest ślepe posłuszeństwo” – krzyczała i tupała nogą, depcząc podarte Kondycje. Ta surowa lekcja poglądowa u jednych wzbudziła podziw i szacunek, a u tych, którym carowa wydała się niemal potworem, zapewne lęk.

Nadchodził czas zmian. Autorzy Kondycji poczuli się oszukani, zawiedzeni postawą cesarzowej. Zniknęły jej niewinny uśmiech, pogodne spojrzenie, pozorna uległość, ukrywanie prawdziwych zamiarów. Ledwie podarła Kondycje, już uczyniła kolejny krok, który wywołał zdziwienie bezkarnych elit. Ponownie uderzyła zupełnie niespodziewanie.

Wydała własny Manifest rozwiązujący Tajną Radę. Już nie ukrywała niezadowolenia z postanowień Kondycji. Jej wizja panowania pozostawała w zgodzie z tradycją. „Nasi wierni poddani, wszyscy jednomyślnie nas poparli, abyśmy samodzierżawie w naszym imperium rosyjskim, jakie praojcowie od wieków sprawowali, przyjąć ponownie raczyli” – oświadczyła, podpisując własne Kondycje (Manifest).

Bojarzy rzucili się do całowania nóg i rąk władczyni. Triumfowała partia samodzierżawia. „Nie chcemy, żeby gosudarynia tylko podpisywała prawa, ona powinna być samodierżycej, jakimi byli wszyscy poprzedni carowie” – taką deklarację złożył lider stronników Anny. Zwrócili się wprost do niej: „Rozkazujcie, a przyniesiemy do waszych nóg głowy nikczemników”. Oficerowie stojący na warcie wokół kremlowskiej sali krzyczeli: „Śmierć zdrajcom! Niech żyje samodzierżawna gosudarynia!”. Przeciwnikom samodzierżawia grożono, że wszyscy zostaną powieszeni na oknach sali audiencyjnej. Gwardziści kłaniali się do nóg imperatorowej i krzyczeli: „Gosudarynia! Jesteśmy wiernymi niewolnikami Waszej Wysokości. Wiernie służyliśmy waszym poprzednikom i teraz jesteśmy gotowi poświęcić życie w służbie Waszej Wysokości”. Cesarzowa całkowicie zawładnęła nastrojami. „Wszystko będzie jak za Piotra I” – zapewniała. Ludność Moskwy przyjęła przywrócenie jedynowładztwa z niesłychaną radością. Strach padł na reformatorów z Tajnej Rady. Pytali, czy rozpoczyna się okres groźnego terroru. Czegoż należało się spodziewać po takiej władczyni! W rzeczywistości była ona dla kamaryli dworskiej o wiele za silna, za inteligentna i za bardzo samodzielna. Nią nie można było kierować.

Anna pokazała, że umie usuwać ze swej drogi przeszkody: obce jej rozwiązania ustrojowe i przeciwników politycznych. Teraz, kiedy ambitne plany zaczęła wcielać w życie, uważała, że tym bardziej trzeba kroczyć do przodu, nie troszcząc się o ofiary. Niektórych członków rozwiązanej Tajnej Rady wtrącono do lochów twierdzy Szlisselburskiej, zesłano na Sybir lub zaciągnięto na szafot. Pod katowskim toporem spadły głowy książąt buntowników, którzy sprzeciwiali się jej wyborowi. Dziesięciu arcybiskupów pozbawiono cerkiewnych godności. Taka radykalna zmiana jak odsunięcie potężnych ludzi od władzy bez kompromisu obejść się nie mogła i Anna brała to w rachubę. Była dostatecznie przezorna i przewidująca, aby nie pamiętać o tym, że pierwszą czynnością powinno być pogodzenie się z przeciwnikami politycznymi, bardziej jeszcze niebezpiecznymi, bo pokonanymi. Zarówno stronnicy carowej, jak i deklarujący lojalność otrzymali awanse i tysiące dusz. W miejsce Tajnej Rady carowa powołała Radę Rządzącą (Prawitielstwujuszczyj Sowiet), składającą się z kurlandzkich przyjaciół monarchini, która tym samym zapewniła sobie spokój na długie lata.

 

Nowa władczyni miała umysł żywy, nieobcy był jej stan spraw europejskich i wewnątrzrosyjskich. Postępowała rozumnie i umiarkowanie. odnosiło się to zwłaszcza do sytuacji na Ukrainie Lewobrzeżnej. W 1727 r. hetmanem został siedemdziesięcioletni Daniło Apostoł, bardzo na Lewobrzeżu popularny, powszechnie nazywany królem Ukrainy, doskonały organizator, dyplomata, dowódca wojskowy. W jednej z bitew z Persami stracił oko. Otrzymał więc przydomek „Ślepy”, ale politycznie ślepcem nie był. Jeszcze za poprzedników Anny składał wizyty na dworze carskim i z wyniosłą pokorą prosił o rozszerzenie autonomii Lewobrzeża. Anna wyszła naprzeciw ukraińskim postulatom i dodała własne. Zniosła cła na miód, tytoń, opłaty mostowe, zwolniła z rosyjskiej niewoli Kozaków, którzy w czasach Piotra Wielkiego przeszli na stronę Szwedów. Syn Apostoła otrzymał tytuł pułkownika, a hetman został odznaczony Orderem Aleksandra Newskiego i darowizną 20 tysięcy małorosyjskich chłopów pańszczyźnianych. Na Zaporoże wróciły wojskowe klejnoty: buława, buńczuk, sztandary, kotły, zmniejszono liczbę etnicznych Rosjan w administracji hetmanatu. Korzyść była obopólna. Uspokojony hetmanat zyskiwał mocniejszą pozycję w strukturze imperium rosyjskiego.

W kwietniu Anna sama koronowała się koroną tak piękną, że wywołała podziw Europy, a uroczystość przepychem przewyższała wszystkie dotychczasowe. Orację wygłosił Teofan Prokopowicz. wychwalał zasługi imperatorowej, dobroć i religijność, a nade wszystko spełnienie oczekiwań poddanych: silnego jedynowładztwa. Usłużny poeta dworski Wasyl Triediakowski uczcił koronację odą pochwalną.

Z nowa cesarzową największe nadzieje wiązał dwór pruski. W dniu koronacji król Prus w swoim berlińskim pałacu wznosił toasty na cześć rosyjskiej władczyni. Anna na tronie – to umocnienie stronnictwa pruskiego na dworze carskim. W Berlinie żartowano, że Prusy teraz „wymusztrują” i „ucywilizują” Rosjan.

Moskiewski okres panowania Anny zaznaczył się wielkimi sukcesami. Zdumiona Europa zobaczyła inną Annę niż tę, którą przedstawiano w raportach dyplomatycznych. Zaniedbana i znienawidzona przez Piotra Wielkiego Moskwa odrodziła się pod nową władzą. Uporządkowano ulice, place, powstały nowe targowiska, oświetlenie uliczne, nowoczesny system przeciwpożarowy, powołano do życia szkołę inżynierską, przybyło kamiennych budowli, chociaż carowa mieszkała w skromnym drewnianym pałacu Annendorf zbudowanym razem z Arsenałem. W Lefortowie nad Jauzą włoscy architekci zbudowali letnią rezydencję – drewniany pałac, podobnie jak moskiewski nazwany z niemiecka imieniem fundatorki – Annendorf.

Anna często odwiedzała rodzinne Izmajłowo i nową jednostkę wojskową nazwała pułkiem Izmajłowskim. Były powody przemawiające za utworzeniem prywatnej gwardii – bo taką w istocie był pułk Izmajłowski. Pułk składał się z najemników z całej Europy i stał na straży osobistego bezpieczeństwa carowej. sama mianowała się pułkownikiem nowej formacji. Miała zbyt wielu wrogów, by nie obawiać się o własne życie. Skwapliwie korzystała z usług pracowników byłej Tajnej Kancelarii. Kwitło donosicielstwo, które traktowano jako patriotyczny obowiązek państwowy. Pojawił się nowy typ czujnego poddanego – signalist (sygnalista), który nie donosił, lecz informował organy śledcze. Ten niezwykły system lojalności przetrwał dziesiątki lat, wykorzystywany w walce politycznej z przeciwnikami, był też powodem wielu osobistych dramatów. Dopiero trzydzieści lat później car Piotr III owych sygnalistów nazwał „łajdakami, zuchwalcami i rozpustnikami” i nakazał postępowanie karne wobec denuncjatorów. Ich raporty i akta Tajnej Kancelarii kazał złożyć do archiwum „na wieczną niepamięć”.

Anna przywiązywała wielką wagę do spraw militarnych i bezpieczeństwa. Wojsko otrzymało nowoczesną artylerię, dworianom ograniczono służbę wojskową do 25 lat, na południu kraju, które było zagrożone najazdami tatarsko-tureckimi, budowano fortyfikacje. Cesarzowa zabrała się do uporządkowania systemu prawnego. Powołała do tego celu komisję, która nie sprostała jej oczekiwaniom, więc monarchini ją rozpędziła. Do końca panowania Anny nie opracowano nowego Ułożenija (zbioru praw).

Anna rządziła twardą ręką, co nie przeszkadzało jej korzystać z uroków życia. Bale, maskarady, pokazy sztucznych ogni stały się w Moskwie powszechnym zjawiskiem. Za prozachodnią formą dworu moskiewskiego stała staroruska i tej cesarzowa przestrzegała tak samo jak proeuropejskiej. Przyjmowała żebraków, jurodiwych, prowadziła działalność filantropijną. Lud się dziwił i był dumny ze swojej gosudaryni. W świecie przepychu, kultu zmysłowości istniały wielkie zasoby szczerej pomocy ludziom cierpiącym, upośledzonym, chorym, bezdomnym.

Anna, podobnie jak jej poprzednicy, uwielbiała polowania, a celnością strzelania zadziwiała wytrawnych myśliwych. Z całej Rosji przysyłano na tereny łowieckie cesarzowej żywe zające, niedźwiedzie, lisy, wilki. W Paryżu zakupiono 34 pary jamników, a w Londynie psy myśliwskie. Łowy w podmoskiewskich lasach niekiedy trwały kilka tygodni i absorbowały cały dwór. Carowa nie spieszyła się do Petersburga, w Moskwie pozostała jeszcze kilkanaście miesięcy. Był to dla niej okres terminowania w skomplikowanej sztuce rządzenia wielkim imperium. Nabyte doświadczenie zachowa przez następne lata swojego panowania.

Dopiero na początku 1732 r. Anna przeniosła stolicę do Petersburga. Wraz z całym dworem powróciła nad Newę. Przybył też Biron. Jego rodzina zamieszkała w pałacu carowej i podobnie jak w Mitawie, sypialnia Birona sąsiadowała z sypialnią Anny. W tym trójkącie żaden partner nie mącił harmonii. Tworzyli dziwną rodzinę, libertyńsko ze sobą zżytą. Annie był potrzebny zaufany wspólnik polityczny, bo miała rozległe plany dotyczące spraw wewnętrznych i międzynarodowych. Chociaż w petersburskiej ekipie władzy nie brakowało sprawnych niemieckich administratorów i wojskowych, najważniejszy był faworyt. Wszystkich ich łączyła jedna myśl – utrzymać władzę. A utrzymać ją mogli tylko przy Annie i Bironie, dwóch indywidualnościach: jednej z najciekawszych kobiet epoki i jednego z najbardziej ambitnych Niemców, jacy kiedykolwiek funkcjonowali w orbicie władzy carskiej. Odwagi, pomysłowości, sprawności organizacyjnej nie można mu było odmówić. Niemniej jednak z psychologicznego punktu widzenia układ Anna–Biron był niezwykle skomplikowany, państwem rządziła Anna, a chciał rządzić Ernest. Cesarzowa nie potrzebowała słów, aby wiedzieć, czego pragnął faworyt. Ale nie zamierzała z nikim, nawet z człowiekiem, do którego pałała namiętnością, dzielić się władzą. Przy tym ich wzajemne uczucie nie było bezinteresowne. Byli sobie potrzebni także poza alkową. Z tej miłości władczyni i jej faworyta zrodziło się wiele niedomówień i podejrzeń. ściągnęła na Annę nienawiść, a na Birona epitet „kurlandzka kanalia”. Pewnego razu polski poseł powiedział mu, aby się strzegł: „Obawiam się, żeby Rosjanie nie zrobili z Niemcami tego samego, co zrobili z Polakami w czasach Łżedymitra, chociaż Polacy nie dawali takich silnych powodów do niezadowolenia”. „Proszę się nie niepokoić – odpowiedział gościowi – wówczas nie było gwardii, a teraz Rosjanie nie mają wodza”. Kilka lat później boleśnie się przekona, że jest wódz w osobie kobiety.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?