Łowcy nazistówTekst

Z serii: Historia
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  O książce

2  Dedykacja

3  Spis postaci

4  Wstęp

5  1. Powinność kata

6  2. „Oko za oko”

7  3. Wspólnie i w porozumieniu

8  4. Zasada pingwina

9  5. Stróżem brata mego

10  6. Mniej zła

11  7. „Podobnie myślący durnie”

12  8. Un momentito, señor

13  9. „Z zimną obojętnością”

14  10. „Mali ludzie”

15  11. Pamiętny policzek

16  12. „Wzorowi obywatele”

17  13. Do La Paz i z powrotem

18  14. Wojenne kłamstwa

19  15. Pogoń za duchami

20  16. Pełne koło

21  Ilustracje

22  Podziękowania

23  Bibliografia

24  Prawa do ilustracji

„Zapis działań i hołd dla wyjątkowej grupy ludzi, którzy poświęcili życie w walce o sprawiedliwość”.

„Overseas Press Club”

„Fascynujący wgląd w działania ludzi, którzy ścigali zbrodniarzy wojennych, nawet gdy temat zniknął z nagłówków prasy”.

„Library Journal”

„Szczegółowe spojrzenie na ponurą robotę tropienia nazistów przez całe dziesięciolecia od zakończenia drugiej wojny światowej… absorbujące”.

„Kirkus Reviews”

„Godna podziwu – przystępna i gruntowna opowieść […] [Nagorski] odkrywa różnice w taktyce, osobowościach, poglądach, które prowadziły do konfliktów między samymi łowcami […] ale przede wszystkim, nie pomijając ich słabości, oddaje im hołd za ich dokonania: nie tylko za pomoc w doprowadzeniu do procesów najpotworniejszych sprawców, ale także za bezdyskusyjne utrwalenie szczegółów nazistowskich zbrodni w annałach historii”.

„The Forward”

„Fascynujący zbiorowy portret łowców nazistów, tych słynnych – jak Wiesenthal i Klarsfeldowie – i tych nieznanych”.

Christopher Browning, autor książki Zwykli ludzie.101. Policyjny Batalion Rezerwy i „ostateczne rozwiązanie” w Polsce

„Po zakończeniu drugiej wojny światowej toczyła się inna wojna – o postawienie przed obliczem sprawiedliwości masowych zbrodniarzy. Nagorski opowiada historię tych, którzy zawzięcie ścigali morderców, oraz tych, którzy usiłowali ze wszelkich sił pogrzebać ten rozdział historii. Niepokojąca, lecz bez dwóch zdań fascynująca lektura”.

Douglas Waller, autor Disciples: The World War II Missions of the CIA Directors Who Fought for Wild Bill Donovan

Dla Aleksa, Adama, Soni i Evy

oraz – jak zawsze – dla Krysi

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Spis postaci

ŁOWCY:

Fritz Bauer (1903–1968): Niemiecki sędzia i prokurator pochodzący ze zeświecczonej rodziny żydowskiej. Większość okresu rządów nazistów spędził na wygnaniu w Danii i Szwecji. Po zakończeniu wojny powrócił do Niemiec, później zaś dostarczył Izraelczykom najważniejszych informacji, dzięki którym schwytano Adolfa Eichmanna. W latach sześćdziesiątych XX w. doprowadził do procesu załogi Auschwitz przed sądem we Frankfurcie.

William Denson (1913–1998): Główny amerykański oskarżyciel wojskowy w powojennym procesie w Dachau, w którym sądzono głównie personel obozów w Dachau, Mauthausen, Buchenwaldzie i Flossenbürgu. Oskarżył 177 osób i we wszystkich przypadkach uzyskał wynik skazujący. Ostatecznie 97 ze skazanych powieszono, jednakże jego działania w niektórych przypadkach wzbudziły kontrowersje.

Rafi Eitan1 (1926): Agent Mosadu dowodzący akcją schwytania Adolfa Eichmanna w pobliżu jego domu w Buenos Aires 11 maja 1960 r.

Benjamin Ferencz (1920): Jako młody, dwudziestosiedmioletni prawnik Ferencz pełnił rolę głównego oskarżyciela w procesie nazwanym przez Associated Press „największą sprawą o morderstwo w historii”: procesie norymberskim przeciwko członkom Einsatzgruppen, czyli specjalnych grup operacyjnych prowadzących masowe mordy na Żydach, Cyganach i innych cywilnych „wrogach” na froncie wschodnim, zanim zaczęto używać komór gazowych w obozach. Wszystkich 22 oskarżonych uznano za winnych, 13 skazano na śmierć. Później wiele wyroków złagodzono; tylko 4 wyroki śmierci zostały wykonane.

Tuwia Friedman (1922–2011): Polski Żyd ocalały z Holokaustu; po wojnie został funkcjonariuszem służb bezpieczeństwa reżimu komunistycznego, szukając zemsty na schwytanych Niemcach i wszystkich innych osobach podejrzewanych o udzielanie pomocy okupantom. Następnie utworzył w Wiedniu Centrum Dokumentacji, w którym zbierano dowody pomagające oskarżać byłych oficerów SS i innych zbrodniarzy wojennych. W roku 1952 zamknął Centrum i przeniósł się do Izraela, gdzie nadal twierdził, że jest na tropie Eichmanna i innych zbrodniarzy.

Isser Harel (1912–2003): Szef Mosadu, organizator uprowadzenia Eichmanna z Buenos Aires w 1960 r. i przewiezienia go do Izraela specjalnym lotem El Al, co doprowadziło do procesu i stracenia Eichmanna w Jerozolimie.

Elizabeth Holtzman (1941): Demokratka z Brooklynu; gdy w 1973 r. została wybrana do Kongresu, zajęła się doniesieniami o licznych osobach podejrzewanych o zbrodnie wojenne, mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Jako członkini, a później przewodnicząca podkomisji ds. imigracji Izby Reprezentantów zdołała doprowadzić do utworzenia w 1979 r. Biura Dochodzeń Specjalnych (Office of Special Investigations, OSI) Departamentu Sprawiedliwości. Biuro prowadziło działania celem odszukania, pozbawienia obywatelstwa i deportowania nazistowskich zbrodniarzy wojennych.

Beate Klarsfeld (1939): Ryzykantka par excellence, bardziej żywiołowa część niemiecko-francuskiego małżeństwa łowców nazistów. Ojciec Beate służył w Wehrmachcie; nie wiedziała wiele o Trzeciej Rzeszy, póki nie udała się do Paryża jako au pair i nie poznała swego przyszłego męża, Serge’a Klarsfelda. Zasłynęła ze spoliczkowania w 1968 r. kanclerza Republiki Federalnej Niemiec Kurta Georga Kiesingera, który należał do NSDAP. Wraz z Serge’em tropiła esesmanów winnych deportowania Żydów i innych zbrodni w okupowanej Francji i doprowadzała do konfrontacji, nie zważając na ryzyko.

Serge Klarsfeld (1935): Pochodzący z osiadłej we Francji rodziny rumuńskich Żydów Klarsfeld miał ważne powody osobiste, by gromadzić i publikować informacje o nazistowskich dostojnikach, odpowiedzialnych za wywózki i mordowanie Żydów francuskich – jego ojciec zginął w Auschwitz. Klarsfeld skrupulatnie gromadził dowody winy i je publikował. Podobnie jak jego żona, Beate, nie bał się konfrontować osobiście ze zbrodniarzami.

Eli Rosenbaum (1955): Do Biura Dochodzeń Specjalnych Departamentu Sprawiedliwości trafił najpierw jako praktykant. W latach 1995–2010 był dyrektorem Biura, najdłużej ze wszystkich sprawujących tę funkcję. Jako główny prawnik Światowego Kongresu Żydów w roku 1986 kierował kampanią potępienia byłego sekretarza generalnego ONZ Kurta Waldheima, gdy ten kandydował na prezydenta Austrii. Doprowadziło to do ostrego sporu Rosenbauma z niegdyś idealizowanym przezeń Szymonem Wiesenthalem.

Allan Ryan (1945): W latach 1980–1983 pełnił funkcję dyrektora Biura Dochodzeń Specjalnych Departamentu Sprawiedliwości, kierując tą nową wówczas organizacją podczas pierwszych działań mających na celu zidentyfikowanie nazistowskich zbrodniarzy wojennych i pozbawienie ich amerykańskiego obywatelstwa.

Jan Sehn (1909–1965): Polski sędzia śledczy wywodzący się z rodziny pochodzenia niemieckiego. Sporządził pierwszy szczegółowy opis historii i działalności Auschwitz. Przesłuchiwał Rudolfa Hössa, komendanta Auschwitz pełniącego najdłużej tę funkcję, i przekonał go do spisania wspomnień, zanim wykonano wyrok śmierci przez powieszenie w 1947 r. W latach sześćdziesiątych udzielił też pomocy swojemu niemieckiemu odpowiednikowi Fritzowi Bauerowi, składając zeznania przed sądem we Frankfurcie podczas procesu załogi Auschwitz.

 

Szymon Wiesenthal (1908–2005): Urodzony w Buczaczu w Galicji przetrwał Mauthausen i inne potworności wojny, by zostać najsłynniejszym łowcą nazistów i twórcą Żydowskiego Centrum Dokumentacji Historycznej Okresu Holocaustu. Choć powszechnie przypisywano mu zasługi w wytropieniu wielu zbrodniarzy wojennych, niekiedy krytykowano go też za rzekome wyolbrzymianie swojej roli i osiągnięć, zwłaszcza w sprawie Eichmanna. Wszedł także w spór ze Światowym Kongresem Żydów podczas afery Kurta Waldheima.

Efraim Zuroff (1948): Założyciel i dyrektor Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie. Zuroff urodził się w Nowym Jorku, jednakże w 1970 r. osiadł w Izraelu. Często nazywany ostatnim łowcą nazistów, prowadził nagłaśniane i kontrowersyjne kampanie służące odszukaniu żyjących jeszcze strażników obozów koncentracyjnych i wymierzeniu im sprawiedliwości.

ŚCIGANI:

Klaus Barbie (1913–1991): Znany jako „rzeźnik z Lyonu”; Barbie pełnił w tym francuskim mieście funkcję szefa Gestapo, gdzie osobiście torturował i wysłał na śmierć tysiące ludzi. Do najsłynniejszych jego ofiar należeli bohater francuskiego Réstistance Jean Moulin oraz 44 żydowskich dzieci ukrywanych w wiosce Izieu, które zginęły w Auschwitz. Klarsfeldowie wytropili go w Boliwii i prowadzili długą kampanię celem postawienia go przed sądem we Francji. W 1987 r. Barbie został skazany na dożywocie; cztery lata później zmarł w więzieniu.

Martin Bormann (1900–1945): Osobisty sekretarz Hitlera i szef Kancelarii NSDAP, zaginął po opuszczeniu schronu Hitlera po samobójstwie Führera 30 kwietnia 1945 r. Według niektórych źródeł został zabity lub popełnił samobójstwo, jednakże co pewien czas wypływały doniesienia, że udało mu się wydostać z niemieckiej stolicy, a nawet że był widziany w Ameryce Południowej lub Danii. W roku 1972 podczas prowadzenia prac budowlanych w Berlinie odnaleziono zwłoki; badanie DNA w 1998 r. potwierdziło, że jest to ciało Bormanna. Uznano ostatecznie, że zginął 2 maja 1945 r.

Hermine Braunsteiner (1919–1999): Była strażniczka z obozów Majdanek i Ravensbrück, nazywana „Kobyłą” ze względu na zwyczaj kopania więźniarek. W roku 1964 Szymon Wiesenthal odkrył, że poślubiła Amerykanina i mieszka w nowojorskim Queens. Za jego sprawą w „New York Timesie” ukazał się artykuł, który zapoczątkował długą batalię sądową w celu pozbawienia jej amerykańskiego obywatelstwa. Deportowana do Niemiec Zachodnich, w 1981 r. została skazana na dożywocie. W 1996 r. zwolniono ją ze względu na stan zdrowia. Trzy lata później zmarła w domu opieki.

Herberts Cukurs (1900–1965): Przedwojenny lotnik łotewski, w czasie okupacji niemieckiej zasłynął jako „kat z Rygi”. Odpowiadał za zabicie około 30 tysięcy Żydów. Po wojnie osiedlił się w brazylijskim São Paulo, gdzie prowadził marinę i pilotował własny samolot. Zwabiony do Montevideo w Urugwaju 23 lutego 1965 r. został zabity przez grupę likwidacyjną Mosadu. Jest to jedyny znany przypadek zabicia ukrywającego się zbrodniarza wojennego przez Mosad.

John Demjanuk (Iwan Demianiuk) (1920–2012): Od lat siedemdziesiątych aż do śmierci w 2012 r. znajdował się w centrum jednej z najbardziej skomplikowanych powojennych batalii sądowych, rozgrywanej w Stanach Zjednoczonych, Izraelu i Niemczech. Emerytowany pracownik fabryki samochodów z Cleveland w czasie wojny był strażnikiem w obozie zagłady; początkowo uważano go niesłusznie za „Iwana Groźnego”, strażnika z Treblinki wyróżniającego się wyjątkowym sadyzmem. W roku 2011 niemiecki sąd uznał go za winnego pełnienia roli strażnika w Sobiborze; Demjanuk zmarł niecały rok później. Jego przypadek stanowi dla niemieckich sądów precedens w postępowaniu z coraz mniejszą liczbą podejrzanych o zbrodnie w czasie drugiej wojny światowej.

Adolf Eichmann (1906–1962): Jeden z głównych wykonawców Holokaustu, organizator masowych deportacji Żydów do Auschwitz i innych obozów zagłady. 11 maja 1960 r. został uprowadzony z Buenos Aires przez oddział Mosadu. Sąd w Jerozolimie skazał go na karę śmierci przez powieszenie, wykonaną 31 maja 1962 r. Jego sprawa zyskała ogromny rozgłos, stając się między innymi przyczyną burzliwej debaty na temat „banalności zła”.

Aribert Heim (1914–1992): Nazywany „Doktorem Śmierć” z powodu swych okrucieństw i mordów popełnionych jako lekarz w Mauthausen. Po wojnie przepadł. Tropiono go uporczywie, co budziło zainteresowanie mediów; krążyły niestworzone historie, jakoby widziano go w Ameryce Południowej lub też zabito w Kalifornii. W rzeczywistości – zgodnie z doniesieniami „New York Timesa” i niemieckiej telewizji ZDF z 2009 r. – Heim schronił się w Kairze, gdzie przeszedł na islam, zmienił nazwisko na Tarek Husajn Farid; zmarł w 1992 r.

Rudolf Höss (1900–1947): Najdłużej pełniący funkcję komendant Auschwitz. Schwytany przez Brytyjczyków w 1946 r. zeznawał jako świadek w procesach norymberskich, po czym został przekazany Polsce. Polski sędzia śledczy Jan Sehn przekonał go do pisania wspomnień, zanim wykonano wyrok śmierci przez powieszenie. Opisy wprowadzanych przezeń „usprawnień” w fabryce śmierci stanowią jedno z najbardziej wstrząsających świadectw w ogromnej literaturze Zagłady.

Ilse Koch (1906–1967): Wdowa po pierwszym komendancie Buchenwaldu, nazywana „Suką z Buchenwaldu”. Jej amerykański proces w Dachau był jednym z najbardziej sensacyjnych ze względu na zeznania pełne drastycznych opisów jej seksualnego torturowania więźniów przed egzekucją oraz opowieści o abażurach wykonanych dla niej ze skóry zamordowanych więźniów. Skazana na dożywocie po dwóch latach została ułaskawiona przez generała Luciusa D. Claya. W roku 1951 sąd niemiecki skazał ją ponownie na dożywocie. W 1967 r. popełniła samobójstwo w więzieniu.

Kurt Lischka (1909–1989), Herbert Hagen (1913–1999), Ernst Heinrichsohn (1920–1994): Serge i Beate Klarsfeldowie wzięli na cel tych trzech byłych esesmanów ze względu na ich udział w deportacji Żydów z Francji. Przedtem cała trójka żyła spokojnie w Niemczech Zachodnich. W latach siedemdziesiątych para łowców rozpętała przeciw nim kampanię, próbując nawet uprowadzić Lischkę. 11 lutego 1980 r. sąd w Kolonii uznał ich za winnych udziału w deportacji 50 tysięcy francuskich Żydów do obozów zagłady. Otrzymali wyroki od sześciu do dwunastu lat więzienia.

Josef Mengele (1911–1979): Lekarz SS z Auschwitz zwany „Aniołem Śmierci”, osławiony z powodu swoich eksperymentów medycznych przeprowadzanych na bliźniętach i innych więźniach oraz udziału w selekcji więźniów do komór gazowych. Poszukiwania Mengelego, który zbiegł do Ameryki Południowej, trwały jeszcze długo po jego śmierci. Mengele utonął podczas kąpieli w Brazylii, jednak jego rodzina utrzymywała ten fakt w tajemnicy aż do odkrycia jego zwłok w 1985 r.

Erich Priebke (1913–2013): Były kapitan SS, organizator egzekucji 335 mężczyzn i chłopców, w tym 75 Żydów, w Grotach Ardeatyńskich nieopodal Rzymu 24 marca 1944 r. w odwecie za wcześniejszy zamach, w którym zginęło 33 żołnierzy niemieckich. Żył wygodnie w argentyńskim kurorcie San Carlos de Bariloche do roku 1994, gdy odnaleźli go reporterzy telewizji ABC News – korespondent Sam Donaldson przez kilka minut wypytywał go na ulicy. Dzięki temu w 1995 r. Argentyna deportowała Priebkego do Włoch, gdzie w 1998 r. skazano go na dożywocie. Ze względu na wiek do swojej śmierci w 2013 r. pozostawał w areszcie domowym.

Otto Remer (1912–1997): Jedna z kluczowych postaci wydarzeń po nieudanym zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r. Major Remer dowodził batalionem wartowniczym Grossdeutschland stacjonującym w Berlinie. Początkowo gotów wykonywać rozkazy spiskowców zmienił jednak front, gdy dowiedział się, że Hitler ocalał. W roku 1951, jako przywódca skrajnie prawicowej zachodnioniemieckiej partii, nazwał spiskowców zdrajcami. W roku 1952 Fritz Bauer zdołał oskarżyć go o zniesławienie, chcąc udowodnić, że spiskowcy byli prawdziwymi patriotami. Remer został skazany na trzy miesiące więzienia, a jego partię zdelegalizowano, co skłoniło go do ucieczki do Egiptu. W latach osiemdziesiątych dzięki amnestii powrócił do Niemiec i do działalności na rzecz skrajnej prawicy. W 1994 r., wobec grożącego mu oskarżenia o sianie nienawiści i rasizm, przeniósł się do Hiszpanii, gdzie zmarł trzy lata później.

Arthur Rudolph (1906–1996): Członek niemieckiego programu rakietowego, po wojnie sprowadzony do Stanów Zjednoczonych. Pracował przy budowie rakiety Saturn V, dzięki której dokonano lądowania na Księżycu. Eli Rosenbaum z Biura Dochodzeń Specjalnych Departamentu Sprawiedliwości zmusił go w 1984 r. do zrzeczenia się amerykańskiego obywatelstwa i opuszczenia kraju, udowadniając, że w czasie wojny odpowiadał za śmierć tysięcy więźniów pracujących przy budowie rakiet V-2. Zmarł w Hamburgu.

Kurt Waldheim (1918–2007): Gdy w roku 1986 ten były sekretarz generalny ONZ został faworytem w austriackich wyborach prezydenckich, opublikowano informacje, że Waldheim zataił swoją historię wojenną – służbę na Bałkanach w sztabie generała Alexandra Löhra, po wojnie skazanego na śmierć i straconego w Jugosławii za zbrodnie wojenne. Światowy Kongres Żydów zorganizował szeroko zakrojoną kampanię przeciwko Waldheimowi, który mimo to wygrał wybory. Szymon Wiesenthal obwinił Światowy Kongres Żydów o sprowokowanie reakcji antysemickich, uwidaczniając podziały istniejące w środowisku łowców nazistów.

1 W książce została zachowana angielska transkrypcja nazwisk hebrajskich, ponieważ w takiej postaci funkcjonują one najczęściej w literaturze międzynarodowej (przyp. red.). [wróć]

Wstęp

Jeden z najsłynniejszych niemieckich filmów powstałych tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej nosi tytuł Mordercy są wśród nas (Die Mörder sind unter uns). Główna bohaterka, ocalała z obozu koncentracyjnego Susanne Wallner grana przez Hildegard Knef, powraca do pozostałości swojego mieszkania w zrujnowanym Berlinie. Odnajduje Hansa Mertensa, byłego lekarza wojskowego, pogrążonego w alkoholu i rozpaczy. Lekarz napotyka swojego byłego dowódcę, obecnie zamożnego biznesmena, który w Wigilię 1942 r. rozkazał wymordować stu mieszkańców polskiej wioski. Nękany wspomnieniami Mertens postanawia zabić byłego dowódcę w pierwszą powojenną Wigilię.

W ostatniej chwili Wallner przekonuje Mertensa, że samodzielne wymierzanie sprawiedliwości byłoby błędem. „Nie możemy wydawać wyroków”, mówi mu. Lekarz daje się przekonać, jednak na zakończenie filmu mówi: „Masz rację, Susanne. Musimy jednak wysunąć oskarżenie. Domagać się zapłaty w imieniu zamordowanych milionów niewinnych ofiar”.

Film odniósł spektakularny sukces, przyciągając ogromną rzeszę widzów. Jego przekaz jednakże był wybitnie zwodniczy. To nie Niemcom, lecz aliantom przypadło zorganizowanie pierwszych powojennych procesów zbrodniarzy wojennych. Wkrótce jednak zwycięzcy w większości porzucili ten wysiłek, jako że ich uwagę skupiła zimna wojna. Jeśli zaś chodzi o większość Niemców, byli o wiele bardziej skłonni zapominać o niedawnej przeszłości, niż zastanawiać się nad wymierzaniem sprawiedliwości.

Tym bardziej nie chcieli słyszeć o sprawiedliwości ci spośród czołowych zbrodniarzy, których nie aresztowano zaraz po wojnie lub którym udało się skutecznie ukryć swą prawdziwą tożsamość. Myśleli jedynie o ucieczce. W przypadku Adolfa Hitlera było to samobójstwo – popełnił je w swoim schronie wraz ze świeżo poślubioną Ewą Braun. Za jego przykładem poszedł minister propagandy Rzeszy Joseph Goebbels wraz z żoną Magdą; przed śmiercią otruli szóstkę swoich dzieci. W wydanej w roku 1976 r. bestsellerowej powieści Kryptonim „Walhalla” fikcyjny Goebbels wyjaśnia przyczyny swego postępowania: „Nie mam zamiaru być wiecznym uchodźcą, przez resztę moich dni uciekać po całym świecie”1.

Jednakże większość jego kolegów i innych nazistowskich zbrodniarzy wojennych nie zamierzała iść za przykładem Hitlera. Wielu sprawców niższej rangi nie musiało się nawet ukrywać. Udało im się szybko wtopić w masy ludzi starających się odbudować swoje życie w Europie. Inni, którzy czuli się mniej bezpiecznie, znajdowali sposoby na wydostanie się z Europy. Przez długi czas wydawało się, że obu tym grupom zbrodniarzy udało sie skutecznie uniknąć odpowiedzialności za swe czyny. Często pomagały im w tym lojalnie rodziny lub też dawni Kameraden – towarzysze z NSDAP.

 

Niniejsza książka opisuje losy nielicznej grupy mężczyzn i kobiet – pełniących oficjalne funkcje, jak również działających na własną rękę – którzy postanowili nie dopuścić do tego, by świat zapomniał o zbrodniarzach i popełnionych przez nich czynach. Ci tropiciele wykazali się ogromną determinacją i odwagą, kontynuując walkę nawet po tym, jak rządy zwycięskich mocarstw i reszta świata coraz bardziej obojętniały na losy nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Tropiąc nazistów, łowcy zaznajamiali się także z naturą zła, co rodziło wysoce niepokojące pytania na temat ludzkich zachowań.

Osoby, które podjęły próbę postawienia morderców przed wymiarem sprawiedliwości, nazwano łowcami nazistów, ale nie tworzyli oni żadnej grupy posiadającej wspólną strategię i koordynującej swoje działania. Pomiędzy tymi osobami rodziły się zadrażnienia i animozje, niekiedy trwała rywalizacja, mimo że ogólnie biorąc, dążyli do tego samego celu. W niektórych przypadkach ich spory zaszkodziły sprawie, o którą walczyli.

Gdyby nawet jednak wszyscy tropiciele nazistowskich zbrodniarzy odłożyli na bok dzielące ich różnice, rezultat ich działań nie byłby znacząco inny. Rezultaty te nie pozwalają na stwierdzenie, że sprawiedliwości całkowicie stało się zadość. „Każdy, kto szuka równowagi pomiędzy popełnionymi zbrodniami a wymierzoną za nie karą, rozczaruje się”2, stwierdził David Marwell, historyk pracujący dla Biura Dochodzeń Specjalnych Departamentu Sprawiedliwości, United States Holocaust Memorial Museum oraz Berlin Document Center, a który obecnie pełni funkcję dyrektora Muzeum Dziedzictwa Żydowskiego w Nowym Jorku. Jeśli zaś chodzi o zobowiązanie zwycięzców, że postawią przed sądem wszystkich zbrodniarzy wojennych, Marwell dodał krótko: „To zbyt trudne”.

Osiągnięcie całkowitego sukcesu rzeczywiście jest zbyt trudne, jednakże wysiłki tych, którzy nie mieli zamiaru zrezygnować z prób pociągnięcia do odpowiedzialności przynajmniej części nazistowskich zbrodniarzy wojennych, stanowią opowieść niemającą sobie równych w dziejach ludzkości.

W dawnych czasach zwycięzcy często zabijali pokonanych lub zmieniali w niewolników, rabowali ich ziemię i wymierzali szybką pomstę. Normą były doraźne egzekucje, nie zaś procesy czy jakieś inne procedury prawne, w trakcie których rozpatrywano by dowody celem stwierdzenia winy bądź niewinności. Motywem była po prostu czysta zemsta.

Wielu łowców nazistów także początkowo kierowało się chęcią odwetu. Dotyczyło to szczególnie tych, którzy przeszli obozy koncentracyjne lub brali udział w ich wyzwoleniu. Wszyscy oni na własne oczy widzieli koszmar, jaki zgotowali swym ofiarom zbiegli naziści: martwi i umierający więźniowie, krematoria, gabinety „medyczne” służące jako izby tortur. Dlatego niektórzy naziści i kolaboranci padli ofiarą doraźnej zemsty w ostatnich dniach wojny.

Jednakże od pierwszych procesów norymberskich polowanie na zbrodniarzy wojennych, prowadzone częściowo po dziś dzień na terenie Europy, Ameryki Łacińskiej, Stanów Zjednoczonych i Bliskiego Wschodu, miało na celu głównie wszczęcie postępowań prawnych przeciwko tropionym. Chodziło o zademonstrowanie, że nawet osoby w najoczywistszy sposób winne powinny stanąć przed sądem. Nie jest przypadkiem, że najsłynniejszy spośród łowców nazistów, Szymon Wiesenthal, zatytułował swoje wspomnienia Prawo, nie zemsta.

Nawet gdy prawo ewidentnie zawodziło, gdy winni dostawali najniższe wyroki lub nie dostawali ich wcale, zaczął się wyłaniać kolejny cel działalności łowców: edukacja poprzez przykład. Po co ścigać w ostatnich latach życia starca, który kiedyś był strażnikiem w obozie? Dlaczego nie pozwolić sprawcom odejść w zapomnieniu? Wielu amerykańskich urzędników było gotowych tak właśnie postąpić, zwłaszcza gdy ich uwaga została skoncentrowana na nowym przeciwniku: Związku Radzieckim. Jednakże poszczególni łowcy nazistów nie zamierzali przestać, argumentując, że każdy przypadek stanowi cenny przykład dla ludzkości.

Chodziło o zademonstrowanie, że koszmarne zbrodnie drugiej wojny światowej i Holokaustu nie mogą zostać zapomniane. Że ci, którzy zaplanowali i przeprowadzili te zbrodnie – oraz ci, którzy zechcą zrobić coś podobnego w przyszłości – nigdy nie są ponad prawem, przynajmniej teoretycznie.

W roku 1960, gdy Mosad uprowadził w Argentynie Adolfa Eichmanna i dostarczył go do Izraela, gdzie wytoczono mu proces, miałem trzynaście lat. Nie pamiętam, czy cokolwiek wiedziałem o tym wydarzeniu, czy śledziłem doniesienia medialne czy nie, coś jednak z tego we mnie pozostało. Wiem to, bo mam jedno wyraźne wspomnienie z następnego lata, gdy Eichmann był już sądzony w Jerozolimie.

W czasie wizyty u rodziny w San Francisco siedziałem w kawiarence z moim ojcem. W pewnym momencie zacząłem się przyglądać twarzy starszego pana siedzącego w drugim końcu kontuaru. Nachyliłem się do ojca, wskazałem mu go i wyszeptałem: „To chyba jest Hitler”. Ojciec się uśmiechnął i łagodnie wyprowadził mnie z błędu. Oczywiście nie miałem wówczas pojęcia, że pół wieku później, podczas pracy nad tą książką, będę rozmawiał z Gabrielem Bachem, ostatnim żyjącym oskarżycielem w procesie Eichmanna, oraz z dwoma agentami Mosadu kierującymi wówczas oddziałem, który Eichmanna uprowadził.

Uprowadzenie, proces i stracenie Eichmanna stanowiły początek nowego etapu rosnącej świadomości faktu, że wielu nazistowskich zbrodniarzy uniknęło kary, i zrodziło ponowne zainteresowanie ich zbrodniami. Z zainteresowania tego wkrótce zrodziła się fala książek i filmów o łowcach nazistów, często opartych na mitach raczej niż na rzeczywistości. Pochłaniałem te książki i oglądałem filmy. Fascynowali mnie ich bohaterowie – tak pozytywni, jak i negatywni – oraz niezwykłe zwroty akcji.

Uwagę opinii publicznej zwracał jednak nie tylko motyw wielkiego polowania. Zwłaszcza pokolenie powojenne fascynowały w równym stopniu pytania o naturę ludzi, na których polowano, a nawet naturę ich rodzin i sąsiadów. Po dziś dzień nie udało się znaleźć łatwych odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak wiele milionów Niemców i Austriaków oraz kolaborantów z większości podbitych przez nich krajów z własnej woli zaangażowało się w ruch, którego celem było popełnianie masowych zbrodni.

Jako szef biura „Newsweeka” w Bonn, Berlinie, Warszawie i Moskwie w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych często zajmowałem się spuścizną wojny i Holokaustu. Gdy tylko pozwalałem sobie na myśl, że nie znajdę już niczego nowego, że poznam jedynie wariacje wcześniej zasłyszanych historii, bardzo szybko musiałem się konfrontować z czymś absolutnie zaskakującym.

W końcu 1994 r. przygotowywałem reportaż do okolicznościowego numeru „Newsweeka” na 50 rocznicę wyzwolenia Auschwitz, przypadającą 27 stycznia 1995 r. Wcześniej rozmawiałem z licznymi ocalałymi z wielu krajów europejskich. Za każdym razem czułem dyskomfort, prosząc ich o przywołanie wspomnień tamtego koszmaru. Zawsze prosiłem, by przestali mówić, jeśli tylko uznają, że jest to dla nich zbyt bolesne. W większości przypadków jednakże wspomnienia płynęły z nich same. Zaczynali mówić i nie trzeba im było zadawać dalszych pytań. Choć słyszałem wiele takich historii, za każdym razem pochłaniały mnie one i oszołamiały.

Wysłuchawszy wspomnień holenderskiego Żyda ocalałego z Holokaustu, którego historia była szczególnie poruszająca, z nawyku przeprosiłem go za to, że nakłoniłem go do przywołania wszystkich tych szczegółów, dodając jak zwykle, że pewnie wielokrotnie opowiadał ją już swojej rodzinie i przyjaciołom. „Nie, nie mówiłem jej nikomu – odpowiedział. Widząc wyraz niedowierzania na mojej twarzy, dodał: – Nikt mnie nigdy nie pytał”. Człowiek ten dźwigał ten ciężar samotnie przez pięćdziesiąt lat.

Trzy lata później odbyło się inne spotkanie, dzięki któremu udało mi się rzucić okiem na tych, których brzemię było zupełnie inne. Przeprowadzałem wywiad z Niklasem Frankiem, synem Hansa Franka, który był namiestnikiem Hitlera w okupowanej Polsce, gdzie stworzył imperium śmierci. Niklas, dziennikarz i pisarz, nazywał siebie typowym europejskim liberałem i wierzył mocno w wartości demokratyczne. Szczególnie interesował się Polską, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, gdy Solidarność toczyła walkę o prawa człowieka, która doprowadziła ostatecznie do obalenia reżimu komunistycznego3.

Niklas urodził się w 1939 r. Miał ledwie siedem lat, gdy ostatni raz widział swojego ojca w Norymberdze, na krótko przed jego powieszeniem za zbrodnie wojenne. Zaprowadzono go z matką do więzienia. Jego ojciec udawał, że wszystko jest w porządku. „Cóż, Nikki, wkrótce wszyscy będziemy razem na święta” – powiedział. Chłopiec wyszedł, jak wspominał, „wściekły”, ponieważ wiedział, że ojciec niedługo zostanie powieszony. „Mój ojciec okłamywał wszystkich, nawet własnego syna” – powiedział. Później wielokrotnie zastanawiał się, co ojciec mógłby mu powiedzieć: „Drogi Nikki, zostanę stracony, ponieważ robiłem straszne rzeczy. Nie bierz ze mnie przykładu w swoim życiu”.

A potem powiedział coś, co zapamiętam na zawsze. Nazywając swojego ojca „potworem”, stwierdził: „Jestem przeciwnikiem kary śmierci, ale uważam, że stracenie mojego ojca było całkowicie usprawiedliwione”.

Przez wszystkie lata pracy w roli korespondenta zagranicznego nigdy nie zdarzyło mi się słyszeć, by ktoś mówił w ten sposób o ojcu. Uczucie to doprowadziło Niklasa do jeszcze jednego wniosku. Jak powiedział, Frank to pospolite nazwisko. Większość nie wie, że jest synem jednego z głównych zbrodniarzy wojennych, dopóki im tego nie powie. Mimo to nigdy nie może o tym zapomnieć. „Nie ma dnia, bym nie myślał o moim ojcu, a zwłaszcza o wszystkim, co uczynili Niemcy – powiedział. – Świat nigdy tego nie zapomni. Gdy tylko jadę za granicę i mówię, że jestem Niemcem, ludzie myślą «Auschwitz». I myślę, że tak jest sprawiedliwie”.