Siła pierwszej miłości

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Do pewnego stopnia to się udało. Rodzice chwalili ją, ale przygarniali coraz więcej dzieci. Jej sposobem na to, by się wyróżnić, była perfekcja. Dopiero po wypadku z Tommym zażądała, by przestali przygarniać kolejne dzieci i wreszcie zwrócili na nią większą uwagę.

To był egoizm z jej strony i czuła się z tego powodu okropnie, jednak nie mogła pozwolić na to, by jeszcze jeden chłopiec zjawił się w domu Edenów i potraktował ją tak jak Tommy.

– Dobrze się dzisiaj czujesz? – spytała Molly.

– Tak. Heath nocował w gościnnym, żeby dotrzymać mi towarzystwa. Ustaliliśmy, że dwoje z nas zostanie tu przez kilka miesięcy, co najmniej do Nowego Roku, i pomoże wam w okresie świąt.

Molly skinęła głową. Obie wiedziały, że nie poradziłaby sobie sama. Drobna postura i sztywniejące palce nie pozwoliłyby jej przenosić choinek dwa razy większych od niej. Dzięki pomocy dzieci będzie mogła zapewnić właściwą opiekę mężowi po operacji.

– Kto z was tu zostanie?

– Heath i ja. On weźmie urlop w swojej agencji. Ja sprzedałam dom w Sag Harbor i zamieszkam tutaj, dopóki tata nie wyzdrowieje. Potem coś sobie znajdę.

– A ty i…?

Matka nigdy nie mogła zapamiętać, jak nazywa się jej chłopak. To nie była dobra wróżba.

– Danny. Zerwaliśmy z sobą.

– Och! Tak mi przykro.

– Nie kłam. – Julianne uśmiechnęła się, pijąc kawę.

Molly tylko wzruszyła ramionami.

– Rozmawiałam z prywatną firmą medyczną o tym, żeby zabrać ojca do domu i nie oddawać go do centrum rehabilitacji. Powiedzieli, że na kilka tygodni mogą przysłać pielęgniarkę.

– To świetnie.

– Tylko że będziesz musiała zamieszkać w baraku. Łóżko ojca trzeba znieść na dół i dostawić drugie dla pielęgniarki. Zgadzasz się?

– Oczywiście. Będę miała gdzie postawić rzeczy.

– No właśnie. A co z twoim studiem i wystawami? Musisz pracować, prawda?

– W sklepie dadzą sobie radę. Interesy w Hamptons idą tak dobrze, że szkoda byłoby się przenosić. Pracownię mogę urządzić w baraku.

– Wiesz, że tam jest magazyn, który nie jest używany. Można go posprzątać i miałabyś dużo miejsca.

– Magazyn?

– Tak. Pod schodami, trzy na cztery metry. Ma okno i osobne drzwi na zewnątrz. Chowaliśmy w nim prezenty dla was na Boże Narodzenie. Teraz pewnie stoją tam pudła ze starymi zabawkami i sprzęt sportowy.

Prawdę mówiąc, Molly nie bardzo wiedziała, co jest w schowku pod schodami. W baraku przeważnie oglądała telewizję albo zajmowała się chłopcami, nie przejmując się całą resztą.

– Tak, teraz sobie przypominam. Jeśli jest tak duży, jak mówisz, to będzie znakomicie.

– Heath na pewno pomoże ci wszystko uporządkować. Do świąt zostało jeszcze sporo czasu.

– W czym mam pomóc? – Zaspany Heath wszedł do kuchni ubrany w spodnie i T-shirt. Był na bosaka i miał potargane włosy. Jego fryzura i strój zupełnie nie przypominały perfekcyjnie ułożonych włosów i eleganckich garniturów, ale na Julianne zrobiły wielkie wrażenie. Tego ranka bardziej przypominał chłopaka, w którym się kiedyś zakochała. Elegancki i odnoszący sukcesy prezes agencji reklamowej był jej obcy.

– Musisz pomóc nam posprzątać stary magazyn w baraku – powiedziała Molly.

Heath nalał sobie kawy.

– Ten, w którym chowaliście prezenty?

Molly się zaczerwieniła. Julianne miała taką samą jasną cerę jak matka. Bardzo łatwo się czerwieniły.

– Wiedziałeś o tym?

Heath uśmiechnął się, podchodząc do Molly.

– Wszyscy o tym wiedzieliśmy, mamo. Nie mieliśmy tylko serca, żeby ci o tym powiedzieć.

– A niech to! – Molly uderzyła dłonią w stół. – Chcemy urządzić w tym schowku pracownię.

– Mama mówi, że tata ma jutro operację.

Heath skinął głową, wyjmując z szafki pudełko płatków kukurydzianych.

– Zaczekam, aż tata poczuje się dobrze i pojadę na kilka dni do Nowego Jorku, żeby przywieźć trochę rzeczy. Muszę załatwić zastępstwo, ale za dwa lub trzy dni powinienem być z powrotem.

Julianne kiwnęła głową. Ona też miała sporo spraw do załatwienia.

– Muszę zamknąć dom. Większość rzeczy już spakowałam. Zostawię, co się da, w jakiejś przechowalni, a resztę przywiozę tutaj.

– Jak zmieścisz wszystko do tego sportowego samochodziku?

– Camaro jest większy niż twój porsche.

– Tak, ale ja nie zamierzam przewozić warsztatu ceramicznego. Co z twoim piecem?

– Sprzedam go. I tak chciałam kupić nowy.

Heath skrzyżował ręce na piersi. Starała się nie patrzeć, jak ubranie opina się na jego twardych mięśniach. Spoglądała na jego szyję i zarost na brodzie.

Odwróciła wzrok, gdy spostrzegła, że Heath uniósł brwi i spojrzał na nią z uśmieszkiem. Przyłapał ją. Zaklęła w duchu, opuszczając głowę.

– Potrzebna ci firma prowadząca przeprowadzki. I ciężarówka. Załatwię to.

Zmarszczyła brwi. To było typowe dla ich spotkań w ciągu ostatnich kilku lat. Unikali rozmowy na ważne tematy, a kłócili się o drobiazgi. W oczach innych wyglądali na kłótliwe rodzeństwo, podczas gdy naprawdę byli zrzędliwym małżeństwem.

– Może potrzebuję ciężarówki, ale nie chcę, żebyś za nią płacił. Dam sobie radę.

– No to dlaczego…

– Porozmawiamy o tym później – przerwała mu. Nie chciała kłócić się z nim przy Molly.

Matka z obojętną miną przeglądała pocztę, pijąc kawę. Nagle, jakby wyczuwając napięcie, odłożyła rachunki i wstała.

– Wezmę prysznic – powiedziała. Wypiła ostatni łyk kawy i poszła na górę, zostawiając ich samych.

Heath usiadł na krześle Molly z miską płatków i kubkiem kawy.

– Teraz możemy porozmawiać.

– To podejrzane, że chcesz płacić za moją przeprowadzkę.

Rzeczywiście dobrze zarabiała. Nie chciała, by ktoś jej pomagał, zwłaszcza Heath grający rolę rycerza w srebrnej zbroi.

– Nie miałem zamiaru za to płacić. Moja agencja prowadzi interesy z firmą przeprowadzkową Movers Express. Jej szef jest mi winien przysługę. Wystarczy, że do niego zadzwonię. Dlaczego to ma być podejrzane? Gdyby Wade albo Xander zaproponowali ci to samo, zgodziłabyś się bez wahania.

– Bo rozumiem ich motywy.

Heath uniósł brwi ze zdziwieniem.

– A jakie są moje motywy, Jules? Myślisz, że zażądam za to spełnienia obowiązków małżeńskich? Seks za przeprowadzkę? To dla mnie coś nowego. Powiedz. – Przyglądał jej się z chytrym uśmieszkiem. Potem pochylił się nad stołem i dodał zmysłowym szeptem: – Widziałem, jak na mnie patrzyłaś. Jeszcze nie jest za późno, Jules.

Jego namiętne spojrzenie sprawiło, że poczuła podniecenie. To okropne, że Heath ma nad nią taką władzę.

– O wiele za późno. – Opuściła głowę, starając się trzymać na wodzy uczucia.

– Chciałem tylko ci pomóc.

– Oczywiście. – Zawsze kiedy był dla niej miły albo wyświadczał jej przysługę, zastanawiała się dlaczego.

Miał prawo być na nią wściekły. Potraktowała go okropnie, odrzucając jego uczucie.

Gdy byli w Europie, któregoś dnia leżeli na trawie obok wieży Eiffla, przyglądając się migoczącym światłom. Wtedy wyznał jej, że zakochał się w niej już w czwartej klasie. Pod wpływem chwili ona też powiedziała, że go kocha. Ich romans zaczął się w Paryżu, trzy dni później wzięli ślub w Gibraltarze.

Odepchnęła go dla jego dobra, ale on nigdy tego nie zrozumie. Wiedział tylko, że porzuciła go i nie wyjaśniła mu powodu.

Przez pewien czas był na nią zły. Nie rozmawiał z nią przez cały rok, kiedy byli na studiach. Potem robił uniki, odbywając staże, by nie przyjeżdżać do domu na wakacje. Rzadko rozmawiali. W końcu znów zaczął zachowywać się tak jak wesoły i sympatyczny Heath, którego zawsze kochała.

Pod pozorami beztroski kryły się jednak problemy. Gdy prawie się nie widywali, nietrudno było udawać, że nic ich nie łączyło. Ale teraz mają spędzić kilka miesięcy pod jednym dachem. Julianne czuła, że długo tłumione uczucia mogą w końcu wybuchnąć.

ROZDZIAŁ TRZECI

Operacja Kena udała się. Przez jedną dobę był na oddziale intensywnej opieki medycznej, a potem przeniesiono go do normalnej sali. Kiedy mógł już mówić po odłączeniu od respiratora, kazał całej rodzinie iść do domu i przestać traktować go jak umierającego.

Zgodnie z planem Brody i jego narzeczona Samantha wrócili do Bostonu, a Xander, który był w Cornwall, gdy ojciec miał atak, pojechał spotkać się ze swym dziesięcioletnim synem i nową narzeczoną Rose w Waszyngtonie. Wade i Tori, którzy mieszkali w pobliżu, zgodzili się pilnować farmy, kiedy Julianne i Heath pojadą do domu, by przygotować się do przeprowadzki.

Heath zaproponował, że pojedzie z Julianne i pomoże jej, ale oczywiście się nie zgodziła. Podróż na Manhattan zajęła mu tylko dwie i pół godziny. Po dotarciu do Chelsea zadzwonił do wspólnika i poprosił, by Nolan przyszedł omówić z nim szczegóły, w czasie gdy on będzie się pakować. Kiedy skończył rozmawiać, udało mu się znaleźć płatny parking, co było bardzo wygodne, gdyż chciał zabrać z sobą mnóstwo rzeczy. Nie zawsze miał tyle szczęścia i żałował, że nie ma własnego miejsca do parkowania.

Nigdy nie szukał domu w tej okolicy, ale zachwycił go nowoczesny budynek i ogromny taras na dachu, większy niż jego pierwszy nowojorski apartament. Wszystko inne, łącznie z parkowaniem, było mniej ważne. Miał niedaleko do biura, w pobliżu był przystanek metra, a przecznicę dalej znajdowała się jedna z jego ulubionych restauracji. Nie mógł przegapić takiej okazji.

Gdy opróżnił lodówkę z produktów o krótkiej przydatności do spożycia i spakował rzeczy do wielkiej walizki, usłyszał dzwonek domofonu. Wpuścił Nolana do budynku i wyszedł, by spotkać go przy windzie.

– Cześć, stary. Dzięki, że przyjechałeś.

 

Nolan się uśmiechnął. Szedł korytarzem, poprawiając krawat. Był środek tygodnia, więc miał na sobie eleganckie ubranie w przeciwieństwie do Heatha, który włożył dżinsy i sportową bluzę.

– Jak się czuje tata? – spytał Nolan.

Heath wpuścił go do środka i zamknął drzwi.

– Jego stan jest stabilny. Myślę, że wszystko będzie dobrze, ale chcę zostać z nim parę miesięcy, dopóki całkiem nie wyzdrowieje.

– To zrozumiałe. Na pewno poradzimy sobie w biurze. Martwię się tylko o jednego klienta, J’Adore.

Heath wyjął z lodówki dwie butelki wody mineralnej, otworzył je i podał jedną Nolanowi.

– Ta firma kosmetyczna? Dlaczego się nią martwisz?

– No… – Nolan wzruszył ramionami. – Bardziej chodzi o sympatię właścicielki do monsieur Langston.

– Aha! – Teraz zrozumiał. Francuska firma kosmetyczna to znakomity klient. Rok temu pomagali jej wejść na amerykański rynek ekskluzywnych produktów. Dzięki kampanii marketingowej J’Adore stał się najmodniejszą marką kosmetyków dla bogatych klientów.

Jedyny kłopot stanowiła właścicielka, madame Cecilia Badeau. Była pod sześćdziesiątkę, bogata i ekscentryczna, i upatrzyła sobie Heatha. Przez jakiś czas martwił się nawet, że stracą dobrego klienta, jeśli nie ulegnie jej wdziękom.

– Całe szczęście, że jesteś żonaty – powiedział Nolan, siadając na białej skórzanej sofie.

No właśnie. Po raz pierwszy cieszył się, że miał ten głupi świstek papieru łączący go węzłem małżeńskim z Julianne. Aby madame Badeau się nie obraziła, Heath musiał wyznać jej, że jest żonaty. To był dla niej szok, podobnie jak i dla Nolana, który towarzyszył im przy tej rozmowie. Tylko oni wiedzieli, że Julianne i Heath są małżeństwem. Heath wyjaśnił, że Julianne musi często podróżować. Madame Badeau od razu przestała go nagabywać, ale uparła się, by Heath zajmował się osobiście jej interesami.

– Myślę, że zrozumie, że musiałem wziąć urlop.

Nolan zmarszczył brwi.

– Mam nadzieję, że tak, ale nie zdziw się, jeśli do ciebie zadzwoni.

– Po miesięcznym pobycie na farmie nawet się z tego ucieszę.

– Będziesz sam prowadzić tę wielką farmę?

– Nie. – Heath usiadł na drugim końcu sofy. – Julianne też tam przyjedzie.

Nolan omal nie zakrztusił się wodą.

– Julianne? Twoja żona?

Heath westchnął.

– Formalnie tak. Ale zapewniam cię, że to nic nie znaczy. Mówiłem ci, że nawet nie spaliśmy z sobą?

– W dalszym ciągu nie rozumiem, co zrobiłeś, że parę godzin po ślubie zdążyłeś zniszczyć swoje małżeństwo.

Heath miliony razy się nad tym zastanawiał. W jednej chwili spełniło się jego marzenie i poślubił ukochaną Julianne, a już w następnej ona krzyczała, że ma jej nie dotykać. Gdy ją puścił, pobiegła do łazienki i utknęła tam na dwie godziny.

– Nie wiem. Nigdy nie powiedziała mi, co się stało. Była szczęśliwa. Wspaniała, piękna, zarumieniona panna młoda. I nagle wszystko się zmieniło. Powiedziała tylko, że jest jej przykro. Myślała, że będziemy razem, ale okazało się, że to niemożliwe.

– Czy była dziewicą? Moja dziewczyna ze szkoły średniej była przerażona pierwszym razem.

– Tak myślałem. Nie spytałem jej wprost, ale przyszło mi to do głowy. Sądziłem, że z czasem będzie lepiej, ale nie było.

Gdy Heath po raz pierwszy wspomniał wspólnikowi o małżeństwie, Nolan nie wypytywał go o szczegóły. Teraz jednak, mając przed sobą perspektywę spędzenia kilku miesięcy w towarzystwie Julianne, Heath cieszył się, że może z kimś o tym porozmawiać.

– A co było po powrocie do domu?

– Nie chciałem jej do niczego zmuszać. Prosiła, żeby nie mówić nikomu o ślubie, więc się zgodziłem. Myślałem, że potrzebuje trochę czasu. Mieliśmy jeszcze parę tygodni do wyjazdu na studia. Któregoś ranka przyszedłem do domu i zobaczyłem, że nie ma jej samochodu. Bez słowa wyjechała do Chicago i nawet się ze mną nie pożegnała.

– Co zrobiłeś?

– Pojechałem za nią. Nie chciała wpuścić mnie do pokoju. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby miała taką ponurą minę. Powiedziała, że to małżeństwo było błędem. Potem kazała mi wracać do domu i zapomnieć o tym.

– Myślisz, że tu może jeszcze o coś chodzić?

– Czasem tak. Chyba wstydziła się powiedzieć rodzicom, że za mnie wyszła. Zawsze przejmowała się tym, co myślą o niej inni. Chciała, żeby Molly i Ken byli z niej zadowoleni. Może myślała, że nie pochwalą jej małżeństwa.

– A jeśli chodziło o coś innego?

No właśnie. Coś tu nie grało. Gdyby tak się bała, że rodzice dowiedzą się o jej małżeństwie, to albo w ogóle by za niego nie wyszła, albo po powrocie do domu wpadłaby w panikę. A ona spanikowała w noc poślubną z jakiegoś tajemniczego dla niego powodu. Całowali się i pieścili przed ślubem i wieczorem po uroczystości. Wszystko zmieniło się, gdy zdjęli z siebie ubrania.

Nagle w jej oczach pojawił się strach. Heath nic nie zrobił, ledwie zdążył jej dotknąć. Przez jedenaście lat rozmyślał o tej nocy i nie odkrył, jaki popełnił błąd.

– Nie mam pojęcia. Ona w ogóle nie chce o tym rozmawiać.

– W takim razie dlaczego jeszcze jesteście małżeństwem? Chyba już jej nie kochasz, Heath?

– Nie. To szczenięce uczucie minęło, ale sprawa jest bardziej skomplikowana.

– Dlaczego?

– Najpierw myślałem, że Julianne zmieni zdanie. Byłem pewien, że przestanie bać się seksu i w końcu za mną zatęskni. – Westchnął, przypominając sobie, ile razy wyobrażał to sobie w nocy. – Ale ona udawała, że nic się nie stało i oczekiwała, że zrobię to samo. Nigdy nie chciała na ten temat rozmawiać.

– W takim razie weź rozwód i skończ z tym raz na zawsze.

Heath potrząsnął głową.

– Wiem, że powinienem, ale nie pozwolę jej tak łatwo odejść. To ona mnie zostawiła i powinna sama wystąpić o rozwód.

– Na razie nie bardzo ci to wychodzi.

– Ale ją do tego zmuszę.

– Jak to? – Oczy Nolana rozbłysły z ciekawości.

Był wspaniałym wspólnikiem. Obu nie brakowało sprytu, ale Heath był bardziej kreatywny, a Nolan znał się lepiej na biznesie.

Heath wciąż widział zaczerwienione policzki Julianne, gdy zobaczyła go w samych spodniach. To jest na nią sposób.

– Pojadę na farmę i pomogę Jules urządzić tam pracownię, ale nie mam zamiaru udawać, że nic między nami nie zaszło. Nie będę ignorować tego, że wciąż czujemy do siebie pociąg.

– Interesujesz się nią po tym wszystkim? To obłęd, stary.

Heath wzruszył ramionami.

– Nic na to nie poradzę. Jest jeszcze piękniejsza niż kiedyś. Zawsze mi się podobała i gdyby była szczera, to musiałaby przyznać, że i ona coś do mnie czuje. Postaram się to wykorzystać. Jej problemem był seks, dlatego będę tak natrętny, że szybko zdecyduje się na rozwód, żeby mieć wreszcie spokój. Kiedy wrócę do Nowego Jorku, będę już wolnym człowiekiem.

Nolan powoli skinął głową i postawił butelkę z wodą na stole.

– I właśnie tego chcesz?

Heath nie był pewien, o co chodzi wspólnikowi. Oczywiście, że chciał być wolny. I będzie. Kiedy zacznie się do niej zalecać, Julianne ucieknie przed nim tak jak zawsze i wreszcie się rozwiodą.

– Oczywiście. – Heath uśmiechnął się szeroko na myśl o tym, jak będzie torturować ukochaną przez następne tygodnie. Potem dostanie rozwód i wreszcie zapomni o przeszłości.

Ale postara się utrudnić Julianne życie.

Nikogo nie było w domu, gdy Julianne przyjechała ciężarówką z bagażem. Heath miał rację, choć nie chciała się do tego przyznać. Potrzebowała pomocy przy przeprowadzce. Nie zmieściłaby wszystkiego w samochodzie, więc postanowiła nie oddawać rzeczy do przechowalni, tylko wynająć małą ciężarówkę i przywieźć je z sobą, biorąc swój samochód na hol.

Zaparkowała ciężarówkę obok baraku i weszła do magazynu pod schodami. W środku panował półmrok, bo było tylko jedno okno. Kiedy zapaliła światło, zobaczyła tekturowe pudła stojące na zakurzonych półkach. Molly miała rację – kiedy się posprząta, to będzie znakomite miejsce na pracownię.

Na podłodze z desek stało kilka solidnych regałów, obok których było dużo wolnego miejsca. Nowy piec najwyższej klasy do wypalania ceramiki, który zamówiła, zmieści się w samym rogu. Nie mogła się doczekać, kiedy się tutaj urządzi.

Wzięła dużą walizkę na kółkach i zarzuciła worek marynarski na ramię. Ruszyła na górę, zatrzymując się na podeście między dwiema sypialniami. Nie wiedziała, którą wybrać. Nigdy nie spała w baraku. Kiedy przyjeżdżała do domu, zajmowała swój dawny pokój, który teraz stał się dla niej niedostępny, dopóki tata nie będzie w stanie wejść na piętro. Sięgnęła do gałki i pchnęła lewe drzwi.

To był duży ładny pokój. Kiedy była młodsza, w sypialniach stały piętrowe łóżka pozwalające Edenom przyjąć ośmioro dzieci. Wade, Brody, Xander i Heath mieszkali na farmie do ukończenia osiemnastu lat, ale oprócz tego było tu wielu innych chłopców, którzy przebywali u Edenów krócej, dopóki ich sytuacja we własnych domach się nie wyklarowała.

Na szczęście zamiast starych łóżek piętrowych były tu teraz dwa podwójne łóżka, a pomiędzy nimi stolik. Wielka komoda stała pod przeciwległą ścianą. Julianne weszła do środka i zobaczyła, że drzwi szafy są uchylone, a w środku leży otwarta walizka. Spod drzwi łazienki wydostawało się światło. Heath wrócił. Nie zauważyła jego samochodu.

Zanim zdążyła się odwrócić, drzwi łazienki otworzyły się. Heath właśnie wziął prysznic. Wilgotne włosy zaczesał do tyłu, twarz miał zaróżowioną i ogoloną. Szeroka muskularna klatka piersiowa z ciemnymi włosami, którą zobaczyła kilka dni temu, prezentowała się okazale. Na szczęście owinął się ręcznikiem w pasie, ale poza tym był zupełnie nagi.

Kiedyś widok nagiego męża wywołał w niej panikę. Strach uniemożliwił podniecenie. Po jedenastu latach i intensywnej terapii czuła tylko pożądanie, gdy na niego patrzyła.

Heath nie był zmieszany. Jej spojrzenie zdawało się sprawiać mu przyjemność. Z uśmiechem uniósł brwi.

– Już drugi raz tak się spotykamy – powiedział.

Julianne się zaczerwieniła.

– Przepraszam. – Cofnęła się w stronę drzwi, odwracając głowę. – Zaparkowałam ciężarówkę z tyłu i nie wiedziałam, że tu jesteś. Zastanawiałam się, który pokój mam wybrać.

– Możesz wziąć ten. – Usiadł na skraju łóżka, sprawdzając materac. – Jest całkiem niezły.

– Och, nie – odparła. – Ten drugi też na pewno będzie dobry.

Ręce jej drżały, gdy chwyciła walizkę i pociągnęła ją do drugiej sypialni. Gdy otworzyła drzwi, przekonała się, że sypialnia jest identyczna, a może nawet lepsza, bo nie ma w niej jej seksownego męża.

Powiesiła sukienki w szafie i włożyła bieliznę do komody. To zajęcie pozwoliło jej się opanować.

Właśnie stawiała ostatnie przybory toaletowe w łazience, gdy Heath pojawił się w drzwiach.

– Chcesz, żebym pomógł ci przynieść resztę?

– Dzisiaj nie. Może jutro wysprzątamy schowek i wtedy wyjmę bagaże z ciężarówki. Nie ma sensu zagracać salonu. Nie muszę natychmiast zwracać ciężarówki.

– Dobrze, w porządku – powiedział, nie ruszając się z miejsca.

Julianne czekała, aż coś powie, ale milczał oparty o framugę. Jego orzechowe oczy przyglądały się jej w zamyśleniu. Uśmiech drgał na wargach. Nie miała pojęcia, o czym Heath myśli, ale była zdenerwowana jego zachowaniem.

W końcu zaczęła wyjmować resztę ubrań z walizki, udając, że nie przejmuje się jego obecnością. Zawsze gdy tak się jej przyglądał, czuła dreszcz na plecach. Serce zaczynało jej bić mocniej, słyszała swój ogłuszający oddech. Potem zrobiło się jej gorąco. Paliły ją już nie tylko policzki, ale całe ciało. Kropelki potu pojawiły się na skórze, a w dole brzucha czuła pulsowanie.

To wszystko z powodu jednego spojrzenia? Starała się rozpaczliwie zignorować obecność Heatha, bo wiedziała, jak szybko te symptomy zmienią się w pożądanie, gdy Heath jej dotknie. Jedenaście lat temu zbyt się bała, ale od tej pory wiele się zmieniło. Teraz nic nie mogło jej powstrzymać. Nie wiedziała, czy Heath wciąż jej pragnie, ale prowokowanie jej sprawiało mu przyjemność. Jak, do diabła, wytrzyma przez te kilka miesięcy, kiedy będzie tak blisko? I nie będzie z nimi nikogo, ani braci, ani rodziców.

– Dziwię się, że zgodziłaś się zamieszkać w baraku – zauważył wreszcie.

– Dlaczego? – Nie patrząc na niego, schowała pustą torbę do walizki.

– Myślałem, że chcesz być jak najdalej ode mnie. Z drugiej strony masz okazję spełnić swoje ukryte pragnienia tak, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Może wreszcie jesteś gotowa, żeby dokończyć to, co kiedyś się zaczęło.

 

Spojrzała na niego, biorąc się pod boki. Miała nadzieję, że oburzenie pomoże jej ukryć, jak blisko był prawdy.

– Spełnić swoje ukryte pragnienia? Naprawdę, Heath?

Włożył ręce do kieszeni spodni i zrobił kilka kroków w jej stronę.

– A po co byś się tu przenosiła? W domu na pewno jest o wiele przyjemniej.

– Tak – odparła – ale tata niedługo wraca i zamieszka na dole. Poza tym tu będę bardziej niezależna. Urządzę sobie pracownię, więc będzie mi wygodnie i nie będę przeszkadzać mamie i tacie.

– To prawda. Możesz siedzieć w nocy i hałasować, ile chcesz. Możesz krzyczeć na cały głos, jeśli będziesz miała na to ochotę.

Julianne zacisnęła ręce w pięści.

– Przestań nadawać wszystkiemu, co mówię, erotyczny podtekst. Tak, będę tu mieszkać razem z tobą, ale tylko dlatego, że nie mam wyjścia. Gdyby była jakaś alternatywa, to chętnie bym się na nią zgodziła.

Heath zachichotał. Jego mina zradzała, że wcale jej nie wierzy.

– Jesteś arogancki – dodała. – Wcale nie mam ochoty się z tobą przespać.

– Tak mówisz – zbliżył się do niej – ale znam cię lepiej, niż myślisz, Jules. Poznaję to po twoich oczach. I po rumieńcach na twarzy, po oddechu. Starasz się przekonać samą siebie, że mnie nie chcesz, ale oboje wiemy, że nie lubisz zostawiać niedokończonych spraw. A nasza sprawa wcale nie jest zakończona.

Miał rację. Julianne była perfekcjonistką. Zawsze starała się jak najlepiej wypaść. Jedyna rzecz, która jej nie wyszła, to małżeństwo. To też powód, by zachować je w sekrecie. Poczuła dreszcz pożądania. Zamknęła oczy, by o tym nie myśleć.

– Czy kiedyś byłeś równie arogancki? Nie mogę uwierzyć, że zakochałabym się w facecie o takim wybujałym ego.

Uśmiech zniknął z jego twarzy.

– Nie byłem arogancki. Byłem młody, naiwny i bez pamięci zakochany w pewnej dziewczynie. Myślałem, że jej na mnie zależy.

– Heath, ja…

– Nic nie mów. – Postąpił jeszcze jeden krok w jej stronę, aż musiała oprzeć się o komodę. – Oboje wiemy, że to strata czasu. Nie mów, że się bałaś, bo dobrze wiedziałaś, co robisz. I nie mów, że to był błąd młodości, bo wcale nie chcesz go naprawić. Zastanawiam się dlaczego.

Nie mogła się poruszyć, bo za sobą miała komodę, a przed nią pochylał się Heath. Był tak blisko, że ich ciała niemal się stykały. Nie mogąc uciec, patrzyła na jego usta. Nieważne, co mówił. Podobał jej się sposób, w jaki to mówił. Miał piękne usta. Marzyła o tym, by się z nim całować długo przed wyjazdem do Europy i jeszcze dłużej po powrocie.

– Może to dlatego, że nie jesteś jeszcze gotowa się ze mną rozstać.

To bardzo skomplikowane. Julianne myślała o tym latami. Chciała być z Heathem, ale oboje musieliby zapłacić za to zbyt wysoką cenę. Gdyby zaś zrezygnowała, straciłaby to, co miała w życiu najcenniejsze.

– Heath, ja…

– Możesz okłamywać kogoś innego – przerwał jej. – Możesz nawet okłamywać samą siebie, ale mnie nie oszukasz, Jules. Z jakiegoś powodu wtedy nie był odpowiedni moment. Może byliśmy za młodzi, ale to nieważne. Pragniesz mnie, a ja pragnę ciebie. Nie ma znaczenia, czy to źle, czy dobrze. Tak po prostu jest.

Czuła jego oddech. Aż zaschło jej w ustach, gdy przemawiał do niej tym zmysłowym szeptem. Nie mogła mu odpowiedzieć. Nie była w stanie myśleć, gdy był tak blisko. Zapach jego wody kolońskiej i mydła, którego używał pod prysznicem, uderzał jej do głowy.

Uniósł dłoń i pogładził jej policzek.

– Pora, żebyś zdecydowała, czego chcesz.

Julianne zmarszczyła brwi.

– Czego chcę?

– Tak. To bardzo proste, Jules. Albo przyznasz się, że mnie pragniesz, i wreszcie będziemy prawdziwym małżeństwem, albo… wystąpisz o rozwód.

Przypomniała sobie ostatnią rozmowę z adwokatem. Był gotów w każdej chwili przygotować dokumenty. To była prosta sprawa, bez walki o podział majątku. Wystarczy, że Julianne da mu sygnał. Mimo to na samą myśl o rozwodzie robiło jej się słabo. Ale czy ma wybór? Ten problem kiedyś trzeba rozwiązać.

– Czy to nie może zaczekać, aż wrócimy do Nowego Jorku? Teraz mamy tyle kłopotów. Nie podoba mi się żadna z twoich propozycji.

Heath uśmiechnął się przebiegle.

– Na pewno ci się spodoba. Dość już wykrętów, Jules. Jeśli się nie zdecydujesz, podejmę decyzję za ciebie. A jeśli ja wystąpię o rozwód, to zatrudnię Franka Hartmana.

Frank Hartman prowadził wszystkie sprawy Edenów i był jedynym adwokatem w Cornwall. Nawet gdyby Heath nie powiedział nic rodzicom, Julianne była pewna, że dowiedzieliby się o wszystkim od Hartmana.

– Twój straszny sekret na pewno ujrzy światło dzienne. Dopilnuję, że całe miasteczko dowiedziało się o naszym rozwodzie. – Jego usta prawie dotykały jej twarzy, gdy to mówił, a potem się roześmiał.

Cofnął się, a Julianne wreszcie odetchnęła.

– Pomyśl o tym – powiedział, odwracając się i wychodząc z jej sypialni.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?