Przyjaźń czy kochanie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Żartowała, że jest uparty, że działa jej na nerwy, że zachowuje się jak playboy, ale prawda była inna. Lana kochała Kala. Stanowił jasny punkt w jej życiu wypełnionym pracą, a jego przyjaźń była najlepszym, co mogło ją spotkać. Gdyby głębiej się nad tym zastanowiła, musiałaby przyznać, że go pragnie, dlatego nigdy nie pozwalała sobie na snucie podobnych rozważań.

Za wysokie progi.

Kal jest wykształcony, bogaty, pochodzi z kulturalnej i wpływowej rodziny, a ona? Mogą się przyjaźnić, nawet zawrzeć fikcyjne małżeństwo, ale gdyby poważnie szukał żony, na pewno nie wybrałby jej.

Próbowała spotykać się z mężczyznami, lecz żaden nie dorównywał Kalowi.

Kal był nie tylko przystojny i obłędnie bogaty, ale też inteligentny, dowcipny, dobry…

Nie mogła wybrać sobie lepszego przyjaciela, a już od jutra lepszego męża, nawet jeśli tylko na pokaz.

Oczekiwała od niego jedynie podpisu na dokumencie, a on wydaje fortunę na urządzenie ich wspólnego domu!

Nie rozumiała, dlaczego Kal jest singlem, ale doskonale zdawała sobie sprawę, dlaczego ona nie potrafi zakochać się w nikim innym.

ROZDZIAŁ TRZECI

Kal poprawił białą muchę pod szyją i taksującym wzrokiem spojrzał na swoje odbicie w lustrze. W białym smokingu wyglądał jak prawdziwy pan młody. I denerwował się jak na pana młodego przystało.

W oczach jednak brakowało błysku szczęśliwego podniecenia. Czuł się dziwnie. Nie tak planował spędzić ten wtorkowy dzień.

Kiedy był młodszy, wiedział, że kiedyś się ożeni, bo taka jest naturalna kolej rzeczy. Lecz pewnego dnia, gdy miał dwadzieścia lat, ta kolej rzeczy w jednej chwili została zburzona. Oboje rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a brat stracił wzrok. Kal zrozumiał wtedy, że nic na tym świecie nie jest dane na zawsze.

Nagle na barki chłopaka wychowanego w cieplarnianych warunkach spadło więcej obowiązków niż na większość młodych ludzi w jego wieku. Dopóki nie ukończył college’u, dziadkowie pomagali prowadzić rodzinny hotel na plaży Waikiki na wyspie Oahu, lecz zaraz po dyplomie sam przejął stery.

Jego brat, Mano, tymczasem uczył się radzić sobie z niepełnosprawnością. Małżeństwo? Nie, małżeństwa nie planował. Bał się obdarzyć kogoś miłością i nagle stracić najbliższych. Nie wiedział, czy drugi raz wytrzymałby psychicznie taką straszną traumę.

To dlaczego teraz wpina w klapę orchideę i udaje się do pawilonu ślubnego w kompleksie hotelowym?

Bo nie potrafił odmówić Lanie.

Gdy w jej ciemnych brązowych oczach ujrzał błaganie, nie mógł się zdobyć na odmowę.

Spełniłby każde jej życzenie.

Chciał tylko mieć pewność, że Lana dotrzyma reguł, jakie ustaliła.

Nie chodzi o to, że go nie pociąga. Kłopot polega na tym, że Lana jest kobietą dokładnie w jego typie. Już w dniu, kiedy się poznali, wiedział, że z łatwością mógłby się w niej zakochać. Wiedział również, że mają różne wizje przyszłości i lepiej tego nie robić.

Dlatego wybrał przyjaźń. To było najrozsądniejsze rozwiązanie, zważywszy, że na dodatek Lana jest jego podwładną.

Świadomość, że traktuje ślub jako czystą formalność, była dla niego i źródłem ulgi, i jednocześnie wyzwaniem. Czasami się zastanawiał, czy byliby tak samo dobrymi małżonkami, jakimi są przyjaciółmi. Podejrzewał, że tak. I przypuszczał, że trudno mu będzie przy ludziach zachowywać się inaczej – dotykać jej, całować – a gdy zostaną we dwoje, znowu inaczej, z dystansem.

To tak, jak gdyby skosztować jeden kęs ulubionego smakołyku, pobudzić apetyt, ale nie osiągnąć pełnej satysfakcji.

Ostatni raz zerknął na swoje odbicie w lustrze, wyszedł z domu i wsiadł do jaguara.

Zazwyczaj odległość między domem a hotelem pokonywał piechotą albo wózkiem golfowym, lecz dzisiaj uznał, że wypada pojechać samochodem. Trudno oczekiwać od panny młodej, by po skończonej ceremonii wdrapywała się na wózek golfowy.

Pawilon ślubny stał tuż przy plaży oddzielony od reszty kompleksu pasem bujnej roślinności.

W białej altanie stojącej na podwyższeniu, zwróconej w stronę oceanu, mogło się pomieścić dziesięć osób, a przed nią, na trawniku, przygotowano miejsca dla nawet stu gości weselnych. Kal wybudował ten pawilon z myślą o poszerzeniu oferty turystycznej – śluby na Hawajach cieszą się ogromną popularnością – i nigdy nie podejrzewał, że kiedyś sam z niego skorzysta.

Tradycyjny hawajski urzędnik udzielający ślubu, kahuna pule, kapłan i mistrz ceremonii w jednej osobie, już czekał w wieńcu haku lei na głowie. Na stoliku przed nim leżało wszystko, co potrzebne do obrzędu: koncha, w którą mistrz ceremonii dmie na początku, dwa wieńce, jeden z białych orchidei, drugi z zielonych pachnących gałązek pnączy maile, drewniana misa koa z wodą z oceanu i wiązka liści kordyliny krzewiastej do pokropienia obrączek.

Kal szybko sprawdził, czy nie zapominał obrączek. Były tam, gdzie powinny, w kieszonce na piersi.

Rano razem z Laną pojechali załatwić zezwolenie na zawarcie małżeństwa, potem do kancelarii Dextera podpisać dokumenty, a w drodze powrotnej do hotelu wstąpili do jubilera po obrączki.

Lana wybrała proste i skromne, ale ładne, i stanowczo odmówiła przyjęcia pierścionka z brylantem, twierdząc, że Kal już i tak wydał za dużo.

Zbliżając się do pawilonu, zastanawiał się, jak zareaguje rodzina, kiedy się dowie, jaki numer im wyciął. Mano się wścieknie, a „tūtū Ani palnie mu przez telefon takie kazanie, że mu w pięty pójdzie. Najchętniej trzymałby ślub w tajemnicy, ale skoro mają z Laną odgrywać męża i żonę, musi im powiedzieć. Dexter uprzedził go, że opieka społeczna nie tylko przyjedzie do domu, ale skontaktuje się z dalszą rodziną, przyjaciółmi oraz znajomymi i przeprowadzi dokładny wywiad. A to oznacza, że wszyscy oni muszą wierzyć, że jesteśmy małżeństwem, pomyślał.

Co za ironia losu. Przecież nie mogą się doczekać, kiedy się ożeni! A on nie tylko bierze fikcyjny ślub, ale niedługo się rozwiedzie!

Doszedł do wniosku, że zawiadomi Mana, a reszcie rodziny, jeśli zajdzie potrzeba, powie o ślubie później, po Nowym Roku.

Aloha – powitał go kahuna pule.

Aloha i mahalo – odparł Kal. – Dziękuję za przyjście. Przepraszam, że wzywałem pana w ostatniej chwili.

– Zawsze znajdę czas, aby połączyć węzłem małżeńskim dwoje ludzi, którzy się kochają. – Kal poczuł wyrzuty sumienia, ale szybko je od siebie odpędził. Ten człowiek jest dopiero pierwszym z długiego szeregu okłamanych, lecz w słusznej sprawie, pomyślał. – Ma pan obrączki, prawda?

Kal wyjął obrączki z kieszonki na piersi i wręczył mistrzowi ceremonii.

– Proszę.

– Świetnie. Kiedy tylko panna młoda się pojawi, możemy zaczynać.

Kal spojrzał na zegarek. Do czwartej została jeszcze minuta. Wciągnął w płuca głęboki haust powietrza. Nie spieszyło mu się do zmiany stanu cywilnego, lecz jednocześnie nie chciał, aby ceremonia zakończyła się zbyt szybko.

– Oto i ona.

Kal obejrzał się za siebie i na jedno mgnienie serce przestało mu bić.

Lana wyglądała zjawiskowo.

Zgodnie z panującą na Hawajach tradycją panna młoda wkłada białą suknię o kroju muumuu, długą i luźną, skrywającą figurę. Lana natomiast wybrała styl współczesny z obcisłą, głęboko wyciętą górą z koronki i powiewną spódnicą z kilku warstw organzy. Włosy rozpuściła, a na głowę włożyła wianek haku z kwiatów plumerii.

Wyglądała zwiewnie i romantycznie.

Kal zatęsknił za nocą poślubną, której nie będzie. Dla niego Lana była najpiękniejszą panną młodą na świecie. Oczu od niej nie mógł oderwać i kiedy kahuna pule zadął w konchę, aż podskoczył, jakby wyrwany z transu.

Wyciągnął do Lany rękę i pomógł jej wejść na schody. Jej dłoń była lodowato zimna. Czyli nie tylko on się denerwuje, pomyślał.

– Możemy zaczynać? – zapytał mistrz ceremonii.

– Tak.

Kapłan otworzył modlitewnik i rzekł:

– Miłość to po hawajsku aloha. Zebraliśmy się dzisiaj tutaj, aby świętować wyjątkową aloha łączącą was dwoje, Kalani i Lanakilo. Poprzez małżeństwo wasza aloha będzie trwała wiecznie. Jak wiecie, wyrazem aloha jest ofiarowanie ukochanej osobie wieńca lei. Gdy dwoje ludzi przyrzeka dzielić z sobą przygodę, jaką jest wspólne życie, wymiana wieńców to piękna chwila, którą zapamiętacie na zawsze. Kalu, załóż Lanie na szyję wieniec z orchidei.

Kal wziął ze stolika wieniec, a Lana pochyliła głowę, aby mógł go jej założyć.

– Wieniec w formie zamkniętego okręgu symbolizuje niekończące wzajemne zaangażowanie i wieczne oddanie małżonków sobie nawzajem. Piękno każdego kwiatu nie ginie wśród innych podobnych, lecz przeciwnie, przez więź z nimi nabiera blasku. Lano, załóż Kalowi wieniec z gałązek maile.

Lanie ręce drżały, gdy wkładała wieniec na szyję Kala. Puścił do niej oko, aby dodać jej pewności siebie.

– Kalu, Lano, zawieracie związek małżeński, ponieważ pragniecie być razem. Ponieważ wiecie, że wasze szczęście i wasza aloha rozkwitną, gdy staniecie się towarzyszami życia. Będziecie należeć do siebie bez reszty, jednomyślni i jednako czujący we wszystkich sprawach. Podajcie sobie ręce i spójrzcie sobie w oczy.

Kal ujął dłonie Lany i mocno uścisnął. Może sprawiła to niezwykła sytuacja, może strój, ale gdy jej dotknął, poczuł dreszcz, jak gdyby iskra elektryczna przebiegła przez jego ciało.

– Czy ty, Kalani, bierzesz Lanakilę za małżonkę? Czy ślubujesz być z nią w radości i smutku, w dostatku i w biedzie, w zdrowiu i w chorobie i że będziesz ją kochać i szanować, dopóki śmierć was nie rozłączy?

– Ślubuję.

Teraz przyszła kolej na Lanę. Serce biło jej tak mocno, że ledwie słyszała słowa odczytywane przez kapłana.

 

Aż do wejścia do pawilonu trzymała się dzielnie. Całą uwagę skupiła na przygotowaniach: suknia, fryzura, makijaż. Przeglądając się w lustrze, powtarzała w myślach, że tu chodzi nie o miłość, lecz o Akelę.

Ceremonia jest jedyną prawdziwą częścią tego małżeństwa, reszta to fikcja. Może to jest najtrudniejsze? Stojąc teraz przed Kalem, patrząc w jego brązowe oczy, czując uścisk jego dłoni, miała wrażenie, że naprawdę przysięga, że go nie opuści aż do śmierci.

Z jej ust wydobyło się westchnienie. Nagle zorientowała się, że obaj mężczyźni intensywnie się w nią wpatrują.

– Ślubuję – rzekła pospiesznie.

Teraz kahuna pule przystąpił do święcenia obrączek. Wiązkę liści kordyliny zanurzył w misce z wodą z oceanu, trzykrotnie pokropił obrączki, wygłaszając słowa błogosławieństwa. Potem mniejszą wręczył Kalowi, który nałożył ją na palec Lany. Patrzył na nią przy tym w taki sposób, jak gdyby była jedyną istotą ludzką na Ziemi. Chociaż Lana w jego oczach dostrzegała kpiarski błysk, drganie prawej powieki zdradzało, że jest przejęty.

Lana wsunęła platynową obrączkę na palec Kala i mocno zacisnęła powieki. To fikcja, powtarzała w duchu. Nie jestem żoną Kala, on nie jest we mnie zakochany, nie spędzimy nocy poślubnej jak z bajki…

Szybko odpędziła od siebie te myśli, zanim wkradł się w nie żal i rozczarowanie.

– Lano i Kalu, ogłaszam was mężem i żoną. Kalu, możesz pocałować pannę młodą.

Co teraz będzie, zastanawiała się Lana. Ledwie znika jeden kłopot, zaraz pojawia się nowy. Powtarzanie formułek to jedno, a granica między przyjaźnią a fizyczną intymnością to całkiem co innego.

Kal dotknął jej policzka i przyciągnął jej twarz do swojej. Lana wstrzymała oddech. Pragnęła tego pocałunku, bała się go i jednocześnie miała nadzieję, że wypadnie przekonująco.

Zamknęła oczy, starała się odprężyć.

Wargi Kala były miękkie i delikatne. Zadrżała. Zanim rozum wziął w niej górę, wspięła się na palce i przytuliła się do Kala. Zapach tropikalnych kwiatów mieszał się z wonią jego wody kolońskiej, odurzał i kusił.

Lana nie do końca rozumiała, dlaczego kobiety tak lgną do Kala, wiedząc, że nie mogą zaprowadzić go do ołtarza. Była świadkiem, jak tracą dla niego głowę. Owszem, jest przystojny, czarujący, bogaty. Ale bywa, że dba tylko o swój interes, i zawsze zjada ostatni kawałek sushi.

Gra niewarta świeczki, bo Kala w związku interesuje etap sypialni i nic więcej.

Na samą myśl o sypialni poczuła ucisk w sercu. Mogła sobie do znudzenia powtarzać, że ich ślub to fikcja, lecz ciało nie słuchało. Ciało wszystkimi zmysłami mówiło jej, że skoro są po ślubie, to tej nocy spodziewa się trochę rozkoszy.

Nic z tego.

Oparła dłonie o tors Kala, lekko go od siebie odepchnęła i przerwała pocałunek. Wystarczy. Mistrz ceremonii powinien być usatysfakcjonowany.

Kiedy spojrzała na Kala, zobaczyła, że pocałunek wywarł na nim tak samo duże wrażenie jak na niej. Oczy zrobiły mu się szkliste, źrenice rozszerzyły, policzki zaróżowiły. To dobrze, pomyślała. Czułaby się głupio, gdyby się okazało, że tylko ją ten pocałunek podniecił, a po nim spłynął jak przysłowiowa woda po kaczce.

Ho’omaika’i ’ana – rzekł kapłan z szerokim uśmiechem. – Gratulacje dla was obojga.

Mahalo – odparł Kal. – Dziękujemy.

Jeszcze tylko podpisanie dokumentów i po wszystkim.

Mąż i żona.

Lana spojrzała w dal na ocean. Czekała, aż minie poczucie nierzeczywistości. Nie minęło.

– Moim zdaniem wypadło bardzo dobrze.

Odwróciła się i zobaczyła Kala stojącego w swobodnej pozie, z rękami w kieszeniach, z szelmowskim uśmiechem na ustach, jak gdyby nic się nie stało.

– Chyba tak. Jesteśmy małżeństwem, a przecież o to chodziło.

Podszedł bliżej, uniósł jedną brew i stwierdził:

– Ten pocałunek był bardzo przekonujący.

Bardziej niż się spodziewałam, pomyślała. Nie przyznała się jednak do tego.

– Okazało się, że oboje jesteśmy niezłymi aktorami.

Uśmiech znikł z twarzy Kala. Czy to coś znaczy?

– Co teraz? – zapytała.

Kal wzruszył ramionami.

– Normalni ludzie poszliby do łóżka przypieczętować małżeństwo. – Skóra Lany pokryła się gęsią skórką. Co się z nią dzieje?! Zirytowała się na siebie. – Ale skoro my od początku nie mieliśmy tego punktu w programie, proponuję się przebrać i pojechać na dobrą kolację. W tym czasie ktoś z personelu spakuje twoje rzeczy i przewiezie do mnie.

– Tak szybko? – zdziwiła się Lana. – Sama mogę się spakować.

– Oczywiście, że tak, ale za co im płacę? Jeśli jutro sędzia zechce przysłać kogoś z opieki społecznej, nie chcę, żeby dom wyglądał jak pobojowisko. – Kal oczywiście miał rację. – Chodź. Podrzucę cię do hotelu, zmienisz sukienkę i zabierzesz osobiste drobiazgi. Resztą się nie martw.

– Nie chcesz jechać na kolację w pełnej ślubnej gali? – zaczęła się z nim droczyć.

Zakołysała biodrami, wprawiając w ruch fałdy spódnicy. Dwadzieścia cztery godziny na znalezienie sukni ślubnej to niewiele, ale gdy zobaczyła tę kreację na wystawie salonu, od razu wiedziała, że ta albo żadna. Na szczęście suknia leżała na niej jak ulał i mogła kupić egzemplarz z wystawy.

Sądząc po minie Kala, gdy ją zobaczył, był to strzał w dziesiątkę.

– Moglibyśmy – rzekł, zerkając na jej głęboki dekolt – ale myślałem… hm… o twojej wygodzie.

Lana roześmiała się. Czyli jest tak samo skrępowany jak ona. To dobrze.

– Masz rację. Przebiorę się. Suknia jest piękna, ale rzeczywiście niezbyt wygodna.

Kal podał jej ramię.

– To co, pani Bishop? Idziemy? – Oniemiała. Pani Bishop. Spojrzała na ślubną obrączkę na palcu. – Ogarnęły cię wątpliwości?

Przeniosła na niego wzrok.

– Co takiego?

Kal objął ją, przyciągnął do siebie, zajrzał w oczy.

– Wyglądasz na… – zawahał się – na zmartwioną. Przystałem na twój plan, bo tego chciałaś, ale jeśli zmieniłaś zdanie, możemy podrzeć świadectwo ślubu i udawać, że go nie było.

Była w rozterce. Jakaś jej część chciała tego, lecz rozsądek mówił, że nie może się cofnąć.

Musi brnąć dalej w to małżeństwo dla Akeli.

– Nie – rzekła najbardziej zdecydowanym tonem, na jaki potrafiła się zdobyć. – Tak należało postąpić. Trochę mnie to przeraża, ale dziękuję, że się zgodziłeś.

Kal uścisnął jej ramię.

– Dla ciebie jestem gotowy na wszystko.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Na sushi pojechali do ulubionej restauracji w Kapalua. Gdy powiedzieli kelnerce, że właśnie wzięli ślub, dziewczyna pobiegła do cukierni naprzeciwko i przyniosła im waniliową babeczkę do podziału, ponieważ w restauracji nie podawano deserów.

Lana czuła się nieswojo. Okłamywanie sędziego i urzędników z opieki społecznej nie wywoływało w niej takich skrupułów, jak okłamywanie ulubionej kelnerki, rodziny i przyjaciół. Kal jednak się nie przejmował, uważał, że im więcej osób wie, tym lepiej.

Gdy po kolacji przyjechali do domu Kala, wszystkie rzeczy Lany były już rozpakowane i poukładane: ubrania i pantofle w garderobie, kosmetyki w łazience.

Kilka pudełek z rozmaitymi drobiazgami, książkami i obrazkami stało na blacie w kuchni. Sama zdecyduje, gdzie będzie ich miejsce.

– Chcesz obejrzeć nowy pokój dziecinny? – zapytał Kal.

– Pokój dziecinny? – zdziwiła się.

– Wszystko gotowe. Zakupy dostarczono dziś rano, potem przyjechał dekorator wnętrz, który urządzał mi dom. – Kal wziął Lanę za rękę i zaprowadził do pokoju, który do tej pory służył mu za siłownię.

Na drzwiach wisiał pluszowy półksiężyc z wyhaftowanym złotą nitką imieniem AKELA. Kal z szerokim uśmiechem pchnął drzwi.

Lana przestąpiła próg i stanęła jak wryta. Ogromne lustro zajmujące całą jedną ścianę i sprzęt fitness zniknęły. Wokół ścian pomalowanych szarą farbą w ciepłym odcieniu biegła biała boazeria. W głębi stało łóżeczko z pościelą w księżyce i gwiazdki, a nad nim wisiał mobil z pluszowymi białymi i niebieskimi gwiazdkami. Motyw gwiazdek powtórzony był na ścianach.

Oprócz łóżeczka w pokoju stała komoda, szafa i wygodny fotel bujany. Dotychczasową lampę zastąpił kryształowy żyrandol. To był najpiękniejszy, najbardziej stylowy pokój dziecinny, jaki Lana dotąd widziała.

Kal otworzył szafę i pokazał Lanie schowane tam chodzik, huśtawkę, wysokie krzesełko dziecięce i fotelik do samochodu.

– Jutro rano każę zamontować uchwyt do fotelika w samochodzie. Mam nadzieję, że będziemy mogli od razu po rozprawie przywieźć Akelę do nas.

Lana rozejrzała się dokoła i wzruszenie ścisnęło jej serce. Ostatnie dni były ogromnie stresujące, ale Kal wspierał ją we wszystkim. I ożenił się z nią.

Łzy napłynęły jej do oczu.

– Co się dzieje? – zaniepokoił się Kal. – Nie podoba ci się? Uznałem, że neutralne kolory będą najlepsze, skoro potem oddamy wszystko dla potrzebujących.

Lana pokręciła głową.

– Pokój jest przepiękny – szepnęła i pod wpływem nagłego impulsu rzuciła się mu w ramiona.

Objął ją i przytulił. Właśnie za to go najbardziej lubiła. Nie należała do osób wylewnych, ale od czasu do czasu chciała się do kogoś przytulić.

Kal zawsze trzymał ją w ramionach tak długo, jak potrzebowała. Nigdy nie cofnął się pierwszy.

Tym razem jednak zachowywał się inaczej. Obejmował ją tak jak zawsze, ale słyszała przyspieszone bicie jego serca, czuła, że jest dziwnie spięty. Wróciło wspomnienie pocałunku po ceremonii ślubnej i krew zaczęła szybciej krążyć w jej żyłach. Czyżby ślub zepsuł i ten niewinny gest?

Lana wyprostowała się i podniosła głowę. Miała zamiar coś powiedzieć, lecz zorientowała się, że tylko centymetry dzielą jej usta od warg Kala. Toczyła z sobą walkę: pocałować go czy się cofnąć, zanim wzajemne zauroczenie zburzy przyjaźń.

Rozsądek zwyciężył. Wzięła głęboki oddech, uśmiechnęła się i rzekła:

– Dziękuję ci za wszystko. To, co zrobiłeś, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Jesteś niewiarygodny.

Kal odpowiedział jej uśmiechem, odrobinę nieśmiałym, lecz w jego oczach pojawił się błysk radości.

– Zasłużyłaś na to wszystko, a nawet na znacznie więcej.

Nieprawda, ale miło to słyszeć, pomyślała.

– Akela pokocha ten pokój – rzekła, chcąc odwrócić uwagę Kala od swojej osoby.

Wyśliznęła się z jego objęć i zaczęła wędrówkę po pokoju.

– Wszystko gotowe. Myślałam, że spędzę wieczór na skręcaniu mebli, a teraz nie mam nic do roboty.

Kal zmarszczył brwi.

– Chciałem ułatwić ci życie. Co w tym złego?

– Nic – odparła z westchnieniem.

Tylko że to jest nasza noc poślubna, pomyślała. Chociaż wiedziała, że między nią a Kalem nic nie może się wydarzyć, czuła się podniecona. Nie mogła zapomnieć jego pocałunku. Jego dotyku.

– Ale przynajmniej zajęłabym czymś ręce i głowę.

– Jutro przy dziecku będziesz miała aż za dużo roboty. A dzisiaj ponudź się razem ze swoim świeżo poślubionym mężem.

Lana spojrzała na ekran komórki. Było kilka minut po dziewiątej. Za wcześnie na położenie się spać, za późno na oglądanie jakiegoś filmu. Pomyślała, że dobrze jej zrobi, jak spędzi trochę czasu sama, bez Kala.

Przypomniała sobie wspaniałą wannę z jacuzzi w łazience przy głównej sypialni. Prawdopodobnie nikt się w niej jeszcze nie kąpał.

– Wezmę kąpiel. Skorzystam z twojej wanny, dobrze? To był męczący dzień.

Kal kiwnął głową.

– Ręczniki znajdziesz w szafce obok.

Lana zniknęła w łazience. Zamknęła drzwi i oparła się o nie, usiłując odpędzić od siebie emocje, jakie wzbudzał w niej Kal i cała ta nowa sytuacja. Kal zgodził się na fikcyjne małżeństwo i niech tak pozostanie.

Chociaż między nami już coś się zmieniło, stwierdziła. Ich przyjaźń już nie jest taka sama.

Napełniła wannę wodą, a kiedy się w niej zanurzyła, natychmiast poczuła, jak spływa z niej napięcie i zmęczenie. Włączyła bicze wodne, zamknęła oczy. Cudowny masaż karku i pleców pomógł jej zapomnieć o wszystkim, co czeka na nią za drzwiami.

W końcu jednak woda zaczęła stygnąć. Lana uznała, że nie może aż tak długo chować się w łazience.

Musi wyjść, znowu spotkać Kala i omówić z nim, gdzie będzie spała. W domu jest piękny pokój gościnny, ale dla zachowania pozorów chyba powinni spać razem. Wszyscy, poczynając od niani, a kończąc na pani do sprzątania, muszą wierzyć, że są prawdziwym małżeństwem, myślała.

 

Już kiedyś dzielili łóżko, przypomniała sobie. Oglądali razem filmy i zmorzył ich sen. Zabawne. Wtedy nie było sprawy, a teraz?

Lana wyszła z wanny i owinęła się puszystym białym ręcznikiem. Wciąż jednak zwlekała z opuszczeniem łazienki. Wyszczotkowała włosy i zaplotła w warkocz, starannie zmyła makijaż, nałożyła i wklepała krem, umyła zęby, potem poustawiała wszystkie kosmetyki na blacie obok umywalki, tak jak lubiła.

Gdy już naprawdę nie miała nic więcej do roboty, zebrała swoje ubranie i otworzyła drzwi do sypialni.

Kal w spodniach od piżamy półleżał na łóżku i oparty o wysoko podniesione poduszki czytał książkę.

Starała się nie zwracać uwagi na rzeźbę mięśni jego nagiego torsu ani na to, jak doskonale wygląda w okularach do czytania. Unikając jego wzroku, pomaszerowała prosto do garderoby. Tam wrzuciła ubranie do kosza z rzeczami do prania i w szufladach ze swoją bielizną zaczęła szukać piżamy.

Najlepiej zakrywającej ciało od stóp po szyję. O ile w ogóle taką ma.

Garderoba Kala była duża, lecz nie aż tak duża, aby można było się w niej zgubić. Lana musi sprawdzić, gdzie ma swoje rzeczy, ale bez przesady.

Po dziesięciu minutach Kal zaczął się zastanawiać, czy kiedykolwiek stamtąd wyjdzie.

Coś się między nimi zmieniło. Nerwowe zachowanie Lany jest tego najlepszym dowodem.

Pocałunek wyzwolił emocje, które oboje w sobie tłumili. Do tej pory udawało im się panować nad zmysłowym napięciem iskrzącym między nimi, lecz teraz stało się to niemożliwe. Właśnie tego się obawiał.

Puszka Pandory jednak została otwarta i okiełznanie pokusy było niemożliwe.

To prawdopodobnie dlatego Lana tak długo chowa się w garderobie, pomyślał. Już miał wstać i pójść po nią, gdy drzwi garderoby się otworzyły i stanęła w nich jego żona ubrana w krótkie bawełniane szorty i obcisłą bluzeczkę na ramiączkach, podkreślającą jej krągłe kształty.

Kal doskonale znał każdą wypukłość i wklęsłość jej figury – trzy razy w tygodniu oglądał Lanę w tańcu, często spędzali razem czas na basenie – dlatego spokojnie dalej czytał książkę.

– Znalazłaś wszystko? – zapytał w pewnej chwili.

– Tak.

Podeszła do łóżka i wsunęła się pod kołdrę. Potem z szafki nocnej wzięła iPada i zaczęła grać w swoją ulubioną grę.

– Jeśli wolisz jakoś inaczej ułożyć swoje rzeczy, nie krępuj się.

– Nie, nie. Wszystko jest w porządku. Nie mogłam się tylko zdecydować, w co się ubrać do spania.

Kal włożył zakładkę między kartki i zamknął książkę. Potem spojrzał na Lanę i rzekł:

– Nie zmieniaj zwyczajów. Czuj się swobodnie. Wiem, że sytuacja jest nietypowa, ale teraz tu jest twój dom.

Lana uniosła brwi.

– Dziękuję, ale mój normalny strój nocny byłby chyba niestosowny

– Czemu?

– Bo śpię nago.

Po raz pierwszy w życiu poczuł, że palą go policzki.

– Eee… – zająknął się – powiedziałem, rób, co chcesz. Jeśli lepiej się czujesz bez ubrania, to je zdejmij. Mnie to nie przeszkadza.

– Na pewno?

– Absolutnie.

– Nie będziesz się czuł skrępowany?

Westchnął.

– Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, a teraz legalnie poślubioną żoną. Sądzę, że nie ma nic niestosownego w tym, że zobaczę cię nagą. Nie stracę kontroli nad sobą i nie rzucę się na ciebie.

Lana spojrzała na niego przez zmrużone powieki, ujęła brzeg bluzki i zrobiła taki ruch, jak gdyby chciała ją ściągnąć przez głowę.

– Skoro tak…

Kal wstrzymał oddech. Wiedział, że powinien odwrócić głowę, lecz nie mógł się ruszyć. Ona naprawdę chce się rozebrać? Po ceremonii była bardzo zdenerwowana. A teraz zachowuje się śmielej od niego.

Parsknęła śmiechem i opadła na poduszki.

– Szkoda, że nie możesz zobaczyć swojej miny! Jest bezcenna.

Kal wiedział, że droczy się z nim. Chwycił jasiek i pacnął ją w twarz. Oniemiała.

– Jesteś zepsuta do szpiku kości – stwierdził.

– Doprawdy?

Chwyciła swoją poduszkę i zamachnęła się na niego. Książka zsunęła mu się z kolan na podłogę, zakładka wypadła spomiędzy kartek.

Cudownie.

Chcesz bitwy, będziesz ją miała, pomyślał Kal. Odrzucił kołdrę, ukląkł i zasłonił się poduszką niczym tarczą. Na każdy cios Lany w ramiona i głowę odpowiadał jękiem, ale po kilku minutach udało mu się wytrącić jej broń z rąk i przystąpił do kontrataku.

Rzucił się na Lanę, a wiedząc, że ma łaskotki, palcami zaczął muskać jej brzuch i boki.

– Nie! Tylko nie to! – zaprotestowała.

Usiłowała przewrócić się na brzuch i sturlać z łóżka, ale Kal skorzystał z okazji i z rozstawionymi nogami usiadł jej na udach.

– Mam cię! – zawołał triumfalnie.

Lana jeszcze mu się wyrywała, ale w końcu musiała się uznać za pokonaną. Zmęczona walką i chichotem oddychała szybko, jej zazwyczaj złota skóra pociemniała z wysiłku. Kal spojrzał na jej piersi wznoszące się i opadające, i sutki pod trykotem. Równie dobrze mogłaby być naga.

Spojrzał jej w oczy. Zamiast rozbawienia zobaczył w nich zakłopotanie zmieszane z podnieceniem i lękiem. Już raz widział to spojrzenie – zaraz po pierwszym pocałunku.

Niewinna zabawa zawiodła ich w niebezpieczne rejony. Po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co zrobić. Gdyby teraz w jego łóżku była każda inna kobieta patrząca na niego w taki sposób, kochałby się z nią całą noc.

Ale to Lana. Jego żona, Lana.

Sytuacja jest absurdalna, pomyślał. Zupełnie bez sensu i jednocześnie z głęboko ukrytym sensem.

Chciał znowu pocałować Lanę. Pocałunek po ceremonii ślubnej był zaskakująco zmysłowy. Pozostawił po sobie niedosyt i pragnienie czegoś więcej. A to jest ich noc poślubna. Pocałowanie żony nie jest niczym zdrożnym, prawda?

Zanim rozstrzygnął ten dylemat, Lana uniosła rękę, wplotła mu palce we włosy i przyciągnęła jego głowę do siebie. Ich usta przylgnęły do siebie mocno. Skoro Lana uczyniła pierwszy ruch, Kal odrzucił na bok dręczące go jeszcze wątpliwości i się poddał.

Ten pocałunek był już inny. Tłumiona namiętność wzięła górę i Lana była gotowa na wszystko. Końcem języka przesunęła po wargach Kala, a on z westchnieniem rozchylił usta.

Nie pamiętał, kiedy ostatni raz całował się z taką pasją. Może nigdy? Paznokcie Lany drapały jego ramiona, ogień ogarnął ciało. Poczuł, że traci kontrolę nad sobą.

Jeśli teraz się nie cofnie, skonsumują to małżeństwo. Głos rozumu przebił się do jego świadomości.

A przecież Lana jasno dała mu do zrozumienia, że ślub ma być tylko na papierze. Wystarczyło kilka godzin spędzonych razem i złamaliby słowo.

Kal zmobilizował całą siłę woli, oderwał usta od warg Lany i odsunął się od niej. Jeszcze kilka minut leżeli obok siebie, ciężko dysząc.

– Przepraszam. – Lana odezwała się pierwsza.

Usiadła, zakryła twarz dłońmi.

– Nie wiem, co we mnie wstąpiło.

– Nie przepraszaj – odparł. – Nie broniłem się przecież. – Wciąż jeszcze czuł wzbierające w nim pożądanie. – Lepiej będzie, jak przynajmniej dzisiaj prześpię się w pokoju gościnnym.

Wstał i podniósł książkę z podłogi.

– Kal, nie. Nie musisz. To była moja wina. Nie powinnam… – urwała. – Ja pójdę do pokoju gościnnego – zaproponowała. – Nie mogę wyrzucać cię z własnego łóżka.

Chciała wstać, lecz Kal wyciągnął rękę i ją powstrzymał.

– Teraz to jest i twoje łóżko. Zostań. Proszę. Zresztą i tak pewnie długo będę czytał.

Na twarzy Lany odbiły się sprzeczne uczucia. Nie chciała, aby odszedł, lecz oboje wiedzieli, że to najlepsze rozwiązanie. Dzień był pełen emocji, a jutro czeka ich rozprawa w sądzie. Muszą się wyspać, bo spotkanie z sędzią będzie wymagało pełnej koncentracji.

Lana milczała, więc zgasił lampę po swojej stronie łóżka i powiedział:

– Dobranoc, pani Bishop.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?