Przyjaźń czy kochanieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Andrea Laurence
Przyjaźń czy kochanie

Tłumaczenie:

Krystyna Rabińska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

W oddali rozległo się rytmiczne bicie w bębny. Jak na dany sygnał zapalił się najpierw jeden reflektor punktowy, potem kolejne skierowane na scenę pośrodku otwartej przestrzeni w centrum kompleksu rekreacyjnego.

Głośny aplauz setek gości powitał zespół taneczny hotelu Mau Loa Maui.

Kalani Bishop, zafascynowany pełnymi gracji ruchami tradycyjnych hawajskich tancerzy i tancerek, obserwował początek widowiska ukryty w cieniu, w rogu dziedzińca. Nie ulegało wątpliwości, że zgromadził najlepszych wykonawców na wyspie. W jego hotelu wszystko było najlepsze.

Hotel Mau Loa Maui na wyspie Maui, drugiej co do wielkości wyspie archipelagu Hawajów, oferował wakacje marzeń, a jedną z głównych atrakcji było luau, zabawa połączona z tańcami i kolacją złożoną z tradycyjnych hawajskich potraw.

Goście siedzieli na poduszkach rozłożonych na trawie, przy niskich stołach okalających scenę. Po zachodzie słońca teren oświetlały pochodnie. Ich migotliwe światło rzucało tajemnicze cienie na twarze tancerzy, muzyków oraz widzów.

Właśnie rozpoczął się solowy występ jednej z tancerek. Kal uśmiechnął się na widok najlepszej przyjaciółki, Lanakili Hale. Jej uroda zapierała dech w piersiach. Długie czarne falujące włosy kaskadą spływały na złocistobrązowe ramiona i plecy. Na głowie miała wieniec z kwiatów plumerii, te same kwiaty ozdabiały jej przeguby i kostki u nóg. Ubrana była w spódniczkę z długich liści kordyliny krzewiastej, przez które od czasu do czasu migało nagie udo, i krótki jaskrawożółty staniczek opinający wydatne piersi.

Lana była nie tylko wybitną tancerką, lecz wysokiej klasy specjalistką od tańca zarówno tradycyjnego, jak i nowoczesnego, absolwentką Wydziału Tańca Uniwersytetu Hawajskiego.

Kiedy Kal po raz pierwszy zobaczył jej występ w pobliskiej Lahainie, wiedział, że chce ją zatrudnić u siebie jako główną choreografkę.

Lana okazała się osobą pełną sprzeczności, bardzo sprawną fizycznie, bardzo wytrzymałą, a jednocześnie bardzo seksowną i kobiecą. Była utalentowana, inteligentna i dowcipna, i miała własne zdanie, którego nie bała się bronić.

Ile razy widział ją tańczącą, ogarniało go zmysłowe podniecenie. I frustracja.

Unikał jak ognia angażowania się w stały związek, małżeństwo, rodzinę, a Lana chciała albo wszystkiego, albo niczego. Zbyt cenił sobie ich przyjaźń, aby ryzykować jej utratę.

Będą więc przyjaciółmi i na tym koniec. Gdyby tylko mógł przekonać o tym własne ciało!

W finale do solistki dołączyły inne tancerki, a gdy taniec dobiegł końca, na scenę weszli mężczyźni, dziewczyny zaś udały się za kulisy przebrać się do następnego numeru.

W Mau Loa Maui widzowie poznawali całą historię tańca hula i pieśni mele, zmiany stylu i stroju. Kal chciał zaoferować turystom nie łatwą cukierkową rozrywkę, lecz widowisko artystyczne na najwyższym poziomie. Pragnął, aby docenili dziedzictwo kulturowe wysp.

– Zasługujemy na pochwałę, szefie?

Kal natychmiast rozpoznał niski zmysłowy głos Lany. Jako choreografka i solistka nie brała udziału we wszystkich tańcach.

– Większość zespołu bezwzględnie tak. Natomiast Alek chyba nie jest dziś w najlepszej formie, prawda?

Lana odwróciła głowę i chwilę obserwowała mężczyzn na scenie.

– Ma kaca – stwierdziła. – Słyszałam, jak podczas próby opowiadał kolegom o nocnej balandze. Zmyję mu głowę. Żadnego imprezowania przed występem.

To była jedna z ich cech wspólnych, na których opierała się ich przyjaźń – oboje byli perfekcjonistami.

Kal jednak potrafił wygospodarować dla siebie trochę wolnego czasu, natomiast Lana cały wysiłek skupiała na pracy. Musiała, inaczej nigdy nie osiągnęłaby tego, co osiągnęła. Aby wydobyć się z biedy i zrealizować zamierzony plan, potrzeba siły i samozaparcia. Jej nie brakowało ani jednego, ani drugiego.

Kal lubił czasami wytknąć jej jakieś niedociągnięcie po to tylko, by móc się przyglądać, jak policzki jej czerwienieją, nozdrza się rozszerzają, a piersi osłonięte żółtym staniczkiem wznoszą się i opadają z gniewu.

– Wszyscy inni są na medal – dodał, aby ją pocieszyć. – Dobra robota.

Skrzyżowała ręce na piersiach i barkiem trąciła go w ramię. Nie należała do osób wylewnych. Czasami tylko, gdy miała jakieś zmartwienie, prosiła, aby Kal ją przytulił. Chętnie trzymał ją wtedy w objęciach, aż poczuła się lepiej. Ale to było wszystko, na co mu pozwalała.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby zaczął się do niej przystawiać, dostałby odprawę. Większość kobiet, jakie spotkał na Maui, doskonale wiedziała, jaką ma pozycję i co z niego za ziółko, i robiła wszystko, aby tylko się do niego zbliżyć. Lana ze swoim trzeźwym rozsądkiem stanowiła miłą odmianę.

Na scenie znowu pojawiły się dziewczyny, tym razem ubrane w spódnice z liści, biustonosze z połówek kokosa i ogromne wieńce. Kal zawsze się zastanawiał, jak w tym stroju można poruszać się w takim obłędnym tempie.

– Mamy dziś dobrą widownię – stwierdziła Lana.

– W niedzielę wieczorem zawsze wszystkie miejsca są wyprzedane. Turyści wiedzą, że tu zobaczą najlepsze luau na wyspie.

Podczas gdy Lana przyglądała się występowi, Kal, trochę już znudzony spektaklem, skupił uwagę na niej. Wciągnął w nozdrza woń kwiatów plumerii zmieszany z zapachem balsamu kokosowego, jakiego Lana używała, i pomyślał o wspólnych wieczorach przy sushi.

Spędzali z sobą dużo wolnego czasu.

Kal umawiał się z dziewczynami, Lana również randkowała, ale nic z tego nie wynikało. W jego przypadku była to świadoma strategia, w jej winien był fatalny gust do mężczyzn. Niczym magnes przyciągała do siebie rozmaitego rodzaju ofermy życiowe. Najczęściej więc zdani byli na siebie. Rodzina Kala mieszkała na wyspie Oahu, Lana ze swoją miała bardzo luźny kontakt. Czasami tylko odwiedzała siostrę, Mele, i jej malutką córeczkę, Akelę, ale zawsze wracała stamtąd w ponurym nastroju.

– Masz już jakieś plany na Boże Narodzenie? – zapytał Kal znienacka.

Do świąt został jeszcze miesiąc, ale czas szybko płynie.

– Raczej nie – odparła. – Wiesz, jaki w tym okresie panuje ruch. Przygotowujemy pieśni bożonarodzeniowe i kilka nowych tańców, a to oznacza intensywne próby. Nawet bym się nie odważyła wziąć urlopu. A ty?

– Też nigdzie się nie wybieram, będę czuwał nad tym, aby nasi goście spędzili święta jak w domu. Masz ochotę kontynuować tradycję i w Wigilię zjeść ze mną sushi przy kominku i wymienić się prezentami? – Lana kiwnęła głową. – To jesteśmy umówieni.

Odetchnął z ulgą. Nie wyobrażał sobie, co by zrobił bez Lany. Gdyby kiedyś znalazła mężczyznę swoich snów, założyła rodzinę i zaczęła życie z dala od Mau Loa, zostałby sam jak palec.

Niedawno się dowiedział, że jego brat, Mano, zatwardziały kawaler, żeni się i wkrótce zostanie ojcem. Nie, nie, nie spodziewał się, aby jemu zdarzyło się coś podobnego, chociaż…

Ale Lana zasługuje na coś więcej niż sushi z nim w Wigilię. Zasługuje na upragnioną rodzinę. Wiedział, że miała trudne dzieciństwo i zdawał sobie sprawę, że marzy o rodzinie, jakiej nigdy nie miała. A on? On będzie musiał sobie poradzić z samotnością i zazdrością.

Obejrzał się i zobaczył, że Lana stoi oparta o ścianę. Wyglądała na zmęczoną.

– Dobrze się czujesz? – zaniepokoił się.

– Tak, tak – odparła, nie patrząc na niego, tylko na scenę. – Miałam wyczerpujący dzień. Pójdę się przebrać. Masz ochotę na późną kolację po spektaklu?

– Tak. – Teraz dopiero uświadomił sobie, że nawet nie pamięta, kiedy ostatni raz coś jadł.

– Za pół godziny w barze, dobrze? Opowiesz mi swoje wrażenia z dzisiejszego show.

– Jasne.

Lanakila udała się do swojego apartamentu w najdalszej części hotelu. Hotel był jej domem. Kal niedawno skończył budowę własnej wilii – cztery sypialnie, ogromna kuchnia, garaż na trzy samochody i basen – po drugiej stronie pola golfowego i zaproponował, aby zajęła apartament po nim.

Chętnie skorzystała z oferty. Pracowała do późna i często była zbyt zmęczona, aby jechać do wynajmowanego mieszkania w odległym Kahakuloa. Ostatecznie zrezygnowała z niego, meble sprzedała i przeprowadziła się tutaj.

Otworzyła drzwi kartą i weszła do środka. Zapaliła światło, przeszła przez aneks kuchenny i pokój dzienny do sypialni z widokiem na ocean. Przebrała się w dżinsy i tank top, wróciła do pokoju dziennego, gdzie przed występem zostawiła telefon.

Na wyświetlaczu przeczytała: jedno nieodebrane połączenie i jedna wiadomość głosowa. Sprawdziła, kto dzwonił. Komisariat policji z Maui. Serce w niej zamarło. Nie! Znowu? Tylko nie to!

Ojciec Lany, wiecznie wdający się w jakieś awantury, oraz jej starsza siostra Mele byli notowani przez policję i telefony z komisariatu nie należały do rzadkości.

Matka zmarła, kiedy Lana była malutkim dzieckiem. Ojciec załamał się i rozpił. Kłopot polegał na tym, że kiedy pił, stawał się agresywny. Nigdy nie podniósł ręki na dzieci, ale w barze wdawał się w bójki i policja musiała interweniować.

Lana starała się być wzorową córką. Już jako mała dziewczynka zainteresowała się tańcem, a ojciec, jak każdy Hawajczyk, uważał, że należy kultywować rodzimą tradycję. Nigdy nie patrzył na nią z taką dumą, jak wtedy, gdy tańczyła.

Mele była jej przeciwieństwem. Uznała, że skoro ciągle wpada w tarapaty, może się zabawić przy okazji. Randkowała z każdym chłopakiem, jaki się nawinął, i na złość ojcu unikała Hawajczyków. Kiedy w końcu związała się z Hawajczykiem, jej wybór padł na najgorszego kandydata z możliwych. Tua Keawe już wówczas zadarł z prawem. Gdy się poznali, zawierał podejrzane transakcje z turystami, a potem było coraz gorzej.

 

Lana przestała odwiedzać siostrę, kiedy przyjeżdżała z college’u, bo Mele była zawsze albo pijana, albo odurzona narkotykami.

W zeszłym roku, kiedy Mele zorientowała się, że jest w ciąży, odstawiła alkohol i narkotyki. Akela urodziła się zdrowa. Niestety wkrótce potem Mele wróciła do nałogu. Lana, która marzyła o dziecku, uwielbiała siostrzenicę, lecz niewiele mogła zrobić. Każda interwencja policji groziła bowiem wkroczeniem do akcji opieki społecznej i przekazaniem dziecka rodzinie zastępczej. Poza tym Lana wciąż miała nadzieję, że Mele odbije się od dna.

Lana nie mówiła Kalowi o Mele i jej kłopotach z prawem. Wstydziła się, bo on pochodził z bogatej szanowanej rodziny hotelarskiej z Oahu, a ona, cóż… Jej rodziną raczej trudno było się chwalić.

Wpatrując się w ekran komórki, miała przeczucie, że tym razem Mele wpakowała się w poważne tarapaty. To musiało się stać, prędzej czy później.

Wzięła głęboki oddech i nacisnęła klawisz, aby odsłuchać nagraną wiadomość.

– Aresztowali nas, Tuę i mnie. Przyjedź i wydobądź nas stąd. Cała sprawa jest dęta. Zastawili na nas pułapkę! Pułapkę! – wykrzyczała Mele.

Lana westchnęła ciężko. Czeka ją kolejna nocna wizyta w komisariacie i wpłacenie kolejnej kaucji.

Przedtem jednak postanowiła zadzwonić na policję. A nuż sprawa jest nieaktualna?

– Mówi Lana Hale. Miałam telefon od siostry, Mele Hale, w sprawie kaucji – powiedziała policjantce, która odebrała telefon.

Nastąpiła przerwa. W tle słychać było stukanie w klawiaturę. Najwyraźniej policjantka sprawdzała coś w komputerze.

– Łączę z oficerem dyżurnym.

– Wood. Słucham.

– Mówi Lana Hale. Siostra, Mele Hale, nagrała mi wiadomość. Prosi, abym przyjechała i wpłaciła kaucję. Chciałam poznać więcej szczegółów.

– Zgadza się – odparł policjant po chwili namysłu. – Pani siostra i szwagier zostali dziś aresztowani za posiadanie narkotyków z zamiarem ich rozprowadzania. Usiłowali sprzedać heroinę agentowi po cywilnemu.

Lana zdusiła w sobie jęk desperacji. Sytuacja wygląda poważniej, niż sądziła. Nie zdawała sobie sprawy, że siostra z miękkich narkotyków przerzuciła się na twarde.

– Ile wynosi kaucja? – zapytała.

– Siostra podała pani błędne informacje. Nie wyznaczono kaucji ani za nią, ani za jej partnera. Oboje zostali zatrzymani na dwadzieścia cztery godziny. W poniedziałek rano pani Mele Hale spotka się z adwokatem z urzędu, a potem odbędzie się rozprawa.

Niedobrze.

– Kto będzie sędzią?

– Sędzia Kona, jeśli się nie mylę.

Tym razem Lana nie zdołała zdusić jęku. Sędzia Kona był znany z ultrakonserwatywnych poglądów i surowych zasad. Poza tym nie tolerował matactw. Mele już się z nim zetknęła. Nie lubił recydywistów.

Nagle Lana przypomniała sobie o Akeli. Serce w niej zamarło.

– Co z dzieckiem? – zapytała.

– Podczas całej akcji dziecko przebywało w foteliku w samochodzie. Spało. Trafiło do policyjnej izby dziecka.

– Nie! – zawołała Lana. – Co mogę zrobić? Zabiorę ją do siebie. Nie chcę, aby obcy ludzie się nią zajmowali.

– Rozumiem, co pani czuje – spokojnym tonem odparł policjant – ale obawiam się, że musi pani zaczekać i złożyć podanie do sądu o przyznanie prawa do tymczasowej opieki nad siostrzenicą. Proszę się nie niepokoić, dziewczynka jest w dobrych rękach. Ma tam może nawet lepsze warunki niż u rodziców.

Pod Laną kolana się ugięły. Musiała usiąść na kanapie. Po krótkiej wymianie zdań policjant zakończył rozmowę. Lana tępym wzrokiem wpatrywała się w czarny wyświetlacz.

Nacisnęła przycisk, na ekranie wyświetliła się godzina. Lana zaczęła intensywnie myśleć. Jest niedziela, środek nocy. Jeśli wszystko ułoży się dobrze, jutro po południu Akela będzie u niej.

Nagła perspektywa zostania matką przeraziła ją, bo nie była przygotowana do tej roli, ale i ucieszyła. Mele trafi do więzienia na miesiące albo nawet lata. Ona zostanie opiekunką małej.

Czy jej się to podoba, czy nie, musi opowiedzieć Kalowi, co się wydarzyło. Może Kal zna adwokata, który będzie lepszy od obrońcy z urzędu? Albo przynajmniej pomoże jej w przyznaniu opieki nad Akelą?

Lana wstała z kanapy, wsunęła komórkę do tylnej kieszeni dżinsów i zeszła do baru.

Jeśli ktokolwiek może jej pomóc, to tylko Kal.

ROZDZIAŁ DRUGI

Następnego dnia, w gabinecie adwokata, Kal starał się nie odzywać. To nie jego sprawa. Przyszli tu z powodu Lany i Akeli.

Kiedy w nocy Lana zeszła do baru, była bliska paniki. Poznał to po jej oczach. Jeszcze nigdy nie widział jej w takim stanie. Zmusił ją do wypicia kieliszka wódki, posadził i poprosił, aby wszystko mu opowiedziała.

Nie zdawał sobie sprawy, jak wiele informacji o rodzinie ukrywała przed nim. Wiedział, kim jest jej ojciec, a teraz poznał prawdę o siostrze. Kiedy usłyszał, że sześciomiesięczna Akela trafiła do policyjnej izby dziecka, krew się w nim zagotowała. Tylko raz widział małą i był pod urokiem jej pucułowatej buzi, długich rzęs i bezzębnego uśmiechu.

Od razu zadzwonił do swojego adwokata. Jako stały klient płacący sześciocyfrowe honoraria miał jego prywatny numer i upoważnienie do kontaktu o każdej porze dnia i nocy. Kal jeszcze nigdy nie skorzystał z tego przywileju, lecz dla Lany nie zawahał się wyrwać Dextera Lyona w środku nocy z łóżka.

Adwokat zgodził się ich przyjąć z samego rana.

– Uczciwie powiem, że sprawa nie wygląda najlepiej – stwierdził Dexter po wysłuchaniu relacji Lany.

– Mógłby pan wyjaśnić, dlaczego? – poprosiła Lana bliska łez.

– Sędzia Kona to twarda sztuka. To szlachetne z pani strony, że chce pani wziąć siostrzenicę do siebie, ale zaraz powiem, dlaczego Kona raczej odrzuci wniosek o opiekę. – Dexter zamilkł i spojrzał w notatki. – Jest pani tancerką, tak? Mieszka pani w hotelu, tak? Pracuje pani w nietypowych godzinach, tak? Jest pani samotna, tak? W żadnej z tych rzeczy z osobna nie ma nic złego, co by stanowiło przeszkodę w posiadaniu dzieci, ale w jego oczach wszystkie te okoliczności razem wzięte przechylą szalę na pani niekorzyść.

Lana zmarszczyła brwi.

– Małe sprostowanie. Po pierwsze jestem choreografką. Mieszkam w hotelu, bo tak jest wygodniej, ale jeśli trzeba, wynajmę mieszkanie. Jestem samotna, ale mogę zatrudnić opiekunkę.

– Co z nocami? Sędzia Kona zada takie pytania. Lepiej być przygotowanym.

Kal nie wytrzymał i się wtrącił:

– Nie rozumiem, jak można uznać, że Lana nie nadaje się na opiekunkę, skoro rodzice dziecka to dilerzy narkotykowi. Nawet gdyby była tancerką egzotyczną mieszkającą w kamperze nad rzeką, byłaby po stokroć lepszą opiekunką dla małej od Mele i Tui.

Wściekłość w nim buzowała.

Dexter jest od rozwiązywania problemów, a nie od mnożenia trudności, do cholery.

Adwokat w obronnym geście uniósł dłonie.

– Przepraszam. Rozumiem. Zresztą na wszelki wypadek już wszcząłem odpowiednie kroki i złożyłem wniosek. Będzie rozpatrywany w środę.

– W środę! – Lana sprawiała wrażenie załamanej.

Kal wyobraził sobie, że gdyby chodziło o jego siostrzenicę, nie chciałby, aby nawet godzinę pozostawała pod opieką obcych ludzi, co dopiero kilka dni.

– Nasz system sądowniczy nie zna pośpiechu. I tak mamy szczęście, że udało się załatwić środę. Niech pani spojrzy na to z innej strony. Jak na szansę.

– Szansę? – Lana powtórzyła sceptycznym tonem.

– Tak. Ma pani dwa dni na poprawienie wizerunku. Znalezienie mieszkania, wynajęcie niani, kupno łóżeczka. Jeśli ma pani narzeczonego, weźcie ślub. To wszystko zadziała na pani korzyść.

Ślub?

– Zaraz, zaraz – Kal ponownie się wtrącił. – Lana ma wziąć sobie męża z łapanki?

– Nie powiedziałem, że z łapanki. Ale jeśli pani jest z kimś w stałym związku, warto go zalegalizować.

Lana zgarbiła się i ukryła twarz w dłoniach.

– Wiedziałam, że tak będzie. Sprawdziły się moje najgorsze przewidywania.

Kala serce bolało, gdy na nią patrzył. Wyglądała na kompletnie załamaną.

Obudziły się w nim uczucia opiekuńcze.

– Dobry pomysł, Dexter – stwierdził – ale nie każdy jest w tak stałym związku, żeby z dnia na dzień zdecydować się na ślub.

Dexter wzruszył ramionami.

– Ja tylko rzuciłem pomysł. Skupcie się na znalezieniu opiekunki i odpowiedniego mieszkania. – Wstał, obszedł biurko i oparł się o blat. – Wiem, że jak na czasową opiekę to duża inwestycja, ale pani siostra i jej partner są w poważnych tarapatach. Opieka może potrwać dłużej. Dlatego trzeba się przygotować. Wytrącić sędziemu argumenty z ręki.

Przerwało mu pukanie.

– Proszę.

Asystentka Dextera uchyliła drzwi.

– Dzwoni pan Patterson. Jest bardzo zdenerwowany. Chce rozmawiać tylko z panem.

Dexter spojrzał na Kala i Lanę.

– Przepraszam na moment – powiedział i wyszedł z gabinetu.

Kal aż się trząsł ze złości. Nie podobał mu się punkt widzenia Dextera, a jeszcze mniej sędzia Kona i jego system wartości. Kim on jest, by żądać od Lany dokonania rewolucji w życiu? W jej pracy i trybie życia nie ma nic złego. Nie jest dilerką narkotykową ani heroinistką, więc lepiej się nadaje na opiekunkę dziecka niż siostra.

Chciał się odezwać, lecz widząc zamyśloną minę Lany, podobną do tej, gdy pracowała nad choreografią nowego tańca, powstrzymał się, aby jej nie przeszkadzać.

W pewnej chwili Lana odwróciła głowę, spojrzała na Kala i oświadczyła:

– Mam pomysł. Szalony, ale posłuchaj, zgoda?

Trudno.

– Dobrze.

– A więc po kolei. – Wyciągnęła rękę i zaczęła wyliczać na palcach. – Praca. Nie zmienię zawodu.

– Absolutna zgoda.

– Opieka. Mogę znaleźć kogoś do opieki w dni, kiedy mamy próby, i babysitterkę na te noce, kiedy występujemy.

– Zawsze, kiedy będzie potrzeba, dam ci wolne. I pamiętaj, masz mnóstwo zaległego urlopu.

– Dziękuję, ale zbliżają się święta i to jest bardzo gorący okres. Wykluczone, żebym wzięła miesiąc urlopu. Poza tym, jeśli twój adwokat ma rację i cała sprawa potrwa dłużej niż miesiąc czy dwa, będę potrzebowała dni wolnych, kiedy mała zachoruje albo kiedy wypadnie wizyta kontrolna u lekarza.

Do Kala dopiero teraz zaczęło docierać, że Akela zabierze Lanie cały wolny czas i że on zejdzie na plan dalszy. Poczuł ukłucie zazdrości.

– Chciałem ci tylko powiedzieć, że twój szef okaże dużo wyrozumiałości.

Lana kiwnęła głową.

– Dzięki. Bywa trudny. Cieszę się, że akurat w tej sprawie zachowuje tyle zdrowego rozsądku – odrzekła i posłała mu pierwszy tego dnia uśmiech.

Już lepiej, pomyślał z ulgą.

– Większe mieszkanie. Z tym będzie kłopot. Nie stać mnie na lokum po zachodniej stronie wyspy, a jeśli wyprowadzę się gdzieś dalej na wschodnim wybrzeżu, dojazdy mnie wykończą.

To prawda. Ceny mieszkań na Maui były absurdalnie wysokie. Kal wolał nie myśleć, ile zapłacił za działkę, na której wybudował hotel. Przy czym on miał pieniądze. Lana nieźle zarabia, lecz to nie wystarczy, aby kupić coś przyzwoitego.

Przypomniał sobie, jak się cieszyła, kiedy zamieszkała w hotelu, bo miała więcej przestrzeni niż w swojej kawalerce. A jemu ten apartament wydawał się mały w porównaniu z ogromną willą, w której obecnie mieszkał.

– Wprowadź się do mnie – zaproponował bez chwili namysłu.

Lana rzuciła mu poważne spojrzenie.

– To byłoby wyjście – stwierdziła. – Mówisz poważnie? Wziąłeś pod uwagę, jak bardzo zmieniłoby to twój kawalerski tryb życia, gdyby w twoim domu nagle zamieszkała kobieta z małym dzieckiem?

Wzruszył ramionami. O tej porze roku nie miał chwili dla siebie. Gdyby Lana z dzieckiem mieszkała u niego, przynajmniej by się widywali. Nie chciał się jednak przyznać, że za propozycją kryje się jego osobisty interes.

– Mam trzy dodatkowe sypialnie. Stoją puste. Cieszę się, że mogę pomóc.

Lana rozpromieniła się.

– A ja się cieszę, że mi to zaproponowałeś, bo do tej pory to był tylko wstęp, a dopiero teraz będzie najważniejsze. Zupełny odlot.

Kal z trudem przełknął ślinę. Czy może być coś bardziej szalonego niż propozycja wspólnego zamieszkania w jego domu razem z małym dzieckiem? Z czym ona wystrzeli?

Lana wstała z krzesła, przyklękła na jedno kolano przed Kalem i ujęła jego dłoń.

 

– Co ty wyprawiasz? – Dłoń go paliła od jej dotyku.

Lana wzięła głęboki oddech, złapała spojrzenie Kala, uśmiechnęła się i oświadczyła:

– Proszę cię o rękę.

W napięciu czekała na odpowiedź. Pomysł ze ślubem wpadł jej do głowy przed chwilą i póki jeszcze starczyło jej odwagi, wprowadziła go w czyn. Wiedziała, że to szaleństwo, ale dla Akeli gotowa była na wszystko.

Patrząc na przerażenie malujące się na twarzy Kala, mocniej uścisnęła mu dłoń. Nie spodziewał się tego, nie chce się zgodzić, myślała. Niemniej już sam dotyk jego ręki dodawał jej sił, mimo że wyraźnie czuła, że wolałby cofnąć rękę. On jest jej wsparciem, ideałem, wszystkim. Jej plan może się udać.

Musi się udać.

– Żałuję, że nie mam dla ciebie pierścionka – odezwała się, chcąc rozładować napięcie – ale dziś nie planowałam zaręczyn.

Nie roześmiał się z żartu. Pokręcił głową i zapytał:

– Mówisz poważnie?

– Śmiertelnie poważnie. Przed chwilą zapewniałeś mnie, że zrobisz wszystko, aby mi pomóc. Jeśli weźmiemy ślub, zamieszkamy w twoim ogromnym domu, to w środę sędzia nie będzie mógł odrzucić mojego wniosku o przyznanie opieki nad Akelą.

Kal pochylił się i uścisnął dłonie Lany.

– Wiesz, że dla ciebie zrobiłbym wszystko, ale małżeństwo? Ja… to znaczy… To poważna sprawa.

Nie powiedział nie. Czyli nie stoi jeszcze na przegranej pozycji. Kochany Kal.

– Posłuchaj – zaczęła. – To nie musi być poważna sprawa. Wiem, co myślisz o małżeństwie. Nie proszę, żebyś był moim mężem do śmierci ani żebyś się we mnie zakochał na zabój. Nie będziemy z sobą spać, nic z tych rzeczy. Nasz ślub będzie na pokaz. Spędzamy z sobą tyle czasu, że nikogo nie zdziwi, że postanowiliśmy się pobrać. Weźmiemy ślub, sędzia i opieka społeczna do niczego nie będą mogli się przyczepić, a kiedy będzie po wszystkim, wystąpimy o unieważnienie małżeństwa albo się rozwiedziemy. Najwyżej pocałujesz mnie ze dwa razy przy wszystkich, ale to chyba nie będzie aż takie straszne, co?

Po twarzy Kala przemknął cień rozczarowania. Czyżby liczył, że będą żyli jak mąż z żoną? Na samą myśl o tym Lanie zakręciło się w głowie.

Kal milczał chwilę, potem wciągnął haust powietrza w płuca i kiwnął głową.

– Czyli bierzemy ślub, wprowadzasz się do mnie, przed światem odgrywamy szczęśliwą parę, dopóki Akela nie wróci do rodziców. Dobrze zrozumiałem?

– Tak. I obiecuję, że jeśli zechcesz czegoś więcej, dostaniesz klapsa. – To ostrzeżenie nareszcie wywołało uśmiech na twarzy Kala. Lana odetchnęła z ulgą. – Kalani Bishop, czy uczynisz mi ten honor i zostaniesz moim mężem na niby? – zapytała ponownie, ponieważ do tej pory właściwie nie usłyszała jasnej deklaracji z jego strony.

Zacisnął usta, kiwnął głową i w końcu odpowiedział:

– Chyba tak.

– Hurra!

Omal go nie udusiła z radości. Kal objął ją i przyciągnął do siebie. Męski korzenny zapach jego wody kolońskiej wypełnił jej nozdrza. Serce zaczęło jej bić mocniej, puls przyspieszył, ciało przeszedł dreszczyk erotycznego podniecenia. Nikt nigdy nie obejmował jej w taki sposób.

Nagle poczuła, że Kal sztywnieje, jak gdyby nagle się zreflektował, że chyba popełnił głupstwo.

– Masz wątpliwości? – zapytała.

– Owszem – odparł szczerze. – Ale i tak to zrobię. Dla ciebie.

Łzy wzruszenia napłynęły jej do oczu. Uścisnęła go i szepnęła do ucha:

– Dziękuję, jesteś najlepszym przyjacielem pod słońcem. Jestem twoją dozgonną dłużniczką.

Drzwi otworzyły się i do gabinetu wszedł Dexter.

– Pobieramy się – poinformowała go Lana, zanim Kal zdążył zmienić zdanie.

Dexter popatrzył na nią, a potem z trudno skrywaną ciekawością przeniósł wzrok na Kala, którzy siedział z nieokreśloną miną.

– Znakomicie – odrzekł. – Mam sporządzić umowę przedmałżeńską? Domyślam się, że zachowujecie rozdzielność majątkową.

– Oczywiście – odparła Lana.

W głębi serca podejrzewała, że Kal może wzdragać się przed podpisywaniem umowy, ale chciała, aby czuł się bezpiecznie. Zależało jej na tym, aby wiedział, że nie czyha na jego pieniądze.

– Nie chciałabym, żeby położył rękę na moim odtwarzaczu hi-fi – dodała.

Kal spojrzał na nią zdumiony.

– Na czym?

– Mam adapter z talerzem obrotowym. Winyle wracają do łask.

Kal pokręcił głową i zwrócił się do adwokata.

– Przygotuj umowę. Jutro wpadniemy podpisać. Ślub weźmiemy jutro po południu, o ile pawilon ślubny w hotelu nie jest zarezerwowany. Sędzia powinien być zadowolony, prawda?

– Na pewno. Musicie tylko zrobić dobre wrażenie na opiece społecznej, kiedy przyjdą sprawdzić, czy dziecku nie dzieje się krzywda.

– W porządku – mruknął Kal. – Widzimy się jutro rano. – Wstał i wyciągnął do Lany rękę. – Chodź, kochanie. Jeśli jutro po południu bierzemy ślub, czeka nas mnóstwo rzeczy do załatwienia.

Lana zauważyła jego sztywny ton świadczący, że nie do końca pogodził się z sytuacją, lecz uznał, że jako dobry przyjaciel nie może powiedzieć nie. Powstrzymała się jednak od komentarza.

W milczeniu doszli do samochodu Kala. Był to sportowy jaguar z opuszczanym dachem, marzenie każdego zapalonego kierowcy.

Lana uwielbiała nim jeździć. Sama używała starego jeepa bez drzwi i dachu.

Siadając w fotelu pasażera, uświadomiła sobie kolejny problem.

– Kal?

– Tak? – Zapalił silnik i ruszyli.

– Wiesz… Ani twoje auto, ani moje nie nadają się do wożenia dzieci. Nie da się w nich zamontować fotelika.

– Hm – mruknął. – Chyba masz rację. Wynajmę jakiś samochód. Jak uważasz, co się nada, minivan czy SUV z czterema poduszkami powietrznymi? A może wolisz sedana?

– Eee… Na pewno nie minivan. Poza tym jest mi wszystko jedno. Dzięki.

– Drobiazg. – Zbliżali się właśnie do centrum handlowego, gdzie Kal skręcił na parking. – Wygląda na to, że w ogóle nie jesteśmy przygotowani do roli rodziców. Musimy zrobić zakupy.

– Mogłabym przywieźć trochę rzeczy od Mele – zaproponowała.

– Nie. Wszystko kupimy nowe. Chodź!

Szybkim krokiem ruszył do przodu. Lana musiała podbiec, aby go dogonić.

– Nie stać mnie na taki wydatek.

Kal opuścił okulary słoneczne na czubek nosa i spojrzał na Lanę. Z doświadczenia wiedziała, co to spojrzenie oznacza: nie wkurzaj mnie, dobrze?

– Nie ty będziesz płacić, tylko ja. Jasne?

Mogła się tego spodziewać.

– Posłuchaj, Kal – zaczęła, lecz on nie słuchał i szedł dalej. – Kal!

Dopiero wtedy przystanął i się obejrzał.

– O co chodzi?

– To zbyt wiele – rzekła.

– Nie rozumiem. Przecież się pobieramy, zamieszkamy razem, to czego jeszcze może być zbyt wiele?

Miał oczywiście rację.

– Nie chcę, abyś kupował tony rzeczy. Niewykluczone, że Akela będzie z nami tylko kilka tygodni.

– Albo kilka lat. Obojętnie jak długo to potrwa, musimy gdzieś położyć ją spać, w coś ubrać i przewinąć, czymś nakarmić… Jeśli to cię uspokoi, to kiedy już będzie po wszystkim, oddamy te rzeczy dla potrzebujących. Nie zmarnują się. Zgoda?

Lana przygryzła wargę.

Przegrała tę bitwę, zanim się zaczęła.

– Zgoda.

W sklepie z akcesoriami dla niemowląt Kal gestem przywołał ekspedientkę.

– Będziemy potrzebowali pomocy – zaczął.

– Oczywiście – odparła dziewczyna z uśmiechem. – W czym mogę państwu pomóc?

– Potrzebny nam jest ktoś, kto będzie nam towarzyszył i notował, co wybraliśmy. Potem poproszę o dostarczenie zakupów do domu.

Dziewczyna nie wyglądała na zachwyconą, lecz bez słowa wzięła czytnik kodów kreskowych oraz formularze zamówień i ruszyła przodem.

Kal wybrał kompletne umeblowanie pokoju dziecinnego: łóżeczko, stół, przewijak, komodę, lampę, fotel bujany, chodzik i huśtawkę. Następnie pościel, zapas pieluch, butelki, kosmetyki, ubranka, piżamki, zabawki. Poza tym fotelik do samochodu i mnóstwo innych przepięknych rzeczy.

Lana wiedziała, że bez Kala nie dałaby sobie rady. Kolejny raz pomyślała, że jest fantastycznym przyjacielem i cudownym facetem.

Nie mogła tylko zrozumieć, dlaczego jest zatwardziałym singlem. Twierdził, że jest zbyt zajęty, aby angażować się w poważny związek, lecz mu nie wierzyła. Należał do tych ludzi, którzy, jeśli tylko chcą, potrafią urzeczywistnić każde marzenie.

Gdyby chciał się ożenić, wystarczyłoby pstryknąć palcami, a tłum dziewczyn zleciałby się do niego. Nic tylko wybierać i przebierać. Jest wysoki, świetnie zbudowany i wysportowany. Ma ciemne falujące włosy i złotobrązową karnację. Gdy się uśmiecha, nie można mu się oprzeć. Lana zastanawiała się, dlaczego sama jeszcze się na niego nie rzuciła.