Niezapomniany weekend

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Andrea Laurence
Niezapomniany weekend

Tłumaczenie:

Krystyna Rabińska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Panna Niarchos teraz pana przyjmie.

Aidan Murphy wstał, zapiął marynarkę, wygładził krawat. W garniturze czuł się dziwnie. Minęło dużo czasu, odkąd ostatni raz miał go na sobie. A przecież kiedyś garnitur był dla niego jak druga skóra. Potem jego świat legł w gruzach i już nic nie było takie jak przedtem.

Jako barman w irlandzkim pubie U Murphy’ego nie potrzebował eleganckich garniturów i jedwabnych krawatów. Gdyby się tak wystroił, goście patrzyliby na niego podejrzliwie.

Dziś jednak nie chodziło ani o pub, ani o styl życia Aidana obecnie czy przed pięcioma laty, ale o jego nieżyjących rodziców i spełnienie obietnicy danej przed śmiercią matce. O stworzenie przytuliska dla alkoholików kończących terapię odwykową.

Gdy zmarli, najpierw ojciec, a dwa lata później matka, Aidan niespodziewanie stał się właścicielem podupadającego pubu na Manhattanie i ogromnego domu we wschodnim Bronksie. Jako doświadczony specjalista od reklamy z dyplomem z marketingu szybko postawił pub na nogi, lecz z domem sprawa była bardziej skomplikowana.

Aidan nie chciał go dla siebie – za duży, położony za daleko od centrum – lecz jednocześnie nie chciał tak szybko pozbywać się części swojego dzieciństwa.

Rodzice kupili dom z myślą o założeniu dużej irlandzkiej katolickiej rodziny, jednak ich marzenie nigdy się nie spełniło. Dom był spłacony, ale gdyby Aidan chciał go sprzedać, wcale nie poszłoby tak łatwo, gdyż okolica bardzo podupadła. Nawet na wynajem trudno było znaleźć chętnych.

Matka orientowała się w sytuacji na rynku nieruchomości i namawiała Aidana, aby urządził przytulisko dla alkoholików kończących przymusowe leczenie w ośrodku zamkniętym. Jako żona alkoholika doskonale wiedziała, że ojciec Aidana po kolejnych kuracjach odwykowych właśnie takiego domu przejściowego potrzebował. Może gdyby otrzymał rzetelne wsparcie w adaptacji do życia w trzeźwości, nie sięgałby po butelkę już kilka tygodni po wyjściu ze szpitala.

I tu na scenie pojawiła się fundacja rodziny Niarchosów. Aidan aż się wzdrygał na myśl o wyciąganiu ręki do kogokolwiek – szczególnie do ludzi utytułowanych i bardzo majętnych – po pomoc. Niestety, jeśli chciał zrealizować marzenie matki, nie miał wyjścia.

Potrzebował pieniędzy. Dużo pieniędzy. Własne oszczędności dawno wydał na ratowanie pubu fatalnie zarządzanego przez ojca. Schował więc dumę do kieszeni i zwrócił się do fundacji o grant na realizację swojego projektu.

Wstrzymał oddech i otworzył drzwi gabinetu.

Teraz albo nigdy. Miał nadzieję, że panna Niarchos da się oczarować. Z doświadczenia wiedział, że uśmiech i szczypta flirtu działają na kobiety. Starał się nie nadużywać swojego uroku osobistego, lecz dozowany z umiarem bardzo ułatwiał mu negocjacje.

Przekroczył próg utrzymanego w jasnej tonacji pokoju i stanął jak wryty. Wszystkie plany oczarowania prezeski fundacji rozwiały się jak sen na widok kobiety, która ponad rok temu pojawiła się w jego życiu, by prawie natychmiast potem zniknąć.

Violet.

Violet Niarchos, chociaż w ciągu krótkiego czasu, jaki z sobą spędzili, nazwiska nie padły. No tak. Gdyby znał nazwisko, mógłby wytropić nieuchwytną piękność, która zniknęła bez śladu.

Już otwierał usta, aby powiedzieć „Cześć”, lecz obojętny wyraz twarzy Violet zbił go z tropu. W jej ciemnych egzotycznych oczach nie dostrzegł najmniejszego błysku świadczącego o tym, że go rozpoznaje. Patrzyła na niego jak na kolejnego interesanta, a nie jak na kochanka.

Najwyraźniej tamto doświadczenie zrobiło większe wrażenie na nim niż na niej, pomyślał.

– Violet? – zapytał, chcąc się upewnić, że rozmawia z właściwą kobietą.

Nie przysiągłby, że to ona, gdyż upływ czasu mógł wypaczyć wspomnienia. Kobieta przed nim była jeszcze piękniejsza, niż zapamiętał, chociaż wydawało się to prawie niemożliwe.

– Tak – przytaknęła.

Wstała, obeszła biurko, aby oficjalnie przywitać gościa. Miała na sobie jasnofioletową jedwabną bluzkę, szarą wąską spódnicę, pończochy i tradycyjne, lecz eleganckie szare czółenka. W uszach i na szyi szare perełki. Ta wersja Violet sprawiała wrażenie znacznie szacowniejsze niż tamta kobieta, która późnym wieczorem niepewnym krokiem weszła do jego baru.

– Nie poznajesz mnie – rzekł tonem stwierdzającym fakt. – Jestem Aidan. Mniej więcej półtora roku temu poznaliśmy się w pubie U Murphy’ego na Manhattanie.

Po delikatnej jak porcelana twarzy Violet przebiegł grymas. Ciemne migdałowe oczy zrobiły się okrągłe, różowe usta otworzyły się ze zdumieniem, jak gdyby nagle zdała sobie sprawę, kim jest mężczyzna, który zjawił się w jej gabinecie.

– O Boże! – wyrwało jej się.

Obiema dłońmi zakryła usta i nos. Łzy napłynęły jej do oczu. Aidan starał się zapanować nad ogarniającą go paniką. Przypomniały mu się wszystkie bezsenne noce, gdy się zastanawiał, co się z nią stało, dlaczego nigdy więcej nie przyszła do baru, jak wyglądałoby ich następne spotkanie…

Nie spodziewał się łez. Przecież nie zrobił nic, co by tłumaczyło łzy.

Czy na pewno?

W końcu to ona sama odeszła, zniknęła nad ranem jak zjawa, która istniała tylko w jego wyobraźni. Gdyby nie był abstynentem, podejrzewałby, że dręczą go omamy alkoholowe.

Gdyby nie jej smak na wargach i podarte koronkowe figi na podłodze w sypialni, uwierzyłby, że była urojeniem.

– Aidan – szepnęła, jak gdyby mówiła nie do niego, a do kogoś trzeciego.

Sekundę później łzy popłynęły jej po policzkach.

Nie chciał, by płakała na jego widok, lecz zwalczył w sobie chęć porwania jej w ramiona. Coś go powstrzymało. Prawdopodobnie żal.

Wszystko, co teraz zobaczył, świadczyło o tym, że Violet należy do elity finansowej i towarzyskiej. Możliwe, że wyrzuciła dwudniową przygodę z seksownym barmanem z pamięci, a teraz, gdy go ujrzała w swoim gabinecie, starała się zapanować nad wstydem, że tak nisko upadła.

W przeciwnym wypadku nie płakałaby i nie wyglądała, jak gdyby chciała zapaść się pod ziemię.

– Dobrze się czujesz? – zapytał.

Jego słowa wyrwały ją z transu. Odwróciła się i szybko otarła łzy.

– Tak, oczywiście – odparła, znowu patrząc na niego. – Przepraszam, że… – Urwała i wyciągnęła do Aidana rękę na powitanie. Uścisnął jej dłoń.

Dreszcz przebiegł przez jego ciało tak samo jak tamtej pierwszej nocy, gdy jej dotknął. Tymczasem Violet, już opanowana, gestem wskazała mu fotel dla gościa.

– Usiądź, proszę. Mamy wiele do przedyskutowania.

Wróciła na swoje miejsce za masywnym biurkiem z drzewa wiśni, a Aidan usiadł naprzeciwko niej.

Podczas gdy Violet przerzucała dokumenty, rozejrzał się po gabinecie urządzonym gustownie i wygodnie, z kolorowymi akcentami i pięknymi zdjęciami na ścianach przedstawiającymi śródziemnomorskie krajobrazy. Gdzie jest kobieta, która projektowała tę przestrzeń? Kobieta, która weszła do jego pubu, aby na chwilę oderwać się od bieżących problemów?

– Czuję, że zanim zaczniemy omawiać twoje podanie o grant, winna ci jestem wyjaśnienie – zaczęła. – Na pewno myślisz o mnie jak najgorzej, bo tak nagle zniknęłam. W tej chwili strasznie się z tym czuję.

– Chcę tylko wiedzieć, co się z tobą stało – odparł Aidan.

I to była prawda.

Violet nie była pierwszą kobietą na świecie, która przed świtem wymknęła się z sypialni przygodnego kochanka. Rzecz w tym, że potem nigdy już się nie odezwała. Nie wróciła, nie przysłała esemesa. Aidan praktycznie mieszkał w pubie, więc gdyby chciała, z łatwością by go znalazła.

Wspólnie spędzony czas pozostawił w nim niezatarty ślad i trudno mu było uwierzyć, że Violet potrafiła odejść, nawet się nie obejrzawszy. Pragnął ją znaleźć, lecz nie zostawiła żadnej wskazówki.

– Miałam wypadek – oznajmiła. – To musiało się zdarzyć zaraz po tym, jak wyszłam od ciebie. Taksówka, którą złapałam, wjechała w tył autobusu. Uderzyłam głową w szybę oddzielającą kabinę pasażera od kierowcy. Obudziłam się w szpitalu.

Aidan poczuł ucisk w piersi. Nigdy mu do głowy nie przyszło, że Violet nie skontaktowała się z nim, bo nie mogła.

– Doszłaś już do siebie? – zapytał.

– Tak. – Violet uśmiechnęła się. – Miałam ogromnego guza na głowie i kilka siniaków, ale poza częściową utratą pamięci nie odniosłam żadnych trwałych obrażeń. Ostatni tydzień przed wypadkiem został jak gdyby wymazany z mojego życiorysu. Od kilku miesięcy staram się odtworzyć tamte dni, lecz bez rezultatu. Nie kontaktowałam się z tobą, bo aż do chwili, kiedy tu wszedłeś i cię zobaczyłam, nie pamiętałam ani ciebie, ani naszych wspólnych przeżyć.

– To znaczy, że masz amnezję?

Na dźwięk tego słowa Violet aż skuliła się w sobie.

Amnezja zdarza się w operach mydlanych, nie w rzeczywistym życiu. A jednak cały tydzień uleciał z jej pamięci.

Lekarze uspokajali ją, że z czasem pamięć wróci, lecz nie potrafili określić, kiedy ani w jakich okolicznościach to nastąpi. Czy będzie to długi stopniowy proces, czy nagłe olśnienie, jak to się stało przed chwilą.

Kiedy Aidan spojrzał na nią i wypowiedział jej imię, pod stopami Violet drgnęła ziemia. W jednej chwili przez jej głowę przemknęły wspomnienia ich razem, przed oczami przesunęły się obrazy ich nagich, spoconych, roześmianych, jedzących w łóżku zamówione potrawy, rozmawiających. Serce Violet podskoczyło z radości, lecz radość natychmiast ustąpiła przerażeniu, gdyż uświadomiła sobie, jak poważne konsekwencje pociąga za sobą to niespodziewane spotkanie.

 

I wtedy łzy napłynęły jej do oczu.

Przez piętnaście miesięcy zastanawiała się nad ową luką w pamięci. Co ważnego utraciła? Zaraz po wypadku skoncentrowała wszystkie wysiłki na odtwarzaniu wspomnień, lecz szybko musiała z tego zrezygnować, gdyż odkryła, że jest w ciąży. Od tamtej chwili wspólnie z wieloletnim partnerem, Beau Rosso, czekali na przyjście na świat ich pierwszego dziecka.

Kiedy dziecko się urodziło, sprawa tamtego brakującego tygodnia nabrała jeszcze większego znaczenia.

– Wiem – zaczęła Violet i uniosła dłoń, chcąc uprzedzić kontrargumenty Aidana – to brzmi absurdalnie, dopóki nie przydarzy się właśnie tobie. Sama nie wierzyłam, dopóki lekarz mi tego nie wyjaśnił. Przez prawie półtora roku usilnie pracowałam nad odtworzeniem wspomnień. Bezskutecznie. Aż do dziś.

Aidan palcami przeczesał bujne kręcone rudawe włosy i zmarszczył brwi.

– Jak mnie zapamiętałaś? – zapytał i z lekkim uśmieszkiem satysfakcji na ustach czekał na odpowiedź.

Violet mimowolnie się zaczerwieniła. Nie lubiła sytuacji, kiedy ktoś miał nad nią przewagę.

– Eee… – zająknęła się. – Pamiętam, jak weszłam do baru. Pracujesz tam, tak?

Aidan prychnął z ironią.

– Gorzej. Jestem właścicielem.

Violet kiwnęła głową. Starała się zdusić westchnienie ulgi. Nie należała do kobiet, które lubią przygody na jedną noc z barmanami. Była spadkobierczynią imperium armatorów i odebrała wychowanie odpowiednie do swojej pozycji społecznej. Jej dziadek przewróciłby się w grobie, gdyby wiedział, że zadaje się z barmanem.

Właściciel baru brzmi odrobinę lepiej. Przynajmniej jest przedsiębiorcą, a nie facetem zarabiającym na utrzymanie sprzedawaniem drinków i swojego seksapilu.

Violet przygryzła wargę. Usiłowała uporządkować odżywające w jej pamięci wydarzenia. Weszła do pubu, chociaż nie pamiętała, po co i dlaczego. Nigdy przedtem tam nie była. Pamięta natomiast chwilę, gdy jej spojrzenie padło na Aidana. Roześmianego, swobodnie rozmawiającego z gośćmi, zamykającego lokal.

– Pamiętam, że poszliśmy do ciebie – ciągnęła. Policzki ją paliły. – Sądzę, że oboje wiemy, co było potem.

Aidan powoli skinął głową.

– Dziesiątki razy sekunda po sekundzie przeżywałem ten weekend spędzony z tobą, usiłując odkryć, co zrobiłem nie tak i kiedy.

– Nie pamiętam wszystkiego, ale nie przypominam sobie, żebyś zachował się nie tak, jak należy.

– Jednak wymknęłaś się bez pożegnania. W niedzielę rano się obudziłem i miejsce obok mnie w łóżku było puste. Kiedy wyszłaś? Niczego nie słyszałem.

Starała się maksymalnie wysilić pamięć. Wyszła od Aidana, ale dlaczego? Czy miała jakieś pilne sprawy do załatwienia? Prawdopodobnie tak, ale jakie sprawy? Zresztą i tak ich nie załatwiła, bo wylądowała w szpitalu.

– Dokądś szłam. Nie chciałam cię budzić. Miałam zamiar później do ciebie zadzwonić, ale…

– Ale przydarzyła się ta amnezja – Aidan wpadł jej w słowo.

– Właśnie. Mój telefon został uszkodzony i nie udało się odtworzyć nowych danych wprowadzonych po ostatnim utworzeniu kopii zapasowej. Wszystkie ślady wspólnie spędzonego czasu zostały wymazane z mojego życia.

Prawie wszystkie. Jeden, najważniejszy, pozostał i codziennie przypominał jej o sobie. Jego znaczenie Violet pojęła w pełni dopiero teraz.

– Korzystny zbieg okoliczności.

Violet nie spodobał się uszczypliwy ton Aidana.

– Sugerujesz, że zmyśliłam sobie to wszystko?

Aidan wzruszył ramionami.

– Po prostu trudno mi przetrawić tak potężną dawkę rewelacji.

– Zapewniam cię, że gdybym chciała zakończyć naszą… – Urwała. Jakiego słowa użyć? Przygodę? – Naszą znajomość, nie wahałabym się powiedzieć ci tego jasno. Nie musiałabym wymyślać historii o amnezji i rozbitym telefonie, aby wykręcić się od kolejnego spotkania.

– Czyli chciałaś znowu się spotkać.

Było to stwierdzenie, nie pytanie. A towarzyszący mu lekki uśmiech przyprawił Violet o dreszcz podniecenia.

I nie było to uczucie nieprzyjemne. Jeszcze żadnemu mężczyźnie nie udało się samym tylko spojrzeniem wprawić jej ciało w drżenie, obudzić namiętność. Jak mogła zapomnieć dotyk Aidana, pieszczoty, które sprawiły, że niemal ochrypła, wykrzykując jego imię?

– Tak – przyznała ze ściśniętym gardłem.

Aidan spojrzał na jej lewą dłoń. Violet podążyła za jego wzrokiem. Przez wiele miesięcy na palcu serdecznym nosiła pierścionek zaręczynowy od Beau. Biały paseczek na opalonej skórze już się prawie zatarł, a ona przywykła do braku pierścionka.

– A teraz?

Niebezpieczne pytanie.

Wspólny weekend z Aidanem to jedno, a… Cóż, już nic nie jest tak proste, jak było.

– Teraz jest nieistotne – odpowiedziała wymijająco.

– Guzik prawda! – zirytował się Aidan.

Poderwał się z miejsca, obszedł biurko, stanął przy fotelu Violet i nachylił się nad nią. Poczuła ciepło i zapach jego ciała. Wstrzymała oddech. Po miesiącach samotności i rozpaczy pragnienie wtulenia się w niego było tak przemożne, że z najwyższym trudem panowała nad sobą.

– Posłuchaj, przez półtora roku zastanawiałem się, co się z tobą stało – zaczął. – Nawet wtedy, kiedy nie chciałem myśleć o tobie, obraz twojego ciała wijącego się pode mną powracał. – Aidan zamilkł, jego spojrzenie prześliznęło się po ciele Violet. – A teraz pojawiasz się w moim życiu, częstujesz absurdalną historyjką i twierdzisz, że pociąg, jaki do mnie czujesz, jest nieistotny, tak?

Jak ma mu wyjaśnić, iż sprawy tak bardzo się skomplikowały, że kwestia, czy on ją pociąga czy nie, musi zejść na plan dalszy, zastanawiała się Violet.

Tymczasem Aidan nachylił się, jego wargi znalazły się tuż przy jej ustach.

– Powiedz to, przyznaj się – nalegał.

Violet siedziała jak przykuta do miejsca.

– Aidan…

– Powiedz to.

Violet z trudem przełknęła ślinę.

– Dobrze. Pociągasz mnie. Zadowolony?

Aidan zmrużył oczy, wyprostował się i cofnął.

– Niezupełnie. Nigdy nie spotkałem kobiety, która by tak zażarcie walczyła ze swoimi instynktami. Nie chcesz mnie pragnąć. Bo jestem barmanem a nie jakimś wymuskanym bankowcem, jak twój chłopak?

Violet aż się wzdrygnęła, słysząc to oskarżenie. Przyczyna jej powściągliwości była zupełnie inna, ale to i tak niczego nie zmieniało. Nie potrzebowała niczyich pieniędzy – była miliarderką – ale w przeszłości istotnie dobierała partnerów spośród równych sobie.

Nie czuła się wówczas zdobyczą, uśmiechem fortuny, który odmieni czyjś los. Chociaż i wśród bogaczy spotyka się łowców posagów i trofeów.

– Nie – odparła. – Nie chodzi o to. Poza tym Beau jest już moim byłym chłopakiem. Posłuchaj, jest coś, o czym musimy porozmawiać. Proszę, usiądź.

Milczał. I wciąż stał w miejscu.

– Aidan?

Violet podążyła za jego wzrokiem. Aidan wpatrywał się w oprawioną fotografię na jej biurku. Jedyne zdjęcie Knoksa, jakie trzymała w gabinecie. Żałowała teraz, że je tu postawiła. Każdy, kto je zobaczył, wypytywał o cherubinka z rudymi kręconymi włoskami i niebieskimi oczami. Najwyraźniej dziecko zwróciło uwagę Aidana, lecz nie dlatego, że było urocze, lecz z zupełnie innego powodu. Podobieństwo było uderzające.

Violet zamarła. Ostatni element łamigłówki trafił na właściwe miejsce.

Aidan zmienił się na twarzy. Wiedział, co to zdjęcie oznacza. Nie musiał liczyć miesięcy ani przeprowadzać testu na ojcostwo, aby poznać prawdę.

– To twoje dziecko? – zapytał.

Violet kiwnęła głową.

– Tak. To Lennox, mój syn. Niedługo skończy sześć miesięcy.

– Lennox – powtórzył Aidan, jak gdyby chciał się przyzwyczaić do tego imienia.

– Ale mówię na niego Knox. Jest cudowny. Inteligentny, kochany. Jako matka jestem bardzo szczęśliwa. – Aidan ponownie spojrzał na fotografię. – I tak – mówiła dalej, czując ogromną ulgę i jednocześnie niepokój.

Zadręczała się, czy kiedykolwiek będzie mogła komuś powiedzieć to, co zaraz powie Aidanowi. Mocno przytrzymała się podłokietników, spojrzała Aidanowi w twarz i rzekła:

– Jestem absolutnie pewna, że to twój syn.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Mój syn?

Słowa Violet podziałały na Aidana jak cios w splot słoneczny. Od pierwszej sekundy, gdy spostrzegł zdjęcie, wiedział, że to jego dziecko, a jednak potwierdzenie wypowiedziane na głos przez Violet go oszołomiło.

– Tak. Przykro mi, że dowiadujesz się o tym w taki sposób. Usiądź, wszystko ci opowiem.

Na miękkich nogach wrócił na swoje miejsce. W głowie miał zamęt, gonitwę myśli. Przyszedł tutaj starać się o grant, a zamiast pieniędzy dostaje syna o imieniu Knox, którego nigdy przedtem nie widział.

Zawsze pragnął założyć rodzinę, lecz we właściwym czasie. Pragnął dostać szansę bycia lepszym ojcem niż jego ojciec, alkoholik i życiowy nieudacznik. Wiedział, że gdy się ożeni i urodzą się dzieci, całkowicie się im poświęci, bo tak powinno być i już.

A teraz ni z gruszki, ni z pietruszki się dowiaduje, że ma sześciomiesięcznego syna, w którego życiu nie uczestniczył. Naprawię to, postanowił. Bezzwłocznie.

Aidan nie był pewien, jakie zamiary ma Violet, lecz on jest i będzie ojcem Knoksa. Będzie go zabierał na mecze baseballowe i przychodził na zebrania szkolne.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś, że mam syna? – wyrwało mu się.

Zimny ton własnego głosu zaskoczył go, lecz czuł się usprawiedliwiony.

Grymas irytacji przebiegł po twarzy Violet.

– Naprawdę mnie pytasz?

Najwyraźniej zamierza twardo obstawać przy amnezji, pomyślał Aidan. W głębi serca nie wierzył w wersję o wypadku i utracie pamięci, lecz zmobilizował się i postanowił na razie brać wszystko, co Violet mówi, za dobrą monetę.

– Mam rozumieć, że skoro zapomniałaś, że się ze mną przespałaś, to nie wzięłaś pod uwagę, że jestem ojcem, tak?

Violet przysunęła się z fotelem do biurka, oparła ręce na blacie i splotła palce obu dłoni.

– Sposób, w jaki to mówisz, świadczy, że twoim zdaniem szukam wygodnej wymówki – odrzekła, starannie dobierając słowa. – Jak gdybym przez ostatnie pół roku nie zadręczała się wyrzutami sumienia, bo nie wiem, kto jest ojcem mojego dziecka.

– A przedtem wiedziałaś?

Violet spuściła wzrok.

– Przedtem uważałam, że ojcem jest Beau, mój teraz już były partner. Nie pamiętałam ciebie, więc nie miałam podstaw sądzić, że nim nie jest. Zaręczyliśmy się. Planowaliśmy ślub i wspólną przyszłość. A potem lekarz w sali porodowej podał mu dziecko z rudą czupryną i wszyscy doznali szoku.

Aidan z trudem się powstrzymywał, by nie parsknąć śmiechem. Scena byłaby komiczna, gdyby nie fakt, że to on powinien być na miejscu Beau przy narodzinach swojego pierworodnego syna.

– Jak on to przyjął? Domyślam się, że nie był zachwycony.

– To nieistotne – odparła Violet z westchnieniem. – Ważniejsze, że już nie jesteśmy razem. Badania potwierdziły, że nie jest ojcem.

– Jak zareagowali twoi rodzice?

Violet spojrzała na niego przez zmrużone powieki.

– Rozmawialiśmy o moich rodzicach?

Czyli naprawdę niewiele pamięta, pomyślał Aidan. Zresztą nic dziwnego, zważywszy, ile tequili wypiła.

Kiedy weszła do pubu, była bardzo zdenerwowana i ze łzami w oczach zamówiła drinka. Wysłuchał jej zwierzeń i starał się, nawet z powodzeniem, poprawić jej humor. Nigdy w życiu by się nie spodziewał aż takiego dalszego ciągu. Dziecko!

– Pobieżnie – odparł. – Mówiłaś, że nalegają na twój związek z Beau, chociaż to palant. Domyślam się, że kiedy urodziłaś dziecko innego mężczyzny, a wasz związek się rozpadł, musieli być bardzo zawiedzeni, bo ich plany co do twojej przyszłości legły w gruzach.

– Byli zawiedzeni, lecz większym problemem był nieznany ojciec. Jak mogli powiedzieć o tym swoim znajomym i przyjaciołom? Woleliby, abym przyjęła Beau z powrotem i udawała, że to jego dziecko. Podejrzewam, że ciągle mówią wszystkim, że Knox jest synem Beau, a nasz związek przechodzi kryzys. Mama szukała nawet jakiś przodków o rudych włosach i jasnej karnacji. Chwyta się wszelkich sposobów.

– Rozumiem, że wiadomość, że ojciec Knoksa, barman, nagle się odnalazł, nie wzbudzi ich entuzjazmu.

Violet spojrzała na Aidana z powagą. Domyślił się, że ostatni rok musiał być dla niej bardzo trudny. Tydzień, którego nie mogła sobie przypomnieć, okazał się najważniejszym tygodniem jej życia.

– Nie dbam o to. W ciągu ostatnich miesięcy dużo myślałam o sobie i odkryłam, że mało mnie obchodzi, co wzbudza ich entuzjazm i aprobatę, a co nie. Całe życie starałam się spełniać ich życzenia i zaspokajać ambicje. Teraz skupiam się na sobie i moim synku.

 

Aidan sięgnął po zdjęcie. Palcem powiódł po uśmiechniętej różowej buzi. Knox miał jego karnację, ale oczy i usta Violet. I jej uśmiech, chociaż jeszcze bezzębny. Wyobraził sobie radosne gaworzenie chłopczyka i miał nadzieję, że wkrótce je usłyszy.

– Powiedziałabym ci. – Głos Violet przeszedł w szept. Aidan oderwał wzrok od zdjęcia i spojrzał na nią. – Nie chodzi mi o to, co ludzie pomyślą albo czy chcę, żebyś uczestniczył w życiu Knoksa. Gdybym wiedziała, nie wahałabym się odnaleźć cię i ci powiedzieć. Ale naprawdę niczego nie pamiętałam. Aż do tej chwili. To dlatego się rozpłakałam. Doznałam wielkiego uczucia ulgi, że po tylu miesiącach niepewności nareszcie znam prawdę.

Aidan westchnął i znowu spojrzał na zdjęcie. Wciąż nie do końca wierzył Violet, lecz w tej chwili to nie było ważne. Jeśli chce zobaczyć swoje dziecko, nie będzie z nią dyskutował. Przynajmniej na razie.

– Co teraz? – zapytał.

Violet nerwowo zastukała wypielęgnowanymi rękami w blat biurka.

– Po pierwsze powinnam chyba porozumieć się z moim prawnikiem. On zajmie się całą resztą. Zrobimy test na ojcostwo, aby zyskać absolutną pewność, ustalimy harmonogram odwiedzin…

Tylko bogaci ludzie zaczną od telefonu do prawnika, zamiast po prostu zaproponować spotkanie ojca z dzieckiem, pomyślał Aidan. On nie miał prawnika na telefon o każdej porze dnia i nocy. I nie miał nawet ułamka pieniędzy, jakimi dysponowała Violet Niarchos.

Każdego roku fundacja jej rodziny przeznaczała miliony dolarów na wspieranie inicjatyw, jakie uznawali za wartościowe, a to był tylko ułamek ich fortuny.

Szukając organizacji, do której mógłby się zwrócić o pomóc, Aidan poczytał trochę o historii rodziny Niarchosów. Dziadek Violet zbił majątek w Grecji na eksporcie stali do Stanów Zjednoczonych. Po przeprowadzce za ocean jeszcze go pomnożył.

Aidan podejrzewał, że Niarchosowie założyli fundację, aby uniknąć płacenia astronomicznych podatków. Nie ufał bogaczom, ale uznał, że jeśli rozdają pieniądze, to i on może ubiegać się o grant.

– W porządku – zaczął. – Przypuszczam, że całe to urzędowe postępowanie jest niezbędne, ale ja na początek chciałbym coś mniej oficjalnego.

– Czyli?

– Wspólną zabawę z moim synkiem.

Violet nie mogła opanować zdenerwowania. Co innego zgodzić się na odwiedziny Aidana, aby mógł poznać Knoksa, a całkiem co innego wiedzieć, że lada chwila przyjdzie.

Minęły dwa dni, odkąd zjawił się w jej gabinecie i wywrócił cały jej poukładany świat do góry nogami. Dwa dni pełne wspomnień powracających do niej w najmniej odpowiednich momentach. Wspomnień nocy spędzonych z Aidanem, jego objęć, pieszczot. Nocy pełnych nowych nieznanych doznań fizycznych i emocjonalnych.

Utrata pamięci z początku tylko ją irytowała. Po narodzinach Knoksa ogromnie skomplikowała jej życie. Teraz zaś świadomość, jak wiele utraciła – mogła przecież spędzić ten czas z Aidanem – była tragiczna.

Przez wszystkie miesiące po wypadku dręczyło ją niejasne poczucie, że coś jest nie tak, że Beau nie jest dla niej właściwym partnerem. Teraz wiedziała, co podświadomość przez cały czas jej podpowiadała.

Aidan jest mężczyzną, którego brakowało w jej życiu. I w życiu Knoksa. Wystarczyło jedno spojrzenie w jego niebieskie oczy, by to zrozumiała.

Dwa wspólnie spędzone dni i dwie noce były czymś więcej niż jednorazową seksprzygodą. Nie tego się spodziewała, kiedy po zamknięciu lokalu poszła z barmanem do jego mieszkania. Zaiskrzyło między nimi. Znalazła w nim bratnią duszę, a on w niej.

Teraz, kiedy Aidan znowu zaistniał w jej życiu, była podniecona i jednocześnie przerażona. Nigdy z żadnym mężczyzną tak dobrze się nie rozumieli. Już po kilku godzinach miała wrażenie, że znają się od zawsze. Że serce jej pęknie, jeśli będzie zmuszona się z nim rozstać.

Po zerwaniu z Beau nastąpił okres samotności, smutku, zmiennych nastrojów. Teraz zaś się bała, co stanie się z nią i z Aidanem. Wiedziała jednak, że Aidan zawsze będzie częścią życia Knoksa. I tak być powinno.

Ale co z nimi? Czy tak intensywny związek ma szanse się utrzymać? A może ich zniszczy?

Nawet jeśli Aidan nadal jest nią zainteresowany – Violet wcale nie była tego pewna – z czasem wzajemny pociąg osłabnie. Nawet jeśli znowu się z sobą zwiążą, a później rozstaną, jaki to będzie miało wpływ na ich syna? Czy wytrzyma emocjonalnie najpierw wybuch namiętności, potem paraliżującą rozpacz?

Violet ostatecznie doszła do wniosku, że najlepiej utrzymać rezerwę. Będzie uprzejma. Rzeczowa.

W końcu oprócz wspólnego wychowywania dziecka mają razem pracować.

Podczas spotkania w biurze, kiedy emocje opadły, usiedli do omówienia sprawy, która przywiodła Aidana do biura fundacji. Teraz jego propozycję musi zaakceptować zarząd. Jeśli to zrobi, Aidan i Violet będą ściśle z sobą współpracować bez względu na to, jak ułożą się ich osobiste relacje.

W pewnej chwili usłyszała kroki na schodach. Odwróciła się i zobaczyła Tarę, nianię Knoksa, z małym na rękach. Knox miał na sobie białe body w niebieskie i zielone dinozaury i niebieskie szorty – prezent od przyjaciółki Violet, Lucy, która lada dzień miała urodzić bliźnięta.

Niania oddała synka mamie, a Violet przytuliła go do piersi i wciągnęła w nozdrza zapach mydła dla dzieci.

– Mieliśmy przed chwilą nadprogramową kąpiel – wyjaśniła Tara i zaśmiała się cicho. – Na śniadanie próbowaliśmy musu jabłkowego i cali się upaćkaliśmy. Nawet nie wiem, ile dostało się tu. – Tara podrapała Knoksa po brzuszku, a chłopczyk zaniósł się śmiechem. – Mam zostać i się nim zająć, jak będzie pani przyjmowała gościa? – zapytała.

Violet przygryzła wargę i pokręciła głową. Uprzedziła nianię o wizycie, lecz nie powiedziała, kto przyjdzie.

Dobre wieści szybko się rozchodzą, a sensacyjne jeszcze szybciej. Na razie chciała utrzymać związek z Aidanem w tajemnicy.

– Dziękuję, dam sobie radę – odrzekła. – To twój dzień wolny, Taro. Baw się dobrze.

Tara wyjęła kurtkę z szafy.

– Do zobaczenia. Proszę przysłać esemesa, gdybym była potrzebna.

Kiedy drzwi zamknęły się za Tarą, Violet odetchnęła z ulgą. Przynajmniej nie wpadli na siebie, pomyślała.

Aidan wyróżniał się wzrostem oraz mocną budową ciała i kobiety zwracały na niego uwagę. Każdy, kto zobaczy jego rude włosy i niebieskie oczy, natychmiast odgadnie, kim jest dla Knoksa.

Violet ufała Tarze, lecz jeszcze nie była gotowa zdradzić komuś swojego sekretu. Nawet najbliższe przyjaciółki z college’u, Emma, Lucy i Harper, nie wiedziały o pojawieniu się Aidana w jej życiu. Z czasem wszyscy poznają prawdę nie z plotek, ale bezpośrednio od niej. Kiedy będzie gotowa.

Violet spojrzała na synka ssącego piąstkę. Strużki śliny spływały mu po brodzie.

Mokrą chusteczką wytarła mu buzię.

– Nie chcesz chyba zaślinić tatusia na dzień dobry, prawda?

Knox odpowiedział uśmiechem i natychmiast wepchnął sobie piąstkę z powrotem do buzi. W podręcznikach o pielęgnacji niemowląt Violet przeczytała, że to znak, iż niedługo zacznie ząbkować.

Zadzwonił telefon. Recepcjonista zawiadamiał, że przyszedł pan Murphy. Violet prosiła, aby go wpuszczono.

Minęło chyba dziesięć minut, zanim winda pokonała pięć pięter do apartamentu Violet. Nie mieszkała w penthousie, ale w dwupoziomowym mieszkaniu na piątym i szóstym piętrze w zachodnim skrzydle przedwojennej kamienicy. Z okien widziała wierzchołki drzew na Park Avenue. Apartament na Manhattanie był prezentem od rodziców, kiedy po skończeniu studiów na uniwersytecie Yale wróciła do Nowego Jorku. Miał jej osłodzić zawód, że nie przyjechali do New Haven na rozdanie dyplomów. Utknęli w Istambule.

Violet wcale nie była zaskoczona. Całe życie tak z nią postępowali – wspaniałe prezenty w zamian za emocjonalny i fizyczny dystans między nimi a córką.

Teraz jednak Violet planowała przeprowadzkę. Apartament, który jej wystarczył, kiedy była sama, przy Knoksie i niani zrobił się za ciasny. Chciała zamieszkać bliżej jakiegoś parku, gdzie Knox mógłby się wyszaleć. Intuicja jej podpowiadała, że gdy tylko zacznie chodzić, trudno będzie utrzymać go w miejscu.