Kim jest moja żona?

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jutro się wszystkiego dowie. Ku swemu zdumieniu poczuł, że nie może się już doczekać jutrzejszego dnia. Bez wątpienia Nadia była piękną, seksowną i intrygującą kobietą. A tego męska część jego natury nie mogła zignorować.

ROZDZIAŁ TRZECI

Nadia obudziła się następnego dnia w ogromnym łóżku. Zaraz też uzmysłowiła sobie, gdzie jest. W samym sercu wrogiego królestwa Gazbiyaa. Bez wątpienia za chwilę zostanie odeskortowana do jego bram i pozostawiona sama sobie. Nie miała pojęcia, co teraz zrobi, ale jednego była pewna: jej misja spaliła na panewce. Próba uwiedzenia szejka Zayeda i zmuszenia go tym samym do małżeństwa nie powiodła się. Jedyne, co osiągnęła, to to, że nastawiła go przeciw sobie, a samą siebie głęboko upokorzyła.

A co do jej rodziny… Czy istniała jakakolwiek szansa, żeby wróciła na jej łono? Żeby wymyśliła jakąś wiarygodną historię, która wytłumaczyłaby jej nieobecność?

To była jej jedyna nadzieja. Gdyby ojciec lub brat dowiedzieli się, gdzie faktycznie była i co chciała zrobić, byłaby skończona. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Obok łóżka znalazła jakieś ubrania: spódnicę do kolan i kremową jedwabną bluzkę. Sama niczego podobnego by nie wybrała, ale z pewnością był to lepszy strój niż ten, który miała na sobie wczoraj. Właśnie kończyła się ubierać, kiedy rozległo się pukanie do drzwi i do pokoju weszła starsza służąca.

– Przychodzę z wiadomością od szejka. Wasza wysokość życzy sobie z panią rozmawiać. Mam panią zaprowadzić do jego gabinetu.

Nadia zawahała się. Nie sądziła, że szejk Zayed zechce ją jeszcze zobaczyć. Wyraz niesmaku, jaki dostrzegła wczoraj w jego oczach, jasno dowodził, co o niej myśli. Co więcej, ona też nie miała wielkiej ochoty na to, by spojrzeć mu w oczy w świetle dnia. Nie po tym, jak się zachowała. Nie, to był nowy dzień i nie widziała powodu, by słuchać jego rozkazów.

– Proszę poinformować jego wysokość, że mam inne plany. – Wyprostowała się, wygładziła fałdy spódnicy i poprawiła kołnierzyk bluzki. – Obawiam się, że spotkanie w dniu dzisiejszym nie będzie możliwe.

Służąca poruszyła się, zakłopotana.

– Jego wysokość oczekuje, że panią do niego przyprowadzę.

Nadia nie chciała przysparzać kobiecie problemów, ale nie należała do osób, które można zmusić do zrobienia czegoś wbrew woli. Jak się jednak za chwilę okazało, tym razem nie miała nic do powiedzenia. Nie wiadomo skąd, pojawiło się nagle dwóch ochroniarzy. Stanęli obok służącej i w milczeniu złożyli umięśnione ramiona na piersiach. To wystarczyło, żeby zrobiła dokładnie to, czego od niej oczekiwano.

Zayed siedział na końcu długiego konferencyjnego stołu. Kiedy została wprowadzona, zaprosił ją gestem, by usiadła naprzeciw niego.

– Witam. – Odesłał ochroniarzy skinieniem ręki. – Mam nadzieję, że dobrze spałaś?

Nadia nie miała wątpliwości, że tak naprawdę wcale go to nie interesuje. Nie zamierzała prowadzić z nim kurtuazyjnej rozmowy.

– Może wasza wysokość zechce mi wyjaśnić, co ja tu robię.

– Interesujące. – Zayed wyprostował się w fotelu i spojrzał na nią uważnie. – Spodziewałem się, że to ty mi powiesz, co tu robisz.

Nadia poruszyła się w swoim fotelu, żałując, że w tej chwili nie może zapaść się pod ziemię. Spojrzała na siedzącego naprzeciw niej mężczyznę. Ciemny, niepokojąco przystojny, emanujący pewnością siebie i zdecydowaniem.

– Jakie to ma teraz znaczenie?

– Dla mnie ma. Nie nawykłem do tego, aby młode kobiety wskakiwały mi potajemnie do łóżka. Może choćby z tego powodu zechciałabyś zaspokoić moją ciekawość.

Nie miała wyboru. Choć Zayed mówił cicho i spokojnie, jego głos był twardy jak stal.

– Dobrze, powiem ci. – Nadia zrobiła głęboki wdech. Mogła wyznać mu przynajmniej część prawdy. – Przyszłam tu, żeby uniknąć zaaranżowanego przez mojego ojca małżeństwa.

– Zaaranżowanego małżeństwa?

– Tak. Nie chcę zostać żoną człowieka, którego wybrał dla mnie ojciec. Postanowiłam więc uciec. – Wzruszyła ramionami, jakby chciała powiedzieć „to tyle na ten temat”.

Przynajmniej ta część opowieści była prawdziwa. Ojciec rzeczywiście zaaranżował dla niej małżeństwo. Kiedy konsekwentnie odmawiała poślubienia wybieranych przez niego kandydatów, stracił cierpliwość i oznajmił, że tym razem wybór jest ostateczny. Miała zostać drugą żoną szejka sąsiedniego królestwa, mężczyzny o trzydzieści lat od niej starszego. I tak powinna się uważać za szczęściarę, zważywszy na fakt, że miała już dwadzieścia osiem lat.

Nadia wiedziała, że musi coś zrobić ze swoim życiem, zanim będzie za późno. Jedynym narzędziem, które mogła w tym celu wykorzystać, było jej ciało. Postanowiła więc, że skoro i tak musi za kogoś wyjść, niech przynajmniej wyniknie z tego jakaś korzyść. Niech jej ślub przyczyni się do zażegnania konfliktu, jaki od lat trwał między królestwem Harith a królestwem Gazbiyaa.

– Wybacz mi, ale czegoś chyba tu nie rozumiem. W jaki sposób wskoczenie do mojego łóżka miałoby ci pomóc w osiągnięciu celu?

Nadia wzniosła oczy do nieba. Czy on naprawdę jest aż tak tępy?

– Chodzi o to, że gdybyśmy… Jeślibyś się ze mną… Wtedy musiałbyś się ze mną ożenić i nie musiałabym wychodzić za tamtego człowieka.

Zayed nie mógł powstrzymać śmiechu.

– Czy ty aby trochę nie przesadzasz? Nie chciałbym cię urazić, ale dlaczego uważasz, że jedna noc spędzona z tobą miałaby mnie przekonać, że powinienem się z tobą ożenić? Najwyraźniej bardzo wysoko się cenisz.

Nadia spuściła wzrok.

– Ponieważ ofiarowałabym ci to, co mam najcenniejszego. Mój honor.

Zayed zmarszczył brwi. Nagle poczuł się, jakby to on się mylił. Nie tylko pokrzyżował jej plany, ale także zszargał jej opinię. Popatrzył na siedzącą przed nim kobietę. Wyprostowana, dumnie trzymała głowę, choć była w niej także delikatność. Pomimo ubrania, jakie miała na sobie, wyglądała niezwykle seksownie. Chrząknął.

– Żebym cię dobrze zrozumiał. Uciekłaś przez zaaranżowanym małżeństwem prosto do łóżka nieznajomego mężczyzny, tak?

– Przynajmniej miałabym szansę poznać mojego przyszłego męża. Choć w minimalnym stopniu mogłabym mieć wpływ na to, kogo poślubię.

– Kim jest ten mężczyzna? Co takiego ci się w nim nie podoba?

– Wszystko.

– Jednak twój ojciec myśli inaczej.

– On widzi tylko korzystne koligacje. Poza tym chce jak najszybciej wydać mnie za mąż, żebym mu nie przysparzała więcej trosk.

– Kto by pomyślał!

Nadia nie uśmiechnęła się, słysząc ten żart.

– Ja tylko ośmielam się mieć własne zdanie. A to błąd. Kobieta nie powinna myśleć. Obawiam się jednak, że nie jesteś w stanie tego zrozumieć.

Myliła się. Jego matka Latifa Al Afzal miała własne zdanie. Jednak to, co wyjawiła, i sposób, w jaki to zrobiła, wstrząsnęło całym królestwem. I nieodwołalnie zmieniło jego życie.

Udzieliła wywiadu jednej z telewizyjnych stacji, oznajmiając, że jest nieuleczalnie chora na raka. Jest przygotowana na przyjęcie czekającego ją losu, zanim to jednak nastąpi, chciałaby coś wyznać.

Zgodnie z panującym w tym kraju prawem panowanie jej męża dobiega końca. Jednak jego następcą nie zostanie starszy syn Azeed, tylko jego młodszy brat, Zayed. Azeed nie był bowiem jej biologicznym synem. Był owocem krótkotrwałego związku, jaki mąż miał z pewną kobietą. Ta kobieta zmarła, wydając na świat Azeeda, którego Latifa wychowała jak własnego syna. Nie może jednak ukrywać dłużej faktu, że matka Azeeda pochodziła z Harith, tak więc jej syn był w połowie Harithańczykiem.

Oczywiście to oświadczenie wywołało burzę w całym kraju. Ojciec Zayeda był wściekły na żonę, że publicznie wyznała jego najpilniej strzeżony sekret. Jednak najbardziej poruszył go fakt, że jego żona jest umierająca.

Mieszkańcy królestwa byli w szoku. Oto w żyłach tego, którego widzieli już na tronie swego królestwa, płynęła domieszka znienawidzonej krwi. Ojciec Zayeda omal nie stracił kontroli nad sytuacją. Do zamieszek nie doszło jedynie dlatego, że okres jego panowania nieodwołalnie dobiegał końca.

Sam Azeed po prostu zniknął. Szok, jakim była dla niego ta wiadomość, był prawdopodobnie zbyt wielki, by mógł pozostać w pałacu. Oczy zaś wszystkich zwróciły się na Zayeda, który do tej pory uchodził za playboya i lekkoducha.

Zayed był trzy lata młodszy od brata. Prowadził beztroskie życie, robiąc to, co lubił najbardziej. Skończył college w Anglii, a potem studia na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Po zrobieniu dyplomu zajął się prowadzeniem firmy i, mówiąc szczerze, niewiele myślał o tym, co się działo w jego własnym kraju. Miał dobrane grono przyjaciół, spotykał na swojej drodze mnóstwo pięknych kobiet i, generalnie rzecz biorąc, cieszył się życiem. Gazbiyaa i jej problemy pozostawił starszemu bratu.

Deklaracja matki zmieniła wszystko.

Musiał natychmiast opuścić Nowy Jork i życie, jakie w nim wiódł. Zdążył jeszcze zobaczyć się z matką i wysłuchać jej wyjaśnień. Przepraszała go za to, że wcześniej nie wyznała mu prawdy, ale wolała, by nie dorastał obciążony brzemieniem, jakim była perspektywa zostania szejkiem tak wielkiego królestwa. Ona wiedziała, że Zayed zostanie królem, ale chciała, by jak najdłużej cieszył się życiem wolnym od ogromniej odpowiedzialności, jaka będzie ciążyć na nim do końca panowania.

Ostatkiem sił, ledwo dosłyszalnym szeptem matka błagała go, aby wyjaśnił Azeedowi, dlaczego tak postąpiła. Bała się, że Azeed doprowadzi do wojny z krajem, który w jakimś sensie był jego własnym.

Zayed obiecał jej, że zrobi wszystko, by pojednać się z bratem. Dopiero, kiedy jej to obiecał, odeszła.

Zayed popatrzył na siedzącą przed nim kobietę. Była taka pełna życia i taka zdeterminowana. Widział, jak bardzo się stara przejąć kontrolę nad własnym życiem, uniknąć losu, jaki stał się udziałem jego matki.

 

Podziwiał ją za to. Była nie tylko piękna, ale także potrafiła walczyć. Nagle przyszedł mu do głowy zupełnie zwariowany pomysł. Nie, to zupełnie absurdalne.

– Czy mam się czuć zaszczycony faktem, że ta twoja silna wola doprowadziła cię do moich drzwi? A raczej do mojego łóżka?

Nadia zmarszczyła nos, jakby przypomnienie jej o tym, co zrobiła, wzbudziło w niej niesmak.

– Za całą pewnością ty byłeś lepszą opcją.

– Potraktuję to jako komplement.

– Wprawdzie widziałam tego mężczyznę tylko na zdjęciu, ale to wystarczyło. Jest stary, łysy i gruby.

Zayed nie był w stanie powstrzymać uśmiechu.

– Uważaj, Nadia, bo jeszcze rozdmuchasz moje ego.

– Jemu chyba nic już nie zaszkodzi.

Ku swemu zdumieniu Zayed stwierdził, że ta rozmowa sprawia mu coraz większą przyjemność. Przebywanie z Nadią z niewiadomych przyczyn wprawiało go w dobry nastrój, co ostatnio niezbyt często mu się zdarzało.

Do tej pory cały pałac zapewne huczał już od plotek. Zważywszy na opinię playboya, jaką się cieszył, wszyscy uznali, że szejk Zayed jest nikim więcej jak tyko nałogowym kobieciarzem. Że nigdy nie będzie silnym władcą. I że pod jego rządami królestwa Gazbiyaa na pewno nie czeka świetlana przyszłość.

Zayed nie zamierzał nikomu udowadniać swojej niewinności. Nie uznał nawet za stosowne zwrócić służącym uwagę, że powinni być bardziej dyskretni. Nie miało to żadnego sensu. Już się nauczył, że w tym kraju nie można było mówić niczego wprost. Dlatego właśnie pomysł, który przyszedł mu do głowy, wciąż powracał.

– Cóż, chciałbym wierzyć, że to moja powierzchowność tak bardzo do ciebie przemówiła, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że fakt, że jestem szejkiem bogatego królestwa, też nie był tu całkiem bez znaczenia.

– Twoje bogactwo mnie nie interesuje – oznajmiła wprost i on jej uwierzył. W swoim życiu spotkał już kilka łowczyń fortun i szczycił się tym, że taką kobietę potrafił rozpoznać na milę. Nadia bez wątpienia do nich nie należała. – A teraz, jeśli skończyłeś już z tymi obraźliwymi uwagami, mogę odejść?

Zaczęła podnosić się z fotela, ale Zayed powstrzymał ją ruchem ręki.

– Poczekaj. – Pochylił się i oparł dłonie o blat stołu. Nagle zdał sobie sprawę, że wcale nie chce, by odeszła. – Nie skończyliśmy jeszcze naszej rozmowy.

– W moim przekonaniu tak – oznajmiła, ale usiadła posłusznie z powrotem.

– Mam dla ciebie pewną propozycję.

– Jaką? – Założyła nogę na nogę, uniosła brodę i spojrzała na niego chłodno. Jej poza zaskoczyła Zayeda.

– Jeśli dobrze zrozumiałem, przyszłaś tu, by nakłonić mnie do poślubienia cię. Może cię to zdziwi, ale z pewnych względów ten pomysł wcale nie wydaje mi się taki absurdalny.

Przerwał, spodziewając się ujrzeć na jej twarzy wyraz zaskoczenia, ale nic podobnego się nie stało. Nadia w milczeniu czekała na jego dalsze słowa.

– Jestem szejkiem Gazbiyaa i, jak się zapewne domyślasz, muszę poślubić jakąś kobietę.

– Naturalnie.

– W moim przypadku nie powinienem z tym nadmiernie zwlekać. Panuje powszechne przekonanie, że moja przeszłość, jakby to powiedzieć, pozostawia wiele do życzenia, i chciałbym jak najszybciej zdementować wszelkie pogłoski, które mogłyby zaszkodzić mojej reputacji. Uważam, że szybkie małżeństwo bardzo by mi w tym pomogło.

– Rozumiem.

Lakoniczne wypowiedzi Nadii działały mu na nerwy. Zaczynał się czuć, jakby to ona była tu stroną, która może stawiać warunki. Nie zamierzał opowiadać jej o swojej przeszłości, ponieważ to nie była jej sprawa.

– Teraz najważniejsze jest bezpieczeństwo kraju. Czasy są trudne. Muszę pokazać ludziom, że mogą mi zaufać i że jestem w stanie umiejętnie i rozumnie rządzić Gazbiyaa. Dla mnie jest to sprawa pierwszorzędnej wagi.

– I ożenek ma w tym pomóc?

– Tak.

– Dlaczego akurat ze mną?

– A dlaczego nie? – Nie mógł uwierzyć, że to mówi.

– Twierdzisz więc, że jako twoja żona pomogłabym ci zapewnić pokój i stabilność w królestwie Gazbiyaa?

– Taką mam nadzieję.

W końcu jej chłód się przełamał, a na twarzy pojawiło się coś w rodzaju podniecenia. Policzki zaróżowiły się, a oczy rozbłysły. Była taka piękna.

– Czy traktowałbyś mnie jak równą sobie? Czy brałbyś pod uwagę moje zdanie?

– Ani przez chwilę nie wydawało mi się, że byłbym cię w stanie przed czymkolwiek powstrzymać. – Rzeczywiście, znów miał wrażenie, że to ona go egzaminuje, a nie na odwrót. Jednak jej entuzjazm był zaraźliwy. Coś w głębi ducha mówiło mu, że to się może udać.

Zayed miał zwyczaj ufać swojemu instynktowi. Rzadko zawodził go w interesach i dzięki swojemu „nosowi” niejednokrotnie uniknął poważnych kłopotów.

Czy teraz miało być podobnie? Jeśli miałby być ze sobą całkowicie szczery, to tym razem to nie nos, ale zupełnie inna część jego anatomii dyktowała mu, co robić. Niepewnie poruszył się w fotelu.

– W moim przekonaniu takie małżeństwo mogłoby przynieść korzyść nam obojgu. Ja uratowałbym cię przed niechcianym ożenkiem, ty zaś pomogłabyś mi odzyskać zaufanie ludzi. Pokazać im, że jestem człowiekiem honoru, godnym tego, by powierzyli w moje ręce swój los. Zawarlibyśmy umowę.

– Umowę?

– Tak. Umowę ślubną.

Patrzył, jak Nadia przetrawia jego słowa w głowie. Przechyliła lekko głowę, intensywnie zastanawiając się nad jego słowami. Przygryzła nawet w zamyśleniu wargę.

W pokoju zrobiło się cicho jak makiem zasiał.

W końcu podniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy.

– W takim razie przyjmuję twoją propozycję. Zostanę twoją żoną.

ROZDZIAŁ CZWARTY

– Skończyliśmy. – Szefowa grupy postąpiła krok do tyłu, podziwiając swoje dzieło.

Wszyscy w napięciu czekali, aż Nadia się obróci i spojrzy na swoje odbicie w ogromnym lustrze. Ona jednak zawahała się. Wiedziała, że kiedy zobaczy się przygotowaną do ceremonii zaślubin, nie będzie już odwrotu. Ma zostać żoną szejka Zayeda Al Afzala.

Przygotowania do ślubu postępowały w zawrotnym tempie. Została przedstawiona ojcu Zayeda, spisano kontrakt małżeński i machina ruszyła. Wiedziała, że nie jest to ślub, o jakim marzyła, ale nie mogła narzekać. W końcu to ona tu przyjechała i tego właśnie chciała. Po ślubie będzie musiała wyznać Zayedowi, kim naprawdę jest – księżniczką Nadią z Harith. Na samą myśl o tym robiło jej się słabo.

Jak dotąd nikt niczego nie podejrzewał. Ojciec Zayeda, Ghalib Al Afzal, nie zadawał na jej temat żadnych pytań. Mówiąc szczerze, kiedy Zayed mu ją przedstawiał, zaledwie zaszczycił ją przelotnym spojrzeniem. Skinął głową synowi i na tak się zakończyło ich spotkanie. Poniekąd go rozumiała. Szejk Ghalib był starym człowiekiem rozpaczającym po śmierci ukochanej żony.

Zayed natomiast zapewne sądził, że Nadia pochodzi z Gazbiyaa, a ona nie wyprowadzała go z błędu. Na szczęście niewiele osób wiedziało o jej istnieniu, a jeszcze mniej o tym, jak wygląda. Ojciec starał się trzymać ją w ukryciu, aby potem wydać ją za mąż za człowieka, z którym sojusz umocniłby jego pozycję. Przez całe lata ten fakt wzbudzał jej sprzeciw i był źródłem nieustającej frustracji, ale teraz cieszyła się z tego, że jej twarz nie jest publicznie znana.

Oznajmiła Zayedowi, że nie chce zapraszać na ślub swojej rodziny. Uznał, że w tych okolicznościach jest to całkiem zrozumiałe, i nie naciskał. Przez myśl mu nie przeszło, jaki jest prawdziwy powód jej decyzji.

W ciągu tygodni poprzedzających ślub nie widywała go często. Pochłaniały go niezliczone obowiązki i rzadko miał czas dla siebie, nie wspominając już o czasie dla niej. W pewnym sensie była dla niego kolejnym projektem związanym z faktem, że został szejkiem.

Szmer za plecami uzmysłowił jej, że kilka par oczu jest w nią wpatrzonych, a kobiety, które napracowały się nad jej wyglądem, czekają na werdykt. Nadia wzięła głęboki wdech i odwróciła się do lustra.

Wypuściła mimowolnie wstrzymywane powietrze. Nie sądziła, że może wyglądać tak pięknie. Suknia była wspaniała. Spięta na jednym ramieniu, drugie pozostawiała wolne. Pięknie eksponowała kształtny biust i smukłą talię. Przypięty z tyłu głowy welon zrobiony został z tego samego jedwabiu co suknia. Kiedy się poruszyła, materiał zalśnił delikatnie w padającym z okna świetle. Był w kolorze pastelowej, limonkowej zieleni, zdobiony złotą i platynową nitką, z której ręcznie wyszyto delikatne wzory. Całości dopełniały tysiące drobnych perełek i kryształków wplecione we wzór. Skośnym pasem biegł on od ramienia w dół, rozsypując się luźno u dołu spódnicy. Efekt zapierał dech w piersiach.

Na tę okazję Nadia założyła diamentową biżuterię, którą ozdobiła nie tylko szyję i uszy, ale także włosy. Środek czoła zdobiła niezwykłej urody perła, a na pokrytych henną stopach miała wyszywane klejnotami sandały.

– Dziękuję. – Skinęła głową w kierunku kobiet, które zadały sobie tyle trudu, by ją tak przygotować. – Dziękuję wam bardzo. – Chciałaby móc powiedzieć więcej, ale nie ufała sobie. Z trudem panowała nad uczuciami i obawiała się, że jeśli da im upust, kompletnie się rozsypie.

Głęboko nabrała powietrza w płuca. Musi być silna. Dziś jest dzień jej ślubu.

Jeśli spodziewała się, że będzie to kameralny ślub, głęboko się myliła. Jej teść uznał, że ta ceremonia jest doskonałą okazją udowodnienia całemu światu, jak bogatym i świetnie prosperującym państwem jest Gazbiyaa. Postanowił urządzić uroczystość, jakiej jeszcze w tym kraju nie widziano.

Nadia nie mogła się nadziwić zmianom, jakie nastąpiły w pałacu. Odświętnie udekorowany, był pełen kwiatów, które całymi girlandami zwieszały się z sufitów i wypełniały wszystkie wazony, jakie znajdowały się w pałacu. Florystki zrobiły kwiatowe rzeźby przedstawiające pawie i słonie. Pod ścianą największej z sal ustawiono dwa bogato zdobione trony, na których mieli zasiąść państwo młodzi. Czyli Zayed i ona. To naprawdę się działo.

Ogrody także zostały przemienione w baśniowe krainy, ozdobione niezliczonymi lampionami, jedwabnymi draperiami i bezcennymi perskimi dywanami rozpostartymi na trawie. Wszędzie rozstawiono wygodne fotele i ogromne poduchy, aby goście mogli odpoczywać, podziwiając przepiękne widoki.

Zaproszono też niezliczoną ilość artystów, akrobatów, cyrkowców, których popisy miały służyć rozrywce gości. Wiedziała też, że ma się odbyć parada zwierząt, pośród których miał się nawet znaleźć przywieziony specjalnie na tę okazję tygrys.

Wszyscy byli niezwykle podnieceni zbliżającą się uroczystością. Wszyscy, z wyjątkiem samych zainteresowanych. Nadia chciała mieć już to wszystko za sobą, żeby móc się zająć sprawami swojego kraju. Jeśli miało to oznaczać konieczność wzięcia udziału w tej maskaradzie, niech tak będzie. I jeśli oznaczało to konieczność dzielenia łoża z szejkiem Zayedem, proszę bardzo. Zniesie te wszystkie poświęcenia w imię wyższego celu.

Choć perspektywa pójścia do łóżka z Zayedem nie wydawała jej się wcale taka straszna. Każdej nocy zastanawiała się, jak to będzie. Sama myśl o tym, że Zayed weźmie ją w ramiona, że ją posiądzie nie w złości, ale z namiętnością, wprawiała ją w niezwykłe podniecenie. Była zaskoczona faktem, że sama myśl o tym mężczyźnie sprawiała, że ciało jej płonęło, a serce trzepotało jak ptak uwięziony w klatce. Przerażały ją konsekwencje tego faktu. Traciła kontrolę nie tylko nad swoim ciałem, ale także nad uczuciami. A to nigdy nie powinno się stać.

– Wyglądasz prześlicznie, Nadia. – Dwie starsze kobiety z rodziny Al Afzal wślizgnęły się do pokoju. Jedna z nich ujęła koniec welonu i zakryła nim twarz Nadii. – No, teraz jesteś gotowa.

Nadia skinęła jedynie głową, ponieważ nie była w stanie wydobyć z siebie słowa. Zgodnie z tradycją te kobiety przyszły tu, żeby zaprowadzić ją na nikah, czyli ceremonię zaślubin. Nic do nich nie miała, ale nie były jej matką, która nawet nie wiedziała, że jej jedyna córka wychodzi dziś za mąż.

Została wyprowadzona z pokoju i wszystkie trzy weszły do przestronnej sali, na środku której znajdowało się podwyższenie.

Z walącym sercem weszła po schodkach, starając się nie patrzeć na zgromadzonych gości, którzy nie odrywali od niej wzroku. Z drugiej strony na podium wszedł Zayed i oboje stanęli przed swoimi tronami.

Spojrzeli na siebie i Nadia z trudem powstrzymała westchnienie. W życiu nie widziała równie przystojnego mężczyzny. Miał na sobie żupan w jasnoszarym kolorze, zdobiony białą i złotą nicią. Rękawy i kołnierz inkrustowano perłami, z których także zrobiono guziki. Stał wyprostowany, dumny i Nadia mogła mieć tylko nadzieję, że welon zasłaniał jej twarz na tyle, że nikt nie mógł dostrzec rumieńca, jakim się pokryła, kiedy go zobaczyła.

 

Przez krótką chwilę patrzyli na siebie nawzajem, po czym Nadia dostrzegła, że jego usta bezgłośnie wypowiedziały jedno krótkie słowo: wow. Ujął ją za rękę i usiedli na przygotowanych tronach.

Rozpoczęto ceremonię. Słuchając słów czytanego przez duchownego Koranu Nadia odważyła się podnieść wzrok, aby spojrzeć na zgromadzonych gości. Były ich setki: dygnitarze, koronowane głowy, dyplomaci, rodzina, przedstawiciele rządów różnych krajów. Wszyscy zebrali się po to, aby być świadkami zaślubin szejka Zayeda Al Afzala, władcy bogatego królestwa Gazbiyaa.

– Nadia Ayesha, czy bierzesz za męża obecnego tu Zayeda Omara Jamala?

Nadia zdała sobie sprawę, że pytanie jest skierowane do niej i że kilkaset osób oczekuje na jej odpowiedź. Z trudem zdołała wydobyć z zaciśniętego gardła słowa przysięgi.

– Tak, biorę Zayeda Omara Jamala za męża.

Zayed wsunął na jej palec prostą złotą obrączkę i wyciągnął rękę, aby zrobiła to samo. Starając się, by palce nadmiernie jej nie drżały, założyła mu obrączkę.

– Ogłaszam was mężem i żoną.

Zayed pochylił się i uniósł jej welon. A potem złożył na jej ustach delikatny, prawie nie odczuwalny pocałunek.

Była pewna, że usłyszała gdzieś w tłumie westchnienie.

– Jak się czujesz?

Stali obok okazałego tortu weselnego, wyższego niż panna młoda. Nadia przez cały czas zachowywała się nienagannie. Imponowała zarówno w roli panny młodej, jak i uroczej gospodyni. Rozmawiała z gośćmi, obejmowała się z nimi, całowała, uśmiechała się pięknie lub skromnie spuszczała oczy, kiedy prawili jej komplementy. Potrafiła oczarować każdego, choć być może słowo „uwodzić” byłoby tu bardziej na miejscu. Tak czy owak, wszyscy byli nią zachwyceni.

Dopiero, kiedy znalazł się blisko niej, dostrzegł, jak bardzo jest spięta. Dlatego właśnie spytał o samopoczucie.

– Dziękuje, dobrze. – Uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. – Mam nadzieję, że wszystko poszło dobrze.

Nie o to mu chodziło, ale nie zamierzał teraz na ten temat rozmawiać.

– W takim razie spróbujmy rozprawić się z tą bestią. – Ujął w dłoń wielki nóż, czekając, aż Nadia do niego dołączy. Kiedy położyła dłoń na jego ręku, zanurzył ostrze w miąższu.

Krojenie tortu oznaczało, że bankiet zbliża się ku końcowi. Nadszedł czas na inne rozrywki.

Goście zaczęli wstawać od stołów i kierować się do ogrodów, gdzie orkiestra grała już tradycyjną arabską muzykę.

– Zayed, Nadia, chodźcie tutaj!

Z przeciwległego końca sali nawoływał do nich wysoki, przystojny mężczyzna. Zayed poprowadził ją między stolikami w jego kierunku. Kiedy podeszli, od stolika zerwało się jeszcze dwóch mężczyzn, żeby ich przywitać. Ich trzy urocze żony uśmiechały się szeroko, zapraszając Nadię, aby się do nich przyłączyła.

– Kto by pomyślał, Zayed. Teraz cała nasza czwórka jest już stracona!

– Moim zdaniem winien nam jesteś przeprosiny. Od mojego ślubu z Clio minęło zaledwie kilka tygodni, a ty nic nam nie powiedziałeś! Martwiliśmy się, jak dasz sobie radę. Sam mówiłeś, że odkąd zostałeś jedynym kawalerem z naszej czwórki, będziesz musiał mocno imprezować za nas wszystkich!

– Stefan! – Rudowłosa piękność ostrzegała męża wyciągniętym palcem. – Wybacz, proszę – zwróciła się do Nadii. – Obawiam się, że ci czterej, jak się spotkają razem, nie potrafią zachować umiaru. Chyba musimy się jakoś nauczyć z tym żyć.

– Kiedy składał to przyrzecznie nie znał jeszcze pięknej Nadii.

Tym razem zaprotestowała Olivia.

– Ja ci dam!

– No co? – Rocco wzruszył ramionami. – Chciałem tylko powiedzieć…

– Dobrze wiemy, co chciałeś powiedzieć. Uważaj tylko, jak to mówisz. Zresztą, masz świętą rację. Nadia, wyglądasz oszałamiająco. Twoja suknia jest po prostu powalająca.

– Dziękuję. – Nadia uśmiechnęła się grzecznie. Poprzedniego wieczoru została przedstawiona trójce jego przyjaciół i ich żonom. Ci ludzie reprezentowali życie, z którego Zayed został brutalnie wyrwany, by wrócić do Gazbiyaa i zawrzeć małżeństwo.

– Kto ją zaprojektował?

– Wybacz, ale oboje z mężem zajmujemy się modą zawodowo i dlatego zawsze nas to interesuje. Nigdy nie przestajemy być w pracy. A Alessandra zajmuje się fotografowaniem mody. Próbowałyśmy odgadnąć, kto zaprojektował twoją suknię, ale nie udało nam się. Jest naprawdę zdumiewająca. Spójrz, Alessandro, na te aplikacje. Są niesamowite!

Alessandra, której ciąża była już dość spora i trochę jej przeszkadzała, pochyliła się do przodu, aby obejrzeć misternie wyszywany wzór z klejnotów.

– Zayed – zwrócił się Christian do przyjaciela. – Ten ślub jest dość nagły. Czy jest może coś, o czym chciałbyś nam powiedzieć?

– Christian! – Alessandra chwyciła Nadię za rękę. – Proszę, nie zwracaj na niego uwagi. Powiedz nam w końcu, kto zaprojektował twoją suknię.

Prawda była taka, że Nadia nie miała pojęcia. Do tej pory nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Miała większe zmartwienia niż zastanawianie się, kto zaprojektował jej ślubną suknię. Nagle jednak zaczęło jej na tym zależeć. Poczuła ogromne pragnienie, by stać się jedną z nich.

Mężczyźni zajęli się swoją rozmową. Było jej przykro, że nie zna odpowiedzi na pytanie Alessandry.

– Przykro mi, ale nie potrafię sobie teraz przypomnieć nazwiska. Wiem, że to głupie, ale zupełnie się tym nie interesowałam.

Ku swemu przerażeniu stwierdziła, że pod powiekami zbierają jej się łzy.

– Cóż, ktokolwiek to był, wykonał wspaniałą robotę. – Clio wstała. – Wiecie co? Chciałabym się trochę odświeżyć. Nadia, pokażesz mi, gdzie jest łazienka? Byłam już w niej wprawdzie, ale jeśli spróbuję ją teraz odnaleźć, możecie mnie już nigdy więcej nie zobaczyć.

– Pójdę z wami. – Alessandra położyła rękę na brzuchu. – Nigdy nie mam dosyć wizyt w toalecie.

Olivia naturalnie też do nich dołączyła.

Kiedy znalazły się w zaciszu toalety, Clio spojrzała ze współczuciem na Nadię.

– Mylą się ci, którzy nazywają ten dzień najwspanialszym dniem twojego życia, prawda? Na pewno przyda ci się chwila wsparcia ze strony przyjaciół i rodziny.

Nie sposób było nie zauważyć, jakie wrażenie zrobiła na Nadii wzmianka o rodzinie.

– Nie ma tu nikogo z moich bliskich. – Jej słowa zabrzmiały zimno i nieprzyjaźnie. Spojrzały po sobie zdumione. – Można powiedzieć, że moja rodzina się mnie wyrzekła.

– W takim razie my będziemy teraz twoją rodziną, prawda, dziewczęta? – Olivia objęła ją ramieniem.

– Ty i Zayed jesteście dla siebie stworzeni. Jestem przekonana, że będziecie szczęśliwi. Hej, co jest?

Olivia objęła Nadię, a potem dołączyły do nich Clio i Alessandra.

– Wiem, jak to jest, kiedy emocje dochodzą do głosu. Ale bądź pewna, że dokonałaś właściwego wyboru. Zayed to dobry człowiek.

– Tak myślisz? – Nadia wysunęła się z ich objęć.

– My to wiemy. Niejedna kobieta chciałaby się znaleźć na twoim miejscu.

– Nadia, daj spokój. – Twardy akcent Clio zadźwięczał w uszach. – Nie mogłaś znaleźć lepszego mężczyzny. Studiowałam z Zayedem i wiem, czego się można po nim spodziewać. Zawsze mnie wspierał, kiedy tego potrzebowałam.

– Pamiętaj, że nie jesteś sama. – Tym razem odezwała się Olivia. – Zawsze możesz na nas liczyć. Potrzebujemy kobiecej solidarności, żeby wytrzymać z tymi samcami alfa.

– To prawda. Cała sztuka polega na tym, żeby postępować tak, by sądzili, że wszystko dzieje się zgodnie z tym, czego chcą oni sami. Nie jest to łatwe, ale można się nauczyć.

– Dzięki! – Nadia uśmiechnęła się z wdzięcznością. Sięgnęła po jedną z chusteczek, które podała jej Olivia. – Bardzo wam dziękuję. Czuję się teraz znacznie lepiej. Po prostu to wszystko trochę mnie przerosło.

– Pamiętaj, że najlepsze dopiero przed tobą.

– Liv!

– No co? Niech się tym cieszy. To wyjątkowa noc i niech skorzysta, ile się da. Nasi panowie uważają, że są boskim darem dla rasy kobiet, ale Zayed miał wielkie szczęście, że trafił na Nadię. Musisz go tylko w tym przekonaniu utwierdzić.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?