Polskie skarby i tajemniceTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Projekt okładki, projekt graficzny, fotoedycja, Fahrenheit 451

Zdjęcia na okładce ivana-cajina/unsplash, erica/Flickr, pngegg

Redakcja i korekta Maria Korzeniecka (UKKLW)

Dyrektor wydawniczy Maciej Marchewicz

Copyright © by Amadeusz Majtka

Copyright © for Zona Zero Sp. z o.o., Warszawa 2021

ISBN 9788366814158

Wydawca

Zona Zero, Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

Tel. 22 836 54 44, 877 37 35

Faks 22 877 37 34

www.wydawnictwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

www.twitter.com/Wyd_Fronda


Konwersja

Epubeum

Spis treści

Podziękowania

Wstęp

Polskie skarby pod Andami

Wojenni kolekcjonerzy czyli międzynarodowe śledztwo w sprawie sztuki zagrabionej

Otto Skorzeny, tajna fabryka i żydowskie diamenty

Polska Atlantyda i tajemniczy Olędrzy

Czy na Dolnym Śląsku zostało jeszcze cokolwiek do odkrycia?

Morskie tajemnice

Zaginione miasto, podziemna metropolia i ponad 200 zamków

Wyspa skarbów, archiwum Forstera i torpedownia

Kraina tysiąca… tajemnic (i jezior)

Zapomniany kolekcjoner, olbrzymi poligon i archeologiczne odkrycia

Rembrandty w ogrodzie i zapomniane źródełko

Stołeczne (i nie tylko) zagadki

Tajemnicze pałace, kopalnie i bunkry

Miasta skarbów

Ilustracje

Książkę dedykuję moim najbliższym: córce, żonie, rodzicom, rodzinie i przyjaciołom za wsparcie, dzięki któremu mogła powstać ta publikacja.

Podziękowania

Z pewnością jest wiele osób, które przyczyniły się do powstania tej publikacji. Z góry przepraszam, jeśli kogokolwiek pominąłem. Nie było to celowe, ale wynikało zapewne z mnogości tematów i mojej pomyłki.

Na początek chciałbym podziękować moim bliskim: żonie, rodzicom, córce, bratu i całej rodzinie oraz wszystkim przyjaciołom i znajomym, którzy dopingowali mnie w mojej pasji (pracy?). Może niektórzy nie dowierzali, ale trudno.

Dziękuję Maciejowi Marchewiczowi i całemu wydawnictwu Zona Zero za szybką decyzję o podjęciu się wydania, wielu pochlebnym słowom o książce i pracę redakcyjną.

Dziękuję Bartłomiejowi Stójowi, założycielowi portalu ZwiadowcaHistorii.pl, oraz Andrzejowi Daczkowskiemu, redaktorowi naczelnemu magazynu „Odkrywca” za możliwość współpracy i cenne wskazówki.

Duże podziękowania składam dla eksploratorów, historyków, dziennikarzy, pisarzy, fotografików, urzędników, właścicieli firm, którzy zgodzili się na zacytowanie ich tekstów lub wykorzystanie fotografii.

Wielkie podziękowania dla Czytelników, którzy wybrali tę książkę. Mam nadzieję, że Was nie zawiedziemy.

Wstęp

W Polsce wciąż jest wiele tajemnic i skarbów do odkrycia. Niektóre mniej znane, niektóre bardziej, a jeszcze inne wręcz słynne na cały świat (vide: złoty pociąg). Niniejsza książka jest subiektywnym i wybiórczym zestawieniem dotychczasowych najciekawszych odkryć w Polsce oraz na świecie, ale dotyczących Polski. W sporej części zawiera tematy albo zapomniane, albo zupełnie unikatowe i nigdzie wcześniej niepublikowane.

Skarby i tajemnice najczęściej kojarzą się z morzami, zamkami, pałacami i podziemiami. W odniesieniu do Polski bodajże najbardziej nawiązują do tragicznego, ale i ciągle pełnego nieodkrytych wątków okresu II wojny światowej. Szacuje się, że w Polsce jest aktywnych ponad 100 tys. eksploratorów i detektorystów, nie są to więc tematy niszowe. Z kolei odnośnie do osób zainteresowanych historią Polski trzeba by podać liczby w milionach. Obecnie każda licząca się stacja telewizyjna posiada program dotyczący eksploracji, polskie kanały na YouTubie trzeba liczyć w setkach (tysiącach?), a miano kultowych osiągnęły już takie serie programów, jak Zwiadowcy historii, Poszukiwacze historii, Sensacje XX wieku czy Misja skarb. Jedynym ograniczeniem dla polskich poszukiwaczy skarbów wydaje się jedno z najbardziej restrykcyjnych praw na świecie. Długotrwały proces występowania o pozwolenia i litera prawa przyznająca potencjalne znaleziska Skarbowi Państwa bez potrzeby jakiegokolwiek „należnego” dla eksploratora przyczyniają się do wielu nielegalnych poszukiwań.

[no image in epub file]

Autor w podziemiach Krakowa

Jak pokazał casus złotego pociągu, polskie tajemnice nie są wcale gorsze od tych o pirackich statkach i starożytnych odkryciach na Bliskim Wschodzie. Potrafią przyciągać telewizje z ponad 200 państw świata, nawet z tak egzotycznych krajów jak Malediwy! Wiadomości o Polsce pojawiały się w mediach z całego świata za pośrednictwem znanych kanałów telewizyjnych i niezliczonej liczby gazet i portali.

Bogactwo istniejących znalezisk i potencjalnych skarbów wiąże się z różnorodną historią dzisiejszej Polski. Ze starożytnością związane są wpływy rzymskie, bizantyjskie i arabskie. W średniowieczu Polskę kształtował bursztynowy szlak, a kraj tworzyli nie tylko Słowianie, lecz także wikingowie, Sasi (Niemcy), Krzyżacy, Czesi, Tatarzy i Rusini. Wiele cennych przedmiotów zaginęło z kolei podczas potopu szwedzkiego w XVII w. Jednak najbardziej tajemnicze historie związane są z II wojną światową.

Podstawą wielu eksploracji są literatura źródłowa, archiwa czy relacje różnych osób. Po złotym pociągu nie znaleziono niestety żadnych śladów. Istnieje jednak wiele dowodów na to, że w 1945 r. złoto Wrocławia i polskie dzieła sztuki wywożono (prawdopodobnie samochodami) w różne miejsca Dolnego Śląska w Polsce. Najważniejszymi dowodami są zeznania nazistów przed trybunałem norymberskim, dziennik generalnego gubernatora Hansa Franka, zeznania niemieckich konserwatorów sztuki (o tym w jednym z rozdziałów) czy słynne już przesłuchania niemieckiego policjanta Herberta Klosego i inżyniera Antona Dalmusa. Innymi dowodami są relacje żołnierzy, mieszkańców i ich potomków, raporty o robotnikach przymusowych, archiwa firm niemieckich, anonimowa korespondencja do polskich urzędów na całym świecie, a także badania geometryczne i geofizyczne.

Mimo że wiele pozycji na liście potencjalnych miejsc skarbów zajmują zamki i pałace Dolnego Śląska, to w latach 1945–1946 żołnierze i urzędnicy alianccy (w tym polscy) znaleźli wiele skrytek w kopalniach i prywatnych domach w całej Europie. W czasie wojny skradziono ponad 500 tys. (!) dzieł sztuki z Polski, głównie przez Niemcy i Rosję. Większość nie została znaleziona. Najważniejszym brakującym obrazem jest Portret młodego mężczyzny Rafaela Santi.

Część ukryto w Polsce, a część wywieziono za granicę i znajdują się w zbiorach prywatnych, a nawet publicznych (!). Wielu poszukiwaczy cennych rzeczy nie zostaje ujawnionych, a na portalach lub w domach aukcyjnych na całym świecie nagle pojawiają się brakujące dzieła sztuki i klejnoty. Wobec powyższego moim zdaniem większość zagrabionej polskiej sztuki jest głównie w prywatnych kolekcjach na całym świecie, szczegóły opisałem dalej.

Kolejnym nierozwiązanym tematem jest kompleks Riese. To wiele ogromnych tuneli, dla których nie znamy przeznaczenia. Z archiwów i obliczeń wynika, że obecnie znana jest tylko ok. 1/3 z 90 km tuneli. Wiemy o tym z relacji nazistowskiego ministra Alberta Speera i materiałów dotyczących organizacji TODT i ODESSA. Inne obiekty o nieznanym przeznaczeniu w czasie wojny to m.in. zamek Czocha, klasztor w Lubiążu czy Projekt Arado w Kamiennej Górze. Istnieją różne hipotezy: tajne fabryki broni, zastępcza kwatera III Rzeszy, ośrodki badawcze, ośrodki wywiadowcze i kryjówki dla sztuki lub złota.

 

W wielu miejscach w Polsce (jezioro Mamry, jezioro Resko Przymorskie, Człuchów, Pasłęk, Bolków, Walim, Międzyrzecki Rejon Umocniony – MRU w Lubuskiem), odkrywcy i naukowcy poszukiwali (i wciąż szukają) Bursztynowej Komnaty. Pod koniec wojny została zabrana z Królewca i ślad po niej zaginął. Ostatnią osobą, która ją widziała, był nazistowski żołnierz Erich Koch, który – co intrygujące – przez wiele lat przebywał w polskim więzieniu.

Kolejnym poszukiwanym arcydziełem (będącym w polskich rękach?) są jaja Fabergé. Jedno z nich miało być znalezione w Szczelinie Jeleniogórskiej przez romskiego wójta z Nowej Soli (lubuskie), po czym miało zostać skradzione. Następny trop to pojawienie się w 2016 r. na polskim rynku antykami informacji o osobie z Górnego Śląska, która jest w posiadaniu kolekcji Kelchów. Sprawę opisał słynny badacz złotnictwa dr Adam Szymański.

W Morzu Bałtyckim spoczywa ok. 3 tys. wraków z różnych okresów historycznych. Duża część pochodzi z II wojny światowej, m.in. gigantyczny niemiecki statek pasażerski Wilhelm Gustloff lub 262-metrowy lotniskowiec Graf Zeppelin. Wiele z nich jest w dobrym stanie dzięki odpowiednim warunkom panującym w Bałtyku. Temat ten przedstawię w dalszej części książki.

Polskie ziemie kryją też sekrety wielu tajnych zakładów zbrojeniowych, instytutów doświadczalnych, poligonów wojskowych, miejskich fortyfikacji i schronów, szczególnie tych założonych lub wykorzystywanych przez niemieckiego okupanta w czasie II wojny światowej. Każdy miłośnik militariów słyszał o twierdzach i fortach w miejscowościach, takich jak Świnoujście, Kołobrzeg, Gdańsk, Giżycko, Wilczy Szaniec, Kostrzyn, Grudziądz, Toruń, Łomża, Modlin, Warszawa, Dęblin, Głogów, Wrocław/Breslau, Srebrna Góra, Twierdza Kłodzko, Kędzierzyn-Koźle, Kraków, Osowiec, Zamość czy Przemyśl.

Nie należy zapominać też o wszechobecnych na terenach Polski pasach umocnień i bunkrów, jak Wał Pomorski/ Pommernstellung, linia Warty i Widawki, Międzyrzecki Rejon Umocniony, Pozycja Piła/ Schneidemühlstellung, Rejon Umocniony Hel, Pozycja Lidzbarska/ Heilsberg Stellung, Odcinek Ufortyfikowany Mława, pozycja ryglowa Włocławek–Płock/ Riegelstellung Leslau–Schröttersburg, Przedmościa Koło i Kalisz, Pozycja Warty/ Warthe-Stellung, Śląska „Linia Maginota”,, Linia Mołotowa” i wielu, wielu innych… Trzeba też dodać, że nie są to fortyfikacje po kilka schronów.Pozycja Lidzbarska to ponad tysiąc schronów, a Linia Mołotowa to prawie 2 tys. budynków! Natomiast długość korytarzy w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym to ok. 35 km!

Kolejne sekrety kryją wojskowe instalacje i poligony (zwłaszcza na Pomorzu, np. poligon doświadczalny latających łodzi!), nierzadko ciągle jeszcze niedostatecznie poznane: Bielkowo koło Szczecina, Zalesie koło Międzyzdrojów, Mielno-Unieście, Borne Sulinowo/Kłomina, Darłówko/Darłowo, Ustka, Rąbka koło Łeby, Hel, Babie Doły (Gdynia), Krzystkowice (lubuskie), Biedrusko koło Poznania, Wierzchucin (Bory Tucholskie), Łęgnowo (Bydgoszcz), Michelin i Grzywno-Ostrowy (Włocławek), Sieradz, Konewka i Jeleń k. Tomaszowa Mazowieckiego, Pustynia Błędowska, Pustków/Blizna k. Sandomierza, Stępina i Strzyżów k. Rzeszowa itd. (lista mogłaby być duuużo dłuższa).

Właściwie w każdej większej miejscowości produkowano broń, maszyny, amunicję lub inne artykuły na potrzeby Wehrmachtu. Część miejsc została omówiona w książce, jest to jednak kolejny temat rzeka. Smaczku dodaje fakt, że w sporej mierze były to bronie prototypowe, np. torpedy morskie czy słynne rakiety z serii V (Vergeltungswaffe – broń odwetowa): V-1, V-2, V-3 i V-4.

Ponadto wiele broni, archiwów i prywatnych majątków zostało w czasie wojny ukrytych przez wojska polskie, urzędników (Karol Estreicher, Stanisław Lorentz) i osoby prywatne. Jeden z wątków, swego rodzaju „rodzinne składnice”, również omówiłem w tej publikacji. Tematyka tej książki jest bardzo obszerna, a niektóre wątki zostały celowo pominięte, gdyż były już wielokrotnie i wyczerpująco przez wielu historyków, dziennikarzy i eksploratorów opisane.

OK, ale czy któraś historia zakończyła się imponującym odkryciem? Czy może to wszystko wyssane z palca hipotezy i teorie spiskowe? Absolutnie nie! Do najważniejszych znalezisk powojennych w Polsce (według mojej oceny) do chwili obecnej należą:

● obraz El Greco na plebanii w Kosowie Lackim k. Siedlec w 1964 r.,

● szwedzki żaglowiec z XVII w. w porcie gdańskim w 1969 r.,

● 3 kg złotych monet w Lubiążu w 1981 r.,

● 20 tys. monet w Głogowie w 1987 r.,

● Skarb Blanki de Valois w Środzie Śląskiej w 1988 r.,

● samolot Messerschmitt Bf 109 na jeziorze Trzebuń w 1999 r.,

● nowe tunele w kompleksie Riese (Soboń, Gontowa) w 2010 i 2013 r.,

● trzy wraki statków blisko Kołobrzegu w 2018 r.,

● zaginione miasto i ponad 150 zamków (!) w okolicy Koszalina i Szczecinka w 2020 r.,

● ponad 400 eksponatów z Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy w 2020 r.,

● starożytna osada w gminie Nowe (Bory Tucholskie) w 2020 r., gdzie szacowany teren może wynosić nawet 200 ha (!),

● wrak statku Karlsruhe niedaleko Ławicy Słupskiej (ok. 30 km od Ustki/Łeby) (na statku zachowały się skrzynie, pojazdy, a być może nawet Bursztynowa Komnata!) w 2020 r.

Czasem pomaga nam też sama przyroda. Tak było w 2012 i 2015 r. w Warszawie, gdzie Wisła odsłoniła takie fanty, jak pałacowe marmury skradzione w czasie potopu szwedzkiego czy fragmenty przedwojennego mostu Poniatowskiego i trakcję kolejową z drezyną.

Na przestrzeni ponad 70 lat po II wojnie światowej udało się zlokalizować tysiące zaginionych polskich dzieł sztuki. Zazwyczaj w ciągu roku minimum kilka ważnych dzieł sztuki wraca z całego świata do polskich muzeów. Ciągle jest bardzo dużo do odkrycia, co potwierdziło np. przypadkowe odnalezienie przez niemiecką policję kolekcji ponad 1400 (!) obrazów Corneliusa Gurlitta w 2012 r. czy odzyskanie ponad 400 eksponatów z Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy w 2020 r., w tym kilkudziesięciu obrazów Leona Wyczółkowskiego. Wypada tu wspomnieć o codziennej żmudnej pracy Wydziału Restytucji Dóbr Kultury z Ministrowa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Właściwie każde polskie miasto, zarówno małe, jak i duże, czy wieś kryje ciekawe historie. Wiąże się to z bogatą historią Polski, jej położeniem geograficznym w centrum Europy, w pobliżu potęg, takich jak Królestwo Szwecji, Cesarstwo Pruskie (a później Niemieckie), Cesarstwo Rosyjskie czy monarchia Habsburgów (Austro-Węgry). Do tego należy dodać liczne powstania Polaków, silny wpływ Kościoła, bogatą społeczność żydowską i mamy przepis na mieszankę wybuchową! W książce zawarłem informacje dotyczące tylko niektórych miast. Jeśli jednak Wydawca będzie atakowany o dalsze części lub zaktualizowane wydania, nic nie stoi na przeszkodzie, aby opisać kolejne miejscowości… Zaznaczam, że wybór był subiektywny.

Jest jeszcze jeden cel, dla którego warto zgłębiać te tematy. Pojednanie. Polska ma tragiczną i trudną historię, szczególnie w relacji z Niemcami czy Rosją. Jednak dzięki lepszemu jej poznaniu i próbie zrozumienia łatwiej znaleźć wspólny mianownik dla pojednania narodów. Patrząc z perspektywy czasów współczesnych, łatwo jest oceniać wojenne decyzje. Nikt z nas nie wie jednak, jak rzeczywiście postąpiłby, żyjąc w tamtych czasach, nie zaś mówiąc czysto hipotetycznie.

Tak na marginesie muszę jeszcze dodać, że wiele miejsc na świecie jest przereklamowanych i naprawdę możemy być dumni z zabytków i atrakcji w naszym kraju. Zwiedzając Europę, odniosłem takie wrażenie np. w Mediolanie. Kiedy znajomi pokazali mi La Scalę, to zapytałem od razu, gdzie jest główny budynek. Słynna włoska opera nie równa się z Teatrem Narodowym w Warszawie czy Filharmonią Pomorską w Szczecinie… Podobnie było z mediolańskim wieżowcem Pirelli (moim zdaniem nawet nie umywa się do biurowców w naszej stolicy czy Sky Tower we Wrocławiu) i lotniskiem Malpensa (przestarzałe i odpychające w porównaniu z polskimi lądowiskami). Miastem pełnym zabytków i świetnych muzeów jest Wiedeń, ale czy Kraków posiada gorsze? Czasem, owszem, działa to też w drugą stronę, przykładowo krajowe porty są niczym regionalne niemieckie Flughafeny przy lotnisku we Frankfurcie nad Menem. Poza tym budzi trochę zazdrość, jak wiele nawet bardzo małych miejscowości w Niemczech czy Austrii ma odnowione w całości starówki, ale i w Polsce jest w tej kwestii coraz lepiej.

Podsumowując: warto szukać…

Polskie skarby pod Andami


W czasie II wojny światowej rodziny Potockich i Radziwiłłów posiadały wielkie kolekcje sztuki, mebli i kosztowności. Spora część z nich została zrabowana przez nazistów i Armię Czerwoną, sporo zaginęło w wojennej zawierusze. Wydawało się, że przepadły na zawsze. Jednak dzięki zawziętości opisanych dalej osób udało się natrafić na peruwiańskie tropy kolekcji. Co najistotniejsze, wydaje się, że to nie koniec odzyskiwania precjozów.

Na początek przenieśmy się do miejscowości Łańcut krótko po I wojnie światowej. W naszej opowieści pojawia się bardzo ciekawa, wręcz kontrowersyjna osobowość – Alfred Antoni Wilhelm Roman Potocki, syn Romana Potockiego i Elżbiety Matyldy Radziwiłł. W tutejszym zamku była jedna z głównych siedzib rodu Potockich. W owym czasie majątkiem zarządzał właśnie Alfred Potocki. W 1921 r. odziedziczył olbrzymią kolekcję po Mikołaju Potockim z Paryża. W jej przepastnych zbiorach znajdowały się m.in. obrazy Goi, Canovy, Lampiego czy Scheffera, gobeliny z manufaktury Aubusson, książki z biblioteki z Tulczyna, powozy, a nawet sanki słynnej Marii Antoniny.

[no image in epub file]

Odzyskany obraz z Łańcuta, Fundacja Trzy Trąby

Audiencja u papieża czy tenis ziemny z Glorią Swanson?

Wymienione zbiory pozwalały hrabiemu Potockiemu na luksusowy czy wręcz ekstrawagancki styl życia. Alfred Potocki mógł też pielęgnować niezwykłe znajomości. Bywał u papieża Piusa X, cesarza Austrii Franciszka Józefa, prezydenta I. Mościckiego, marszałka J. Piłsudskiego, prezydenta USA F.D. Roosevelta, premiera Francji G. Clemenceau czy w pałacu Buckingham w Londynie. Miał dobre kontakty z ówczesną hollywoodzką elitą: Glorią Swanson, Douglasem Fairbanksem czy Mary Pickford. Na zamku w Łańcucie odbywały się mecze tenisa ziemnego, wystawne bale na kilkaset osób i polowania na zwierzynę. Hrabia oprócz sztuki kolekcjonował broń i rasowe konie. Uwielbiał również organizować safari do Afryki.

Cieniem na jego biografii kładą się jednak spotkania z Joachimem von Ribbentropem i Hermannem Göringiem, z tą drugą osobą również w czasie II wojny światowej. Poza tym hrabia Potocki odmówił współpracy z Armią Krajową. Według niektórych relacji jest możliwe, że wspólnie z innymi osobami próbował porozumieć się z rządzącymi III Rzeszą dla utworzenia okrojonego państwa polskiego. Jedną z głównych motywacji były oczywiście znane mu okropieństwa wojny i chęć poprawy losu wielu osób, jednak oceny historyków są różne.

Cicha konspiracja

Z drugiej strony znanych jest sporo relacji, zgodnie z którymi Alfred Potocki i Elżbieta Radziwiłł wspierali społeczność Łańcuta i okolic, w tym diasporę żydowską. Dzięki swoim rozległym koneksjom Potocki postarał się m.in. o zwolnienie ok. 60 osób z obozu koncentracyjnego w Pustkowiu. Razem z matką brali udział w organizacji szpitala polowego dla polskich żołnierzy. Wspomagali też polskich jeńców żywnością czy gotówką, został nawet powołany specjalny Zamkowy Fundusz Zapomogi Społecznej. Na strychu zamku umieszczono drukarnię konspiracyjną, a w innych budynkach produkowano amunicję dla polskiego podziemia. Hrabia Potocki powołał także sporo fikcyjnych etatów w zamku czy zarządzanej fabryce wódki, aby zabezpieczyć wiele osób przed przymusową zsyłką do obozów koncentracyjnych. Gdy Niemcy podpalili synagogę w Łańcucie, natychmiast wysłał zamkową straż pożarną.

Wiadomo powszechnie, że Alfred Potocki miał dobre relacje z Niemcami. Miał dużo znajomości jeszcze sprzed wojny. Matka Alfreda, Elżbieta z Radziwiłłów, pochodziła z linii berlińskiej Radziwiłłów, miała dużo znajomych i krewnych w Niemczech. Chyba lepiej mówiła po niemiecku niż po polsku. W okresie międzywojennym Alfred wielokrotnie przyjmował gości z Niemiec także w porozumieniu z polskim MSZ lub nawet na jego prośbę. Znane były oficjalne wizyty księcia Kentu z żoną czy króla Rumunii. Na pewno było też dużo ważnych gości z Niemiec. W czasie okupacji Alfredowi udało się utrzymać dobre relacje z Niemcami. Wykorzystywał je do pomocy różnym osobom uwięzionym czy prześladowanym. Udało mu się wiele osób uwolnić – powiedział mi Maciej Radziwiłł.

 

Wróćmy jednak do zamkowej kolekcji. Mamy 1944 r. Trzeba przyznać, że Alfred Potocki umiejętnie bronił zgromadzonych kolekcji przed zakusami niemieckich dygnitarzy. Niestety, za wycofującymi się hitlerowcami na Podkarpacie miały niedługo wkroczyć wojska rosyjskie. Do wielu miejsc dochodziły kolejne informacje o rabunkach i zniszczeniach dokonanych przez Armię Czerwoną. Takie wieści dotarły również do Łańcuta.

Dokonać niemożliwego

Hrabia Potocki postanowił nie zwlekać zbyt długo i ratować rodzinne kolekcje. Po wielu perturbacjach udało mu się niemożliwe. Zdobył zezwolenie od Niemców na zabezpieczenie i wywiezienie dóbr rodowych. Alfred Potocki był na tyle obrotnym człowiekiem, że w całej akcji niemieccy żołnierze również uczestniczyli. Chyba jeszcze większym wyczynem była sprawna organizacja ewakuacji. Był to przecież czas, kiedy wszystkie możliwe środki w pierwszej kolejności wykorzystywało wojsko niemieckie do swoich celów. Dodatkowo, było wiele innych osób czy instytucji chcących ewakuować wszelki inwentarz.

Pakowanie było okropnością. Niektórzy z moich służących łkali otwarcie, niezdolni do powstrzymania swego wzruszenia, gdy pokój po pokoju obdzierano z obrazów, mebli, porcelany i szkła. Gdybym chciał opisać własne uczucia, byłoby to dla mnie zbyt bolesne. Pamiętam, jak stałem w pustym pokoju, patrząc na białe ściany i bieganinę niemieckich oficerów po całym zamku – tak Alfred Potocki opisywał te chwile w pamiętniku.

Po zabezpieczaniu i spakowaniu dobytku z Łańcuta w drewniane skrzynie okazało się, że jest ich ok. 700 (!). Jedynym sensownym środkiem transportu wydawał się pociąg. Kolejną tajemnicą poliszynela (a właściwie hrabiego) pozostaje fakt, jak hrabia zdobywał pociągi, które przyjęły do transportu skrzynie… W każdym razie większość kolekcji wyjechała pomiędzy majem a lipcem 1944 r.

W internecie jest film nakręcony przez jakiegoś Niemca pokazujący bardzo przyjazną wizytę wysokich oficerów niemieckich w Łańcucie. Widać zażyłość relacji. Zapewne jeden z takich niemieckich przyjaciół, pewnie jakiś arystokrata, pomógł uzyskać Alfredowi zezwolenie na wywóz części kolekcji. Jacyś niemieccy żołnierze pomagali w transporcie – opisuje Maciej Radziwiłł.

Część zbiorów pozostała w zamku w Łańcucie. Niecodziennego fortelu użył Juliusz Wierciński, pracownik zamku. Postanowił przygotować niezbyt wyrafinowany podstęp, mianowicie powiesił na zamku szyld z napisem Nacjonalnyj Muziej (Muzeum Narodowe). Żołnierze rosyjscy obawiali się przeprowadzić zmasowaną kradzież lub akcję niszczenia w państwowej instytucji bratniego kraju. Dzięki temu założenie zamkowo-pałacowe nie uległo większym szkodom.

Przez ocean

Wróćmy ponownie do głównego wątku tej opowieści. Alfred Potocki wysłał skrzynie najpierw do Wiednia. W Wiedniu zostały przekazane zaprzyjaźnionym kolekcjonerom i instytucjom z całego świata. Oczywiście miały to być tymczasowe przechowalnie. Niestety dla części zbiorów okazały się wieloletnią zsyłką poza Polskę. Obrazy przebyły z Alfredem Potockim niezwykłą dalszą trasę. Najpierw trafiły to zaprzyjaźnionej książęcej rodziny von Liechtenstein z Vaduz. Dalej przebyły trasę Szwajcaria – Francja – Brazylia – Peru. Alfred Potocki opiekował się nimi przez pewien czas w Ameryce Południowej.

Po jego śmierci w 1958 r. kolekcja znalazła się pod opieką żony Izydory Potockiej (z domu Jodko-Narkiewicz). Następnie trafiła do bratanka Alfreda Potockiego – Stanisława Potockiego. Stanisław Potocki mieszkał w stolicy Peru, Limie, i był w bliskiej relacji z emigrantką z Włoch, nazwijmy ją panią X. W pewnym okresie wskutek problemów finansowych pan Potocki zmuszony był zaciągnąć pożyczkę u pani X. Kolekcja obrazów z Łańcuta została oddana w zastaw. W 2014 r. Polak zmarł bezpotomnie, a obrazy zostały w pełni przekazane pani X.

Solidarność, czyli Radziwiłł, Czartoryski i Sobański ratują kolekcję Potockich

W tym momencie do historii wkraczają nowe postacie. Przede wszystkim chodzi o Macieja Radziwiłła, ostatniego prezesa słynnej Fundacji Książąt Czartoryskich oraz prezesa Fundacji Trzy Trąby. Nie mniej ważną osobą w całym temacie był Michał Sobański, prezes Fundacji im. Feliksa hr. Sobańskiego. Wszystkie te instytucje mają za jeden ze statutowych celów szeroko pojętą opiekę nad polskimi dobrami kulturami, w tym właśnie odzyskiwanie dzieł kultury. Pomocą służył także Adam Karol Czartoryski, założyciel Fundacji Czartoryskich, która do niedawna zarządzała olbrzymią kolekcją sztuki (w tym słynną Damą z gronostajem/łasiczką Leonarda Da Vinci), a w 2016 r. sprzedała muzealia państwu polskiemu.

Radziwiłł i Sobański od dłuższego czasu szukali tropów zaginionych kolekcji z polskich pałaców i dworów. Poprzez systematyczne przeglądanie aukcji sztuki na całym świecie oraz dzięki informacjom od znajomych i znajomych ich znajomych dowiedzieli się, że prawdopodobnie w Limie jest jakaś kolekcja polskich obrazów. Otrzymali informacje o jej właścicielce, którą – okazało się – zna Adam Karol Czartoryski.

Pani X aktualnie mieszka w Mediolanie we Włoszech. Tak, posiadała omawianą kolekcję. Znajdowała się w komórce i na strychu domu w Limie… Na szczęście dla polskich wielbicieli sztuki właścicielka obrazów była zainteresowana ich sprzedażą. Szybko, bo już po kilku tygodniach, Maciej Radziwiłł ustalił warunki sprzedaży. Cena (180 tys. zł) była dość korzystna, gdyż obrazy niestety były w słabym stanie, uszkodzone przez niewłaściwe warunki przechowywania. Kolejnym punktem do ustalenia było uzyskanie zgody Ministerstwa Kultury w Peru na wywóz kolekcji, co nie było zwykłą formalnością.

Kulisy opisał mi Maciej Radziwiłł:

Niektóre rzeczy Stanisław Potocki zastawił u znajomej, która jest Włoszką od wielu lat zamieszkującą w Limie. Osoba ta, dziś już starsza pani, trzymała ok. 30 obiektów jako zastaw od początku lat 90. Kłopoty zdrowotne skłoniły ją do powrotu do Włoch i zamieszkania w Mediolanie. Cześć rzeczy z Peru przewiozła do Europy, cześć pozostała w Limie, gdzie mieszka jeden z jej synów. Od pewnego czasu starała się sprzedać przejęte obiekty, bo Stanisław Potocki zmarł pięć lat wcześniej i stało się jasne, że nikt nie wykupi zastawu. Pani z Mediolanu spotkała kiedyś Adama Karola Czartoryskiego i zaoferowała mu kupno obrazów. On sam nie był zainteresowany, ale skierował ją do mnie i Michała Sobańskiego.

Powrót do Polski

W sierpniu 2019 r. łącznie 20 obrazów przyleciało do Warszawy. Część z nich pochodziła z powyżej opisanego transportu, część z wystawy z Nowego Jorku z 1940 r. zorganizowanej przez Alfreda Potockiego oraz Jerzego Potockiego, ówczesnego ambasadora Polski w USA. Co ciekawe, na wystawie tej było sporo innych niezwykle cennych obrazów takich malarzy, jak Velázquez, Goya, Caravaggio czy van Dyck. Los obrazów z wystawy był nie mniej interesujący. Niektóre sprzedano, a inne zniknęły, aby pojawić się niedawno na amerykańskich aukcjach…

Po wojnie Alfred i jego brat Jerzy, który do 1940 r. był ambasadorem RP w Waszyngtonie, mieli kłopoty finansowe. Wynikały one m.in. z faktu, że Jerzy Potocki miał jakieś długi czy też poręczył jakieś kredyty związane z budową polskiej ambasady w Ankarze, gdzie był ambasadorem RP, zanim udał się do USA. Przypadki fundowania ambasad polskich w różnych krajach były częstą praktyką polskich arystokratów, którzy piastowali stanowiska ambasadorów w początkach istnienia RP. Zobowiązania te zmusiły Potockich do przekazania szeregu cennych obrazów do jednego z banków portugalskich.

Wśród tych dzieł znalazło się wiele cennych obrazów mistrzów europejskich. Niedawno jeden z tych portretów został odkupiony przez muzeum w Łańcucie od polskiego kolekcjonera, który nabył go w Portugalii. Najprawdopodobniej w kolejnych latach Alfred, a po jego śmierci Jerzy oraz brat Jerzego, Stanisław, wyprzedali sporo obrazów i innych przedmiotów na różnych aukcjach. W 1977 r. w Paryżu odbyła się aukcja części obrazów. Był tam m.in. Portret Stanisława Szczęsnego Potockiego autorstwa Lampiego, który został zakupiony przez Luwr – ujawnił mi prezes Fundacji Trzy Trąby.

Odzyskana kolekcja to głównie portrety, w tym członków rodzin: Sobieskich, Radziwiłłów, Potockich, Czartoryskich, Lubomirskich. Zostały poddane dokładnej konserwacji. W listopadzie 2019 r. większość przekazano do Muzeum Zamku w Łańcucie. Trzy z nich ofiarowano w depozyt do oddziału Muzeum Narodowego w Warszawie – pałacu w Nieborowie. Jeden z obrazów przekazano na Litwę, będzie prawdopodobnie w Muzeum Narodowym w Wilnie – Pałacu Wielkich Książąt Litewskich.

Niektóre przedmioty, np. cenną kolekcję uprzęży końskich ze stajni łańcuckich, wdowa po Alfredzie Potockim przekazała do Łańcuta w latach 60. Stanisław Potocki osiadł na stałe w Limie. On został dziedzicem wszystkich rzeczy po stryju i ojcu, a także po żonie stryja. W latach 70. zmiany ustrojowe w Peru pozbawiły go dużej części majątku po matce. Sprzedał kolejną część kolekcji. Portret Adama Kazimierza Czartoryskiego zakupił Andrzej Ciechanowiecki, znany polski kolekcjoner mieszkający w Londynie. Po jego śmierci zbiory przekazano do Zamku Królewskiego w Warszawie.

Poszukiwań nie koniec

Maciej Radziwiłł i Michał Sobański podkreślają, że wspólnie z rodziną i przyjaciółmi dalej będą poszukiwać innych zaginionych dzieł sztuki. Niewątpliwie kolejnym plusem opisanej historii jest to, że pani X również chętnie weźmie udział w dalszych poszukiwaniach. Prezes Fundacji Trzy Trąby poprosił znajomą o wykorzystanie swoich kontaktów w Peru i rozeznanie, czy inne osoby mające kontakt ze Stanisławem Potockim nie mają u siebie pozostałych części kolekcji albo chociaż informacji na temat ich losu.