Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tytuł oryginału

Allen Carr’s Easyway To Stop Smoking

Przekład: Jan Szejko

Projekt okładki: Magdalena Giera

Copyright © Allen Carr’s Easyway (International) Limited,

1985, 1991, 1998, 2004, 2006, 2009, 2013

Copyright © for the Polish edition by Betters Sp. J.

2007,2010,2017

Wszelkie prawa zastrzeżone – łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie, gromadzenia w pamięci komputerowej i elektronicznego przesyłania bez uprzedniej zgody Wydawcy. W razie niezastosowania sie do tych postanowień Wydawca ma prawo wystąpić na drogę sadową i domagać się rekompensaty.

Wydanie III

ISBN 978-83-933833-9-9

Betters Sp. J.

Licencjonowany Partner Allen Carr’s International

ul. Wilcza 12b lok. 13, 00-532 Warszawa

tel./fax 22 621 36 11

www.allencarr.pl

e-mail: info@allencarr.pl

Publikację elektroniczną przygotował:

Od wydawcy

„Boże, co ja ze sobą robię? Co robię swoim dzieciom? Muszę z tym wreszcie skończyć, zanim coś mnie w końcu dopadnie… Jutro rzucam!” Takie myśli prześladowały mnie co wieczór, kiedy kładłam się spać, przepalona, z poczuciem winy, strachu, bezradności. Jak czarny wielki cień snuły się gdzieś z tyłu głowy, gdzieś na obrzeżach mojej świadomości… Ale potem przychodził ranek, budziłam się wprawdzie zmęczona (palacz nigdy nie czuje się wypoczęty!), ale słońce przecież świeciło, życie toczyło się dalej, dręczące niepokoje znikały… „Jeszcze nie dziś, poczekam na lepszy moment”. I tak przez całe lata. Dwadzieścia lat kłamstw i niepokojów, prawdziwych i udawanych prób rzucenia, z których żadna się nie powiodła.

Aż do 22 maja 2002. Tego dnia skończyłam czytać książkę Allena Carra i wypaliłam swojego ostatniego papierosa. Gasząc go, nie miałam najmniejszych wątpliwości, że nigdy w życiu już nie zapalę.

Metodę Allena Carra polecił mi dobry znajomy z Niemiec. Odwiedził mnie kiedyś w Warszawie i kiedy spędzaliśmy miło czas, krążąc od lokalu do lokalu, nagle dotarło do mnie, że przez cały ten czas nie zapalił papierosa! On, bon vivant, używający życia, smakosz, nałogowy palacz, który nigdy nie miał zamiaru rzucać palenia – nie palił! Kiedy go o to zapytałam, odpowiedział pytaniem – a po co miałbym to robić?

Byłam w szoku. Ale potem przysłał mi tę książkę… Z początku nastawiona sceptycznie, trochę niepewna, zaczęłam czytać. Każde zdanie stopniowo odsłaniało przede mną podstępny mechanizm. Stopniowo, od słowa do słowa, zaczynałam rozumieć działanie skojarzonych bodźców i pułapki, w której tkwiłam ponad dwadzieścia lat. Teraz nie tylko patrzyłam, umiałam również coś dostrzec. Wszystko stało się niewiarygodnie jasne, śmiesznie proste.

To niewyobrażalne, ale cały proces sprawiał mi autentyczną radość.

Kilka miesięcy później, wspominając ten długi okres mojego życia, kiedy niszczyła mnie ta trucizna, postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby przesłanie Allena Carra dotarło również do Polski, mając nadzieję, że do milionów ludzi na całym świecie, którzy rzucili palenie dzięki tej metodzie, dołączą setki tysięcy w moim kraju.

Udało się. Od 2005 roku dostępne są w Polsce sesje rzucania palenia metodą Allena Carra, i właśnie oddajemy w Wasze ręce kolejne wydanie tej wyjątkowej książki.

Przesłanie jest zawsze to samo, czy dotrze do Was w postaci książki, czy też poprzez sesje terapeutyczne. Ponieważ zawsze ten sam jest mechanizm nikotynowej pułapki.

Na koniec chcę podziękować Allenowi Carrowi za wszystko, co dzięki niemu odzyskałam, za wolność, zdrowie, szacunek dla samej siebie… i za możliwość uczestniczenia w tej niezwykłej misji – dziękuję!

Anna Kabat
Warszawa, maj 2017

Palaczom, którym nie udało mi się pomóc, z nadzieją, że dzięki książce odzyskają wolność

i Sidowi Suttonowi,

ale przede wszystkim – Joyce



Przedmowa

Wyobraź sobie, że istnieje niezawodna metoda, którą może posłużyć się każdy, a więc i ty. Pozwala ona rzucić palenie:

• natychmiast,

• raz na zawsze,

• bez pomocy silnej woli,

• bez przykrych objawów odstawienia,

• bez przybierania na wadze,

• bez terapii szokowych, tabletek, plastrów.

Spróbuj też sobie wyobrazić:

• że nie będziesz tęsknić za papierosami,

• twoje kontakty towarzyskie okażą się bardziej satysfakcjonujące,

• staniesz się bardziej pewny siebie i będziesz lepiej sobie radzić ze stresem,

• poprawi się twoja zdolność koncentracji,

• nie będziesz musiał zmagać się z ciągłą pokusą zapalenia papierosa,

• nie tylko rzucisz palenie z łatwością, ale proces ten przyniesie ci dużo radości już od chwili, gdy zgasisz ostatniego papierosa.

Gdyby istniała taka wspaniała metoda, czyż nie chciałbyś z niej skorzystać?

Prawdopodobnie tak. Tylko, rzecz jasna, nie wierzysz w cuda. Ja też nie wierzę. A mimo to metoda, o której właśnie przeczytałeś, naprawdę istnieje. Nazywa się EASYWAY. I nie opiera się na cudach, choć może się tak z pozoru wydawać. Mnie też się tak wydawało, kiedy odkryłem tę metodę, i wiem, że spośród milionów palaczy, którzy dzięki metodzie EASYWAY uwolnili się od nałogu, wielu widzi w niej coś magicznego. To wszystko bez wątpienia wydaje ci się trochę naciągane. Nie szkodzi. Gdyby zbyt łatwo było cię przekonać, byłbyś naiwniakiem. Lecz z drugiej strony, nie warto odrzucić mojej metody bez sprawdzenia, nawet jeśli to, co o niej napisałem, zakrawa na grubą przesadę. Najprawdopodobniej książkę tę polecił ci jakiś były palacz, który już ją przeczytał albo też uczestniczył w terapii EASYWAY. Mniejsza o to, czy polecił ci ją bezpośrednio, czy może wspomniał o niej komuś, kto martwi się o ciebie i o twoje zdrowie. Ważne jest zupełnie co innego. Ważne jest, żebyś tę książkę przeczytał.

Jak działa metoda EASYWAY? Nie da się odpowiedzieć w paru słowach. Palacze, którzy trafiają do naszej kliniki, przeważnie nie bardzo wierzą, że zdołają rzucić palenie, i w dodatku się boją, że jeśli nawet się uda, to będą musieli znosić długotrwałe, dotkliwe objawy głodu nikotynowego. Sądzą też, że ucierpi na tym ich życie towarzyskie, że zaczną mieć problemy z koncentracją i nie będą umieli radzić sobie ze stresem. Że nawet jeśli przestaną palić, to nigdy już nie będą wolnymi ludźmi i do końca życia będą musieli zmagać się z pokusą.

Większość z nich opuszcza naszą klinikę już po kilku godzinach jako zadowoleni z życia niepalący. W jaki sposób dokonujemy tego cudu? Możesz odwiedzić klinikę EASYWAY i sam to sprawdzić. Niejeden palacz się spodziewa, że będziemy tłumaczyli mu, jak wielkie jest ryzyko zdrowotne, które ponosi, paląc papierosy, albo że palenie jest paskudnym, nieestetycznym przyzwyczajeniem, że papierosy kosztują majątek i że tylko głupiec chciałby dalej w to brnąć. Nic podobnego. Nie traktujemy ich jak głupców, nie powtarzamy im tego, co oni sami świetnie wiedzą. Wszystkie te problemy są problemami palących. Nie są zaś problemami rzucających palenie. Na to, że ktoś został palaczem, związane z nałogiem zagrożenia nie miały żadnego wpływu. Aby rzucić palenie, należy więc usunąć powody, dla których jesteśmy palaczami. EASYWAY zajmuje się właśnie tą sprawą. Usuwa pragnienie zapalenia papierosa. Jeśli pragnienie zapalenia papierosa może zostać wyeliminowane, warunkiem powodzenia przestaje być silna wola.

Metoda EASYWAY jest dostępna w różnych formach. Istnieją kliniki, książki, filmy wideo, taśmy audio, płyty CD i kursy w Internecie. Co ci najbardziej odpowiada? To oczywiście kwestia osobistych preferencji. Jedni wolą przeczytać książkę, inni raczej obejrzą film. Kliniki osiągnęły tak wysoki poziom skuteczności, że udzielają gwarancji zwrotu kosztów w przypadku niepowodzenia.

Książka, którą zacząłeś czytać, może przynieść ci ratunek i odmienić twoje życie, więc nie odkładaj jej w żadnym razie. Sama w sobie wystarczyła za terapię milionom palaczy. Lecz jeśli sądzisz, że książka ci nie wystarczy, skontaktuj się z najbliższą kliniką.

Kilka przestróg

Być może masz powody, żeby się trochę obawiać tej książki. Być może, jak to bywa z palaczami, niepokoi cię sama myśl, że miałbyś pożegnać się z paleniem, i chociaż naprawdę zamierzasz pewnego dnia przestać, wcale nie życzyłbyś sobie, żeby ten dzień nadszedł właśnie dziś.

Jeśli się spodziewasz, że będę cię przekonywał, jak wielkie spustoszenie w twoim organizmie czyni palenie papierosów albo o tym, że puszczasz z dymem niemałe pieniądze, albo o tym, że to paskudny, nieestetyczny nałóg, albo zarzucę ci, że jesteś mięczakiem bez charakteru, skoro się jeszcze nie uwolniłeś od nałogu – muszę cię rozczarować. Te argumenty nie nabiorą istotnej wagi, dopóki nie rzucisz palenia.

Metoda EASYWAY, którą tu opisuję, opiera się na innej podstawie. Trochę już tutaj o tym pisałem, choć, być może, jeszcze mi nie dowierzasz. W każdym razie, zanim przewrócisz ostatnią stronicę, nie tylko zrozumiesz, o co chodzi, ale będziesz się dziwił, że kiedykolwiek mogłeś wątpić.

Powszechnym błędem jest przekonanie, że świadomie wybieramy palenie. Palacze nie stają się nałogowcami w sposób ani trochę bardziej świadomy niż alkoholicy lub heroiniści. Prawdą jest, że podejmujemy decyzję o zapaleniu pierwszego papierosa. Ale kiedy kupujemy bilet do kina, nie stoi za tym decyzja, że spędzimy w kinie resztę naszego życia.

Pomyśl o swojej przeszłości. Czy kiedykolwiek powziąłeś świadome postanowienie, że w żadnej sytuacji towarzyskiej, po żadnym posiłku nie obejdziesz się bez papierosa? Że bez papierosa nie będziesz zdolny do koncentracji ani nie będziesz sobie radził ze stresem? Pamiętasz moment, w którym zdecydowałeś, że papierosy mają ci towarzyszyć zawsze, nie tylko w towarzystwie? Że jeśli ci ich zabraknie, twoją reakcją ma być niepokój graniczący z paniką?

 

Po prostu wpadłeś w tę samą podstępną, niewidoczną pułapkę, w którą wpada każdy palacz. Zastawiła ją sama natura. Nie ma na świecie ani jednego rodzica – obojętne, palącego czy też nie – który by sobie życzył, żeby jego dziecko zaczęło palić. Każdy palacz żałuje, że sięgnął po pierwszego papierosa. Nic w tym dziwnego. Nie potrzebował przecież papierosa na deser po posiłku ani dla nabrania pewności siebie, zanim wpadł.

Ale mimo to każdy palacz nade wszystko pragnie zapalić. Przecież żadna znana czy nieznana siła nie może go zmusić do zapalenia papierosa. Palacz sam podejmuje taką decyzję.

Gdyby można się było za naciśnięciem magicznego guzika obudzić jutro jako ktoś, kto nigdy w życiu nie spróbował papierosa, to zaraz by się okazało, że nie ma już na świecie żadnych palaczy oprócz właśnie zaczynających eksperymentować nastolatków. Jedyną siłą, która nas powstrzymuje przed rzuceniem palenia, jest STRACH.

Strach, że zanim odzyskamy wolność, czeka nas nie wiadomo jak długi okres niedoli, frustracji, tęsknoty, niezaspokojenia. Strach, że bez papierosa żaden posiłek, żadne spotkanie towarzyskie nie będzie naprawdę satysfakcjonujące. Strach, że bez tej „podpórki” nigdy już nie zdołamy się skoncentrować i stawić czoła trudnościom. Ale przede wszystkim strach, że „z tego się nie wychodzi”, że prawdziwej wolności nie da się już odzyskać i będziemy musieli do końca życia walczyć z nieustającą pokusą. Jeśli już próbowałeś – tak jak mnie się zdarzyło – rzucać palenie „metodą silnej woli”, to nie tylko paraliżuje cię ta obawa, ale jesteś wręcz przekonany, że nigdy nie uda ci się odstawić papierosów.

Jeśli się wahasz, jeśli ogarnia cię lęk albo czujesz, że to jeszcze nie jest właściwy moment, uwierz mi, że to właśnie lęk jest odpowiedzialny za twoje wahanie. Papieros nie uśmierza twojego lęku, przeciwnie, to on go stwarza. Przecież nie zamierzałeś wpaść w pułapkę uzależnienia od nikotyny. Ale, jak każda pułapka, jest ona tak skonstruowana, żebyś nie mógł się z niej wydostać. Zadaj sobie pytanie, czy kiedy zapaliłeś pierwszego w życiu papierosa, naprawdę chciałeś zostać palaczem na długie lata? A więc kiedy rzucisz palenie? Jutro? W przyszłym roku? Przestań sam siebie oszukiwać. Ta pułapka istnieje po to, żebyś w niej siedział do końca życia. Z jakiego innego powodu palacze tkwiliby w niej tak długo, aż nałóg ich zabije?

Ta książka ukazała się po raz pierwszy ponad dwadzieścia lat temu i od tamtej pory co roku jest na liście bestsellerów w wielu krajach. Przez te lata zbierałem opinie, doświadczenia i wszelkie informacje o skuteczności metody. Wyniki przekroczyły moje najśmielsze oczekiwania. Pojawiły się jednak dwie sprawy, które mnie zaniepokoiły. Jedną z nich zajmiemy się za chwilę. O drugiej dowiedziałem się z listów takich, jak te trzy:

„Przyznaję, że nie wierzyłem w pana zapewnienia. Ale tak jak pan pisze, rzucenie palenia okazało się łatwe i nie wymagało poświęceń. Podarowałem kilka egzemplarzy tej książki moim palącym przyjaciołom i krewnym i nie rozumiem, dlaczego nie chcieli jej przeczytać”.

„Dostałem tę książkę osiem lat temu od przyjaciela, który rzucił palenie. Niedawno zabrałem się do czytania. Żałuję tych ośmiu straconych lat”.

„Właśnie skończyłam czytać książkę o metodzie EASYWAY. Minęły dopiero cztery dni, ale czuję się wspaniale i wiem, że już nigdy nie wrócę do nałogu. Po raz pierwszy miałam tę książkę w rękach pięć lat temu, ale zanim doczytałam do połowy, ogarnął mnie lęk: wiedziałam, że jeśli będę czytać dalej, to przyjdzie mi pożegnać się z paleniem. Czy to nie była skrajna głupota?”

Nie, ta dziewczyna wcale nie była głupia. Wspomniałem o magicznym guziku. EASYWAY to właśnie ten magiczny guzik. Żeby wyrazić się ściśle, EASYWAY nie ma nic wspólnego z magią, ale te setki tysięcy palaczy, którzy dzięki mojej metodzie uwolnili się od nałogu, to przecież cud.

A teraz przestroga. Każdy palacz pragnie uwolnić się od nałogu i każdy może uczynić to łatwo, bezboleśnie. Tylko strach powstrzymuje go od podjęcia próby odzyskania wolności. Najważniejsze, co powinien uczynić, to zwalczyć ten strach. Ale nie będziesz wiedział, jak pozbyć się strachu, jeśli nie przeczytasz tej książki. Tymczasem może ci się przytrafić to, co autorce trzeciego listu: strach przeszkodzi ci czytać dalej.

W pułapce nałogu nie znalazłeś się na mocy własnej decyzji, ale, powiedzmy to sobie jasno, bez własnej decyzji z niej nie wyjdziesz. Może jesteś gotów na wszystko, żeby rzucić palenie czym prędzej, a może się tego obawiasz i jesteś pełen wątpliwości. W obu wypadkach pamiętaj o jednym: NIE MASZ NIC DO STRACENIA! Jeśli po przeczytaniu tej książki postanowisz nadal palić, nikt cię nie powstrzyma. Nie musisz odstawiać papierosów w trakcie czytania. To nie jest terapia szokowa. Przeciwnie. I mam dla ciebie dobrą wiadomość. Wyobraź sobie, jak czuł się hrabia Monte Christo, kiedy szczęśliwie uciekł z więzienia. Właśnie tak się poczujesz, kiedy wydostaniesz się z potrzasku. Jak miliony byłych palaczy, którzy skorzystali z tej metody. Przekonasz się, kiedy przewrócisz ostatnią stronicę. Powodzenia!

Wprowadzenie

„Uwolnię świat od nałogu palenia”.

Powiedziałem to do żony. Pomyślała, że zwariowałem. Nietrudno ją zrozumieć, jeśli weźmie się pod uwagę, że była świadkiem moich licznych i nieudanych prób wyjścia z nałogu. Ostatnia miała miejsce dwa lata przed tą rozmową. Udało mi się wtedy przetrwać pół roku piekielnej męki, zanim w końcu poddałem się i zapaliłem papierosa. Nie wstydzę się dodać, że płakałem potem jak dziecko. Płakałem, bo pojąłem, że jestem skazany na swój nałóg do końca życia. W tę ostatnią próbę włożyłem tyle wysiłku i zniosłem tyle cierpienia, że jedno wiedziałem na pewno: nie starczy mi sił, żeby przejść przez to wszystko jeszcze raz. Nie jestem człowiekiem porywczym, ale gdyby wtedy z czyichkolwiek ust padło protekcjonalne zapewnienie, że można rzucić palenie natychmiast, bezboleśnie i raz na zawsze, nie mógłbym ręczyć za swoje czyny. I jestem pewien, że sąd znalazłby dla mnie okoliczności łagodzące.

Być może ty także nie wierzysz, że każdy palacz może bez trudu rzucić palenie. Jeśli tak jest – proszę, nie wyrzucaj tej książki od razu do kosza. Zaufaj mi, a się przekonasz, że i ty poradzisz sobie z tym z dziecinną łatwością. Otóż więc, zgasiwszy papierosa, o którym już wiedziałem na pewno, że był ostatnim, rozmawiałem z żoną. Po dwóch latach od ostatniego niepowodzenia oznajmiłem jej, że właśnie stałem się szczęśliwym niepalącym, a ponadto będę umiał każdego wyleczyć z tego nałogu. I muszę się przyznać, że jej sceptycyzm bardzo mnie wtedy zirytował. Choć nie był w stanie zgasić mojej euforii. Radość, że oto szczęśliwie zostałem niepalącym, prawdopodobnie jakoś zniekształciła moją perspektywę. Patrząc wstecz, mam znacznie więcej zrozumienia dla jej reakcji. Teraz się nie dziwię, że razem z kilkorgiem naszych przyjaciół patrzyła na mnie jak na szaleńca.

Kiedy wracam myślą do przeszłości, wydaje mi się, że całe moje wcześniejsze życie było wstępem do walki z uzależnieniem. Nawet trudne lata nauki, a potem pracy w zawodzie księgowego przydały się w zgłębieniu tajemnic nikotynowej pułapki. Powiadają, że nie da się nabierać wszystkich przez dowolnie długi czas, ale mnie się wydaje, że przemysł tytoniowy to właśnie robi od lat. Być może jestem pierwszym, który zrozumiał zasadę działania nikotynowej pułapki. Jeśli to stwierdzenie wyda ci się zbyt zarozumiałe, spieszę dodać, że nie mnie samemu przypada zasługa, tylko okolicznościom mojego życia.

Doniosłym dniem okazał się dla mnie 15 lipca 1983 roku. Mój wyczyn nie był ucieczką z Alcatraz, ale myślę, że uciekinierzy doznawali tej samej ulgi i radości co ja, gdy zgasiłem ostatniego w swoim życiu papierosa. Wiedziałem już, że odkryłem coś, o czym marzą wszyscy palacze: prosty sposób na rzucenie palenia. Wypróbowałem ten sposób na kilku znajomych, a potem wycofałem się z pracy w księgowości. Od tamtej pory zawodowo zajmuję się pomaganiem palaczom, którzy chcą wyrwać się ze szponów nałogu.

Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w roku 1985. Inspiracją była pewna porażka. Dotyczyła człowieka, o którym piszę w rozdziale 25. Przyszedł do kliniki dwukrotnie. Spotkania te doprowadzały nas obu do rozpaczy. Był tak niespokojny i napięty, że nie umiałem sprawić, by dotarły do niego moje słowa. Pomyślałem, że jeśli je zapiszę, będzie mógł odczytać je w odpowiedniej dla siebie chwili, tyle razy, ile potrzeba, żeby zrozumiał, co miałem mu do powiedzenia.

Nie miałem wątpliwości, że metoda EASYWAY pomaga innym równie skutecznie, jak pomogła mnie. Mimo to nie byłem z początku pewny, czy warto opublikować ją w formie książkowej. Przeprowadziłem coś w rodzaju własnego badania rynku. Opinie nie były zachęcające.

„Żadna książka mi nie pomoże. Potrzeba mi tylko silnej woli”.

„Czy książka może usunąć głód nikotynowy?”

Oprócz tych uwag zniechęcały mnie także moje własne wątpliwości. W klinice często się okazywało, że pacjent nie do końca rozumie metodę. Tam jednak mogłem temu zaradzić. Ale czy książka zapobiegnie nieporozumieniom? Dobrze pamiętałem czas nauki zawodu księgowego. Jeśli czegoś nie rozumiałem, pozostawała mi tylko frustracja, bo podręczniki nie odpowiadają na pytania. Ponadto, myśląc o książce, musiałem liczyć się i z tym, że w dobie telewizji i prezentacji wideo wielu ludzi po prostu odzwyczaiło się od czytania.

Wśród wszystkich tych wątpliwości jedna wydawała się najważniejsza. Nigdy nie zajmowałem się pisaniem i byłem świadomy swoich ograniczeń na tym polu. Miałem pewność, że jestem w stanie pomóc każdemu palaczowi w bezpośredniej rozmowie w cztery oczy i przekonać go, że jego koncentracja, odporność na stres i jakość spotkań z ludźmi staną się bardziej zadowalające bez papierosów, a proces wychodzenia z nałogu może być nawet przyjemny. Ale jak przelać tę pewność na papier?

Na szczęście siła wyższa sprzyjała mi. Otrzymałem setki podziękowań, takich jak te:

„To najważniejsza książka na świecie”.

„Jesteś moim guru”.

„Jesteś geniuszem”.

„Powinieneś zostać szefem rządu”.

„Jesteś świętym”.

Mam nadzieję, że woda sodowa nie uderzyła mi do głowy. Jestem świadomy, że tych pochwał nie dostałem za swoje zdolności literackie, tylko przeciwnie, pomimo ich braku. Dostałem je, ponieważ – niezależnie od tego, czy wolisz przeczytać książkę czy zgłosić się do kliniki – metoda EASYWAY działa!

Nie tylko zbudowaliśmy sieć klinik EASYWAY działającą w wielu krajach, ale książka była bestsellerem wydawnictwa Penguin Books już od swojego pierwszego wydania. Ostatnio w Norwegii wygrała nawet z Harrym Potterem, zajmując pierwsze miejsce pod względem sprzedaży we wszystkich kategoriach tematycznych. W sumie sprzedano osiem milionów egzemplarzy w około dwudziestu językach.

Mniej więcej po roku działania naszych klinik myślałem, że wiem już wszystko, co można wiedzieć o pomaganiu palaczom w wychodzeniu z nałogu. Ale dwadzieścia lat po wynalezieniu mojej metody, muszę ze zdumieniem przyznać, że jeszcze teraz prawie każdego dnia uczę się czegoś nowego. Dlatego decyzja o ponownym przejrzeniu tekstu książki po sześciu latach od jej pierwszego wydania budziła we mnie sporo obaw. Liczyłem się z tym, że będę musiał poprawić lub przerobić w niej prawie wszystko.

Niepotrzebnie się niepokoiłem. Podstawowe zasady terapii EASYWAY brzmią dziś tak samo, jak wtedy, kiedy je po raz pierwszy sformułowałem. Cudowna prawda jest taka, że ŁATWO JEST RZUCIĆ PALENIE!

To fakt. Trzeba tylko przekonać o tym każdego pacjenta z osobna. Cała wiedza, jaką zgromadziłem przez dwadzieścia lat, potrzebna jest tylko do tego, by wskazać ci kierunek. Nasze kliniki dążą do perfekcji. Martwi nas każde niepowodzenie, ponieważ wiemy, że sukces jest możliwy. Kiedy palaczowi nie uda się rzucić, uważa on to za swoją własną porażkę. My zaś wiemy, że to nam nie udało się przekonać go, jak łatwo i przyjemnie jest przestać palić.

Pierwsze wydanie tej książki zadedykowałem palaczom, którym nie zdołałem pomóc. Ich odsetek wynosił wtedy od 16 do 20% naszych pacjentów, co łatwo oszacować dzięki zasadzie zwrotu kosztów, której przestrzegamy w naszych klinikach. Aktualnie średnia liczba terapii zakończonych niepowodzeniem nie przekracza dziesięciu procent. Oznacza to, że w 90% przypadków osiągamy sukces. Choć od początku byłem świadomy, że dokonałem wspaniałego odkrycia, w najśmielszych snach nie przewidziałem takiego odsetka wyleczeń. Ktoś mógłby zauważyć, że skoro zamierzałem cały świat wyleczyć z nałogu palenia, to powinienem raczej nastawiać się na sukces stuprocentowy. Nie, nigdy nie oczekiwałem stu procent.

 

Palenie w towarzystwie było najbardziej rozpowszechnioną formą nałogu tytoniowego, zanim zostało ono uznane za zachowanie naganne i zaczęło zanikać, a palacze stali się wrogiem publicznym. Zawsze jednak znajdzie się paru takich, którzy lubią iść pod prąd, i być może nigdy ich całkiem nie zabraknie. Zaskakujące, że obie izby Parlamentu są ich bastionem. Ale jeśli się nad tym zastanowić, to już nie będzie takie dziwne, bo politycy zawsze są o jakieś sto lat w tyle za całą resztą. A więc zawsze będzie paru takich bohaterów, którzy nie wyrzekną się palenia. Nigdy nie uważałem, że jestem odpowiedzialny za każdego palacza.

Wierzyłem jedynie, że mogę każdemu pokazać, jak działa nikotynowa pułapka i ujawnić fałsz wyobrażeń, takich jak te:

• Palenie jest przyjemne.

• Palenie jest twoją suwerenną decyzją.

• Palenie rozprasza nudę i łagodzi stres.

• Palenie uwalnia od napięć i poprawia koncentrację.

• Żeby rzucić palenie, musisz mieć silną wolę.

• Uzależnienie trwa do końca życia.

• Świadomość zagrożeń dla zdrowia zwiększa motywację do odstawienia papierosów.

• Substytuty nikotyny pomagają wyjść z nałogu.

W szczególności wierzyłem naiwnie, że raz usłyszawszy o tym, jak łatwo jest rzucić palenie bez przykrego okresu złego samopoczucia i frustracji, cały świat zachwyci się moją metodą i zacznie ją stosować.

Myślałem, że moim jedynym przeciwnikiem będą koncerny tytoniowe. W rzeczywistości miałem jednak przeciwko sobie tych, których uważałem za swoich naturalnych sprzymierzeńców: media, rząd, organizacje zajmujące się zwalczaniem palenia oraz środowiska medyczne.

Być może widziałeś film Siostra Kenny. Opowiada on o czasach epidemii wirusa polio. Choroba ta budziła wtedy taką samą grozę, jak dzisiaj rak. Wirus polio nie tylko prowadził do paraliżu kończyn, również je zniekształcał. Rutynowe działanie lekarskie polegało na umieszczeniu kończyn w specjalnych szynach, aby zapobiec zniekształceniu. Wynikiem tego sposobu leczenia był paraliż na całe życie.

Siostra Kenny sądziła, że szyny utrudniają leczenie, a mięśnie wymagają raczej rehabilitacji, aby mogły podjąć na nowo swoje zadania. Ale siostra Kenny nie była lekarzem, była zwykłą pielęgniarką. Jak śmiała wkroczyć na teren zastrzeżony dla specjalistów? To, że znalazła rozwiązanie problemu, nie miało żadnego znaczenia, nawet jeśli okazało się skuteczne. Dzieci pozostające pod jej opieką wiedziały, że to ona ma słuszność, i wiedzieli o tym ich rodzice. Mimo to instytucje medyczne nie tylko nie wspierały jej metod, ale wręcz zakazywały ich stosowania. Dopiero po dwudziestu latach oficjalna medycyna zaakceptowała oczywistość.

Znałem ten film, zanim odkryłem metodę EASYWAY. Bardzo mnie zaciekawił i czułem, że jest w nim ziarno prawdy. Dopatrzyłem się jednak także sporej domieszki fikcji w stylu Hollywood. To nieprawdopodobne, żeby zwykła pielęgniarka odkryła coś, czego nie zdołały odkryć połączone siły wyspecjalizowanych instytucji medycznych. Przecież lekarze specjaliści nie byliby chyba takimi dinozaurami, jak te postacie z filmu? Czy to możliwe, żeby dwadzieścia lat zajęło im dostrzeżenie oczywistości? Ale mówi się, że życie przerasta fikcję. Przykro mi, że zbyt pochopnie przypisałem przesadę autorom tego filmu.

Nawet w dzisiejszych czasach łatwego przepływu informacji, dysponując dostępem do mediów, w ciągu dwudziestu lat nie zdołałem uzyskać powszechnego poparcia dla swojej metody. Sam widzisz: czytasz tę książkę być może tylko dlatego, że polecił ci ją znajomy były palacz. Zabrakło mi finansowego wsparcia ze strony powołanych do tego instytucji. Tak jak siostra Kenny działam w pojedynkę. Tak jak ona, cieszę się sławą dlatego jedynie, że moja metoda pomaga ludziom. Uchodzę za guru palaczy wychodzących z nałogu. Tak jak siostra Kenny, udowodniłem, że moja metoda działa. Trudno mi pojąć, dlaczego nadal powszechnie stosuje się procedury będące odwrotnością tych właściwych.

W obecnym wydaniu moja książka kończy się tymi samymi słowami, co jej pierwszy manuskrypt: „Powiał wiatr przemian. Poruszył pierwszą grudkę śniegu, i mam nadzieję, że ta książka pomoże przemienić ją w wielką lawinę”.

To wszystko, co napisałem powyżej, nie przekreśla mojego szacunku dla instytucji medycznych. W żadnym wypadku. Jeden z moich synów jest lekarzem. Uważam, że to najszlachetniejszy z zawodów. Niejeden lekarz specjalista poleca naszą klinikę swoim pacjentom, i co jeszcze bardziej zaskakujące, wśród naszych pacjentów jest większy odsetek osób związanych z medycyną niż z jakąkolwiek inną profesją.

Początkowo przedstawiciele zawodów medycznych traktowali mnie jak kogoś w rodzaju znachora albo szarlatana. W sierpniu 1997 roku otrzymałem zaszczytne zaproszenie do wygłoszenia wykładu na X Światowej Konferencji „Tytoń albo zdrowie”, która odbyła się w Pekinie. Prawdopodobnie wtedy po raz pierwszy zaproszono prelegenta spoza środowisk lekarskich. Było to miarą pewnej zmiany w stosunku lekarzy do mojej metody.

Ale osiągnąłem swoim wykładem niewiele więcej, niż gdybym mówił do ściany. Kiedy się okazało, że plastry i guma do żucia z nikotyną nie rozwiązują problemu, sami palacze rozumieli już, że nie można wyleczyć pacjenta z nałogu, aplikując mu ten sam środek uzależniający w innej postaci. To tak, jakby ktoś powiedział heroiniście: nie pal heroiny, palenie jest niebezpieczne, lepiej wstrzyknij ją sobie w żyłę (w żadnym wypadku nie próbuj tego z nikotyną, w postaci zastrzyku zabiłaby cię na miejscu). Ponieważ środowiska lekarskie, media ani organizacje powołane do zwalczania nałogu nikotynowego nie znają sposobu na skuteczne leczenie, koncentrują się na powtarzaniu w kółko tego samego: palenie jest szkodliwe dla zdrowia, nieestetyczne, aspołeczne, kosztowne. Jakoś nie potrafią zauważyć, że powody, dla których nie należy palić, nikogo nie powstrzymały od uzależnienia. Prawdziwym zadaniem terapii jest usunięcie powodów, dla których palacz sięga po papierosy.

W międzynarodowym „dniu bez papierosa” znany medialny ekspert medyczny powiedział coś w tym rodzaju: „To dzień, w którym wszyscy palacze rzucają palenie”. Każdy palacz dobrze wie, że to jest właśnie ten dzień w roku, kiedy pali się więcej i bardziej demonstracyjnie, niż zwykle, ponieważ palacze źle znoszą pouczanie, zwłaszcza przez tych, którzy nie rozumieją ich i mają za głupców.

Kto nie rozumie palaczy i nie zna metody, która pozwoliłaby im wyjść z nałogu bezboleśnie, łatwo udziela dobrych rad. „Spróbujże tego sposobu, a jeśli on ci nie pomoże, spróbuj tamtego”. Wyobraźmy sobie, że istnieje dziesięć różnych sposobów na zapalenie wyrostka robaczkowego. Powiedzmy, pierwszy pomagałby 10% pacjentów, co oznacza, że 90% leczonych tą metodą musiałoby umrzeć – a ostatni pomagałby już 95% pacjentów. Gdyby ten dziesiąty sposób był znany już od 20 lat, to czy lekarze specjaliści nadal stosowaliby dziewięć pozostałych?

Jeden z lekarzy obecnych na tamtej konferencji zwrócił mi uwagę na coś, czego sam nie dostrzegłem. Lekarz stwierdził, że byłby winny błędu w sztuce, gdyby nie zalecał swoim pacjentom najskuteczniejszej metody rzucenia. Paradoksalnie był on wielkim zwolennikiem nikotynowej terapii zastępczej (tabletki, plastry i guma do żucia z nikotyną). Nie jestem mściwy, ale bez trudu mogę go sobie wyobrazić jako ofiarę jego własnych przekonań.

Rząd brytyjski regularnie topi miliony funtów w kampaniach ostrzegających młodzież przed szkodliwością palenia. To tak samo skuteczne, jak wydawanie pieniędzy na przekonywanie ich, że jazda rozpędzonymi motocyklami jest śmiertelnie niebezpieczna. Autorzy takich akcji nie biorą pod uwagę tego, że każdy młody człowiek dobrze wie: jeden papieros nikogo jeszcze nie zabił. Nikt też przecież nie planuje swojego uzależnienia. Chociaż związek między paleniem a zachorowaniem na raka płuc jest znany już od czterdziestu lat, po papierosa sięga dziś więcej młodych ludzi niż kiedykolwiek przedtem. Młodzi nie chcą oglądać programów o szkodliwości palenia. Takie programy palacze omijają z daleka. Praktycznie każdy z początkujących palaczy zetknął się już z rzeczywistymi szkodami, jakie nałóg palenia sieje w jego własnym otoczeniu. Sam byłem świadkiem choroby ojca i siostry. To mnie jednak nie uchroniło przed nikotynową pułapką. W pewnym programie telewizyjnym brałem udział w dyskusji z lekarką zajmującą się zwalczaniem palenia. Nigdy nie paliła i nigdy nikogo nie wyleczyła z nałogu, lecz tonem kategorycznym poinformowała społeczeństwo, że ostatnia kampania antynikotynowa, na którą państwo wyłożyło dwa i pół miliona funtów, uchroni młodzież przed uzależnieniem. Jeśli rząd miałby trochę oleju w głowie, oddałby mi do dyspozycji te pieniądze, żebym z ich pomocą przeprowadził kampanię, która rzeczywiście w ciągu paru lat skutecznie wykorzeniłaby nałóg nikotynowy.