Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942–1945

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spóźniona kontrakcja

Zanim przejdę do omawiania wiejskiego kontekstu działalności Cywilnych Sądów Specjalnych, odgrywających ważną rolę w karaniu przez Polskie Państwo Podziemne przestępstw przeciwko jego obywatelom, chcę przywołać artykuł wstępny opublikowany w organie prasowym konspiracyjnego Stronnictwa Demokratycznego na początku kwietnia 1943 r., czyli kilka miesięcy po powstaniu CSS, zawierający takie oto przemyślenia: „O ileż groźniejsze od zewnętrznej tyranii […] było zło, które się lęgło wewnątrz osaczonego społeczeństwa i parowało rozkładem moralnym, deprawacją, zdradą lub biernością. Dziś już oddychamy z ulgą, widząc, że największa groza mija [podkreślenie moje — D.L.] i że tylko nieznaczne odpadki społeczeństwa przylgnęły zgodnie z naturą rzeczy do okupantów. Poszedł swój po swoje do swoich. Zresztą nadchodzi czas, kiedy okazy tej nędzy moralnej w osobach nadgorliwych policjantów granatowych i urzędników Arbeitsamtów, donosicieli, szpiegów, szantażystów itp. wytępione zostaną ogniem i żelazem przez zbrojne ramię Walki Konspiracyjnej”. Mimo iż nie powiedziano o tym wprost, podkreślony przeze mnie fragment wydaje się odnosić najpewniej do sytuacji z okresu likwidacji gett. W innym miejscu, donosząc o likwidowaniu zdrajców i delatorów na prowincji, stwierdzano: „Walka z deprawacją nabiera coraz większej wagi moralnej i politycznej. Zmniejsza się przede wszystkim uczucie bezsilności wobec zła”. Co więcej, w opinii redakcji, unaocznia się w ten sposób istnienie Polski Podziemnej230. W sierpniu 1943 r., przypominając, że przez długi czas walka cywilna ograniczała się do „wydawania papierowych «oświadczeń», «nakazów», za którymi nie stał żaden rygor wykonawczy”, agent-szantażysta zaś musiał mieć wyjątkowego pecha, by zainteresowały się nim władze sądowe, mimo poprawy sytuacji wskazano na niepokojącą bierność w kwestii zwalczania przestępstw przeciwko Żydom: „Gdy w całym kraju, a zwłaszcza w Warszawie i okolicach szaleje plaga szantaży antyżydowskich — alarmowano — nie ogłoszono dosłownie ani jednego wyroku w tej sprawie. I wytworzyła się taka chorobliwa sytuacja, że dziś każdy Polak, który musi się delegalizować”, musi obawiać się nie gestapo, ale że go „sąsiad zadenuncjuje jako Żyda”231. Rzeczywiście, ofiarami szantażystów i gorliwców padali nie tylko Żydzi, lecz także osoby brane za Żydów. Dwa tego rodzaju zdarzenia odnotowała „Informacja Bieżąca”. Podczas obławy na Żydów pod Łukowem w lipcu 1943 r. policja granatowa zabiła dwie Polki, biorąc je za Żydówki232. Jeszcze bardziej drastyczny przypadek zanotowano w Krakowskiem: „W niedzielę 18 września [1943 r.] dwóch inżynierów Polaków wybrało się na wycieczkę z Myślenic. W Stróży obstąpiło ich kilku chłopów, każąc się wylegitymować. Mimo okazania przez przybyszów kart rozpoznawczych chłopi orzekli, że zatrzymani są Żydami ukrywającymi się przed sprawiedliwością niemiecką, a dokumenty są fałszywe. Nie pomogły żadne tłumaczenia — obu inżynierów zmasakrowano, łamano im żebra i kończyny, rozbijając głowy. Niemal pół wsi zbiegło się, by wziąć udział w rozprawie z rzekomymi Żydami. Jednocześnie chłopi zawiadomili żandarmerię niemiecką w Myślenicach. Przybyli Niemcy zabrali obie ofiary. Jeden zmarł po drodze, drugiego rozstrzelano w Krakowie. Ponieważ okazało się, że napadnięci nie byli Żydami, zrobiono z nich komunistów. Wieś kilka dni później została nagrodzona dodatkowymi przydziałami wódki i kartami zaopatrzeniowymi na materiały włókiennicze”233. Trudno oprzeć się wrażeniu, że postępowanie chłopów stanowiło procedurę rutynową, wypracowaną podczas łapanek na ukrywających się Żydów. Nie znalazłem jednak pisma konspiracyjnego, które by zamieściło i skomentowało ten szokujący materiał, nie mówiąc już o odniesieniu się do samego zjawiska polowań.

Jak wiadomo, na podjęcie szybkich i radykalnych działań w sprawie plagi szantaży naciskała „Żegota”. Jak jednak relacjonował po wojnie przedstawiciel konspiracyjnego SL w RPŻ Tadeusz Rek „Różycki”, stojący na czele KWC jego partyjny kolega Stefan Korboński działał opieszale. Miał dowodzić, że względy taktyczne nie pozwalają na szybkie i skuteczne rozwiązywanie tych problemów. Zdaniem Reka był to jedynie pretekst maskujący rzeczywiste powody zaniechań; nie jest zresztą wykluczone, że choć nie napisał o tym wprost, mógł omawiać z ramienia „Żegoty” ten temat bezpośrednio z Korbońskim. Tak czy inaczej w jego ocenie autorytet podziemia, w tym również konspiracyjnego SL, nie „stanął po stronie najbardziej pokrzywdzonych”234.

Z obwieszczeń opublikowanych w okresie 1943–1944 w prasie konspiracyjnej wynika, że do wybuchu powstania warszawskiego za przestępstwa na Żydach na karę śmierci CSS KWC (później, po podporządkowaniu KG AK, Kierownictwa Walki Podziemnej) skazały osiem osób235. Cztery wyroki dotyczą mieszkańców wsi. Sprawa funkcjonowania konspiracyjnego sądownictwa, a także liczba zasądzonych i wykonanych wyroków jest od lat przedmiotem roztrząsań, najczęściej zresztą bezproduktywnych. Z naszego punktu widzenia nie jest bez znaczenia, że pierwszy z nich, wykonany 17 lipca 1943 r., miał kontekst wiejski. Skazanym był Jan Grabiec z Krakowa, oskarżony o spowodowanie aresztowania wielu członków konspiracji, donoszenie do gestapo, a także „szantażowanie mieszkańców wsi groźbą doniesienia o ukrywaniu Żydów”. Nie znamy okoliczności śledztwa prowadzonego przez CSS Okręgu Kraków AK. Wiadomo jedynie, że wyrok wykonano o godzinie 8 w pobliżu jego mieszkania236. W tym samym obwieszczeniu KWP poinformowano o likwidacji dwóch innych donosicieli (posterunkowego policji granatowej Wojciecha Krzeszkowskiego i woźnego gminnego Józefa Kotasa) z okolic Nowego Sącza237. „Agencja Informacyjna Wieś” podała ich nazwiska wraz z opisem popełnionych przestępstw, pomijając wyrok wydany na Wacława Noworola238. Nie był to, jak zobaczymy dalej, przypadek odosobniony.

W przypadku pozostałych dwóch wyroków, mimo braku dokumentacji CSS, udało się rozjaśnić niektóre szczegóły. 6 września 1943 r. zlikwidowano Wacława Noworola, rolnika z Lipnicy Wielkiej (20 km od Nowego Sącza) za doniesienie na „obywateli polskich pochodzenia żydowskiego i ukrywających ich Polaków” oraz za uczestnictwo w łapankach na roboty przymusowe239. Jak wynika z wszczętego po wojnie śledztwa dotyczącego przestępstw dokonywanych na Żydach przez mieszkańców tej miejscowości, Noworol był członkiem straży pożarnej i konfidentem. Co nie bez znaczenia, zainicjował polowania na ukrywających się w okolicy Żydów, w których aktywny udział brało kilkanaście osób. Oprócz uczestnictwa w wyłapywaniu Żydów zastraszano i denuncjowano ich opiekunów. Jeden z nich, Jan Kurzawa, trafił do Auschwitz, gdzie zmarł. Kilku kompanów Noworola, wśród nich komendant milicji gromadzkiej Kazimierz Bulanda, zostało osądzonych i skazanych na kary więzienia240. W trakcie powojennego postępowania nie pojawiły się żadne szczegóły na temat okoliczności towarzyszących wykonaniu wyroku na Noworola. Można przypuszczać, że likwidacja jednego z miejscowych prowodyrów mogła w zamierzeniach CSS stanowić rodzaj ostrzeżenia dla jego popleczników. Został zastrzelony 6 września 1943 r. przez grupę dywersyjną Inspektoratu Straży Chłopskiej w Nowym Sączu pod dowództwem Kazimierza Wątróbskiego „Sępa” (oddział „Sablik”). W książce na temat gorlickiego oddziału BCh autorstwa członka konspiracyjnego SL czytamy, że Noworol wydał w ręce niemieckie żydowską rodzinę Popielów, a ponadto że nie udało się ukarać komendanta SP Kazimierza B. za „sprzyjanie okupantowi i pomoc w łapankach”241. Chodzi najprawdopodobniej o Bulandę. W tym wypadku na łamach „Agencji Informacyjnej Wieś” nazwisko Noworola pojawiło się co prawda na liście zlikwidowanych, ale bez podania przyczyny likwidacji, z adnotacją o wykonaniu akcji przez Oddział Specjalny242. Likwidację Noworola postrzegać trzeba w szerszym kontekście działalności oddziału, jak wynika z zachowanego raportu w ciągu 3 miesięcy (od 29 lipca do 20 października 1943 r.) oddział „Sablik” operujący na terenie powiatów Nowy Sącz, Gorlice, Tarnów, Limanowa wykonał 14 akcji przeciwko niemieckim współpracownikom: 5 wyroków śmierci, plus jedna próba nieudana, i 8 kar chłosty243. Jak można z tego wnosić, możliwości działania były bardzo ograniczone.

Trzeci z interesujących nas wyroków krakowskiego Cywilnego Sądu Specjalnego został wydany na Antoniego Pajora, kierownika zlewni mleka w Dobranowicach koło Wieliczki, za „tropienie działaczy niepodległościowych i denuncjowanie Polaków ukrywających Żydów”. Wykonano go 23 listopada 1943 r.244 W obwieszczeniu cytowanym we wspomnieniach szefa krakowskiego KWC Tadeusza Seweryna „Sochy” znalazło się więcej szczegółów na ten temat. Pajor denuncjował chłopów ukrywających Żydów, współpracował „w schwytaniu dwóch obywateli Państwa Polskiego i dzieci pochodzenia żydowskiego” i ponosił winę za ich zamordowanie, dekonspirował ukrywających się na wsi działaczy niepodległościowych oraz znęcał się nad chłopami, od których odbierał kontyngent. Tutaj też pojawia się inna data wykonania wyroku: 27 października 1943 r.245 Pajora zlikwidował Oddział Specjalny Ludowej Straży Bezpieczeństwa pod dowództwem Franciszka Gawła „Kotka”. Jak można przypuszczać, w miejscu jego zamieszkania246. „Agencja Informacyjna Wieś” konsekwentnie przemilczała kontekst tej sprawy. Prasa SL ograniczyła się wyłącznie do podania wyroku do wiadomości publicznej, w dodatku z pewnym opóźnieniem247.

Jak z powyższych opisów widać, wszyscy trzej oskarżeni ponosili odpowiedzialność nie tylko za zbrodnie przeciwko Żydom, ale również przeciwko Polakom. Wspomniany Seweryn, przed wojną dyrektor Muzeum Etnograficznego na Wawelu, członek SL, będący równocześnie przedstawicielem Okręgowej Delegatury Rządu RP w krakowskiej „Żegocie”, przytacza treść napisanego przez siebie, a podpisanego przez Okręgowe Kierownictwo Walki Cywilnej Obwieszczenia skierowanego przeciwko szantażującym ukrywających się Żydów donosicielom i zapowiadającego ściganie takich praktyk248. Ostrzeżenia przed szantażystami, lecz już bez specjalnego wymieniania prześladowców Żydów, zawierała rozpowszechniona w znacznym (5000) nakładzie broszura KWP Nakazy ze wskazaniami dla ludności polskiej. Zawierała ona powtórzenie treści broszury Do czynu! wydanej przez krakowskie KWC w marcu tego roku. Podawano do wiadomości publicznej, że karze śmierci podlega ten, kto prowadzi jawną lub anonimową działalność informacyjną, innymi słowy donosi, zdradza tajemnice organizacyjne, „kto drogą denuncjacji spowodował prześladowanie, uwięzienie, zesłanie lub śmierć obywatela państwa polskiego”, „kto szantażuje obywateli państwa polskiego ukrywających się przed zbirami Gestapo”, znęca się nad nimi oraz bierze udział w ich mordowaniu. Obowiązkiem obywatelskim jest informowanie o tych przestępstwach KWP, które wniesie oskarżenie do Sądu Specjalnego249. Zapewne to właśnie z inspiracji Seweryna wydano wyroki na podkrakowskich szmalcowników. W jego ocenie właśnie za sprawą tych działań w Krakowskiem „gangrena szantażu nie przybrała takich rozmiarów, jak gdzie indziej”. Przedstawicielem SL w krakowskiej „Żegocie” był prawnik Jerzy Matus „Bocheński”, działacz „Wici”, pełniący funkcję sekretarza Okręgowej Komisji Propagandy konspiracyjnego ruchu ludowego, a następnie oficera ds. szkolenia politycznego i propagandy krakowskiej Komendy Okręgu BCh, który lokował uciekinierów żydowskich na wsi podkrakowskiej, wyposażał ich też w dokumenty wyrabiane przez SL — komórka legalizacyjna mieściła się w mieszkaniu Matusa250.

 

Pytanie, czy krakowski CSS wydał więcej wyroków na szantażystów? Seweryn tuż po wojnie wspominał, że „zgodnie z rozporządzeniem Centrali z dnia 7 lutego 1944 r., gdy utworzyliśmy w powiatach okręgu krakowskiego tak zwane Pesy (Placówki Ekspozytury Śledczej), otrzymały one rozkaz strzelania denuncjatorów i szantażystów bez sądu. Jeden bowiem z rozkazów skierowanych do Pesów brzmiał: «Przestępcy, winni szantażu i wymuszania korzyści materialnych na tle pochodzenia i działalności politycznej, pochwyceni na gorącym uczynku, są traceni na miejscu»”251. Nie podał jednak konkretnych przykładów takich likwidacji. Nie znajdziemy ich również w prasie konspiracyjnej. Z fragmentarycznych danych, o których za chwilę, wynika jednak, że rzeczywiście prowadzono pewne, dość zresztą ograniczone, działania wobec osób stwarzających zagrożenie dla Żydów.

Pozostałe wyroki na popełniających przestępstwa wobec Żydów wydał, jak wiadomo, warszawski CSS. Jedynym ukaranym przezeń mieszkańcem wsi był Jan Krystek z Grębkowa w powiecie węgrowskim, skazany wiosną 1944 r. za „zamordowanie dwóch obywateli polskich narodowości żydowskiej”252. Był to jedyny wyrok wydany na mieszkańca wsi wyłącznie za przestępstwo przeciwko Żydom. O jednej z tych zbrodni napisano wiele miesięcy wcześniej na łamach ukazującej się w Grodzisku Mazowieckim „Kroniki Tygodniowej”: „We wsi Sucha (pow. Węgrów), miejscowy leśniczy Janusz Krystek zamordował w bestialski sposób ukrywającego się Żyda — patriotę Abrama Gwiazdę, ułana 10. pułku. Krystek postrzelił Gwiazdę z ukrycia, a gdy tamten chciał się bronić w stodole, groził wezwaniem żandarmerii. Nie chcąc narażać mieszkańców na represje, Gwiazda oddał broń i pozwolił się załadować na furmankę, żegnając gospodarzy z okrzykiem: «Niech żyje Polska!». Krystek wywiózł rannego do lasu i tam go dobił. Za swoją zbrodnię otrzymał pochwałę od Niemców oraz karabin i rewolwer”253. Był to ostatni wyrok wykonany na mieszkańcu wsi za przestępstwa wobec Żydów.

Kielecki CSS nie wydał, jak się wydaje, żadnego wyroku związanego ze szmalcownictwem (zarówno miejskim, jak i wiejskim). Tak przynajmniej można wnosić z dostępnych nam niekompletnych materiałów254. Faktem jest, że działał on bardzo prężnie, a liczba likwidacji systematycznie wzrastała. W jednym tylko powiecie Radomsko w maju 1944 r. KWP „upomniało 38 osób, aby zeszły z niewłaściwej drogi” i zlikwidowało 21 szpiclów255. Z kolei z bardzo niepełnej dokumentacji lubelskiej wiadomo, że na karę śmierci skazano agronoma w gminie Markuszów. Wśród zarzucanych mu czynów widnieje oskarżenie o urządzanie łapanek na Żydów. Wyrok wykonał oddział bojowy BCh 23 kwietnia 1943 r.256 Było to jednak zdarzenie wyjątkowe. Z analizy zestawień AK z całego kraju na temat zlikwidowanych osób, zawierających informacje o przyczynie wydania wyroku, wynika bowiem, że liczba osób zastrzelonych za przestępstwa na Żydach była bardzo niewielka257. W wykazach tych ujęte są ponadto wyroki wydane przez Wojskowe Sądy Specjalne, jak również na rozkaz dowódców obwodów i okręgów. Należy przy tym zauważyć, że niektórzy funkcjonariusze likwidowani przez podziemie brali wcześniej udział w prześladowaniu Żydów. Na przykład 24 lutego 1943 r. zastrzelono niejakiego Stanisława Piątka z Widaczowa (obwód Przeworsk), podejrzewanego o wiele przestępstw, w tym wydawanie ukrywających się Żydów, który okazał się konfidentem niemieckim258. Niekiedy podawano ten fakt do wiadomości publicznej — 16 czerwca 1944 r. „RAPP” poinformowała, że „został ciężko ranny największy szubrawiec policji kryminalnej w Białej Podlaskiej, Bałdyga, który ma na sumieniu ponad 100 Żydów i dużo Polaków”259.

Interesującymi nas sprawami zajmowały się również Komisje Sądzące utworzone w celu karania wykroczeń mniejszego kalibru. Z dość dobrze zachowanych dokumentów KWC/KWP z Puław wiemy, że rozpatrywały one przypadki działalności antyżydowskiej, nie tylko z okresu bieżącego, lecz także z pierwszych lat okupacji. Na czele komisji stał Aleksander Kierek „Mika”, absolwent ekonomii na KUL, i co nie jest bez znaczenia, członek sztabu BCh obwodu Puławy. Wśród zarzutów wytoczonych jednemu z podsądnych figurowało znęcanie się nad Żydami w latach 1940–1941. Na karę infamii skazano również policjantów granatowych z Puław, którzy oprócz innych przestępstw dopuszczali się grabieży mienia Żydów260. Z naszego punktu widzenia najważniejsze jest prowadzone w połowie sierpnia 1943 r. śledztwo w sprawie sołtysa gromady Kurów, którego oskarżono między innymi o zorganizowanie, zgodnie z wydanymi jesienią 1942 r. zarządzeniami nakładającymi na sołtysów odpowiedzialność za „obecność Żydów w jego gromadzie”, łapanki, w której wyniku kilkanaścioro Żydów obojga płci zostało złapanych, a następnie rozstrzelanych. W sentencji wyroku wydanego 23 października 1943 r. jednak ten punkt pominięto. Ostatecznie oskarżonego skazano na naganę z ostrzeżeniem za „nadmierną i służalczą gorliwość wobec okupanta przy ściąganiu kontyngentów rolnych i werbowaniu Polaków na roboty do Rzeszy”261. Tak samo podano w obwieszczeniu zamieszczonym na łamach prasy262. Można zatem wnosić o uwolnieniu oskarżonego od tego zarzutu. W zestawieniach z działalności puławskiego KWP brak innych przypadków stawiania w stan oskarżenia osób uczestniczących w taki czy inny sposób w prześladowaniach Żydów. Natomiast napływały doniesienia w tej sprawie. Na przykład w raporcie dotyczącym 8 konfidentów działających na terenie Końskowoli wymieniono wójta tej gminy Edwarda Kudelika (przy likwidacji Żydów „rabuje mieszkania pożydowskie, jedna żydówka, której córkę wywieziono, prosi go o ratunek, rabuje jej ok. 1/5 kg złota i firanki do okien, a ją samą oddaje w ręce Kripo”), Aleksandra Kunę, 50-letniego robotnika, byłego sierżanta WP („przez cały czas wojny żerował na żydach. Wielu z nich wydał w ręce żandarmów, poprzednio ogołacając ich ze wszystkiego”) i Bolesława Szymanka („notoryczny złodziej […] rabunki sąsiadów i żydów”)263. Nie wiadomo, jak zakończyły się te postępowania ani czy w ogóle je wszczęto. Inny dokument tego zespołu dotyczy leśniczego z Markuszowa, który „[o]prowadzając żandarmów sam z bronią w ręku za Żydami, przeważnie w obrębie Woli Przybysławskiej, niszczył i palił całe rodziny Polaków”264. Z notatki uruchamiającej śledztwo wynika, że leśniczy wiedział o bunkrach, w których ukrywali się Żydzi: „Pewien czas tolerował je, zaczął od rzeczy dość niewinnych, musicie mnie zrozumieć, ja was nie wydam, ale dajcie zarobić, dali gotówkę i złoto, obiecał, że na wypadek niebezpieczeństwa powiadomi ich. Ale jaki cel powiadamiać o niebezpieczeństwie, kiedy gotówkę i złoto już się zabrało. Kiedyś mogą mieć pretensje. Lepiej jest zlikwidować je i rzeczywiście urządza formalne polowanie przy pomocy żandarmerii, biorąc osobiście udział w tej robocie i celnym strzelaniem”. Autorzy notatki ocenili to postępowanie w sposób jednoznaczny: „Niezależnie od tego, jak się kwestię żydowską traktuje, tego rodzaju załatwienie niezgodne jest z elementarnymi zasadami ludzkości. Taka praca godna jest jedynie siepaczy hitlerowskich. Ponieważ w przestrzeni żyli nie tylko żydzi i Polacy, przeto według rozumowań tego p[ana] ktoś tych żydów musiał widzieć, a może nawet [z nimi] rozmawiać. Wychodząc z tego założenia, przypuszczał, że ci właśnie Polacy mogą coś wiedzieć, stają się oni znów niebezpieczni na przyszłość, lepiej znów tych świadków nieczystych spraw pozbyć się”. Leśniczy oskarżył miejscowych Polaków o bandytyzm i wziął udział w akcji pacyfikacyjnej w Woli Przybysławskiej. Konkluzja była jednoznaczna: „Te rzeczy i fakty przemawiają aż nazbyt przekonywająco. Wątpliwości tu nie ma. Jeśli będziemy czekać, fakty te przemawiać będą dalej i szybko następować”265. Ostatecznie „bohater” tej historii został zlikwidowany w październiku 1943 r., być może przez partyzantkę żydowską. Meldunek niemiecki nie budzi wątpliwości, że był kolaborantem266. Z kolei puławska AK przechwyciła donos niejakiego Sułka do kripo w Puławach o kilku mieszkańcach wsi w okolicach Kurowa, kontaktujących się z posiadającym jakoby 10 kg złota ukrywającym się Żydem. Autor był wyjątkowo bezwstydny: „Więc proszę mi wierzyć, bo ja wszystko wiem, tak jak piszę, tylko róbcie wszystko mądrze, to jak wam się to uda, to ja do was przyjdę i powiem więcej”267. Osobnik ten nie pojawia się jednak w dokumentacji puławskiego KWP.

Podejmowano też sprawy innego rodzaju. 18 maja 1944 r. puławskie KWP rozpatrywało przypadek zastrzelenia w wąwozie bochotnickim pod Kazimierzem Dolnym nad Wisłą Żydówki i dwójki jej dzieci268. Sprawcami zabójstwa mieli być członkowie miejscowej placówki AK działający z motywów rabunkowych („Podobno zabrali od niej przed zastrzeleniem 50 000 zł”). Kobieta ukrywała się od marca u gospodarza w Górkach Pierwszych, jej mąż miał zaś przebywać w jednym z oddziałów AL269. Informacja o zabójstwie, bez wskazania sprawców, została przekazana przez „Mikę” do publikacji w „Agencji Informacyjnej Wieś” (w obwodzie puławskim, o czym już wspomniałem, istniała siatka lokalnych korespondentów, którzy przesyłali meldunki do Warszawy i Lublina)270. Ostatecznie jednak nie została tam zamieszczona. Przypuszczalni sprawcy tej zbrodni, mający na koncie pięć napadów, w tym obrabowanie domu kobiety pochodzenia żydowskiego w Kazimierzu, zostali wkrótce, będąc pod wpływem alkoholu, aresztowani przez Niemców271. Nieco wcześniej, w lutym 1944 r., do puławskiego KWP wpłynęło doniesienie przeciwko Henrykowi Peciowi, „hersztowi bandy” ze wsi Góry w gminie Markuszów. Zarzucono mu między innymi, że prowadząc działania rabunkowe, podszywał się pod grupę żydowską, oraz że przejął „na przechowanie rzeczy (majątek ruchomy) wysiedlonych Żydów, którego później nie chciał wydać, grożąc denuncjacją”, a następnie „dopuścił się zastrzelenia natrętnych Żydów, domagających się słusznie, zarówno prawnie jak i moralnie, zwrotu swoich rzeczy”. Informowano, że grupa Pecia, „działając z niskich pobudek […], szantażem, przemocą (z bronią w ręku) sieje postrach na szeroką okolicę, zagraża mieniu spokojnie pracującej ludności, a ponadto zagraża bezpieczeństwu życia i wolności ruchu niepodległościowego”272. Zarzucono mu też „współpracę z PPR — bandą żydowską, którą nastawiał na napady rabunkowe”. Jeden z członków grupy, Stanisław Kamiński, miał „sprzedać CKM żydom”273. Na dokumencie znalazła się parafa „Roli” — Stefana Rodaka, komendanta puławskiego obwodu BCh. Wcześniej „Mika” pisał do niego w sprawie „bandy Pecia”: „Mogę skierować sprawę do Sądu Cywilnego o ukaranie śmiercią, jako bandytów. Są mi niezbędne nast[ępujące] materiały: czy są członkami PPR; czy są nadal członkami BCh; czyją własnością był CKM i za ile sprzedał go Kamiński S. (rzekomo Żydom); czy napady czynione były z ramienia BCh?”274. W powojennych wspomnieniach „Roli” Pecio jest co prawda wzmiankowany, lecz o opisywanym w dokumentach incydencie nie ma mowy. W ogóle w opinii Rodaka na terenie powiatu donosicielstwo, „że ktoś ukrywa Żydów, chowa zboże, trzyma niekolczykowane świnie, ukrywa broń, czyta tajną prasę lub należy do podziemnej organizacji były zjawiskiem bardzo rzadkim”275.

 

Stosunkowo dobrze zachowały się również materiały Komisji Sądzącej Obwodu Nowosądeckiego. Wśród kilkudziesięciu rozpoznawanych przez nią spraw znalazłem zaledwie jedno odniesienie do przestępstw popełnianych na Żydach. W akcie oskarżenia Stanisława Turskiego, byłego sołtysa gromady Lipnica Wielka, w punkcie szóstym czytamy: „Na jego polecenie urządzono jesienią 1942 r. obławę na Żydów, którzy schwytani, zostali przez Niemców rozstrzelani”. Nie był to główny powód skazania go na karę infamii (18 września 1944 r.) — o wiele większe znaczenie miało to, że był gorliwym wykonawcą zarządzeń okupanta, stronniczo nakładającym i ściągającym kontyngenty, który przyczynił się też do wysłania wielu Polaków na roboty do Niemiec276. Miejscowość ta jest nam znana — pochodził stamtąd zastrzelony z wyroku krakowskiego CSS Wacław Noworol. W powojennych śledztwach opisanych przez Dagmarę Swałtek nazwisko Turskiego się nie pojawia, stąd wniosek, że na tym terenie polowały na Żydów równocześnie różne grupy mieszkańców. Nie można stwierdzić z całą pewnością, jak przedstawiała się sytuacja w innych obwodach krakowskiego okręgu AK. Na łamach pisma PPS-WRN „Wolność” natrafimy na informację o ukaraniu karą chłosty i konfiskatą rzeczy „nabytych po Żydach” współpracującego z Niemcami mieszkańca Wieliczki277. Jest tam także komunikat o zasądzeniu kary infamii wobec księdza Stanisława Krzemienia, proboszcza w Rzepienniku Biskupim, pow. Gorlice. Miał on organizować przyjęcia dla przedstawicieli władz niemieckich, żandarmerii i gestapo, w czasie których doszło między innymi „do wyjazdu w okolice celem rabowania Żydów”278. Nie zachowały się jednak materiały dotyczące tych przypadków.

Interesujący jest kontekst wyroku nagany ogłoszonego w prasie konspiracyjnej w maju 1943 r., a wydanego na mieszkańca Markowej Antoniego Cyrana przez CSS podokręgu rzeszowskiego za utrzymywanie kontaktów z Niemcami. W opinii autora monografii obwodu przeworskiego AK zażyłość ta miała służyć Cyranowi, żołnierzowi lokalnej placówki AK działającemu pod pseudonimem „Struś”, za kamuflaż pozwalający na prowadzenie „partyzanckiej meliny”, a sprawa miała zostać wszczęta na skutek bezpodstawnego jakoby donosu ze strony niechętnych AK miejscowych ludowców. Z relacji żydowskiej wynika natomiast, że osoba o tym samym imieniu i nazwisku stała na czele grupy, która wymordowała 28 miejscowych Żydów279. Albo chodzi o przypadkową zbieżność nazwisk, albo ten fragment działalności Cyrana pozostawał wnioskodawcom nieznany. Być może istnieje jakieś inne wyjaśnienie tej sprawy.

Przy temacie potępiania przestępstw przeciwko współobywatelom, w tym Żydom, warto wrócić do prasy konspiracyjnej SL „Roch”. W nocie na temat sytuacji w okolicach Skierniewic w lutym 1944 r. „Agencja Informacyjna Wieś” podała: „W ostatnich dniach stycznia żandarmi niemieccy zastrzelili pięciu Żydów, rzekomo wydanych w ich ręce przez Polaków”, z charakterystycznym komentarzem: „Ponieważ stanowisko nasze w stosunku do Żydów jest ogólnie znane, bo były na ten temat niejednokrotnie wypowiedzi czynników oficjalnych i organizacji politycznych, przeto nie chce się nam wierzyć, aby dziś jeszcze znalazł się Polak, któryby w tej barbarzyńskiej akcji nieludzkiego niszczenia Żydów brał udział. Jest to chyba po prostu grubymi nićmi szyty chwyt propagandy niemieckiej, aby siać zamęt i nienawiść wśród ludzi”280. Stwierdzenia te wywołały sarkastyczny komentarz ze strony komunistycznego „Głosu Warszawy”: „te słodkie złudzenia trzeba rozwiać — tacy Polacy są, i jest ich dużo, w samej stolicy żyją setki takich zbrodniarzy zawodowo tropiących nielicznych ocalałych Żydów”. Są wśród nich ludzie szanowani, którzy bezprawnie weszli w posiadanie majątku żydowskiego i pragną pozbyć się świadków. Złu należy wypowiedzieć walkę, „tępić każdy przejaw denuncjacji, przeciw komukolwiek byłby skierowany”. Pismo wysunęło oskarżenie pod adresem Polskiego Państwa Podziemnego, które miast zwalczać „gangrenę donosicielstwa”, zajęło się „propagowaniem walk i porachunków wewnętrznych”281. Mimo iż polemika miała kontekst polityczny, trudno nie przyznać racji tej diagnozie, zwłaszcza gdy uwzględni się sytuację na wsi. Przejawy działalności antyżydowskiej stawały się przedmiotem śledztw najczęściej wtedy, gdy wiązały się z przestępstwami wobec Polaków. Niewielka liczba wyroków w żaden sposób nie mogła działać odstraszająco, tym bardziej że obieg prasy konspiracyjnej był na terenach wiejskich ograniczony. Ci zaś, którzy organizowali polowania na Żydów, nie mówiąc już o ich uczestnikach, mogli czuć się prawie zupełnie bezkarni. Prawie, gdyż sprawiedliwość, również stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej, próbowali niekiedy wymierzać sami Żydzi. Zastrzelenie donosiciela, a nawet członków jego rodziny, i podpalenie gospodarstwa musiało być bardziej przekonywające aniżeli sankcje karne ze strony polskiego podziemia. Do takiej akcji doszło na przykład 7 września 1943 r., kiedy partyzanci żydowscy (w nomenklaturze miejscowej AK „uzbrojona banda żydowska”) we wsi Kozice Dolne na Lubelszczyźnie spalili 8 gospodarstw i dokonali samosądu na rodzinie sołtysa Rzechoty, który „miał swego czasu pomordować przechowywaną u siebie dłuższy czas po likwidacji getta w Piaskach rodzinę żydowską dla zdobycia posiadanego przez nich złota i gotówki”. Straży pożarnej uniemożliwiono dostęp do płonących gospodarstw. Nie udało się zastrzelić inicjatora mordu, niejakiego Kasprzaka, który w obawie przed zemstą został konfidentem SD w Lublinie. Zabito jego żonę z kilkuletnim dzieckiem282. Takich przypadków, o czym wiemy ze wspomnień Żydów, było więcej.

Paradoksalnie, prawdziwość propagandowego oglądu rzeczywistości zaprezentowanego w enuncjacji zamieszczonej na łamach „Agencji Informacyjnej Wieś” z lutego 1944 r. można zakwestionować nie tylko na podstawie tekstów w prasie komunistycznej, lecz także w terenowej prasie BCh i SL. W grudniu 1943 r. rzeszowski tygodnik konspiracyjny „Wieści” alarmował: „Jeden z tragicznych fragmentów niemieckiej okupacji w Polsce to kwestia żydowska. Zgodnie potępiamy ohydę mordów popełnianych przez Niemców na Żydach. Wstydliwie natomiast mówimy o tych gorliwych sołtysach i strażakach, którzy chwytają Żydów i oddają w ręce morderców. W tym wypadku ani wódka, ani strach przed okupantem nie zagłuszy wyrzutów sumienia. «Żyd nie człowiek», powiada minister propagandy Goebbels i dlatego wolno z nim czynić wszystko. Wolno go z tej racji przechowywać tak długo u siebie, dopóki się go nie wyssie z resztek mienia, a potem wyrzuci na mróz i bezkresną poniewierkę lub anonimowo wyda w ręce zbirów”283. Opis ten wprowadza nas w samo sedno tragedii ukrywających się na wsi Żydów. Świadczy także o doskonałym rozeznaniu sytuacji w terenie przez lokalne struktury organizacyjne, o autentycznej wrażliwości na los Żydów, a jednocześnie o całkowitej bezradności wobec opisywanych zjawisk. Publikacja na łamach „Wieści”, choć ważna — pismo, kolportowane w tym okresie w nakładzie około 1500 egzemplarzy, docierało do wszystkich dziewięciu powiatów podokręgu rzeszowskiego BCh i pięciu powiatów należących do okręgu krakowskiego — była jednak odosobniona284. Świadczy o tym znamienny apel skierowany przez Kazimierza Sośnickiego „Śliwkę”, komendanta powiatowego LSB na powiat Jarosław: „Apeluję do miarodajnych czynników RL [Ruchu Ludowego — D.L.], by wreszcie porzuciły milczące stanowisko [wobec] sprawy żydowskiej (łapanek itd.) i wydały okólnik, kategorycznie zabraniając Polakom brania udziału w wyłapywaniu Żydów. Jeden artykulik w «Wieściach» o tej sprawie to trochę za mało jako wyraz naszego stosunku do tej kwestii”285. Słowa te poprzedzał opis „wyłowienia” przez policję granatową dwóch ukrywających się Żydów we wsi Czelatyce na podstawie donosu trzech znanych z nazwiska „miejscowych naganiaczy” będących na usługach konfidenta gestapo Kruszyńskiego (jeden z nich był przedwojennym działaczem OZN, drugi paskarzem). Na tym terenie nie wykonano jednak, a przynajmniej nie ma na to dowodów, ani jednego wyroku na osobnika działającego na szkodę Żydów. O samym Sośnickim niewiele wiadomo286. Do zawartości „Wieści” jeszcze wrócę.