Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942–1945

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa
DARIUSZ LIBIONKA Zagłada na wsi w optyce polskiej konspiracji (1942–1944)

Wprowadzenie

W czerwcu 1944 r. przybył z okupowanego kraju do Londynu emisariusz Jerzy Lerski „Jur”. pytany na spotkaniu z przedstawicielami Reprezentacji Żydostwa Polskiego o szanse przetrwania pozostałych przy życiu Żydów, stwierdził, że „najłatwiej ukrywać się w mieście, na wsi mogą ukrywać się tylko bardzo zasymilowani Żydzi, dobrze władający językiem polskim”. I dodał: „Zachodzi zawsze obawa przed denuncjacją — ale w mieście szanse są lepsze, większa ilość ludzi, większe domy i możliwość ukrycia się w domu”. Z kolei na pytanie o traktowanie Żydów przez Polskę Walczącą udzielił, zgodnej zapewne z oczekiwaniami rozmówców, pryncypialnej odpowiedzi: „Stosunek Armii Krajowej do tego zagadnienia [przyjmowania Żydów w szeregi organizacji — D.L.] jest zupełnie jasny: każdy zgłaszający się Żyd jest wykorzystany”112. O wiele bardziej niepokojący jest sporządzony nieco później zapis innego emisariusza, Tadeusza Chciuka „Celta”, zwłaszcza że powstał na podstawie opinii przekazanych Chciukowi podczas spotkań z delegatem rządu Janem Stanisławem Jankowskim i innymi prominentnymi działaczami Polskiego Państwa Podziemnego. Na długiej liście pretensji, oskarżeń i zarzutów znalazł się i ten: „Żywy [jest] udział Żydów w akcji komunistycznej — w bandach PPR i AL. Żydowskie oddziały leśne były postrachem dla ludności wiejskiej. Napady, mordy, palenie wsi, rabowanie, uprowadzenia i gwałcenia kobiet i dziewcząt — były przez nich szczególnie często praktykowane. Czuło się, że Żydzi «z lasu» pałają nienawiścią do wszystkiego, co polskie, tak jakby to Polacy byli przyczyną ich nieszczęść. Z Niemcami nie walczyli. Komunistyczne bandy żydowskie postępowały często umyślnie w ten sposób, aby sprowadzać na wsie represje niemieckiej żandarmerii, która pod pozorem udzielania przez wieś pomocy komunistom kończyła zaczęte przez Żydów dzieło zniszczenia”. Wszystko to miało prowadzić do powszechnego antysemityzmu społeczeństwa polskiego, które jednocześnie, właściwie wbrew własnym interesom, „współczuje i pomaga Żydom”113. Raport „Celta”, do którego będziemy jeszcze powracać, nie był rzecz jasna przeznaczony do upublicznienia.

Oba cytaty wprowadzają nas w samo sedno problemów związanych z traktowaniem ukrywających się Żydów przez polską konspirację, nie tylko niepodległościową (ZWZ-AK, BCh, NSZ), ale również komunistyczną. Zarówno lokalne, jak i centralne struktury Polski Walczącej, najpierw na Kresach Wschodnich, a później w GG, stanęły wobec problemu szukających ocalenia fal uciekinierów z likwidowanych gett, transportów, obozów zagłady i obozów pracy. Ludzie ci, tropieni przez policję i żandarmerię, ukrywający się w pojedynkę lub grupowo, tworzący nierzadko uzbrojone grupy przetrwania chroniące zaimprowizowane obozy rodzinne, byli obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej. Obywatelami polskimi byli też ci, którzy im pomagali, i ci, którzy we współpracy z okupantem lub na własną rękę brali czynny udział w prześladowaniach. Sprawę komplikował dodatkowo wymuszony najczęściej przez okoliczności (bo przecież żadna niepodległościowa formacja konspiracyjna, wbrew wypowiedzianym w dobrej wierze zapewnieniom emisariusza „Jura”, nie przyjmowała w swe szeregi Żydów, nie licząc osób posługujących się aryjską tożsamością114) akces niektórych uciekinierów do podziemia komunistycznego i oddziałów Gwardii Ludowej/Armii Ludowej, postrzeganych jako agentura sowiecka realizująca zgubną dla społeczeństwa strategię. Inny jeszcze problem stwarzała kwestia pozostałego po Żydach mienia ruchomego i nieruchomego. Ta wielość problemów rodziła dylematy i napięcia, jak zobaczymy, prowokowała do takich czy innych działań, jak również była przyczyną licznych zaniechań. Natomiast z perspektywy uciekinierów szanse przetrwania, zwłaszcza na terenach wiejskich, uzależnione były w dużym stopniu, znacznie bardziej aniżeli w dużych miastach, od nastawienia lokalnych struktur konspiracyjnych, a od połowy 1943 r. także od nastawienia coraz liczniejszych oddziałów partyzanckich. Jak słusznie napisał jeden z historyków ruchu ludowego, Janusz Gmitruk, „niemiecki system okupacyjny dawał niewielkie szanse na uratowanie życia ludziom prześladowanym, o ile nie pospieszyły im z pomocą struktury państwa podziemnego, organizacje polityczne i zbrojne, a przede wszystkim zwykli obywatele”115. Jak zatem polska konspiracja reagowała na eksterminację Żydów? Dostępny materiał źródłowy nakazuje jeśli nie odrzucenie, to przynajmniej czasowe zawieszenie tez funkcjonujących w literaturze historycznej.

Problematyka stosunku Polski Walczącej do Żydów jest złożona i niełatwa do analizy, a w dodatku niezmiennie od lat obciążona emocjami. Inaczej niż w pierwszych latach powojennych w PRL koncentrowano się głównie na kwestii pomocy, i to w sposób wyidealizowany. W odniesieniu do cywilnych i wojskowych struktur Polskiego Państwa Podziemnego zajmowano się przede wszystkim kontekstem miejskim: kontaktami AK z Żydowską Organizacją Bojową, „akcjami solidarnościowymi” w dniach powstania w getcie, polityką informacyjną o Zagładzie, zwalczaniem szmalcownictwa czy wreszcie działalnością Rady Pomocy Żydom „Żegota”. Znacznie rzadziej przywoływano epizody związane z traktowaniem ukrywających się Żydów na terenach wiejskich przez lokalne struktury konspiracyjne, a później (od wiosny 1943 r.) przez oddziały partyzanckie116. Jeśli już to czyniono, poprzestawano na ogólnikowych konstatacjach, a niektóre narracje przyjmowały formę polemiki z „niesłusznymi” oskarżeniami. Ta sama tendencja była obecna w piśmiennictwie emigracyjnym117. Nawet w najnowszych opracowaniach omawiających funkcjonowanie terenowych struktur AK, pomijając stereotypowe stwierdzenia ogólne, tematyka Zagłady prawie w ogóle nie jest obecna118. Nie inaczej wygląda literatura dotycząca okupacyjnej historii ruchu ludowego. Od dziesięcioleci w książkach na ten temat obecna była jedna i ta sama wykładnia problemu: „Akcja pomocy dla Żydów prowadzona była przez ruch ludowy na wszystkich szczeblach organizacyjnych, w ramach pomocy dla osób prześladowanych przez okupanta”. Powoływano się na obecność ludowców w Radzie Pomocy Żydom i akces pojedynczych Żydów do Batalionów Chłopskich119. Przede wszystkim jednak podkreślano, że „[z]naczna część ludności żydowskiej, która szukała schronienia przed hitlerowskimi prześladowcami, znalazła je na wsi, u działaczy podziemia ruchu ludowego”120. Kwestii niemieszczących się w takim ujęciu w ogóle nie podejmowano. Temat, w przeciwieństwie do traktowania Żydów przez AK i Narodowe Siły Zbrojne, a po 1989 r. przez podziemie komunistyczne, nie wzbudzał zresztą większych kontrowersji.

Z kolei autorzy amerykańscy i izraelscy opisywali stosunek polskiej partyzantki do żydowskich uciekinierów zasadniczo w ciemnych barwach121. Taki obraz wyłaniał się ze wspomnień i relacji spisywanych po wojnie przez ocalonych Żydów. Próby jego cieniowania i walka z nieuprawnionymi generalizacjami nie były łatwe. Przekonał się o tym choćby mieszkający w Paryżu Michał Borwicz, w 1944 r. dowódca współpracującego z AK oddziału socjalistycznego w powiecie miechowskim, na konferencji w Yad Vashem pod koniec lat sześćdziesiątych, gdy jego argumenty spotkały się z całkowitym niezrozumieniem badaczy i świadków historii mających za sobą inne zgoła doświadczenia122. Obecnie odchodzi się od upraszczających tez, nadal jednak daleko do całościowego, a przede wszystkim rzeczowego i obiektywnego ujęcia tematu. W ostatnich latach pojawiły się studia poświęcone zarówno obrazowi polskiej konspiracji w relacjach żydowskich złożonych po wojnie w Polsce (tekst Aleksandry Bańkowskiej123), jak i obrazowi Żydów, w tym również tych ukrywających się na prowincji, i prace dotyczące uwarunkowań działania żydowskich grup przetrwania w dokumentach polskiej konspiracji (Adama Puławskiego124). Temat podejmuje też Elżbieta Rączy w tekstach dotyczących stosunków polsko-żydowskich i pomocy Żydom na Rzeszowszczyźnie125. Analizy te pozwalają na zweryfikowanie wielu obiegowych opinii oraz sądów i stanowią zachętę do kontynuowania bardziej rozległych kwerend. Odnosi się to również do powojennych materiałów śledczych i procesowych spraw prowadzonych na podstawie dekretu sierpniowego PKWN. Dotychczasowe analizy z jednej strony ograniczały się do prezentowania case studies, z drugiej pozwalały jednak na formułowanie ogólniejszych wniosków w kwestii prawdziwości oskarżeń pod adresem członków podziemia niepodległościowego z wczesnego okresu PRL, dotyczących szerszego kontekstu i mechanizmów opisywanych zjawisk126. Historiografia zagraniczna w niewielkim tylko stopniu przedstawia temat w sposób nowatorski127.

Niniejszy artykuł, będący efektem prowadzonych przeze mnie od kilku lat badań128, nie pretenduje do całościowego opisu zawartej w tytule problematyki, lecz stanowi próbę rozpoznania kilku kluczowych w moim przekonaniu zagadnień związanych z wiejskim aspektem Zagłady. Analizę ograniczam do Generalnego Gubernatorstwa i okresu 1942–1944, a opieram się przede wszystkim na dokumentacji konspiracyjnej, świadomie pomijając relacje powojenne. Interesują mnie wszelkie zapisy sporządzane przez członków struktur konspiracyjnych, zarówno publiczne enuncjacje zamieszczane w prasie konspiracyjnej, jak i teksty przeznaczone dla nielicznych odbiorców, odnoszące się do przebiegu Zagłady. To, co widziano, i to, co wiedziano oraz czego wiedzieć nie chciano (zwłaszcza w wypadku struktur centralnych), nie tylko fakty, lecz także ich interpretacje. Punktem wyjścia jest traktowanie „kwestii żydowskiej” i obraz prześladowań Żydów w GG w prasie Stronnictwa Ludowego „Roch” i innych ugrupowań chłopskich oraz Batalionów Chłopskich na łamach organów polityczno-propagandowych („Żywią i Bronią”, „Przebudowa”, „Polska Ludowa”) i pism informacyjnych („Ku Zwycięstwu”, od połowy 1942 r. noszącego tytuł „Przez Walkę do Zwycięstwa”)129. Ostatni z wymienionych tytułów, co nie jest bez znaczenia, redagowany był przez przedstawiciela SL w Radzie Pomocy Żydom Tadeusza Reka „Różyckiego”. Nie mogło naturalnie zabraknąć tu odniesień do ukazującej się od początku 1943 r. „Agencji Informacyjnej Wieś” sygnowanej przez Centralne Kierownictwo Ruchu Ludowego, zamieszczającej materiały dostarczane przez doskonale funkcjonującą sieć terenowych korespondentów, w których podejmowano wszystkie aspekty funkcjonowania okupowanej wsi polskiej i terroru okupanta. Warto podkreślić, że biuletyn zamieszczał również oficjalne enuncjacje, komentarze i oceny dotyczące spraw ogólnych i bieżących. W odniesieniu do roku 1944 dysponujemy kolejnymi numerami „Regionalnej Agencji Prasowej Podlasie” („RAPP”), przynoszącymi liczne informacje o sytuacji w tym regionie. W glosie przeznaczonej dla odbiorców wyjaśniono cele przyświecające powołaniu do życia tej inicjatywy: „rejestruje [ona] fakty i wydarzenia z Podlasia oraz omawia sytuację na tym terenie. Służyć będzie ogniwom organizacyjnym i prasie centralnej jako materiał pozwalający zorientować się w życiu na prowincji”. Co ważniejsze, zebrany materiał stanowić miał źródło dla „powojennego odtworzenia życia Podlasia”. Z tego względu niezbędny był obiektywizm: „będą tu notowane jasne i ciemne strony życia podlaskiego”130.

 

Obraz wsi przedstawiany przez centralną prasę ludowców skonfrontowałem z zapisami diarystów, lokalną prasą BCh (redagowane w powiecie przeworskim „Wieści”)131 i AK (organami prasowymi z Krakowa i Lwowa, prasą terenową obwodu warszawskiego), pismami PPS-WRN i Frontu Odrodzenia Polski, a także materiałami opracowywanymi w Biurze Informacji i Propagandy KG AK. Najważniejszy z nich jest biuletyn „Informacja Bieżąca” przygotowywany na użytek redakcji pism konspiracyjnych, zamieszczający setki informacji na temat życia okupowanego kraju, niekiedy dość przypadkowych i o różnym poziomie szczegółowości, pozyskiwanych głównie za pośrednictwem własnej sieci informacyjnej (lokalnych struktur BIP). Wykorzystałem też inne opracowania o charakterze informacyjnym: wydawaną w ramach struktur związanych z Delegaturą Rządu „Agencję Informacyjną Kraj”132, lokalne wydawnictwo „Małopolska Agencja Prasowa” czy wreszcie biuletyn informacyjny pt. „Wiadomości”, przygotowywany w warszawskim getcie na przełomie 1942/1943 r. Nie trzeba głębiej uzasadniać znaczenia, jakie ma, nie tylko rzecz jasna dla kontekstu wiejskiego, dokumentacja terenowych struktur AK z lat 1942–1944 — w tym wypadku opieram się na unikatowych sprawozdaniach obwodu pińczowskiego do Inspektoratu Miechowskiego AK. Uwzględniłem również materiały Rady Pomocy Żydom, lecz jak się wydaje problematyka wiejska, z wyjątkiem problemów związanych z funkcjonowaniem grup przetrwania, pozostawała niezwykle słabo rozpoznana. Podobnie jest, jeśli chodzi o referat żydowski działający przy Komendzie Głównej AK od lutego 1942 r. W zasadzie w jednym tylko sprawozdaniu sygnowanym przez jego kierownika Henryka Wolińskiego znalazła się informacja o pomocy udzielanej przez chłopów w Krakowskiem133. W tym wypadku problem stanowi jednak słabe zachowanie tej dokumentacji w archiwach polskich i zagranicznych134. We wszystkich analizowanych źródłach szczególnie interesuje mnie diagnoza nastrojów społeczności wiejskich, umiejscowienie postaw antyżydowskich w szerszym kontekście wiejskiej kolaboracji, a wreszcie kwestia traktowania przestępstw na Żydach na wsi przez cywilne sądownictwo specjalne. Zarazem konieczne jest przyjrzenie się, jak opisywano sposoby udzielania pomocy ukrywającym się na wsi Żydom. Z braku miejsca problem przestępstw popełnianych przez członków podziemia (AK, BCh, NSZ, GL/AL) na Żydach ukrywających się na terenach wiejskich i ich traktowania przez czynniki dowódcze zostanie tylko zasygnalizowany, gdyż jest przedmiotem innego opracowania135.

O „kwestii żydowskiej” z Zagładą w tle

30 kwietnia 1942 r. na pierwszej stronie organu prasowego Batalionów Chłopskich „Ku Zwycięstwu” ukazał się znamienny artykuł. Mimo iż opatrzono go nagłówkiem „Z głosów czytelników”, jest więcej niż pewne, że prezentował poglądy redakcji136. Zdaniem autora „sprawa żydowska”, bo ona to stanowiła przedmiot roztrząsań, należy do najbardziej doniosłych kwestii politycznych, a „powaga zdarzeń i cierpień, jakie przeżywamy”, wymusza przystępowanie do niej „z wielką rozwagą”. Wymaga podjęcia „najwyższych wysiłków w dziedzinie myśli i czynu”, i to nie tylko dlatego, że już przed wojną był to problem „nabrzmiały i wprowadzający w polskie życie cały szereg schorzeń”. „Wielka masa” żydowska, „obca nam” rasowo i obyczajowo, stanowi „obce ciało rozsiane po całym naszym organizmie narodowym i przez samą swą obecność rozsadza spoistość narodu. […] rozpełzła się po całej Polsce, opanowując wiele dziedzin naszego życia, zwłaszcza handel, przemysł i rolnictwo. Zalała prawie wszystkie miasta i miasteczka, nadając im obcy, niepolski charakter i styl życia i zahamowała możliwość kształtowania się polskiego mieszczaństwa i rzemiosła”. W tych warunkach osady i miasta nie mogły spełniać swojej funkcji społecznej i gospodarczej, stając się „rozsadnikami demoralizacji, swarliwości i wypaczenia narodowego charakteru”. Według autora fakt, że „polska reakcja” wypisywała na swych sztandarach hasła antysemickie, pogarszał jeszcze sytuację („wprowadzało [to] zamęt w nasze polityczne życie”). Konieczność rozwiązania problemu dostrzegano oczywiście „we wszystkich postępowych ośrodkach polskiego życia zbiorowego”. Wojna konieczność tę „jeszcze bardziej uwyraźniła”. Żydzi, co wykazała ponownie sytuacja na Kresach po 17 września 1939 r., mają do „dążeń narodu polskiego” stosunek wrogi lub w najlepszym razie obojętny. Jest więcej niż pewne wystąpienie „większości masy żydowskiej” przeciwko Polsce. Polacy nie są i nigdy nie byli antysemitami, potępiają „zwierzęce metody” okupantów i nie zamierzają ich naśladować. Nie mogą jednak pozostawić „sprawy swemu biegowi”, ponieważ „zdrowie naszego narodu” i „uzdrowienie naszego życia gospodarczego” wymagają jasnego programu. Powrót do sytuacji przedwojennej jest niemożliwy: „element żydowski” został na trwałe wyeliminowany z gospodarki, a jego miejsce zajął „element polski”. Dlatego po zwycięskiej wojnie Żydzi będą musieli emigrować, państwo polskie musi zaś uczynić wszystko, by mieli dokąd. Wedle tej wykładni, międzynarodowe rozwiązanie „kwestii żydowskiej” miały umożliwić zapisy podpisanej przez członków koalicji antyniemieckiej Karty Atlantyckiej137.

Te skrajnie antysemickie klisze pojawiły się w druku półtora miesiąca po rozpoczęciu deportacji polskich Żydów z dystryktów lubelskiego i Galicja do obozu zagłady w Bełżcu. Zwraca tu uwagę nie tylko wspólne dla znakomitej części prasy konspiracyjnej rozpowszechnienie oskarżeń Żydów o to, że na obszarach pod okupacją sowiecką dopuszczali się zdrady, stanowiące wygodne alibi dla obojętności wobec dokonującej się fizycznej eksterminacji Żydów, ale i pewne wzmocnienie przedwojennej retoryki rasistowskiej. Tekst, co znamienne, nie wywołał żadnej dyskusji. Okazało się zresztą, że był to jedyny tekst programowy zamieszczony na tych łamach w okresie całej wojny. Nigdy później nie skorygowano tego obrazu. Nie było zresztą takiej potrzeby. SL „Roch” i inne ugrupowania chłopskie wpisały do swoich programów postulat emigracji Żydów z Polski po zwycięskiej wojnie. Organ programowy SL „Roch” „Przebudowa” od wielu miesięcy dogłębnie studiował zapisy Karty Atlantyckiej, szukając w niej wskazań i inspiracji do kompleksowego rozwiązania problemów wsi138. Stosunek ruchu ludowego do Żydów był jednoznaczny. W dokumencie programowym stronnictwa opublikowanym latem 1942 r. czytamy: „Co do Żydów, stoimy na stanowisku, że jest ich w Polsce za dużo. Wiele zagadnień naszego życia gospodarczego, politycznego, kulturalnego nie może być pomyślnie rozwiązane dlatego, że ciąży na nas ogromna masa żydowska. Ostatnie doświadczenia przekonały nas, że masa ta jest nam wroga, a w najlepszym razie obojętna. Choć dalecy jesteśmy od tego, aby stosować okrutne metody niemieckie, to jednak stoimy na stanowisku, że przerost udziału Żydów w naszym życiu musi być zlikwidowany, i Żydzi w znakomitej większości muszą Polskę opuścić. Wiemy o tym, że sprawa żydowska nie może być rozwiązana tylko u nas. Jest to zagadnienie o światowej doniosłości i w skali światowej musi być rozwiązane”139. Mniejszości słowiańskie miały otrzymać możliwość rozwoju, natomiast mniejszość niemiecką zamierzano ograniczyć w prawach obywatelskich. W dokumencie tym próżno szukać jakichkolwiek śladów empatii wobec mordowanych Żydów (o przebiegu eksterminacji informowała dość szeroko prasa konspiracyjna, przede wszystkim „Biuletyn Informacyjny”), uwagę zwraca natomiast żywotność antyżydowskiej argumentacji rozpowszechnionej w latach trzydziestych, wzmocnionej kolejnymi łatwymi do odczytania oskarżeniami. „Ostatnie doświadczenia” odnoszą się do silnie ugruntowanego w świadomości Polaków motywu żydowskiej „zdrady” podczas okupacji sowieckiej. Autorzy programu zdawali się abstrahować od realizowanego na ziemiach polskich „globalnego rozwiązywania” problemu „ciążącej na nas masy żydowskiej”. A co ważniejsze, dezyderaty te wykraczały daleko poza dość stonowane w porównaniu z enuncjacjami ugrupowań prawicowych zapisy dotyczące mniejszości żydowskiej zawarte w dokumentach programowych Stronnictwa Ludowego w latach trzydziestych140. Partie chłopskie nigdy nie traktowały „kwestii żydowskiej” jako centralnego problemu politycznego czy społecznego, a nawet gospodarczego. W dokumencie programowym SL z 1931 r. mówiono o „zupełnym równouprawnieniu wszystkich obywateli państwa bez różnicy narodowości i wyznania” i uznawano ich prawo do rozwoju kulturalnego i gospodarczego. Cztery lata później, zapewne pod wpływem innego klimatu i kontekstu politycznego, mniejszości żydowskiej poświęcono znacznie więcej miejsca. Stojąc nadal na stanowisku równouprawnienia, pisano o Żydach jako „świadomie obcym narodzie” i o potrzebie przełamania „w najżywotniejszym interesie narodu i państwa” dominacji „elementu żydowskiego” w niektórych dziedzinach gospodarki. Miało się to dokonać przez organizowanie polskiej konkurencji i „popieranie elementu polskiego”. Kategorycznie odżegnując się od antyżydowskiej przemocy prowadzącej do „zdziczenia duszy narodu”, wyrażano poparcie dla postulatu emigracji Żydów141. Bardziej stanowczo brzmiały postulaty grup rozłamowych, takich jak Radykalna Partia Chłopska, której program zawierał ostro artykułowane akcenty antysemickie. Mowa w nim nie tylko o walce ekonomicznej, lecz także o zwalczaniu wpływów, „jakie wywierają Żydzi na umysłowość polską przez burzenie podstaw społecznych, negowanie pierwiastków narodowych, rozwijanie komunistycznej akcji antypaństwowej i podkopywanie stosunków moralnych na każdym kroku”142.

Wróćmy jednak do kontekstu okupacyjnego. Pod dużo bardziej drastycznymi postulatami aniżeli SL „Roch” podpisywał się związany z nim Związek Pracy Ludowej „Orka” utworzony na bazie przedwojennego Zrzeszenia Inteligencji Ludowej i Przyjaciół Wsi. W uchwalonym w kwietniu 1942 r. dokumencie programowym stawiano sobie za cel „radykalne naprawienie błędów przeszłości przez ułożenie zasad współżycia z tymi mniejszościami zgodnie z ludowym poczuciem sprawiedliwości oraz przez usunięcie destrukcyjnego wpływu obcych czynników”. Jako rozstrzygające przyjęto kryterium rasy: „Żydzi bez różnicy wyznania powinni być traktowani jako naród obcy, który będzie korzystał z praw przyznanych ogólnie mniejszościom narodowym”. Z tym że Żydzi zostali potraktowani specjalnie: „Ponieważ jednak w obecnej wojnie Żydzi wykazali pod okupacją bolszewicką wyraźnie wrogi stosunek do naszych żywotnych interesów narodowych, uważamy za niepożądane mieszanie się Żydów do polskiego życia kulturalnego, społeczno-politycznego i gospodarczego. Stąd domagać się będziemy przede wszystkim, aby nasz rząd już podczas pertraktacji pokojowych zażądał zasadniczego rozstrzygnięcia sprawy żydowskiej w drodze międzynarodowych układów w sensie przyznania Żydom terenów emigracyjnych i umożliwienia im opuszczenia Polski w jak najkrótszym czasie. Poza tym domagać się będziemy, aby renegatów pozbawić obywatelstwa i usunąć z Polski po uprzednim skonfiskowaniu im majątków”143. Jakby tego było mało, żądano uchwalenia nowego prawa małżeńskiego, „chroniącego Naród przed degeneracją”. Na łamach organu prasowego ZPL zainteresowano się Żydami jeszcze dwukrotnie. W listopadzie 1942 r. przywołano konwersje religijne jako argument na poparcie tezy o sile oddziaływania polskiego katolicyzmu: „My, Polacy, jesteśmy nie tylko narodem chrześcijańskim, ale nawet katolickim, i to w dość wysokim stopniu. […] W ostatnich latach przed wojną i już podczas wojny wielu Żydów przyjęło katolicyzm, a nie inne wyznanie chrześcijańskie. Z tego przybytku neofitów jako Polacy nie mamy powodu się cieszyć, gdyż nie zostało jeszcze wykazane, że Żyd-katolik jest wartościowszy od Polaka wyznania mojżeszowego, natomiast dowiedzionym zostało w wielu wypadkach, że Żydzi chrześcijanie nie utracili swoich ujemnych właściwości mimo zmiany wyznania i narodowości”144. W tekście tym próżno szukać odniesień do Zagłady, nie mówiąc już o dramatycznym kontekście okupacyjnych konwersji, a także odniesień do tragicznego losu konwertytów. Działacze „Orki” nie wymyślali niczego nowego, lecz powtarzali rozpowszechnione, również w części przedwojennej prasy kościelnej, stereotypy. Gdy rasistowskie sformułowania deklaracji programowej „Orki” wzbudziły pewną konsternację, uznano za konieczne uzasadnić swoje stanowisko: „Z uwagi na konieczność utrzymania jedności moralnej i kulturalnej narodu nie jest pożądane krzyżowanie się dość rażące odmiennych psychologii rasowych, co ma miejsce np. w przypadku krzyżowania aryjsko-żydowskiego. […] Dusza mieszańca ma jednak w sobie zawsze niepokój i odmiennymi reakcjami wnosi rozdźwięk w życie danej społeczności. Prawdę tę znano już od najdawniejszych czasów”145. To ostatnie stwierdzenie miało zapewne na celu zdystansowanie się od ideologii nazistowskiej. Odniesienia do losu żydowskich obywateli RP pojawiły się tylko raz, w charakterystyczny zresztą sposób: „Sytuacja w naszym kraju pozostała nadal pod znakiem mordowania Żydów i przymusowego wywożenia ludzi [podkreślenia moje — D.L.] na roboty do Niemiec lub na wschód”146. Może to i lepiej, że nie zajmowano się więcej tym tematem147. Trudno uznać za bardziej umiarkowane stanowisko Chłopskiej Organizacji Wolności „Racławice”. W broszurze wydanej w październiku 1942 r. podpisywano się pod postulatem emigracji Żydów z zastrzeżeniem, że „we wzajemnym interesie leży jednak, aby Żydzi opuszczali Rzeczpospolitą nie jako jej wrogowie. Żydzi zaś, którzy pozostaną na naszych ziemiach, muszą wykazać pozytywne ustosunkowanie się do kultury polskiej”. Dochodząc do tej „budującej” konkluzji, zaprezentowano cały wachlarz antysemickich idei: „W żywym organizmie narodowym i państwowym Polski bezwzględnie przedstawiali Żydzi dotąd pozycję ujemną, pasożytniczą. Poszczególne jednostki zapisane chlubnie na kartach naszych dziejów, czy to w postaci wzorowej służby państwowo-obywatelskiej, czy naukowej, są jedynie potwierdzeniem reguły, kroplą w morzu”. I tradycyjna litania krzywd i insynuacji: „zachowanie się Żydów w czasie obecnej wojny również nie jest bez zastrzeżeń. Okupacja sowiecka […] była w ciągu całego czasu terenem nadużyć popełnianych z ich strony”, co pogłębiło ogólną niechęć do nich, również ze strony Ukraińców. Wynika z tego wniosek jednoznaczny: są oni „ciałem obcym w naszym organizmie, wrogim kulturalnie, obojętnym obywatelsko, szkodliwym gospodarczo”. Jedynym rozwiązaniem jest emigracja do Palestyny i gdzie indziej. „Wszystko to obecne polskie pokolenie, któremu niewątpliwie przypadnie udział przeprowadzenia zasadniczych reform w omawianej dziedzinie, musi odpowiednio poznać i zgłębić”. Emigracja w pierwszej kolejności powinna objąć „typ Żydów najbardziej uciążliwych” i wynosić „co najmniej dwukrotny przyrost naturalny rocznie”. Należy też spowodować wyjazd tych, którzy przybyli „na skutek represji hitlerowskich z Niemiec, Austrii i Czechosłowacji”. To już da — rachował z entuzjazmem autor broszury — „po kilku latach zmniejszenie liczby Żydów w Polsce o przeszło milion”. Państwowe szkolnictwo żydowskie i tolerowanie jidysz („żargonu”) „jako czynniki germanizacyjne [sic!] musi zostać zabronione”148. Słowa te wydrukowano (pod tekstem jako data figuruje czerwiec 1942 r.) już po wielkiej akcji w getcie warszawskim.

 

Wracając jednak do „Ku Zwycięstwu” (niedługo potem pismo zmieniło nazwę na „Przez Walkę do Zwycięstwa”) — w 1942 r. jeszcze kilkakrotnie pisano o przebiegu eksterminacji Żydów, należy jednak szczególnie podkreślić, że pomijano warunki panujące na wsi. Jeśli już do nich nawiązywano, odbywało się to nadzwyczaj ogólnikowo: „Na wsi nastąpił szał aresztowania i wieszania nawet za niedostarczenie w całości lub na czas kontyngentu. Jeżeli chodzi o Żydów, to morderstwa dokonywane na tym terenie przechodzą najkoszmarniejsze pomysły”. Po czym przytoczono dane statystyczne z warszawskiego getta149. O sytuacji na prowincji nie napisano zupełnie niczego. W zasadzie raz tylko znajdziemy znamienne nawiązanie do losu Żydów. W notatce z końca listopada 1942 r. z Lubelszczyzny, obszaru należącego „do najbardziej podminowanych w Polsce” jeśli chodzi o plagę bandytyzmu, zauważono, że obozy dla Żydów również „dostarczyły licznych uciekinierów do lasów”. Nadmieniono zarazem, że terror i groźba represji zmusiły do ucieczki do lasów wielu mieszkańców wsi. Na naszą uwagę zasługuje też inna informacja zamieszczona w tym samym numerze: „Pod Szczebrzeszynem są uciekinierzy żydowscy w lasach. Niemcy przy pomocy policji granatowej i jeńców sowieckich urządzają polowania. Dzieci likwiduje się uderzeniem głową o kamień… Pewien «granatowy» już upolował 69 Żydów”150. Było to, dodajmy od razu, pierwsze i ostatnie nawiązanie do kwestii polowań na Żydów na łamach tego organu ruchu ludowego. Dostrzegano co prawda i piętnowano różne przejawy demoralizacji, lecz nigdy nie łączono ich z przebiegiem eksterminacji Żydów: „Tu i ówdzie znajdzie się pewna ilość marnych, sprzedajnych charakterów i podłych dusz, które dla własnej korzyści zaprzedają się wrogowi, stoją na jego usługi, pomagają szpiclowaniem i donosicielstwem. Tych należy dobrze zapamiętać i nie zapominać, gdy przyjdzie czas zapłaty i zemsty. Każdy wypadek donosicielstwa i pomocy wrogowi musi być dobrze zapamiętany i ukarany”. Dopominano się o walkę z donosicielstwem151. Tendencje te, o czym piszę bardziej szczegółowo dalej, utrzymały się również w kolejnych latach.

Pozostałe tytuły wykazały jeszcze mniejsze zainteresowanie deportacjami z gett i postępującą w lawinowym tempie eksterminacją Żydów. Organ programowy SL „Roch” „Żywią i Bronią” przez cały 1942 r. nie tylko nie odnotował ucieczek z likwidowanych gett na tereny wiejskie, ale w ogóle nie dostrzegł dokonującej się zagłady Żydów, inaczej aniżeli organ prasowy Ludowego Związku Kobiet „Żywia”152. W zamieszczonym tam dramatycznym apelu do premiera i naczelnego wodza generała Władysława Sikorskiego na temat niemieckiego terroru, mimo iż znalazły się pełne empatii słowa na temat eksterminacji Żydów, do sytuacji na wsi nawiązywano nad wyraz ogólnikowo153. Pod koniec 1942 r. cała prasa ruchu ludowego, w kontekście akcji wysiedleńczej na Zamojszczyźnie, zaczęła w alarmistycznym tonie publikować deklaracje, że ludność polska nie da się traktować „jak Żydzi” i w chwili zagrożenia stawi twardy opór154.