Klucze i Kasa. O mieniu żydowskim w Polsce pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych, 1939-1950

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W „Kurierze Częstochowskim” w całym 1942 r. ukazało się zaledwie kilkanaście, zazwyczaj bardzo krótkich, artykułów i not dotyczących ludności żydowskiej. Na początku lutego pisano o Bochni179. W tym 22-tysięcznym mieście zamknięto 130 sklepów żydowskich, a na ich miejsce utworzono 90 polskich. Podobno „odżydzenie handlu spotkało się wśród miejscowej ludności z należytym uznaniem”.

Na wieść o likwidacji getta w Lublinie180 redakcja zareagowała następującym komentarzem: „z chwilą uwolnienia Lublina od plagi żydowskiej przystąpiły miarodajne władze niezwłocznie do sporządzania ewidencji wszystkich wolnych mieszkań i do zbadania ich stanu używalności, aby jak najprędzej zlikwidować istniejący w Lublinie głód mieszkaniowy”; część nienadających się do wykorzystania domów wysadzono.

Dwa artykuły dotyczyły Piotrkowa Trybunalskiego i stanu rzemiosła w powiecie181. Wśród stolarzy w 1935 r. pracowało 17 Aryjczyków i 22 Żydów, ówcześnie aryjskich stolarzy działało już 33, w Sulejowie i Wolborzu na 15 stolarzy Aryjczyków przypadało tylko 2 Żydów. Na wsi działały 61 polskie warsztaty i tylko 8 żydowskich. W całym zaś powiecie piotrkowskim na 110 aryjskich warsztatów rzemieślniczych przypadało 30 żydowskich, np. w rzemiośle kołodziejskim obok 28 Aryjczyków pracował nadal tylko jeden przedsiębiorca żydowski. W pełni zaryzowano koszykarstwo i prawie w pełni kowalstwo, gdyż na 182 kuźnie tylko jedna pozostała żydowska. Nadal na 79 ślusarzy czynnych w powiecie było 65 Aryjczyków, a wśród 41 zegarmistrzów tylko 10, z tego 6 w Piotrkowie. Z szewstwem było, według gazety, równie źle, obok 96 Aryjczyków pracowało w tym zawodzie nadal 92 Żydów. Jeszcze gorsza sytuacja panowała w garbarstwie, spośród 87 garbarzy tylko 11 było Polakami. W całym powiecie działało 244 krawców, z tego w Piotrkowie 207, ale wśród nich było jedynie 46 Aryjczyków, poza tym w rzemiośle bieliźniarskim nadal pracowali wyłącznie Żydzi.

Hans Frank podsumował publicznie prawie trzy lata niszczenia polskich Żydów podczas przemówienia w warszawskim kinie Roma 18 czerwca 1943 r., fragmenty opublikowano w artykule pt. Wizyta inspekcyjna Gen. Gubernatora w Warszawie182. Frank mówił: „dziś jest już jasne, że po wojnie problem żydowski przestanie istnieć, a humanitarne marzenia odnośnie do traktowania żydów są zupełnie nie na miejscu. Żydzi bowiem nie tylko ponoszą winę wojny, ale także odpowiedzialność za wszelkie okrucieństwa, które w jej przebiegu wtrąciły w nędzę niewinnych ludzi. Ostatecznie także żydzi ponoszą odpowiedzialność za to, że właśnie w ostatnim czasie lotnicy Stalina przynieśli nad Warszawę powiew śmierci i zniszczenia”.

Z przedstawionego przeglądu publicystyki antysemickiej w prasie gadzinowej wynika co najmniej jedno: niemieccy okupanci całkowicie otwarcie pisali o eksploatacji gospodarczej i rabunku mienia żydowskiego w okresie, w którym powstawały i funkcjonowały getta. Liczyli zapewne na akceptację tego stanu rzeczy przez społeczeństwo polskie. Podkreślano praktycznie w każdym artykule, że kupców i rzemieślników żydowskich zastępują Polacy. O przeprowadzonej w 1942 r. zagładzie żydowskich mieszkańców Generalnego Gubernatorstwa w prasie konsekwentnie milczano, czasami jedynie wspominając o kolejnych sukcesach w „odżydzaniu” gospodarki GG.

Prasa niemieckojęzyczna w GG183

Podstawowym dziennikiem dla niemieckojęzycznych „mieszkańców” Generalnego Gubernatorstwa – urzędników, policjantów, wojskowych oraz byłych polskich obywateli narodowości niemieckiej – były przez całą okupację „Krakauer Zeitung” (KZ) i „Warschauer Zeitung” (WZ). KZ wychodziła sześć dni w tygodniu od 12 listopada 1939 do 17 stycznia 1945 r., bez poniedziałków i dni świątecznych. Objętość zwiększano w miarę upływających lat, początkowo wynosiła 4 strony, pod koniec okupacji wzrosła do 20 stron. Podobnie rósł nakład dziennika, od ok. 50 tys. w 1939 do 140 tys. w styczniu 1942 r. Mutacjami „Krakauer Zeitung” były wydawane równolegle „Warschauer Zeitung” i od lata 1941 r. „Lemberger Zeitung”. Dziennik miał kilka stałych kolumn: „Volk auf der Wacht”, „Blick auf den Büchertisch”, wychodząca dwa razy w miesiącu, „Auf ein Wort”, „Kurzmeldungen”, „Aus fremden Redaktionen”, „Aus Nord– und Südeuropa”, „GG kurz gemeldet”, sporadycznie „Sportler mit dem Ritterkreutz”, wychodząca w 1941 r. Czasem zamieszczano też dodatek „Deutsche Kulturbeiträge für den Osten”. Dla moich dalszych rozważań najważniejszy jest dział „Das Generalgouvernement”.

Pismo wobec żydowskich mieszkańców GG184 zajmowało od samego początku bardzo negatywne stanowisko, co odzwierciedlało się już na poziomie językowym. Żydów zniesławiano, uważano za elementy kryminalne, chciwców, lichwiarzy, osoby prowadzące nieczyste interesy185. Twierdzono, że wszystkie narody europejskie ich nie lubią, nie pisano jednak, co o nich myśleli zwykli Niemcy. Podkreślano również, że to Żydzi roznoszą choroby zakaźne, mają zły wpływ na ludność aryjską, są w zasadzie podludźmi z powodu otaczającego ich brudu. Natomiast Niemcy mieli ich traktować w sposób humanitarny, pokazywano więc zdjęcia uśmiechniętych Żydówek w czasie przesiedleń do gett. Najczęściej pisano o uwolnieniu polskiej gospodarki z ich wpływów, z czego Polacy byli powszechnie zadowoleni. Od wiosny 1942 r. rozpisywano się o światowym spisku żydowskim, tę kampanię później wyciszono, choć pisano o wystawie krakowskiej z września 1943 r. pt. „Die jüdische Weltpest”186.

Podobnie jak w prasie polskojęzycznej, w „Krakauer/Warschauer Zeitung” o zagarnięciu żydowskiego majątku nie pisano wprost, najczęściej skrywano ten fakt za opisami niemieckich działań naprawczych w gospodarce. Nie był to zresztą wątek przewodni w propagandzie antysemickiej, wyprzedzały go artykuły o złym stanie sanitarnym dzielnic żydowskich i zagrożeniu epidemią oraz konieczności założenia zamkniętych gett, a także opisy pospolitych oszustw, pokątnego handlu oraz wprowadzenia w celu naprawy tego stanu rzeczy przymusu pracy dla Żydów. Z moich obliczeń wynika, że do końca 1941 r. we wspominanej rubryce ukazało się ponad 120 dłuższych bądź krótszych materiałów dotyczących ludności żydowskiej, wśród których jedynie w kilku można odnaleźć informacje o tym, co się stało z żydowskim majątkiem. Rola Żydów w niemieckiej propagandzie w miarę upływu czasu malała, wspomniane artykuły i noty ukazały się w 16 numerach wydanych w 1939 r. (KZ wychodził od 12 listopada), w 53 numerach z 1940 r. i 41 z 1941 r. W latach 1942-1944 wspominano o Żydach – w 1942 r. jeszcze także polskich, w dwóch następnych latach już wyłącznie zagranicznych – zaledwie w 30 numerach gazety (w tym w 1942 r. – w 18, w 1943 r. w 9, w 1944 r. tylko w 3). W propagandowych monografiach wydanych w języku niemieckim o żydowskich mieszkańcach w GG pisano także równie rzadko187.

Bieżąca propaganda antysemicka nie była też tematem dwóch prestiżowych niemieckich periodyków krakowskich wychodzących w latach 1941-1944: „Deutsche Forschung im Osten. Mitteilungen des Instituts für Deutsche Ostarbeit Krakau” oraz „Das Generalgouvernement”. W pierwszym z nich ukazały się na tematy żydowskie zaledwie trzy artykuły: w 1941 r. Josef Sommerfeldt opublikował prawnoznawcze studium pt. Zur Geschichte der gesellschaftlichen Stellung der Juden im alten Polen, w 1942 r. także on zajął się tematyką chrztów (Zur Geschichte der Judentaufen in Polen), w tym samym roku E. Bochdam w artykule Die Handelsbetriebe im ehemaligen Polen pisał o żydowskich kupcach w przedwojennej Polsce. W „Das Generalgouvernement” ukazały się dwa artykuły Josefa Sommerfeldta: Die Judenfeindschaft in Polen bis zur Mitte des XVII. Jahrhunderts w 1940 r. i Lublin und die Juden w 1942 r.

Niemniej o istnieniu dzielnic żydowskich w Krakowie, Warszawie i Lublinie „Warschauer Zeitung” poinformowała swoich czytelników już w pierwszym tygodniu po ukazaniu się pierwszego numeru188. 22 listopada pisano o omawianym już zarządzeniu Hansa Franka o konfiskacie polskiego majątku państwowego189. O żydowskich oszustwach w gospodarce i konieczności osobnego oznakowania ich przedsiębiorstw wspomniano w 1939 r. jeszcze trzykrotnie. Raz była mowa o zaskakującym dla redaktorów fakcie, że w Częstochowie Żydzi zmonopolizowali produkcję ram i spodów do „świętych obrazków”, którymi handlowano pod Jasną Górą190. Poza tym dr Frank gościł w skonfiskowanym majątku hrabiów Woźnickich pod Radomiem, który to majątek bawiący zwykle w Monte Carlo hrabia wydzierżawił pewnemu Żydowi, a ten go całkowicie zmarnował. Szczęśliwie powołano treuhändera, by przywrócił majątek do należytego stanu191. 1 grudnia pisano o obowiązku specjalnego oznakowania żydowskich przedsiębiorstw w Warszawie i Krakowie, w komentarzu dodano, że szczególnie ulice w warszawskiej dzielnicy żydowskiej są jednym wielkim bazarem192. W ostatnim numerze z tego roku informowano, że gubernator Fischer wezwał podległych sobie treuhänderów na kontrolę uprawnień193.

Żydowskiego majątku dotyczyło rozporządzenie wykonawcze wyższego dowódcy SS i policji w GG Friedricha-Wilhelma Krügera ogłoszone w WZ i KZ 13 stycznia194. Zagroził on żydowskim rzemieślnikom wysokimi karami więzienia, jeśli sprzedadzą swoje narzędzia pracy. Nieco też o pracy zarządów powierniczych czytelnicy tej prasy mogli się dowiedzieć z reportażu dotyczącego podróży gubernatora dystryktu krakowskiego Karla Lascha m.in. do Jędrzejowa195. Zwiedził tam dwie fabryczki wyrobów metalowych skonfiskowane żydowskim właścicielom. Pisano z przekąsem, że przed przekazaniem tych zakładów powiernikom właściciele wykorzystywali bezwzględnie robotników, poza tym hala była brudna, a maszyny to istny szmelc.

 

O wspominanym kilkakrotnie nakazie zgłoszenia majątku żydowskiego z 24 stycznia 1940 r. pisano z pewnym opóźnieniem w WZ w numerze z 18-19 lutego196. Rozporządzenie wykonawcze do tego zarządzenia wydał starosta krakowski. Zobowiązał on miejscowych Żydów, by zinwentaryzowali posiadany majątek na osobnych formularzach do 1 marca. Wyznaczono trzy punkty przyjmowania wypełnionych druków. Majątek niezgłoszony podlegał konfiskacie, groziła też dodatkowa kara więzienia. W następnych miesiącach, aż do późnego lata, pisano już jedynie o nadużyciach gospodarczych, tragicznym stanie sanitarnym dzielnic żydowskich i zakazie kontaktów z Niemcami197. W dużo późniejszym numerze poinformowano czytelników o utworzeniu w Warszawie Urzędu Powierniczego198, zarządzającego majątkami rolnymi. Kierował nim od 1 maja dr Semmig, któremu podlegały skonfiskowane na mocy decyzji Hansa Franka z 24 stycznia majątki ziemskie należące wcześniej do państwa polskiego, dobra uznane za majątek bezpański, majątki należące do Żydów oraz majątki bardzo zadłużone. Jego biuro działało już od 17 lutego, z siedzibą przy ul. Kopernika 30. Nadzorowano łącznie 55 majątków ziemskich, obejmujących 34 tys. ha, w tym 19 określonych jako „jüdische Betriebe”. Trzy dni później omówiono w WZ referat wygłoszony w Krakowie przez prof. Petera-Heinza Seraphima199 z Instytutu Niemieckich Prac na Wschodzie (Institut für Deutsche Ostarbeit, IDO). Referent był raczej sceptyczny co do możliwości szybkiego rozwiązania tzw. kwestii żydowskiej, liczył co najwyżej na zatrzymanie przyrostu naturalnego ludności żydowskiej.

O sukcesach komisarzy zakładów żydowskich wspomniano w tym czasie tylko raz. Volksdeutch Tesch przejął kierownictwo fabryką czekolady w Warszawie przy ul. Nowolipie 80, wcześniej należącą do niejakiego Spytbauma200. Zatrudniano tam do wojny 86 pracowników, a roczny obrót wynosił 634 tys. zł. Nowy zarządca wprowadził wzorowy porządek, zakład oczyścił z brudu i już tylko w maju wypracował 300 tys. zł obrotu. Dziesięć dni później poinformowano czytelników o rozporządzeniu definiującym, kto według władz niemieckich jest Żydem, a kogo za Żyda się uważa, oraz jakie zakłady uznaje się za żydowskie201. Na dalsze wiadomości w sprawach „odżydzenia” gospodarki niemieccy czytelnicy gazet musieli czekać do późnej jesieni202.

Pod koniec października omówiono zorganizowaną w Warszawie konferencję w sprawie zarządu powierniczego. Głównym referentem był kierownik wydziału Treuhandaussenstelle przy władzach dystryktu R. Schlosser. Gość z Krakowa dr Hermann Erich Seifert omówił wysoki stan zadłużenia skonfiskowanych nieruchomości, a dr Wallreich z Warszawy twierdził, że z tego powodu nie można części zysków płynących z zarządu nieruchomościami przekazać prawowitym właścicielom żydowskim. Na przełomie listopada i grudnia opublikowano jeszcze dwa teksty dotyczące funkcjonowania getta w Warszawie203.

Na początku 1941 r. oba pisma – KZ i WZ – nadal zajmowały się głównie gettem warszawskim204 i referatem Waldemara Schöna wygłoszonym podczas narady władz dystryktu, w czasie wizyty w Warszawie Hansa Franka205. Pewnym wyjątkiem był fotoreportaż z Krakowa, pokazujący tamtejszych Żydów przy odśnieżaniu ulic206. W zjadliwy komentarzu wspomniano, że krótko po klęsce wrześniowej wielu Polaków mściło się na Żydach i w wielu miastach urządzało pogromy, m.in. w Zduńskiej Woli Polacy zniszczyli wszystkie żydowskie sklepy, dopiero Niemcy wprowadzili porządek, za co Żydzi byli im wdzięczni. Społeczność żydowska miała przyjąć z zadowoleniem powołanie rad starszych, zdaniem autora artykułu różniło je od dawnych kahałów to, że miały się zajmować żydowskimi obowiązkami, a nie prawami. Żydów zaskoczyło wprowadzenie od stycznia 1940 r. obowiązku pracy, podobnie niechętnie odnieśli się do spisu powszechnego.

O Żydach jako kupcach oszustach wspomniano także w reportażu z Radomia i w materiale dotyczącym aryzacji fabryki włókienniczej w Żyrardowie, do wojny własności francusko-żydowskiej spółki Boussac207. Do sukcesów polityki niemieckiej zaliczono zainstalowanie niewielkiej elektrowni w budynku synagogalnym w niemieckiej dzielnicy Przemyśla Zasaniu208, przekazanie Ukraińcom należącej do żydowskich właścicieli willi w Krynicy209 oraz akcję wysiedlenia Żydów z Kazimierza nad Wisłą210. Jako sukces potraktowano też wysiedlenie ludności żydowskiej z Kałuszyna do getta warszawskiego, pod pretekstem grożącej epidemii tyfusu211.

Przestępstw dewizowych dotyczył artykuł poświęcony niejakiemu Judzie Brandstaetterowi z Krakowa, który ze szwagrem szmuglował dolary ze Słowacji i następnie zamieniał je w Krakowie na marki niemieckie. Skonfiskowano mu 7820 marek212. W maju wspomniano o zakładaniu szopów w getcie warszawskim213 – z uznaniem podkreślono, że w 16 szwalniach zatrudniono 2500 krawców. W końcu sierpnia informowano o zamknięciu ostatnich żydowskich sklepów w Krakowie w związku z utworzeniem getta214. Towary miały być wydawane przeniesionym do getta żydowskim kupcom, a maszyny i zapasy surowców mieli otrzymać Aryjczycy. W listopadzie pisano zaś z dumą, że skończył się monopol Żydów w rzemiośle cholewkarskim215. Ostatnie artykuły z tego roku dotyczyły utworzenia getta we Lwowie – podkreślono, że Żydzi mogą ze sobą zabrać wyposażenie sklepów i zakładów – oraz o wysiedleniu ludności żydowskiej z powiatu garwolińskiego i przekazaniu ich zakładów rzemieślniczych Polakom216.

Spośród 18 artykułów poświęconym ludności żydowskiej w „Warschauer Zeitung” w 1942 r. jedynie w kilku odnajdujemy informacje o gospodarczej dyskryminacji Żydów i rabunku ich mienia. W końcu stycznia likwidację żydowskich sklepów w Bochni opisano jako ogromny sukces217. Wcześniej w liczącym 23 tys. mieszkańców, w tym 4800 Żydów mieście spośród 73 sklepów z mieszanym towarem 44 było w rękach Żydów, na 151 zarejestrowanych żydowskich kupców przypadało tylko 93 kupców polskich, na 23 sklepy galanteryjne i 21 tekstylne tylko 4 należały do Polaków. Polacy handlowali co najwyżej na obrzeżach miasta, rynek był całkowicie w rękach żydowskich, Żydzi mieli też 14 z 43 hoteli i punktów gastronomicznych. Dzięki niemieckiemu staroście dr. Hoellerowi na Rynku pojawiła się niemiecka księgarnia i niemiecki sklep tekstylny, pozostałe sklepy przejęli Polacy, a wyrzuceni z handlu Żydzi znaleźli zatrudnienie w szopach. Podobne zmiany nastąpiły też w Łukowie218. W artykule zamieszczono zdjęcie tamtejszego rynku bez żydowskich sklepików. Do wojny skupiały one 75% całego handlu, w roku 1942 wśród 321 kupców i rzemieślników Żydów było tylko 74. Handel miejski zaryzowano w tym samym czasie także w Końskich219.

Najbardziej cyniczny artykuł dotyczył Żydów lubelskich, których od połowy marca 1942 r. wysyłano do komór gazowych w Bełżcu. W końcu kwietnia pisano w gazecie o nowym, niewielkim getcie poza miastem na Majdanie Tatarskim220. Chwalono lubelskie władze, że Lublin jest pierwszym dużym miastem w GG bez Żydów. Stwierdzono, że po przesiedleniu z 17-19 kwietnia miasto nie tylko jest piękniejsze, lecz także bezpieczne od zarazy i handlu pokątnego. W maju i czerwcu o byłym getcie lubelskim pisano jeszcze dwukrotnie, głównie o ogromie prac remontowych w pozostałych po Żydach kamienicach221.

Wśród pozostałych sześciu artykułów w „Warschauer Zeitung” z drugiej połowy 1942 r., w których poruszono tematykę żydowską, cztery były poświęcone Warszawie. Jeden z nich dotyczył zarządu powierniczego w fabryce pierza, drugi wizyty w getcie szefa związków rzemieślniczych w Rzeszy Schramma, w kolejnym wspomniano o żydowskich artystach i reżyserach w teatrach warszawskich, z Arnoldem Szyfmanem na czele (wspomniano też znaną tancerkę Polę Nireńską Nirenstein), ostatni miał charakter historyczny i zamykał się na 1830 r.222 Poza Warszawą w piśmie wspomniano jedynie o getcie w Opolu Lubelskim223.

„Warschauer Zeitung” podsumowała rok 1942, rok akcji „Reinhardt”, w której ramach wymordowano w komorach gazowych półtora miliona żydowskich mieszkańców Generalnego Gubernatorstwa, entuzjastycznym sprawozdaniem z wykładu wygłoszonego przez dr. Josefa Sommerfeldta z krakowskiego Instytutu Niemieckich Prac na Wschodzie224 pod wymownym tytułem „Wysiedlenie Żydów jest ostatecznym ratunkiem. Średniowieczne mieszczaństwo Europy Wschodniej zostało zniszczone przez Żydów. Kwestia żydowska na Wschodzie jest problemem dla rządu”.

Podsumowanie

W wychodzącej w czasie okupacji w Generalnym Gubernatorstwie prasie wydawanej w języku polskim bądź niemieckim propaganda antysemicka dotycząca zarówno polskich, jak i europejskich Żydów odgrywała dużą rolę, szczególnie w latach 1939-1941. Na czoło wybijały się w tym okresie tematy dosyć szeroko wiążące się z zagrabieniem ich mienia, izolacją w gettach i eksploatacją ekonomiczną w obozach pracy. Zdecydowanie więcej miejsca polskim i europejskim Żydom poświęciła prasa polskojęzyczna, poruszono w niej więcej wątków i wspomniano o większej liczbie skupisk żydowskich. Polski czytelnik prasy gadzinowej w tych latach natykał się na artykuł lub choćby krótką notę charakteryzujące w obraźliwy i fałszywy sposób tzw. szkodliwe zażydzenie przedwojennej gospodarki, kultury, nauki, a nawet życia politycznego w Polsce co najmniej dwa lub trzy razy w tygodniu. Redaktorzy podpowiadali przeciętnemu czytelnikowi, że wykluczenie Żydów z życia społecznego przez okupanta przyniesie mu korzyści, gdyż to Polacy zajmą będące dotychczas własnością polskich Żydów warsztaty, sklepy i mieszkania. Sączone miesiąc po miesiącu treści antysemickie zlewały się w jeden, przerażający obraz żydowskiego spisku, głównej przyczyny polskiej niedoli. Osłabiało to i tak wątłe w latach przedwojennych więzi obywatelskie, przypominało o przedwojennej rywalizacji gospodarczej, znieczulało na codzienny terror niemiecki wobec Żydów, zachęcało do ekonomicznej, egzystencjalnej kolaboracji z okupantem. Nie potrafiło się tej propagandzie i jej wpływom w polskim społeczeństwie przeciwstawić podziemie podległe rządowi w Londynie. Ostatecznym skutkiem braku odpowiedniej reakcji ze strony polskich elit była prawie powszechna znieczulica na tragedię polskich Żydów, od 1942 r. deportowanych z gett i mordowanych w ośrodkach zagłady

Osobnym zagadnieniem jest problem, w jakiej mierze omówione w tym opracowaniu antysemickie artykuły stanowiły w swoich treściach novum dla polskich czytelników. W wielu aspektach nie były niczym nowym w porównaniu z przedwojennym polskim piśmiennictwem antysemickim. Biorąc pod uwagę choćby streszczone przez Dariusza Libionkę225 artykuły zamieszczone w latach trzydziestych w pismach kurii łomżyńskiej „Życie i Praca” oraz „Sprawa Katolicka”, nie można oprzeć się wrażeniu, że przed 1939 r. polska nacjonalistyczno-katolicka prawica sformułowała większość zarzutów wobec polskich obywateli narodowości żydowskiej oraz zasugerowała radykalne rozwiązania tzw. sprawy żydowskiej. We wspomnianych gazetach pisano bardzo obszernie o „przestępczej” działalności Żydów w sferze publicznej. Jak ustalił Libionka, „w łomżyńskiej prasie diecezjalnej, tak jak w całej ówczesnej prasie katolickiej, pomstowano nad «zażydzeniem» polskiego życia kulturalnego i upadkiem europejskich i katolickich wartości. Na przemian straszono czytelników widmem «judeo-Polonii» i «żydokomuny», «żydowskim» kapitalizmem i równie «żydowskim» komunizmem. Związek Sowiecki przedstawiano jako państwo «żydowskie», marksizm uznano za «filozofię żydowską»”226. Publikujący w tych pismach świeccy i duchowni dziennikarze postulowali całkowitą izolację Żydów, bojkot ekonomiczny ich sklepów i zakładów oraz przymusowe usunięcie ich z kraju. Z równą gorliwością jak późniejsza prasa gadzinowa odnotowywano każdy „sukces” w walce z żydowskimi sklepikarzami oraz broniono racji sądzonych przez państwowe sądy uczestników antyżydowskich pogromów.

 

Pytaniem otwartym, wymagającym dalszych badań, pozostaje ocena wpływu antysemickiej propagandy w prasie gadzinowej na polskich czytelników. Mamy wiele potwierdzeń w literaturze pamiętnikarskiej, że wydawane przez okupanta gazety były regularnie czytane. Niemniej z lektury tych dzienników nie wynika, by odnotowywali teksty antysemickie. Franciszek Wyszyński227, zdeklarowany sympatyk endecji i antysemita, wielokrotnie i systematycznie powołuje się w swoich notatkach na „Nowy Kurier Warszawski”, a sporadycznie także na inne dzienniki, ale przytacza ze wspominanych tytułów prasowych jedynie informacje dotyczące wydarzeń na frontach. Raz 4 grudnia 1941 r. jako piątą informację z NKW podał, że w Palestynie uaktywnili się nacjonaliści arabscy, 9 stycznia 1942 r. zaś zanotował komentarz NKW o kampanii prasy żydowskiej w sprawie utworzenia armii żydowskiej. Nic z tego nie wyszło, gdyż zgłosiło się jedynie 6 tys. ochotników w Palestynie228. Wydaje się więc, że jego dobra orientacja w sprawach warszawskiego getta w okresie wielkiego wysiedlenia w lecie 1942 r. i powstania w kwietniu 1943 r. bazowała na innych źródłach. Nie może to dziwić, gdyż – jak pisałem – prasa gadzinowa o tych sprawach nie informowała. Nieco jednak dziwi, że Wyszyński, wyraźnie zadowolony z deportacji warszawskich Żydów, dodatkowo odnotowujący regularne zmiany cen bazarowych, nie przedstawił swoich opinii o artykułach w prasie gadzinowej, wychwalającej sukcesy w aryzacji warszawskiego rzemiosła i handlu.

Prasa gadzinowa – „Nowy Kurier Warszawski” i przede wszystkim „Warschauer Zeitung” – były ważnym źródłem wiadomości o sytuacji na frontach dla ukrywającego się po stronie aryjskiej młodego żydowskiego lekarza Marka Szapiro229. Odpowiednie artykuły interpretował zazwyczaj à rebours, umiejętnie odczytując intencje niemieckiej propagandy. Pomocne były przynoszone nieregularnie przez gospodarzy jego kryjówki konspiracyjne „gazetki”, wśród nich czasami „Biuletyn Informacyjny”. Szapiro odnotowuje skrupulatnie teksty antysemickie, np. „list” czytelnika NKW wychwalający treści zawarte w Protokołach mędrców Syjonu czy nieco później opublikowane fragmenty tej broszury. Zauważa, że intencję autora można streścić w prostej konstatacji: „wszyscy Żydzi muszą zginąć, więc nie należy tolerować ich ukrywania się”230. NKW Szapiro konsekwentnie nazywa „szmatą”, WZ do pewnego stopnia ceni za wyższy poziom merytoryczny wojskowych analiz. Można chyba też z dużym prawdopodobieństwem założyć, że 27-letni Marek Szapiro polską i niemiecką prasę gadzinową studiował w pierwszych latach okupacji, niestety, nie prowadził wówczas dziennika231.

Na zakończenie chcę się odnieść do oceny względnego sukcesu NKW i innych tytułów prasy gadzinowej, sformułowanej przez Tomasza Szarotę232. Badacz ten przyznaje, że próby nakłonienia społeczeństwa do bojkotu prasy gadzinowej ze strony prolondyńskiego podziemia zakończyły się niewielkim sukcesem, w Warszawie jedynie z okazji rocznicy 1 września 1940 r. sprzedaż znacząco spadła. W związku z tym konspiracyjny „Biuletyn Informacyjny” rozsądnie apelował o niekupowanie gadzinówek tylko jeden dzień w tygodniu. Zdaniem Szaroty, „w miarę upływu czasu ludzie nauczyli się czytać prasę gadzinową, doprowadzili do perfekcji metodę wyłuskiwania pomyślnych wiadomości, umieli ze spreparowanych komunikatów wojennych, ogłaszanych w NKW, wyławiać informacje o klęskach militarnych III Rzeszy. Należy mieć na uwadze także względy bardzo prozaiczne – braki papieru higienicznego i papieru do pakowania. Samo hasło bojkotu posiadało jednak głębszy sens – miało mianowicie budzić poczucie społecznej i obywatelskiej dyscypliny”. Zgadzając się generalnie z przesłaniem zawartym w cytowanej opinii, należy pamiętać, że lektura NKW i innych gadzinówek w istotny sposób przyczyniła się do społecznej izolacji ludności żydowskiej, a wielu Polakom, którzy wzbogacili się na zagładzie Żydów, dostarczyła czegoś na kształt alibi i uspokojenia wyrzutów sumienia.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?