Jak uciszyć wewnętrznego krytyka i uwierzyć w siebieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Alka: Taki krytyczny głos we własnej głowie często mówi nam: „Nie rób tego, nie nadajesz się, inni są lepsi i nie dasz rady”. Krytycyzm nie pozwala nam rozwinąć skrzydeł, często niszczy nasz zapał i nasze zaangażowanie. Jak Ty to odbierasz?

Honorata: Wydaje mi się, że jest to plaga, która dotyka każdego, niezależnie od wieku, płci, poglądów, pozycji społecznej. Mnóstwo osób ma w sobie wewnętrznego krytyka, który przypomina siedzącego na ramieniu chochlika. Powtarza nam ciągle, że to się nie uda, że jesteśmy beznadziejni, nie jesteśmy wystarczająco mądrzy, ładni, fajni, żeby osiągnąć to, co chcemy, że mamy siedzieć cicho, nie wychylać się. Wewnętrzny krytyk odzywa się też wtedy, gdy patrzymy w lustro, i mówi nam, że jesteśmy grube, brzydkie, mamy rzadkie włosy i za szerokie biodra. Cały czas podcina nam skrzydła. To jest nasz wróg numer jeden, którego musimy nauczyć się eliminować i uciszać.

Alka: Jak sobie radzisz ze swoim wewnętrznym krytykiem?

Honorata: Nigdy nie pozwoliłam mu urosnąć do takich rozmiarów, żeby mógł mi przeszkadzać w życiu. Miałam to szczęście, że wychowałam się w kochającej rodzinie, która bardzo mnie wspierała. Słyszałam wiele razy, że mnie kochają, że jestem mądra, zdolna, ładna. Dla małej dziewczynki takie słowa mają bardzo duże znaczenie i kreują jej postrzeganie świata, samej siebie w przyszłości. Myślę, że to był fundament do samo­akceptacji w późniejszych latach – wierzyłam w siebie, miałam wysoką, ale zdrową samoocenę. Już od naj­młodszych lat spełniałam swoje marzenia. Kiedy chciałam grać w spektaklach, zapisałam się na zajęcia aktorskie w moim rodzinnym mieście. Kiedy chciałam śpiewać, śpiewałam w szkolnym chórze. W wieku siedmiu lat, gdy zapragnęłam jeździć konno, biegłam do stadniny, wskakiwałam na konia i jeździłam na nim na oklep. Każdy rozsądny człowiek powiedziałby: „To ryzyko! Zaraz spadniesz i się zabijesz!”. A ja tak właśnie odkryłam swoją ogromną miłość do jazdy konnej, która nadal daje mi niesamowitą stabilizację emocjonalną w życiu i satysfakcję.

Od lat czytam sporo książek związanych z samorozwojem, samoakceptacją, rozwijam się każdego dnia i przychodzi mi to zupełnie naturalnie. Kiedy miałam osiem lat albo lat piętnaście i teraz, kiedy mam dwadzieścia osiem, potrafię spojrzeć na siebie w lustrze, uśmiechnąć się i powiedzieć sobie po prostu, że jestem fajną babką i jestem z siebie dumna.

Alka: Jesteś fantastyczną młodą dziewczyną, która się nie poddaje i idzie do przodu. Z doświadczenia wiem, że bardzo często osobami, które nas blokują, jesteśmy my same. Życie nieustannie dostarcza nam możliwości, ale w naszych głowach są blokady…

Honorata: Zdecydowanie tak, my sami blokujemy się najbardziej. Nawet w sytuacji, gdy wszyscy dookoła w nas wątpią, krytykują, to my decydujemy o tym, jak to odbierzemy, i to my, jako ostatnie ogniwo tego łańcucha, blokujemy samych siebie. Bo nawet jeśli ktoś ci powie, że tego nie zrobisz, masz prawo powiedzieć, że masz to gdzieś, i po prostu to zrobić! Dlatego też myślę, że żadna krytyka nie powinna być na tyle mocna, abyśmy pozwolili na to, aby podcięła nam skrzydła.

Alka: W czasach licealnych przeczytałam zdanie, które idzie ze mną przez całe życie: „Słowa ranią jak miecz”. Jak radzisz sobie z tekstami, które ranią, z krytyką, hejtem?

Honorata: W dzisiejszych czasach mamy możliwość wyrażania swojego zdania anonimowo. W internecie hejt i krytykanctwo rozrosły się do ogromnych rozmiarów. Ludzie kochają wylewać swoją frustrację, aby móc poczuć się lepiej. Mam pełną świadomość tego, i to mnie ratuje, że obrażającą, obrzydliwą, niekonstruktywną krytykę wylewają z siebie ludzie, którzy mają problemy ze sobą. Oni nie lubią siebie, nie lubią swojego życia, mają w sobie zawiść, zazdrość, wiele negatywnych emocji, którym muszą dać upust, na przykład w formie nienawistnego komentarza. Potrafią przyczepić się do zupełnie niewinnej osoby i zmieszać ją z błotem. Tłumaczę sobie, że takim ludziom hejt niesie ukojenie, dlatego nie dotyka mnie taka forma krytyki. Jest mi jego autorów po prostu szkoda, tak po ludzku, a nie złośliwie. Poza tym jestem „w obiegu publicznym” od około trzynastu lat i nauczyłam się sobie z tym radzić. Mam za sobą lata praktyki, kształtowania w sobie świadomości, że te osoby nie przeżyją życia za mnie, nie wiedzą, jaka jestem, oceniają mnie przez pryzmat zdjęcia, zdania wyrwanego z kontekstu, historii dopisanej do jakiegoś odłamka mojego życia. Przeszłam swoje i tyle. Już z tym nie walczę, nie stresuje mnie to, nie wpływa na mnie zupełnie.

Alka: No tak, bo to od nas zależy, czy pozwolimy, żeby te słowa nas umniejszyły…

Honorata: Tak jak mówiłam wcześniej – wewnętrzny krytyk może być dokarmiany krytyką innych ludzi. Ale to od nas zależy, czy dopuścimy ją do siebie, czy też stworzymy w głowie tarczę, która nas ochroni. Wszystko, co spotyka nas w życiu, każda negatywna, traumatyczna sytuacja może mieć na nas wpływ, ale to my decydujemy, jaki on będzie, czy sięgniemy samego dna, czy nauczymy się wyżej skakać przez przeszkody, które nas spotykają. Nie zmienia to, oczywiście, faktu, że nie można deprecjonować jakiejkolwiek kwestii, z którą się mierzymy i z którą możemy nie być w stanie sobie poradzić. Sama miałam mnóstwo takich problemów, ale wydaje mi się, że kształtowanie świadomości jest bardzo istotne, naprawdę jednak wszystko zależy od nas. Oczywiście, ktoś może zaraz powiedzieć: „No dobrze, tobie jest łatwo powiedzieć, ja mam pracę, której nie lubię, w której zarabiam tysiąc osiemset złotych, jestem nieszczęśliwy, szef mnie nie docenia”. Ale kto lub co broni ci zmienić pracę? Nikt i nic nie stoi ci na drodze do kształcenia się w kierunku, w którym chcesz się rozwijać. Wiadomo, że jeśli nie masz kwalifi­kacji czy doświadczenia, to idź na kurs, przeczytaj książki, e-booki, zapisz się na Facebooku do grupy specjalizującej się w danej dziedzinie, zrób research, nie stój w miejscu i nie oczekuj, że nagle twoja wymarzona posada zapuka do twoich drzwi. Jeśli w życiu chcemy coś zmieniać, musimy być na tyle odważni, żeby wychodzić poza swoją strefę komfortu. Mimo że brzmi to jak coachingowe gadanie, taka jest prawda! Wiem to z własnego doświadczenia, bo w życiu podejmowałam mnóstwo ryzyka na każdej płaszczyźnie: zawodowej, finansowej, interpersonalnej – rezygnując z wielu znajomości, które były dla mnie toksyczne, które źle wpływały na to, jak się czułam sama ze sobą. Myślę więc, że tych zmian można i należy wprowadzać w swoim życiu bardzo, bardzo dużo.

Alka: My, Polki, mamy najniższą samoocenę w Europie. Nie lubimy siebie, nie akceptujemy, ciągle coś w nas jest nie tak. Co byś powiedziała tym kobietom, które tak myślą?

Honorata: Wydaje mi się, że rozwiązaniem jest samoakceptacja w każdej płaszczyźnie, zarówno zawodowej, jak i prywatnej. Niezależnie od tego, czy spełniamy się w roli matki, córki, siostry, żony, czy też po prostu w kwestii naszego wyglądu, samoakceptacja jest niesamowicie istotna. To cały czas jest ten sam problem – powrót do wewnętrznego krytyka, który uniemożliwia nam korzystanie z życia w pełni.

Alka: Często mówię: „Jeśli czegoś nie zmienisz, nic się nie zmieni, nic się nie wydarzy, nic samo się nie zrobi. Zmienić to może tylko działanie”. Brakuje nam chyba wiary, odwagi, żeby zmieniać nasze życie na lepsze…

Honorata: Zdecydowanie tak, chociaż nie do końca jestem w stanie zrozumieć takie nastawienie. Kobieta patrzy w lustro, nie podoba się jej to, jak wygląda, uważa na przykład, że ma kilka kilogramów za dużo, ale nic z tym nie robi. Po prostu cały czas stoi w miejscu, narzeka i karmi swojego wewnętrznego krytyka. Nie idzie na fitness ani na siłownię, nie biega. Powtórzę się, ale żadna zmiana nie przyjdzie do nas sama. Chociaż najważniejsze jest jednak to, żeby niezależnie od tego, jak wyglądamy, kształtować w sobie samoakceptację. Dla mnie najistotniejszym czynnikiem postrzegania siebie i innych jest to, jakim kto jest człowiekiem. Człowiek piękny w środku wydaje mi się o wiele bardziej atrakcyjny i interesujący na zewnątrz. Jest coś takiego, prawda?

Alka: Prawda. Ale takie podejście nie jest modne. Dzisiaj idziemy w stronę idealnego piękna. Dla mnie kobieta piękna to kobieta pogodzona sama ze sobą. A często liczy się tylko wygląd zewnętrzny i na tym się z reguły wykładamy. Zaczynamy porównywać się do innych i osłabiamy się psychicznie. Rozmawiam z kobietami i wiem, że każda jest wartościowa i wyjątkowa.

Honorata: Ważne jest to, żeby unikać porównywania się do kogokolwiek, bo możemy szybko stracić motywację do bycia szczęśliwymi sami ze sobą, w swoim życiu. Każdy z nas jest wyjątkowy. Każdy z nas jest w jakimś stopniu indywidualistą, sam kreuje swoje życie w sposób, jaki chce. To, jak żyjemy, jak wyglądamy, jak się wypowiadamy, jakich mamy znajomych, czym się zajmujemy, tworzy niepowtarzalną jednostkę. I to jest cudowne, wyjątkowe, powinniśmy to doceniać, a w żadnym wypadku nie porównywać się do innych ludzi. Nie ma nic gorszego. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma gęstsze włosy, lepiej prosperujący biznes, bardziej wypasiony samochód, ale co z tego? Myślę, że o wiele wartościowiej jest skupiać się na rozwoju wewnętrznym, dzięki któremu możemy dojść do takiego etapu, że zaakceptujemy wszystko, co jest na zewnątrz.

Alka: Widzisz, bo my tak bardzo chcemy się przypodobać innym. A co jest cenne? Podobać się samemu sobie!

Honorata: Oczywiście, że tak. Kwestia przypodobania się innym jest mi zupełnie obca. Cały czas wychodzę z założenia, że żyjemy dla siebie. W żadnym wypadku nie możemy spełniać oczekiwań innych. Nikt nie przeżyje naszego życia za nas, więc sami jesteśmy kreatorami swojej rzeczywistości i najistotniejsze jest, żeby tę swoją rzeczywistość przyozdobić w sposób, który nam się podoba.

Alka: Fajnie, że to powiedziałaś. Najważniejsze jest to, co my myślimy o sobie. To, co ja myślę o sobie. To, co Ty myślisz o sobie. A nie to, co myślą o nas inni.

 

Honorata: Jak mogłoby wpłynąć na mnie to, że ktoś zapukałby do tych drzwi i powiedział mi, że jestem gruba, brzydka i że moja ostatnia piosenka jest beznadziejna?

Alka: Ale jeśli na to pozwolisz i wpuścisz te słowa do swojego umysłu, to one zrobią ci przykrość, a nawet krzywdę. A kiedy powiesz: „Nie, nie pozwalam. Stop. To nie moje słowa. Zabieraj je stąd i wynocha!”?

Honorata: Tak, otworzyłabym te drzwi i powiedziała: „Biedny… Chcesz pogadać? Napić się herbaty?”. Byłoby mi go szkoda, że tak negatywnie mówi o mnie. Wiedziałabym, że to z nim jest problem.

Alka: Warto nauczyć się dystansu i wyznaczania granic…

Honorata: Myślę, że dystans do siebie i do otaczającego nas świata w życiu jest niesamowicie istotny. Dystans, dystans, dystans. Przede wszystkim. Żeby nie brać niczego do siebie, wpuszczać jednym uchem, a drugim wypuszczać, przepracowywać wszystko w najszybszym możliwym tempie; żeby nie trzymać w sobie emocji, chaosu, który później nie daje nam spać.

Alka: Przejdźmy do tematu dzisiaj popularnego, troszkę miłosnego. Wszyscy mamy w sobie obawę przed odrzuceniem, za tym idzie potrzeba akceptacji. Czy byłaś kiedyś odrzucona?

Honorata: Tak, myślę, że każdy z nas boi się odrzucenia. Każdy z nas chce tworzyć stałe, fajne relacje, które dadzą nam poczucie bezpieczeństwa. I niezależnie od tego, czy to jest praca, związek, czy przyjaźń – chcemy być akceptowani i nie chcemy być odrzuceni. Ale wciąż wracamy tutaj do głównego tematu, że to sami dla siebie musimy być najlepsi. Sami siebie nie możemy odrzucać, a robimy to bardzo często. Spotkałam się w życiu z wieloma sytuacjami, w których byłam odrzucona. Na przykład, gdy nad czymś bardzo sumiennie pracowałam, a to nie spotykało się z pozytywnym odbiorem, albo gdy bardzo mi na czymś zależało, a finalnie nie mogło to być takie, jak sobie wymarzyłam. Ale jestem taką osobą, która próbuje z każdego negatywnego doświadczenia wyciągnąć lekcje, które mogą być nauczką na przyszłość, dzięki którym mogę stać się lepsza dla samej siebie. Myślę, że każda sytuacja czegoś nas uczy, niezależnie od tego, czy jest dobra, czy zła. Warto przeżywać cały wachlarz emocji, bo dzięki temu jesteśmy kompletni.

Alka: A czy zrobiłaś w życiu coś szalonego? Pamiętasz?

Honorata: Oczywiście, że tak. Całe mnóstwo szalonych rzeczy. Przede wszystkim wyprowadziłam się z domu w wieku osiemnastu lat, kiedy podpisałam swój pierwszy kontrakt muzyczny. W wieku dwudziestu lat wybudowałam dom pod Warszawą bez żadnej pomocy specjalistów. Sama robiłam research, począwszy od wyboru ziemi, przez pustaki, z których trzeba zbudować dom, po dachówki ceramiczne. Na pewno kolejną szaloną rzeczą było zainwestowanie w wiele ryzykownych biznesów, o których nie wiedziałam, czy się sprawdzą. Po czasie okazało się, że wiele z nich jest dochodowych, więc finalnie był to pozytywny ruch. Ostatnio zrobiłam też małą szaloną rzecz na wakacjach – leciałam paralotnią przyczepioną do łódki, nad wodą, od której dzieliło nas kilkadziesiąt metrów. Ogólnie uwielbiam czuć adrenalinę i dostarczać sobie różnych bodźców, bo uważam, że dzięki temu życie staje się kolorowe.

Alka: Znam Cię od nastolatki, zawsze byłaś uśmiechnięta i zawsze miałaś dużo wiary w siebie. Gdy patrzę na Twoje profile w mediach społecznościowych, to Twoje życie wygląda tam jak sielanka – nowe teledyski, fantastyczne ciuchy, piękne makijaże, remont kolejnego mieszkania w Warszawie, zagraniczne wakacje. Wygląda to tak, jakbyś nie miała żadnych zmartwień. Nie masz żadnych problemów?

Honorata: Tak, rzeczywiście ktoś tak może pomyśleć. Natomiast ja jestem taką osobą, która bardzo nie lubi obarczać innych swoimi problemami, nie lubię do końca się uzewnętrzniać, tym bardziej publicznie. A tak naprawdę od dwudziestego pierwszego roku życia zmagam się z nerwicą, z atakami paniki, z jakąś formą fobii społecznej. Chodziłam już na niejedną terapię, poddawałam się nawet specjalnym hipnozom, które miały mnie wyleczyć ze stanów lękowych. Są one dla mnie często bardzo paraliżujące. Cały czas staram się z tym walczyć. Jestem osobowością niesamowicie neurotyczną, a z racji tego, że jestem artystką i uważam, że artyści są wrażliwcami, odbieram każdy bodziec życiowy bardzo, bardzo mocno. Dlatego też mam tendencję do nadmiernego rozmyślania o wszystkim, a przez chaos w głowie nie mogę zasnąć. Zdarzyło się wiele takich sytuacji, które wzbudziły we mnie lęki i stany depresyjne, jak na przykład mój pierwszy kontrakt z wytwórnią, który kosztował mnie niesamowicie dużo nerwów. Był to skok na głęboką wodę w dorosłe życie, bardzo duża decyzyjność, duże pieniądze, kontakty z wieloma ludźmi, wśród nich wielu chciało mnie wykorzystać. Moja choroba – w wieku czternastu lat stwierdzono u mnie przewlekłą białaczkę szpikową; babcia, która zmarła na nowotwór, dziadek, który zmarł na nowotwór, moja mama, która przeżyła już dwa nowotwory: piersi i jelita grubego i teraz kolejny raz się leczy… Tych sytuacji stresowych w moim życiu było naprawdę wiele. Dochodzą do tego kontakty z toksycznymi ludźmi, nieudane związki, skrajne emocje, presja i oczekiwanie społeczeństwa. Na szczęście, jak mówiłam wcześniej, jestem osobą, która skupia się na pozytywach. Dlatego zakładam, że to sytuacje, z którymi jestem w stanie sobie poradzić, mogę z nimi żyć.

Myślę, że terapia nie jest dziś niczym wstydliwym. Korzysta z niej mnóstwo osób i jest normalne, że cały czas poszukujemy siebie i potrzebujemy tej wewnętrznej stabilizacji. Ludzie tego nie widzą, bo nie oczekuję od innych nadmiernego wsparcia, zrozumienia, akceptacji. Jestem w stanie sobie poradzić w bardzo okrojonym gronie osób, które dają mi ogromne wsparcie. Poza tym zaakceptowałam już, że jest to też w jakiś sposób część mnie.

Alka: Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?

Honorata: Sprawdzone relacje międzyludzkie, na których nigdy się nie zawiodę. Rodzina jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Wiem, że zawsze mogę na nią liczyć i że najbliżsi zawsze mi pomogą. Bardzo ważna jest dla mnie szczerość, autentyczność, empatia, docenianie małych rzeczy i wdzięczność za wszystko, co nas otacza. To dzięki nim jesteśmy w stanie odczuwać radość i szczęście, a jest to w życiu niesamowicie istotne, bo bez tego ciężko iść do przodu. Samoakceptacja, pewność siebie, wiara w siebie i niekończący się rozwój na każdej płaszczyźnie, którą sobie wymarzę, a także podejmowanie cały czas nowych wyzwań.

Alka: Na zakończenie: Honorato, co byś powiedziała kobietom, żeby zachęcić je, by nie porzucały swoich marzeń?

Honorata: Jestem chyba typową przedstawicielką marzycieli, bo już od najmłodszych lat wyznaczałam sobie cele do realizacji, od tych najmniejszych, bardziej przyziemnych, po totalnie abstrakcyjne i na pierwszy rzut oka nie do osiągnięcia. A jednak udawało mi się je realizować. Jest mało marzeń, z którymi tak się nie stało, a to dlatego, że nigdy długo się nie zastanawiam. Lubię podejmować ryzyko, jestem ambitna, chcę po prostu realizować się w życiu na każdym polu, które tylko przyjdzie mi do głowy. I nie ma znaczenia, czy to jest zostanie numerem jeden ze swoją piosenką w stacjach radiowych, czy lot paralotnią nad morzem, czy też jazda konno. Uważam, że w życiu marzenia są niezwykle istotne. Wydaje mi się, że człowiek, który je spełnia, jest przede wszystkim szczęśliwy, pozytywnie nastawiony, łatwiej komunikuje się z innymi ludźmi. Ma przy tym dawkę pozytywnej adrenaliny, która – moim zdaniem – jest nieodzownym elementem życia. Więc to, co mogłabym na pewno poradzić dziewczynom w kwestii spełniania marzeń, to pewność, że jeśli nie zaryzykują, to nigdy nie zweryfikują tego, czy uda im się to osiągnąć. Nigdy w życiu nie miałam niczego podanego na tacy, nigdy nikt za mnie niczego nie załatwił, nigdy nikt niczego za mnie nie zrobił. Lubię stawiać pierwsze kroki. Każdy kolejny nakręca mnie do podjęcia decyzji o następnym i uważam, że małymi kroczkami jesteśmy w stanie coś osiągnąć, gdzieś dojść… Miłej podróży!

Alka: Honorato, dziękuję za szczerą i inspirującą rozmowę.

W następnym rozdziale Joanna poruszy temat samoakceptacji.

ROZDZIAŁ 2
Samoakceptacja
i autentyczność


Dowiedz się, kim jesteś, i pozostań sobą

Dolly Parton

Bycie autentycznym oznacza, że cenisz i szanujesz siebie, że uważasz siebie za osobę godną uczestnictwa w życiu świata. To wewnętrzne przekonanie, że to, co czujesz, myślisz, mówisz i robisz, jest wartościowe. W przeciwnym razie udajesz kogoś, kim nie jesteś, wchodzisz w cudze buty. Zakładasz, że taka jaka jesteś, nie zasługujesz na szczęście, podziw, akceptację. I choć na krótką metę „granie roli” daje ci poczucie kontroli nad sytuacją, w rezultacie coraz bardziej oddalasz się od tego, za czym tęsknisz – od dobrego samopoczucia, swobody, spokoju wewnętrznego, po poczucie szczęścia i spełnienia.

Kiedy nie czujesz się osobą wartościową, próbujesz to ukrywać, zakładając maski, jak w poniższych przykładach.

Beata (38 lat, pielęgniarka) bardzo przeżyła swój rozwód, szczególnie to, że partner porzucił ją dla jej „najlepszej” przyjaciółki. Fakt. To musiało boleć. Jednak Beata od czterech lat próbuje ponownie ułożyć sobie życie, spotyka się z mężczyznami, ale tak bardzo boi się trafić źle, że każdą znajomość zaczyna od opowiadania o tym, co ją spotkało. Robi to bardzo szczegółowo. Pierwsza randka upływa więc na… ocieraniu łez. Chyba domyślacie się, że nie jest to obiecujący scenariusz nowego rozdziału w życiu?

Rola – Skrzywdzona. Twój krytyk wewnętrzny mówi: jesteś słaba, zaś ty – czując się niepewnie w swojej skórze – wolisz, aby świat nie stawiał przed tobą wyzwań, nie narażał na rozczarowania. Oto twój skrypt: „Jestem taka przemęczona, słaba, chora, świat się na mnie uwziął, więcej już nie zniosę, więc niczego ode mnie nie wymagaj, nie żądaj, tylko mnie nie skrzywdź”.

Ewa (42 lata, bizneswoman) bardzo dobrze radzi sobie zawodowo. Jej firma odnosi sukcesy, ale ona sama wciąż nie czuje się szczęśliwa i spełniona. Jak twierdzi, ludzie są przy niej, kiedy ma im coś do ofiarowania, ale kiedy to ona potrzebuje wsparcia, wszyscy są zajęci swoimi sprawami. Koleżanki dzwonią, kiedy potrzebują pomocy albo chcą się wygadać. Gdy Ewa miała problemy, rozwodziła się z mężem, wokół niej zrobiło się pusto. A on? Okazał się niewdzięczny. Wszystko kręciło się wokół niego, to jego urodziny spędzali w egzotycznych miejscach, bo Ewa starała się, aby to były wspaniałe niespodzianki. Swoje czterdzieste urodziny spędziła, płacząc, gdyż on o nich… zapomniał. I to był początek końca…

Rola – Dawca. Twój krytyk mówi: twoja obecność to mało, musisz dać więcej. Twoim sposobem na niepewność jest więc dawanie za dużo. Zgłaszasz się na ochotnika do zadań, do których nikt się nie kwapi, pomagasz tym, którzy o pomoc nie proszą, wybaczasz nielojalność, zdradę, lekceważenie. Kochasz za bardzo, tyle potrafisz znieść, tyle dowodów wspaniałomyślności dajesz, że niemal krzyczysz: „Tak wiele dla ciebie robię, więc musisz mnie kochać!”.

Aldona (31 lat, menadżerka) nie raz słyszała, że jest ładna, mądra i wspaniała, jednak z tajemniczego powodu w sprawach sercowych zawsze trafia jak kulą w płot. Na jej liście związków znajdują się niezrozumiani artyści bez grosza (na szczęście przecież mogą mieszkać u niej, korzystając z dobrze zaopatrzonej lodówki, samochodu itd.), kawiarniani intelektualiści z kieliszkiem w dłoni, dzwoniący grubo po północy, że są zbyt pijani, żeby samodzielnie wrócić do domu, i rozmaici inni faceci, na których świat się po prostu nie poznał. Oprócz Aldony, która, widząc nieoszlifowany diament, zakłada swoją magiczną pelerynę i próbuje pomóc. Załatwia pracę (oczywiście, żadna się nie nadaje), terapię (nie działa) i tak dalej…

Rola – Superwoman. Mogłabyś wydać się gejzerem pozytywnej energii, gdyby nie to, że twoją motywacją jest udowodnienie innym twojej siły, a nie wewnętrzna potrzeba działania. Twój krytyk mówi: swoją wartość możesz udowodnić, tylko dokonując niemożliwego! Musisz wygrać tam, gdzie inni zawodzą! To twoja przepustka do bycia akceptowaną! Ratujesz więc z opresji, stawiasz do pionu, wyciągasz zwinnym ruchem kogoś, kto wpadł w dołek… Słowem: stajesz twarzą w twarz z wyzwaniem, ratując świat przed katastrofą. Przyciągasz do siebie nałogowców, Piotrusiów Panów, niespełnionych artystów i słabeuszy. To trudne i męczące, ale twoje istnienie jest usprawiedliwiane przez skrypt: „Tylko ja to potrafię, beze mnie zginiesz”.

Iwona (27 lat, inżynierka) ma wrażenie, że zawsze coś jest nie tak. Na imprezie jest niezadowolona, że nie założyła szpilek, lub przeciwnie, że inne dziewczyny wydają się ubrane bardziej na luzie. Kiedy ona zaprasza gości, może się wydawać, że oczekuje angielskiej królowej. Wszystko musi być idealne… Jej chłopak twierdzi, że próbuje kontrolować całe swoje życie, a przy okazji i jego, ale Iwona odpowiada: „Co w tym złego, że chce się być doskonałym? Prawda?”.

 

Rola – Chodzący Ideał. Twój krytyk mówi: błędy są niedopuszczalne! Postaraj się! Dlatego rolą, którą grasz, jest aspirowanie do ideału. Wszystko w tobie powinno być perfekcyjne, więc długo siedzisz przed lustrem, cyzelując swój sceniczny makijaż. Idealny wygląd, idealne zachowanie, idealne życie. Niepewność, której doświadczasz, ma zniknąć pod perfekcyjną maską osoby bez skazy. Twój skrypt brzmi: „To ja jestem najlepsza”.

Marzena (52 lata, ekonomistka) narzeka na brak towarzystwa. Jest rozwiedziona, mieszka sama i mogłaby wieść przyjemne życie, ale do jej lokum rzadko zaglądają znajomi. Wymawiają się też, gdy proponuje spotkanie na mieście. A przecież tyle ma do zaoferowania. Koleżanki, które palą, próbuje przekonać, że warto rzucić ten szkodliwy i niezdrowy nałóg, siostrzenicy stara się uświadomić, że popełnia błędy wychowawcze. Marzena wie tyle pożytecznych rzeczy. Dlaczego nikt tego nie docenia?

Rola – Nieomylna. Twój krytyk mówi: Ludzie cię zlekceważą, musisz udowodnić im, że znasz się na rzeczy. Nauczyłaś się więc, że niepewność można zasłonić maską nieomylności. Masz w zanadrzu mnóstwo mądrości, którymi obdarzasz wszystkich wokół. Nie stronisz od pouczania, ale ty przecież wiesz, jak jest najlepiej. Ty sama nie przyjmiesz ani rady, ani – tym bardziej – krytyki. Przecież twój skrypt brzmi: „Tylko ja wiem, co i jak należy robić”.

Eliza (36 lat, szefowa działu w wydawnictwie) z satysfakcją nazywa siebie zołzą. Twierdzi, że musi być twarda, bo ludzie wejdą jej na głowę. Dlatego czasem celowo doprowadza do sytuacji, w której widzi w oczach drugiej strony obawy i niepewność. Wtedy czuje się silna. Facetów też traktuje z góry. Twierdzi, że nie ma zamiaru się angażować, bo to ona dyktuje warunki.

Rola – Zołza. Twój krytyk mówi: inni tylko czekają, aby cię upokorzyć, a w życiu masz do wyboru: wzniecasz kurz albo go łykasz. Masz w sobie wiele lęku, więc uważasz, że najlepszą linią obrony jest atak. Przecież ktoś taki jak ty nie ma szans, by grać fair. Posuwasz się więc do intryg, mobbingu, zastraszania itp. Skrypt twojej roli brzmi: „Ze mną nie wygrasz”.

Mirka (39 lat, fryzjerka) przez kilka lat tkwiła w toksycznym układzie. Była tą trzecią. Przyznaje, że pod koniec związku to żona Pawła, jej ukochanego, wzbudzała w niej najsilniejsze emocje, choć nigdy się nie widziały. Mirka miała już dość ciągłego czekania, kradzionych weekendów i wieczorów, ale jedna myśl nie dawała jej spokoju: „W czym jest ode mnie lepsza!? Dlaczego wybrał ją? Nie mogę przegrać…”.

Rola – Rywalka. Twój krytyk powtarza: zobacz – inni są lepsi, piękniejsi, mądrzejsi, mają to, czego ty nie masz… Aby potwierdzić swoją wartość, musisz wygrać. Dlatego potrzebujesz wroga, rywalki, oponenta. Wchodzisz więc często w sytuacje, w których pojawia się przeciwnik. Zdarza się, że jesteś „tą trzecią”, walczysz o czyjeś względy, nagrody, miejsce na podium. W dialogach ostatnie zdanie musi należeć do ciebie. Twój skrypt: „Wygram! Jestem od ciebie lepsza”.

Monika (34 lata, prawniczka) nie otwiera się przed ludźmi, utrzymuje dystans. Na imprezach czy konferencjach często ma wrażenie, że nie należy do grupy. Wydaje się jej, że równie dobrze mogłoby jej tam nie być. „Jestem przezroczysta, nie umiem się dostosować do tej naturalności, z którą inni ze sobą rozmawiają” – mówi. „To tak, jakbym nie umiała być sobą, a nawet nie wiedziała, kim właściwie jestem. Kiedy zastanawiam się nad swoimi związkami, z których żaden nie przetrwał, próbuję odkryć, co robiłam nie tak. Myślę, że często czułam się zagubiona. Wiele razy nie umiałam właściwie zareagować, zachować się swobodnie. Zamiast rozmawiać i pytać, mieliłam wszystko we własnej głowie, analizowałam i przeżuwałam. To zresztą mój problem ze wszystkimi ludźmi, bo trudno jest mi czuć się wśród nich normalnie”.

Rola – Samotniczka. Twój krytyk mówi: coś jest z tobą nie tak. W obliczu emocjonalnej niepewności ratujesz się więc ucieczką. Unikasz sytuacji, w których twoja niekompetencja, nieśmiałość, kompleksy mogłyby ujrzeć światło dzienne. Gdy nie wiesz, co masz powiedzieć – milczysz, gdy nie wiesz, co masz zrobić – wycofujesz się. Skrypt: „Lepiej milczeć lub odejść, niż przyznać się do błędu”.

Iza (26 lat, copywriterka) ma opinię rozrywkowej dziewczyny. Lubi się bawić, a kiedy się już bawi – tańczy, pije, rzuca się facetom na szyję. Nie to, żeby była zainteresowana seksem. To część zabawy. Często dopada ją refleksja: „Nie traktują mnie poważnie, nikt się o mnie nie troszczy… ale co tam…”.

Rola – Kokietka. Twój krytyk mówi: niczym się nie wyróżniasz, a może nawet jesteś nikim? A więc odpalasz fajerwerki. Żartujesz z siebie, śmiejesz się, pokrywasz niepewność nadmiarem słów. Wydaje się, że wszystko jest OK, że to twój luz, ale ty walczysz o akceptację. Twój skrypt: „Może jeszcze raz mi się uda?”.

Renata (44 lata, ekonomistka) nigdy się nie wychyla. Siada na brzeżku krzesła, a gdy idzie do szefa z ważną sprawą, na początek oświadcza, że nie chce przeszkadzać. Renata nigdy nie chce przeszkadzać nikomu, nawet przez to, co sobie myśli, bo kiedy się z kimś nie zgadzasz, to pojawia się kłopot, prawda?

Rola – Echo. Twój krytyk gromkim głosem wykrzykuje, że nic nie znaczysz. Dlatego, aby czuć się bezpiecznie, wtapiasz się w tło. Stajesz się mistrzynią w przytakiwaniu, kiwaniu głową i oferowaniu swojego poparcia. Wyrażenie swojego zdania, sprzeciw, oznaczałyby ryzyko odrzucenia. Twój skrypt: „Nie odpychajcie mnie, jestem waszym sojusznikiem”.

Magda (34 lata, fizjoterapeutka) – wszystkie jej związki okazały się katastrofą. Nie było ich za wiele, raptem dwa przez pięć lat. Każdy miał być tym jedynym, ale po jakimś czasie wszystko się psuło. „Mój pierwszy partner po mistrzowsku ukrywał przede mną, że ma żonę – mówi. – Zwrócił na mnie od razu uwagę, przez calutki czas mnie adorował, więc nie przyszło mi do głowy wypytywać, czy jest z kimś związany. Był taki otwarty, na pozór bardzo szczery. Czasem dziwnie się zachowywał, znikał, ale nie chciałam pytać wprost, żeby nie pomyślał, że jestem zdesperowana. Dowiedziałam się przez znajomych i byłam w totalnej rozsypce. Potem był Igor. Pracowaliśmy w tej samej firmie, ale w innych filiach, a nasz pierwszy kontakt był czysto służbowy. Zauważyłam jednak, że zaczął ze mną flirtować, więc myślałam, że jest zainteresowany. Jednak zwodził mnie wiele miesięcy. Miałam wrażenie, że ciągle robi krok w przód i krok w tył. Raz był wspaniały i miły, dawał do zrozumienia, że coś nas łączy, a potem stawał się obojętny. Nazywam to związkiem, bo się zaangażowałam i przez kilka miesięcy liczyłam na coś więcej. Najpierw uważałam, że nie chce robić sensacji w pracy, a potem, że może obawia się jasnej deklaracji. Do tej pory nie rozumiem, o co mu właściwie chodziło”.

Rola – Sfinks. Twój wewnętrzny krytyk mówi: nie zasługujesz na więcej! Dlatego zadowalasz się namiastką. Nie wyrażasz swoich oczekiwań. Nie pytasz, gdy masz uzasadnione wątpliwości. Nie zgłaszasz swoich obaw i nadziei. Milczysz i czekasz… No właśnie… na co? Że świat obejdzie się z tobą łaskawie, lecz przecież nie zawsze tak się dzieje. Twój skrypt: „Lepiej nie pytać, gdyż odpowiedź może zranić”.

Jeśli odnalazłaś się w którejś z ról, niech cię to skłoni do dyskusji z krytykiem. To jeden ze sposobów, w jaki możesz przeciwstawić się jego narracji. Krytyk uważa, że działa w twoim najlepszym interesie. Jednak jego metody przypominają raczej ładunek wybuchowy, który wysadza w powietrze twoje dobre samopoczucie, niwecząc wysiłki i torpedując sukces. Jak sobie z nim poradzić?

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?