Bestia

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Bestia
Bestia
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 53,95  43,16 
Bestia
Audio
Bestia
Audiobook
Czyta Roch Siemianowski
21,95 
Szczegóły
Audio
Bestia
Audiobook
Czyta Agata Załęcka
26 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Copyright © Oficynka, Gdańsk 2018


Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani jej część nie może być

przedrukowywana ani w żaden inny sposób reprodukowana

lub odczytywana w środkach masowego przekazu

bez pisemnej zgody Oficynki.


Wydanie pierwsze w języku polskim, Gdańsk 2018


Opracowanie redakcyjne: zespół

Skład: Tojza

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl

Projekt okładki: Anna M. Damasiewicz

Zdjęcia na okładce: © Ron Harvey | Depositphotos.com


ISBN 978-83-66613-11-9



www.oficynka.pl

email: oficynka@oficynka.pl

SPIS TREŚCI

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Rozdział 40

Rozdział 41

Rozdział 42

Rozdział 43

Rozdział 44

Rozdział 45

Rozdział 46

Rozdział 47

Rozdział 48

Rozdział 49

Epilog

ROZDZIAŁ 1

Krystyna Darska stanęła przy oknie bawialni. Poprzez pokrytą szronowymi wzorami szybę widoczne były niewyraźne sylwetki Samanty i Łukasza. Odwróciła się z westchnieniem.

– Urocza dziewczyna!

– Uważam za niestosowne obdarowywanie tak młodej osoby sobolami – odparła chłodno Marta.

– Jej wuj jest wziętym adwokatem, stać go na taki sprawunek. Sobole to nagroda. Przecież Samanta z wyróżnieniem ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie.

– I jeszcze zaręczynowe przyjęcie w Magnolii! – Marta niestrudzenie ciągnęła swój wywód. – Toż to ekstrawagancja!

Krystyna się uśmiechnęła.

– Łukasz mówił mi, że ślub planują w Wielkanoc.

– Od razu widać, że wychowywała się w innym kraju – nie ustępowała Marta. – Nie przypomina naszych dziewcząt. Chyba za bardzo jej pobłażano.

Krystyna przez chwilę z zadumą spoglądała na stojącą na kominku fotografię syna.

– Dla mnie liczy się tylko jedno – dzięki niej Łukasz powrócił do życia – powiedziała cicho. Tymczasem dwoje młodych spieszyło w kierunku opla zaparkowanego przy Kasztelańskiej.

– Lubię skrzypiący śnieg – rzekła Samanta.

– Mogą być kłopoty z samochodem – mruknął Łukasz.

– Pójdziemy piechotą – zaproponowała beztrosko.

– To zbyt daleko w taki mróz.

– Mnie jest gorąco! – Zdjęła kapelusz i trzymając go przed sobą, wykonała kilka tanecznych kroków.

Lśniące kasztanowe loki rozsypały się dookoła twarzy. Latem dziewczyna zdecydowała się je obciąć, co stało się powodem pierwszej sprzeczki zakochanej pary. Już po tygodniu oznajmiła, że zapuszcza włosy, bo chce mieć taką samą fryzurę, jak Loda Halama.

Zaczynało zmierzchać, gdy dojechali do bloku przy Parku Wilsona. Samanta mieszkała razem ze swoim wujem Januszem Maletą, jego żoną Anną i czteroletnim Antosiem. Do Polski przyjechała ponad trzy lata temu. Nie sądziła wtedy, że zostanie tu na dłużej.

Otworzyła drzwi własnym kluczem i cichutko wślizgnęła się do holu. Antoś zasypiał czasami po podwieczorku, nie chciała go obudzić.

Przejrzała się w lustrze. Z zadowoleniem stwierdziła, że w eleganckim beżowym płaszczu i sobolowym boa doskonale się prezentuje.

Usłyszała za sobą tupot małych nóżek. Odwróciła się, by pochwycić chłopczyka w ramiona.

– Ciocia! Kcem do mapecek! – oświadczył stanowczo.

– Masz za swoje! – roześmiała się Anna, stając na progu salonu.

Miesiąc wcześniej Samanta wybrała się z Antosiem do kina, w którym wyświetlano film o Tarzanie. Malec był tak zachwycony, że poszli na niego jeszcze trzy razy.

– Jutro pojedziemy do małpek. A później... – zawiesiła głos.

– Kawe Patia! – krzyknął radośnie.

Po seansie szli zawsze na ulubione czekoladowe rożki do kawiarni Cafe Patria, popularnej wśród bywalców kina Słońce.

Antoś pobiegł pochwalić się niani Stasi.

– Napijemy się herbaty – zaproponowała Anna.

Przeszły do salonu. Lekkie białe meble, lustro w złoconej ramie i stare pianino z drzewa cytrynowego zostały zabrane z poprzedniego mieszkania przy Cieszkowskiego, które było zbyt małe, by pomieścić dodatkowo nianię i prawie dorosłą pannę.

– Dostałam je od mojej matki – powiedziała Anna, gdy przed dwoma laty przenosili się do nowego lokum. – Nie mogę ich zostawić.

Samancie bardzo podobały się fotele w salonie Maletów. Miały finezyjnie wygięte nóżki i tapicerkę w pastelowych barwach. Gdy siadali w nich do podwieczorku, miała wrażenie, że przenosi się w czasie. Uważała, że wnętrze idealnie pasuje do pani domu, pełnej niewymuszonego wdzięku i elegancji. Wyobrażała ją sobie ubraną w suknię w stylu empire, niczym damy z obrazów Gerarda.

Gospodyni wniosła paterę pełną rogalików z konfiturami.

– Czy to dobry pomysł, Gertrudo? – spytała Anna, nalewając herbatę. – O ósmej siadamy do kolacji.

– Panienka na pewno przemarzła – odparła kobieta. – Rogaliki jeszcze ciepłe.

 

Sam z lubością wypiła parę łyków parującego napoju, podanego w misternie zdobionej chińskiej filiżance.

– U pani Darskiej piłam lipową herbatę z miodem – powiedziała, sięgając po rogalika. – Była okropnie słodka. Ciotka Łukasza chyba zauważyła, że mi nie smakuje.

Anna uśmiechnęła się.

– Myślałam, że Łukasz przyjdzie z tobą. Już dawno go nie widziałam.

– Pan komisarz odwiedzi nas w niedzielę, zaprosiłam go na obiad.

Gawędziły, dopóki Antoś nie przybiegł i nie wdrapał się na kolana cioci. Po chwili oczka zaczęły mu się kleić, oparł główkę o jej ramię i zasnął. Sam zaniosła go do niani.

– Chyba nie będę jadła kolacji – oznajmiła, wróciwszy do salonu. – Trochę boli mnie głowa, położę się wcześniej.

– Faktycznie, wyglądasz na zmęczoną. – Anna przyjrzała się jej z troską. – Przyniosę ci aspirynę.

– Muszę się porządnie wyspać – uśmiechnęła się dziewczyna. – Jutro czekają na nas małpeczki.

ROZDZIAŁ 2

Komisarz Darski podszedł do zakratowanego okna i odsunął ciężkie story. W rozproszonym świetle latarni wirowały płatki śniegu. Była niedziela, więc po Placu Wolności przemykali tylko nieliczni przechodnie.

Usiadł przy masywnym biurku. Ledwo otworzył teczkę z aktami bieżącego śledztwa, na progu pokoju stanął aspirant Wrzosek.

– Panie komisarzu, jest inspektor! – zameldował.

Łukasz pospieszył do gabinetu szefa. Na jego widok Graczyk zdusił w popielniczce dopiero co zapalonego papierosa.

– Siadaj – rzucił krótko.

Darski znał go od lat i wiedział, że to oznaka zdenerwowania. Otworzył akta.

– Włamania nie było, zostało nieudolnie sfingowane – podsunął inspektorowi raport z laboratorium. – Znaleźliśmy odciski palców, które nie należą ani do właściciela, ani do pracowników.

– Co o tym sądzisz?

– Podejrzewam, że ktoś z personelu może być wmieszany w sprawę – odparł komisarz. – Skradziono tylko najcenniejsze futra. Złodzieje wiedzieli, co warto zabrać.

Graczyk w zamyśleniu zabębnił palcami po blacie biurka.

– Widzę jeszcze inną możliwość – odezwał się Darski. – Jest kryzys, rośnie liczba wyłudzeń. Trzy miesiące temu właściciel podwyższył kwotę odszkodowania.

– Do czego zmierzasz?

– Na razie nie możemy niczego wykluczyć – rzekł spokojnie Łukasz.

– Podobno małżonka komendanta osobiście zna właściciela. Jego sklep ma powodzenie u pań z towarzystwa – inspektor wyznał szczerze powód swojego strapienia. – Rzecz jasna, nie będzie żadnych nacisków, mówię ci to tylko prywatnie.

Komisarz podniósł się z krzesła.

– Muszę jak najszybciej zacząć przesłuchania.

– Jak się czuje panna Greenwood? – spytał Graczyk, zapalając kolejnego papierosa.

– Nadal kaszle. Lekarz kazał jej leżeć.

Dopiero w swoim pokoju Darski przypomniał sobie, że miał porozmawiać o awansie dla aspiranta Wrzoska.

ROZDZIAŁ 3

Mecenas Maleta otworzył drzwi sypialni siostrzenicy.

– Idź odpocząć, siedziałaś tu całą noc – powiedział do żony, chociaż był pewien, że go nie posłucha.

Z holu dobiegł głos Antosia. Janusz wyszedł, by uspokoić malca. Na widok jego wygiętych w podkówkę usteczek poczuł pod powiekami piekące łzy. Wziął syna na ręce.

– Musimy być cichutko. Ciocia Sam teraz śpi.

Przekazał dziecko niani. Później zajrzał do kuchni.

– Jadę na Focha wysłać depeszę – poinformował zapłakaną Gertrudę.

Po południu zawiózł Antosia i nianię Stasię do Swarzędza, gdzie mieszkała jego chrzestna. Chłopczyk miał u niej zostać do czasu, aż Samanta wydobrzeje.

***

– Powinnaś coś zjeść – perswadowała Marta. – Bądź rozsądna, w końcu sama się rozchorujesz!

Krystyna Darska siedziała skulona w fotelu przed kominkiem. Ze wzrokiem utkwionym w trzaskającym ogniu zdawała się wypatrywać czegoś w płomieniach.

– On tego nie zniesie po raz drugi – mówiła z tłumioną rozpaczą. – Tak długo się podnosił po śmierci Barbary...

Marta uklękła przy siostrze i delikatnie dotknęła jej rąk, leżących bezwładnie na kolanach.

– Żałuję, że ją w ogóle poznał! – wybuchnęła Darska i natychmiast ukryła twarz w dłoniach. – Boże, dlaczego powiedziałam coś tak strasznego!

– Możemy się tylko modlić – rzekła cicho Marta.

***

Późnym wieczorem przyszedł Łukasz. Otworzyła mu Gertruda z różańcem w dłoniach. Maletów zastał w holu.

– Jest doktor Warecki – powiedziała cicho Anna.

Darski usiadł obok nich na sofie. W trwożnym milczeniu spoglądali na drzwi pokoju Samanty. Gdy tylko lekarz ukazał się w progu, podnieśli się jak na komendę.

– Niestety, potwierdziły się moje obawy. Wdało się obustronne zapalenie płuc – oznajmił posępnie. – Jeżeli gorączka nie spadnie... Musicie być przygotowani na najgorsze.

Po jego wyjściu przez krótką chwilę stali bez ruchu, zbyt przerażeni, by w jakikolwiek sposób zareagować. Anna, tłumiąc łkanie, pobiegła do Samanty.

Łukasz bez słowa skierował się do gabinetu Janusza. Dochodziła północ, ale wiedział, że osoba, do której chce zadzwonić, nie potrzebuje żadnych wyjaśnień.

Po paru minutach wrócił do holu.

– Wkrótce będzie tu Rafał Gajda – rzekł pospiesznie.

– Ten podróżnik? – spytał zaskoczony Janusz.

– Mówił, że spróbuje pomóc – odparł Łukasz.

– Jak? Skoro doktor Warecki... – Maleta spojrzał z niepokojem, zastanawiając się zapewne, czy przyjaciel nie postradał zmysłów.

– Rafał był kiedyś lekarzem, ale od dawna nie praktykuje. Kilkanaście lat temu zainteresował się medycyną Wschodu – wyjaśnił Darski i dodał: – Przecież Warecki wyraził się jasno! Nie mamy nic do stracenia.

Janusz zagryzł wargi. Wolno pokiwał głową.

– Pójdę uprzedzić Annę.

Gajda dotarł szybciej niż się spodziewali. Gdy Maleta wrócił do holu, ujrzał go rozmawiającego półgłosem z Łukaszem. Podróżnik był postawnym pięćdziesięcioletnim mężczyzną z krótko obciętą szpakowatą brodą i bujną czupryną, lekko tylko przyprószoną siwizną.

Uścisnął mocno dłoń mecenasa.

– Nie marnujmy czasu. Gdzie pokój chorej?

Anna, która kładła kolejny zimny kompres na rozpalone czoło Samanty, wstała na ich widok. Gajda podszedł do łóżka i dotknął szyi dziewczyny. Później przyłożył ucho do jej piersi i nakazawszy gestem ciszę, uważnie słuchał. Z kieszeni marynarki wyciągnął niewielką papierową torebkę i podał Annie.

– Dwie łyżeczki na szklankę wody – poinstruował. – Trzeba podgrzewać pół godziny na wolnym ogniu, tak by nie zagotować. Mecenasie, niech wasza gospodyni namoczy w letniej wodzie kilka prześcieradeł. Musimy obniżyć temperaturę.

Pierwszy okład nie przyniósł oczekiwanego efektu. Dopiero po drugim temperatura nieco spadła.

Gajda zwrócił się do Janusza:

– Proszę przypilnować, by żona wypoczęła – i uprzedzając sprzeciw, dodał stanowczo: – To konieczne, jeżeli chcecie być pomocni.

ROZDZIAŁ 4

Anna usiadła gwałtownie na łóżku. Zasnęłam! – pomyślała w popłochu. Zerwała się z posłania i pospieszyła do holu. Rafał Gajda z poszarzałą ze zmęczenia twarzą wychodził właśnie z pokoju Samanty.

– Jest lepiej – rzekł półgłosem. – Możesz do niej zajrzeć.

Wieczorem, przed udaniem się na spoczynek Anna poprosiła, by mówili sobie po imieniu.

Samanta spała. Gdy leżała nieprzytomna, mokre kosmyki przylepiały się jej do twarzy. Teraz miała krótko obcięte włosy. Oddychała o wiele spokojniej, a z policzków zniknęły wywołane gorączką rumieńce.

Rafał poradził Annie, by zjadła śniadanie i się przebrała.

– Nie możemy jej niepokoić. Co pomyśli, gdy zobaczy cię w pogniecionej sukni i z włosami w nieładzie?

Samanta obudziła się koło jedenastej. Była bardzo słaba, ale przełknęła trochę bulionu, ugotowanego według zaleceń Gajdy.

Po południu przyszedł Warecki. Janusz zastanawiał się, jak doktor zareaguje na fakt, że z Samantą jest lepiej i to za sprawą lekarza, który od dawna nie praktykuje. Tymczasem obaj panowie wdali się w ożywioną dyskusję, a Warecki z zainteresowaniem o wszystko wypytywał.

– Te zioła dostałem w Chinach – wyjaśnił podróżnik. – Miałem wielokrotnie okazję, by zaobserwować ich działanie. Wie pan, że tamtejsza medycyna liczy sobie kilka tysięcy lat?

Po wyjściu doktora Anna spytała:

– Czy życiu Sam nic już nie zagraża?

– Nie będę cię oszukiwał – odparł Gajda. – Jej stan jest nadal ciężki.

Poszedł do pokoju niani, który Maletowie oddali do jego dyspozycji. Musiał odpocząć po wielogodzinnym czuwaniu. Przy chorej miała teraz dyżurować Anna. Gorączka powracała każdego wieczoru, ale na szczęście nie była już tak wysoka.

Łukasz wpadł na pomysł przekazania sprawy innemu śledczemu, ale powstrzymał go Rafał, mówiąc:

– Praca pozwoli ci przetrwać najgorsze. Samantę czeka długa rekonwalescencja. Wtedy będziesz jej potrzebny.

ROZDZIAŁ 5

Dopiero trzy tygodnie później nastąpiła zdecydowana poprawa. Podróżnik wyprowadził się z mieszkania Maletów, ale na prośbę dziewczyny niemal codziennie ich odwiedzał.

– Polubiła cię – stwierdziła Anna.

– Mówiła, że przypominam jej ojca.

– To prawda, widziałam fotografię jej rodziców. Dwa lata temu zginęli w wypadku. Samanta, mimo młodego wieku, sporo już przeszła. Nawet Łukasza poznała w tragicznych okolicznościach.

– Jest bardzo wrażliwa – rzekł Gajda. – Zauważyłem, że popadła w lekką melancholię. Tak bywa po ciężkiej chorobie.

Zapukał do drzwi pokoju dziewczyny.

– Dobrze, że przyszedłeś – powiedziała. – Chciałam spytać, czy długo jeszcze muszę leżeć.

– Aż odzyskasz siły – odparł. – Uprzedzałem, że to potrwa. Doktor Warecki jest tego samego zdania.

– Dobrze, ty wiesz najlepiej. Przecież uratowałeś mi życie – przy ostatnich słowach jej oczy zaszkliły się od łez.

– Nie łam mi serca! – Rafał pochylił się i mocno ścisnął jej dłoń. – Będzie dobrze. Wiesz, że cię nie okłamuję, prawda?

Skinęła głową.

– Jesteś najwspanialszym lekarzem na świecie!

– I marnym fryzjerem – rzekł ze smutkiem, wywołując na jej twarzy uśmiech. – Powinnaś dać mi burę.

– Przecież odrosną – pocieszyła go i dodała ciszej: – Teraz inaczej na wszystko patrzę...

– Coś cię trapi – odezwał się po chwili. – Jeżeli mi zaufasz, znajdziemy lekarstwo i na tę troskę. Wieczorem, przed powrotem do domu, Gajda pojechał do Darskiego. Przeszli do salonu, który pełnił jednocześnie rolę jadalni. Pod oknem stała ciemnozielona pluszowa kanapa, a obok niej orzechowa etażerka.

Rafał zajął miejsce przy okrągłym stole przykrytym lnianym obrusem. Rzadko bywał w tym mieszkaniu. Z przyjaciółmi i znajomymi spotykał się w hotelu Continental, gdzie miał zarezerwowany pokój. Rachunki płacił wydawca jego książek i „Kurier Poznański”, dla którego pisał reportaże z podróży.

– Zaparzę herbatę – zaproponował Łukasz.

Nie miał gospodyni. Na obiady chodził do restauracji niedaleko komendy. Filiżanki, sztućce i cukier wyjął z niewielkiej serwantki, na której stało zdjęcie Samanty.

– Nieźle sobie radzisz, komisarzu – rzekł gość, obejmując gorący imbryk obiema dłońmi, by je ogrzać.

W odpowiedzi usłyszał:

– Chyba nie fatygowałeś się tutaj, by komplementować moje kuchenne talenty.

Rafał się uśmiechnął.

– Jak twoje śledztwo?

Darski przez chwilę przyglądał mu się uważnie lekko przymrużonymi oczyma.

– Kluczysz, przyjacielu – powiedział spokojnie. – To do ciebie niepodobne. Ale skoro pytasz... Mój aspirant awansował i w każdej chwili może przejąć dochodzenie.

– To dobrze. To bardzo dobrze! – Gajda z uznaniem pokiwał głową. – Zatem jak najszybciej porozmawiaj z Samantą, bo młoda dama ma pewien dylemat.

Następnego dnia Darski od razu poszedł do szefa, by uzyskać formalną zgodę na przekazanie akt Wrzoskowi. Na szczęście świeżo upieczony podkomisarz brał udział w tym śledztwie, więc przejęcie poszło sprawnie i po południu Łukasz mógł pojechać do Maletów.

– Państwo pojechali odwiedzić Antosia – poinformowała Gertruda. – A panienka pytała o pana komisarza.

Darski usiadł w fotelu przy łóżku Sam. Spała. Długie rzęsy rzucały cień na wychudłe policzki. Odrastające włosy zwijały się w niesforne loczki. Jego wzrok powędrował ku sztaludze stojącej w narożniku przy oknie. Na ścianach wisiały namalowane przez Samantę portrety Antosia. Łukaszowi podobał się ten pokój, bardzo dziewczęcy, z niebieskimi zasłonami w oknach i jasnymi tapetami.

 

Poczuł na sobie spojrzenie. Szarozielone oczy wydawały się jeszcze większe w wymizerowanej twarzy dziewczyny.

– Pamiętam, jak płakałam, że z powodu przeziębienia nie pójdę na bal karnawałowy – powiedziała. – Nie zdawałam sobie sprawy, że najgorsze przede mną. Gdyby Rafał był akurat w podróży...

Zmroziły go ostatnie słowa. Przecież sam zadręczał się tą myślą setki razy.

– Zrobiłam kilka projektów sukni. Zastanawiałam się, gdzie urządzimy wesele. Teraz wiem, że tego nie potrzebuję.

– O czym ty mówisz? – spytał ze ściśniętym gardłem.

Usiadła na łóżku.

– Nie rozumiesz? Ja nie chcę czekać! – na jej bladych policzkach pojawiły się delikatne rumieńce.

Wieczorem wrócili Maletowie. Łukasz przywitał się z nimi, po czym wprawił ich w osłupienie, oznajmiając z rozjaśnioną twarzą:

– W przyszłym tygodniu bierzemy ślub!

ROZDZIAŁ 6

Pierwszy ochłonął Janusz.

– Oszalałeś?!

– Dajcie Łukaszowi spokój! – Samanta ubrana w błękitną podomkę stanęła na progu sypialni.

– Kochanie, powinnaś wrócić do łóżka! – zwróciła się do niej Anna.

– Rafał obiecał Sam, że wszystko zorganizuje – odezwał się Darski, który takiej reakcji najwyraźniej się nie spodziewał.

– Podejrzewałem, że to jego sprawka! – rzekł Janusz.

– Jestem dorosła! – oznajmiła z oburzeniem dziewczyna. – Rafał nam tylko pomaga.

– Samanta nie powinna się denerwować – powiedziała stanowczo Anna. – Jutro spokojnie porozmawiamy.

Stropiony Darski wyszedł, a domownicy udali się do łóżek, słusznie przewidując, że tej nocy nie będą zbyt dobrze spali.

– Pewnie się zastanawiasz, jak przemówić mi do rozsądku! – rzekła wojowniczo Samanta, gdy rano Anna weszła do jej pokoju.

– Zakochani i rozsądek? – spytała z uśmiechem pani Maleta.

Dziewczyna nieco się rozchmurzyła.

– Wczoraj nie mogłam zasnąć. Zadzwoniłam do Rafała i poprosiłam, by tu rano przyszedł i wszystko wam wyjaśnił.

Gajda pojawił się koło dziesiątej.

– Zaniepokoił nas ten pomysł – powiedział Janusz. – Przecież Samanta nie może jeszcze wychodzić!

– Kapłan udzieli ślubu w waszym domu – odparł Rafał.

– To możliwe? – zdziwiła się Anna.

– Owszem. Znam księdza Zawadzkiego, od salezjanów na Masztalarskiej, na pewno się zgodzi. Ceremonia nie potrwa długo i zaraz po niej Samanta wróci do łóżka. Musi nabrać ciała i odzyskać siły. Dobrze byłoby wysłać ją później do sanatorium, a latem powinna wyjechać na wieś. Rozmawiałem o tym z doktorem Wareckim.

– Brzmi sensownie – mruknął Janusz. – Chociaż nadal nie rozumiem, po co się tak spieszą z tym ślubem.

– Ma pan krótką pamięć, mecenasie – powiedziała jego żona, uśmiechając się promiennie.

Inne książki tego autora