Jeśli tylko chcesz

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Rozdział pierwszy

Był już późny wieczór, kiedy Wiktoria dojechała do Ustronia Morskiego – swojego rodzinnego miasteczka. Powrót do domu, po kilku latach, budził w niej niesamowite emocje. Z jednej strony czuła podekscytowanie, z drugiej nie zdołała do końca zagłuszyć wszystkich obaw w swojej głowie. Ostatni raz była tutaj blisko dwa lata temu, w dodatku tylko na chwilę. Teraz jednak zamierzała wrócić tu na dłużej. Być może na zawsze… Nie potrafiła sobie odpowiedzieć na żadne z dręczących ją pytań, zdecydowanie potrzebowała czasu na poskładanie myśli.

Mama Wiktorii wybrała idealny moment, żeby ściągnąć ją tutaj z powrotem. W Warszawie mieszkała od początku studiów. Życie i praca w stolicy na najwyższych obrotach, nieprzerwanie od sześciu lat, sprawiły, że czuła się zmęczona i wypalona. Nastąpił moment krytyczny i powiedziała sobie: dość. Właśnie wtedy zadzwoniła mama ze swoją propozycją. Ojciec Wiktorii, który był architektem i na stałe pracował w Kołobrzegu, miał wyjechać na roczny kontrakt do Stanów Zjednoczonych. Mama bardzo chciała z nim polecieć, ale ktoś musiał zająć się jej pensjonatem w Ustroniu. A według niej tylko jednej osobie mogła powierzyć to zadanie bez obaw. Swojej córce.

Wiktoria od lat pracowała w hotelarstwie, to właśnie mama zaraziła ją tą pasją. Praca stanowiła dotąd centrum jej wszechświata. Potrzebowała jednak jakiejś zmiany, dlatego pomysł mamy był dla niej wybawieniem! Żałowała tylko, że zamknięcie spraw w Warszawie nieco się opóźniło i nie zdążyła pożegnać się z rodzicami. Wiedziała jednak, że mama zostawiła dla niej szczegółowe informacje, i były w stałym kontakcie.

Ustronie przywitało Wiktorię bardzo spokojnie. Maj dobiegał końca i sezon lada chwila miał się rozpocząć. Uświadomiła sobie, jak bardzo potrzebowała tego spokoju! Warszawa dała jej ogromne możliwości i przez długi czas nie wyobrażała sobie życia poza nią, ale zabrała także coś bardzo ważnego. Wiktoria praktycznie nie miała życia prywatnego, ponieważ praca wymagała od niej maksimum zaangażowania. Była menadżerem jednego z warszawskich hoteli. Poświęcenie się karierze sprawiło, że w życiu zawodowym osiągnęła niemal wszystko. Zdobyła ogromne doświadczenie i była z siebie dumna. Ciężka praca opłaciła się, ale w tym momencie czuła, że utknęła w jakimś martwym punkcie i nie miała motywacji, by ruszyć dalej. Chciała coś zmienić, odzyskać dawną energię, siłę i pewność siebie, które zniknęły gdzieś po drodze.

Z uśmiechem na twarzy podjechała pod oświetlony pensjonat rodziców. Mimo zmęczenia kilkugodzinną jazdą samochodem, czuła się autentycznie szczęśliwa, że tu jest. Odetchnęła głęboko i zamknęła na chwilę oczy. Uwielbiała morskie powietrze. Pensjonat jej rodziców znajdował się blisko morza i pewnie gdyby nie zmęczenie, od razu poszłaby na plażę. Postanowiła to jednak odłożyć na następny dzień i najpierw porządnie się wyspać. Z bagażnika wyjęła najmniejszą walizkę, w której miała najpotrzebniejsze rzeczy, i skierowała się do wejścia. Od razu wpadła w ramiona swojej kuzynki – Karoliny, która pracowała tutaj jako recepcjonistka.

– Wiki! Nie mogłam się ciebie doczekać!

– Cześć kochana! – Wiktoria z uśmiechem uścisnęła kuzynkę. – Tak się cieszę, że cię widzę.

Od dzieciństwa były ze sobą mocno związane, przede wszystkim dlatego, że żadna z nich nie miała rodzeństwa. Były dla siebie jak siostry. Mimo że tak rzadko się widywały, zawsze były w stałym kontakcie. Wiktoria doskonale orientowała się w życiu Karoliny, bo gdy tylko miały wolną chwilę, rozmawiały ze sobą przez telefon.

– Pewnie jesteś wykończona. Zaprowadzę cię teraz do twojego apartamentu, a jutro powiem ci na spokojnie co i jak.

– Apartamentu? – Wiktoria zamknęła za sobą drzwi. – Myślałam, że zatrzymam się w naszym mieszkanku.

– Twoja mama przygotowała dla ciebie coś specjalnego. Chodź!

Zaprowadziła ją na poddasze, które dotąd nie było zaaranżowane. Kiedy otworzyła drzwi, Wiktoria zaniemówiła z wrażenia. Mama przeszła samą siebie. Przygotowała jej przepiękny apartament. Od razu wiedziała, że pokocha to miejsce! Niewielki salonik połączony z aneksem kuchennym wyspą, przy której stały dwa krzesła barowe. Całość urządzona w szarobiałej tonacji z dodatkami w pastelowych kolorach. W salonie królowała grafitowa kanapa z puchatymi, różowymi i miętowymi poduszkami. Na ścianie z białej cegły wisiał wielki telewizor. Całość dopełniały regały z książkami oraz innymi gadżetami, które sprawiały, że wnętrze to było naprawdę przytulne. Mama pomyślała nawet o wielkiej lampie przypodłogowej, bo wiedziała, że jej córka uwielbia spędzać wieczory na czytaniu. Wszystko zostało urządzone w stylu, jaki Wiktoria uwielbiała. Najbardziej zaskoczyło ją ogromne, czarno-białe zdjęcie wzburzonego morza. Było fantastyczne! Zatrzymała na nim wzrok na dłużej i dopiero po chwili zauważyła, że Karolina wpatruje się w nią z uśmiechem.

– I jak? – zapytała kuzynka, zapalając lampę.

– Kocham moją mamę! – roześmiała się Wiktoria. – Jest cudownie! Już czuję się jak u siebie.

– Zapraszam do twojej sypialni i łazienki – odparła tajemniczo Karolina.

Sypialnia była dokładnie w tym samym stylu. Na tle białej cegły stało szare, tapicerowane łóżko, a przy nim stolik nocny z przepiękną, szklaną lampką i srebrnym budzikiem w nieco starodawnym stylu. Głównym elementem pokoju była jednak ogromna szafa z mlecznego szkła. Mama wiedziała, że będzie jej potrzebować, miała słabość do gromadzenia ubrań. Przy ścianie ze skosem stała jeszcze niewielka, biała toaletka z krzesłem.

– Strasznie się cieszę, że tu jestem… – powiedziała drżącym głosem, bojąc się, że za chwilę kompletnie się rozklei.

– Ja też! Bardzo mi ciebie brakowało. Ale wszystko nadrobimy, prawda?

– Oczywiście. Jak tylko się wyśpię, kochana. – Wiktoria przytuliła mocno kuzynkę.

Chwilę później Karolina zostawiła ją samą, żeby mogła wziąć prysznic i odpocząć. Wiktoria wiedziała, że obecność kuzynki będzie jej tutaj bardzo potrzebna. Bo oprócz ogromnej radości z powrotu, bała się także swoich wspomnień, które czyhały na nią w tym miejscu i jego okolicach. Wspomnień o wielkiej i niespełnionej miłości…

***

Ogromne zmęczenie dało o sobie znać, bo kiedy się obudziła, zegarek na nocnej szafce wskazywał południe. Po szybkim, orzeźwiającym prysznicu wskoczyła w spodnie dresowe, wybrała jeden z ulubionych luźnych T–shirtów i rozsiadła się na sofie, żeby zapoznać się z listem od mamy. Zostawiła jej wszystkie niezbędne pełnomocnictwa i instrukcje, pozostawiając jednak dość dużą swobodę działań. Wiedziała, że Wiktoria doskonale poradzi sobie w kierowaniu pensjonatem. W końcu w Warszawie była menadżerem dużo większego obiektu. Praca tutaj wydawała się być czystą przyjemnością! Jednak jeszcze przed wyjazdem z Warszawy, Wiktoria przygotowała sobie listę zadań, które zamierzała zrealizować w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Chciała, żeby mama była z niej dumna. Kiedy kończyła kawę, jej uwagę przykuła niewielka karteczka znajdująca się w kopercie z dokumentami.

– „Mam nadzieję, że odnajdziesz tutaj spokój i szczęście, córeczko” – przeczytała na głos. – „Twoje morze czeka! Przez pierwszy tydzień masz tylko odpoczywać, chodzić na długie spacery i niczym się nie przejmować. Odwiedź wszystkie swoje ulubione miejsca tutaj i w Kołobrzegu. A gdybyś chciała powspominać stare czasy, poproś Karolinę o pewne pudełko. Bardzo Cię kocham! Mama.”

Uśmiechnęła się, bo czytając te słowa, niemal słyszała swoją mamę. Bardzo za nią tęskniła. Ostatnio rzadko bywała w domu, częściej to właśnie rodzice odwiedzali ją w Warszawie. Swoją obecnością tutaj chciała im wynagrodzić swój nieustanny brak czasu. Wiedziała, że mama bardzo docenia jej pomoc i to, że dzięki niej mogła polecieć do Stanów z tatą.

Wiktoria postanowiła na początek rozpakować wszystkie swoje rzeczy, żeby w pełni poczuć się jak w domu. Wnosząc kolejne walizki z samochodu, cały czas miała w głowie słowa mamy. Chyba nie była jeszcze gotowa na powrót do przeszłości. Musiała na nowo poskładać swoje życie, tego jednego była pewna. Chyba myślenie o tym, co zostawiła tutaj sześć lat temu i jaka wtedy była, nie bardzo temu sprzyjało. Warszawa ją odmieniła. Wcześniej myślała, że na lepsze, ale teraz miała wątpliwości. Jej pewność siebie, którą nabyła, zdobywając kolejne szczeble kariery, zupełnie zniknęła. Czuła się nieco zagubiona, ale wiedziała, że tylko tutaj zdoła odzyskać wewnętrzny spokój. Bardzo tego potrzebowała.

Postanowiła zastosować się do zaleceń mamy. Zaczęła od wypakowania walizek i ułożenia ubrań w ogromnej szafie. Trochę ich tutaj przywiozła, ale z racji tego, że wynajęła swoje mieszkanie w Warszawie, musiała wszystko stamtąd zabrać. Wszystkie biznesowe stroje, koszule, ołówkowe spódnice i kostiumy, które dotąd stanowiły główną część jej garderoby, wylądowały na dnie szafy razem z wysokimi szpilkami, do których zawsze miała słabość. Tutaj nie będą jej potrzebne. Zanotowała sobie w pamięci, żeby zadzwonić do Hani – przyjaciółki z Warszawy, dzięki której miała teraz co na siebie włożyć. To ona zabierała ją zazwyczaj na zakupy, z przyjemnością wybierając dla niej topy w różnych kolorach, T–shirty z nadrukami i obcisłe dżinsy, które zapełniały teraz jej szafę. Kiedy schowała ostatnią walizkę, była z siebie bardzo zadowolona.

Zadzwoniła do Karoliny i zaprosiła ją na obiad. Kuzynka zdążyła już odespać nocny dyżur w pensjonacie i od razu się zgodziła. Umówiły się przy ulubionej restauracji, do której kiedyś często razem chodziły. Wiktoria wyszła jakąś godzinę przed umówionym czasem i wybrała się na dłuższy spacer. Była zaskoczona tym, jak wszystko się tutaj pozmieniało. Z uśmiechem na ustach skierowała się w stronę plaży. Patrząc na morze, wzięła głęboki oddech. Poczuła spływający na nią spokój. Uwielbiała to miejsce! Mimo że do szkoły średniej chodziła w Kołobrzegu i tam mieszkała przez trzy lata, to Ustronie Morskie pozostało jej ulubioną nadmorską miejscowością. Miało jedyny w swoim rodzaju urok.

 

Poszła w kierunku swojego ulubionego zejścia na plażę. Tyle wspomnień wiązało się z tym miejscem, ale nie chciała teraz do nich wracać. Postanowiła po prostu upajać się tą chwilą, cudowną pogodą i słońcem. Usiadła na schodach, zdjęła okulary przeciwsłoneczne i zamknęła oczy. Teraz już naprawdę poczuła, że wróciła do domu.

Rozdział drugi

Spędziły z Karoliną przemiłe popołudnie przy pysznym jedzeniu i winie. Wiktoria z radością odkryła, że miejsce, które bardzo lubiła, niewiele się zmieniło. Kuzynka opowiadała jej o pensjonacie, o tym co się w nim zmieniło, czym dokładnie się zajmowała i jak udawało jej się godzić pracę z dojazdami do Kołobrzegu, gdzie mieszkał jej chłopak. Wiktoria nie miała jeszcze okazji poznać Rafała, z którym Karolina spotykała się już prawie od roku.

– Na pewno się polubicie – zapewniała. – Rafał zaproponował, żebyśmy poszli we trójkę na kolację w sobotę. Otworzyli tutaj niedawno świetną restaurację, w której grają muzykę na żywo. Myślę, że ci się spodoba!

– Z przyjemnością zjem z wami kolację i poznam Rafała, ale pozwolisz, że później dyskretnie się ulotnię. – Wiktoria uśmiechnęła się i wzięła do ręki kieliszek z winem.

Wieczór spędziły w mieszkanku Wiktorii, rozłożyły się pośród puchatych poduszek z kubkami z gorącą herbatą. Ciągle nie mogła uwierzyć, że mama tak doskonale zaaranżowała to wnętrze dla niej. Karolina zdradziła jej tajemnicę projektu apartamentu. Okazało się, że wykonała go Emilia – siostrzenica mamy Wiktorii, która miała własne studio projektowe. Od jakiegoś czasu mieszkała we Wrocławiu, ale udało jej się znaleźć chwilę, żeby przyjechać nad morze i wykonać ten specjalny projekt. Spędziła z mamą Wiktorii długie godziny na projektowaniu i wyszukiwaniu inspiracji w Internecie. Potem sama osobiście nadzorowała ekipę budowlaną, dbając o każdy najmniejszy szczegół. Poświęciła także mnóstwo czasu na dobranie odpowiednich dodatków, żeby wszystko idealnie ze sobą współgrało. Wiktoria musiała koniecznie do niej zadzwonić z podziękowaniami. Kiedyś często się widywały w Sopocie, skąd pochodziła jej mama, i w dzieciństwie były sobie dość bliskie. Rodzice Emilii nadal tam mieszkali, ale kontakt nieco osłabł, kiedy dziewczyny dorosły i wyjechały na studia.

– Byłam trochę zaskoczona, że rodzice całe mieszkanie przekształcili w pokoje dla gości – wyznała Karolinie.

– Twoja mama planowała to od dłuższego czasu i połączyła remont razem z aranżacją apartamentu dla ciebie.

– Zaniedbałam moich staruszków. – Wiktoria objęła kubek dłońmi. – Strasznie byłam zajęta sobą i swoją karierą. A jak to się wszystko skończyło? Tak, że moja ukochana praca mnie wykończyła!

– Oni są z ciebie bardzo dumni! Naprawdę, nie musisz sobie robić wyrzutów – odpowiedziała Karolina, łapiąc ją za rękę. – Najważniejsze, że jesteś tutaj. Dla twojej mamy to wiele znaczy. Wybrałaś jej mały pensjonat, a nie pięciogwiazdkowy hotel w Warszawie. Jesteś odważna!

Uśmiechnęła się do kuzynki, nic nie mówiąc. Dla niej to nie była odwaga. Musiała ułożyć na nowo całe swoje życie, odzyskać spokój i pokonać stres, który zawładnął nią w ostatnim czasie. Powrót nad morze miał być do tego pierwszym krokiem. Jeszcze nie wiedziała, co będzie za rok, kiedy rodzice wrócą do Polski. Na razie chciała znów zacząć cieszyć się w pełni każdym nowym dniem. Wszystko postawiła zatem na jedną kartę. Musiała wynagrodzić rodzicom swoją nieobecność i zająć się ich pensjonatem najlepiej, jak potrafiła. W głowie miała już mnóstwo pomysłów i niebawem chciała zacząć je realizować. Najpierw czekał ją jednak tydzień odpoczynku, o który dopominał się już jej organizm.

***

Kilka dni później Wiktoria wybrała się na zakupy do Kołobrzegu. Musiała zrobić zaopatrzenie do pensjonatu, a przy okazji chciała kupić produkty na niedzielny obiad, na który zaprosiła Karolinę i Rafała. Podczas pracy w hotelu zaprzyjaźniła się z tamtejszym kucharzem, który nauczył ją przygotowywać kilka popisowych dań. Gotowanie było jej pasją, na którą nie miała dotąd tyle czasu, ile by chciała. Nareszcie mogła to zmienić! Mama zadbała o najlepsze wyposażenie jej małej kuchni, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby właśnie od tego zacząć. Obiad z kuzynką i jej partnerem był ku temu doskonałą okazją.

Poprzedniego wieczora udało jej się ogarnąć najpilniejsze sprawy związane z pensjonatem, dlatego dziś nie musiała się spieszyć. Odwiedziła wszystkie miejsca, które uwielbiała w czasach liceum. To był bardzo sentymentalny spacer. Najbardziej ucieszyła się z kawy w niewielkiej kawiarence niedaleko szkoły. Praktycznie nic się tam nie zmieniło! Kiedy zamknęła oczy, prawie widziała swoją najlepszą przyjaciółkę z liceum – Marcelinę. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, żałowała, że ich kontakt się urwał. Ona wyjechała na studia do Warszawy, a Marcelina do Wrocławia, gdzie mieszkała prawie cała jej rodzina. Na początku dzwoniły do siebie niemal codziennie, później jednak miały na to coraz mniej czasu. Pochłonięte nowym życiem nie zadbały wystarczająco o tę przyjaźń.

Odłożyła myśli o Marcelinie na bok i pojechała na zakupy. Szybko uporała się z zaopatrzeniem pensjonatu. Zakupy dla siebie zostawiła na koniec. Kiedy sprawdziła już na liście, czy ma wszystkie niezbędne produkty, skierowała się z wózkiem do kasy. Wtedy, w alejce naprzeciwko, zauważyła jego. Swoją pierwszą, wielką miłość – Maksa. Prowadził wózek sklepowy i mówił coś do siedzącej w nim małej dziewczynki. W chwilę potem podeszła do nich wysoka blondynka i z uśmiechem wrzuciła coś do wózka. Wiktoria nie mogła się ruszyć z miejsca. Stała jak sparaliżowana. Na szczęście cała trójka po chwili zniknęła jej z oczu, a ona wolno poszła w stronę kasy.

Minęło pięć lat, odkąd się rozstali. Pięć lat, odkąd wyprowadził się z ich wspólnego mieszkania w Warszawie. To jasne, że mógł sobie ułożyć życie i mieć rodzinę. Dlaczego tylko poczuła w tym momencie taki ból? Nie potrafiła poradzić sobie z tymi nagłymi uczuciami, była przytłoczona i smutna. Długo siedziała w swoim samochodzie, zanim ruszyła w drogę powrotną do Ustronia. Widziała ich wychodzących ze sklepu. Maks włożył zakupy do bagażnika, pożegnał się z blondynką i wsiadł do drugiego samochodu. Patrzyła, jak oboje odjeżdżają. Nie potrafiła ruszyć się z miejsca. Nagle poczuła ogromną tęsknotę do tego, co kiedyś ich łączyło. Bardzo ją zaskoczyły te myśli. Była pewna, że już dawno uporała się z rozstaniem z Maksem. To były niezwykle trudne chwile w jej życiu, ale po czasie, mimo że nie było to łatwe, nauczyła się żyć bez niego.

Tuż po rozstaniu, na drugim roku studiów, wyjechała na półroczny staż do Nowego Jorku. Ten wyjazd pomógł jej odzyskać wewnętrzny spokój. Podjęła wówczas decyzję o rozpoczęciu pracy w hotelu na poważnie i przeniesieniu się na studia zaoczne. Dotąd nigdy tego nie żałowała. Zdawała sobie jednak sprawę, że jej fascynacja pracą w hotelu, która rozpoczęła się po praktykach studenckich, odebrała jej Maksa. On uważał, że powinna zająć się studiami, a pracę zostawić na później. Denerwował się, kiedy brała kolejne dyżury w recepcji i spędzała tam niemal całe dnie i noce. On też pracował, ale doskonale potrafił oddzielić pracę od życia prywatnego. Kiedy przestali się widywać we wspólnym mieszkaniu, podjął decyzję o wyprowadzce i powrocie na Wybrzeże. Padło wtedy między nimi mnóstwo przykrych słów.

Wiktoria bardzo to przeżywała, Maks był dla niej kimś najważniejszym na świecie. Upłynęło wiele miesięcy, zanim zaczęła normalnie funkcjonować, nie myśląc o nim w każdej sekundzie. Całą energię poświęcała pracy. Zaprzyjaźniła się z Hanią, którą poznała w Nowym Jorku. Pracowały razem w hotelu i mogła na nią liczyć w każdym momencie. Bardzo się wspierały, bo Hania także nie miała w Warszawie nikogo bliskiego. To właśnie dzięki niej Wiktoria poznała Filipa, który później, krok po kroku, zdobył jej serce. Był to związek zupełnie inny niż z Maksem. Mężczyzna pracował w dużej, zagranicznej korporacji, która pochłaniała go równie mocno jak Wiktorię hotel. W wolnych chwilach chodzili razem do kina, na spacery i eksperymentowali w kuchni. Nigdy jednak nie składali sobie żadnych poważnych deklaracji. Oboje nie byli wówczas na nie gotowi. Tuż przed wyjazdem Wiktorii z Warszawy, Filip zdecydował się na pracę w Stanach Zjednoczonych, w filii swojej firmy. Pożegnali się bez smutku i ciągle byli w kontakcie. Teraz, z perspektywy czasu wiedziała, że Filip był jednak bardziej jej przyjacielem niż partnerem.

Wybrała numer Karoliny i prawie przez całą drogę rozmawiały o Maksie. Kuzynka widziała go w Ustroniu kilka razy, ale nigdy z dzieckiem. Była zaskoczona nowiną Wiktorii. Chciała ją podnieść na duchu, ale ciężko było jej znaleźć odpowiednie słowa. Wiedziała, że w głębi duszy Wiki nigdy nie przestała go kochać. Udawała przed wszystkimi, że się pozbierała, podczas gdy pustka w jej sercu nigdy się nie zapełniła. Filipowi nie udało się zająć miejsca Maksa i Karolina podejrzewała, że nie uda się nikomu innemu. Powrót do rodzinnego miasta tylko rozbudził w Wiktorii wspomnienia i tłumione dotąd uczucia.

Kiedy podjechała pod pensjonat, w radiu rozśpiewała się Adele ze swoim Someone like you. Wiktoria uśmiechnęła się przez łzy. Słowa piosenki wydawały jej się teraz takie trafne… Gdy utwór dobiegł końca, zamknęła auto i poszła nad morze. Musiała szybko odzyskać spokój. Bardzo chciała być tego wieczora uśmiechnięta i pełna energii. Już tydzień wcześniej obiecała Karolinie wspólną kolację. Miała w końcu poznać jej ukochanego. Po kilkunastu minutach wzięła się w garść. Praca w hotelu nauczyła ją szybkiego przywracania się do porządku. Niejednokrotnie wiązało się to z zakładaniem maski i udawaniem. Niestety, odbijało się to później na jej samopoczuciu, ponieważ to właśnie skumulowany stres sprawił, że teraz była w takiej rozsypce. Dziś jednak nie zamierzała udawać. Chciała być prawdziwa.

– Jesteś już! – Karolina czekała na nią w recepcji.

– Jestem – uśmiechnęła się. – Ile mamy czasu do wyjścia?

– Na pewno chcesz iść?

– Oczywiście!

– Słuchaj, mogę wziąć prysznic u ciebie? Obawiam się, że zanim wrócę do siebie, minie za dużo czasu. – Dom rodzinny Karoliny znajdował się po drugiej stronie miasteczka.

– Jasne. No to idziemy na górę!

Godzinę później obie były już gotowe. Wiktoria postawiła tego wieczoru na czerń, zakładając długą czarną sukienkę w nieco sportowym wydaniu. Całość dopełniła jej ulubiona dżinsowa kurtka oraz trampki. Karolinie także pożyczyła jedną ze swoich sukienek. Jej młodsza kuzynka wyglądała w niej pięknie!

Z Rafałem umówiły się już w restauracji. Wiktoria nie znała tego miejsca, ale od pierwszej chwili była nim oczarowana. W dodatku znajdowało się w pobliżu jej ulubionego zejścia na plażę, z wysokimi schodami. Jak się okazało, Rafałowi udało się zarezerwować dobry stolik, w pobliżu niewielkiej sceny, gdzie zespół miał grać muzykę na żywo. Chłopak kuzynki zrobił na niej bardzo pozytywne wrażenie. Już po chwili rozmawiali ze sobą jak dobrzy znajomi. Złożyli zamówienie, stawiając tego wieczora na kuchnię włoską. Coraz więcej ludzi zaczęło gromadzić się w restauracji, a zespół instalował się już na scenie. Początkowo Wiktoria nie zwracała na to zbyt dużej uwagi. Rozmawiali właśnie o pracy Rafała. Był przedstawicielem handlowym w dużej firmie farmaceutycznej. Wiktoria uśmiechała się, słysząc, jak entuzjastycznie opowiada on o swojej pracy. Jedyne nad czym bardzo ubolewał to fakt, że Karolina nie chce się na stałe przeprowadzić do Kołobrzegu, do jego mieszkania.

– Możemy porozmawiać o czymś innym? – Dla dziewczyny był to niezwykle trudny temat. Praca w pensjonacie była dla niej bardzo ważna. Bała się, że jeśli zdecyduje się na przeprowadzkę, to nie znajdzie drugiej takiej, której poświęci całe serce. Dzięki mamie Wiktorii bardzo wiele się nauczyła i odważyła się nawet zamarzyć o własnym pensjonacie w przyszłości. Bardzo zależało jej na Rafale i wiedziała, że niedługo i tak przeniesie się do Kołobrzegu, choćby wiązało się to z kupnem samochodu i codziennymi dojazdami.

– Nasza kolacja idzie! – ucieszył się Rafał, widząc kelnerkę podążającą w ich kierunku.

 

Wiktoria spróbowała swojego makaronu i przyznała, że jedzenie smakuje tutaj znakomicie. Była przekonana, że jeszcze tu wróci. Zespół zaczął grać, ale siedziała tyłem do sceny, więc skupiła się jedynie na słuchaniu i jedzeniu. Wszystko zmieniło się, gdy usłyszała pierwsze takty jednej ze swoich ulubionych piosenek – Zabiorę cię właśnie tam. Dźwięki gitary zmusiły ją do tego, by spojrzeć w kierunku sceny. Tylko jedna osoba grała to w ten bardzo charakterystyczny sposób. W dodatku tylko dla niej. Maks… Siedział cały czas za nią, a ona nie była tego świadoma! Karolina zauważyła jej poruszenie i dopiero wtedy go poznała. Posłała Wiktorii pytające spojrzenie, widząc szkliste oczy kuzynki. Maks zaczął właśnie grać solówkę na swojej ulubionej gitarze. Tak doskonale ją pamiętała. Czuła, że cała drży i przestaje nad sobą panować.

– Wiki? Wszystko OK? – zapytał Rafał zaskoczony jej reakcją.

– Kochani, przepraszam – odpowiedziała, odwracając się do nich. – Ja muszę wyjść…

Nie była gotowa na to spotkanie. Nie tutaj. Nie teraz. Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Nie po tym, gdy zobaczyła go dzisiaj z rodziną. Złapała swoją torebkę i dosłownie wybiegła z restauracji. Zbiegła po schodach prowadzących na plażę i usiadła prawie na samym dole. Nie mogła zauważyć wychodzącego z restauracji Maksa. Stał zdezorientowany i rozglądał się dookoła, szukając jej. W chwilę później znaleźli ją Karolina i Rafał. Usiedli obok niej i przez chwilę milczeli we trójkę.

– Zepsułam wam wieczór. – Pierwsza odezwała się Wiktoria. – Zachowałam się jak jakaś głupia nastolatka!

– Nie mów tak. – Karolina uspokoiła ją. – Masz prawo do takiej reakcji. Tyle lat się nie widzieliście.

– Mimo wszystko. Nie mam pojęcia, czemu reaguję tak emocjonalnie. Nie wiem, co się ze mną dzieje!

– Może po prostu wspomnienia ożyły… – zastanawiała się Karolina.

– Dziewczyny, powiecie mi, o co chodzi? – Rafał nie za bardzo rozumiał całą tę sytuację i był coraz bardziej zdezorientowany.

– To był Maks, były chłopak Wiktorii – wyjaśniła jego dziewczyna. – Byli ze sobą mocno związani. Pierwsza miłość…

– Słuchajcie, chodźmy gdzie indziej – zaproponował Rafał. – Co wy na to? Nie wiem jak wy, ale ja mam ochotę na jakiś deser.

Poszli do jednej z ulubionych kafejek dziewczyn. To właśnie tutaj w dzieciństwie przychodziły z rodzicami na lody i gofry. Wiele się w niej zmieniło, ale klimat pozostał wciąż ten sam co przed laty. Usiedli w kawiarnianym ogródku i Wiktoria opowiedziała im całą historię znajomości z Maksem. Karolina znała ją poniekąd, ale gdy jej kuzynka poznała swojego ukochanego, miała zaledwie czternaście lat, więc nie była wtajemniczona we wszystkie szczegóły.

Poznała go w pierwszej klasie liceum, na urodzinach swojej najlepszej przyjaciółki i zarazem kuzynki Maksa – Marceliny. Na początku nie przepadali za sobą. Późniejsze spotkania zazwyczaj traktowali jako okazję do wzajemnego dogryzania. Wiktoria uśmiechnęła się do swoich wspomnień. Powiedzenie „kto się czubi, ten się lubi” okazało się w ich przypadku nadzwyczaj trafne. Spotykali się coraz częściej. Sami albo całą paczką. Zbliżali się do siebie coraz bardziej. Nawet nie potrafiła powiedzieć, kiedy się w sobie zakochali. Pamiętała za to dokładnie, kiedy jej to pierwszy raz powiedział. Wieczorem byli na plaży w Ustroniu, leżeli na nagrzanym po całym dniu piasku. W pobliżu słyszeli głosy imprezujących przyjaciół. Nagle przyciągnął ją do siebie i patrząc prosto w oczy, powiedział: „Kocham cię, złośnico”.

Ich związek był bardzo burzliwy. Często się kłócili, ale równie szybko godzili. Była w stanie wiele poświęcić, bo nie wyobrażała sobie bez niego swojego świata. Jednak największym poświęceniem wykazał się Maks, kiedy powiedziała mu, że myśli o studiach w Warszawie. Nie miał wątpliwości, że będzie to najlepsza decyzja. Przeniósł się z uniwersytetu w Szczecinie na studia zaoczne do Warszawy, a potem znalazł pracę i mieszkanie dla nich. Pierwsze miesiące były idealne. Wiktoria znakomicie radziła sobie na studiach. Stolica bardzo ją fascynowała i czuła się tam jak ryba w wodzie. Maks pracował w agencji reklamowej i nawet lubił swoją pracę, ale męczył go nieustanny „wyścig szczurów”. Wyglądało to zupełnie inaczej niż jego dotychczasowa praca w Kołobrzegu. Męczyła go także Warszawa, korki i hałas. Wiktoria jednak była dla niego ważniejsza. Poświęcał się dla niej i doskonale o tym wiedziała. Wszystko zmieniło się, gdy po odbyciu praktyk studenckich, zapragnęła pracować w hotelu na stałe. Rozważała przejście na studia zaoczne. Nie popierał tego. Chciał, żeby chociaż zrobiła licencjat, zanim podejmie tak poważną decyzję. Ona jednak coraz więcej czasu spędzała w hotelu, żeby upewnić się w swoim przekonaniu. Ten świat ją fascynował. Jej pasja odbiła się jednak na związku z Maksem. Coraz częściej spędzała noce w pracy, praktycznie nie widując ukochanego. Po długiej rozmowie, momentami bardzo burzliwej, Maks postanowił, że się wyprowadza i wraca do Kołobrzegu. Rozstali się…

Cierpiała i wiele razy chciała to wszystko rzucić i wrócić do niego, jednak nie zrobiła tego. Sama nie wiedziała dlaczego. Może chciała mu coś udowodnić? Wkrótce po rozstaniu otrzymała propozycję stażu w Nowym Jorku. To była szansa jedna na milion. Wykorzystała ją i całkowicie odmieniła swoje życie. Po powrocie do Warszawy wróciła do pracy w hotelu i bardzo szybko pokonywała kolejne stopnie kariery, awansując w końcu na stanowisko menadżera.

– Historia jak z filmu – ocenił Rafał po wysłuchaniu całej opowieści.

– O tak! Zwłaszcza zakończenie – odpowiedziała Wiktoria. – On ma teraz rodzinę i zapewne jest szczęśliwy. A ja… Nie wiem, na co liczyłam. Bo na pewno nie na to, że będzie tu na mnie czekał po pięciu latach.

Ta opowieść wiele ją kosztowała, ale chyba poczuła się lepiej, wyrzucając wszystko z siebie. Rafał starał się ją później rozweselić, ale myślami była gdzieś daleko. Przed oczami miała Maksa grającego na gitarze, ale nie dziś na scenie, tylko przed laty, w ich wspólnie wynajmowanym mieszkaniu w Warszawie, kiedy jeszcze między nimi wszystko dobrze się układało. Chociaż widziała go tylko przez chwilę, stwierdziła, że praktycznie się nie zmienił. Wysoki, ciemnowłosy, z najbardziej niesamowitymi, ciemnymi oczami na świecie. Dla niej był ideałem mężczyzny. Kiedy byli razem, doskonale zdawała sobie sprawę, że podoba się innym kobietom. Oglądały się za nim na ulicy, z czego niekiedy żartowała. Przystojniak, z nieco łobuzerskim błyskiem w oku. Takiego go właśnie pokochała.

Pożegnała się z Karoliną i Rafałem późnym wieczorem. Uściskała ich mocno i podziękowała za spotkanie. Zaprosiła ich także na jutrzejszy obiad. Kiedy leżała już w łóżku, zadała sobie pytanie, czy nadal kocha Maksa. Gdzieś w głębi duszy wiedziała, że tak. Udawało jej się żyć i funkcjonować bez niego, ale dopiero teraz czuła, że w jej sercu jest pustka, której chyba nikt nigdy już nie zapełni. Wiedziała także, że za późno tu wróciła. Popełniła błąd, nie próbując zatrzymać Maksa. To, co ich łączyło, było tak wyjątkowe, a tymczasem oboje pozwolili, żeby rozdzieliła ich pierwsza przeszkoda, która stanęła im na drodze. Ze smutkiem przyznała sama przed sobą, że nie ma już szansy odzyskać Maksa i tamtego uczucia…