Niewidzialna wojna o Twoje życie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

***

Akupresura

Akupresura jest podobna do akupunktury, tyle że zamiast igieł stosuje się palce, którymi uciska się ciało. Akupresura nie zagraża zdrowiu, ale niebezpieczne mogą być przekonania jej towarzyszące, przede wszystkim wiara w mistyczną życiową energię, którą można manipulować.

Japoński masaż shiatsu ma korzenie w akupresurze. Słowo shiatsu oznacza masaż przy pomocy palców. Twórcy tego masażu rozwinęli go, aby wykrywać i usuwać problemy z przepływem duchowej energii zwanej przez Japończyków ki.

Niektórzy terapeuci stosujący akupresurę czy shiatsu, korzystają z okultystycznych mocy do stawiania diagnoz i terapii, nierzadko przekazując pacjentom wschodnie wierzenia, które stoją w sprzeczności z biblijnym chrześcijaństwem, dlatego lepiej nie korzystać z ich pomocy.

***

Leczenie kryształami

Leczenie kryształami opiera się na podobnym założeniu jak astrologia, a więc, że przedmioty martwe mogą wywierać magiczny wpływ na życie człowieka i kształtować jego przeznaczenie. W przypadku astrologii jest to założenie naiwne, gdyż pod uwagę bierze się układ gwiazd w chwili urodzin, a nie poczęcia, choć konstrukcja genetyczna człowieka wraz z jego osobowością powstaje wiele miesięcy wcześniej.

Niektórzy przypisują kryształom magiczne właściwości i noszą je przy sobie dla poprawy samopoczucia jako amulety albo w czasie choroby dla uzdrowienia. Za tym wszystkim kryje się przesądna wiara, iż człowiek może połączyć się z kosmiczną energią za pośrednictwem kryształu, amuletu, piramidy czy kamienia i otrzymać zdrowie, nadprzyrodzoną wiedzę lub psychotroniczne zdolności, a także osiągnąć odmienne stany świadomości.

Uzdrawianie przy pomocy kryształów polega na przykładaniu ich do chorych części ciała. Niektórzy twierdzą, że kryształ staje się gorący albo zimny, gdy przesuwają nim nad skórą i rzekomo wpływa na duchową „energię” człowieka, absorbując złą i uwalniając pozytywną. Kryształy służą więc również jako medium do stawiania diagnoz, podobnie jak wahadełko. Warto wiedzieć, że kryształy i inne szlachetne kamienie przez wieki stanowiły medium dla duchowych mocy, pomagając w nawiązaniu kontaktu z nimi, a także służyły osiąganiu odmiennych stanów świadomości w formie podróży astralnych i odległego postrzegania.

Uzdrowiciele na ogół uważają, że kamienie nie mają mocy same w sobie, lecz są medium służącym kontaktowi ze światem duchowym. Okultysta Paracelsus (1494-1541) posiadał talizman z drogim kamieniem, przy pomocy którego kontaktował się z duchem o imieniu Azoth. Uzdrawiacz Edgar Cayce zalecał kryształy w uzdrawianiu i wróżeniu wierząc, że za nimi kryją się duchowe moce.

Uma Silbey w swej książce na temat kryształów pt. The Complete Crystal Guidebook (Przewodnik po kryształach) uchyliła rąbka tajemnicy dobrze znanej okultystom, a mianowicie, że kryształy służą jako medium inteligentnym, duchowym istotom, które potrafią za ich sprawą wpływać na myśli i duchowość człowieka:

Możesz mieć wgląd w przeszłość lub przyszłość, widzieć delikatne kolory oraz aurę, słyszeć subtelne dźwięki, odbywać podróże astralne i doświadczać nadzmysłowej percepcji (…). Po tych doświadczeniach z kryształami przekonasz się, że kryształy oraz metafizyczne techniki nie są końcem samym w sobie. Dzieje się z tobą coś innego, co jest dużo ważniejsze. Rozwijasz nową świadomość i nową drogę życia.

Nadprzyrodzone moce, posługując się okultystycznymi obiektami, chcą wpływać na świadomość i percepcję człowieka, aby zawładnąć nim samym. Dr David Sneed napisał w książce pt. The Hidden Agenda: A Critical View of Alternative Medical Therapies (Ukryta agenda: krytyczne spojrzenie na alternatywne terapie medyczne):

Terapia kryształami ma bliski związek z okultyzmem. Jeśli masz co do tego wątpliwości, rozważ to, co powiedział Gary Fleck, jeden z głównych producentów kryształów. Zamiłowanie, jakie miał od dzieciństwa do kryształów, przyciągnęło go, z zawodu górnika, do ruchu New Age. Fleck twierdzi, że pewnego dnia prowadził ekspedycję miłośników kryształów do kopalni w Arizonie, gdzie każdy z nich mógł pomodlić się w towarzystwie kryształów. W grocie zapalili w tym celu świece. Podczas modlitwy zobaczyli anioła, który przedstawił się jako Sabatina, duch wnętrza ziemi. Położył ręce na głowie Flecka i zaczął opowiadać o roli kryształów w przeznaczeniu człowieka. Fleck poczuł się instrumentem tej istoty i stał się jej medium.

Uzdrawianie przy pomocy różnych obiektów należy w wielu regionach świata do popularnych metod leczenia i balansowania psychotronicznej energii. W tym celu ludzie kupują piramidki, amulety, bursztyny, pierścionki i bransolety z drogimi kamieniami. Mają nadzieję, że tym sposobem zapewnią sobie lepsze zdrowie, tymczasem, jeśli te przedmioty zostały poświęcone demonom przez ich twórców czy poprzednich właścicieli, wówczas mogą dostać się pod wpływ tych mocy.

***

Ajurweda

Ajurweda jest hinduską metodą leczenia i sposobem na zrównoważone życie. Jej nazwa pochodzi od słów aju oraz veda, które razem znaczą: „wiedza o życiu”. Korzysta z niej 80 procent mieszkańców Indii. Hinduski endokrynolog Deepak Chopra jest jej wielkim promotorem, odkąd nawrócił go na swą religię Maharishi Mahesh Yogi.

Tak jak niemal wszystkie wschodnie sposoby leczenia, ajurweda opiera się na metafizyce, a nie nauce. Zgodnie z jej teorią, witalną rolę odgrywa mistyczna energia zwana praną (odpowiednik chińskiej chi). Zakłócenie jej przepływu powoduje chorobę, starzenie i śmierć.

Według ajurwedy wszystko składa się z czterech żywiołów: ziemi, wody, ognia i powietrza, a istoty żyjące posiadają dodatkowo duchową energię, zwaną prana. Adepci ajurwedy wierzą, że te cztery elementy, wymieszane z sobą, tworzą w człowieku trzy siły albo sfery: vata (powietrze i przestrzeń), pitta (ogień i woda) i kafa (ziemia i woda), które determinują dietę, zachowanie i zdrowie człowieka. Celem ajurwedy jest utrzymanie tych trzech sfer w równowadze. Zgodnie z tą teorią, człowiek ma więc nie jeden, lecz trzy pulsy, każdy z nich mierzy jedną z tych trzech sfer w człowieku. Diagnozy stawia się na podstawie tych trzech pulsów.

Naukowo nie da się stwierdzić istnienia trzech duchowych sił w człowieku ani trzech różnych pulsów. Teoria ajurwedy jest sprzeczna z założeniami naukowej medycyny. Deepak Chopra przyznał to w majowym wydaniu Journal of the American Medical Association z 1991 roku. Według niego ajurweda opiera się na założeniu, że powodem chorób jest brak równowagi duchowej energii, a nie fizyczne przyczyny, jak twierdzi naukowa medycyna.

Leczenie polega tutaj między innymi na praktykowaniu jogi i innych form medytacji, a także na zastosowaniu masażu i ziół. Na przykład kilkunastominutowa terapia, polegająca na spływającym na czoło strumyku ciepłego oleju, ma usuwać bezsenność i wysokie ciśnienie. Niektóre zalecenia są osobliwe. Zgodnie z zaleceniami ajurwedy alkoholizm należy leczyć jedzeniem odchodów kozła zanurzonych w moczu, a zaparcie piciem moczu z mlekiem. Na kataraktę Chopra zaleca umyć sobie zęby, zeskrobać resztę pasty z języka, splunąć do szklanki z odrobiną wody i smarować tym oczy.

Dr Isadore Rosenfeld, który prezentuje wyważony pogląd na niekonwencjonalne techniki leczenia, napisał w swej książce pt. Guide to Alternative Medicine (Przewodnik po alternatywnej medycynie): „Nie znalazłem żadnego naukowego dowodu wskazującego, że ajurweda jest skuteczna w leczeniu chorób”.

Ajurweda zaleca głębokie oddychanie, relaks oraz zioła, co może być pożyteczne. Natomiast niekorzystne są towarzyszące jej wschodnie poglądy, takie jak wiara w duchową energię oraz stosowanie okultystycznych praktyk. Na przykład adepci ajurwedy przypisują wiele chorób wpływom astrologicznym, dlatego zalecają noszenie amuletów czy stosowanie mantry.

***

Makrobiotyka

Makrobiotyka polega na leczeniu chorób poprzez szczególną formę wegetarianizmu, polegającą na spożywaniu głównie pokarmów zbożowych. Zgodnie z jej zaleceniami ludzie zdrowi powinni przeżuwać każdy kęs jedzenia 50 razy, a chorzy 150 razy.

Dzięki zalecaniu spożywania pokarmów z roślin zbożowych i strączkowych, picia czystej wody, przy jednoczesnym wyeliminowaniu używek i pokarmów mięsnych, makrobiotyka jest tak skuteczna w zapobieganiu i leczeniu chorób jak dieta wegetariańska. Jednakże podczas gdy dieta jarska dobrze służy także dzieciom, diety makrobiotycznej nie zaleca się kobietom w ciąży, karmiącym matkom ani małym dzieciom. Dowodzi tego kilka badań, na które powołuje się dr Rosenfeld w wyżej cytowanej książce.

Na czym polega różnica między dietą wegetariańską a makrobiotyczną? Otóż celem makrobiotyki nie jest zdrowe odżywianie per se, dlatego nie wszystkie pokarmy zalecane przez makrobiotyków należą do najzdrowszych. Jej celem jest zrównoważenie psychotronicznej energii, która rzekomo manifestuje się w człowieku jako jin oraz jang, a więc przeciwstawne sobie elementy, wykorzystywane także w myśleniu magicznym, jako symbol białej i czarnej magii.

Świadomi adepci makrobiotyki klasyfikują i dobierają pokarmy nie pod kątem składu (witamin, minerałów, aminokwasów, tłuszczów, jak to czynią kompetentni dietetycy), ale pod kątem manifestacji metafizycznej energii (jin i jang), które religie Wschodu przypisują poszczególnym pokarmom, dlatego zakazują spożywania na przykład: ziemniaków, pomidorów, papryki, cukinii, buraków, które rzekomo są jin.

***

Irydologia

Irydologia polega na studiowaniu tęczówki oka, aby z jej wyglądu wnioskować o aktualnych i… przyszłych chorobach człowieka. Zwana też irysologią lub iryskopią jest częstą praktyką wśród kręgarzy, homeopatów, akupunkturzystów i znachorów.

 

Badanie dna oka (a nie tęczówki czy białkówki) za pomocą oftalmoskopu pomaga wykryć m.in. wysokie ciśnienie krwi, objawy cukrzycy. Jednakże zmiany w samej tęczówce nie dają podstawy do diagnozy innych chorób poza chorobami gałki ocznej. Tymczasem zwolennicy irydologii koncentrują się właśnie na tęczówce. Uważają, że powierzchnia tęczówki, niczym ekran monitora, informuje o zdrowiu wszystkich organów ciała. Prawa tęczówka według irydologów ukazuje stan organów po prawej stronie ciała, a lewa po lewej. Jej górna część obrazuje rzekomo głowę, dolna stopy, a pomiędzy nimi rozciągają się pozostałe organy ciała.

Za wynalazcę irydologii uchodzi XIX-wieczny węgierski lekarz Ignacy von Peczely. Kiedy miał 12 lat, zaatakowała go w lesie duża sowa, gdyż podszedł zbyt blisko jej gniazda. Chłopak złamał sowie nogę, aby ratować się przed jej atakiem. W tym momencie, jak mu się wydało, na tęczówce sowy pojawiła się ciemna linia, z czego wywnioskował, że złamanie nogi znalazło odbicie na tęczówce jej oka. Wydarzenie to stało się podstawą dla późniejszej teorii irydologicznej, choć badania nie potwierdziły, aby złamana noga zostawiała jakiś ślad na tęczówce sowy czy kogokolwiek innego. Niewykluczone, że zestresowany chłopak źle zinterpretował ciemną otoczkę widoczną na górnej powierzchni tęczówki sowy.

Irydolodzy posługują się terminami, które na laikach mogą sprawić wrażenie, że chodzi o dziedzinę naukową, choć tak nie jest. Twierdzą na przykład, że połączenie tęczówki z centralnym systemem nerwowym pozwala reszcie ciała przekazywać szczegółowe informacje do tęczówki, czego badania neuroanatomiczne oka i centralnego systemu nerwowego nie potwierdziły.

Kurt Butler w książce pt. A Consumer’s Guide to Alternative Medicine (Przewodnik alternatywnej medycyny dla konsumenta) napisał: „Niektórzy irydolodzy wyznają dziwaczny pogląd, że jedynie niebieskie oczy są normalne. Mówią, że zielone czy brązowe oczy są faktycznie niebieskimi oczami skażonymi toksynami. Jeśli urodziłeś się z oczami o innym kolorze niż niebieski, to znaczy, że twoja matka przekazała ci zanieczyszczenia i toksyny. Ale jeśli pójdziesz za radami swego irydologa, wówczas twoje oczy staną się z czasem niebieskie. No pewnie…”.

Dopatrywanie się w tęczówce oka obrazu całego ciała nie jest czymś nowym. Już średniowieczny okultysta Paracelsus uważał oko za mikrokosmos człowieka. Oko jest dla wielu irydologów podobnym środkiem mediumistycznym, jak dla niektórych akupunkturzystów ucho, dla refleksologów stopy, a dla chiromantów dłonie.

Tęczówka służy irydologom do przepowiadania przyszłości pacjenta. Wróżą z niej, tak jak astrolodzy z gwiazd. Przepowiadają symptomy i schorzenia. Twierdzą, że potrafią rozpoznać przeszłe i przyszłe wydarzenia w życiu pacjenta, nawet to czy popełni samobójstwo albo na jaką chorobę zmarł ktoś z jego bliskich.

Niektórzy z nich czynią to za pośrednictwem kontaktu z duchami przewodnimi, przed czym Biblia przestrzega, że za nimi kryją się demony (Pwt 18:10-12). Dr Kurt Koch, ekspert w dziedzinie okultyzmu, w swej książce The Devil’s Alphabet (Alfabet diabła) napisał: „Wielu uzdrowicieli okultystycznych posługuje się diagnozą oka mediumistycznie… Interesują się tęczówką wyłącznie jako medium. Oko ludzkie służy psychotronicznym celom, podobnie jak linie papilarne, których wróżbiarz używa jako medium do wróżenia. Kiedy to ma miejsce, diagnoza oka staje się formą jasnowidzenia”.

Zdaniem Kocha trafne diagnozy irydolodzy zawdzięczają ingerencji inteligentnych sił duchowych. Wydaje się, że są to te same moce, które wykorzystują takie media jak deskę do wywoływania duchów, aby komunikować się z ludźmi. Bez ich udziału sama analiza tęczówki jest bez wartości, czego dowodzą naukowe badania. W przypadku irydologii mamy więc do czynienia z formą wróżenia, raczej niż z diagnozą medyczną.

Journal of the American Medical Association opublikował badania przeprowadzone na uniwersytecie stanowym w San Diego z udziałem trzech irydologów. Dwóch z nich praktykowało irydologię od 40 lat. Mieli do dyspozycji zdjęcia tęczówki 143 pacjentów, z których 48 cierpiało z powodu poważnego niedomagania nerki. Zawiedli totalnie. Ilość błędnych odpowiedzi, które polegały na przypisaniu zdrowym ludziom nieistniejących chorób oraz uznaniu chorych za zdrowych była przerażająca. Według rachunku prawdopodobieństwa mieliby więcej trafnych odpowiedzi, gdyby zdali się na przypadek!

Irydologia sama w sobie nie jest szkodliwa, ale człowiek poddający się diagnozie irydologicznej powinien liczyć się z dużym prawdopodobieństwem błędnego rozpoznania i niepotrzebnego opóźnienia leczenia. Irydolodzy często parają się sprzedażą różnych produktów, które nie muszą być korzystne dla zdrowia, zwłaszcza kiedy są przyjmowane w rezultacie błędnej diagnozy. Niektórzy z nich stosują okultystyczne praktyki, dlatego kontakt z takimi osobami może nieść duchowe niebezpieczeństwa.

***

Refleksologia (receptorologia)

Tak jak irydolodzy dopatrują się mapy organów człowieka w tęczówce oka, tak receptorolodzy szukają ich na dłoniach i stopach. Wierzą, że stopę łączą z różnymi organami ciała „kanały energii” biegnące z góry w dół ciała człowieka. Chińska medycyna nazywa je meridianami.

Masaż odpowiedniej części dłoni lub stopy ma odblokować dany kanał, aby psychotroniczna energia mogła płynąć swobodnie przez organ, powodując jego uzdrowienie. Duży palec u nogi jest rzekomo połączony z mózgiem, natomiast pięta z odbytem, tak więc masaż dużego palca stopy ma usuwać ból głowy…

Badania neuroanatomiczne nie potwierdziły istnienia kanałów łączących stopę z poszczególnymi organami ciała. Refleksologia nie ma naukowego wsparcia. Opiera się na wschodnich wierzeniach, które zakładają istnienie psychotronicznej (okultystycznej) energii oraz kanałów, którymi ona przepływa.

Masaż stóp i dłoni sam w sobie jest relaksujący i nieszkodliwy, ale ze względu na spirytystyczną filozofię oraz niepoparte empirycznie roszczenia refleksologii nie zalecam masażu w gabinecie refleksologa.

***

Homeopatia

Twórca homeopatii, Samuel Hahnemann (1755-1843), uczył, że choroby nie mają fizjologicznej natury, lecz duchową – powstają na skutek zaburzeń siły witalnej. Współczesną medycynę uważał za zgubną i bezużyteczną, gdyż szkoli lekarzy w rozpoznawaniu patofizjologicznych korzeni chorób, podczas gdy klasyczna homeopatia uważa je za wynik zaburzeń mistycznej energii, którą homeopaci zwą „siłą żywotną” lub „witalną” (łac. vis vitalis).

Nazwa homeopatii pochodzi od greckiego słowa homoios, czyli „podobne” oraz pathos, czyli „cierpienie”. Homeopatia polega na „leczeniu podobnego podobnym” (łac. similia similibus curantur). W miejsce zasady przeciwieństw, na której opiera się współczesna medycyna, Hahnemann przyjął za średniowiecznym okultystą Paracelsusem, że człowieka uleczą małe dawki tego, co powoduje chorobę. W myśl tej zasady Paracelsus eksperymentował, podając ofiarom epidemii kawałki chleba wymieszane z niewielką ilością ich kału. Nietrudno domyślić się, z jakim skutkiem…

Leki homeopatyczne, przygotowane w myśl powyższej zasady, za punkt wyjścia mają minimalną ilość tego, co u zdrowego człowieka wywołuje daną chorobę. Homeopaci mieszają to z substancją neutralną, na przykład z wodą. Tym roztworem potrząsają, aby uwolnić „energię witalną”. Mieszają ten roztwór wiele razy. W przypadku kilkunastu czy kilkudziesięciu rozcieńczeń nie ma już w końcowym produkcie ani jednej molekuły rzekomego środka leczniczego!

Samuel Hahnemann zakładał błędnie, że po każdym rozcieńczeniu w rozpuszczalniku pozostają jeszcze jakieś cząstki substancji rozpuszczonej. Nie znał prac włoskiego fizyka Amedeo Avogadro (1776-1856), który wykazał, że liczba cząsteczek w jednym molu danej substancji jest skończona (tzw. liczba Avogadro). W przypadku wielu substancji już po dwunastym rozcieńczeniu w roztworze nie ma już żadnej cząstki substancji wyjściowej. Tymczasem Hahnemann rekomendował jako najefektywniejsze leki środki rozcieńczone do rzędu 1030!

Homeopaci uważają, że rozpuszczanie i potrząsanie sprawia, że ich leki przenika magiczna energia, która wpływa pozytywnie na siły witalne człowieka. Uważają, że im bardziej jest rozcieńczony produkt końcowy, tym większy jest jego wpływ na pacjenta, a nawet może oddziaływać na otoczenie! Skąd bierze się ten magiczny wpływ, skoro w homeopatycznym leku nie ma już żadnych molekuł substancji wyjściowej?

W związku z tym, że skuteczność leków homeopatycznych nie wynika z ich składu, niektórzy homeopaci uważają, że nie ma nawet potrzeby ich zażywania. Wystarczy je powąchać, nosić je przy sobie, albo postawić na stoliku przy łóżku. Czyżby leki homeopatyczne działały niczym talizmany, za sprawą demonicznych mocy? Homeopata Jacques Benveniste przyznał, że „leczył” ludzi na odległość, przesyłając im duchowe lekarstwo przez Internet!

Jacques Benveniste napisał artykuł o skuteczności leków homeopatycznych do magazynu Nature. Zgodę na publikację uzależniono od zweryfikowania jego treści. W laboratorium homeopaty stawiło się dwóch naukowców oraz iluzjonista James Randi, którego obecność wynikała z podejrzenia, że doszło do oszustwa, aby uwiarygodnić homeopatię. Dr Benveniste twierdził, że wysoko rozcieńczone immunoglobuliny kozy oddziaływały na bazofile ludzkie, co miało wykazać, że wysoki stopień rozcieńczenia nie osłabia ich działania, lecz wzmacnia. A skoro tak rozcieńczony preparat nie może zawierać ani odrobiny immunoglobuliny, to znaczy, że woda zachowuje jego „pamięć”, argumentował Benveniste. Badania prowadzone przez kilka dni w obecności iluzjonisty zakończyły się całkowitym fiaskiem. W dniu 28 lipca 1988 roku Nature opublikowało raport pod tytułem „Iluzoryczne eksperymenty z wysoko rozcieńczonymi roztworami”. Nie bacząc na wynik tego eksperymentu, francuski potentat homeopatyczny Dolisos Laboratories, posłużył się w 1994 roku badaniami J. Benveniste, aby potwierdzić biologiczną aktywność homeopatycznych preparatów. W związku z tym, że ich produkcja jest tania, za lekami homeopatycznymi stoją ogromne zyski. Część tych pieniędzy przeznacza się na agresywną reklamę i propagowanie homeopatii.

Homeopatia cieszyła się dużym wzięciem na początku XX wieku. Wówczas w samych Stanach Zjednoczonych było ponad 20 homeopatycznych szkół medycznych i 100 szpitali. Pół wieku później wszystkie zanikły z powodu kiepskich wyników i braku naukowych podstaw dla homeopatii. W ostatnich latach homeopatia notuje wzrost popularności na fali ruchu New Age, w którym istotną rolę odgrywa fascynacja mistyczną energią. We Francji czy Niemczech po leki homeopatyczne sięga około 40 procent pacjentów! Z badań TNS OBOP przeprowadzonych w 2006 roku wynika, że ponad 50 procent Polaków wierzy w skuteczność leków homeopatycznych, a 30 procent je stosuje.

Leki homeopatyczne na jednych działają, a na innych nie. Badania nad ich farmaceutyczną skutecznością przyniosły wynik negatywny. Opublikowali je w 2003 roku specjaliści z USA i Niemiec w piśmie Annals of Internal Medicine. Z badań wynika, że leki homeopatyczne nie pomagają przy migrenach, bólach mięśniowych, ani nie chronią przed grypą.

Lekarze nie przestrzegają przed lekami homeopatycznymi, gdyż uważają, że same w sobie są one nieszkodliwe, a mogą pomóc jako placebo. Naczelna Rada Lekarska w 2008 roku przypomniała jednak lekarzom, że przepisywanie leków homeopatycznych stoi w sprzeczności z art. 57 Kodeksu Etyki Lekarskiej, który mówi, iż „lekarzowi nie wolno posługiwać się metodami uznanymi przez naukę za szkodliwe, bezwartościowe lub niezweryfikowane naukowo”.

Leki homeopatyczne nie są zupełnie nieszkodliwe, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Mogą one powodować negatywne skutki uboczne, o czym świadczą badania oraz doświadczenia wielu osób. Po pierwsze, szkodliwość homeopatycznych leków polega na tym, że wielu pacjentów rezygnuje na ich rzecz z terapii i lekarstw, które mogłyby im pomóc. Po drugie, homeopatia może mieć negatywne duchowe konsekwencje. Mogą to być, jak słusznie wskazał Aleksander Posacki – autor niezwykle kompetentnego i godnego polecenia dzieła zatytułowanego Encyklopedia zagrożeń duchowych – „na przykład opór przed modlitwą, blokada duchowej radości, niepokój duchowy, niechęć do spraw religijnych czy nawet do samego Boga”.

O duchowych niebezpieczeństwach homeopatii świadczy relacja pediatry Agnieszki Pokory, zamieszczona w monografii Roberta Tekieli zatytułowanej Homeopatia, napisanej z chrześcijańskiej perspektywy. Dr Pokora tak opisała swoje doświadczenia z homeopatią:

 

Na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęłam interesować się bioenergoterapią, diagnozowaniem wahadełkiem, zaglądaniem w czyjąś świadomość na różnych kursach z pogranicza natury, szukaniem „nadświadomości” i tym podobnych rzeczy (…). Nie miałam świadomości, że w jakikolwiek sposób mogą mnie one oddzielać od Pana Boga. Niczego złego w nich nie widziałam. Po prostu w kościele nie było nauczania, że należy takich praktyk unikać. Wręcz przeciwnie, Harris przyjmował w kościołach, leczył, nakładał ręce… Wielkimi literami było napisane, że to bioenergoterapeuta… Krótko potem poszłam na kurs, zdałam międzynarodowy egzamin z homeopatii.

Na wykładach czułam się tak, jakbym kompletnie nie znała medycyny i musiała się wszystkiego na nowo uczyć. Ale dopiero jak Duch Święty rzucił swoje światło na moje zaangażowania, potrafiłam te wszystkie rzeczy zauważyć i nazwać, i zobaczyć, że one są złe, a kiedy je praktykowałam, nie byłam w stanie tego zrobić. Teraz, po latach mam inną świadomość.

Wcześniej nie modliłam się, czy mam iść na ten kurs, czy nie. Ktoś mnie zaprosił więc poszłam. To było działanie bezwiedne w pewnym sensie…

Hahnemann, który homeopatię wymyślił, przez wiele lat był zafascynowany kulturami Wschodu i w pewnym stopniu przeniósł zasady medycyny wschodniej na homeopatię. Wschodnia jedność światła i ciemności kłóci się kompletnie z pojęciem chrześcijańskim, bo światło i ciemność są bardzo wyraźnie rozdzielone… A tam jest współistnienie, współgranie: albo ciemności jest więcej, albo światła… Nonsens… Ale jak człowiek ma zaciemniony umysł, nie dostrzega tego. Myślę, że chęć poznania rzeczy paranormalnych sprowadza nas na manowce, sprawia, że błądzimy (…).

Później stosowałam homeopatię nawet wśród pacjentów w miejscu, gdzie pracowałam. Dopiero po kilku latach, kiedy byłam w Szkole Ewangelizacji, zobaczyłam, że jest we mnie pragnienie bycia blisko Pana Boga. Jednak byłam jak kawałek drewna albo metalu – nie było we mnie żadnych odczuć. A tymczasem naokoło wszyscy bardzo autentycznie przeżywali spotkanie z Bogiem. Zaczęłam się modlić, odłączyłam się od wszystkich i zaczęłam pytać się Pana: o co chodzi? Dlaczego jest we mnie taka oschłość? Dlaczego nic nie mogę odczuć? Chcę całą sobą, a nic się nie dzieje. I wtedy Pan Bóg przypomniał mi właśnie o tych rzeczach, i chociaż nie było na ten temat jeszcze żadnego nauczania, wewnętrznie zobaczyłam, że sprawy, w które byłam zaangażowana, między innymi homeopatia, oddzielają mnie od życia wiecznego (…).

Początkowo nie rozumiałam, że homeopatia też jest szkodliwa. Wtedy rozpoznałam różdżkarstwo, wahadełko i bioenergoterapię. Po rekolekcjach przypomniał mi się jeden z fragmentów wykładów o tym, że im mniejsze stężenie leku, tym silniejsze jego działanie, i dlaczego tak jest. Wykładowca mówił o jakiejś kuli energetycznej, która jest tym większa, im mniejsze jest stężenie leku. I przy dużych rozcieńczeniach nie ma praktycznie już nawet jednego atomu rozcieńczonej substancji, a kula energetyczna może mieć średnicę nawet do dziewięciu metrów. Duch Święty pokazał mi niebezpieczeństwo całego rozważania na temat działania substancji, których nie ma… Granulki, które są sprzedawane w aptekach, to jest glukoza nasączona… „potencją”, energią niewiadomego pochodzenia… Coś, czego mamy unikać – otwierania się na energię niewiadomego pochodzenia… Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było spalenie dyplomu, który dostałam. I wtedy poczułam się uwolniona. Pomodliliśmy się, żeby zwierzchność, która była nade mną, związana z homeopatią, też odeszła. (…)

Wtedy bliskość z Panem wzrosła, jak też gorliwość w modlitwie. Gdy czytam Pismo Święte, wiem, co Pan Bóg chce do mnie powiedzieć. I ciągle na nowo Pan Bóg do mnie przemawia przez słowa Pisma Świętego. Wcześniej nic do mnie nie docierało, mój umysł nie mógł pracować tak, jak Pan Bóg to zamierzył.

Homeopatia opiera się na okultystycznych wierzeniach i praktykach. Nadaje mistycznej energii, zwanej siłą witalną, niemal „boską naturę”. Proces potencjalizacji homeopatycznych leków polega na zabobonnej praktyce mieszania i potrząsania „lekiem”. Ośrodki homeopatyczne nie afiszują się z tym, ale poszukują i korzystają z pomocy spirytystycznych mediów, które wykorzystują do wytwarzania homeopatycznych środków. Nierzadko odbywa się to w czasie seansów spirytystycznych, kiedy dochodzi do kontaktu z duchami.

Związek klasycznej homeopatii z okultyzmem jest bezsprzeczny. Jej twórca Samuel Hahnemann był masonem. Pasjonował się mistycyzmem, hinduizmem i gnostycyzmem. Miały na niego wpływ poglądy średniowiecznego mistyka Paracelsusa, który parał się alchemią, astrologią i spirytyzmem. Fascynowały go nauki spirytystycznego medium Emanuela Swedenborga (1688-1772), a także idee Franza Mesmera (1734-1815), niemieckiego lekarza, astrologa i propagatora hipnozy.

Z ubóstwieniem siły witalnej wiąże się niebezpieczeństwo zdemonizowania, gdyż za nią oraz za lekiem, który ma na nią wpływać, mogą się kryć demony. Niektórzy homeopaci wierzą, że ich „lek” zna chorego! Tak napisał Jacques Baur w Journal Suisse d’homeopathie w 1962 roku: „tylko lekarstwo zna chorego. Zna go ono lepiej niż lekarz, lepiej niż sam pacjent zna siebie. Wie ono, gdzie znajduje się źródło zakłóconego porządku, zna sposób dotarcia do niego. Ani lekarz, ani chory nie posiadają takiej mądrości i wiedzy”.

To prawda, że człowiek nie posiada takiej wiedzy. Ma ją tylko Bóg i diabeł. Demony znają chorego lepiej niż lekarz i mogą wskazać przyczynę choroby. Homeopaci, ubóstwiając duchową energię i posługując się magicznymi praktykami, takimi jak mieszanie i potrząsanie niczym, otwierają się na demoniczny wpływ. Tak samo może być z tymi, którzy kupują homeopatyczne leki naładowane duchową energią i wyprodukowane pod okiem mediów. Wielu homeopatów i ich pacjentów, tak jak dr Pokora, zaczyna interesować się okultyzmem, a to zawsze prowadzi do zdemonizowania i wymaga uwolnienia.