Niewidzialna wojna o Twoje życie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

FAŁSZYWE UZDROWIENIA

Tysiące ludzi od czasów starożytnych zostało uzdrowionych bez pośrednictwa Jezusa Chrystusa. Większość z tych uzdrowień ma zapewne naturalne wyjaśnienie, ale są takie, które najłatwiej wytłumaczyć ingerencją nadprzyrodzonych istot.

Zgodnie z Biblią na ziemi działa nadprzyrodzona moc Chrystusa oraz Lucyfera. Nadprzyrodzone uzdrowienia, których autorem nie jest Bóg, mają demoniczne źródło. Dlaczego diabeł miałby uzdrawiać ludzi? W celu zwiedzenia i zniewolenia. Ludzie, którzy nie znają dobrze Słowa Bożego, przypisują każdy cud Bogu. W ten sposób diabeł wspiera niebiblijne wierzenia i praktyki, zwodząc tysiące ludzi.

Większość uzdrowień uważanych za „cudowne” nie ma jednak charakteru nadprzyrodzonego, lecz naturalny. Wiele z nich to rezultat sugestii lub autosugestii działającej niczym placebo. A jak wiemy, ono nie posiada żadnej wartości leczniczej, tylko wygląda jak lek. Niektóre uzdrowienia mogą być efektem silnego przeżycia, zwłaszcza w efekcie przyjęcia przebaczenia. Dochodzi do nich często w miejscach kultu, gdzie historia i atmosfera sprzyjają emocjonalnym i duchowym doznaniom, a one – uzdrowieniu psychosomatycznemu.

Osobną kategorią są „uzdrowienia”, których autorami są rozmaici pseudouzdrawiacze i hochsztaplerzy. Poniżej przytaczam przykład takiej „cudotwórczej” działalności z książki The Faith Healers (Uzdrawiacze), którą napisał James Randi, magik i demaskator fałszywych cudów.

W momencie duchowego uniesienia uzdrowiciel W. V. Grant oświadczył zgromadzonym, że na sali jest ktoś z krótszą nogą, która może być uzdrowiona. Wywołał człowieka, którego upatrzył sobie przed spotkaniem. Poprosił go, aby usiadł na krześle na scenie. Krzesło stało tak, że siedzący był częściowo zwrócony ku widowni. Po intensywnej modlitwie o uzdrowienie krótsza noga zdawała się rosnąć na oczach zebranych.

Grant osiągał ten efekt za pomocą dwóch trików. Po pierwsze, gdy unosił nogi siedzącego, aby zademonstrować widowni, że są nierówne, odciągał je do tyłu, równocześnie naciskając na obcas nogi znajdującej się bliżej widowni. Wówczas, na skutek ustawienia krzesła pod odpowiednim kątem, druga noga sprawiała wrażenie dłuższej od tej, która była bliżej. Po drugie, kiedy się modlił, wówczas przesuwał je wolno z powrotem w kierunku widowni, jednocześnie uwalniając trzymany w dłoniach obcas, co sprawiało wrażenie kilkucentymetrowego wzrostu tej nogi.

Wielu pseudoewangelistów-uzdrowicieli notorycznie posługuje się trikami. Usprawiedliwiają je potrzebą budzenia wiary w Boga, choć bardziej chodzi o wzbudzenie wiary w namaszczenie „uzdrowiciela”. Oto jedna z takich sztuczek:

Wielu chorych, którzy przychodzą na spotkanie prowadzone przez ewangelistę uzdrowiciela zaraz przy wejściu, jest proszonych, aby zajęli miejsce w wygodnych wózkach inwalidzkich, mimo że ich dolegliwości nie przeszkadzają im chodzić. Na pozór ma to ułatwić znalezienie dla nich miejsca na sali. Prawdziwy cel tego gestu jest inny. Otóż w czasie spotkania ludzi posadzonych na wózkach inwalidzkich przywozi się na scenę, zaś uzdrowiciel modli się o ich uzdrowienie, po czym woła: „Powstań z wózka i chodź!”. Oczywiście ludzie ci wstają i chodzą bez problemów, a „uzdrowiciel” czasem sam wsiada do takiego wózka i każe się „uzdrowionemu” pchać po scenie, ku uciesze widowni przekonanej, że była świadkiem cudu, co przekłada się na hojne datki.

Słowo Boże przestrzega przed takim postępowaniem: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie miało być poznane i nie miało wyjść na jaw” (Łk 8:17). O konsekwencjach tych słów przekonał się pewien znany amerykański uzdrowiciel-hochsztapler.

Peter Popoff twierdził, że jest Namaszczonym Sługą Bożym, posiadaczem Dziewięciu Spektakularnych Darów Ducha Świętego. Podczas publicznych spotkań „natchniony” Popoff podawał „z głowy” imiona, adresy i dolegliwości obecnych na sali osób. Potem wygłaszał „słowo wiedzy” w danej sprawie i proroczo zapowiadał uzdrowienie. Mówił na przykład:

– Dziś jest z nami młody mężczyzna z San Diego, którego żona zachorowała na raka. Bóg chce ją uzdrowić, aby mogła wychować ich dwójkę dzieci ku Jego chwale. Powstań, abyśmy mogli położyć na tobie ręce i modlić się o uzdrowienie żony!

Zaskoczony człowiek wstawał i ze łzami w oczach wyznawał, że faktycznie tak się rzeczy mają, prosząc uzdrowiciela o modlitwę za żonę.

Takie „cuda” głęboko poruszały ludźmi, przez co rosła sława i fortuna kaznodziei. Koszyki na dary wracały w czasie takich spotkań wypełnione po brzegi, bo informacje podawane przez uzdrowiciela wydawały się świadczyć o jego szczególnym namaszczeniu przez Ducha Świętego.

W 1986 roku Johnny Carson poświęcił temu uzdrowicielowi jeden z telewizyjnych programów Tonight Show. Wcześniej posłał ekipę kamerzystów ze znanym magikiem Jamesem Randim na kilka spotkań prowadzonych przez Popoffa.

W czasie tych spotkań Randi podstawił kilka rzekomo chorych osób, które wmieszały się między uczestników. W Houston do niektórych z nich podeszła Elizabeth Popoff, żona uzdrowiciela, prosząc o wypełnienie kwestionariusza. Podali nieprawdziwe nazwiska i adresy, aby przekonać się, czy uzdrowiciel wykorzysta je pod pozorem, że otrzymał je za sprawą Ducha Świętego.

Podczas spotkania Popoff przechadzając się między rzędami wywołał nazwiska około 20 osób, bezbłędnie podając ich domowe adresy i dolegliwości. Wśród nich znalazły się osoby podstawione przez Randiego, z którymi przed spotkaniem rozmawiała żona uzdrowiciela. Kiedy Popoff wykorzystał te informacje było jasne, że stosuje jakąś sztuczkę. Jeden z ludzi Randiego po spotkaniu podszedł bliżej i celowo niemal zderzył się z uzdrawiaczem, aby zajrzeć mu w uszy. W lewym uchu dojrzał niewielkie elektroniczne urządzenie.

Tydzień później Popoff miał prowadzić podobne spotkanie w San Francisco Civic Auditorium. Spec od urządzeń elektronicznych Randiego udał się na to miejsce przed ich rozpoczęciem. Przy pomocy radiowego skanera wychwycił wszystkie częstotliwości, które były już zajęte, aby nie tracić czasu następnego dnia na szukanie tej, na której nadawał sprzęt uzdrowiciela. Dzięki temu nazajutrz aparat niemal od razu zatrzymał się na częstotliwości 39.170 Mhz, na której Elizabeth Popoff komunikowała się z mężem. Magnetofon zarejestrował każde jej słowo.

– Hello, Petey. Kocham cię. Mówię do ciebie. Czy słyszysz mnie dobrze? Jeśli nie, to czekają cię nie lada kłopoty, ponieważ mówię do ciebie najładniej, jak tylko potrafię. Przeglądam teraz imiona. Zapomniałam cię zapytać, czy masz zamiar najpierw przemawiać, czy usługiwać?

Wyszło na jaw, że 5 września 1985 roku asystentka uzdrawiacza Tisha Sousa zamówiła specjalny sprzęt radiowy w firmie Audio Specialities w Los Angeles. Popoff osobiście odebrał to cacko składające się z prawie niewidzialnego, bardzo czułego odbiornika mieszczącego się w uchu oraz z wysokiej jakości nadajnika. Elizabeth Popoff nadawała z turystycznej przyczepy kempingowej zaparkowanej przed audytorium.

Tego wieczoru żona, jak zwykle, podała mu imiona i inne informacje zebrane przez nią i współpracowników przed spotkaniem. Obserwując salę na monitorze podpowiadała mu, gdzie te osoby siedzą i jak są ubrane, a Popoff podchodził do każdej z nich z „objawieniem Bożym”.

Wielu uzdrawiaczy korzysta z prostych sztuczek, bazując na znajomości psychiki człowieka oraz desperacji chorych ludzi. Do takich szarlatanów zaliczają się ludzie wykonujący operacje bez skalpela. Na czym polega ten trik?

Uzdrawiacz gołymi rękami masuje chore miejsce. Po chwili między jego palcami pojawia się krew, a wreszcie krwawy kawałek tkanki. W minutę później „rana” jest zagojona, a na skórze nie ma śladu po „operacji”. Zabieg, który w szpitalu zabiera godzinę, tutaj odbywa się w kilka minut. Po wizycie wielu pacjentów faktycznie czuje się lepiej.

W laboratorium okazało się jednak wielokrotnie, że tkanka rzekomo wyjęta z ciała chorego, pochodziła od kury, psa, szczura czy świni. Nic dziwnego, że po takich zabiegach pacjenci powracają do uzdrawiaczy z tymi samymi dolegliwościami. Niektórzy mają po kilka razy usuwany wyrostek robaczkowy, a późniejszy zabieg w szpitalu dowodzi, że był nietknięty!

Wielu uzdrawiaczy przed zabiegiem nakłada sobie na kciuk naparstek w kolorze skóry, dzięki czemu jest on niewidoczny gołym okiem. Naparstek zawiera nieco krwi i tkanki zwierzęcej. Poruszając palcami podczas masażu ukrywają przed kamerą moment zsunięcia i założenia na palec naparstka, w którym znajduje się krew i tkanka rzekomo pochodząca z rany „uzdrowionego”.

Nie wszystkie uzdrowienia to triki. Wielu uzdrawiaczy, zwłaszcza z Brazylii czy Karaibów, wspomaga się mocami okultystycznymi, za którymi kryją się demony. Raphael Gasson – niegdyś spirytysta – po swym nawróceniu na chrześcijaństwo napisał o nich w książce pt. The Challenging Counterfeit (Zdumiewający falsyfikat): „Jest dziś na świecie bardzo wielu spirytystów, którzy posiedli ten niezwykły dar mocy za sprawą szatana. Ja sam byłem używany w taki sposób i mogę zaświadczyć, że na własne oczy widziałem cudowne uzdrowienia, które miały miejsce podczas spirytystycznych spotkań uzdrowicielskich”.

John Fuller opisał w książce pt. Arigó: Surgeon of the Rusty Knife (Arigó: Chirurg z zardzewiałym nożem) brazylijskiego uzdrawiacza Jose Pedro de Feitas, zwanogo Zé Arigó (1921-1971). W ciągu 20 lat przyjął on bezpłatnie ponad milion osób! Wśród nich znalazło się wiele znanych osobistości, w tym córka byłego prezydenta Brazylii. Pomocy szukało u niego także wielu sceptyków i ateistów. Niejeden stał się w rezultacie sympatykiem spirytyzmu, bo taki jest prawdziwy cel uzdrowień, za którymi kryją się demoniczne moce.

Dzięki Arigó miejscowość Congohas do Campo stała się znana w całej Brazylii. Ten jowialny człowiek był ulubieńcem ludzi. Setki codziennie przybywały do niego po pomoc.

 

Po wstępnej modlitwie Arigó spędzał krótki czas na osobności, wprowadzając się w rodzaj transu, w czasie którego nie był już sobą, lecz zachowywał się jak pruski generał o przenikliwym spojrzeniu, z ciężkim niemieckim akcentem.

Na początku sesji obserwowanej przez amerykańskich lekarzy Arigó brutalnie chwycił pierwszego ze stojących w kolejce ludzi, oparł go o ścianę, a następnie bez słowa wepchnął mu pod powiekę ostrze noża.

Obecni byli wstrząśnięci, gdy zaczął skrobać po gałce ocznej pacjenta, który jednak był spokojny, a zapytany, czy to go boli, odpowiedział, że czuje dotyk noża, ale bólu nie odczuwa. Parę osób zemdlało z wrażenia, gdy oko pacjenta nieomal wyszło z oczodołu. W czasie całego zabiegu Arigó prawie nie patrzył na pacjenta. Przez długą chwilę spoglądał do tyłu, nie zaprzestając dłubania nożem w oku swego pacjenta. Dr Puharich, jeden z obecnych lekarzy, mógł dotknąć powieki, pod którą było ostrze, aby przekonać się, że nie jest to sztuczka.

Tego dnia Arigó „uzdrowił” około dwustu osób, poświęcając każdemu nie więcej niż minutę. Wielu otrzymało kompetentną diagnozę i poradę, choć Arigó niemal na nich nie spojrzał. Przepisane lekarstwa często nie miały związku z dolegliwością, toteż nie mogły być zbyt pomocne.

Pomimo że Arigó nie stosował sterylizacji, wycierając nóż w swoją brudną koszulę, nie odnotowano żadnej infekcji. Co dziwniejsze, choć żaden z pacjentów nie zażył środków znieczulających, nikt nie czuł bólu. Wszyscy potrafili odejść do domu o własnych siłach, choć niektóre operacje były poważne.

W dwie godziny później Arigó wyszedł z transu. Stracił niemiecki akcent, stając się na powrót jowialnym Brazylijczykiem. Arigó nie wiedział, co się z nim działo podczas transów, oprócz tego, że kontrolę nad nim przejmował duch podający się za zmarłego niemieckiego lekarza Adolfa Fritza, który zmarł w 1918 roku. Jako katolik, Arigó miewał wątpliwości, czy nie padł ofiarą demonów. Zginął w wypadku.

Wielu wierzących uważa cud za gwarancję Bożej obecności. Tak jednak nie jest. Zmysły łatwo zwieść. Jedynie Biblia może nam pomóc rozpoznać źródło nadprzyrodzonych zjawisk, gdyż obnaża i demaskuje fałsz. Apostoł Paweł napisał, że Słowo Boże służy „do wykrywania błędów” (2 Tm 3:16). Jezus zademonstrował moc Słowa Bożego, kiedy przy jego pomocy odparł pokusy i zwiedzenia (Mt 4:1-11). W Biblii czytamy: „Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca. I nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim” (Hbr 4:12-13).

Osoby, które nie mają nawyku uważnego studiowania Słowa Bożego z modlitwą, skazane są na subiektywne wrażenia, co naraża na zwiedzenie. Tacy ludzie w obliczu nadprzyrodzonego zjawiska pytają: czy miał miejsce cud? Natomiast Słowo Boże zaleca inne pytanie, a mianowicie: kto stoi za tym cudem?

Znany hipnotyzer i uzdrowiciel gromadził miliony ludzi przed telewizorami w Polsce i w Rosji. Na jego spotkania przychodziły tysiące. Organizowano je nawet w kościołach katolickich, gdyż twierdził, że swój dar otrzymał od Boga. Zainteresowanie hipnozą zdradzało jednak okultystyczne pochodzenie mocy, jaką się posługiwał. Jednakże ludzie słabo znający Biblię przypisują Bogu wszelkie nadprzyrodzone zjawiska, zwłaszcza uzdrowienia, stąd jego wielka popularność.

Uzdrowiciel zorganizował seans w Hali Sportowej w Łodzi. Podczas tego spotkania pastor Ryszard Wójciak zebrał grupę wyznawców z miejscowego kościoła zielonoświątkowego. Postanowili modlić się, aby Bóg przeciwdziałał mocy uzdrowiciela i uchronił przed nią ludzi, o ile nie posługuje się mocą Bożą, lecz diabelską. Związali w imieniu Jezusa Chrystusa moce szatana, zakazując demonom ingerencji w czasie seansu.

Stała się rzecz niezwykła, jak sprawozdali uczestnicy spotkania w Hali Sportowej, którzy sporo zapłacili za udział. Uzdrowiciel stwierdził, że coś mu wyraźnie przeszkadza i nie potrafi użyć swojej mocy. W rezultacie wśród uczestników seansu nie było nikogo, kto by dał świadectwo cudownego uzdrowienia. Bóg odpowiedział na modlitwę wiążącą demoniczne moce. O przebiegu tych wydarzeń wiem bezpośrednio od świadków, w tym od pastora Ryszarda Wójciaka oraz mojego przyjaciela Mieczysława Jeżewskiego.

Czy szatan może uzdrawiać? Tak, jeśli ma z tego korzyść. Uzdrowienie z fizycznych dolegliwości nie musi być wcale czymś dobrym, jeśli ceną jest zatracenie duszy. Dr Kurt Koch, niemiecki pastor i psycholog, w książce pt. Demonology: Past and Present (Demonologia dawniej i dziś), napisał o dalekosiężnych skutkach uzdrowień, za którymi kryła się okultystyczna moc:

Choroby organiczne przechodzą w psychiczną sferę, gdy organiczna dolegliwość znika, to w życiu tak „uzdrowionej” osoby pojawią się dolegliwości umysłowe i emocjonalne, znacznie trudniejsze do wyleczenia. Okultystyczne uzdrowienia nie są więc wcale uzdrowieniami, lecz jedynie przerzuceniem problemu z poziomu organicznego na psychiczny.

Negatywne skutki psychotronicznego uzdrawiania widać również u tych, którzy się nim parają. Przyznają, że to wyczerpuje ich siły witalne. Spirytystyczni uzdrowiciele, którzy współpracowali z duchami, tacy jak Edgar Cayce czy Clive Harris, zmarli wycieńczeni.

Wielu z nich zapłaciło za otrzymane moce nadwrażliwością, depresją i głębokimi zmianami w psychice. Podobnych zaburzeń doznają osoby szukające pomocy u spirytystycznych uzdrowicieli, ponieważ ich „uzdrowicielski dotyk” jest formą inicjacji w społeczność z demonami.

Diabeł jest autorem wielu schorzeń (Łk 13:11-13.16). Potrafi na pewien czas cofnąć skutki choroby, jeśli to służy jego sprawie, dlatego w wielu miejscach kultu, od starożytności do dziś, dzieją się cuda. Biblia przestrzega, że szatan potrafi przyjąć każdą postać, a zwłaszcza taką, którą ludzie skłonni są czcić, na przykład Marii czy Chrystusa, świętego albo anioła (2 Kor 11:14).

Fakt, że cuda dzieją się w miejscu kultu, kościele czy podczas modlitwy, nie dowodzi obecności Bożej. Wiele cudów oscylujących wokół płaczących figurek czy cudownych obrazów nosi znamiona fenomenów okultystycznych. Diabeł wykorzystuje przedmioty kultu, aby zwodzić ludzi. Nie obawia się nawet wizerunku ukrzyżowanego Chrystusa, dlatego satanistom nie przeszkadza Jego figura w ich ceremoniach. Szatan boi się żywego Chrystusa, a Tego nie ma tam, gdzie ludzie kłaniają się przed obrazami, figurami czy krzyżami, gdyż w ten sposób okazują nieposłuszeństwo wobec drugiego przykazania Bożego: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył… (Wj 20:4-5).

NIEKONWENCJONALNE SPOSOBY LECZENIA

Termin „medycyna niekonwencjonalna” czy „alternatywna” stosowany jest wobec wielu praktyk i teorii, od homeopatii i akupunktury, do jogi i medytacji.

Wielu uzdrawiaczy i ludzi stawiających diagnozy na podstawie wyglądu dłoni, ucha, stopy, tęczówki, kształtu czaszki czy fotografii Kirliana bazuje na ludzkiej naiwności i ignorancji. Inni to ludzie szczerzy, którzy posiadają zdolności psychotroniczne (spirytystyczne), ale zwykle nie są świadomi jej prawdziwego źródła. Choroby widziane są przez nich jako rezultat zaburzenia owej duchowej energii, zaś leczenie jako efekt manipulowania nią.

Zanim omówię najpopularniejsze niekonwencjonalne sposoby leczenia, wspomnę o terminach, jakimi określana jest owa mistyczna energia w różnych systemach religijno-leczniczych. Zwolennicy jogi nazywają ją praną, Chińczycy – chi, polinezyjscy uzdrowiciele – mana, Indianie – orenda, homeopaci – energią witalną, bioenergoterapeuci – bioprądami, a w parapsychologii spotyka się termin bioplazma.

Wydaje się, że za tymi i podobnymi określeniami kryje się ta sama moc. Od kogo pochodzi? Od Boga czy od diabła? Trzeciej opcji nie ma, gdyż są tylko dwa źródła nadprzyrodzonej mocy.

***

Akupunktura

Termin „akupunktura” pochodzi od łacińskiego acus – „igła” oraz punctus – „punkt”. Akupunktura ma korzenie w Chinach, gdzie do dziś praktykuje ją wielu lekarzy. Stanowi część systemu religijnego zwanego taoizmem, który kładzie nacisk na życie w harmonii z kosmiczną zasadą tao.

Nakłuwanie ciała rzekomo pozwala kosmicznej energii chi przepływać swobodnie przez główne szlaki zwane meridianami, utrzymując je w zdrowiu. Według tej teorii choroba jest rezultatem zaburzenia przepływu bioenergii. Nakłucia igłami mają przywrócić jej właściwy przepływ, a tym samym zdrowie.

Tej mistycznej energii nie można poddać badaniom naukowym, gdyż jej istnienia nie da się dowieść empirycznie. Postrzegać można ją tylko duchowo, ponieważ ma spirytystyczne źródło. Chi przepływa rzekomo przez wszystko w kosmosie, manifestując się jako jin i jang. Do jin wyznawcy taoizmu zaliczają m.in. śmierć, zło, chorobę i element żeński, zaś do jang m.in. dobro, zdrowie, cnotę i element męski.

Akupunkturzyści opierają swą terapię na przesuwaniu energii jin i jang wzdłuż meridianów oraz z organów, które są jin do organów jang. Pomimo że jin i jang są przeciwstawne, stanowią jedność. Według tej dualistycznej filozofii, życie i śmierć, zdrowie i choroba, dobro i zło są częścią tej kosmicznej energii. Dobro nie może pokonać zła, ale współistnieje i przenika się ze złem.

Niektórzy zwolennicy akupunktury próbują oderwać ją od taoizmu i wykorzystują samą w sobie, na przykład w celu zmniejszenia bólu, w czym akupunktura bywa pomocna, być może dlatego, że wbicie igły uwalnia endorfiny, które regulują w naszych ciałach czucie bólu.

Według wschodnich wierzeń akupunktura nie może być w pełni skuteczna w oderwaniu od taoistycznych wierzeń, które jej towarzyszą. Prawdziwym celem akupunktury jest wpływ na duchową sferę człowieka przez kontakt z boską mocą tao. Akupunktura jest więc czymś więcej, niż nakłuwaniem igłami. Wymaga życia w zgodzie z zasadami taoizmu, które mają okultystyczne korzenie. W teorii dopiero wtedy człowiek może liczyć na uzdrowienie, ale w praktyce nawet poświęceni wyznawcy taoizmu chorują tak samo jak inni mieszkańcy świata…

Akupunktura przynosi pewną ulgę m.in. w bólach artretycznych i reumatycznych. Nakłuwanie określonych miejsc igłami stymuluje mózg do wytworzenia endorfiny, która redukuje czucie bólu, ale kiedy zwierzęta doświadczalne otrzymały naloksonę, a więc środek blokujący endorfinę, wówczas przestawały reagować na akupunkturę.

Dr Viktor Herbert, wybitny wykładowca medycyny, oraz dr John de Romanett, autor książki Acupuncture, mesmerism, hypnotism: Exposing their similarities (Akupunktura, mesmeryzm i hipnotyzm), wskazali na zastanawiające podobieństwa między akupunkturą i hipnozą. W obu przypadkach stosuje się pewne powtarzalne bodźce, tworzy odpowiedni klimat i używa sugestii, której siła, jak wiemy, jest bardzo duża.

Akupunktura stoi w opozycji do założeń współczesnej medycyny, gdyż nie zajmuje się fizjologicznymi przyczynami chorób, lecz duchową energią przepływającą przez meridiany, których istnienia nie poświadcza żaden atlas anatomiczny. Meridiany są postrzegane wyłącznie przy pomocy psychotronicznych zdolności.

Wyznawcy wschodniej akupunktury wierzą w takie przesądy jak to, że śledziona stanowi ośrodek myśli, wątroba produkuje łzy, a nerki są źródłem woli i lęku człowieka, a także w to, że uszy są połączone ze wszystkimi organami, stanowiąc obraz całego ciała w miniaturze, dlatego służą im do stawiania diagnoz.

Jeśli ktoś, mimo wszystko, chce korzystać z akupunktury, trzeba upewnić się, czy stosowane igły są jednorazowego użytku, aby uchronić się przed chorobami zakaźnymi, w tym AIDS.