Swingersi – pięć gorących opowiadań erotycznych

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Swingersi – pięć gorących opowiadań erotycznych
Swingersi – pięć gorących opowiadań erotycznych
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 34,98  27,98 
Swingersi – pięć gorących opowiadań erotycznych
Swingersi – pięć gorących opowiadań erotycznych
Audiobook
Czyta Joanna Domańska, Katarzyna Laskowska, Patrycja Mor
19,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Alexandra Södergran

Swingersi - pięć gorących opowiadań erotycznych

Lust

Swingersi - pięć gorących opowiadań erotycznychZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2020, 2020 Alexandra Södergran i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726536201

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Swingersi - opowiadanie erotyczne

– Rebecka przychodzi dziś na kolację! – zawołała Johanna z kuchni.

Patrik odwrócił się od ekranu komputera.

– Okej!

Do mieszkania powoli zakradał się zmierzch, czego on jeszcze nie zauważył. W oddali po niebie krążyło się stado ptaków niczym trzepocząca na wietrze wielka czarna peleryna. Stwierdził, że musi się ogolić i wziąć prysznic, zmieni też strój do biegania na jeansy i koszulę.

Kiedy Rebecka zadzwoniła do drzwi, obydwoje powitali ją w przedpokoju. Od razu zapanowała miła atmosfera. Rebecka była wysoką i atrakcyjną kobietą. Wypełniła wnętrze swoją obecnością, a unosząca się wokół niej woń perfum obudziła w Patricku zaskakujące wspomnienia chwil, kiedy po raz pierwszy tańczył prawdziwego przytulańca.

Nigdy wcześniej nie spotkał Rebecki. Długo się jej przyglądał.

– Łatwo tu trafiłaś? – zapytała Johanna, obejmując ją mocno na powitanie.

– Tak, bez najmniejszych problemów, tylko zagadałam się teraz z Knutem na schodach i straciłam poczucie czasu – powiedziała Rebecka, po czym podeszła do Patricka i jego także objęła na przywitanie. – Cześć, miło cię w końcu poznać.

– Wzajemnie – odpowiedział Patrik.

– Z kim? – zapytała Johanna, wpatrując się w Rebeckę.

– Z Knutem, waszym sąsiadem z parteru – Rebecka powiesiła kurtkę na wieszaku.

– Zupełnie nie mam pojęcia, o kogo chodzi, a mieszkam tu już dwa lata – zdziwiła się Johanna. Zerknęła pytająco na Patricka, który wzruszył ramionami, a na jego twarzy pojawił się lekki, nieco niepewny uśmiech.

– To bardzo miły starszy pan, ale nie mógł przestać opowiadać o swojej podróży na Majorkę – co tam jedli, jakiej muzyki słuchali, jaką mieli pogodę… – nagle przerwała na widok kuchni, nakrytego stołu, zapalonych świec i wina w karafce. – Ależ pięknie wszystko przygotowaliście! – wykrzyknęła z zachwytem.

Kieliszki zostały napełnione. Jedli, pili i rozmawiali, głównie o pracy i o rozmaitych rzeczach, które chcieliby zrobić. Rebecka skończyła posiłek jako ostatnia i gdy z brzdękiem odłożyła sztućce, dopiła wino dużymi łykami.

– Och, było naprawdę pyszne – powiedziała.

– To prawda, ja też się najadłam – stwierdziła Johanna.

– Kiedy ty przyrządzasz posiłek, za każdym razem czuję się, jakbym jadł w dobrej restauracji – dodał Patrik.

– Hmm, ale nie tylko ja tu gotuję, ty też mógłbyś to robić.

– Czy on tu nie próbuje czegoś ugrać? – zapytała Rebecka, mrugając poufale do Johanny.

– O tak, to się chyba nazywa „metoda głaskania”.

– Ale to na nas nie działa – stwierdziła Rebecka.

– Nie, ani trochę! – odparła Johanna i uniosła triumfalnie swój kieliszek. Rebecka poszła w jej ślady. Kuchnię wypełniły głośne brzdęki stukającego o siebie szkła. – Za nas, kobiety! – wykrzyknęła.

– Co to wszystko ma znaczyć? – zapytał Patrik.

Obie parsknęły niepohamowanym śmiechem.

– Cóż, mój drogi – odezwała się Johanna, klepiąc go po dłoni.

Impulsywnie i nieco zbyt brutalnie Patrik strącił jej dłoń.

– Auuuuć! Co ty, do diabła, wyprawiasz? – zawołała.

– Gówniana gra. Na mnie nie działa.

Johanna chwyciła się za pulsujący bólem kciuk. Jej spojrzenie było ciemne i zatapiało się niczym sztylet w osobie po drugiej stronie stołu. Rebecka, która w chwili zaskoczenia wstrzymała oddech, teraz prawie umierała ze śmiechu. Spojrzenie Johanny pociemniało jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe, a jej oczy zwilgotniały. Patrik zerwał się z krzesła, jakby chciał uratować coś, co zaraz spadnie ze stołu, po czym przytulił ją i pocałował, ale Johanna odsunęła się od niego z głośnym „Nieeee”. Wtedy on padł na kolana.

– Ooooooch! – wykrzyknęła rozbawiona Rebecka.

Patrick uniósł dłoń Johanny i zaczął obcałowywać każdą kostkę i każdy skrawek, a kiedy położył głowę na jej kolanie niczym skazaniec przed egzekucją, ona pogłaskała go po włosach i powiedziała:

– No już dobrze.

Potem oboje wstali i długo się obejmowali.

Przez pewien czas kobiety prowadziły ze sobą poufną rozmowę, podczas gdy Patrik przysłuchiwał im się w milczeniu. Pod wpływem nagłego impulsu Rebecka zwróciła się do niego, pochylona do przodu, z brodą spoczywającą na dłoni. Zmrużyła oczy.

– Haaa… słyszę, że lubisz chili – powiedziała, a na jej ustach zagościł figlarny uśmiech.

– Uhm – odpowiedział Patrik, zerkając na Johannę.

Ona szybko się zarumieniła i przegryzła wargę. Rebecka zaczęła wodzić wzrokiem od jednego do drugiego.

– No tak, my dziewczyny rozmawiamy ze sobą. Nie wiedziałeś o tym? Ty też pewnie na okrągło gadasz o seksie ze swoimi kumplami?

– Właściwie nie tak bardzo – odparł Patrik.

– Nabijasz się ze mnie?

– Nie, ale nie opowiadamy sobie żadnych szczegółów i tym podobnych.

– Co za nudziarze.

On wzruszył ramionami.

– Pewnie jestem trochę nudny.

– Nie, no, nie to miałam na myśli, nie w tym sensie! – Rebecka wyciągnęła rękę w jego stronę, jakby chciała go powstrzymać.

– Nie obraziłaś mnie.

– Czuję się tak, jakbym się wygłupiła – powiedziała i zamilkła demonstracyjnie, nieco się garbiąc.

– Chodzi mi o to – zaczął – że po prostu jestem typem introwertyka. To wszystko. Ale ty jesteś fantastycznie towarzyską osobą i potrafisz rozmawiać o wszystkim. Spotykasz naszego sąsiada i od razu nawiązujesz z nim bliski kontakt. To świetna sprawa. Tylko że ja po prostu taki nie jestem. Ale nie myśl, że z tego powodu powinnaś zacząć się hamować albo coś w tym stylu. Popatrz na mnie i Johannę, siedzimy tutaj i oboje na twój widok otwieramy usta z wrażenia – powiedział, zerkając na Johannę, która uśmiechała się czule. On wyczytał zachwyt na jej twarzy i zrobiło mu się gorąco. – Wydajesz się cudowną osobą. Johanna sporo mi o tobie opowiadała – dodał i upił łyk wina.

– Naprawdę? – Rebecka uniosła brwi i przyglądała im się uważnie.

– Same dobre rzeczy – powiedział Patrik, po czym położył dłoń na sercu. – Słowo honoru.

– Co takiego na przykład?

– Że twoje życie jest bardzo ekscytujące, mam na myśli twoje intensywne relacje miłosne. – Spuścił nieco zmieszany wzrok w blat stołu. – I bujne życie seksualne.

Śmiech Rebecki był nagły i serdeczny, po prostu śmiała się całym ciałem.

– O, Boże! No dobra. Teraz już wiemy, kto jest tu prawdziwą szują.

– Uhm, plotkara Johanna – stwierdził Patrick, uśmiechając się ostrożnie do Johanny. Ona westchnęła i teatralnie zademonstrowała, jak wbija sobie ostrze sztyletu prosto w brzuch.

– No, ale to prawda, opowiadasz mi całą masę rzeczy o ludziach z pracy – stwierdziła Rebecka.

– Nie słucham was dłużej. – Johanna skrzyżowała ręce na piersi.

– Strzelasz focha? – zapytał Patrik z ironicznym współczuciem w głosie.

– Może powinnam zostawić was samych? – zapytała Johanna, wstając od stołu.

– Skoro wstałaś, to przynieść jeszcze jedną butelkę wina – krzyknął za nią, ale nie odpowiedziała.

– Myślisz, że się wkurzyła? – zapytał ściszonym głosem Rebeckę, a ona tylko się zaśmiała.

Patrik rozlał resztę wina z karafki po równo do każdego z kieliszków. W ciszy, która zapadła, otoczenie stało się nagle bardziej obecne i wyraziste: szmer lodówki, ciemna noc na zewnątrz, piękny blask rzucany przez palące się świeczki.

– Zastanawiałem się trochę – zaczął Patrik, przyglądając się błądzącemu płomieniowi jednej ze świec – jak to wygląda, kiedy jako para… yyy… zamieniacie się partnerami z inną parą… Ludzie spotykają się w tym celu w klubie czy prywatnie, u siebie w domach?

Rebecka wyglądała na zadowoloną z tego pytania.

– Odbywa się to na rozmaite sposoby! Od wielu lat jestem aktywna w środowisku swingersów, robiliśmy to zwłaszcza z moim eks. Razem z nim spróbowałam praktycznie wszystkiego. Mam nadzieję, że rozumiesz, jestem osobą, która nigdy sobie nie odmawia. Mamy tylko jedno życie i nie można o tym zapominać, tylko dlatego, że masz jakieś obawy albo z powodu całej masy uprzedzeń, które w sobie nosisz. Chodzi o to, by powiedzieć życiu „tak” – nie mam racji? Dla mnie seks jest tym, co w życiu najlepsze. Jest po to, aby próbować nowych rzeczy i eksperymentować. Poza tym, jestem biseksualna, Johanna ci wspominała? Seks z kobietami lubię w takim samym stopniu jak z facetami. Niektórzy uważają, że to dziwne. Kiedy byłam z dziewczyną, moją pierwszą, obracałyśmy się przede wszystkim w środowisku LGBT i miałyśmy praktycznie rzecz biorąc tylko przyjaciół homoseksualistów. I wciąż mnie zadziwia, że oni mają dokładnie tyle samo uprzedzeń i jest w nich tyle samo wrogości, co u ludzi innej orientacji. Tylko że oni żywią je wobec heteroseksualistów albo wobec ludzi w ogóle. Rozumiesz, co mam na myśli?

Patrik przytaknął. Pomyślał, że Rebecka tak się rozgadała, bo jest wstawiona. Wtedy sam uświadomił sobie swój stan upojenia alkoholowego, który zaczął mu się podobać. „To takie proste”, pomyślał. „Zupełnie proste.”

 

– Zawsze uważałam, że to trudne – ciągnęła. – Wydawało mi się, że nigdy nie będę nigdzie pasować. Ale wszystko zmieniło się dzięki Fredrikowi, mojemu byłemu facetowi. Miał hopla na punkcie seksu podobnie jak ja. Cały czas próbowaliśmy czegoś nowego. Razem odkryliśmy środowisko swingersów. To znaczy wcześniej też żyliśmy w otwartych związkach, ale wtedy tak się to nie nazywało. Z Frederikiem zaczęliśmy chodzić do klubów, nawiązywaliśmy też kontakty w sieci i spotykaliśmy się z niektórymi parami sam na sam. Przez kilka lat bajecznie się bawiliśmy.

Rebecka przestała mówić i zamiast tego zaczęła przyglądać się Patrickowi. Potem znów się odezwała:

– Z czasem jest coraz łatwiej. Trzeba po prostu znaleźć swoje własne tempo. – Wzięła łyk wina i wolno odstawiła kieliszek. – Co mogę więcej powiedzieć? Aha, no tak. Byliśmy tak aktywni w środowisku swingersów, że poznaliśmy większość z nich. Muszę przyznać, że to najfantastyczniejsi ludzie na świecie, zwłaszcza ci starsi, z dużym doświadczeniem. To ludzie, którzy mają poczucie własnej wartości i wiedzą, czego chcą. Wśród nich zawsze czułam się na miejscu. To świat, do którego pasuję.

Patrick pokiwał głową w zamyśleniu.

Usłyszeli odgłos spłuczki w toalecie, a potem szum wody w kranie. Siedzieli dalej w milczeniu aż do momentu, gdy w kuchni pojawiła się Johanna.

– Co tam? O czym tak rozmawiacie?

– Zapomniałaś przynieść wino – stwierdził Patrik.

– Idź na dwór i się powieś – odpaliła mu.

– Pieprz swoją matkę.

– Ty na pewno tak byś zrobił.

Patrik westchnął i spuścił wzrok w pusty kieliszek po winie.

– Rebecka opowiadała mi o parach swingersów. Że są zupełnie pozbawieni uprzedzeń.

– No tak, jasne – skomentowała Johanna. – Rozumiem, jak najbardziej.

Patrik skierował na nią wzrok.

– Ej! – Johanna zwróciła się do Rebecki. – Opowiedziałaś mu o tym, co się stało w Paryżu? No wiesz, chodzi mi o ten klub.

– Nie, o tym nie mówiłam.

– To opowiedz.

– Okej, no dobrze. Byliśmy w Paryżu, w okresie Bożego Narodzenia w 2010. Pojechaliśmy tam na urlop i był to pod wieloma względami cudowny pobyt. Tego konkretnego wieczoru – pamiętam, że to była sobota – mieliśmy wyjść do restauracji, a Fredrik upierał się, że koniecznie musi zjeść gładzicę. Tylko to, żadna inna ryba nie wchodziła w rachubę. Oczywiście nigdzie nie byliśmy w stanie znaleźć takiego menu, i tak chodziliśmy od restauracji do restauracji. Nagle wokół nas zrobiło się dziwnie pusto. Zabrnęliśmy w miejsce, gdzie nie było słychać żadnego ruchu ulicznego. Wyobraź to sobie – zabłądzić w Paryżu! Jedyne, co u słyszeliśmy w ciemności, to stukot przewróconego kosza na śmieci i miauczenie jakiegoś dzikiego kota. Co robić w takiej sytuacji? Nie mieliśmy telefonu. Nigdzie ani śladu jakiejś większej ulicy czy taksówki. Szliśmy więc dalej. Nagle usłyszeliśmy dobiegające skądś stłumione dźwięki muzyki i udaliśmy się w tamtą stronę. Znajdował tam się mroczny, mały pub, taka prawdziwa lokalna francuska speluna. W środku nie było prawie nikogo, ale stwierdziliśmy, że wypijemy po kieliszku wina i zapytamy o drogę. Za barem stoi wielki mężczyzna, niesamowicie barczysty i wielki jak dąb, na dodatek miał bardzo dziwną głowę. Wciąż nie wiem, jak ją opisać. Niczym doniczka postawiona do góry nogami. Sprawiał wrażenie uczynnego. I naiwnego. Trochę prymitywnego. Pyta nas po francusku: „Szukacie ryb w stawie?”, po czym patrzy na nas konspiratorsko.

Patrik uniósł brwi. Powątpiewał w prawdziwość tej historii i to nie uszło uwagi Rebecki.

– Wszystko to prawda. To miejsce naprawdę było szemrane – ciągnęła. – Ale daj mi skończyć. Frederik odpowiedział mu po prostu: „Tak, a czy w stawie jest dużo ryb?”. Wtedy barman roześmiał się na głos. „Ze czterysta sztuk”, odparł, po czym dał nam znak ręką, żebyśmy poszli za nim na zaplecze. Kiedy dziś o tym myślę, nie mam pojęcia, jakim cudem mieliśmy tyle odwagi. Przecież mogło nam grozić dosłownie wszystko, na przykład mógł nas tam zamordować. Ale wtedy zupełnie o tym nie myśleliśmy, po prostu poszliśmy za nim. Kiedy się tam znaleźliśmy, z uśmiechem wskazał na podłogę. Najpierw nie zrozumiałam, ale potem zobaczyłam, że znajduje się tam właz. Wejście. Taka prawdziwa, skrzypiąca drewniana klapa z ciężkim żelaznym kółkiem służącym za uchwyt. – Rebecka zwilżyła wargi językiem, po czym kontynuowała, wypowiadając słowa tonem pełnym napięcia. – Tam w dole znajdowały się wąskie, kręte schody prowadzące do najbardziej odjechanego, perwersyjnego i rozpustnego towarzystwa BDSM, z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia.

Patrik pochylił się nad stołem z wielkimi oczami. Johanna się uśmiechnęła.

– Dochodziły stamtąd pojękiwania. Całe mnóstwo okrzyków. Było słychać całą symfonię, niczym w barokowym chórze. I możesz mi wierzyć, że robiło to naprawdę mocne wrażenie – dodała Rebecka.

– Ale te słowa o rybach… Czy to był jakiś kod? – zapytał Patrick.

– No jasne. Wtedy pomyślałam, że Fredrik zaaranżował to wszystko. Po prostu wydawało się to zbyt nieprawdopodobne, że udało nam się wejść do takiego miejsca ot tak, przez zwykły przypadek. Ale okazało się, że Fredrik był równie zaskoczony co ja. Kiedy barman spytał go o te ryby, odpowiedział mu tak wyłącznie dla żartu. Cóż więcej mogę powiedzieć… było to czysty fart albo zrządzenie losu.

– Opowiedz o tej grocie – wtrąciła się Johanna.

– O, tak, wow! Słyszałeś może o katakumbach pod Paryżem?

Patrik pokręcił głową.

– No dobrze, w takim razie najpierw ci wyjaśnię. To cała sieć podziemnych tuneli i pomieszczeń, które ciągną się pod całym Paryżem. Pochodzą z czasów rzymskich. Nikt do końca nie wie, jak daleko te korytarze sięgają ani dokąd prowadzą i w wielu miejscach jest tam naprawdę przerażająco. Można znaleźć pełno ludzkich czaszek i masowych grobów. Ale tam, gdzie to wszystko się działo, trochę te katakumby przebudowali. Położyli podłogi, a w salach wstawili kolumny. Ale to wciąż naturalne groty i w niektórych miejscach sklepienie było niezwykle wysoko, a w innych trzeba było się pochylać, idąc. Czujesz? Całe otoczenie było po prostu niesamowite! Wyobraź sobie tę atmosferę! Chodziliśmy tam między setkami innych ludzi, jedni ubrani w skórę z ćwiekami, trzymający w dłoniach pejcze, inni zupełnie nadzy, jeszcze inni przebrani jak na maskaradę. Byli też ludzie ubrani w… nie wiem, jak to nazwać… coś jak stroje pluszowych maskotek, ale z otworami w miejscu genitaliów. Widziałam na przykład wielką pandę biegającą między ludźmi z członkiem w erekcji. Pieprzyła się z taką jedną przebraną za Czerwonego Kapturka – seksownego, dziwkarskiego Czerwonego Kapturka. Tego widoku nie zapomnę nigdy. Totalnie surrealistyczne. Nigdy nie brałam udziału w czymś bardziej odjechanym. Ale najlepsze, co mi się przydarzyło tego wieczoru, to odkrycie pomieszczenia z piłeczkami zamiast podłogi. Tam odbyłam seks grupowy z pięcioma czy sześcioma innymi kobietami. Przeżyłam totalną ekstazę. – Rebecka przymknęła powieki. Po chwili ciągnęła dalej: – Każda z nas po kolei była w centrum, na samym końcu one wszystkie zajęły się mną. Czułam ich dłonie na całym ciele. Przy każdej z moich piersi jedna kobieta pieściła moje brodawki – można powiedzieć, że przyssały się do mnie niczym niemowlęta. Całowały mnie. Lizały. Każdy najmniejszy fragment mojego ciała okazał się strefą erogenną. Orgazmy, których doświadczyłam… nie miały końca. Nie mogłam nigdzie uciec. – Rebecka odchrząknęła. Jej policzki były rozpalone. Oczy błyszczały.

W kuchni zapanowała cisza. Patrick przesunął dłonią po swojej drugiej ręce.

– Totalny odlot – zachwycała się Johanna.

– Co się stało z Fredrikiem? – zapytał Patrik. – To znaczy później.

– Wtedy w klubie? – zapytała Rebecka.

– Nie, po tym, jak się rozstaliście.

– Rozstaliśmy się dopiero zeszłego lata.

– Ale stało się coś? – nalegał Patrik. Johanna wlepiła w niego wściekłe spojrzenie.

– Pewnie chodzi ci o to, czy zerwaliśmy dlatego, że uprawialiśmy seks z innymi? – zapytała spokojnie Rebecka.

Johanna obrzuciła Patricka surowym wzrokiem i pokręciła głową.

– Co za wścibskie pytanie, Patrik – skomentowała.

– Nic nie szkodzi – odparła Rebecka. – Nie chcę o tym rozmawiać, w każdym razie nie teraz, ale mogę zagwarantować, że to nie miało nic wspólnego z naszym życiem seksualnym. Zdarzyła się wtedy cała masa innych rzeczy.

– Może faktycznie było to głupie pytanie – przyznał Patrik.

– Było, minęło – odparła Rebecka. – Nie chcę psuć miłej atmosfery rozmawianiem na ten temat.

Patrick podniósł się, aby przynieść więcej wina, i znalazł otwartą butelkę na blacie kuchennym. Uniósł ją nad kieliszkiem Rebecki, która ze zdumieniem odkryła, że jest w nim pusto.

– Tak, poproszę – powiedziała.

Wszyscy troje przyglądali się, jak kieliszek powoli się napełnia.

– A ty, Johanna? – spytał.

– Uhm – podsunęła mu odruchowo swój kieliszek, wciąż pełen do połowy. On dolał wina aż po brzegi. – Wow! Dzięki, Patriku – syknęła.

Uniknął patrzenia jej w oczy. Uniósł butelkę pod światło i obrócił.

– O, zostało też trochę dla mnie. Dziękuję, Patriku – powiedział, po czym opróżnił butelkę. – Mam ochotę na piwo. Któraś z was też chce? – zapytał, otwierając lodówkę.

– Możemy się przenieść do salonu – zaproponowała po chwili Johanna.

Kiedy usadowiła się w rogu sofy, Patrik położył się obok, opierając głowę na jej kolanach. Ona ostrożnie wsunęła pod nią poduszkę. Pogłaskała go po czole i rozczochrała mu włosy. Patrik upił łyk piwa.

– Wyglądacie razem naprawdę czarująco – stwierdziła Rebecka.

– Chciałabym pójść do klubu dla swingersów, tylko po to, żeby zobaczyć, jak tam jest – odezwała się Johanna. – Zakładam, że można tylko patrzeć, jeśli się ma na to ochotę?

– Jak najbardziej – odparła Rebecka. – Wiele par tak robi na samym początku. Potem niektórzy próbują po prostu uprawiać ze sobą seks w tym samym pomieszczeniu co inni, zanim posuną się dalej. Albo uczestniczą jedynie odrobinę, na zasadzie pomocnych rąk. Uważam, że tak jest najlepiej – ostrożnie próbować i sprawdzać, co nam najbardziej odpowiada.

– Patrik jest sceptyczny – odezwała się Johanna, klepiąc go lekko po głowie.

Mężczyzna westchnął.

– Co mam powiedzieć? Zapewne jestem większym tradycjonalistą. Wyznawcą świętej trójcy, czyli willa, volvo i wielki pies. Co w tym złego?

– Czy ktoś mówi, że jest w tym coś złego? – zapytała Johanna.

– Patrik, jest naprawdę wiele par swingersów, którzy mają volvo, willę i psa – dodała z uśmiechem Rebecka. – Wielu ma także dom na wsi i żaglówkę.

– Sam widzisz – powiedziała Johanna.

Patrik się zaśmiał.

– A gdybyśmy obie z Johanną chciały ciebie zaspokoić? Czy miałbyś coś przeciwko temu? – zapytała Rebecka. Kobiety wymieniły się spojrzeniami.

– Nie mam nic przeciwko temu. Tylko jest to… zupełnie nieprzystające do mojego obrazu świata.

Rebecka położyła dłoń na ramieniu Johanny, której oddech gwałtownie przyspieszył i stał się urywany, wręcz ochoczy. Była przesadnie świadoma dotyku tej dłoni, która ostrożnie przesunęła się w kierunku jej karku, potem delikatnie przejechała palcem po najbardziej czułym miejscu i zaczęła ją masować. Nagle Johanna spytała:

– A gdybyśmy się pocałowały, ja i Rebecka? I gdybyśmy zaczęły się pieścić. Nie byłoby to czymś pięknym do oglądania?

Patrik poruszył się niespokojnie, wciąż leżąc na jej kolanach.

– Pozwól, że cię zapytam – ciągnęła. – Czy to byłoby dla ciebie okej?

– Jasne, jak najbardziej. Byłoby to dla mnie okej. Wiesz o tym przecież.

– No dobrze, w takim razie wstań – powiedziała i Patrik usiadł na sofie.

Rebecka uśmiechnęła się. Przyłożyła dłoń do policzka Johanny.

– Jesteś gotowa?

Johanna spuściła wzrok i przytaknęła. Ich wargi się spotkały, Rebecka otworzyła usta i wysunęła język, a gdy Johanna poczuła jego miękkość, wszelkie napięcie między nimi zniknęło. Obydwie poczuły uderzenie gorąca.

– Shit. Ale mi wali serce. Denerwuję się – przyznała Johanna.

– Och, jesteś taka słodka, kochanie – powiedziała Rebecka, głaszcząc ją po policzku.

Johanna spojrzała na Patrika, wyciągnęła się w jego stronę i pogładziła dżins obciskający jego krocze. Jej twarz rozjaśniła się z zadowolenia.

– Jesteś twardy! Wiedziałam! Kurczę, już samo to, że na nas patrzysz, sprawia, że robię się mega podniecona.

 

Patrik odchrząknął.

– Kocham cię – powiedział.

– Ja też cię kocham – przysunęła się do niego i pocałowała go.

– Nie przerywajcie sobie – dodał. – Jesteście niesamowicie seksowne.

Kobiety ponownie zaczęły się całować, tym razem bardziej intensywnie. Johanna wypięła piersi i jęcząc, zaczęła ściskając je w dłoniach. Rebecka rozbierała ją, bez pośpiechu. Wkrótce obie były nagie od pasa w górę i skoncentrowały się teraz nawzajem na swoich piersiach. Piersi Johanny wprost cudownie nadawały się do pieszczot, były jędrne i nadzwyczaj piękne, z kolei piersi Rebecki były przede wszystkim duże. Wspaniale przelewały się w dłoniach Johanny. Kobiety zaczęły się całować, ssać i pieścić. Z wielką cierpliwością odnalazły wspólne tempo, ucząc się nawzajem swojej skóry i kształtu, smaku i zapachu.

– Co teraz powiesz, Patrik? – zapytała Rebecka z rozpalonymi policzkami. Nie przestawała pojękiwać.

– Jestem w niebie – odpowiedział.

Kobiety zaśmiały się. Piersi Rebecki podskakiwały nieco, kiedy się śmiała.

– O rany, ale jestem wilgotna – stwierdziła.

– Ja też – dodała Johanna.

– Kontynuujemy? – zapytała Rebecka.

Johanna przytaknęła i Rebecka zaczęła ściągać jej spodnie. Patrik trochę jej w tym pomógł. Kiedy ściągali jej majtki, Johanna uniosła pupę. Patrik zaczął przeczesywać palcami jej luźno zwisające włosy, tak jak zawsze uwielbiała. Johanna przywarła nagich ud Rebecki. To było bardzo intymne i cudowne uczucie. Rebecka uniosła dół sukienki, żeby łatwiej jej było ją pieścić.

Przyklęknąwszy na sofie, Johanna pochyliła się do przodu, tworząc ciałem łuk, a Rebecka smakowała ją, całując wilgotnymi wargami – coraz bliżej jej najgorętszego centrum. Zanim zainicjowała zabawę językiem, najpierw zaczęła pieścić łechtaczkę, po czym czekała, obserwując, jak nabrzmiewa. Serce Johanny biło jak szalone. Oparła się łokciami o podłokietnik sofy i dyszała ciężko. Jej uda napinały się, a mięśnie ogarnęło cudowne uczucie, takie, gdy ból przemienia się w przyjemność, aż zaczęła drżeć i trząść się na całym ciele. Patrik pocałował ją namiętnie, a ona pojękując prosto w jego usta, chwyciła go mocno za ramiona, szarpała go za włosy i wdawała jęki szeroko otwartymi ustami, aż na koniec doszła w długo wybrzmiewającym orgazmie.

Rebecka otarła usta i uśmiechnęła się.

– Cudownie smakujesz – oznajmiła.

– Wow, doszłam tak szybko – dziwiła się Johanna.

– Podobało ci się?

– To było coś absolutnie cudownego.

– Wow – skomentował Patrik.

Johanna roześmiała się i odwróciła do niego, tęskniąc za jego członkiem. Ściągnęła z niego dżinsy. Jego penis drgnął. Biorąc go do ręki, wydała z siebie jęk podniecenia na myśl o tym, co się za chwilę wydarzy. Zaczęła go pieścić językiem, po czym wzięła go do ust. Chciała go ssać z absolutnym oddaniem, tak żarliwie, jak go kochała. Chciała dać mu wszelką przyjemność, jaka w ogóle istnieje, ale nie tylko ustami i językiem, lecz całą sobą.

Zadowalanie go ustami było jedyną rzeczą, jaka w tej chwili dla niej istniała. Zaczęła poruszać biodrami i wypięła pupę, a on gładził ją ruchami ku górze, dochodząc do lędźwi w zagłębieniu pleców, tam, gdzie ciało jest najpiękniejsze.

Nagle Rebecka wymierzyła jej klapsa w pośladek. Dla Joanny było to tak zaskakujące i niespodziewane, że serce na chwilę zamarło jej w piersi. Czuła, jak zalewa ją fala wilgoci. Była teraz podatna na dosłownie wszystko i zaczęła jęczeć jeszcze głośniej. Dłoń Rebecki znalazła do niej drogę, a wtedy jej jęki wzmogły się jeszcze bardziej.

Rebecka natychmiast pochyliła się do przodu, jej twarz znalazła się bardzo blisko centrum wydarzeń. Johanna wysunęła penisa ze swoich ust i przechyliła go w jej stronę, niczym podarunek. Rebecka zaczęła go lizać i ssać, a ona przyglądała się z fascynacją, jak pracują jej policzki i język, jak jej spojrzenie prześlizguje się między twarzą Patrika a jego członkiem we wzwodzie.

Spojrzenie Patricka zrobiło się zamglone, usta się rozchyliły. Johanna przysunęła się do jego twarzy.

– Jesteś taki seksowny – powiedziała i pocałowała go, podczas gdy on pojękiwał i dyszał.

– Chodź – przyciągnął ją do siebie. – Usiądź na nim.

Rebecka, wciąż trzymając członka u nasady, odsunęła się, aby Johanna mogła łatwo się na niego nasunąć. Najpierw zaczęła go ujeżdżać bardzo wolno, bo było widać, że ciałem Patrika wstrząsają skurcze silnego podniecenia i jest bliski orgazmu, a ona chciała przedłużyć ten stan.

Rebecka usiadła na sofie z rozchylonymi nogami i oparła się wygodnie. Patrząc Patrickowi prosto w oczy, ściągnęła majtki. On zaś czuł się tak, jakby intymny świat jego i Johanny ulegał rozkładowi. Próbował nie patrzeć na Rebeckę i odruchowo odwrócił wzrok, ale zaraz jego spojrzenie samo powędrowało w stronę jej cipki. Nie mógł tego powstrzymać. Rebecka pieściła się czterema palcami, cipka była nabrzmiała i miękka, a jej najwyraźniej sprawiało to przyjemność. Było to zresztą słychać. Mimo że chciał przestać na nią patrzeć, nawiązał z nią ponownie kontakt wzrokowy. Ona uśmiechnęła się do niego tak, jakby nie działo się nic specjalnego.

Nadszedł orgazm. Patrik chwycił pupę Johanny i z krzykiem wciskał się w nią z całą mocą szybkimi, intensywnymi ruchami.

Niemal natychmiast rozległ się jęk Rebecki, który trwał całą minutę, po czym wydobyła z siebie przeciągłe, głębokie westchnienie i z ulgą opadła na sofę.

*

Podczas kolejnych miesięcy, jakie upłynęły od tamtego wieczoru, Johanna i Patrik wstąpili do kilku klubów polecanych przez Rebeckę. Wypróbowywali coraz więcej nowych rzeczy, coraz lepiej uczyli się siebie nawzajem i odkrywali siebie samych – zupełnie jakby wciąż dorastali.

Rebecka poznała nowego mężczyznę i po zaledwie dziesięciu dniach spędzonych razem pobrali się i wyjechali na Hawaje w dwumiesięczną podróż poślubną. Jej nowy partner był właścicielem firmy produkującej luksusowe jachty. Był bogaty, miał dużo czasu wolnego i był równie wyzwolony seksualnie co ona. Cała historia była niczym spełnienie marzeń. Johanna i Patrick cieszyli się oczywiście szczęściem Rebecki, ale brakowało im jej. Zwłaszcza teraz, gdy rozpoczęli odkrywczą podróż po nowym, ekscytującym świecie pożądania i rozkoszy, który ona znała jak własną kieszeń. Bardzo pragnęli móc odkrywać to wszystko wspólnie z nią.

W końcu nawiązali znajomość z pewną parą o podobnych do nich upodobaniach i doświadczeniu. Wyjechali razem na narty. Podczas ostatniego wieczoru przy kominku w niewielkim saloniku w pensjonacie bez skrępowania oddali się wspólnemu seksowi – na podłodze, na stole, na sofie. Wszystko potoczyło się zupełnie naturalnie, jakby samo z siebie. Niewidzialna blokada zniknęła – nic w nich już nie mówiło „nie”. Rozsmakowali się w tym. Nawet więcej – przepadali za tym. I chcieli to zrobić ponownie.

Wtedy pewnego wieczoru do Johanny zadzwoniła Rebecka, żeby poinformować, że właśnie wróciła z Hawajów. Rozmawiały ze sobą całe cztery godziny. Gadały jedna przez drugą jak najęte, chcąc podzielić się nowinami i zrelacjonować sobie wszystko, co się wydarzyło. Teraz nie mogły się już doczekać, kiedy się znów zobaczą, i Rebecka zaproponowała: spotkanie w klubie. Rytualny wieczór swingersów, w którym Johanna i Patrik mieli odgrywać główne role.

*

Mimo że nikt się nie odzywał, w pomieszczeniu nie panowała zupełna cisza. Z opaską przesłaniającą oczy Johanna słuchała oddechów, westchnień, jęków i szeptów. Wyczuwała obecność wielu osób, a jej naga skóra wibrowała niczym pole elektryczne. Czuła się niepewnie, jakby wykluczona z tego, co się dzieje dookoła, zdenerwowana i pełna oczekiwania.

– Patrik? – zapytała ściszonym głosem.

– Jestem tutaj – odpowiedział.

– Ciii… Nie wolno wam nic mówić – odezwał się jakiś obcy głos, przyjazny, ale zdecydowany.

Głos Patrika dochodził z tyłu, tuż za nią. Słyszała, że leży podobnie jak ona sama. Nagle dotyk czegoś zimnego na jej udach przerwał wszelkie myśli. Było to coś wilgotnego, co łaskotało, kiedy przesuwało się po wewnętrznej stronie jej nóg. Próbowała zgadnąć, co to może być, ale przerwało jej równie nagłe uczucie ciepła na brzuchu i między piersiami. Przestała się zastanawiać. Odzyskała pełną świadomość swojego ciała. Wiedziała, że dziesięciu uczestników, być może nagich, stoi ciasno wokół niej, i kiedy palcami dotykali jej ciała – układając na nim owoce, maliny i truskawki i skrapiając je czymś płynnym – powstawały tam miejsca detonacji, od których po całym ciele rozchodziły się fale i spotykały w różnych punktach, by eksplodować i zniknąć. To nadzwyczajnie wyostrzało jej zmysły, potęgowało jej ekstremalną wrażliwość i zdolność wyczuwania, przypominającą nos ślepego kreta. Było to cudowne uczucie.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?