Narcyzm

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1 Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna

4  Podziękowania

5  Wprowadzenie

6  Spektrum narcyzmu

7  Rola obrazu

8  Zaprzeczanie uczuciom

9  Władza i kontrola

10  Uwodzenie i manipulacja

11  Koszmar: oblicze nierzeczywistości

12  Lęk przed obłędem

13  Za dużo, za szybko

14  Obłęd naszych czasów

15  przypisy dodatkowe

Tytuł oryginału: Narcissism

Redakcja: Jacek Ring

Korekta: Beata Wójcik

Projekt okładki: KAV STUDIO Pola Rusiłowicz

Redaktor prowadzący: Katarzyna M. Słupska

Copyright © 1985 LowenCorp Publishing, LLC. All Rights Reserved

Copyright © for the Polish translation by Paweł Luboński, 2021

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN: 978-83-8143-745-5


Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Podziękowania

Chciałbym wyrazić wdzięczność dr. Michaelowi Conantowi i Mirze Ginsburg, którzy przeczytali część mojego manuskryptu i zgłosili cenne sugestie, Marion Wheeler, redaktorce wydawnictwa Macmillan, której rady w znacznym stopniu przyczyniły się do polepszenia tego opracowania, oraz Ruth MacKenzie z Międzynarodowego Instytutu Analizy Bioenergetycznej, która uprzejmie przepisywała mój tekst.

Wprowadzenie

Narcyzm to termin odnoszący się zarówno do sytuacji psychologicznej, jak i kulturowej. W odniesieniu do jednostki oznacza zaburzenie osobowości charakteryzujące się przesadnym zaabsorbowaniem swoim obrazem kosztem własnego Ja. Narcyza bardziej obchodzi to, jak się prezentuje na zewnątrz, niż to, co czuje. W istocie zaprzecza on uczuciom, jeśli są sprzeczne z budowanym przez niego obrazem. Działa na zimno, uwodzi innych i manipuluje nimi, dążąc do władzy i kontrolowania otoczenia. Jest egoistą skupionym na własnym interesie, któremu obce są prawdziwe wartości Ja jednostki – autoekspresja, panowanie nad sobą, godność i prawość. Narcyzowi brakuje poczucia własnego Ja, które wywodzi się z doznań cielesnych. Bez niego zaś jego życie jest puste i pozbawione znaczenia. To żałosny stan.

Gdy mowa o kulturze, narcyzm można widzieć jako utratę ludzkich wartości – brak troski o środowisko, o jakość życia, o bliźnich. Społeczność, która poświęca te wartości w imię zysku i władzy, ujawnia swoją niewrażliwość na ludzkie potrzeby. Miarą postępu staje się mnożenie dóbr materialnych. Mężczyznę przeciwstawia się kobiecie, pracownika – pracodawcy, jednostkę – społeczeństwu. Jeśli bogactwu przypisuje się wyższą rangę niż mądrości, jeśli rozgłos jest ważniejszy od zachowania godności, jeśli sukces liczy się bardziej niż szacunek dla siebie, to znaczy, że w tej kulturze „obraz” ma zawyżoną rangę. Jest to kultura narcystyczna.

Narcyzm jednostki występuje równolegle z narcyzmem kulturowym. Kształtujemy naszą kulturę odpowiednio do naszego własnego obrazu, a zarazem sami jesteśmy kształtowani przez kulturę. Czy można zrozumieć jedno z tych zjawisk, nie rozumiejąc drugiego? Czy psychologia może ignorować socjologię i vice versa?

W ciągu czterdziestu lat, które przepracowałem jako terapeuta, zaobserwowałem znamienną przemianę problemów osobowościowych, z jakimi zwracali się do mnie pacjenci. Wcześniejsze neurozy, takie jak obezwładniające poczucie winy, fobie czy obsesje, nie występują dziś tak powszechnie. W ich miejsce spotykam więcej osób skarżących się na depresję; mówią o braku uczuć, wewnętrznej pustce, głębokim poczuciu frustracji i niespełnienia. Wiele z nich odnosi sukcesy w pracy zawodowej, co wskazuje na rozdarcie pomiędzy tym, jak funkcjonują w świecie, a tym, co dzieje się w ich wnętrzu. Nader dziwny wydaje się względny brak niepokoju i poczucia winy, i to nawet przy poważnych zaburzeniach. W parze z brakiem uczuć sprawia to, że ludzie ci robią wrażenie oderwanych od rzeczywistości. Ich działania – w życiu społecznym, seksie i pracy – wydają się zbyt sprawne, zbyt mechaniczne, zbyt perfekcyjne, wręcz nieludzkie. Funkcjonują raczej jak maszyny niż ludzie.

Narcyza można poznać po braku człowieczeństwa. Nie obchodzi go wisząca nad Ziemią groźba nuklearnego holocaustu, nie dostrzega dramatu ludzi przez całe życie bezskutecznie próbujących wykazać swoją wartość w obojętnym świecie. Kiedy załamuje się jego narcystyczna fasada poczucia wyższości i wyjątkowości, pozwalając, by do świadomości dotarł smutek i poczucie utraty, często jest już dla niego za późno. Pewien mężczyzna, szef dużego przedsiębiorstwa, dowiedział się, że ma raka w fazie terminalnej. Dopiero w obliczu końca życia odkrył, czym to życie jest. „Nigdy wcześniej nie dostrzegałem kwiatów – zwierzał się – ani blasku słońca, ani wiosennych pól. Całe życie starałem się udowodnić mojemu ojcu, że jestem człowiekiem sukcesu. Na miłość nie było miejsca”. Po raz pierwszy w dorosłym życiu był zdolny do płaczu i szukania pomocy u żony i dzieci.

Stawiam tezę, iż narcyzm wskazuje na oderwanie się od rzeczywistego życia jednostki i społeczeństwa. To oderwanie jest czymś więcej niż nerwicą, graniczy z psychozą. Jest jakieś szaleństwo w postawie człowieka, który dążenie do sukcesu stawia wyżej niż potrzebę, by kochać i być kochanym. Jest jakieś szaleństwo w osobie, która nie ma kontaktu z rzeczywistością swojego jestestwa – z ciałem i jego odczuciami. I jest jakieś szaleństwo w kulturze, która zatruwa powietrze, wodę i ziemię w imię „wyższego” standardu życiowego. Ale czy kultura może być chora? Ta koncepcja nie może się przebić w psychiatrii. Na ogół chorobę postrzega się jako znamię jednostki oderwanej od rzeczywistości, w której żyje. Zgodnie z tym kryterium (któremu nie można odmówić pewnej słuszności) sprawnie funkcjonujący narcyz jest odległy od choroby psychicznej. Chyba… chyba że sama kultura nie jest do końca zdrowa. Uważam, że w opętańczej aktywności ludzi w naszych wielkich miastach – dążących do większych pieniędzy, większej władzy, ciągłego ruchu do przodu – jest coś obłędnego. Czy takie opętanie to nie oznaka szaleństwa?

Aby zrozumieć schorzenie stanowiące podłoże narcyzmu, potrzebujemy szerszego i mniej technicznego spojrzenia na problemy osobowościowe. Kiedy na przykład powiadamy, że uliczny hałas w centrum Nowego Jorku może człowieka „doprowadzić do szaleństwa”, jest to mowa, która coś znaczy, jest ludzka i odpowiadająca rzeczywistości. Kiedy mówimy o kimś, że jest „trochę szalony”, wyrażamy prawdę, jakiej nie znajdziecie w literaturze psychiatrycznej. Sądzę, że psychiatria wiele by zyskała, gdyby rozszerzyła swoje pojęcia tak, by objęły doświadczenia zwykłych ludzi wyrażane w codziennym języku.

Chciałbym podzielić się z czytelnikiem moim rozumieniem zagadnienia narcyzmu. Musimy określić, jakie siły w naszej kulturze stwarzają ten problem i jakie czynniki osobowościowe predysponują do niego jednostkę. Jeśli nie chcemy osunąć się w narcyzm, musimy też wiedzieć, czym jest człowieczeństwo.

Prowadzona przeze mnie terapia pacjentów narcystycznych ma pomóc im w nawiązaniu kontaktu z własnym ciałem i odzyskaniu utraconego człowieczeństwa. Podejście to wymaga pracy nad zredukowaniem napięć mięśniowych i sztywności, które blokują doznawanie uczuć. Nigdy jednak nie traktowałem stosowanych przeze mnie konkretnych technik jako najważniejszego elementu zagadnienia. Kluczem do terapii jest zrozumienie. Bez niego żadne podejście i żadne terapeutyczne narzędzie nie ma sensu i nie może skutecznie działać na głębokim poziomie osobowości. Tylko dzięki zrozumieniu można naprawdę pomóc pacjentowi. Wszyscy pacjenci rozpaczliwie tęsknią za kimś, kto ich zrozumie. Gdy byli dziećmi, nie rozumieli ich rodzice; nie widzieli w nich odrębnych jednostek mających swoje uczucia i nie traktowali ich z szacunkiem dla ich człowieczeństwa. Nie udzieli skutecznej pomocy pacjentowi z zaburzeniem narcystycznym taki terapeuta, który nie potrafi wyczuć jego bólu i lęku, dostrzec wysiłku, jaki wkłada w walkę o zachowanie zdrowia psychicznego w sytuacji domowej, która naprawdę może doprowadzić do szaleństwa.

 

Rozdział 1

Spektrum narcyzmu

Czym się wyróżnia zaburzenie narcystyczne? Przykład jednego z moich pacjentów – Ericha – pomoże nam uzyskać wyraźniejszy obraz. To prawda, że Erich był wyjątkowy, ponieważ był całkowicie pozbawiony uczuć. Ale działanie wyprane z uczuć jest, jak zobaczymy, podstawowym zakłóceniem osobowości narcystycznej.

Przypadek Ericha

Erich przyszedł do mnie na konsultację ze swoją dziewczyną Janice, ponieważ ich związek się rozpadał. Żyli ze sobą od kilku lat, ale Janice mówiła, że nie mogłaby wyjść za niego, chociaż bardzo go kocha, ponieważ w ich związku czegoś brakuje. Pozostawia ją z uczuciem niezaspokojenia, swoistej pustki. Kiedy spytałem Ericha, co czuje w związku z tym, odpowiedział, że nie rozumie jej pretensji. Stara się przecież robić to, czego ona sobie życzy, zaspokajać jej potrzeby. Gdyby tylko powiedziała mu, co jeszcze mógłby zrobić, żeby czuła się szczęśliwa, na pewno by to uczynił. Janice powiedziała, że nie na tym polega problem. Czegoś brakuje w jego stosunku do niej. Jeszcze raz spytałem więc Ericha o jego uczucia. „Uczucia! – wykrzyknął. – Ja nie mam żadnych uczuć. Nie wiem, co pan rozumie przez uczucia. Programuję swoje zachowania tak, żeby jak najskuteczniej poruszać się w tym świecie”.

Jak można komuś wytłumaczyć, czym są uczucia? To nie jest coś, co się zdarza, ani coś, co robimy. Są funkcją ciała, a nie procesem umysłowym. Z procesami umysłowymi Erich był za pan brat. Pracował w branży wysokiej technologii, co wymagało znajomości działania komputerów. Najwyraźniej widział w „programowaniu” swoich zachowań klucz do sukcesu.

Przywołałem przykład zakochanego człowieka, który czuje, jak jego serce roztapia się na widok ukochanej. Erich zaoponował, mówiąc, że to tylko metafora. Zapytałem więc, czym jest jego zdaniem miłość, jeśli nie jest uczuciem płynącym z ciała. Miłość – wyjaśnił – to szacunek i przywiązanie do drugiej osoby. Uważał więc, że potrafi okazywać szacunek i przywiązanie, ale wyglądało na to, że nie tego pragnie Janice. Wcześniej inne kobiety też skarżyły się, że nie potrafi kochać, ale nigdy nie rozumiał, o co im chodzi. Mogłem mu tylko wskazać, że kobieta chciałaby mieć poczucie, iż w jej obecności mężczyzna jest rozpalony i podniecony. W miłości musi być żarliwość i namiętność, nie tylko szacunek i przywiązanie.

Erich rzekł na to, że nie chce, żeby Janice go porzuciła. Uważa, że mogliby być dobrymi rodzicami i zgodnymi partnerami. Ale gdyby odeszła, nie czułby bólu. Dawno temu uodpornił się na ból. Jako dziecko praktykował wstrzymywanie oddechu dopóty, dopóki ból nie ustąpił. Spytałem, czy miałoby dla niego znaczenie, gdyby Janice odeszła z innym mężczyzną. „Nie” – odrzekł. Czy nie byłby zazdrosny? „A co to jest zazdrość?” – próbował się dowiedzieć. Jeśli nie cierpisz i nie masz poczucia straty, kiedy opuszcza cię kochana osoba, to nie może być mowy o zazdrości. To uczucie bowiem rodzi się z lęku przed utratą miłości.

Kiedy Erich i Janice się rozstali, dziewczyna zabrała ze sobą psa. Pewnego razu Erich zobaczył tego psa na ulicy i poczuł ukłucie w boku. „Czy to jest uczucie?” – zapytał mnie całkiem serio.

Co takiego się zdarzyło, co przemieniło istotę ludzką w niewrażliwą maszynę? Wysunąłem hipotezę, że w jego dzieciństwie musiało być za mało albo zbyt wiele uczuć. Kiedy napomknąłem o tym Erichowi, stwierdził, że jedno i drugie jest prawdą. Jego matka była zawsze o krok od histerii, ojciec zaś nie przejawiał żadnych emocji. Według jego opowieści chłód i niechęć ojca doprowadzały matkę do szału. To było niczym senny koszmar. Ale zarazem Erich zapewnił mnie, że nie przeżywa rozstroju: „Brak uczuć nie jest dla mnie problemem. Doskonale sobie radzę w życiu”. Mogłem mu odpowiedzieć tylko to jedno: „Martwy człowiek nie czuje niczego i niczym się nie przejmuje. Po prostu zrobiłeś z siebie trupa”. Sądziłem, że ta uwaga go dotknie. Jego reakcja była zadziwiająca. „Wiem, że jestem martwy” – powiedział.

„Kiedy byłem młody, przerażała mnie myśl o śmierci – tłumaczył Erich. – Pomyślałem, że jeśli będę od razu martwy, to nie będę miał się czego bać. Zacząłem więc myśleć o sobie jako nieboszczyku. Nie spodziewałem się, że dożyję dwudziestu lat. To dziwne, że wciąż jestem przy życiu”.

Stosunek Ericha do życia z pewnością uderzy czytelnika dziwnością. Myślał o sobie jako jakiejś „rzeczy”, nawet użył tego słowa, opisując, jak postrzega własną osobę. Uważał, że celem jego działań jest dobro innych ludzi, chociaż przyznawał, że satysfakcji doznaje tylko pośrednio, dzięki ich reakcjom. Na przykład twierdził, że jest doskonałym partnerem seksualnym, zdolnym dostarczyć kobiecie dużej przyjemności. „Mieliśmy dobry seks – dorzuciła jego dziewczyna – ale nie było w tym miłości”. Erich był martwy emocjonalnie, więc znajdował niewiele cielesnej przyjemności w akcie płciowym. Satysfakcję czerpał z reakcji kobiety. Ale ponieważ nie okazywał osobistego zaangażowania, jej szczytowanie było ograniczone. To było coś, czego Erich nie potrafił zrozumieć. Tłumaczyłem, że orgazmiczne reakcje mężczyzny wzmacniają i pogłębiają podniecenie partnerki, doprowadzając ją do pełniejszego orgazmu. I odwrotnie, reakcje kobiety wzmacniają podniecenie mężczyzny. Taka wzajemność może jednak funkcjonować tylko na poziomie genitalnym, czyli w trakcie stosunku. Erich przyznał, że w celu doprowadzenia kobiety do szczytowania używa rąk, ponieważ są wrażliwsze niż jego penis. W rezultacie akt seksualny w jego wykonaniu nie był wyrazem namiętności, lecz obsługiwaniem kobiety. Nie było w nim żadnego żaru.

A jednak Erich nie był całkowicie wyprany z uczuć. Gdyby nie czuł absolutnie nic, to nie zgłosiłby się do mnie na konsultację. Wiedział, że coś z nim jest nie w porządku, aczkolwiek negował związane z tym uczucia. Wiedział, że powinien się zmienić, ale wzniósł sobie potężne mury obronne. Nie można było obalić tych murów bez pełnego zrozumienia ich funkcji, a i to wyłącznie przy współpracy pacjenta. Dlaczego Erich stworzył tak silne mechanizmy chroniące go przed uczuciami? Dlaczego zakopał się w charakterologicznym grobie? Czego naprawdę się bał?

Sądzę, że bał się choroby psychicznej. Erich twierdził, że bał się śmierci, co moim zdaniem było prawdą. Ale ten lęk był świadomy, podczas gdy lęk przed obłędem był nieświadomy, a więc głębszy. Uważam, że lęk przed śmiercią często rodzi się z nieuświadomionego pragnienia śmierci. Erich wolał być martwy niż szalony. Znaczy to, że był bliżej choroby niż śmierci. Żywił przekonanie (aczkolwiek nieświadomie), że dopuszczenie do świadomości jakichkolwiek uczuć stworzy wyrwę w tamie. Zaleje go wtedy i przytłoczy potok emocji, który przyprawi go o obłęd. Jego nieświadomy umysł kojarzył uczucia z chorobą i z jego histeryczną matką. Erich zaś identyfikował się z ojcem i siłę woli, rozum oraz logiczne myślenie uznawał za cechy zdrowia psychicznego. Wyobrażał sobie samego siebie jako osobę „zdrową”, która potrafi przeanalizować każdą sytuację i zareagować na nią w logiczny i skuteczny sposób. Ale logika to tylko zastosowanie pewnych reguł myślenia do określonych przesłanek. Sensowność wniosków zależy więc od przesłanek, z których się wychodzi.

Wskazałem Erichowi na fakt, że choroba umysłowa to stan osoby, która nie ma kontaktu z rzeczywistością. Ponieważ uczucia są podstawową rzeczywistością życia ludzkiego, brak kontaktu z nimi jest oznaką choroby. Z tego punktu widzenia – mówiłem – Ericha należy uznać za chorego, pomimo widocznej racjonalności jego zachowania. Ta sugestia, że może być obłąkany, zrobiła na nim silne wrażenie. Zaczął się dopytywać o istotę swojej choroby. Wyjaśniłem mu, że uczucia nigdy nie bywają przejawem szaleństwa, zawsze mają sens dla danej osoby. Natomiast człowiek, który nie potrafi ich akceptować albo panować nad nimi, któremu wydaje się, że jego uczucia są w konflikcie z racjonalnym myśleniem, może mieć wewnętrzne poczucie rozdarcia czy też obłędu – sądzi, że te uczucia po prostu „nie mają sensu”. Ale zaprzeczanie własnym uczuciom nie ma sensu tym bardziej. Można tego dokonać jedynie przez oddzielenie ego od ciała, czyli od podstawy życiaa1. I trzeba wtedy stale wysiłkiem woli tłumić uczucia. Jest to męczące i bezcelowe. Porównałem postawę Ericha do uciekiniera przed wymiarem sprawiedliwości, który nie ma odwagi się poddać, chociaż czuje, że ciągłe ukrywanie się przekracza jego siły. Tylko kapitulacja może mu przynieść spokój. Jeśli Erich potrafi dostrzec i zaakceptować fakt, że jego postawa jest naprawdę chora, będzie uzdrowiony. To wyjaśnienie przypadło mu do gustu.

Czego dowiadujemy się o zaburzeniu narcystycznym z przykładu Ericha? Najważniejszą jego właściwością, jak sądzę, jest nieobecność uczuć. Wprawdzie Erich odciął się od swoich uczuć w skrajnym stopniu, ale ich brak czy też zaprzeczanie im to cechy typowe dla wszystkich jednostek narcystycznych. Kolejny aspekt narcyzmu widoczny w osobowości Ericha to potrzeba prezentowania na zewnątrz określonego obrazu. Erich opisywał samego siebie jako kogoś, mówiąc jego słowami, zaangażowanego w „czynienie dobra dla innych”. Ale ten obraz był wypaczeniem rzeczywistości. To, co on nazywał „czynieniem dobra dla innych”, było w istocie narzucaniem im swojej władzy i – pomimo deklarowanych dobrych intencji – czymś prawie nieludzkim. Na przykład, pod pozorem czynienia dobra wykorzystywał swoją dziewczynę: brał od niej miłość, nie odwzajemniając się własną miłością. Takie wykorzystywanie innych ludzi jest typowym rysem osobowości narcystycznej.

Tu nasuwa się pytanie: czy wykorzystywanie przez Ericha władzy można nazwać przejawem pychy? Przecież sam siebie opisywał jako „rzecz”, co trudno uznać za wyolbrzymioną wizję własnej osoby. Ale jego „ja”, obserwujące samego siebie i kontrolujące tę „rzecz”, stanowiło butną superwładzę. Tę butę ego znajdujemy w każdej osobowości narcystycznej, nawet przy braku rzeczywistych osiągnięć i niskim poczuciu własnej wartości.

Definicja narcyza

Dzięki przykładowi Ericha zarysował się nam portret narcyza. Ale jak go zdefiniować bardziej precyzyjnie? W potocznym języku narcyzem nazywamy człowieka, który jest zaabsorbowany samym sobą do tego stopnia, że nie dostrzega innych. Jak stwierdza Theodore I. Rubin, uznany psychoanalityk i autor książek, „narcyz staje się swoim własnym światem i sądzi, że cały świat to on”a2. To naturalnie bardzo ogólny obraz. Bliższe spojrzenie na osobowość narcystyczną oferuje Otto Kernberg, również wybitny psychoanalityk. Według jego słów narcyzowie „prezentują rozmaite kombinacje rozdętych ambicji, fantazji wielkościowych, poczucia niższości oraz nadmiernego uzależnienia od zewnętrznego uznania i podziwu”. Charakterystyczne są według niego również takie cechy jak „ciągły brak pewności siebie, niezadowolenie z siebie, świadoma lub nieświadoma skłonność do wykorzystywania innych i traktowania ich w sposób bezwzględny”a3.

Tego rodzaju opisowe analizy zachowań narcystycznych pomogą nam jednak tylko w rozpoznaniu narcyza, lecz nie w zrozumieniu go. Musimy zajrzeć pod powierzchnię zachowania, by dostrzec leżące u jego podłoża zaburzenie osobowości. Pytanie brzmi: co sprawia, że dana osoba bezwzględnie wykorzystuje innych, a jednocześnie trwale cierpi na brak pewności i niezadowolenie z siebie?

Psychoanalitycy twierdzą, że problem ten rozwija się we wczesnym dzieciństwie. Kernberg wskazuje na zachodzące u małego dziecka „zlanie się obrazów rzeczywistego i idealnego Ja oraz idealnego obiektu w obronie przed nieznośną rzeczywistością relacji interpersonalnych”a4. Mówiąc mniej fachowym językiem, Kernberg twierdzi, że narcyz jest zawieszony na swoim obrazie. W rezultacie nie potrafi odróżnić stworzonego przez jego wyobraźnię obrazu własnej osoby od obrazu rzeczywistego. Te dwie wizje stają się jednością. Nie jest to jednak sformułowanie wystarczająco jasne. W istocie chodzi o to, że narcyz identyfikuje się z wyidealizowanym obrazem, gubiąc obraz rzeczywisty. (Względnie nieistotne jest, czy dzieje się tak dlatego, że obraz rzeczywisty zlewa się z idealnym, czy dlatego, że zostaje zatarty). Narcyz nie funkcjonuje odpowiednio do rzeczywistego obrazu, ponieważ jest on dla niego nie do przyjęcia. Ale jak może go ignorować albo zaprzeczać jego realności? Odpowiedź brzmi: ponieważ mu się nie przygląda. Pomiędzy rzeczywistym Ja a jego obrazem jest taka sama różnica jak pomiędzy osobą a jej odbiciem w lustrze.

Wszystkie te rozważania o „obrazach” zdradzają słabość stanowiska psychoanalitycznego. Podstawą psychoanalitycznej interpretacji zaburzenia narcystycznego jest przekonanie, że o osobowości przesądza to, co dzieje się w umyśle jednostki. Nie bierze się pod uwagę, że procesy cielesne mają równie duży wpływ na myślenie i zachowanie jak procesy umysłowe. Świadomość jest skupiona na obrazach, które decydują o naszych działaniach (lub nawet im podporządkowana). Powinniśmy jednak pamiętać, że obraz implikuje istnienie obiektu, który przedstawia. Obraz Ja – wyolbrzymiony, wyidealizowany lub realny – musi pozostawać w jakiejś relacji z prawdziwym Ja, które jest czymś więcej niż obrazem. Powinniśmy więc skoncentrować uwagę na owym Ja, to znaczy na Ja cielesnym, które jest obecne w umyśle jako obraz. Najprościej ujmując, utożsamiam Ja z żywym ciałem, którego częścią jest umysł. Poczucie własnego Ja zależy od percepcji tego, co dzieje się w ciele. Percepcja zaś to funkcja umysłu polegająca na tworzeniu obrazów.

 

Jeśli Ja jest ciałem, to rzeczywisty obraz Ja musi być obrazem ciała. Wymazać go można tylko przez zaprzeczenie realności wcielonego Ja. Narcyz nie zaprzecza, że ma ciało. Jego rozeznanie rzeczywistości nie jest aż tak ułomne. Widzi jednak swoje ciało jako narzędzie umysłu, poddane jego woli. Ciało działa zgodnie z umysłowymi wyobrażeniami, wolne od uczuć. Chociaż może skutecznie funkcjonować jako narzędzie, na podobieństwo maszyny, i może robić wrażenie niewzruszonego pomnika, to nie ma w nim wtedy „życia”. A to właśnie uczucie ożywienia pozwala na doświadczanie własnego Ja.

Według mnie jest oczywiste, że podstawowym zaburzeniem osobowości narcystycznej jest zaprzeczanie uczuciom. Narcyza zdefiniowałbym jako osobę, której zachowania nie są motywowane uczuciami. Wciąż jednak pozostaje pytanie, dlaczego ktoś miałby zaprzeczać własnym uczuciom. Oraz związane z nim kolejne pytanie: dlaczego zaburzenie narcystyczne jest dziś tak rozpowszechnione w świecie Zachodu?