Głos ciałaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1 Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna

4  Wstęp

5  Pochodzenie wykładów

6  Stres a choroba z bioenergetycznego punktu widzenia Natura choroby Natura stresu Choroby psychosomatyczne Zapobieganie chorobom – radzenie sobie ze stresem

7  Rytm życia. Omówienie relacji pomiędzy przyjemnością a rytmicznymi czynnościami ciała Wykład I. Przyjemność i ból Wykład II. Spektrum emocji Wykład III. Rytmiczne ruchy ciała

8  Oddychanie, ruch i uczucia. Podstawy analizy bioenergetycznej Wykład I. Oddychanie Wykład II. Ruch Wykład III. Uczucia

9  Autoekspresja. Postępy w terapii bioenergetycznej Wykład I. Autoekspresja a spontaniczność Wykład II. Oczy a uczucia

10  Myślenie a odczuwanie. Bioenergetyczna analiza myśli Wykład I. Natura myśli Wykład II. Zaprzeczanie a myślenie Wykład III. Prawda, piękno i rozum

11  Seks a osobowość. Studium potencji orgazmicznej Wykład I. Seks a osobowość Wykład II. Homoseksualizm a heteroseksualizm Wykład III. Natura doznania orgazmicznego Wykład IV. Męska i żeńska seksualność

12  Wola życia a pragnienie śmierci

13  Zgroza: oblicze nierzeczywistości i autoekspresja a zdolność przeżycia Wykład I. Zgroza. W obliczu nierzeczywistości Wykład II. Autoekspresja a zdolność przeżycia

14  Agresja i przemoc jednostki Wykład I. Bioenergetyczna dynamika agresji i przemocy Wykład II. Agresywne funkcje dolnej połowy ciała

15  Zachowanie psychopatyczne a osobowość psychopatyczna

16  Przypisy końcowe

Tytuł oryginału: THE VOICE OF THE BODY

Redakcja: Jacek Ring

Korekta: Anna Brzezińska, Beata Wójcik

Projekt okładki: KAV STUDIO Pola Rusiłowicz

Redaktor prowadzący: Katarzyna M. Słupska

Copyright © 2005 LowenCorp Publishing, LLC. All Rights Reserved

Copyright © for the Polish translation by Paweł Luboński, 2021

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN: 978-83-8143-747-9


Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Wstęp

Doktor medycyny Alexander Lowen jest twórcą analizy bioenergetycznej, nowatorskiego podejścia do psychoterapii, łączącego oddziaływanie psychologiczne z fizycznym. Podczas tego rodzaju terapii informacje dostarczane przez ciało pacjenta, takie jak wzorce napięcia mięśniowego, są wykorzystywane do celów diagnostycznych, natomiast interwencje fizyczne mają na celu zwiększenie u pacjenta świadomości konfliktów, które przejawiają się tymi napięciami, oraz ich rozładowanie. Dane psychologiczne również wspierają proces diagnostyczny, a interwencje psychologiczne mają powodować fizyczne zmiany w ciele pacjenta i utrwalać zmiany w jego psychice uzyskane dzięki pracy fizycznej. Z tego względu analiza bioenergetyczna jest prawdziwie humanistyczną terapią ciała i umysłu, która honoruje zarówno fizyczne, jak i psychiczne aspekty istoty ludzkiej.

Lowen uczył się zawodu u słynnego psychoanalityka Wilhelma Reicha, który z kolei był uczniem samego Zygmunta Freuda. Ten ostatni często podkreślał, że ego w zasadzie przynależy do ciała, ale rozwijana przez niego psychoanaliza poświęcała ciału niewiele uwagi. Natomiast Reich, wychodząc od wglądu Freuda w rolę ciała w psychopatologii, posunął się dalej i opracował różnorodne metody terapeutyczne opierające się na pracy z ciałem pacjenta. Tworząc analizę bioenergetyczną, Lowen przedłużył tę tradycję.

Niniejszy tom zawiera zbiór niepublikowanych dotąd artykułów i wykładów Lowena, które od wielu lat były znane praktykom bioenergetyki pod nieformalną nazwą „monografii Lowena”. Krążyły w prywatnym obiegu w postaci broszur dostępnych w Międzynarodowym Instytucie Bioenergetyki. Zawierają one część najważniejszych i najbardziej wnikliwych koncepcji autora. Dzięki zebraniu ich wszystkich w jednym tomie zlikwidowana zostaje poważna wyrwa w literaturze przedmiotu. Aby książka była przystępna także dla niefachowego czytelnika, teksty nie są ułożone chronologicznie. Tematyka bardziej specjalistyczna została przesunięta na koniec.

W rozdziale zatytułowanym Stres a choroba z bioenergetycznego punktu widzenia Lowen szkicuje teorię choroby objaśniającą to, co zazwyczaj było postrzegane albo jako schorzenie fizyczne, albo psychiczne. Demonstruje nieadekwatność takiego dualizmu, podziału na dwie wykluczające się kategorie. Przedstawia chorobę jako zjawisko psychosomatyczne, zawsze łączące w sobie elementy umysłowe i cielesne. Omawia psychologiczne zmienne mające znaczenie przy leczeniu wielu tak zwanych chorób fizycznych i zapobieganiu im, podkreślając wagę zunifikowanego obrazu umysłu i ciała.

W Rytmie życia autor zajmuje się przyjemnością w odniesieniu do ciała. Zauważa, że podczas gdy choroba jest zwykle postrzegana jako zjawisko materialne, przyjemność uchodzi za coś niematerialnego i ulotnego. Przedstawia zarys teorii przyjemności opierającej się na rytmach ciała, która definiuje to zjawisko jako coś znacznie szerszego niż tylko brak cierpienia, Jego rozważania obejmują również teorię emocji, skupiając się na zgubnych konsekwencjach ich tłumienia, a na koniec poruszają kwestię pola energetycznego, które otacza nas wszystkich i łączy ze sobą.

W rozdziale Oddychanie, ruch i uczucia Lowen rozwija koncepcję rytmów ciała, skupiając się na oddechu i poruszaniu się, dwóch fundamentalnych rytmicznych procesach życiowych determinujących odczuwanie. Prezentuje wiele ćwiczeń terapeutycznych służących pogłębieniu uczuć i podkreśla znaczenie wyrażania wypartych uczuć negatywnych jako punktu wyjścia terapii.

Wątek ten jest kontynuowany w rozdziale Autoekspresja. Postępy w terapii bioenergetycznej. Autor zaznacza z naciskiem, że autoekspresja jest przede wszystkim ruchem. Zwraca też uwagę na znaczenie oczu zarówno w autoekspresji, jak i w nawiązywaniu kontaktu z innymi ludźmi. Dyskusja obejmuje psychologiczną teorię zaburzeń wzroku, a także stanowisko Lowena w kwestii zdrowia emocjonalnego, którego miernikiem jest zdolność do wyrażania uczuć, także przez podtrzymywanie kontaktu wzrokowego z innymi ludźmi.

W rozdziale Myślenie a odczuwanie. Bioenergetyczna analiza myśli Lowen zgłębia rolę myślenia w odniesieniu do emocji, w tym jego funkcję adaptacyjną i możliwość jego zniekształcenia przez mechanizmy obronne. Podkreśla znaczenie myśli wspierającej krytyczny racjonalizm i wzmacniającej asertywność jednostki. Bada również relację myślenia do prawdy i piękna.

W Seksie i osobowości autor prezentuje spojrzenie na seksualność wyprowadzone z przebiegu ewolucji człowieka. Według niego ma ona fundamentalne znaczenie dla przełamania poczucia izolacji i osamotnienia zaszczepionego nam w procesie indywidualizacji. Rozwija ten wątek, porównując dynamikę homoseksualizmu z heteroseksualizmem. Wprowadza też teorię doświadczenia orgazmicznego, znajdującego odmienny wyraz u kobiet i mężczyzn.

W szkicu Wola życia a pragnienie śmierci Lowen rozważa, w jaki sposób obie te siły mogą stanowić przeszkodę w osiągnięciu życiowego spełnienia. Oczywistą przeszkodą jest orientacja na dążenie do śmierci, wyrażająca się w idei samobójstwa; autor wskazuje jednak, że także wola życia może stwarzać trudność, gdyż powoduje negowanie ludzkich dylematów. Podkreślając znaczenie agresji w służbie spełnienia, proponuje sposób rozstrzygnięcia tych dylematów.

 

Temat walki życia ze śmiercią kontynuuje w rozdziale Zgroza: oblicze nierzeczywistości i autoekspresja a zdolność przeżycia. Zgroza, zdefiniowana jako odczucie szoku, jest przedstawiona jako endemiczne w naszej kulturze zjawisko zagłuszające uczucia. Autor widzi w autoekspresji środek zaradczy na otępienie emocjonalne wywołane przez zgrozę.

W Agresji i przemocy jednostki Lowen odróżnia agresję i przemoc od okrucieństwa. Przedstawia koncepcję „zawieszenia”, polegającego na odcięciu się jednostki od dolnej połowy własnego ciała, czyli wnętrzności i genitaliów, oraz rolę tej dolnej części w agresji i przemocy.

Na koniec w rozdziale Zachowanie psychopatyczne a osobowość psychopatyczna Lowen rozważa rolę władzy i siły w kontekście pustego, frustrującego i autodestrukcyjnego stylu życia. Psychopatę postrzega jako jednostkę skoncentrowaną na manipulacji i wywyższaniu samej siebie, bez zwracania uwagi na szkodliwość środków służących temu celowi.

Niniejszy zbiór pism Lowena prezentuje bioenergetyczne podejście do wielu zagadnień, które nie były omawiane w dotychczas opublikowanych jego pracach, a tematy, poruszone przez autora już wcześniej, zostały pogłębione i przedstawione w szerszym ujęciu. Błyskotliwe wglądy Lowena będą wielce przydatne każdemu czytelnikowi poważnie zainteresowanemu analizą bioenergetyczną czy szerszą dziedziną terapii umysłu i ciała (czasem zwanych somatycznymi). Zbiór ten jest szczególnie na czasie teraz, niedługo po opublikowaniu od dawna oczekiwanej autobiografii Lowena Honoring the Body (Cześć dla ciała). Chciałbym w tym miejscu podziękować Alexandrowi Lowenowi za udostępnienie tych tekstów do publikacji, a dr. Robertowi Glazerowi, prezesowi Florydzkiego Towarzystwa Analizy Bioenergetycznej, za zaproponowanie mi funkcji ich redaktora.

dr Harris Friedman, redaktor książki

emerytowany profesor Saybrook Graduate School

profesor Uniwersytetu Florydy (gościnnie)

certyfikowany terapeuta bioenergetyczny i psycholog z licencją stanu Floryda

Pochodzenie wykładów

Wykład wygłoszony w hotelu Biltmore w Nowym Jorku

1965 – Oddychanie, ruch i uczucia. Podstawy analizy bioenergetycznej

Wykłady wygłoszone w Kościele Wspólnotowym w Nowym Jorku

1962 – Seks a osobowość. Studium potencji orgazmicznej

1966 – Rytm życia. Omówienie relacji pomiędzy przyjemnością a rytmicznymi czynnościami ciała

1967 – Myślenie a odczuwanie. Bioenergetyczna analiza myśli

1968 – Autoekspresja. Postępy w terapii bioenergetycznej

1969 – Agresja i przemoc jednostki

1972–1973 – Zgroza: oblicze nierzeczywistości i autoekspresja a zdolność przeżycia

1975 – Zachowanie psychopatyczne a osobowość psychopatyczna

Inne wykłady

1980 – Stres a choroba z bioenergetycznego punktu widzenia

1982 – Wola życia a pragnienie śmierci

1.

Stres a choroba z bioenergetycznego punktu widzenia
Natura choroby

Wykład ten jest owocem mojego zainteresowania schorzeniami psychosomatycznymi, takimi jak artretyzm, owrzodzenie okrężnicy, choroba wieńcowa, liszaj, łuszczyca czy migrena. Przez wiele lat z pewnym powodzeniem leczyłem cierpiących na nie pacjentów. Było jednak również wiele niepowodzeń, które zmusiły mnie do zastanowienia się nad naturą tych chorób. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie pewna obserwacja. Niektóre osoby są bardziej podatne na schorzenia somatyczne, podczas gdy inne – na schorzenia psychiczne. Wydaje się, że te dwa rodzaje reakcji na traumę lub stres są w jakimś stopniu rozłączne. Długo jednak trzymałem się poglądu, że wszystkie choroby mają naturę psychosomatyczną, ponieważ psyche i soma to tylko dwie różne strony funkcjonowania organizmu. Tę widoczną sprzeczność może tłumaczyć teza Wilhelma Reicha mówiąca, iż psyche i soma są sobie przeciwstawne, a zarazem funkcjonalnie tożsame. Funkcjonują identycznie na poziomie energetycznym i na tym właśnie poziomie najłatwiej zrozumieć reakcje ciała na stres.

Twierdzenie, że wszystkie choroby można postrzegać jako reakcję na stres, nie jest nowym pomysłem. Rolę stresu w etiologii pewnych przewlekłych schorzeń pięknie wykazał Hans Seyle, pionier tej dziedziny. Aby jednak uzasadnić tę tezę, musimy rozszerzyć pojęcie stresu, żeby objęło również takie sytuacje, jak zakażenie organizmami chorobotwórczymi lub pasożytami, a nawet nieszczęśliwe wypadki. Dla przykładu, jeśli ktoś zwichnął nogę w kostce, jest niewątpliwie chory (nie czuje się dobrze), gdyż opuchlizna i ból nie pozwalają mu swobodnie chodzić. W tym wypadku stres to uszkodzenie stawu, na które organizm reaguje opuchlizną i bólem. Uraz jest źródłem stresu, a ten z kolei wywołuje reakcję, którą postrzegamy jako schorzenie. Jeśli uraz jest znikomy i nie powoduje bólu ani opuchlizny, to nie będziemy takiej osoby uznawać za chorą.

Bakterie chorobotwórcze też są stresorem, kiedy wdzierają się do organizmu. Również w tym wypadku stres może być łagodny i wywoływać znikomą reakcję ciała. Ale może też być całkiem poważny, jeśli bakterie są zjadliwe i powodują chorobę przejawiającą się gorączką, stanem zapalnym i osłabieniem. Gdy ciało radzi sobie ze stresem wywołanym przez któryś z tych czynników i funkcjonuje przy tym w miarę normalnie, nie mówimy o chorobie. W tym rozumieniu choroba oznacza zaburzenie normalnych funkcji ciała. Zawsze jest to oznaka jego niezdolności do radzenia sobie ze stresem.

A oto kolejny przykład. Niedawno poparzył mnie trujący bluszcz1. Oczywiście nie zostałem przez niego zaatakowany. Po prostu dotknąłem pędów tej rośliny, która wydziela olejki o lekko toksycznym działaniu na ludzką skórę. Po paru dniach moje przedramiona zareagowały opuchlizną, wysypką i nieznośnym swędzeniem. Również na innych częściach ciała wystąpiły obszary podrażnione i silnie swędzące. W końcu zażyłem dawkę kortyzonu, co szybko zlikwidowało opuchliznę, ale swędzenie ustępowało stopniowo. W tym wypadku choroba była reakcją ciała na stres spowodowany przez toksyczną wydzielinę bluszczu, stanowiącą stresor. Wysypka, opuchlizna i swędzenie to były przejawy wysiłków organizmu mających na celu przezwyciężenie lub usunięcie stresora oraz naprawienie wyrządzonych przez niego szkód. Ale zdarzało mi się również zetknąć się z trującym bluszczem bez żadnych przykrych konsekwencji. W tych wypadkach ciało radziło sobie ze stresem, nie naruszając mojego dobrego samopoczucia.

Zwracam uwagę, że reakcja na stres zawsze występuje z pewnym opóźnieniem po pojawieniu się stresora. To zjawisko wymaga wyjaśnienia. Czy zauważyliście, że kiedy skaleczycie się jakimś ostrym narzędziem, nie czujecie w tym momencie bólu? Ból pojawia się po kilku sekundach. To dlatego, że uraz przyprawia organizm o chwilowy szok. Rana zaczyna boleć dopiero wtedy, gdy szok ustępuje i ciało reaguje wydzielaniem płynu ustrojowego mającego zaleczyć skaleczenie. Wydzielina następnie się zagęszcza, zakrywając uszkodzenie powierzchni organizmu. Później zamienia się w strup. W tym wypadku ból wiąże się z ciśnieniem powstającym, kiedy napływ płynu, krwi i energii napotyka opór rany. Należy go postrzegać jako pozytywny przejaw życia. Agonia i śmierć nie są bolesne. To walka organizmu ze śmiercią przejawia się jako ból. Aby lepiej zrozumieć, że ból jest skutkiem starcia sił życiowych z oporem lub blokadą, zwróćmy uwagę na bóle porodowe, które występują, kiedy głowa noworodka przeciska się przez ciasną szyjkę macicy. Podobna sytuacja zachodzi, gdy obfita i twarda masa kału jest wypychana przez wąski otwór odbytu. Sama blokada czy zwężenie nie powodują bólu, dopóki nie zostanie przeciwko nim użyta siła. Jeśli jednak siła nie spotyka się z oporem, swobodny przepływ jest wręcz przyjemny. Najlepszą ilustracją będzie tu odmrożenie. Zmrożona część ciała nie boli. Ból pojawia się, kiedy zaczyna się ona ogrzewać. Wiąże się to z ciśnieniem wywieranym przez krew napływającą do zamarzniętych i zwężonych naczyń. Ogrzewanie odmrożonych palców lub dłoni trzeba przeprowadzać bardzo powoli, aby uniknąć silnego bólu oraz uszkodzeń tkanek. Natychmiastową reakcją na każdy uraz jest szok, który może doprowadzić nawet do utraty przytomności. Dopiero kiedy szok ustępuje i ciało zaczyna celowo reagować na traumę, pojawia się ból. To samo można powiedzieć o stanach zapalnych.

W chorobie powinniśmy zatem widzieć podejmowany przez ciało wysiłek przywrócenia integralności po jakiegoś rodzaju traumie. Po raz pierwszy zetknąłem się z tym punktem widzenia podczas studiów medycznych. Wyraził go mój wykładowca patologii. Później przekonałem się, że w dziewiętnastowiecznej medycynie było to podejście powszechne. Wywodziło się z koncepcji Claude’a Bernarda, który uważał chorobę za próbę zachowania przez ciało homeostazy, w sytuacji gdy adaptowanie się do niszczącej siły nie jest właściwą reakcją. Uważam to za podstawową koncepcję medycyny. Termin „trauma” obejmuje tu każde uszkodzenie organizmu. Oznacza przytłaczający stres, niezależnie od natury stresora. Jeśli ciało nie zdoła poradzić sobie ze stresem, choroba kończy się śmiercią.

Stres nie musi koniecznie prowadzić do choroby. W ciągu życia jesteśmy poddawani wielu stresom, które potrafimy wziąć na swoje barki. Nasz organizm radzi sobie z codziennymi stresami i nie dochodzi do zaburzeń jego normalnego funkcjonowania. Kiedy podnosimy jakiś ciężar, nasze ciało doznaje stresu, a przecież stale nosimy różne ciężkie rzeczy i nie mamy z tym żadnego problemu. Czasem jednak ciężar jest zbyt wielki lub nieporęczny i wtedy wyrządzamy sobie krzywdę. Stres jest wówczas zbyt silny, byśmy mogli się z nim uporać. Niedawno przydarzyło mi się coś takiego.

Chciałem zmienić koła w samochodzie i mocowałem się z jedną ze śrub. Czując, że się zablokowała, z całej siły szarpnąłem klucz do góry. Nakrętka nie drgnęła i cały samochód niemal oderwał się od ziemi, a ja poczułem, jak chrupnęło mi w plecach. Zdawałem sobie sprawę, że coś sobie zrobiłem, ale nie czułem bólu, więc pracowałem dalej. Poluzowałem w końcu śrubę, stając na kluczu nogą, więc udało mi się zmienić wszystkie koła. Kiedy skończyłem, czułem sztywność w grzbiecie, ale mogłem się rozprostować i poruszać bez odczuwania bólu. Przez dobry tydzień byłem nieco usztywniony w krzyżu, ale zaradziły temu ćwiczenia bioenergetyczne. Jakieś trzy tygodnie później pojawiły się bardzo nieprzyjemne kłujące doznania w dolnej części miednicy. Trwało to półtora dnia. Jeszcze parę dni później zaczęło mnie boleć prawe biodro.

Przez trzy kolejne miesiące ilekroć stąpałem prawą nogą, czułem ból w biodrze. Bolało mnie też, kiedy wypychałem miednicę do tyłu, jak przy seksie. Ból wydawał się zlokalizowany głęboko w prawym pośladku i rozprzestrzeniał się w górę, ku okolicy lędźwiowo-krzyżowej. Z trudem przewracałem się w łóżku na drugi bok. Kiedy wstawałem rano, bałem się stąpnąć prawą stopą. Przy chodzeniu niekiedy lekko utykałem. Rozstrój i ból były zawsze silniejsze z rana, ale ćwiczenia bioenergetyczne przynosiły ulgę i mogłem poruszać się w miarę swobodnie. Nadal uczęszczałem na kurs ćwiczeń bioenergetycznych, ale musiałem zachowywać ostrożność przy chodzeniu. Kiedy ból się nasilał, zatrzymywałem się. Brałem też masaże, ale mniej regularnie, bo akurat były wakacje. Raz poprosiłem masażystkę, żeby mocniej potraktowała prawy pośladek, ale rezultat okazał się katastrofalny – dwa dni później ból znacząco się nasilił. Sądziłem, że ten zabieg rozluźni napięte mięśnie, ale nie pomógł. Doświadczenie to przekonało mnie jednak, że mięśnie dna miednicy są w stanie skurczu i potrzebują dłuższego odpoczynku. W rzeczywistości problem dotyczył całej prawej połowy mojego ciała. Napięcie było wyczuwalne wszędzie, od rejonu nerek aż po stopę.

Nie poszedłem z tym do lekarzy, gdyż nie spodziewałem się, żeby zdołali rozpoznać naturę moich dolegliwości. Byłem w miarę sprawny, więc nie miałem ochoty oddawać się w ich ręce. Bardzo nie lubię dzielić się z kimś innym odpowiedzialnością za swoje ciało. Dopóki mogłem się poruszać, ufałem, że ciało samo się wyleczy. Nie przerażał mnie też ból, bo zdawałem sobie sprawę, że jest to część procesu zdrowienia. Kiedy jednak nie następowała znacząca poprawa, zgłosiłem się kolejno do dwóch kręgarzy. Biorąc pod uwagę dźwięk, który usłyszałem w chwili wypadku, przypuszczałem, że doszło u mnie do niewielkiej dyslokacji kręgów. Pierwszy z tych fachowców przeprowadził kilka prób, które wykazały jego zdaniem, że mogę mieć przepuklinę pomiędzy kręgami L4 i L5. Położył mnie na stole zabiegowym i wykonał kilka ostrożnych ruchów, ale wydawało się, że większą ulgę przynosi mi ogrzewanie bolesnego obszaru w pośladku. Po tej wizycie poczułem się nieco lepiej, ale następnego dnia ból powrócił. Nie poszedłem już do tego kręgarza na kolejne zabiegi, chociaż mówił, że są potrzebne. Według jego opinii cierpiałem na rwę kulszową spowodowaną uciskiem nerwu kulszowego. Zgadzałem się z jego diagnozą, a ponieważ dolegliwości nie ustały, miesiąc później poszedłem do innego polecanego mi kręgarza. Potwierdził on diagnozę kolegi, ale jego zdaniem przesunięty miałem dysk pomiędzy L5 i S1. Podczas zabiegu pchnął prawą stronę mojej miednicy do tyłu, co wywołało lekkie kliknięcie. Znowu poczułem się nieco lepiej. Również ten specjalista zalecał dalsze leczenie, ale nie zdecydowałem się na nie.

 

Kontynuowałem ćwiczenia i masaże i stopniowo ból zaczął słabnąć. W październiku byłem u doktora McIntyre’a. Powiedział mi, że słyszał od kilku ortopedów, iż ucisk nerwu kulszowego powodujący ból w nodze wynika z przykurczu mięśnia pośladkowego średniego, który ciśnie na nerw przechodzący przez otwór kulszowy w miednicy. Właśnie w tym miejscu czułem zawsze najsilniejszy ból. Doktor dodał, że zaleca się skłony do przodu z nogami prostymi w kolanach, co rozciąga mięśnie kulszowo-goleniowe. Przypominało to wykonywane przeze mnie ćwiczenia bioenergetyczne. Wychodziło na to, że potrzeba mi jedynie pchnięcia miednicy do tyłu, by skurcz się rozszedł. I to miały załatwić skłony. Ale kiedy pewnego dnia podczas seksu cofnąłem miednicę, poczułem, że coś odpuściło w miejscu wcześniej najbardziej bolesnym. Od tego czasu nic mnie nie bolało, ani plecy, ani pośladki, ani nogi. Czułem się nawet bardziej rozluźniony w tych okolicach, dzięki temu, że byłem zmuszony poświęcić im szczególną uwagę.

Gdy przemyślałem sytuację, która wywołała u mnie rwę kulszową, uświadomiłem sobie, że to nie był zwykły przypadek. Przecież dobrze wiedziałem, jak powinienem postępować. Miałem świadomość, że podnosząc duży ciężar lub szarpiąc coś w górę, powinienem mieć nogi ugięte w kolanach. Nasuwał się więc jedyny możliwy wniosek, że moje działanie było nieświadomie ukierunkowane na zrobienie sobie krzywdy. Ale dlaczego? Cóż, pomimo całej bioenergetycznej pracy z własnym ciałem, w pewnym sensie nie miałem kontaktu z napięciem w dolnej części moich pleców. Uraz przyciągnął moją uwagę do tego obszaru i skłonił mnie do bardziej intensywnego zajęcia się nim. Stałem się również bardziej świadomy swojej skłonności do rozwiązań siłowych. Jestem zdecydowanie praworęczny i prawostronny. Ból w prawej nodze zmusił mnie do przenoszenia ciężaru na lewą nogę, co pomogło w zachowywaniu równowagi ciała i osobowości. Nie każdy uraz przynosi takie korzystne konsekwencje, niemniej jednak większość ludzi słabo kontaktuje się z własnym ciałem i własną osobowością. Ból ich przeraża, więc unikają jakiejkolwiek związanej z nim sytuacji. Nie doceniają faktu, że ból jest pozytywną reakcją ciała na stres.

Kiedy ciało jest przeciążone działaniem stresora, jego pierwszą reakcją jest szok, którego składnikiem jest odpływ energii i krwi z powierzchni ciała – ze skóry, błon śluzowych i mięśni prążkowanych. Szok ten może być zlokalizowany, jak w wypadku drobnych skaleczeń, ale najczęściej jest reakcją uogólnioną. Utrata energii tłumaczy, dlaczego włosy mogą posiwieć pod wpływem wstrząsu. Ciemnieją ponownie, kiedy energia wraca do cebulek włosowych. Ta sekwencja szoku (wycofania energii) i odbicia (powrotu energii) jest moim zdaniem typowa dla wstępnej fazy wszystkich chorób. Najwyraźniej jest widoczna przy zwykłym przeziębieniu. U mnie zaczyna się ono często od bólu gardła (zapalenia górnych dróg oddechowych). Kładę się wtedy do łóżka i staram się wypocić chorobę. Zażywam aspirynę, piję gorącą herbatę i starannie się okrywam. Kiedy ból gardła ustępuje, pojawia się katar, który może potrwać kilka dni. Przez cały czas leje mi się z nosa.

Przeziębiam się zawsze za sprawą jednego z dwóch czynników. Pierwszym jest przemęczenie. Wystarczy, że zmarznę w chwili, gdy jestem zmęczony, i od razu łapię przeziębienie. Nie zdarza się to, gdy jestem wypoczęty. Zmęczenie oznacza obniżoną zdolność opierania się chorobie; moja energia czasowo się wyczerpuje. Drugi czynnik to stres. Jego źródłem może być wychłodzenie fizyczne (przebywanie w niskiej temperaturze) lub emocjonalne, albo też specjalny wysiłek, taki jak wystąpienie publiczne. Jaką rolę odgrywa w tym wirus? Sądzę, że jest on obecny w naszym ciele cały czas, od chwili gdy po raz pierwszy zetknęliśmy się z nim w niemowlęctwie lub dzieciństwie. Zazwyczaj nie jest aktywny. Mówimy wtedy, że ktoś ma wysoką odporność.

Na ogół mija parę dni pomiędzy wystawieniem na działanie stresora a rozwinięciem się choroby. Co się dzieje w tym czasie? Mówi się, że jest to okres inkubacji. Myślę, że mogę podać lepsze wyjaśnienie. Przeziębienie zaczyna się w chłodzie, a kończy w cieple. Chłód oznacza obniżenie temperatury ciała. Organizm może przeciwstawić się temu za pomocą gorączki. Ja próbuję podnieść temperaturę za pomocą środków zewnętrznych. Ochłodzenie jest skutkiem szoku, odpływu krwi i energii z zewnętrznych powłok ciała, w tym także śluzówki górnych dróg oddechowych. Komórki błony śluzowej kurczą się i wychładzają. Gdy w ciele następuje odbicie po szoku, krew i energia napływają ponownie do śluzówki gardła, wywołując „eksplozję” wychłodzonych komórek. (Palący ból silnie przeziębionego gardła przypomina podobny ból odmrożonych palców, gdy zbyt szybko się je ogrzewa). Komórki rozpadają się i zostają zastąpione nowymi. Ich pozostałości muszą być usunięte, tworzą one ropną wydzielinę z gardła. Śmierć i rozpad wychłodzonych komórek wiąże się z rozprzestrzenianiem wirusa.

W świetle powyższego przeziębienie ma dwa etapy. Przed wystąpieniem objawów tkanki są w stanie zamrożenia, a ciało przeżywa szok. Potem następuje odwilż, pojawiają się objawy, z nosa zaczyna cieknąć. Przypomina to wiosenne topnienie zamarzniętego potoku. Zamrożenie i tajanie odpowiadają szokowi i odbiciu po szoku. Czy zauważyłeś, że po przeziębieniu czujesz się jak odnowiony? Po części zawdzięczamy to wymuszonemu przez chorobę odpoczynkowi, ale energetyczne odbicie po szoku również ma znaczenie. Jeśli usuwamy symptomy, ryzykujemy, że stan zmęczenia się utrzyma i będziemy bardziej podatni na poważniejsze schorzenia.

Pospolite przeziębienie wiele mówi badaczowi chorób psychosomatycznych. Po pierwsze, wydaje się, że przeziębienie i depresja w jakimś stopniu wzajemnie się wykluczają. Ja łatwo się przeziębiam, ale rzadko bywam w depresji. Wspólnym elementem obu tych reakcji jest stan obniżonej energii (zmęczenie, wyczerpanie). Później odpowiem na pytanie, dlaczego u jednych osób skutkuje to przeziębieniem, a u innych depresją. Kolejnym godnym uwagi aspektem przeziębienia jest fakt, że rzadko dotyka ono cierpiących na schizofrenię. Kiedy taka osoba się przeziębi, jest to zwykle oznaka poprawy jej zdrowia psychicznego.

Widoczna odporność schizofrenika na przeziębienie tłumaczy się tym, że pozostaje on stale w szoku. Opisywałem wcześniej jego sytuację jako stan „zamrożenia”. Z tego powodu nie reaguje on na zimno czy mróz tak jak inni ludzie. Ładnie to ilustruje przypadek młodej kobiety, która przyszła do mojego gabinetu przez zasypane śniegiem ulice Nowego Jorku, mając na nogach tylko płócienne pantofle. Obuwie to było całkiem przemoczone, a stopy pacjentki posiniały z zimna. Ona jednak zupełnie tego nie czuła, gdyż nie miała kontaktu z własnym ciałem. Była zamrożona. Trafiła do szpitala psychiatrycznego z rozpoznaniem schizofrenii. Inna osoba na jej miejscu skończyłaby w zwykłym szpitalu z zapaleniem płuc. Kiedy schizofrenik zaczyna wychodzić ze stanu ogólnego zamrożenia, czyli rośnie jego wrażliwość, wtedy pod wpływem zmęczenia i wychłodzenia może się przeziębić.